PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 03 marca 2015, 14:53

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 09.08.1993 02:33

Namtar w pierwszej kolejności zabrał się za przeszukiwanie piwnicy. Szybko zorientował się, że główne zejście pod budynek znajduje się pod schodami na parterze. Jako strzęp ciemności mógł zajrzeć w każdy zakamarek, bez potrzeby otwierania drzwi, okien, czy przestawiania innych obiektów utrudniających poruszanie się. Zaraz po zejściu do piwnicy skupił się na wentylacji. Ciemność wlała się za jedną z kratek w suficie. Ku swemu zadowoleniu odkrył, że cały system jest tak skonstruowany, że będzie w stanie poruszać się nim bez kłopotów po całym domu, bez konieczności używania korytarzy.

Piwnica miała kamienne ściany i takąż posadzkę. Prześlizgnął się pod zamkniętymi drzwiami po lewej stronie. Był to duży magazyn, w którym składowane były uszkodzone meble oraz inne starocie. Niektóre osłonięte były folią, inne zaś okryte białymi płachtami materiału. Całe pomieszczenie i jego zawartość tonęła w kurzu, co dowodziło, iż od dawna nikt się tu nie kręcił.
Oprócz magazynu były jeszcze inne pomniejsze wnętrza, ale także nie znalazł w nich niczego szczególnego.
W centralnej części natomiast znalazł olbrzymi pokój, w którym wszystkie ściany pokryte były szkarłatnym materiałem. Czarna hebanowa podłoga, pozostająca w kontraście z czerwienią, wydawała się być jak lustro do Otchłani. Przez chwilę wpatrywał się w nią nieruchomym wzrokiem. Później oderwał się od kontemplacji czerni. Nie zauważył żadnych znaków, symboli. Za zasłonami były tylko grube fundamenty domu Atrahasisa.

Parter sprawdził jedynie pobieżnie, szukając śladów nieproszonych gości. Pamiętał, że koteria przeszukała go już wcześniej. Jednak nie znalazł niczego podejrzanego. Ruszył więc na pierwsze piętro. Znalazł tu wiele zamkniętych pokoi, jednak to także nie było dla niego przeszkodą. Faktycznie, były tutaj pomieszczenie wymienione przez Nosferatu. Wielka pracowania alchemiczna, prywatna biblioteka oraz gabinet. Góra domu urządzona była równie stylowo jak parter, choć znajdowało się tutaj więcej antycznych rzeźb i dzieł sztuki. Nikogo nie było w środku, tylko on i Ciemność. Pozostałe pomieszczenia stanowiły: pokój gościnny, pokój służby oraz wielka sypialnia, w której zatrzymał się trochę na dłużej. Okna miały opuszczane rolety z możliwością wewnętrznej blokady, zabezpieczającej przed ewentualnym podniesieniem w trakcie dnia. Na całym piętrze pozostał jeszcze jeden pokój. Czarne drewniane drzwi pozostawały zamknięte. Gdy miał znów wśliznąć się pod drzwiami, nagle jego instynkt ostrzegł go. Niebezpieczeństwo! Nie wchodź tam!

[center]Obrazek[/center]
Wyczucie niebezpieczeństwa ST: 8 = 4 sukcesy.
Niebezpieczeństwo. Pułapka. Wroga magia. Za drzwiami.
Sprawdziłeś też ulice przed domem. Nie ma tam żadnego samochodu. Możliwe, że był ale teraz nie jesteś w stanie tego sprawdzić. Minęło sporo czasu od momentu wykrycia Klausa w domu. Wracasz do reszty.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 03 marca 2015, 15:01

Pojawił się wychodząc z cieni, zalegających w rogu biblioteki.

- Dom jest czysty - powiedział, spoglądając na Victorię - Na górze są rzeczy, które mogą was zainteresować. I jeden pokój zabezpieczony przez magiczną pułapkę w drzwiach. Nie byłem w środku. Przed domem nie ma żadnego samochodu. A ten tutaj - ruchem głowy wskazał na Brujaha - powiedział coś?

- On nic nie wie - odparła Lasombra zajęta przeglądaniem telefonu komórkowego - Jest nikim.

- Nikim? Nie sądzę - Morderca zaśmiał się cicho podchodząc do spętanego mężczyzny - Ma silną krew, nie będąc diabolistą. Ponadto jest dobrze przeszkolony w walce. Lepiej niż przeciętny kundel Sabatu, choć za słabo na Black Hand. Zapewniam cię, że on wcale nie jest "nikim". A jeśli był w stanie was do tego przekonać, to znaczy, że ponadto jest dość sprytny. Zobaczę, co jeszcze z niego wyciągnę. Istnieją poziomy cierpienia, na których nie da się kłamać.

- Czas się żegnać Klaus - zwrócił się do Brujaha, który spoglądał na niego z przerażeniem w oczach. Jego strach sprawiał Łowcy wyraźną przyjemność. - Mam nadzieję, że pojednałeś się ze swoimi bogami... Wezmę go do piwnicy, szkoda brudzić dywan.

Zrobił kilka kroków do przodu, pragnąc wprowadzić swoje słowa w czyn.

- Jego przeznaczeniem nie jest zginąć dzisiejszej nocy - odezwał się Frater Terry stając na drodze Assamity - Kim my jesteśmy by rzucać kamieniem? Pan na Niebiosach przebaczył mu jego winy.

