PBF - Charleston by Night

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 09 marca 2015, 11:57

Victoria ze skupieniem przysłuchiwała się wypowiedzi Namtara. Jeśli rzeczywiście był tam potężny duch, o którym mówił, z pewnością był tam na polecenia Starca. Co do tego nie miała wątpliwości. Układanie się z tego rodzaju istotami było niebezpieczne, jednak rozumiała ostrożność i środki podjęte przez Atrahsisa. W duchu podziwiała jego mądrość i siłę, która zmusiła do służenia byt tego rodzaju. Nie znała wielu takich, którzy potrafili tego dokonać, a szacunek, jakim dotąd darzyła Red Wisdoma jeszcze bardziej pogłębił się w jej sercu.

- Namtarze... - zwróciła się spokojnie do Assamity - wypełniłeś dobrze swoje zadnie. Jeśli ów duch chce z nami rozmawiać, zakładam że ma coś ważnego do przekazania naszej koterii. W przeciwnym wypadku nie puściłby Cię z powrotem. - tu na chwilę zamyśliła się, bezwiednie bawiąc się długimi, czarnymi włosami, owijając ich końce na palcu. Zaczęła krążyć niespokojnie, a stukot jej wysokich obcasów roznosił echo po całym pomieszczeniu.

Lepiej jest być gwałtownym niż oględnym, gdyż szczęście ma imię kobiety. Jeśli chcesz je zdobyć, nie wahaj się użyć siły.

- Terry ma rację. Ja muszę tam wejść, nie podlega to dyskusji. Namtar idzie ze mną. - Z namysłem spojrzała na Gavina.

- Mam nadzieję złodzieju, że wkrótce będziesz miał okazję wyjaśnić niespodziewaną obecność swojego "przyjaciela" tutaj. Rozumiem, że jest Ci bardzo bliski, jednak tam, dokąd idziemy, radziłabym zachować emocje na wodzy. Są bardzo złym doradcą, więc jeśli jego wykupienie, jak to określiłeś, stanie w sprzeczności z naszymi zadaniem, nie będę narażać pozostałych. Miej to na uwadze.

Pytanie Nosferatu o to, czego mogą się spodziewać jest całkiem na miejscu. Ciekawe... Co im odpowiesz Morderco? W świecie astralnym Twoje zdolności bojowe raczej na niewiele się zdadzą. Jeśli ten duch jest tak potężny, to w swojej domenie jest władcą, zatem jakakolwiek walka tam nie ma większego sensu, bo zginiemy wszyscy. Pozostaje jedynie dyplomacja i rozmowa. Czy ta świadomość kolejny raz ukaże Ci Twoją niekompetencję, wystawiając Cię na kolejną próbę? Zabawne, świętość kontraktu stoi ponad wszelkimi innymi wartościami. Ciekawe, czy reszta zdaje sobie sprawę z motywów, które kierują Łowcami...

Czekając w skupieniu na odpowiedź Assamity, uważnie lustrowała reakcje pozostałych.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 09 marca 2015, 12:02

Pytanie Horacego nie zaskoczyło go. Spodziewał się czegoś podobnego. Przebiegły Munafiqun próbował wywołać w nim emocje, obnażyć słabości, które mogłyby pozwolić mu uzyskać wpływ i zdobyć kontrolę... Tylko, że w sercu Syna Haqima nie było słabości. I Niewierny odejdzie z niczym. Miał ochotę się roześmiać, opanował się jednak. Alhamdu lil-Hqimil-ladhii 'aafaanii mimmabtalaaka bih, ła fahalanii 'alaa kasiirin mimman kuffar*. Święta zasłona Tayqiya** pozostanie nienaruszona. Kuffrowie nie mogli wiedzieć...

Przedłużające się milczenie, które zapadło po pytaniu Nosferatu miało chłodny smak stali. Horacy nie mógł widzieć oczu Mordercy, skrytych za ciemnymi okularami, a jednak wyczuwał ich spojrzenie, wbite w siebie z niezwykła mocą. Wiele by dał, by móc ujrzeć ich wyraz. Co się w nich kryło? Wściekłość, drwina, czy ukrywana samotność? Jednak, gdy w końcu Namtar odezwał się, jego słowa pozostawały jak zwykle surowe i beznamiętne.

- Sam umiem o siebie zadbać. Wróciłem. A jeśli kiedyś nie sprostam temu - uśmiechnął się paskudnie. - czas będzie spotkać się ze śmiercią. Mektub.

Oderwał się od ściany i wymijając Horacego i Victorię przeszedł na próg komnaty rytualnej. Zajrzał do środka. Magiczne linie czarodziejskiego kręgu lśniły odbijając blask lamp z korytarza.

