- Nie wejdziesz tam - syknął krótko Morderca.
- W mojej ocenie tam wcale nie jest niebezpiecznie - opowiedział ksiądz - nie rozumiem dlaczego...
- Ale w mojej jest. Nie wchodzisz! - przerwał mu Łowca, kładąc nacisk na ostatnie zdanie.
Terry miał dość szarpania się tej nocy z Assamitą. Nie chciał więcej prowokować Sługi Ciemności.
- Widzisz coś? Co oznacza ten napis? - zapytał Namtar.
Terry skupił się i przełączył na widzenie magicznych aur, przedmiotów i wszystkiego, co mogłoby wydać się dziwne i podejrzane. Nadal jednak nie widział niczego, co zwracałoby jego uwagę.
- Oczywiście, ta zacna sentencja tyczy się Mężów Świętych. Skromność jest strażnikiem wszystkich cnót... - odezwał się po chwili.
Victoria stała razem z Horacym, tuż za dwójką rozmawiającą przed wejściem. Gavin w tym czasie poszedł po gaśnicę. Znalazł ją dość szybko, na parterze pod schodami.
Lasombra odezwała się miękko podchodząc do drzwi:
- Panowie, odsuńcie się. Postaram się odwrócić ciało tak, byśmy zobaczyli jego twarz korzystając z mocy Sfery Mroku. Jedna macka z ciemności powinna wystarczyć, by to uczynić.
Frater Terry i Namtar przesunęli się tak, by Victoria widziała lepiej wnętrze sali, oświetlone światłem lamp z korytarza. Z mnogich cieni, zaczajonych w kątach pomieszczenia wypełzła macka z żywiej ciemności. Drgający i zwijający się kształt podpełzł do wyrytego na posadzce kręgu i oplótł ciało nieznajomego. Po chwili, bez oporu macka przesunęła leżącego, ukazując twarz romskiego mężczyzny po trzydziestce.
Nagle w pomieszczeniu nastąpiła niewidzialna acz wyraźna zmiana. Macka z ciemności zniknęła, rozpraszając się w opar wirującej mgły. Victoria ze zdumieniem obserwowała ten widok, nie mogąc uwierzyć w to co się stało. Nagle jakaś niematerialna siła uderzyła ją w plecy, rzucając do środka sali. Assamita zorientował się w porę i zagrodził ręką wejście łapiąc się za masywną futrynę. Niestety moc niewidocznego napastnika była zbyt duża i Łowca nie zdołał utrzymać się na nogach. Ciało Victorii uderzyło w stojącego w przejściu Namtara i oboje wpadli do środka sali. Lasombra przeleciała ponad cztery metry, uderzając z nieludzką siłą w piedestał. Ból eksplodował w jej ręce, przez chwilę wypełniając cały wszechświat. Zebrani usłyszeli nieprzyjemny trzask łamanych kości. Łowca poradził sobie dużo lepiej. Jego wyszkolenie w walce, połączone z niezwykłym refleksem pozwoliło mu upaść na bark, dwa metry przed wejściem do środka. Błyskawicznie wstał na równe nogi, po czym zachwiał się i padł nieprzytomny. Obserwujący tą scenę nieumarli zdawali sobie sprawę z faktu, że gdyby nie interwencja Assamity, Victoria uderzyłaby w piedestał z o wiele większą siłą. Horacy i Terry stali przez chwilę w milczeniu, przerażeni tym, czego byli świadkami. Gavin wszedł właśnie po schodach, niedbale bujając trzymaną w ręku gaśnicą. Patrząc na ich oniemiałe miny, zapytał:
- Ominęło mnie coś?
Zajrzał ciekawie do środka i syknął nagle, gdy jego spojrzenie padło na leżącego na ziemi mężczyznę. Na jego twarzy pojawił się wyraz rozpoznania, który przeszedł w szok i niedowierzanie.
[/center]