Przez chwilę Namtar po prostu patrzył na niego, jakby nie mógł do końca uwierzyć, że to co właśnie widzi, dzieje się naprawdę. Później jego ręka odruchowo opadła na rękojeść sztyletu u pasa. Wiedział, że Świr jest tego świadomy, tak samo jak i inni, obserwujący zajście. W pokoju zaległo głuche milczenie. W ciszy, ciężkiej od napięcia, rozbrzmiały powolne słowa Mordercy:

- Zdobyłem tą krew w uczciwej walce, ryzykując życiem. Chciałbym więc wiedzieć, jakim prawem stajesz między Łowcą a tym, co mu się należy? - Choć mówił cicho, jednak Terry nie mógł nie słyszeć napięcia i groźby zawartej w jego głosie. Nie mógł też zignorować faktu, że właśnie stoi oko w oko ze śmiercią. Nagle poczuł, że jest mu przeraźliwie niewygodnie w koloratce. A jednak Ścieżka Pana obligowała go do tego, by wytrwać:

- Obiecałem mu że wyjdzie stąd żywy. Nie rób ze mnie wiarołomcy, jako i ty nie chciałabyś by uczyniono go z ciebie.

- Robisz ze mnie wiarołomcę. Obiecałem mu śmierć z mej ręki - odrzekł cicho Zabójca.

- Jego śmierć pociągnie za sobą konsekwencje. Książę wyraźnie zaznaczył że jesteśmy odpowiedzialni za twoje czyny.

- To członek Sabatu, nie poddany Amira. Prawa Camarilli go nie dotyczą. - Uśmiechnął się drapieżnie. Był świadom, że wystarczy jeden ruch, aby rozpruć ciało Malkawianina od krocza po mostek. Lecz był też świadom ceny...

- Jego śmierć sprowadzi na nas uwagę osób pod których spojrzeniem nie chcemy się znaleźć, mogło by to zaszkodzić naszej sprawie - Terry miał wrażenie, że zaraz zacznie się pocić. Krwią. Podejrzewał, że to nie poprawiłoby jego sytuacji.

Powoli, bardzo powoli dłoń Mordercy cofnęła się. Nigdy w życiu żaden ruch nie kosztował go tak wiele, jak ten, teraz. Jednak wiedział, że nie mógł zabić Świra. Nie mógł zhańbić Klanu, nawet za cenę własnej niesławy.

- Powiem ci coś - odezwał się cicho. Napięcie w jego głosie wcale nie osłabło, a każde słowo miało smak popiołu. - Gdyby nie fakt, że chroni cię Kontrakt, wyprułbym ci flaki. Tu i teraz. Ale nie złamię danego słowa, bowiem spełnienie tego obowiązku jest dla mnie świętością. Jednak okrywasz mnie hańbą. I nie zapomnę ci tego, klecho. Nigdy. Tak jak i nigdy więcej nie pozwolę ci na to...
Ostatnio zmieniony 03 marca 2015, 16:09 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 03 marca 2015, 15:19

Terry przełknął ślinę. Nie żeby musiał, po prostu wydawało się to bardzo na miejscu. Darth Namtar patrzący mu się prosto w oczy był jednym z takich widoków, jakie wsadzają ludzi w kaftan bezpieczeństwa. Lub do trumny. Starał się opanować drżenie głosu, mówił powoli i spokojnie, starając się nie wprowadzić łowcy w szał.

- Zaprawdę nie rozumiem w jaki sposób okrywam cię hańbą. Do niczego cię nie zmuszam, jedynie chronię cię przed konsekwencjami. Jego śmierć naprawdę mogłaby zaszkodzić naszej sprawie i najprawdopodobniej tak by się stało.

Widząc że wcale nie uzyskuje pożądanego wyrazu twarzy u Mrocznego Jedi poczuł że stoi w dziwnym miejscu na szachownicy obecnych wydarzeń. Czuł się trochę jak figura Króla na dźwięk słowa "szach". Wiedział że musi coś zrobić. Kontynuował więc.

- Nie wiem też dlaczego mówisz że robię z ciebie kłamcę. Ani razu nie słyszałem żebyś obiecał mu śmierć ze swojej ręki, za to słyszałem jak dajesz mu nadzieję na przeżycie. A nam - wskazał resztę zebranych ruchem głowy - wrażenie że ta sprawa jest do obgadania.

- Obiecałem mu, że go zabiję zanim go tu przyniosłem... - głos Mordercy nadal był cichy. Aczkolwiek wiało z niego chłodem.

Nie wiedział co jeszcze może powiedzieć stojącej przed nim postaci. Wszystkie te słowa wydawały się niewłaściwe i z jakiegoś dziwnego powodu nie mógł znaleźć tych pasujących. A najbardziej frustrujące było to że nie rozumiał do końca co właśnie się stało.

- Jeśli zaś krew jest wszystkim co w nim widzisz i uważasz że cię okradam chroniąc jego egzystencję, to jestem gotów zapłacić ci taką samą ilością mojej, jaką wydobyłbyś z niego.

Namtar zmierzył Świra naprawdę długim spojrzeniem. Wiedział, że nie potrafi zrozumieć Niewiernych, ale to co tu się działo przekraczało jego wyobrażenia na ten temat. Przecież mogli zacząć rozmowę od tego argumentu, zamiast odmawiać mu prawa do ofiary...

- Pięć fiolek krwi, przynajmniej dziesiątej generacji - powiedział krótko - I ten pies jest twój. Rób z nim co chcesz.
Ostatnio zmieniony 03 marca 2015, 16:13 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 03 marca 2015, 16:32

Atmosfera nagle wyraźnie zelżała, co dla obecnych było trudne do zrozumienia. Tak jakby ostatnia propozycja Terrego stanowiła właściwy klucz do rozmowy z Assamitą. Morderca cofnął się, okazując, że rezygnuje z prawa do ofiary i sięgnął do plecaka. Po chwili wyjął z niego niewielki futerał z ciemnego materiału. Otworzył go i wyjął z niego pięć pustych fiolek, z dziwnymi symbolami na korkach.