- Pytasz o ryzyko... - odezwał się w zamyśleniu. - Widziałem, co potrafi ta daeva. W swej domenie dzierży srebrną nić każdego, kto tam trafi. Nie sądzę, by miała problem z zerwaniem jej... Tak więc ryzyko jest. Duże. Z drugiej strony, rzekła, że nie może mnie zabić jeśli wypełniam wolę Atra-hasisa. Oceniam więc, iż pęta ją jakieś zaklęcie. Jeśli chce się z niego wyzwolić, potrzebuje nas.

- Skłoniłem Strażnika do złożenia przysięgi, że nie uczyni wam żadnej krzywdy - kontynuował po chwili. - Podał mi swoje imię i imię Tej, na która przysięga. Tak więc wiem, kim jest. Jest sługą Ereshkigal. Nie wydaje mi się więc, by chciał wystąpić przeciwko duchom, które są ze mną. Poza tym nie wyczuwam od niego wrogości...

Miał nadzieję, że się nie myli. Jego wniosku oparte były na mizernych podstawach. Czuł się tak, jakby miał w ręku jedynie garść pustynnego pyłu, który mógł rozproszyć się pod każdym silniejszym dotknięciem wiatru. A jednak cóż więcej mu pozostawało? Gdyby nie to, na czym się opierał, musiałby uwierzyć, że prowadzi ich w pułapkę.

- Co do samych działań - mówił dalej - Oceniam, że nie powinniśmy tam wchodzić wszyscy. To niepotrzebne ryzyko. Najlepiej by poszli tylko ci, którzy muszą. To znaczy ja i Victoria - spojrzał na Ravnosa i na jego brzmię - Jednak nie mogę ci odmówić prawa do ratowania brata z Klanu. Nie będę więc sprzeciwiał się, jeśli pójdziesz z nami. Zgadzam się, że należy go uwolnić. To służy naszej sprawie. Twój brat został schwytany przez daevę już po śmierci Mędrca, może więc mieć ważne informacje. Mam nadzieję, iż Strażnik nie będzie miał możliwości pełnego kontrolowania całej naszej trójki. Jeśli okaże się to dla niego trudne, w razie zagrożenia postaram się dać wam chwilę na reakcję lub ucieczkę. Podejrzewam jednak, że może być to bardzo krótka chwila...

Trudno nie było słyszeć tonu fatalizmu, który zabrzmiał w ostatnim zdaniu Łowcy. Jednak myśl o śmierci nie wydawała się go przerażać. Chwilę jeszcze w milczeniu analizował sytuację, oceniając swoje szanse. Wiedział, że nie są duże, lecz z drugiej strony nie były całkowicie bez znaczenia. Czasami nawet cień szansy pozwalał zwyciężyć. A czyż cienie nie wspierały jego działań? Odruchowo pogłaskał rękojeść khanjar.

- Jest jeszcze inna opcja - powiedział spokojnie, odwracając się do reszty zebranych. - Możecie po prostu przekazać mi to, co mam powiedzieć duchowi i sam tam wejdę. Jest to większe ryzyko, ale w tym wypadku dotyczy tylko mnie. Jestem je w stanie podjąć. Decydujcie więc.

[center]Obrazek[/center]

* arab. Pochwalony niech będzie Haqim, który uchronił mnie od tego, czym doświadcza ciebie i który wywyższył mnie ponad Niewiernych.
** arab. Tajemnica
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 09 marca 2015, 17:49

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 09.08.1993 Przed świtem.

- Dziękuje za propozycje Łowco, jest bardzo łaskawa, jednak muszę ją odrzucić. Są takie rzeczy które każdy mężczyzna musi zrobić sam, nie bacząc na konsekwencje. Zwłaszcza gdy chodzi o jego przyjaciół. - Tu zwrócił się do Lasombry - Dziękuje Ci również za radę, postaram się nie sprowadzić na nas zagrożenia. Prucie sejfów i negocjacje mają to ze sobą wspólnego, że w obu przypadkach trzeba mieć żelazne nerwy i pewne dłonie. - Gavin uśmiechnął się - Poza tym, niegrzecznie jest odrzucać zaproszenie skierowane do nas tak bezpośrednio. Okażmy więc odrobinę kultury i dobrego wychowania. Uważam że takie drobne szczegóły mogą w przyszłości dać bardzo ciekawe plony.
Ravnos jest zmotywowany tam pójść, nawet jeżeli będzie musiał zrobić to sam. Wierzy że negocjacje pójdą w dobrym kierunku i nawet jeżeli nie natychmiast, to ostatecznie uda mu się uwolnić Lucjana.
Ostatnio zmieniony 09 marca 2015, 19:51 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 09 marca 2015, 20:25

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 09.08.1993 Późna noc.

Obawy i spekulacje Mordercy o naturze samego ducha i miejsca, do którego mięli się udać wywołały osobliwą reakcję w umyśle Victorii.

