PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 13 marca 2015, 11:12

Zaczyna się to wszystko ładnie układać, wygląda na to że sprawa z domem nie jest jeszcze do końca przegrana. Historia madam Lasombry wymagała oczywiście jeszcze potwierdzenia przez braci z miasta gdzie żyła wcześniej. Niemniej jednak gdyby się okazało, że ma taki sam dług wdzięczności względem sabatu jak ty Horacy to byłoby na czym budować. Pozostali mogą być nie do sprawdzenia, aczkolwiek z nich dwóch wariat może się jeszcze okazać godny umiarkowanego zaufania.

Bacz jednak by zanadto nie dać się podejść. Ventrue, Toreador, Lasombra wszyscy oni są tacy sami. Wycisną cię jak cytrynę a potem porzucą u swoich stóp do czasu kiedy znów nie będziesz potrzebny. Kiedy byłeś młody i głupi tak przecież było. Byłeś gotów wiele zrobić za byle dobre słowo, za gest, za tą krótką chwilę w której nie czułeś się jak odrażający potwór. Póki byłeś potrzebny. Po wykonaniu zadania, zniecierpliwienie połączone z grymasem obrzydzenia "czego To jeszcze ode mnie chce, dałem mu zadanie ale to nie znaczy że się znamy", a potem zdawkowy gest, uśmiech świadczący że doszło do jakiegoś nieporozumienia. Byle jak najszybciej oddalić się od Horacego. I znów samotność. Z nich wszystkich jedynie starzec potrafił być czasem dla mnie.

Z perspektywy czasu jedynie przedmioty pozostają uprzejmie milczące i nie zmieniają swojego podejścia. A w tym domu jest tak wiele pięknych rzeczy. A co do pozostałych spraw, no cóż do samotności się przyzwyczaiłeś. Natomiast budzenie obrzydzenia, stało się dla ciebie stary szczurze, na swój złośliwy sposób niezmiernie zabawne.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 13 marca 2015, 22:27

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 09.08.1993 03:33

Pulhu-Imel stał, obserwując uważnie ruchy członków koterii. Po spełnionej ceremonii, odezwał się telepatycznie do zebranych:

- Teraz będziecie mogli ze mną się komunikować, bez przeszkód pokonując barierę języka. Na tym poziomie nie ma on znaczenia, bowiem tu słowa nie będą potrzebne. Zapraszam was do Sanktuarium...

To powiedziawszy, wskazał kościstą dłonią miejsce w kręgu, przy piedestale. Po czym sam wszedł do jego wnętrza. Ujął kościany nóż i kontynuował wypowiedź:

- Nie musicie wiele robić, wystarczy pomyśleć, że chcecie przejść dalej, a to się stanie.

Członkowie koterii wstąpili za nim w obręb magicznej figury. Postępując za radą ducha, skupili się na myśli o Sanktuarium. Każdy z nich poczuł, iż przekracza niewidzialną barierę, znikając z świata fizycznego, by móc znaleźć się w Świecie Duchów. Pomieszczenie, które ukazało się ich oczom w niczym nie przypominało tego, które znali w rzeczywistości. Tylko piedestał pozostawał ten sam, świecąc teraz delikatnym błękitnym blaskiem. Dla Namtara wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Zniknęły lepkie pajęczyny i ponury, klaustrofobiczny klimat. Pokój był kilkakrotnie większy, niż pozwalały na to ściany domu. Musiał w jakiś sposób rozciągać się na planie duchowym pokonując materialne ograniczenia. Dzięki temu w Sanktuarium mogli spokojnie znaleźć miejsce dla siebie. Spostrzegli, iż po prawej stronie zostały dla nich przygotowane miejsca do spania w postaci pięciu kamiennych trumien z wyrytymi w kamieniu znakami ich klanów. Dookoła na ścianach znajdowały się półki z miejscem na książki, lecz większość z nich została jakiś czas temu usunięta. W oczy kuły także inne braki, nie tylko dotyczące woluminów, ale także inwentarza, bowiem wiele miejsc pozostawało nienaturalnie pustych. Na wprost zebranych ujrzeli, iż na ogromnym kamiennym stole leżą sporej wielkości flakony wypełnione ciemną cieczą. Ci bardziej głodni naliczyli, że jest ich dziesięć i także posiadają znaki klanów z których składała się koteria. Po lewej natomiast wisiał na ścianie, przypięty kajdanami mężczyzna, którego ciało znaleźli w pokoju rytualnym. Spostrzegli cienką nić która wydobywała się z jego czoła i biegła prosto do kościstej dłoni Strażnika. Tuż za nimi, na ścianie, wisiał wielki biały wskazówkowy zegar, pokazujący aktualną godzinę w świecie materialnym. Strażnik odezwał się w ich umysłach:

- Trumny są przygotowane dla was, tak jak i pożywienie. Rozpoznacie je, bowiem znaki reprezentują waszą krew. Nad tym miejscem tylko ja mam władzę i nikt nie może mi tutaj zagrozić. Zegar za wami wskazuje aktualny czas, jednak dla waszego komfortu płynie on tutaj dziesięć razy wolniej. Pozwoli wam to przemyśleć sytuacje i zyskać na czasie, który ewentualnie może wam uciec.

- Od teraz będę zawsze wiedział, gdzie się znajdujecie, o ile będziecie na terenie domu. Mogę działać bezpośrednio tylko na tych, którzy wchodzą do pokoju rytualnego, albo w jakiś sposób wpływają na jego wnętrze. Potrafię tedy uwięzić intruza w Sanktuarium. Moja służba dobiegnie końca wraz z upływem tego roku i pozostawię to miejsce bez opieki.

- Chcieliście bym pozwolił wam rozmawiać z tą istotą. Proszę - powiedział po czym metalowe łańcuchy otworzyły się, a ciało padło bezwładnie na podłogę. - Wkradł się tutaj siódmego sierpnia, tuż przed trzecią w nocy, razem z innym z waszego rodzaju. Ten drugi był wspierany przez jakiś przedmiot, który nie pozwolił mi go od razu dosięgnąć. W pewnym momencie zniknął. Schwytałem więc tego, który pozostał. Szukali czegoś konkretnego i temu drugiemu udało się wynieść kilka kartek. Jedną z nich wyrwał mu ten, który jest waszym więźniem. Spoczywa ona na stole, tam, przy flakonach.

Rom podniósł głowę spoglądając w stronę koterii, po czym z przerażeniem w oczach krzyknął:

- Tylko nie ON! Błagam odejdź! Zabierzcie go, on w środku jest gorszy niż Tzimisce! AAAAAAA!!! Mnie tutaj nie ma... - zaczął bełkotać przez chwilę całkiem bez sensu, po czym powtarzał w kółko tylko jedną frazę:

- The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers, The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers, The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers, The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers, The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers...

Na kartce leżącej na stole jest napisane:

[center]He who hungers for the past will be fed on lies.
- Samuel Barber, Vanessa

Bah. Wood-cutters and charcoal-burners.
That is all the Arcanum consists of nowadays:
fools who chop a way at the Tree of Life,
marveling at the splinters they produce and oblivious to the source.
They do not understand meaning or truth;
scientia sacra is lost upon them.
They bustle about like worker ants,
following the dictates of the unseen White Monks.
They have lost their way on the Road,
and should either be destroyed or gently corrected.
Let the fires of the enlightenment burn away the detritus that has gathered.
If the Arcanum has failed, than so have I,
and I must take actions to redress this failure.

