PBF - Charleston by Night

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 01 marca 2015, 15:16

Pale dwa punkty krwii żeby wykleczyć się z dwóch punktów obrażeń.
Ravnos, jak na kacu, ruszył w strone elektronicznych zabawek. Zresetował od niechcenia kod, przestawiając go na 661944. Potem powrócił do zebranych.
Ostatnio zmieniony 01 marca 2015, 15:56 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 01 marca 2015, 15:51

Terry ruszył w stronę łowcy i jego ofiary. Drżącą dłonią zwrócił zakrwawiony kołek właścicielowi. Darth Namtar przerażał go, a scenka zaobserwowana przed chwilą tylko pogłębiała ten strach. Dobrze jednak było wiedzieć że mimo wszystko Zabójca reagował na argumenty inaczej, niż na zagrożenie.

Morderca wziął od niego kołek i oblizał go z wyraźną przyjemnością. Terry starał się tego nie dostrzegać. Sięgnął po kolejne krzesło, ustawił je naprzeciwko sparaliżowanego kainity i usiadł na nim. Skinął głową w stronę Assamity, dając mu tym samym znak. Ten nachylił się nad Brujahem, wbijając mu jednocześnie palce pod obojczyk:

- Oni chcą z tobą rozmawiać, więc za chwilę wyjmę ci kołek. - powiedział półgłosem do ucha ofiary - Nie rób niczego głupiego, bo będzie bardziej bolało. Dużo bardziej. Ta rozmowa jest dla ciebie jedyną szansą przedłużenia swojej egzystencji, więc się postaraj. Nie chcesz poznać mnie bliżej, prawda?

Malkavian przemilczał motywacyjną przemowę Namtara. Skupił się na pytaniach które powinien zadać. Spojrzał przesłuchiwanemu głęboko w oczy. Mężczyzna nie wyglądał dobrze, był blady i przerażony. Terry zdawał sobie sprawę, że zastosowana przez Assamitę terapia musiała silnie na niego zadziałać. Powoli i wyraźnie zaczął mówić, kładąc akcent w odpowiednich miejscach.

- Dlaczego tu jesteś? Przyszedłeś z własnej woli, czy na czyjeś polecenie?

- Wysłał mnie tutaj Biskup Hoqax - odpowiedział drżącym głosem Brujah.

- Czego tu szukałeś? Śledziłeś kogoś z nas?

- Mam się dowiedzieć, po co tutaj naprawdę jesteście... - kontynuował jeniec patrząc prosto w oczy Terrego. - Proszę wypuścicie mnie! Będę pracował dla was, naprawdę! Błagam....

- Przybyłeś tu wraz ze wszystkimi, by potem się ukryć, czy zwyczajnie się włamałeś? - przerwał mu Terry.

- Włamałem się, reszta czeka na ulicy...

Terry zacisnął pięści. Zrobił krótką pauzę, aby się uspokoić, po czym kontynuował przesłuchanie.

- Więc nie jesteś tu sam. Kto jeszcze się tu kręci?

- Przyszedłem tutaj z kilkoma osobami z swojej sfory... Lepiej, żeby nie dowiedzieli się, że wpadłem... - głos Brujaha brzmiał prawie jak prośba.

- Ile tu jest osób? - wtrącił się Namtar.

- W samochodzie na ulicy, czekają... Jest ich sześciu. Ale błagam was, nie alarmujcie ich... Ja naprawdę mogę być przydatny...

Zabójca spojrzał księdzu w oczy.

- Zabić?

Pytanie w równym stopniu zaskoczył Malkaviana, co przeraziło. Przez chwilę nie wiedział co odpowiedzieć. W końcu zebrał się w sobie. Przeżegnał się. Zdezorientowanym lecz błagalnym spojrzeniem szukał kogoś kto poprze go w jego następnych słowach. Nie widząc wyraźnego zrozumienia u żadnego z obecnych, samotnie postanowił trwać po stronie światła.

- Wtedy poinformujemy Biskupa o niepowodzeniu jego planów. Pozwalając mu wierzyć w ich powodzenie, możemy nim sterować, może wydobyć cenne informacje. Wolałbym, byśmy nie podejmowali zbyt pochopnych decyzji.
Zdania w których wykorzystujecie Dominację będą czcionką pogrubioną, chyba że ktoś chce użyć Dominacji w sposób ukryty, to niech pisze w spojlerze.
Spoiler!
Woda Życia 1: 2 sukcesy:
Ravnos, 13 pokolenie.
Ostatnio zmieniony 01 marca 2015, 16:15 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 01 marca 2015, 16:09

- Zapytaj go co podsłuchał z naszych rozmów - rzucił Ravnos, kierując się w stronę najbliższego krzesła.
- Kto jest szefem watahy, czy miał złożyć raport jemu czy Biskupowi osobiście. Wiedza na temat takich dupereli związanych z ciągiem dowodzenia znacznie ułatwia przeprowadzanie dywersji. Niemniej Malkav ma racje, nie możemy posuwać się do barbarzyństwa jakim operuje Sabat. Nie jeżeli chcemy być skuteczni.
Ostatnio zmieniony 01 marca 2015, 16:21 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 01 marca 2015, 18:05

- Ja wszystko powiem - jęknął Brujah - Serio. Nigdy nie lubiłem Sabatu! Tylko zabierzcie tego psychola...