Rzeczywiście, jeśli cokolwiek pójdzie nie tak, raczej marne szanse, że uda się nam wyjść z tego cało. Chociaż z drugiej strony, sam mówiłeś, że duch służył Redowi i puścił Cię, bo chce z nami rozmawiać. Gdyby było inaczej, podzielilibyśmy los starca, czyż nie?

Zmrużyła oczy na deklarację Namtara, oceniając jego motywy... Twoja gotowość do poświęceń w imię swojej sprawy doprawdy jest imponująca, Morderco... Nie zmienia to faktu, że i tak musimy tam wejść, przysparzając Ci nie lada kłopotów. Ciekawe, kogo z nas przeklinasz w tej chwili najmocniej - dziwny i zagadkowy uśmiech zagościł na Twarzy Victorii, kiedy zwróciła się do Assamity:

- Twój kontrakt zakłada ochronę nas ... Łowco. Zatem trzymajmy się tego. - z rozmysłem zaakcentowała słowo nas.

- Poza tym, kultura i grzeczność wymaga, aby się przedstawić ... I dowiedzieć się w końcu czegoś sensownego... - spojrzała na Gavina, zdeterminowanego i więcej niż chętnego do ruszenia na odsiecz swemu bratu.

- Idziemy we trójkę. - wypowiadając ostatnie słowa spokojnym i chłodnym tonem, spojrzała na Horacego i Terrego. Ich brak reakcji uznała za zgodę. Odwróciła się w kierunku drzwi i ruszyła przed siebie w magiczny krąg...

Victoria się zastanawia, czy Terry uraczy ich błogosławieństwem na tą podróż ;D
Ostatnio zmieniony 09 marca 2015, 20:34 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 09 marca 2015, 21:41

Horacy warzył w myślach słowa wypowiedziane przez Namtara. Niebezpieczeństwo wydawało się w takim razie umiarkowane. Z jednej strony wiedział, że jest potrzebny tutaj Paktowanie z diabłem, tego jeszcze nie przeżył ale i nie bardzo było mu to potrzebne. Niemniej jednak daleki umbralny świat o którym kiedyś raz czy dwa słyszał był niezmiernie kuszący. Chorobliwa ciekawość pchała go w otchłań razem z resztą koterii. Spojrzał na pozostałych. Nie, kłamstwo, nie tylko to*.

- Czy ktoś zna jakieś miejsce gdzie jakiś ciekawski Nosferatu jeszcze nie postawił stopy? Idę z Wami. Twojego przyjaciela natomiast zostawimy tutaj, niechaj sobie bezpiecznie czeka pod opieka ojczulka. Na wypadek gdyby sabat postanowił przysłać tutaj kogoś ponownie. Bo jak nie są pewni to zaczynają myśleć. A myślenie nie często jest ich najmocniejszą stroną i przeważnie sprowadza się przeważnie do rozwiązania za pomocą jednej i tej samej metody.

Skoro starzec nie żyje, jedynym celem tej istoty jest teraz się wyrwać. Obojętnie jak jego pan narzucił mu wolę, jeśli nas nie przekona może w tym kręgu utknąć na wieki. Może być zatem nieobliczalny jeśli odmówimy. Co on oprócz desperacji czuje? Strach i złość na swoją głupotę? Świetnie to Horacy znasz, przecież niegdyś raz żeś solidnie utknął w kanałach. Gdyby nie szczury już by Cię nie było Ślicznoto. A pamiętasz jakeś im pięknie podziękował później?

Spokojnie idąc w kierunku kręgu zastanawiał się co też może jeszcze zawierać księga z piedestału, której przyjdzie im szukać.
Spoiler!
Moja natura bierze górę. Nie mogę ich tak puścić samych. Nie do końca im jeszcze ufam, a zależy mi żeby odkryć, kto stoi za śmiercią starca.
Ostatnio zmieniony 09 marca 2015, 22:03 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 09 marca 2015, 22:36

Stojący obok kręgu Assamita odwrócił się słysząc słowa Horacego. Tak, teraz był zaskoczony. I to zaskoczony jak cholera. Ciężko mu było zrozumieć zupełny brak logiki i myśli taktycznej w decyzji, którą podjął Nosferatu. Czy temu Niewiernemu wydawało się, że to jest jakaś wycieczka umbroznawcza? Czy on w ogóle miał świadomość powagi sytuacji?

- Gdybyśmy byli tutaj po to - zaczął tonem o temperaturze ciekłego azotu. - by realizować swoje osobiste pragnienia, to pewnie zacząłbym od diabolizacji. Wielokrotnej. Ale zdaje się, że mamy zadanie do wykonania, a nie marzenia do spełnienia.

Przez chwilę w sali zapanowała cisza.