- Zgodnie z umową - powiedział, podając je Świrowi. - I nie próbuj okradać mnie więcej z krwi, Kafirze... Wy, na Zachodzie macie barbarzyńskie zwyczaje. Nie szanujecie ani krwi, ani wojowników. Dałem do zrozumienia, że możemy ustalić pewne sprawy, bo nie sądziłem, że spróbujesz sięgać po to, co nie twoje... Yel'an deen omak* jeśli pozwala ci na takie czyny.

Zamilkł i zamyślił się na chwilę. W istocie całość tego zdarzenia była wręcz absurdalna. Nie wiedział, czy powodem działań Malkawianina była ignorancja, czy celowa chęć obrażenia go. Nie wiedział też, czy naprawdę chce znać odpowiedź na to pytanie. Zresztą to nie miało już znaczenia. Liczyła się umowa. Świr spłaci krwią zniewagę, jakiej się dopuścił. Mądrość jednak nakazywała unikać na przyszłość podobnych sytuacji. I to zapamiętał. W końcu uczył się naprawdę szybko.
Każda z osób z przeciętną nawet Empatią zauważy, że po propozycji zapłaty, Namtar wyraźnie się rozluźnił i przestał odbierać sytuację jako osobisty afront. Morderca w tym momencie jest dość spokojny, chociaż obserwuje uważnie Terrego, aby nie zostać oszukanym w kwestii zapłaty. Od momentu gdy dostanie krew w fiolkach, Klaus przestanie dla niego całkowicie istnieć - na tyle, że nie zaszczyci go nawet jednym spojrzeniem.
Mimo wszystko szybkość z jaką Assamita przechodzi od stanu morderczej nienawiści do zupełnego spokoju, robi nieco niepokojące wrażenie.

* arab. Niech będzie przeklęta religia twej matki
Ostatnio zmieniony 03 marca 2015, 16:45 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 03 marca 2015, 17:15

Malkavian stał oniemiały, bezwiednie przyjmując fiolki od Assamity. Zupełnie nie rozumiał co właśnie zaszło. Drapieżnik w przeciągu kilku zaledwie sekund zamienił się w kupca. Zmiana nastroju Namtara była tak mocno odczuwalna, że sam Terry rozluźnił się i cały jego strach gdzieś się ulotnił. Oderwał oczy od Agenta Piekieł i spojrzał z niedowierzaniem na trzymane w rękach fiolki.

Nie chcąc przedłużać oczekiwania Łowcy szybko spoczął na jednym z krzeseł i począł napełniać kolejno niewielkie naczynka. Kiedy skończył wstał i podszedł do Namtara. Nie do końca w smak mu było oddawać swoją vitae Demonowi z Otchłani, lecz wiedział że Światłość Pana jaśniejsza niż najczarniejsze ciemności i że Pan jest w nim. Podając krew Mrocznemu Jedi powiedział do niego:

- Oto cena na jaką się umówiliśmy. Zażądałeś krwi 10 generacji, daję ci znacznie silniejszą. Normalnie w tej sytuacji targował bym się o jej ilość, ale w jakiś niewiadomy mi sposób cię obraziłem. Będziemy razem pracować i nie chciałbym różnic między nami, to znaczy innych niż kulturowe. Przyjmij więc ten naddatek na poczet przeprosin z mojej strony.
Pakuję 5 punktów krwi w te fiolki. Jeśli trzeba, znajdę sobie potrzebne ku temu narzędzia, ale nie chciałem lać wody.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 03 marca 2015, 17:34

Morderca otworzył jedną z fiolek, sprawdzając smak kropli krwi. Uśmiechnął się szeroko. I chociaż wyraz jego twarzy nadal trudno było nazwać ludzkim, tym razem, wyjątkowo, uśmiech ten nie zawierał w sobie ukrytej groźby, tylko faktyczne zadowolenie.

- Znakomicie, interesy z tobą to przyjemność. Ale dużo ryzykujesz Kafirze, targując się w taki sposób - roześmiał się, poklepując oniemiałego Malkavianina po ramieniu. - Choć jesteś Niewierny, to muszę przyznać że masz serce z żelaza. Jednak nie próbuj tego z moimi braćmi z Klanu, niektórzy szybciej niż ja łapią za noże.

W głosie Assamity znać było szczerą było nutę uznania i podziwu, choć Malkavianin nie do końca potrafił zrozumieć, w jaki sposób zasłużył na niego... Ani co właściwie się tutaj dzieje.

- Twoja zapłata jest bardzo hojna, co przynosi ci zaszczyt - Morderca wyszczerzył zęby w uśmiechu. - uznaję więc ją jako rekompensatę za życie sag z Sabatu i obrazę jakiej się dopuściłeś. Wszystkie długi między nami są spłacone. Mektub. Będę pamiętał o twojej szczodrości.

Skłonił się lekko i odszedł na bok, aby spakować krew do plecaka. Złapał się na tym, że pogwizduje: All the stars are dead now...
Oczywiście sprawdzam vitae za pomocą Wody Życia 1.
Ponieważ Namtar jest psychopatą, nie ma najbledszego pojęcia o tym, jakie emocje naprawdę przeżywa Fratter Terry. Raczej uznaje, że całą wcześniejsza sytuacja, była przez niego stworzona celowo, jako okazja do tego, by się potargować. A ponieważ był bliski zabicia Malkavianina, odwaga Świra robi na nim wrażenie.
Ostatnio zmieniony 03 marca 2015, 17:56 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 03 marca 2015, 19:05

Terry przez krótką chwilkę zaniemówił. Na jego twarzy malowało się zdziwienie które szybko przeszło w uśmiech fascynacji. Wzruszył ramionami po czym zwrócił się do reszty koterii.