Namtar pochylił się nad nim, wydawał się nadal rozbawiony w swój popieprzony sposób.

- Psychol na razie zostaje - rzekł, nie zdejmując ręki z ramienia jeńca. - Więc lepiej mów, co wiesz, zanim zacznie się nudzić...

Więzień wzdrygnął się.

- Miałem wszystko przekazać bezpośrednio Hoqaxowi - kontynuował zdenerwowany. - Wszedłem do domu kilka minut temu. Słyszałem jak mówiliście coś o niejakim Blue Crane...nie mam pojęcia kto to jest. Liderem sfory jest Fred Reeny z klanu Lasombra. Obiecuję wam, że będę pracował dla was, ale darujcie mi życie. Wiem, że moja sytuacja jest beznadziejna... - Brujah spojrzał w stronę Terrego:

- Nazywam się Klaus Winterstrum. Jestem katolikiem Ojcze, czy mogę się wyspowiadać przed śmiercią? Ten psychol za mną i tak pewnie mnie zabije. Proszę... błagam ja nie chciałem tego zrobić, to Sabat mnie zmusił... na wszystkie świętości zaklinam, miejcie litość...!

Jego błagalne spojrzenie zrobiło wrażenie na zebranych.
Wszyscy widzicie, że Brujah jest przerażony i mówi prawdę. Zresztą nie widzicie podstaw, by miał kłamać. Wola przeżycia bierze górę nad lojalnością względem Sabatu.
Spoiler!
Test Zabezpieczeń przy zmianie numeru systemu alarmowego: ST:6 = 4 sukcesy. Bez problemu zmieniłeś ten numer, ale zauważyłeś przy okazji coś co ciebie zaniepokoiło. Nigdy wcześniej nie widziałeś, by tego rodzaju alarm zachowywał się w taki sposób. Gdy dorwałeś się do panelu głównego, miałeś wrażenie że jest zepsuty, ale okazało się że cyfry pojawiają się na wyświetlaczu losowo. Coś jak wirus, ale tam nie było żadnego systemu operacyjnego. Nie wiesz jak to możliwe, ale odłączenie zasilania na minutę rozwiązało problem.
Ostatnio zmieniony 01 marca 2015, 18:30 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 01 marca 2015, 18:22

- Z jakiego klanu? - syknął Morderca na wzmiankę o liderze sfory. Jego dobry humor momentalnie ulotnił się - Lasombra, Yel'an Ardak A'rs!*

- Chyba nie wierzycie temu kłamliwemu psu? - zwrócił się do zebranych Munafiqun. - Łże, by ocalić swoją krew. To wróg, najlepiej go zabić. Jak i tą sforę kundli, przed domem. Powiedzcie słowo, a zrobię to...

Rzekł, odsłaniając kły, tym razem w jego głosie dało się odczytać coś więcej niż tylko chęć łowów. Tym razem brzmiała w nim czarna nuta nienawiści. Myśl o bliskości Kafira ze Klanu Ciemności wbijała się pod czaszkę, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Odruchowo zacinał palce na ramieniu Brujah, który syknął głośno i zaszlochał, patrząc błagalnie na Terrego.


* arab. Niech będzie przeklęty twój ród!
Ostatnio zmieniony 01 marca 2015, 18:32 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 02 marca 2015, 02:37

Wszystko działo się tak szybko. Dawno już odwykł od podobnego tempa egzystencji. Upłynęło tak wiele lat odkąd.. Nieistotne.

-Nie zdążyłem wpisać się do księgi. Chciałem uczynić to jako ostatni. - Nosferatu zmienił temat nie zwracając uwagi na szlochania brujaha.

-Cały czas miałem ją na oku, zerkałem wyczekując na odpowiedni moment, a jednak..
.. jednak ktoś bezczelnie wlazł tutaj, pomiędzy nas za nic sobie mając obecność zabójcy, lekceważąc nasze moce. Ktoś, dla kogo sztuka pozostawania niezauważonym musi być dalece poza naszymi zdolnościami. Nie chcę źle prorokować, ale obawiam się, jak długo byliśmy obserwowani. Mówiliśmy o swoich przewagach i słabościach. Zdradziliśmy swoje zamierzenia.