- Twój pomysł jest idiotyczny. Coos okt al laglesh!* Naraża bezpieczeństwo grupy. Chcesz zostawić nasze ciała tylko pod opieką Świra? Hal anta majdoube?** A co, jeśli potrzebna będzie szybka reakcja tych, co zostali po tej stronie rzeczywistości? Albo jeśli pojawi się tu jakieś zagrożenie? Fizyczne lub magiczne? Terry nie da sobie rady sam. Poza tym... Nie wierzę w stabilność jego psychiki. A ty wierzysz?

Rzucił okiem na klechę, który przysłuchiwał się rozmowie. Zacisnął zęby. Absurd tej sytuacji zaczynał go naprawdę drażnić.

- Jeśli więc chcesz zwiedzać Umbrę, rób to na własny rachunek po tym, jak już wykonamy to, co mamy do zrobienia - warknął. - Ja jestem całkowicie przeciwny temu, byś szedł z nami.


* arab. Pieprzyć te bzdury!
** arab. Zgłupiałeś?
Ostatnio zmieniony 09 marca 2015, 23:19 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 09 marca 2015, 23:09

Malkavian słysząc Gavina, który był gotów wejść do kręgu, uzmysłowił sobie jaką cenę może przyjść zapłacić Ravnosovi za powrót przyjaciela. Podszedł do niego i wyszeptał mu do ucha parę słów przestrogi.
Spoiler!
- Uważaj z kim przyjdzie ci się układać. Według opisu Łowcy, w kręgu czeka na was wysłannik Księcia Demonów. To znaczy że jest on mistrzem kłamstwa i ułudy. Jeśli ceną za duszę twego przyjaciela ma być twoja własna, nie przystawaj na taki układ. Stracisz więcej niż możesz przypuszczać, a i tak nie będzie pewnym czy dotrzyma on słowa. Pilnuj się i uważaj na słowa które padną, bowiem manipulacja nimi jest bardzo mocną stroną wszelkich złych duchów. Rozumiem jednak że musisz tam wejść i nie ma siły która cię od tego odwiedzie. Niechaj więc Światło Pana na Wysokościach cię chroni a Mądrość Jego prowadzi.
Kiedy skończył, odstąpił od cygana i ku swemu przerażeniu usłyszał "Idę z Wami", padające z ust Horacego. Spojrzał na niego natychmiast, chłonąc uważnie resztę jego wypowiedzi. Następnie równie uważnie wysłuchał odpowiedzi Mrocznego Jedi. Pomimo uszu puścił uwagę na temat swej poczytalności. Wiedział że wynika ze strachu. Darth Namtar bał się po prostu że jeśli Terry zostanie sam, na własną rękę postanowi rozprawić się z Pomiotem Piekielnym. I bał się nie bez powodu, biorąc pod uwagę jego wcześniejszą uwagę, na temat "duchów które są z nim".

I chociaż nie zdradził tego ni gestem, ni słowem, Malkav uznał ten pomysł za prawdziwie inspirujący. Zwrócił się jednak do Horacego, kiedy tylko Namtar skończył go rugać.

- On ma rację - ruchem głowy wskazał Assamitę - Nie rób tego. Nie wchodź w relacje z Bytami Nieczystymi, nie bez przyczyny mówi się że ciekawość pierwszym jest spośród stopni do piekła prowadzących. I nade wszystko nie zostawiaj mnie tu samego. Nic dobrego wyniknąć z tego nie może. Posłuchaj rozsądku, miast swych żądz poznania. Nie mądrze jest szukać, czego się nie zgubiło.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 10 marca 2015, 01:14

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 09.08.1993 03:16

[center]Obrazek[/center]
Gdy koteria przerzucała się argumentami, nie mogąc podjąć ostatecznej decyzji, odnośnie wejścia do kręgu, wydarzyło się coś, czego wszyscy najmniej się spodziewali. Na środku sali ceremonialnej pojawiła się półprzezroczysta zjawa. Postać jej przywodziła na myśl wyschnięte ludzkie zwłoki, obciągnięte pergaminową skórą. Gdyby nie zniszczone okrycie, widać byłoby więcej kości niż martwego mięsa. Widziadło dzierżyło w ręku kościany sztylet. Zebrani w jednej chwili spojrzeli w stronę Strażnika. Rozmowy ścichły jak ucięte nożem. W pokoju rozległ się jedynie upiorny szelest, formułujący się w obce i dziwaczne słowa:

- Dlaczego kazałeś mi tyle czekać, Cieniu Ahrymana? - zebrani usłyszeli słowa w bardzo starym języku. Jedynie Namtar rozumiał mowę Strażnika - Gdybyście, tak jak mówiłeś, wypełniali Wolę Artahasisa, natychmiast weszlibyście do Sanktuarium! - Szelest zmienił się w przeciągłą inkantację, dobiegającą jakby z bardzo głębokiej studni. Było w nim coś niepokojącego i złowrogiego. - Padnijcie na kolana przede mną, wy którzy żyjecie zamknięci w czasie i ukorzcie się! Jam jest Pulhu-Imel, moja cierpliwość się skończyła!