- O ile nie macie dodatkowych pytań czy uwag do Klausa, proponuję puścić go wolno. - do samego zaś Brujah dodał - Ufam że w zaistniałej sytuacji rozumiesz że było by nam nie na rękę gdybyś wspomniał o tym co tu się wydarzyło. Jeśli nikt nie ma już do ciebie pytań, możesz iść.
Nadmienić pragnę że jest mi obojętne czy drużyna będzie chciała go jechać dominacją czy też jakieś inne takie. Dla mnie sprawa Klausa jest zakończona.
Da się zauważyć że pomysł po prostu puszczenia Brujaha wolno jest dla Terry'ego jak najbardziej do przyjęcia. W jego opinii nie stanowi on zagrożenia, zaś on sam wydaje się dziwnie rozbawiony biorąc pod uwagę co właśnie zaszło.
Ostatnio zmieniony 03 marca 2015, 20:18 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 03 marca 2015, 20:07

[center]Obrazek
Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=bAr1a6zux_8[/center]

"-Oznacza to, iż mam prawo odmówić wykonania każdego zadania, które uznam, za niezgodne z honorem Klanu..."- Ravnos patrzył na scenę która rozgrywała się przed jego oczyma. Aktor pierwszy, objęty ochroną zgodnie z honorem Klanu, aktor drugi, honorowo wyłudzający krew. Być może niektórzy mieli wrażenie że toczy się tu dyskusja, dla osoby o jego korzeniach nie było mowy o pomyłce.
"- Ponieważ jednak mojego Klienta spotkała Śmierć Ostateczna, nie jestem zobowiązany do słuchania niczyich poleceń" - Połączenie tych słów z obrazem dało piorunujący efekt na świadomość Gavina. Krew to krew, co za różnica do kogo należała. Grunt żeby płynęła...
Szklanymi oczyma, Gavin przyglądał się licytacji. Słowa, gesty, mowa ciała - kogoś mu przypominała. Bynajmniej nie był to obraz oddanego sprawie ochroniarza, czy bojówkarza-idealisty.
- Bardziej dilera crack'u lub alkoholika, który potrzebuje takich dawek że ledwo utrzymuje maskę. Wściekły pitbul, który nie ma smyczy lub kagańca. Najgorszy sort złodzieja - taki który okrada tych którym obiecał pomagać.
Potem wzrok Ravnosa przeskoczył na Malkaviana i jego "aurę alternatywnej rzeczywistości". - Musi być stary, na tyle stary by przekupić ssacza i potrafić prowadzić negocjacje. Stanowi cennego sojusznika, ale czy jego rola sprowadza się tylko do rozwiązania sprawy? Czas pokaże.

Po dobiciu targu Ravnos wstał z krzesła.
- Czy któreś z was - zwrócił się do Malkaviana i Lasombry - mogłoby mu wymazać wspomnienia tego wieczoru? Jeżeli chcecie go wypuszczać byłoby dobrze żeby nie gadał. Opcjonalnie jak mówię, możemy tą biedną owieczkę zakołkować i zostawić w piwnicy do zakończenia sprawy. Strzeżonego pan Bóg strzeże nieprawdaż?
Czekam aż koteria go obdarzy nowymi wspomnieniami lub nową rzeczywistością.
- Idziemy Klaus, zanim niektórzy tu obecni zmienią zdanie. Pożegnaj się ładnie.
Potem obaj poszli w kierunku najbardziej zacienionego wyjścia z posesji. Ravnos otworzył drzwi, gestem wskazał kierunek "na zewnątrz". Kiedy Brujah wychodził, powiedział mu tylko "dobranoc". Po czym wrócił do zebranych.
Podczas "odprowadzania gościa" trzymam jedną dłoń w kieszeni, na glocku. Malkav może mu ufać, ja natomiast niekoniecznie.
- Zbliża się świt, chciałbym zakończyć dzisiejsze obrady, jednak pozostała do rozwikłania jeszcze jedna kwestia. Czy ktokolwiek z was wie, czy imię którego szukamy to imię zabójcy, czy też imię narzędzia które należy skierować by zgładziło morderców Szkarłatnego Mędrca? - po zadaniu pytania, Gavin rozejrzał się po zgromadzonych.

- Pozostaje nam jeszcze sprawdzić te drzwi, na górze i zamówić kogoś do wymiany zamków w drzwiach wejściowych. - powiedział Ravnos, po czym gestem zaprosił pozostałą część koterii do towarzyszenia mu.
Ponieważ na okultyźmie znam się tylko odrobinę, zabieram do tamtych drzwi Lasombre i Malkava, może oni wymyślą coś ciekawego.
Wydawało się jakoby wampir złapał katar, tak często pociągał nosem. W rzeczywistości szukał zapachów pasujących i nie pasujących do otoczenia. Świeższej warstwy farby, charakterystycznego zapachu jaki pozostaje po wierceniu lub nakładaniu nowych warstw materiału. W pamięci także szkicował dom, tylko dlatego żeby nie uciekło mu jakieś ukryte pomieszczenie - jedno z tych w których tak lubują się mędrcy i magowie.

Poruszał się bez nerwów, powtarzając znana sobie, rutynowa wręcz czynności. Był spokojny gdyż bazował na swoim doświadczeniu, zwracał uwagę na szczegóły związane z fachem - grubość drzwi, materiał, ustawienie zawiasów i czy otwierają się na zewnątrz czy do wewnątrz. Zwracał także uwagę czy od drzwi nie odchodzą jakieś kable i czy rodzaj klamki pasuje do drzwi. Szukał dowodów czy któreś z nich były otwierane inaczej niż przy pomocy klucza (wybijane z zawiasów, ślady dookoła dziurki od klucza, śruby utrzymujące zamki, ślady na ścianach świadczące że ktoś mógł wyważać drzwi). Na chwile byl poza światem mroku, w swojej własnej domenie, w swoim świecie cudów.
Zakładam że Assamita poinformował mnie dostatecznie które drzwi są tymi z "dodatkiem". Patrze na nie z nadwrażliwością, oceniam zabezpieczenia.
Ostatnio zmieniony 04 marca 2015, 14:38 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 04 marca 2015, 14:44

Ignorowanie opozycji było myśleniem nadto życzeniowym. Horacy skulił się nieco, jakby dotknięty nagłym skurczem.