- Benjamen Holmscroft, 24 June 1993[/center]
Spoiler!
Jesteś na granicy szału, po wylaniu krwi czujesz ogromny głód. Test Samokontroli ST:6 Udany. Na scenę możesz działać normalnie, ale priorytetowo musisz zdobyć krew. Test Empatii: ST:7 = 1 sukces. Lucjan chyba mówi o tobie.
Spoiler!
Test Śledztwa ST:8 = 3 sukcesy. W Sanktuarium brakuje wielu książek i przyborów rytualnych, i jesteś pewien, że zniknęły one z tego miejsca w przeciągu doby. Masz wystarczającą wiedzę okultystyczną, by stwierdzić, że rzeczy w tym świecie pozostawiają po sobie ślad i da się do spostrzec. Wystarczy patrzeć na elementy, które znajdowały się tam dłuższy czas. Gdy ich tam braknie, widać delikatną poświatę przedstawiającą podobny obraz.
Spoiler!
Test Śledztwa ST:8 = 3 sukcesy. W Sanktuarium brakuje wielu książek i przyborów rytualnych, i jesteś pewien, że zniknęły one z tego miejsca w przeciągu doby. Dojdziesz do tego, ponieważ jesteś specem od zbierania rupieci, po sposobie układania ich przez Red'a.
Test Wiedzy o Rodzinie ST:9 = 4 sukcesy!: Lucjan wymawia nazwę jednego z kultów Gehenny. Royal Order of Edenic Groundskeepers to sekretny Kult Gehenny założony w 1645 roku, skupiony na przygotowaniach do spotkania z Przedpotopowcami. Działają tam bardzo stare i wpływowe Wampiry, skupione na swoim własnym przetrwaniu. W obawie przed Gehenną powstał sojusz mobilizujący do współpracy. Podobno mają informacje o położeniach śpiących Przedpotopowców. Natomiast to co powtarza Lucjan: The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers to odłam, który narodził się wewnątrz pierwotnego Kultu Gehenny. Powstał w 1898 roku i zakłada że przygotowania nie mają sensu. Trzeba zaatakować teraz, póki Przedpotopowcy są jeszcze słabi i nie posilili się krwią swych dzieci. Słyszałeś plotki od innych starych Nosferau, że udało im się zgładzić już kilku Matuzalemów będących w letargu. Wiesz, że oficjalną wersją Camarilli na temat Gehenny i Przedpotopowców jest informacja, że to mit do straszenia młodych wampirów. Coś takiego jak Gehenna nie nastąpi, a Przedpotopowcy nie istnieją. Horacy nie żyje już bardzo długo i słyszał, że nie do końca jest tak jak Camarilla to przedstawia. Sabat w pewnych kwestiach ma rację i wszystkiego przed Nosferatu nie da się schować pod dywan.
Test Empatii: ST:7 = 3 sukcesy. Lucjan mówi o Gavinie. Jesteś tego pewien!
Spoiler!
Gdy tylko wchodzisz do Sanktuarium, widzisz obraz Najświętszej Panienki, która piętą swoją zdeptała złe głosy i szepty wypełniające twój umysł. Niechybnie spotkała cie nagroda, za wspomożenie duszy potępionej. Kary do testów mentalnych przestają obowiązywać.
Test Empatii: ST:7 = 5 sukcesów. Lucjan mówi o Gavinie. Jesteś tego pewien! Do tego wiesz, że kompletnie oszalał i ciężko będzie się z nim dogadać. Zobaczył w Gavinie coś co go przeraziło tak, że zwariował.
Test Wiedzy o Rodzinie: ST:8 = 1 sukces. Lucjan wymawia nazwę jednego z kultów Gehenny. Nie wiesz nic po za tym.
Spoiler!
Test Wiedzy: ST: 9 = 2 sukcesy. Orientujesz się, że miejsce to znajduje się w Bliskiej Umbrze i stanowi oddzielną domenę. Panują tutaj inne prawa, ale nie do końca wiesz jakie.
Test Empatii: ST:7 = 3 sukcesy. Lucjan mówi o Gavinie. Jesteś tego pewiena!
Flakonów jest dziesięć, każdy z nich zawiera skondensowaną krew, 10 PK. Czyli macie po 20 PK i nie musicie pić od razu całego 10. Możecie dawkować tyle ile chcecie. Jak ktoś nie notował ile mu krwi brakuje i jakie ma rany to proszę o info na PW. Co robicie? Macie bardzo dużo czasu na rozmowę, bo sześć minut w świecie materialnym to godzina tutaj.
Ostatnio zmieniony 15 marca 2015, 21:52 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 14 marca 2015, 13:02