Wszyscy zebrani stali jak sparaliżowani. Nie rozumieli kompletnie, co mówi do nich złowieszcza istota. Bił od niej lodowaty chłód i coś czego nie mogli wytłumaczyć, lecz co znajdowało niepokojący oddźwięk głęboko, w ich martwych sercach. W sposób niezwykle jasny i bolesny pojęli po raz kolejny, czym się stali. Ta prawda, o ich wewnętrznej martwocie, o Śmierci, przed którą uciekali, a która przecież wciąż była w nich obecna, nie pozwoliła im działać. Tylko Namtar znał język upiora i słuchał wypowiedzi do końca. W pierwszym odruchu chciał uderzyć, jednak rozsądek przeważył i cofnął rękę od ostrza.

Wśród niekończących się szeptów, chichoczących w głowie Terrego, Malkavianin usłyszał głos swego Mentora:
- Terry on mówi, że nie możecie wypełniać Woli Red'a, bo za długo kazaliście mu czekać... Musisz natychmiast mu udowodnić, że działasz w słusznej sprawie! W przeciwnym wypadku wszyscy zginą... Nie atakuj go, to jeden z Niespokojnych Duchów, które nie umierają nigdy. On jest tutaj, by odkupić swoje winy... Nie ingeruj w jego los, bo przejmiesz część jego grzechów i popadniesz w CZARNY OBŁĘD! I stracisz łaskę Pana! A to będzie dla nas bardzo źle!
Upiór mówi po staropersku. Kto nie ma tego języka, ten nic nie rozumie. Przez chwilę byliście sparaliżowani. Tylko Namtar mógł się poruszać ponieważ spotkał się z Upiorem wcześniej. Teraz możecie działać normalnie.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 10 marca 2015, 02:07

Gavin stał osłupiały, niezdonly do poczynienia jakiegokolwiek ruchu. Szelesty które, chyba był językiem, odbiegały znacznie od mowy znanych mu narodów. Wibracje jednak nie pozostawały wątpliwości, przybysz był niezadowolony, zły, bardzo zły. Zwracał się do Assamity w sposób wyrażający niezadowolenie, może rozczarowanie.

- Czy był to strażnik? Jeżeli tak to inaczej go sobie wyobrażałem. Dlaczego nikt nie powiedział że on może wyjść z tego kręgu? Dlaczego to znowu sie dzieje? Czyżby karma upomniała sie o mnie? Czy my kiedykolwiek wyjdziemy z tego nawiedzonego domu? - Odpowiedź była niepewena i spowita mgłą...

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 10 marca 2015, 10:24

Horacy zwolnił kroku rozważając coś w myślach i spokojnie się odezwał.

- Powiedziałem że dokonam wyboru po tym co powiesz i takem uczynił. Miałem swoje powody by jednak zaryzykować swoją nieśmiertelność. Skoro musisz wiedzieć, powiem Ci o jednym najbardziej błahym a resztę przemilczę tak jak ty milczysz o swoich drogach. Podróż w nieznane by móc podzielić się informacją z braćmi to dla nas Nosferatu mniej więcej to czym dla twojego klanu honor. A teraz Ty mi go odmówiłeś. Prędkość za jaką się przemieszczasz wyprzedza jedynie szybkość osądu jaki wydajesz, o świecie kainitów, którego nie znasz. Żądasz szacunku a sam zaczynasz balansować na cienkiej czerwonej linii. Widzisz ojczulku najwyraźniej nie wszyscy wierzą, że ochroni Cię Najwyższy. Ale jesteśmy skłonni to wszystko puścić w niepamięć, prawda Ojcze?

Spokojny głos przykryty maską dyscypliny zaczął falować i zmieniać się kiedy nosferat zaczął coraz bardziej emocjonalnie mówić. Maska obejmująca głos opadała. Pod nią był tubalny mocny głos którego zedrzeć i zniszczyć mogło coś więcej niż klątwa krwi Nosferatu.

- Nie mów mi o niebezpieczeństwie bo to ja o nim przypomniałem. Nie wiem skąd wziął się Twój osąd że jeśli pojawiło by się jakieś zagrożenie to potrafiłbym obronić i uratować wszystkich. Dla przykładu przed jednym takim sabatnikiem jakiego schwytałeś. Nie, myślę że nie potrafiłbym*. To nie moje zadanie jeno Twoje! Więc nie obarczaj odpowiedzialnością, którą Ty masz wypełnić. Każdy ma swoją rolę w tej koterii nie waż się wtrącać w moją tak jak ja nie wtrącam się w Twoją. Jeśli zaś sam zadecyduję, że...