Biskup Sabatu z pewnością nie należał do ułomków. Ostatnimi czasy jego poczynania dręczyły spokój snów księcia. Głupotą byłoby go ignorować. Przygarbiona sylwetka szczura wolnym krokiem krążyła wokół brujaha. Horacy popadł w zamyślenie ignorując toczące się dyskusje. Nawet jarmarczne targowania pomiędzy asamitą a malkavem nie wywarły na nim specjalnego wrażenia. Przechwałki i zapewnienia. Wzajemne obmacywanie się. Jakby po prostu nie mogli stać nieruchomo i skupić się nad sytuację.
Zatęsknił za domem, który tak rzadko zdarzało mu się opuszczać. Za swoją samotnią. Odepchnął te myśli gestem dłoni, jak odpędza się natrętne owady krążące ponad kielichem.

Biskup.. zjawił się tu.. na pogrzebie mędrca. Z pewnością nie kierował nim jedynie szacunek dla zmarłego. Był ciekaw... Dlaczego zatem wysłał tego idiotę? A może obecny tu jeniec jedynie takiego udaje, jak sugerował żniwiarz? A może po prostu miał dać się złapać, by odwrócić uwagę od prawdziwego szpiega? Blue Crane.. dla kogo pracował i po co tu przyszedł?

Spojrzał na Ravnosa, złożywszy dłonie w uniżonym geście. Dźwięki otoczenia na powrót poczęły docierać do jego świadomości.

- Poświęć proszę jeszcze chwilkę i oświeć mnie w pewnej kwestii przyjacielu. -błysk w oku Nosferatu groteskowo zlał się z potwornym uśmiechem. Zarówno twarz, jak i pokraczna sylwetka szczura zasługiwały na osobny piedestał wśród koszmarnych kreacji wampirów kreowanych przez hollywodzką propagandę.

- Jak rozumieć zwyczaj wspomnianego przez ciebie Blue Crane'a, lubującego się w odwiedzaniu pomieszczeń niedostępnych? Czy pozostawiony ślad sugeruje zrealizowanie wyzwania, czy oznacza raczej oznaczenie swego terenu, jak czynią to psy? Inaczej mówiąc, czy wspomniany turysta złożył dumny podpis, czy też zamierza jeszcze odwiedzić tutejszą domenę?
Ostatnio zmieniony 04 marca 2015, 16:21 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 04 marca 2015, 15:55

-Zupełnie szczerze rzecz ujmując, nie mam bladego pojęcia. Pewnie zostawił swoją wizytówkę kiedy tu wszedł, zakładając że złupi całkiem ładną posesje, po czym został wystraszony przez Ojczulka. Każdy artysta lubi zostawiać swoje dzieła podpisane. Pewnie pracuje na zlecenie, więc możliwość jego rewizyty zawsze istnieje.
Po pierwsze, używanie niewidoczności podczas rozmowy między koterią jest no niekulturalne. Jak Ty Nosfer wyglądasz? opis jakiś czy coś? Bo zaraz zaczne mieć problem do Malkava że mnie pojechał jakąś demencją i widze teraz Nosfera który nie istnieje.
Ostatnio zmieniony 04 marca 2015, 16:32 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 04 marca 2015, 21:34

Kiedy Terry zabrał się do swojej świętej posługi, Victoria obrzuciła szybkim spojrzeniem wszystkich w sali. Ravnos oddalił się, pozostawiając nieco prywatności i obserwując cały spektakl z bliżej nieokreślonym wyrazem twarzy. Nosferatu zaszył się w jakimś kącie, obserwując całą szopkę z dala. Namtar jeszcze nie wrócił, więc dopóki klecha nie skończy, miała kilka cennych chwil dla siebie, a raczej dla maleństwa, które miało się niebawem pojawić. Wyszła z sali, zabierając ze sobą jedną z zapalonych świec. Bliskość ognia wywoływała nieprzyjemne mrowienie i bestia wewnątrz niej groźnie zawarczała, niebezpiecznie wychylając swoje szpony ze świadomości...

Udała się do biblioteki na piętrze. Panował tam mrok, rozświetlany jedynie przez tańczący płomień świecy, który rzucał ruchome cienie na ciężkie regały, zastawione opasłymi tomami wiedzy... Uwielbiała biblioteki, z całym ich spokojem, zapachem starych pergaminów i kurzu, unoszącego się w powietrzu. Przez chwilę pozwoliła sobie podziwiać kolekcję zebraną przez Atrahsisa. Piękna... ciekawe gdzie skrywa prawdziwe perły i białe kruki... Powoli zbliżyła się do biurka, szukając czegoś, co pomogłoby jej znieść ból... Drewniany, ciężki przycisk do papieru w kształcie zwiniętego węża nadawał się idealnie. Zabrała go ze sobą i usiadła na podłodze w centrum biblioteki, ustawiając świecę przed sobą. Zacisnęła zęby na wężu, spoglądając w płomień i skupiając się na ciemności, która tańczyła wokół. Światło i Ciemność... Bardzo powoli wyciągnęła przed siebie prawą rękę, mając świadomość, że jedynie ból i krew otworzą Bramę i powołają do życia Otchłań...