-I bynajmniej nie dokonał tego nikt z grona towarzyszących temu tu przybłędzie partaczy. Być może nadal nie jesteśmy tu sami.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 02 marca 2015, 14:23

Pierwsza fala nienawiści opadła i mógł się bardziej skupić. Słuchając wypowiedzi Nosferatu pojął, że jeśli tego nie zrobi, może zacząć robić się paskudnie. Zagrożenie wciąż było poważne, a poziom zamętu wśród Munafiqun bynajmniej go nie zmniejszał. Ktoś tutaj musiał ogarnąć tą sytuację i podejrzewał, że poza nim nie ma innych kandydatów. Rozluźnił palce zaciśnięte na ramieniu Brujaha, który trząsł się spazmatycznie. Przelotnie skonstatował, iż jakimś cudem nie połamał mu kości. Pies zna Odporność - przypomniał sobie - przydała mu się.

- Cieszę się - odezwał się powoli do Horacego, cedząc słowa. - że zdecydowałeś o losie tego śmiecia. Bowiem zgaduję, że jeśli rozmawiasz przy nim o sprawach ważnych, to nie opuści on żywy tego domu.

- Ja nic nie słyszałem! - krzyknął rozpaczliwie Klaus - Serio! Nic nikomu nie powiem! Ja nie chcę nic...

Namtar przerwał mu wbijając kołek w ranę na sercu. Ciało Brujaha opadło bezwładnie na krzesło.

- Trzy sprawy - powiedział spokojnie Morderca zwracając się do Horacego. - Po pierwsze jeśli o księgę chodzi: nie było cię na dole, bowiem gdy ja się pojawiłem, ty wyszedłeś. Widziałem to. Przyszedłeś dopiero, gdy Amir został z nami sam. Wcześniej wyprosił wszystkich z tego domu. W czasie, w którym cię nie było księgę mógł wynieść dosłownie każdy. Większość z nas patrzyła bowiem na Amira lub na Paina. Mówiąc szczerze, nawet gdyby ktoś wyniósł ją na moich oczach, nie zwróciłbym na to najmniejszej uwagi. Nie znam waszych zwyczajów i pewnie uznałbym, że to za jakiś element ceremonii. Jestem jedynie pewien, że księgi nie wziął Biskup, Anarchista ani Amir. Poza tym Terry mówił, że wie, kto wykonał ten rytuał Taumaturgii. Więc chyba mamy problem z głowy. To tyle na ten temat.

- Po drugie - zwrócił się do wszystkich zebranych - Klaus ma dziurę w sercu i pokrwawioną koszulkę. Wypuszczenie go w tym stanie nie ma sensu. Zakładam, że reszta kundli z jego sfory nie jest ślepa i zorientuje się, co zaszło. Poza tym Hoqax i tak mu przetrzepie pamięć. Tak więc nadal obstaję, by ich zabić.

Zęby mordercy błysnęły w upiornym uśmiechu. Po chwili jednak opanował emocje:

- Po trzecie - kontynuował swym zwykłym, pozbawionym wzruszenia, tonem - obszukanie domu zajmie mi 30 minut. Będę później potrzebował krwi, ale myślę, że Klaus rozwiąże mój problem. Zabicie sfory przed domem zajmie 15 minut. Później będę musiał zapolować, co zajmie mi około 45 minut. Długo, ale nie chcę tego robić w pobliżu domeny. Całość razem to półtorej godziny. Do świtu mamy około dwóch godzin. Wolałbym więc zacząć działać. Chciałbym wziąć jeszcze prysznic przed snem.

- Obszukaj dom - powiedziała Victoria. - sprawdź, czy nie ma tu kogoś jeszcze. Możesz też zobaczyć gdzie znajdują się sabatnicy. Ale nie zabijaj ich. Sprawdź numery ich samochodu.

- Przyjąłem - syknął Morderca. - Wykonam - Plan kobiety zdecydowanie mu się nie podobał. Za mało w nim było krwi.

-Jeśli chcecie, żeby poszło sprawniej, pogaście górne światła -powiedział i przybrał formę cienia.

Zebrani zmartwieli na chwilę, widząc, jak sylwetka Assamity przekształca się z plamę ciemności. Przez kilka sekund zachowywała ludzkie kształty, po czym zmieniła się w coś, co dostrzegli tylko na mgnienie. A jednak nikt z nich nie żałował, iż nie widział tego wyraźniej lub dłużej. Kształt ten bowiem miał w sobie coś koszmarnego i obcego, co przypominało bardziej bestię z dna mrocznych i szalonych snów, niźli człowieka. Koteria odetchnęła z ulgą, gdy potworny cień zniknął, rozpływając się w mroku korytarza.