Ale nie skończył przerwało mu pojawienie się niezwykłej istoty.
Spoiler!
*Nieco racji ten zabójca miał patrząc na brata Terry i to truchło ale; Troszczę się i tak o wielu, o miasto, o klan, o... Łatwo powiedzieć komuś kto nie wie co się czuje kiedy się zawiodło. Dlatego tych nad którymi roztaczam opiekę, wybieram sam bo wiem, że wszystkich uratować się nie da. A wybierać między nimi jest tak trudno, przez piekielny sabat nie raz musiałem.

Ten post tutaj bo by zaciemniał wypowiedź raz, a dwa że co za dużo to nie zdrowo.
Ostatnio zmieniony 10 marca 2015, 14:18 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 10 marca 2015, 13:25

Słuchał głosu Nosferatu z kamienną twarzą. W sumie nie do końca pojmował, po co ten Niewierny używa aż tylu słów? Jeśli preferował własne cele ponad dobrem grupy, to był to jego wybór. I jemu nie przynosił chwały. Natomiast przyczyny tego stanu rzeczy mało interesowały Mordercę. Nie potrzebował tłumaczeń, ani wyjaśnienia, wystarczyły mu decyzje. Zresztą miał pracę do wykonania. Dużo trudniejszą niż przypuszczał, pojął bowiem właśnie, że raczej nie spotka się ze zrozumieniem czy współpracą ze strony Horacego. Potrafił zaakceptować ten fakt. Potrafił dużo zaakceptować. W sumie trudno było oczekiwać czegoś więcej od Niewiernych, więc być może sam popełnił błąd, licząc na porozumienie przy realizacji wspólnego zadania? Jednak, czyż w księgach nie było napisane, że kuffrowie są szaleni i pyszni? Należało więc po prostu zmienić ustalenia wyjściowe...

Bez słowa więc odwrócił się od Nosferatu, aby zakołkować leżącego na podłodze Ravnosa. Nie chciał zwiększać i tak wysokiego już ryzyka o dodatkowy element... Gdy nagle wyczuł zmianę atmosfery w pomieszczeniu. Błyskawicznie odwrócił się, z ręką na rękojeści sztyletu. Przed nim, w kręgu, materializowała się zjawa Strażnika.
- jasa-me avanghe ahraman* - wyszeptał prawie bezgłośnie, patrząc jak upiór przybiera formę. Mimo wszystko wolał go mieć po tej stronie rzeczywistości. Tu, gdzie ostrze i siła ramienia były namacalne i pewne. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, postąpił kilka kroków naprzód stając pomiędzy drużyną a zjawą.

- Dlaczego kazałeś mi tyle czekać, Cieniu Ahrymana? Gdybyście, tak jak mówiłeś, wypełniali Wolę Artahasisa, natychmiast weszlibyście do Sanktuarium! - Szelest zmienił się w przeciągłą inkantację, dobiegającą jakby z bardzo głębokiej studni. Było w nim coś niepokojącego i złowrogiego. - Padnijcie na kolana przede mną, wy którzy żyjecie zamknięci w czasie i ukorzcie się! Jam jest Pulhu-Imel, moja cierpliwość się skończyła!

- nemase-te pulhu-imel, daeva, ereshkigal puthra** - rzekł, skłaniając się lekko Strażnikowi. Jego głos był spokojny i opanowany. Wiedział, że każdy błąd w tym momencie może kosztować życie wszystkich obecnych. - ýesnyô ahi vahmyô nmânâhu mashyâkanam***.

- Duch jest bardzo rozgniewany - przetłumaczył półgłosem obecnym kainitom. - Nie mówcie nic nad to co musicie i lepiej padnijcie na kolana, jeśli chcecie zachować życie. Postaram się go uspokoić...

Brakuje mi haszyszu - pomyślał. W sumie czemu nie? - sięgnął ręką do pasa, po fiolkę z krwią i opróżnił ją jednym haustem. Poczuł jak jego astralne zmysły wyostrzają się, zarówno przestrzeń jak i sytuacja momentalnie zyskały kilka nowych wymiarów. Uśmiechnął się. Problemy sprzed kilku chwil zbladły i zatraciły swą istotę. Myśli popłynęły swobodnie, obdarzając Mordercę elokwencją, na którą na trzeźwo rzadko było go stać:

- Pozdrawiam cię i oddaję ci szacunek, nie mogę jednak paść przed tobą na kolana, bowiem jestem z rodu khrafstra****. I uczynię to tylko wtedy, gdy ty pokłonisz się przed Ahrymanem. Co do zgromadzonych tutaj, wiedz, że są oni mieszkańcami Zachodu. Ich umysły są zmącone, a duch słaby. Pragnęli wejść do kręgu i mówić z tobą, lecz lęk przed twoją mocą odebrał im wolę. Wybacz, więc, iż kazaliśmy ci czekać. Czym jednakże jest ta chwila wobec wieczności, w której przebywasz?
Wypijam fiolkę krwi z haszyszem. Dawka nie jest super-mocna, tylko taka jakiej potrzebuję by efektywnie działać. Potrzebuję tego, z uwagi na charakter Dur-An-Ki. Zawsze paktowałem z demonami w tym stanie. Zwróci mi to 1 PK.
Oczywiście mówię do ducha po staropersku.
Namtar wydaje się spokojny, choć spięty (jak zwinięty w trawie grzechotnik) - aż do chwili, gdy nie łyknie krwi z tajemniczej fiolki. Od tego momentu zrobi się także całkowicie zrelaksowany i dość elokwentny. W rozmowie z duchem jest uprzejmy, ale też dość pewny siebie, sprawiając wrażenie, że doskonale wie co robi. Fakt ten raczej nie umknie osobom inteligentnym - wychodzi bowiem na to, że rozmowy z demonami nie są wcale dla Łowcy czymś nowym ani obcym.
Spoiler!
Palę PK na aktywację mocy sztyletu, i jestem czujny. Gdyby jednak doszło do walki, użyję Ech Nirwany:1, by uderzyć pierwszy (poprawiając swój refleks).
* staropers. Przybądź mi na pomoc, Ahrymanie.
** staropers. Bądź pozdrowiony Pulh-Imel, potężny duchu, synu Ereshkigal
*** staropers. Będziesz zawsze wart ofiary w miejscach zamieszkanych przez ludzi.
**** staropers. Bestii Ahrymana
Ostatnio zmieniony 10 marca 2015, 21:19 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 10 marca 2015, 17:06

Cała dyskusja Assamity i Nosferatu wydawały się Victorii zbędną stratą czasu. I miała rację. Pojawienie się upiora na moment sparaliżowało jej kroki, a chłód i zimno bijące od zjawy wkradło się w zakamarki jej duszy. Rzeczywiście, ich bezcelowe dywagacje mogły rozgniewać tego rodzaju istotę, a w tej chwili najmniej tego potrzebowali...

- Duch jest bardzo rozgniewany - słowa Mordercy jedynie potwierdziły jej wcześniejsze obawy - Nie mówcie nic nad to co musicie i lepiej padnijcie na kolana, jeśli chcecie zachować życie. Postaram się go uspokoić...

Kiedy Namtar wychylił jeden ze swoich specyfików, jego postawa i sposób, w jaki rozmawiał z duchem wyraźnie uległy zmianie. Lasombra posiadała dość wiedzy by rozumieć, że tego rodzaju spotkania dla członków jego klanu nie były niczym nowym. Dodatkowo fakt, iż porozumiewał się z duchem językiem jednej z najstarszych kultur starego kontynentu, utwierdził ją w tym przekonaniu. Znała kilka języków, jednak nigdy nie miała dość zapału, by więcej czasu poświęcić kulturze Sumeru i Bliskiego Wschodu.

Dobrze, że znasz jego język, Morderco... Obyś nie musiał z nim walczyć tutaj. Ufam jednak, że rozsądek weźmie górę, mimo że po tej stronie być może mamy większe szanse na przetrwanie tego spotkania. Ciekawe, czego strzeże ta istota i czego będzie chciała od nas...

Mnóstwo pytań, pojawiających się w umyśle Lasombry oddawały jej nastrój. Zdenerwowanie zwłoką, ale też fascynację i zawodową ciekawość. Wolnym krokiem ruszyła w stronę Namtara. Kiedy mijała Horacego i Terrego, rzuciła zimnym i beznamiętnym głosem:

- Radzę posłuchać słów Assamity, wie co robi. Bez dalszych dyskusji - wymownie spojrzała na Nosferatu.

- Odpowiadajcie tylko na zadane pytania, zgodnie z prawdą. I okażcie szacunek duchowi. Ignorancja nie zwalnia od myślenia, a brak reakcji jeszcze bardziej go rozwścieczy... Mnie zresztą też...

Po tych słowach Victoria stanęła za Assamitą, nieco z lewej strony i pochyliła głowę w ukłonie, rozmowę i paktowanie z duchem pozostawiając w rekach psychopaty i Mordercy. Cóż za ironia... - pomyślała przez chwilę.