Jej dłoń na kilka sekund zawisła nad płomieniem, po czym z siłą uderzyła w świecę, gasząc ogień i miażdżąc miękki wosk. Ból i szał wywołany kontaktem natychmiast wyrwał Bestię na powierzchnię, a umysł zalała szkarłatna fala strachu... Victoria zacisnęła zęby, dławiąc krzyk i przerażenie, kiedy rana na jej dłoni zaczęła pulsować niewyobrażalnym bólem... Ogień rozlewał się wewnątrz jej istoty, promieniował w każdy aspekt jej istnienia... Kiedy na dłoni w paskudnej ranie pojawiła się krew, a czerwona bestia przestała się szarpać, Victoria zaczęła inwokację... Jej cichy i monotonny zaśpiew rozbudził siły drzemiące w Otchłani. Czuła, jak poruszają się pod skórą jej dłoni. Czarne macki i żywa ciemność wylały się drobnymi smugami, zachłannie spijając krew i ból... Z fascynacją patrzyła, jak jej twór rośnie, karmiony cierpieniem i życiem... Owijał się wokół nadgarstka, pieszcząc i zlizując każdą kroplę niczym wąż... Był gotowy. Oko Arhimana...

Rana zadana przez ogień dalej pulsowała wewnątrz Victorii, ale była zadowolona z efektu. Kiedy podniosła się z podłogi, sprzątnęła resztki świecy i odstawiła na biurko zniszczony przycisk do papieru. Gdy ruszyła z powrotem do zebranych na dole, mały kulisty twór podążał za nią, unosząc się w powietrzu nad jej głową.
[center]
Obrazek[/center]



[center]***[/center]

Weszła do sali w momencie, kiedy Terry skończył swoją robotę. Sięgnęła z powrotem po telefon Klausa, kiedy zjawił się Morderca. Wymiana zdań między nim a klechą, oraz napięcie, które w jednej chwili zawisło w powietrzu było nie do zniesienia. Ból i rana na jej dłoni zaczęły pulsować, odbierając na chwilę świadomość i zalewając wszystkie zmysły... Łowiła jedynie strzępki rozmowy, tocząc swoją wewnętrzną walkę... Kiedy atmosfera nagle się zmieniła, spostrzegła, jak Terry oddaje swoją krew Mordercy... A więc o to chodzi... O krew... Zawsze chodzi o krew w waszym przypadku, czyż nie, Morderco?... Postawa i zachowanie Malkaviana zrobiły na niej wrażenie. W duchu cieszyła się, że tym razem nie musiała interweniować. Z zabójcą należało obchodzić się ostrożnie, a ojczulek jak widać wywarł na nim dobre wrażenie. I chyba będzie dobrze sprawdzał się w tej roli...

Po całym zajściu zbliżyła się do Klausa. Gavin miał rację, należało mu wyczyścić, pamięć chociaż to i tak bez znaczenia. Jeśli Hoqax będzie chciał i tak wyciągnie z niego to co chce. Chociaż to mogło zadziałać na ich korzyść... Kiedy Gavin wyprowadzał Brujaha, poszła z nimi, by zrobić swoje.
Spoiler!
Kiedy wychodzę z Ravnosem, zakładam że wspólnie ustalamy jakąś wiarygodną historię, którą można wtłoczyć w umysł Klausa. Przy okazji zabieram koszulę, którą znalazłam wcześniej i każę mu ją założyć i wyleczyć ranę na piersi. Zmieniając wspomnienia używam jak największej liczby szczegółów, myśli, odczuć, zapachów etc. Wszystko tak, by jak najgłębiej zapadły w podświadomość Brujaha. No i posyłam maleństwo za nim.
[center]***[/center]

Kiedy Victoria i Gavin wrócili, pozostało jeszcze sprawdzenie pokoju, o którym wspominał Namtar. Jedyne takie pomieszczenie, zabezpieczone magią. Co mogło skrywać? Wzrok Victorii pobiegł w górę, jakby przez sufit starała się zlokalizować to pomieszczenie.

- Myślę, że powinniśmy sprawdzić ten pokój jak najszybciej. Nie chcemy tu więcej niespodzianek, a zwłaszcza z rodzaju magicznych... Do świtu niewiele zostało, a niektórzy muszą jeszcze zapolować. - To powiedziawszy, ruszyła w kierunku schodów, czekając na pozostałych.
Zakładam, że reszta pójdzie za mną, bo trochę nam się rozjechała akcja. Dalszą dyskusję możemy prowadzić w ruchu już.
Ostatnio zmieniony 05 marca 2015, 11:23 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 04 marca 2015, 23:34

Horacy skulił się ponownie, jakby dotknięty kolejnym skurczem. Tym razem jednak był on nieco dłuższy. Chwycił się za czoło i przez chwilę jakby zachwiał. Jego wizerunek lekko zafalował kiedy maska tysiąca twarzy straciła na chwilę swoją spójność uwidaczniając bardzo rozmyty i niewyraźny kształt czegoś przerażająco odmiennego.

Chrapliwy dziwny głos, bardzo cicho, jakby do siebie powiedział.
- Od tego cholernego gramofonu jeszcze mi we łbie dudni. Zbierz się do kupy Horacy bo oni... - szybko obrzucił wzrokiem pozostałych. Wydawało mu się że cała uwaga kainitów była zwrócona, w tym jednym krótkim momencie, na niego. Nie lubił tego i to bardzo. Zawsze wolał pozostawać czając się w mrokach. To on obserwował i zbierał informacje. Teraz czuł się jak na estradzie, gdzie nagle rzucono całe światło jupiterów właśnie w jego stronę. Momentalnie się wyprostował a szelmowski uśmiech dziecka przyłapanego na gorącym uczynku wykwitł mu na twarzy. Rzucił szybko okiem obserwując reakcje.