[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
Palę 2 PK na przemianę w cień, a ponieważ zirytowali mnie swoim pacyfistycznym podejściem, używam dodatkowo Daru Nar Mattaru 1 (Cień Bestii). Niech wiedzą, z jakim potworem mają do czynienia.
Spoiler!
Moja przemiana jest szybsza i ma nieco inny efekt (który opisałem), niż ten, który znasz w związku ze Sferą Mroku. Jeśli doda się do tego moją wyraźną nienawiść do Lasombra, myślę, że można bez problemu ustalić mój Blodline.
W formie cienia przeszukuję posiadłość. Od piwnicy po strych. Zaglądam wszędzie, wykorzystując możliwości jakie mam. Sprawdzam też wentylację i obecność tajnych przejść. Używam Wizji Nocy by widzieć w ciemności i Nadwrażliwości 1, aby wyostrzyć wzrok, słuch i węch. Szukam przede wszystkim osób obecnych w tym domu.
Jeśli nikogo nie znajdę, zamierzam sprawdzić samochód przed domem, o którym mówił Klaus. Postaram się ustalić, ile jest w nim osób i sprawdzę te tablice rejestracyjne.
Ostatnio zmieniony 24 września 2015, 11:13 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 02 marca 2015, 14:57

Z niedowierzaniem patrzył na wydarzenia toczące się przed jego oczami. Chciał się wtrącić, coś powiedzieć, zaprotestować, jednak zdecydowane i szybkie działania łowcy nie dały mu takiej możliwości. Zanim pełen szoku zdołał otworzyć usta, Mroczny Jedi stał się jeszcze bardziej Mroczny niż dotychczas, po czym zniknął mu z oczu całkowicie zatapiając się w swój Mrok. Dreszcz strachu przeszedł mu po plecach.

Spojrzał na bezwładne ciało brujaha spoczywające naprzeciw niego. Napis z jego koszulki, jeśli by dodać do niego szczyptę ironii, idealnie opisywał wszystko to co obecnie działo się w umyśle Terry'ego.

FUCK YEAH!

Następnie zwrócił się do reszty zebranych. Wiedział już teraz że to co ma do powiedzenia nikomu się nie spodoba. I że najprawdopodobniej nie będą mu chcieli na to pozwolić. Jednak on sam nie mógł postąpić inaczej. Dobrze że przynajmniej Darth Namtar się rozproszył, to odrobinę ułatwiało sprawę.

- Obecny tu Klaus Winterstrum z klanu Brujah poprosił mnie o możliwość dostąpienia do Sakramentu Spowiedzi Świętej. Z uwagi na mój stan duchowny, jak i ścieżki którą podążam, nie mogę mu tego odmówić.

Przez krótką chwilę patrzył na zebranych, mieli miny jak on sam kiedy padło pytanie "zabić?".

- I może nawet nie było by to dla was problemem, ale przez wzgląd na Tajemnicę Spowiedzi Świętej potrzebuję w tym celu zostać z nim na osobności. - jeszcze raz przebiegł spojrzeniem po swojej nowej koterii, czekając na ich reakcję.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 02 marca 2015, 17:52

-Ojczulku, nie zostawię Cie sam na sam w pomieszczeniu z kimś kto mógłby skręcić Ci kark lub spić Cie zanim zdołałbyś dokończyć pierwsze zdanie swojej spowiedzi. To raz. Jeżeli chcesz go spowiadać, droga wolna, ale chce mieć go na oku, by gdyby postanowił zachować się niegodnie, dać mu przedsmak tego jak smakuje ogień piekielny.

Tu Ravnos zaszczycił Brujaha pełnym sympatii uśmiechem, który znikł gdy ponownie zwrócił się do Malkava:

- Jeżeli o mnie chodzi, na pewno nie będę podsłuchiwał. Mało mnie interesuje ile komu nakradł i ilu ludzi zamordował i zgwałcił, w tej czy innej kolejności. Jeżeli zaś chodzi o prawo do życia tego tutaj dżentelmena, to mam chyba pomysł na to jak zachować nasze tajemnice w sekrecie i zostawić go przy życiu. Potrzebuje jednak zgody całej koterii, włącznie z Mordercą który właśnie przeszukuje nasze domostwo.

- W Twojej spowiedzi radziłbym zawrzeć kilka dobrych uczynków - słowa brzmiały obco, nawet dla wypowiadającego je - Takich, które pomogłyby obecnemu tu, dobremu Ojcu, nie wpaść w żadne kłopoty. Kto w mieście jest źródłem informacji, co wiesz o osobie Blue Crane'a, kim są Twoje kontakty, na kogo powoływać się w Oak Hill, Beckley i Priceton, by nie mieć problemów. Wiesz, kod którym tacy jak Wy porozumiewają się ze sobą, by nie rzucić się od razu do gardła. Potem zapytam Ojczulka o te "dobre uczynki" i jeżeli moja wiedza nie pokryje się z Twoją, cóż... uznam że chcesz zrobić nam krzywdę, a to bardzo zaważy na Twoich szansach przeżycia.