- Namtarze, przedstaw nas wszystkich. - powiedziała, podnosząc głowę i spoglądając w czarne i puste oczy zjawy.
Stając obok Namtara zachowuję spokój i nie wykonuję gwałtownych ruchów. Czekam na reakcję pozostałych, jednak przygotowana jestem na każdą ewentualność, łącznie z walką. Jeśli do niej dojdzie, od razu wycofuję się.
Victoria jest zdegustowana całą sytuacją i faktem, że koteria nie działa jednomyślnie, chociaż założenia i powody, dla których wybrała trójkę spośród nich do wejścia w krąg, są dla niej logiczne i jasne. Pojawienie się ducha wywołuje potworny strach, zwłaszcza że wcześniej rzucił nią przez całe pomieszczenie. Victoria dawno nie była tak poważnie ranna.
Ostatnio zmieniony 10 marca 2015, 20:49 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 10 marca 2015, 20:18

Poniżej opis tego jak się czujecie w tej sytuacji:

Dla Victorii: Jesteś przerażona widokiem tej istoty. Jest w niej coś co cię sparaliżowało, lecz ufasz, że Namtar wie co robić.
Dla Terrego: Potępiony duch sprawił, że jesteś sparaliżowany. Gdyby nie Mentor prawdopodobnie próbowałbyś egzorcyzmów, które pozwoliłyby Ci się wyzwolić z jarzma strachu.
Dla Horacego: W tym duchu jest coś, co przypomina Ci o Twoim własnym rozkładzie. Coś o czym na co dzień starasz się nie myśleć, a teraz stanąłeś z tym oko w oko. Nie umiesz podjąć działań, ale po chwili udaje Ci się opanować odruchy wynikające z lęku.
Dla Gavina: Najpierw zamroziło Ci wszystkie mieście i ścięgna przypominając o tym, że jesteś tylko trupem. Gdyby nie leżące ciało Lucjana prawdopodobnie nie wyrwałbyś się z uścisku przerażenia.
Dla Namtara: Strażnik nie wywołał u Ciebie strachu, masz bowiem wieloletnie doświadczenie paktując z podobnymi bytami. Jednak czujesz, że potęga tego ducha jest naprawdę imponująca. Działasz normalnie... Haszysz też działa...
Ostatnio zmieniony 10 marca 2015, 20:35 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 10 marca 2015, 21:15

Łowca nic nie odrzekł na polecenie Victorii, lecz skinął głową na znak, iż słyszy i rozumie.

- tat te daeva paiti-vaenem tat te daeva paiti-vîsem* - rozpoczął. - Nieumarli, którzy są tu ze mną i służą woli Arta-hasisa, pragną ci się także przedstawić, o daevo. Niewiasta, którą tu widzisz, jest z woli Mędrca panią tego domu i zwie się Victoria z Klanu Nocy. Za mną ujrzysz Terrego z Klanu Księżyca, Horacego z Klanu Ukrytych i Gavina z Wędrownego Klanu. Wszyscy oni przybyli tutaj zgodnie z wolą Arta-hasisa, aby znaleźć jego zabójców i pomścić jego śmierć. Wszyscy pragną pokoju między tobą a nami, abyśmy mogli działać ku wspólnej korzyści.

Jak zwykle haszysz pomagał mu przelać myśli w słowa. W sumie nie czuł się źle z tą sytuacją. Mrok w jego żyłach szczerzył zęby w uśmiechu, śpiewając własna pieśń o śmierci słońca... Właściwie bardziej niepokoili go Kuffrowie za plecami, niż obecność daevy. Demony umiał zrozumieć, były potworami, jak on sam. Pragnęły krwi, cierpienia i ofiary. Niewiernych natomiast nie rozumiał. Mogli uczynić coś dziwacznego w każdej niemal chwili.

- Niechaj udowodnią mi, że służą woli Artahasisa - odezwał się duch głosem podobnym do zawodzenia pustynnego wiatru, zagubionego wśród zapomnianych ruin. - W przeciwnym wypadku dom ten stanie się waszym grobowcem.

- Strażnik pragnie byście udowodnili mu, iż wypełniacie wolę Mędrca - powiedział Namtar, nie odwracając się. - Sugeruję się pospieszyć, zanim zechce nas zgładzić...



* staropers. Oto ujrzałem cię, potężny duchu i oto przedstawiłem się tobie.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 10 marca 2015, 21:24

Kiedy uslyszal swe imię Horacy, skłonił się głębiej niż Victoria i przyglądał się z wielką ciekawością duchowi. Musiał być potężny bowiem materializacja wydawała mu się rzeczą niezwykle rzadką.

Niech samozwańcza przywódczyni mówi. To jej domostwo teraz a więc i jej demon w kręgu. Pewnie coś od nas będzie chciał. A przecież wyraźnie stoi napisane "gdzie diabeł nie może, tam...

Pozostał tam gdzie jego miejsce w tle i w mroku. Czekając by przedstawić się jako ostatni.
Ostatnio zmieniony 11 marca 2015, 07:27 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

ODPOWIEDZ