Widział złodziejski wzrok Ravnosa, który w bezczelny sposób próbował przebić się przez jego dyscyplinę.
Cóż ciekawość typowa dla zawodu. Można wybaczyć, chociaż może by mu...

Pozostali, cóż dumna Lasombra patrząca z ukrywaną wyższością typową dal swoje klanu, wariat spoglądający z politowaniem i Asamita, którego wyraz twarzy najtrudniej było rozszyfrować. Część obrażona część zdegustowana warkliwym przyjęciem jakie im zgotował.

Czego się spodziewali, że na hawajski sposób zarzucę im kwiaty na szyję i ucałuję. To się zdziwili - zachichotał w myślach do siebie.

- No cóż na każdego ta pieprzona magia działa inaczej. Zanim jednak weźmiemy się do roboty i otworzymy bramy Szeolu, od których już na milę czuć niebezpieczeństwem musimy sobie jedną rzecz wyjaśnić. Ja Wam po prostu kurwa nie ufam. - Stwierdzenie zawisło w powietrzu i czuł jak atmosfera niechęci do niego jeszcze bardziej się pogłębiła.
- A póki komuś nie ufam, jestem względem niego najbardziej sarkastycznym i gburowatym z Nosferatów jakich znam. Powiem dlaczego Wam nie ufam. Nie przekonuje mnie list starego który po wzywał wszystkich kainitów jakich się mu podobało całego świata. Aż dziw bierze że ta osobliwa menażeria jest tylko taka. Czy ktoś z was w ogóle jest obywatelem Camarili? Żadne z was nie zostało przeistoczone dopiero rok temu, to na pierwszy rzut oka widać. Więc z jakich miast jesteście żeby braci mogli mi to sprawdzić? Ravnos nie do sprawdzenia, Lasombra ze względu na Pani uroczych współplemieńców co najmniej wątpliwa, brat Terry... mój boże, tego to chyba nikt nie jest w stanie sprawdzić. Paradoksalnie tylko tamtego rzeźnika z tyłu jestem pewien, z co najmniej dwóch powodów, że to nie sabatnik. Tak, tak o sabat mi chodzi cały czas, bo wiem co będzie za chwilę. A gdzie jest w tym mieście to, a gdzie tamto... - Horacy zaczął przedrzeźniać głos bliżej nie określonej osoby.
- Powiem wam to wszystko, a Wy... Wy już teraz gładko wypuszczacie jednego sabatnika. - przechylił się do drzwi ktirymi wyszedl Brujah- Nic osobistego nie mam do Klausa, ale tam biskup tu ksiądz jakieś to takie...
-Zdradzę sekrety niewłaściwym osobom i do mojego Charlestone i wjedzie na poważnie sabat. A ja będę wtedy w czarnej dupie. O, przepraszam madame - spojrzał na Lasombra - przepraszam za słowo "czarnej". Wiem, że dla was ma ona więcej odcieni i rodzajów a ja nie znam nazwy tej najbrzydszej.

- Rozwiązanie nasuwa się mi tylko jedno. Namtarze dziecię pustyni czy przyjmiesz ode mnie zlecenie? Zacznie się ono od razu po zakończeniu tego. Zabijesz niezwłocznie tego, kto z tej koterii okaże się sabatnikiem. Wymień swoją rozważną cenę, nie będę się targował ja nie jestem szalony. Jeśli zginę, kontrakt obowiązuje, mój dług spłaci wówczas klan. Przyjmujesz?

- Nie ma się co cieszyć to jest tylko rozwiązanie doraźne. - Szpetny uśmiech wykwitł na twarzy - A teraz chyba pora otworzyć te pieprzone wrota. Szkoda że Klaus nie chciał się zrehabilitować i przejść przez nie pierwszy.
Witam :/uklon
Ostatnio zmieniony 05 marca 2015, 08:02 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 05 marca 2015, 11:37

Potok słów, jaki nagle wylał się z milczącego dotąd Nosferatu, nieco zaskoczył Łowcę. Niemniej, czyż w księgach nie było napisane, iż nie da się pojąć Niewiernych? Szybko postarał się więc dostosować do nagłej zmiany w zachowaniu Szczura. Miał wrażenie, że każda chwila tej nocy odkrywa prze nim nowe tajemnice. Niektóre były oczywiście warte poznania, jednak inne... Cóż, nie narzekałby, gdyby nadal o nich nie wiedział.

Nie zdziwił go fakt, iż Kuffrowie sobie nie ufają. Nie spodziewał się niczego innego, wchodząc do tego siedliska plugawych żmij. Zdziwiło go raczej to, że ktoś mówi o tym głośno. Jednak czuł, że to było potrzebne. Atmosfera niedopowiedzeń i półprawd zaczynała już mu powoli działać na nerwy. Tak więc z zadowoleniem przyjął fakt, iż ten szpetny Bękart Khayyina uczynił coś, czego on z racji swojej pozycji nie mógł zrobić. Miał nadzieję, że coś, cokolwiek, wyniknie z tego...

- Nie jestem upoważniony do podejmowania takich decyzji - odparł na pytanie Horacego. - Przekażę Twoją propozycję moim przełożonym w Klanie. Oni zdecydują o warunkach Kontraktu i cenie. Jeśli chcesz, mogę to zrobić jeszcze dziś. Myślę, że to nie będzie problem. Na osobności ustalimy szczegóły. Czy to ci odpowiada?

Propozycja kolejnego Kontraktu napełniła go radością, jednak starał się mówić spokojnie, nie pominąć niczego, co istotne. Już teraz jednak podejrzewał, że zna odpowiedź Akramaha... Wiedział, że ta odpowiedź oznaczać będzie krew... Dużo krwi... Uśmiechnął się lekko.