- I niech ktoś go zapyta z naciskiem, dlaczego krzyczał w tej kuchni, pretty please.
Ostatnio zmieniony 02 marca 2015, 22:44 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 02 marca 2015, 21:05

Gdy Assamita zmienił się w żywy terror, Mentor kryjący się w zakamarkach umysłu Ojczulka, wylazł na powierzchnię przebijając się przez ścianę szeptów mówiąc:

- To jeden z Demonów Ciemności Terry. Niech błogosławiona będzie dusza Mędrca w Czerwieni, bowiem Wolą spętał tego Sługę Ciemności! W 1634 roku Paktem związał Ducha Otchłani, by ten wypełnił jego wolę. To bardzo ważne, by ostrza Żniwiarza padły na Sługi Piekielne! A teraz wybacz, ale masz bardzo napierdolone w głowie i słuchać tych szeptów nie mogę. Jak ty z tym wytrzymujesz?

Zadał pytanie po czym się schował w gąszczu liter, słów i niewypowiedzianych zdań.
Widok potwora z ciemności wywołuje u was nagły szok. Nie spodziewaliście się czegoś podobnego. Bestia w każdym z was odruchowo chce uciec. Instynkty przez chwilę biorą górę nad świadomością Test Odwagi:
Terry: Test udany.
Victoria: Test udany.
Horacy: Test udany.
Gavin: Test udany, ale po wydaniu 1 punktu Siły Woli.
Spoiler!
Widząc użycie Dyscypliny przez Assamitę dowiadujesz się więcej. Test Okultyzmu ST:9 = 6 sukcesów!!! (te nowe kości są dziwne...)
Jest to unikalna Dyscyplina bardzo rzadkiej Lini Krwi - Shadowsleyers, będąca w istocie mutacją Sfery Mroku Lasombra. Ich przydomek to Mordercy. Bloodline ten w latach 20-stych został stworzony przez Lasombra z Sabatu, którzy próbowali stworzyć idealnych ochroniarzy osobistych. Członkowie Linii jednak zdołali zbiec z labolatoriów Sabatu i zostali przejęci przez klan Assamitów. Linia skupia tylko psychopatycznych morderców i ma bardzo złą opinię! Nienawidzą wszystkich Lasombra z uwagi na historię powstania.
W wyniku połączenia krwi Assamitów, Malkavian i Lasombra powstała zabójcza zdolność, pozwalająca Mordercom na bezpośrednie czerpanie z sił Otchłani, aby w efekcie stać się przerażającym narzędziem śmierci.
Z uwagi na swój charakter, Dyscyplina ta posiada kilka efektów ubocznych. Rozwijanie jej połączone jest z coraz silniejszą niechęcią do światła, która ma psychiczne podłoże, lecz w efekcie wywołuje dość dużą nadwrażliwość na ten czynnik. Ponadto bliskość Otchłani wywołuje zmiany w psychice, które wzmacniają wewnętrzny mrok użytkownika. Sprawia to, iż znajduje on coraz większe upodobanie w okrucieństwie i zabijaniu, a także, z czasem zaczyna cierpieć na urojenia związane z Ciemnością. Oba efekty narastają wraz z głębszą wiedzą o mocy Ostatecznego Mroku.
Ostatnio zmieniony 02 marca 2015, 21:55 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 02 marca 2015, 22:27

Terry musiał przetrawić nowe informacje które zakwitły właśnie w oranżerii jego umysłu. Szepty w jego głowie nie cichły, co dodatkowo utrudniało sprawę. Niezwykle istotną wiadomością było to, że miał do czynienia z przedstawicielem mocy Piekielnych. Agent Najpiękniejszego Złego we własnej osobie. W szeregach jego koterii. Mroczny Jedi Pokazał mu swoją prawdziwą twarz. Nie wiedział jeszcze czy celowo, czy może była to ingerencja Pana, który chciał go ostrzec, jak czynił to już tyle razy. Najważniejsze było to, że to plugastwo zostało spętane świętym paktem przez samego Czerwonego Mędrca, co oznaczało że on sam może czuć się względnie bezpieczny.

Ale czy jego czystość zostanie zachowana? Czy samo przebywanie w towarzystwie Demona z Otchłani nie rzuci na jego osobę Cuchnącego Siarką Cienia? Głos w jego głowie starał się go uspokoić. Powiedział mu iż niezwykle istotne jest, by spętana przez starca istota czyniła jego wolę. Ani Adrahasis, ani jego Mentor, żaden z nich nigdy go nie okłamał. Zdecydował więc że i tym razem bezpiecznie będzie im zaufać. Niemniej jednak postanowił zachować szczególną ostrożność w kontaktach z Darth'em Namtarem.