Voctoria z ciekawością i fascynacją rozglądała się po Sanktuarium. Przygotowane dla nich trumny i krew zrobiły na niej silne wrażenie, choć na większą uwagę zasługiwał fakt, iż przebywali w bliskiej Umbrze. Wiele razy w trakcie lat studiów nad zapomnianymi księgami czytała o bliskim realnemu świecie duchowym, jednak nigdy nie było jej dane znaleźć się w nim. Z wolna zaczęła poruszać się po duchowej domenie, obserwując swoje ruchy. Towarzyszyła im dziwna niematerialność i lekkość, do której z początku ciężko było jej się przyzwyczaić. Podeszła do kamiennych trumien, przeciągając dłonią po chłodnej pokrywie każdej z nich, dotykając każdego z symboli ich przynależności klanowej.

- A więc Mędrzec zadbał o schronienie i miejsce, w którym na pozór możemy czuć się bezpiecznie... - rzuciła półgłosem, jakby sama do siebie. Odwróciła się do zebranych, na każdym na chwilę zawieszając spojrzenie. Przemówiła spokojnym i pewnym głosem, a siły dodawał jej Pakt i ofiara, którą złożyli wszyscy.

- Jesteśmy tutaj wszyscy, w miejscu, w którym nasze zadanie rozpoczyna się naprawdę. To Początek! A każda nowa idea, każdy cel, każde marzenie czy dzieło rozpoczyna się we krwi. Ona bowiem rozpoczyna wszystko, tak jak i kończy. Jej dwoista natura daje nam życie, ale jest też zwiastunem śmierci. Zatem pozwólmy wszyscy, by złożona ofiara przypieczętowała Pakt, który złączył nasze ścieżki wolą Atrahasisa. To jego wola wezwała nas do tego Sanktuarium! Jego mądrość sprowadziła tu każdego z nas! Wierzę głęboko, iż wybrał właściwie i dobrze tych, którzy pomszczą jego Ostateczną Śmierć.

- Każdy z nas jest inny. Każdy posiada unikalne zdolności, które będą niezbędne do wykonania tego zadania. - spojrzała na każdego z zebranych, wymieniając ich atuty, wskazywała ręką na każdego. - Wiedza i mądrość Klanu Księżyca... spryt i informacje Nosferatu... nieskrępowany duch i magia Ravnosa... a także odwaga i siła Assamity!

- Lecz pamiętajcie, że tylko działając wspólnie, jak jeden organizm mamy szansę rozwiązać tę sprawę. Zdaję sobie sprawę, że będzie to trudne, wszak żadne z nas nie jest wolne od uprzedzeń i własnych doświadczeń z innymi spokrewnionymi. Jednak miejcie w pamięci, iż musimy skupić się na zadaniu. A do tego będzie niezbędne odłożenie na bok wszystkich urazów. Mędrzec to wiedział również, dlatego przygotował zawczasu to wszystko. Spójrzcie tylko! - ruchem ręki wskazała na naczynie ofiarne i resztę Sanktuarium.

- Nie wierzę w przypadki, wy również nie powinniście... Jego ostatnie słowa, wypowiedziane gdy błękitny ogień spalał jego ciało mówiły, by nie ufać nikomu poza wybranymi przez siebie osobami. A rytuał i ceremonia potwierdzają jego słowa. Zanim tu weszliśmy, Horacy słusznie wyraził obawy i wątpliwości niektórych z nas. To bardzo ważna kwestia i mam nadzieję, że jeszcze dziś uda się rozwiązać niektóre z nich w rozmowie. - spojrzała na chwilę na Horacego, skinieniem głowy potwierdzając chęć rozwiązania ich konfliktu.

- Zatem cieszę się, że jesteście tu wszyscy i służę pomocą i radą każdemu z was, jak również sama liczę na wasze wsparcie. Wierzę, że wspólnymi siłami rozwiążemy zagadkę Śmierci Red Wisdoma.

Kiedy skończyła swoje przemówienie, ruszyła w stronę Gavina, ściszonym głosem wypowiadając słowa...