- Jeśli zaś chodzi o te drzwi - zwrócił się do pozostałych - w przypadku, gdyby nie dało się ich otworzyć, mogę rozebrać ścianę. Jeśli zaś chcecie je otwierać, sugeruję, z uwagi na bezpieczeństwo, bym był pierwszą osobą, która wejdzie do środka. To wszystko, co mam do powiedzenia.
Także przyglądam się tym drzwiom i badam je na tyle, na ile potrafię. Używam Nadwrażliwości by wyczuć działanie magii.
Ostatnio zmieniony 09 marca 2015, 15:08 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 05 marca 2015, 15:08

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 09.08.1993 03:01

Po energicznej wymianie zdań Terry oddał pięć fiolek krwi swojemu ochroniarzowi. W tym czasie Victoria zdominowałą umysł Klausa, nakazując mu zapomnieć o tym, co wydarzyło się w domu, wplatając nowe wspomnienia. Gavin wyprowadził Brujaha i pozwolił mu odejść. Cała koteria skierowała się na pierwsze piętro posiadłości.

Szybko zorientowali się w kwestii rozmieszczenia pokojów na tym piętrze i ich przeznaczenia.
[center]Obrazek Obrazek[/center]
[center]Obrazek Obrazek[/center]
Po wstępnym rekonesansie, cała nieumarli zebrali się w holu, przed wejściem do jedynego pokoju, którego nie zdołał sprawdzić Namtar.
Gavin kucnął przed zamkiem, po czym wyciągnął z kieszeni maleńki zestaw wytrychów. Ku zaskoczeniu wszystkich, właściwie natychmiast po włożeniu trzech rożnych pręcików, zamek otworzył się. Mina Gavina jednak nie wyrażała jednak zadowolenia:

- Był tutaj Blue Crane... - powiedział nieco zamyślony i pociągnął za klamkę.

Drzwi otworzyły się bez najmniejszego szmeru, ukazując obszerny pokój rytualny. Okna po przeciwnej stronie były zasłonięte masywnymi kotarami o barwie czerwonego wina. Na środku błyszczał się magiczny krąg składający się z pozłacanych, wyrytych w marmurowej posadzce linii. W jego centrum stał pusty piedestał na księgę. Na przeciwległej ścianie, nad oknami, koteria ujrzała napis:

[center]Vercundia omnium virtutum custos est.[/center]
Wszędzie w pokoju piętrzyły się półki z książkami, rekwizytami przydatnymi w odprawianiu magicznych ceremonii, oraz wszelkiego rodzaju utensyliami niewiadomego pochodzenia i roli. Panował tutaj ogromny nieporządek i pomieszanie. Wiele książek leżało na podłodze, zaś kilka szklanych pojemników zastało rozbitych. Na suficie można dostrzec było wielki fresk przedstawiający Babilon w pełni swej świetności. Błękitna Brama Ishtar górowała nad dachami bogatych domów... Uwagę zebranych jednak przykuł inny, niepokojący szczegół. Na podłodze, zaraz obok piedestału, leżało ciało jakiegoś mężczyzny, odzianego z mocno znoszony garnitur. Zza progu nie było widać jego twarzy, bowiem postać leżała na brzuchu, z przekręconą głową, zwróconą w kierunku okien.
Jesteście już razem wszyscy na górze. Bałagan informacyjny powyżej niech przejdzie do historii.
Spoiler!
Test Otwierania zamków ST:6 = 6 sukcesów!
Ten zamek to dla ciebie żadne wyzwanie. Otwierasz go w 3 sekundy, uświadamiając sobie dodatkowo, że już wcześniej ktoś z twojego fachu go najpierw otworzył, a potem zamknął. Na pewno korzystał z tych samych narzędzi, co ty (wytrychy). Jesteś prawie pewien, że był tutaj Blue Crane.
Spoiler!
Test Intuicji ST: 7 = -1 Pech! Kompletnie nie rozumiesz dlaczego tak bardzo się wszyscy boją tego pokoju. Wszystko wydaje się być w jak największym porządku. Jeżeli była tutaj pułapka, to już na pewno nie działa...
Łaciński napis: Skromność jest strażnikiem wszystkich cnót.
Spoiler!
Łaciński napis: Skromność jest strażnikiem wszystkich cnót.
Spoiler!
Niebezpieczeństwo: 1 sukces = Coś jest nie tak.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 05 marca 2015, 15:20

- Nie wchodźcie tam - powiedział Assamita stając z boku, przy drzwiach. - Nadal wyczuwam zagrożenie.

Pochylił się lekko do przodu, przyglądając się framudze. Później rozejrzał się uważnie. Nie wykonywał zbędnych ruchów. Stojąc na samym progu komnaty, uważał, by nie przekroczyć magicznej, niewidocznej linii oddzielającej ją od korytarza. Wydawał się bardziej skupiony na wnętrzu, lustrując je wzrokiem w poszukiwaniu jakiejkolwiek informacji o naturze niebezpieczeństwa, niż na osobach stojących za jego plecami. Tak jakby samą siłą koncentracji mógł rozwikłać zagadkę tego pomieszczenia.

- Jeśli nic nie wymyślicie, sugeruję przynieść gaśnicę... - stwierdził po chwili spokojnie. Miał naprawdę paskudne przeczucia co do tego pokoju, a z doświadczenia wiedział, że paskudne przeczucia bywają nad wyraz często związane z ogniem.
Stoję w progu, tak by każdy, kto zechce wejść do pomieszczenia, musiał mnie minąć. Jeśli ktoś to zrobi, mimo mojego ostrzeżenia, zatrzymam go siłą.
Rozglądam się z Nadwrażliwością 1 i 2. Poprawiam zmysł wzroku i węchu. Sprawdzam, czy leżący na ziemi mężczyzna ma jakąś aurę.
Ostatnio zmieniony 05 marca 2015, 16:51 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

ODPOWIEDZ