Otworzył oczy, skupiając się na bieżących wydarzeniach. Spojrzał się bez zrozumienia na Gavina. Dopiero po chwili wyłowił sens jego słów spośród kakofonii szeptów - krzyczących, syczących, jęczących, obijających się o wnętrze jego czaszki - lecz nade wszystko upartych w swym trwaniu.

Spodziewał się takiej odpowiedzi. Może nie dodatkowych sugestii dla tej biednej, zbolałej i sparaliżowanej duszyczki, ale na pewno odmowy. Miał też gotową odpowiedź.

- Jeżeli pozwoli to wam przystać na moją prośbę, możecie pozostać w zasięgu wzroku, lecz poza zasięgiem słuchu. Nie będę miał też wam za złe, jeśli postanowicie go spętać. Byle byście nie robili tego w taki sposób jak wcześniej Łowca. On i tak jest w ciężkim położeniu - wskazał głową na Brujaha - nie ma potrzeby mu dokuczać. Jednak nie mogę pogwałcić Tajemnicy Spowiedzi, tak samo jak nie mogę mu tej spowiedzi odmówić.

Następnie zwrócił się do samego przesłuchiwanego. Trochę dziwnie się mówiło do kogoś w jego stanie.

- Co do ciebie, zagwarantuję ci możliwość wyznania swych grzechów. Atoli miej świadomość iż twoje przeżycie zależy tylko od twojej z nami współpracy. Jeśli mnie zaatakujesz, możesz być pewien że nie wyjdziesz stąd żywy. Jeśli jednak zachowasz się godnie, istnieją duże szanse na to że uda nam się powstrzymać mordercze zapędy naszego towarzysza "psychola".

Ponownie spojrzał pytająco na zebranych.
Ostatnio zmieniony 02 marca 2015, 22:45 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 02 marca 2015, 23:02

Ravnos wykonał gest przyzwolenia, dając do zrozumienia żeby Malkav kontynuował. Sam zastanawiał się jak to rozegrać.

Jeżeli go zabijemy, Biskup wyśle następnego sługusa, a potem kolejnego i tak w nieskończoność. Wypuścić go też nie możemy bo jeden tylko czort wie, co usłyszał. Należy doprowadzić do sytuacji w której Brujah nie wygrywa kiedy wychodzi stąd żywy. Można byłoby zniszczyć mu osobowość dominacją, obdarzyć obłędem i niech naczelny Sabatu kmini co jest prawdą a co nie. - Niemniej Gavin zdawał sobie sprawę że w takim wypadku Brujah zostałby zabity, w najlepszym wypadku bez tortur.

Gdybyśmy jednak, po całym tym przesłuchaniu zakołkowali go i gdzieś przechowali do zakończenia sprawy, wszystko byłoby jak należy. Brujah nie mógłby wrócić do sfory bo ta by go zabiła. Biskupa należałoby poinformować że jego pionek nie dał rady, niemniej pozostawić opcje dialogu. Nigdy nie wiadomo co Lasombra mógł mieć do zaoferowania. No i nie poczułby się urażony, przecież każdy odegrał swoją rolę. Należało tylko wytypować kogoś na tyle odważnego lub opętanego by przekazać wiadomość o "zgonie" jego towarzyszom.
Zajmuję miejsce w poprawnie etycznej odległości.
Spoiler!
Jeżeli spowiedź się zacznie, podbijam sobie nadwrażliwością słuch.
Ostatnio zmieniony 02 marca 2015, 23:52 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 02 marca 2015, 23:19

Victoria w trakcie przesłuchiwania szybkim krokiem przemierzała pomieszczenie w poszukiwaniu jakiejś kartki i czegoś do pisania, a także czystej koszuli dla jeńca. Cenne informacje, których dostarczą im zeznania Brujaha warto było zanotować. W komodzie z orzechowego drewna, zastawionej antycznymi lichtarzami i grubymi książkami znalazła to, czego szukała. Wzmianka o Biskupie i przynależności klanowej lidera sfory wywołała w niej fale czystego gniewu i frustracji... Aż za dobrze pamiętała, do czego są zdolni i jak bardzo ich nienawidziła... A teraz cóż, biorąc pod uwagę tego pionka, nie miała większych nadziei na szczegółowe informacje na temat Sabatu i Biskupa. Jednak mimo wszystko zebranie danych było priorytetem w tej chwili. Mogli go wykorzystać na tak wiele sposobów...