- Twój przyjaciel mówi o Tobie. Potrzebuje Cię teraz...

Victoria jest poruszona całym rytuałem i sytuacją, więc stara się zmotywować koterię
Ostatnio zmieniony 14 marca 2015, 19:48 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 14 marca 2015, 14:45

Pierwsze uczynione przez Gavina kroki skierunkowane były w stronę naczynia z krwią. Po zaspokojeniu pragnienia i uciszeniu bestii wrócił na właściwy plan materialny. Czy poprawniej byłoby rzec niematerialny. Więc takie rzeczy można robić z magyją, fascynujące.
Domena robiła na nim piorunujące wrażenie, efektowny i efektywny strażnik, artykuły pierwszej potrzeby i co najważniejsze czas. Czas którego będziemy zapewne potrzebować by ukierunkować tę hydrę w jakiś sensowny sposób. Złodziej powoli wczuwał się w atmosferę tego miejsca i coraz bardziej mu ona odpowiadała. Lustrował otoczenie, pocierając równocześnie dłonie, nie by czegoś szukał, po prostu chłonął to nowe doświadczenie.
Uzupełniam 5 punktów krwii z naczynia.Leczę jeden punkt obrażeń.
Potem skupił swoją uwagę na wypowiedzi Lasombry, która zgrabnie podsumowała zdarzenia dzisiejszej nocy. Miał nadzieję że od tej pory jego nowi sojusznicy będą już współpracować bez zbednych zgrzytów. Jeden problem mniej.

- Twój przyjaciel mówi o Tobie. Potrzebuje Cię teraz... - ściszonym głosem rzekła liderka koterii. - No tak, Lucjan.

Ravnos westchnął i ruszył w kierunku brata. Szedł powoli, zastanawiając się w jaki ton uderzyć, jaką maskę przybrać gdy usłyszał obcy głos w swojej głowie: - Stój! Zatrzymaj się i nie podchodź, bowiem to twoja osoba pchnęła go w objęcia tego szaleństwa! Cokolwiek w tobie ujrzał, zdjęło go takim przerażeniem że postradał zmysły!
Po tym stwierdzeniu Gavin spojrzał w stronę Malkava. Ich spojrzenia skrzyżowały się na chwilę i wtedy zrozumiał że to prawda. Poczuł ciężar na sercu, poczucie winy i smutek. Nie tego chciał, stanowczo nie tego. Szaleństwo było jednym z tych wiezień z których było łatwych wyjść. A teraz pchnął w tę otchłań swojego starszego brata.
To bolało, zimnem które niemal parzyło. To bolało tak jak boli niespełniona nadzieja na zaspokojenie pustki która pożera Cie od środka. To bolało jak niespełniona nadzieja, na lepsza przyszłość. Jak wizja cierpienia wywołana przez Twoją ignorancje. Jedna chwila wieczności, ciężar całego życia.
[center]Obrazek[/center]
Nałożył maskę, tą która skrywała jego uczuciowych rozkminy, czy może raczej spychała je w podświadomość. Teraz był kimś innym, kimś dla kogo liczyły się informacje, wolnym od emocjonalnych gier. Kompozytorem pieśni która porusza wszystkich poza nim. Powoli ruszył w stronę Lucjana. Szaleniec czy też nie, będzie szukał wyjścia.

- Pamiętasz mnie? Jak się tu znalazłeś? Kto Cie tu wysłał? - Zaczął oczekując jakiegoś sygnału świadomości. Po czym powtórzył pytanie, tym razem jednak podniósł głowę Lucjana tak by ich spojrzenia się spotkały
- Pamiętasz mnie? Jak się tu znalazłeś? Kto Cie tu wysłał? - Pytania zawisły bez odpowiedzi,
Ostatnio zmieniony 14 marca 2015, 21:25 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 14 marca 2015, 23:14

Horacy przesunął się bliżej Victori i nieco nachyliwszy się w jej kierunku cichutko się odezwał.

- Nie chciałem przerywać tej wspaniałej diatryby ale pozwolę sobie zauważyć, że wygląda na to że w tamtym i w tamtym miejscu stało nieco więcej utensylii i precjozów Red Wisdoma. - wskazał kolejno miejsca na pólkach i na stole gdzie były pustki. - To nie jest kilka kartek jak mówi duch. Innymi słowy madam, domostwo które powierzył Ci książę w opiekę, solidnie ojebali złodzieje.

Potem wrócił do przysłuchiwania się dalszej konwersacji dwóch Ravnosów, która wydawała mu się o tyleż ciekawa co dziwna.

Jedyny plus tego całego kradziejstwa (sic) jest taki, że nastąpiło to jeszcze przed otrzymaniem schedy. Gdyby dzisiaj byłaby to straszna potwarz. Jednak ciekawe czy nie nastąpiła na czyjeś polecenie. Może postać Mędrca byłe jedynie przeszkodą na czyjejś drodze do wiedzy. A może nie ma żadnego związku. Tak czy siak okradanie kogoś ze spadku jest sprawą honoru, pomijając fakt że pospolitych rzeczy się nie kradnie, więc warto byłoby je odzyskać. Muszą być to przedmioty wyjątkowe w swej urodzie.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 15 marca 2015, 17:14

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 09.08.1993

Lucjan miał nieobecny wzrok, gdy Gavin zadawał kolejne pytania. Tuż obok nich stał Terry, patrząc uważnie na Lucjana, który przestał wreszcie powtarzać dziwną frazę, zastępując ją niezrozumiałym bełkotem:

- Gdzieś... Grałem na gitarze i kupiłem te kostki, bym mógł się śmiać bez końca. Nie, ja ja ja...eeee...dlaczego! Sucho tutaj, jakby ciemna była...spieprzaj, posprzątałem po guzikach.

Nagle wzrok Lucjana spotkał się z spojrzeniem Terrego:

- Widziałem, teo fla i kweeddap... Odddsaa mooddf, ccccssss uhhhh...

Mentor odezwał się w głowie Terrego, dzieląc się swą mądrością:
Komuś klepki brakło, ale wiem jak zrobić prowizorkę. Użyjemy szóstej, bo sześć dzielone na dwa tworzy trzy. Jedna trzecia Terry, ni więcej ni mniej, bo zrobisz piątą (sam musi ją znaleźć) lub siódmą klepkę i będzie źle z nim na wieki. Na razie widzę, że nasz Lucjan przykleił się do pierwszej z zasłon skrywających Prawdę. Mówię o Strachu stracenia tego czym można nazwać ja... Cóż, dobrze że Strażnik Progu, go zatrzymał i pobłogosławił Obłędem, bo gdyby przypadkiem wszedł dalej to byłoby już za późno. A teraz do dzieła Sługo Boży. Idź do jego ciała i wlej w niego jedną trzecią swojej krwi jaką pozwala ci mieć twoja generacja. Wtedy porozmawiam z Lucjanem i zobaczymy, co nam powie. Ruszaj Sługo Pana, Lucjan to nie Lucyfer, trza mu pomóc!

Malkavian spojrzał na Gavina i powiedział:

- Pomogę mu. Poczekaj tutaj... - to powiedziawszy wszedł do kręgu i zniknął.

Gdy znalazł się po drugiej stronie, najszybciej jak tylko mógł, podszedł do ciała Lucjana. Przeciął nadgarstek i pozwolił krwi swobodnie przepłynąć do gardła Ravnosa. Mówiąc w myślach modlitwę do Pana. Gdy operacja się udała Terry szybko wrócił do kręgu wiedział bowiem, że jego towarzysze czekają. Gdy wszedł do Sanktuarium, ponownie usłyszał głos swego Mentora:

Poważna sprawa Terry... On mówi, że przyszedł tutaj z Gavinem, a gdy mieli wejść do tego pokoju ten wepchnął go do środka. Po chwili został porwany przez Strażnika i uwięziony w Sanktuarium. Gavin też po chwili pojawił się w Sanktuarium, ale nagle wbrew swojej woli, zmienił swoją postać. Jako duch astralny przypominał czarnego, zmutowanego potwora o wielu zębach i paszczach. Wedy zrozumiał, że Gavin umarł, a cały czas ktoś się pod niego podszywa. Widziałem go, ale oszczędzę ci tego widoku... Nie jestem sadystą, ale o tym już wiesz przecie. Odpowiedź jest tylko jedna... To był Tzimisce! Mówi, że mieli wykraść jakieś papiery należące do Red'a, mówiące o Arcanum, tajnych Kultach Gehenny i Porządku Hermesa. A teraz wracam do Lucka... chce pograć w pokera. Powiedz Gavinowi, że wróci jutro o 23:33. Gdyby nie Sidonia i jej Klub osób, które czują się dobrze w każdy poniedziałek o godzinie 23:33, byłoby ciężko.

[center]***[/center]
Namtar przyglądał się przez chwilę leżącemu Lucjanowi. Mimo, że nie wyglądało na to, iż jest niebezpieczny, potencjalnie stanowił zagrożenie dla koterii. Odezwał się do Strażnika:
- Możesz coś zrobić, żeby ten tutaj - wskazał na leżącego - nie sprawiał kłopotu?

- Natychmiast mogę sprawić, że przestanie się ruszać i będzie pod moją całkowitą kontrolą. Mam to uczynić?

- Świetnie zrób to.

Dusza Lucjana spoczywająca na rękach Gavina przestała się poruszać. Brat Ravnosa zamknął zamknął oczy i wyglądał jakby zasnął. W tym czasie Horacy i Vicotria zwiedzali dokładnie wszelkie zakamarki Sanktuarium. Zatrzymali się na dłużej nad kartką leżącą obok flakonów, by móc dokładnie przeczytać zawartość.
Spoiler!
Test Wiedzy: ST:8 = 1 sukces. Tekst mówi o Arcanum. Jest to organizacja założona przez ludzi, skupiająca poszukiwaczy wiedzy. Wiesz, że Wewnętrzny Krąg Camarilli zakazał jakichkolwiek kontaktów z nimi pod groźbą Śmierci Ostatecznej. Cały napis jest kopią oryginału.
Spoiler!
Test Wiedzy: ST:8 = 3 sukcesy. Tekst mówi o Arcanum. Jest to organizacja założona przez ludzi w 1885 roku przez Benjamena Holmscrofta, skupiająca poszukiwaczy wiedzy. Wiesz, że Benjamen Holmscroft zmarł w 1914 pozostawiając Arcanum pozostałym działaczom. Wiesz, że Wewnętrzny Krąg Camarilli zakazał jakichkolwiek kontaktów z nimi pod groźbą Śmierci Ostatecznej. Miałaś styczność z tą grupą niejednokrotnie, ponieważ też są poszukiwaczami i lubą zbierać stare przedmioty. Kilka razy chcieliście zdobyć ten sam przedmiot. Wiesz, że należą do niej tylko i wyłącznie ludzie. Jednak trzymasz się od nich z daleka, bo tak rzecze Camarilla.Cały napis jest kopią oryginału.
Ostatnio zmieniony 15 marca 2015, 23:08 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 15 marca 2015, 17:14

Najpierw uzupełnił krew. To było najważniejsze. Smakował ją przez chwilę, jednak nie wyłapał niczego szczególnego. Krew śmiertelników... Pił ją tylko wtedy, gdy nie było niczego lepszego w okolicy. Jednak w tej sytuacji należało zadowolić się tym, co było dostępne. Liczyła się efektywność. Chociaż... Przejechał powoli językiem po zębach myśląc o tym, z jaką niecierpliwością czeka na polowanie w nowym mieście. Za sobą usłyszał rozmowę i słowa Świra:

- Pomogę mu. Poczekaj tutaj... - Malkavianin wszedł do kręgu. Po chwili zniknął, przechodząc na plan materialny.

- Też mogę mu pomóc - zaproponował cicho Morderca, patrząc na Gavina.- zrobię to szybko, Nie zdąży nic poczuć.

- Nie, nie chcę żebyś coś takiego robił - zaoponował Ravnos stanowczo. - Dlaczego w ogóle miałbyś?