Chociaż z drugiej strony, Zachowanie i podejście zabójcy zdecydowanie jej się nie podobało. Zabijanie nie leżało w jej naturze i w tym przypadku nie będzie wyjątku. Wszak mogli o wiele lepiej wykorzystać tego tutaj... Zamieszanie, które wywołał Namtar swoją przemianą rozbudziło Ciemność w żyłach Victorii. Bestia mimowolnie wypełzła pod powierzchnię świadomości, węsząc znajome macki Otchłani... Jednak ta była inna, bardziej mroczna i mordercza... A więc tym jesteś Zabójco... Nie sądziłam, że ktoś z tej linii okaże się naszym ochroniarzem. Cóż za ironia dla Ciebie, że musimy pracować razem... - pytanie zawisło w umyśle Lasombry, powołując do życia możliwe komplikacje i konsekwencje wiedzy, którą właśnie zdobyła. Kiedy Namtar opuścił pomieszczenie, a cała farsa ze spowiedzią miała się zacząć, Voctoria podeszła do Terrego i spokojnym głósem bez emocji powiedziała:

- Zanim zaczniesz, chciałabym zadać naszemu gościowi kilka pytań. Poza tym, nie godzi się abyś udzielał mu takiego sakramentu w chwili, kiedy jego strój wygląda tak fatalnie - z niesmakiem spojrzała na zakrwawioną koszulkę Brujaha, krzywiąc usta na widok kołka wystającego z jego piersi.

- Jeśli będziesz grzeczny mój chłopcze, być może czeka cię łaska z rąk tego oto tutaj księdza... - wymownie spojrzała na Malkaviana, stając bezpośrednio za siedzącym Brujahem. Szybko przeszukała jego zniszczone ubranie i kieszenie. Telefon, portfel i trochę kasy... Ciekawe. Schowała wszystko do kieszeni w swojej marynarce.

Na chwilę zamknęła oczy przywołując do siebie Ciemność. Drgania Otchłani odpowiedziały na jej wezwanie, czekając na polecenie. Powoli obeszła Brujaha, stając bezpośrednio przed nim.

- Kiedy Wyjmę kołek, siedź spokojnie... W przeciwnym razie pożałujesz, że Zabójca wyszedł tak szybko... - słowa wypowiadane hipnotycznym głosem zapadły w umysł, a oczy skupiły się na twarzy Victorii, kiedy szarpnięciem wyrwała kołek z jego piersi...

- Chcę znać nazwiska i przynależność klanową twojej sfory. Całej.


- Większość to Pandersi. Lider Reeny z klanu Lasombra, Gangrel. Więcej nie znam. Nie znam ich nazwisk. Mamy ksywy, nie?

- W jaki sposób kontaktujecie się ze sobą i jak często?

- Trzymamy się zawsze razem, śpimy razem, mówimy do siebie.

- Dlaczego zdradziłeś się krzykiem?

- Ponieważ straciłem mnóstwo krwi, która zmieniła się w jakiś cholerny dym i odleciała. Serio.

Już po trzecim pytaniu i idiotycznych odpowiedziach Victoria utwierdziła się w przekonaniu, że Sabat rzeczywiście zszedł na psy... Albo jeszcze gorzej. Choć jedna informacja okazała się cenna. Mimo wszystko postanowiła kontynuować, choć raczej była to formalność, niczym księgowy wypełniający rubryki pt. "Jak wielkim idiotą jestem". Pasowało idealnie.

- Jakie polecenia mają ci w wozie, w razie twojej wpadki?

- Yyy... Odjechać.

- Kiedy miałeś się spotkać z Biskupem by przekazać mu informacje o nas?

- Dziś, przed świtem.

- Ile jest takich grup w Charlestone i okolicy?


- Nie mam pojęcia.

- Gdzie się spotykacie? Chcę znać adresy, numery telefonów, godziny.

- Śpimy po za miastem w kanałach. Mamy swoje miejscówki tam. Nie znam nic z tych rzeczy, o które pytasz...

- Kto odpowiada za organizację waszych rytuałów i jak często je robicie?


- No... Pamiętam, że raz w nocy Fred robił jakiegoś mrocznego ryta. Było spoko.

- Podaj nazwiska i adresy wszystkich ghuli jakich znasz.

- Jake Forester, eeee... nie wiem gdzie mieszka. I jeszcze Emma, ale też nie wiem gdzie mieszka... No i Bob Czacha z Nowego Yorku też. Mieszkał chyba gdzieś na Brooklynie, przynajmniej te trzy lata temu, jak z nim gadałem, to mieszkał... Ale nie wiem gdzie... A no i Garry ma psa Laczka. Jest naprawdę spoko, ponoć rozumie po ludzku i przynosi różne rzeczy. Mieszka w budzie.

- Rozumiem. Terry, mam nadzieję że ta mała wymiana zdań rzuciła nieco światła na ogrom nieszczęścia, jaki spotkał to biedne stworzenie. Wszyscy cierpimy, gdy świat zalewają jakże ohydne fale ciemnoty i ignorancji... - wypowiadając te słowa, odeszła na bok, pozostawiając uczestników owej szopki i czekając na dalszy akt.
Siadam sobie wygodnie i przeszukuję portfel i telefon. Notuję na kartce wszystkie ważne informacje.
Ostatnio zmieniony 03 marca 2015, 11:59 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 03 marca 2015, 01:13

Zadbał by oddalić się od wszystkich na bezpieczną odległość. Bezpieczną to jest taką, z której pozostali nie będą ich słyszeć. Skrępowanemu Klausowi pomógł usiąść na jednym z krzeseł które dla nich przytargał.

Frater Terry usiadł naprzeciw spowiadanego. Przygotował się na to co miało nastąpić, a co robił wiele razy. Szczerze się zdziwił kiedy miast zwyczajowego "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus", usłyszał zgrzytające pytanie.

- Hochwürden, sprechen sie Deutch?

Zdezorientowany potrząsnął głową, jakby chciał strącić ostre słowa które właśnie wbiły mu się w twarz. Gdy jednak odnalazł w nich sens, potwierdził nieśmiałym skinieniem głowy. Po chwili zmusił język do współpracy.

- Potrafię, chociaż nie robiłem tego od jakiegoś czasu.
Spoiler!
- Świetnie. Zaczynajmy, nie ma czasu do stracenia. Ostatni raz u spowiedzi byłem u Biskupa Hoqaxa niecałe pół roku temu. Jezus mnie już nie kocha, bo jestem przeklęty... Pokutę zadaną odprawiłem. Obraziłem Boga następującymi grzechami: Piłem krew w piątek zamiast pościć. Ale to nie jest najważniejsze. Biskup Hoqax nie zna mojej historii... niech Ojciec mnie wysłucha. Kilkanaście lat temu jeden z dilerów sprzedał mojej rodzonej siostrze taki syf, że w męczarniach umierała przez dwa tygodnie. Byłem głupi, niewiele myśląc ukradłem rewolwer sąsiadowi i udałem się na miejsce, gdzie przebywał ten śmieć. Był to stary rozpadający się budynek w slumsach Pittsburgha. Błyskawicznie wpadłem do środka, a gdy zobaczyłem tego skurwiela wycelowałem i wpakowałem w niego cały magazynek. Jednak on, był nieludzko szybki, zdążył sięgnąć pod biurko po AK47 i też wystrzelił serią. Nawet nie zauważyłem, że moje ciało zostało podziurawione. Nie wiedziałem, że zostało mi jeszcze kilka minut życia na adrenalinie. Podszedłem do trupa, przeładowałem broń i wpakowałem w niego kolejny magazynek. Gdy wychodziłem na zewnątrz zorientowałem się, że krwawię i wtedy prawie upadłem na chodnik. Jednak bardzo silna ręka zakapturzonej postaci, złapała mnie i przeciągnęła do ciemnego zaułka. Pamiętam co mówiła:
- Masz stalowe jaja chłopcze. Jestem pod wrażeniem... właśnie posłałeś w letarg Setytę.
Potem dostałem krwi i stałem się taki jak wszyscy. Ten który mnie przemienił nazywa się Max Damage, Primogen mego klanu w Charleston, a ja pracuję od zawsze dla niego jako szpieg. Nikomu o tym nie mów. Musiałem w końcu komuś o tym powiedzieć. Moja Wola słabnie i nie mogę więcej o tym mówić Ojcze. Proszę o rozgrzeszenie.
Terry patrzył się na niego w skupieniu. Nie spodziewał się usłyszeć tego typu wyznania. Położył rękę na ramieniu grzesznika i zaczął mówić.

- Bóg, Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez moją posługę, jak i ja odpuszczam tobie grzechy w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. - wykreślił znak krzyża nad jego głową, a kończąc nachylił się nad nim i dodał - Jezus Chrystus kocha wszystkie swoje owieczki, nawet te zagubione, a miłosierdzie jego jest nieskończone. Nie odmawiaj sobie możliwości zbawienia tylko dlatego że dotknęła cię klątwa Kaina. Twój sekret jest ze mną bezpieczny, chroniony Tajemnicą Spowiedzi Świętej. Bądź dobrej myśli, nie pozwolę im cię tak po prostu zabić.

Wyprostował się i dodał już po angielsku.

-Co do zaś twojej pokuty, myślę że szczerze odmówiony różaniec w intencji twojego odkupienia będzie odpowiedni.
Ostatnio zmieniony 03 marca 2015, 01:32 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 03 marca 2015, 01:27

Spoiler!
Słyszysz spowiedź, ale jest ona w języku Niemieckim. Nie rozumiesz o czym gada Brujah.
Dla Victorii: W portfelu są 352 dolary i prawo jazdy. Telefon komórkowy nie ma żadnych zapisanych kontaktów. Są połączenia wychodzące i odebrane. Widzisz same numery.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

ODPOWIEDZ