- Gdybym był na jego miejscu, każdy z mojego Klanu wyświadczyłby mi tą przysługę. Ale będzie jak chcesz. To twoja krew.

Wzruszył ramionami i odstąpił od leżącego. Litość była przekleństwem Niewiernych. Spojrzał na Victorię, przeszukującą pomieszczenie i rzekł:

- Horacy ma rację, wielu przedmiotów brakuje. Niektóre zostawiły jednak odcisk w astralu - wskazał na widmowy, majaczący kształt na jednej z półek. - Będzie można ocenić, co zostało zabrane.

Zrobił pauzę, nie lubił dużo mówić, a tej nocy kilkakrotnie przekroczył już własne standardy. Czuł się zmęczony, nie fizycznie, lecz psychicznie. Bliskość Bękartów Khayyina działała mu na nerwy. Cała ta sytuacja... Była wedle jego oceny zdecydowanie zbyt popieprzona. Potrzebował Ciemności i ciszy. Czegoś lepszego, niż krew śmiertelnych. Potrzebował... Wyjść stąd i być przez chwilę samemu. W mroku, z dala od przeklętych Munafiqun...

- Poziom bezpieczeństwa w tym miejscu jest zadowalający - odezwał się po chwili. - Chciałbym się zając zabezpieczeniem terenu. Mogę się oddalić?

- Nie - odparła Victoria z nutą lekkiego zaskoczenia w głosie. - Wolałabym, abyśmy wszyscy tutaj zostali. Jest kilka istotnych spraw do wyjaśnienia, także związanych z tobą. Chciałabym, żebyś tego wysłuchał. Zdążysz jeszcze spełnić swoje obowiązki.

Yel'an Ardak A'rs, qah'ba* - pomyślał ponuro. Dziwnym trafem nie był zainteresowany sprawami do wyjaśnienia. Zwłaszcza tymi, które miały coś z nim wspólnego. Czyż nie powiedział już Kuffrom wszystkiego co powinni wiedzieć? Jednak oczywiście, dla nich nic nie mogło być proste... Subhhanaka innii kuntu minaz-zaalimiin.**

- Przyjąłem. - odparł krótko.

[center]***[/center]
Przeszedł się po pomieszczeniu, przyglądając się astralnym majakom, pozostawionym przez skradzione przedmioty. Kilkanaście książek, laska, kadzielnica, jakieś niewielkie naczynia... Trudno właściwie byłoby ocenić ich przydatność, niemniej miał wrażenie, że głównie posiadają one wartość rytualną. Generalnie brakowało około trzech czwartych wyposażenia. Jasnym było, iż jedna osoba nie mogła wynieść tego wszystkiego.

- Pulhu-Imel - zapytał Strażnika w myślach - co się stało z wyposażeniem rytualnym tego pomieszczenia? Zgaduję, że zniknęło wczoraj. Kto to zabrał i czemu nie zareagowałeś na ten fakt?

Czekając na odpowiedź ducha usiadł po turecku na trumnie oznaczonej symbolem Klanu Łowców. Oparł się o ścianę składając ręce na kolanach. Pozycja ta miała wiele zalet. Przede wszystkim pozwalała odpocząć i ukrywała zmęczenie. Dopiero teraz w pełni poczuł bowiem, ile energii wymagała od niego rozmowa z daevą. Zamknął oczy, zatapiając się w ciemności, pod powiekami. Na razie ta namiastka musiała mu wystarczyć.

- Nie tylko wy jesteście sojusznikami Atra-hasisa - głos ducha zaszeleścił w mroku. - Wczoraj przybył tutaj przyjaciel, który także ma dostęp do sanktuarium i przeniósł najważniejsze rzeczy w bezpieczne miejsce. Jest to jeden z Magów, który zadbał o to, by nikt niepowołany nie dostał w ręce tych rzeczy, które się tu znajdują.

- Kim jest ta osoba?

- Nie mogę zdradzić jej tożsamości, tak jak i nie zdradzę nikomu waszej. Wiąże mnie przysięga, którą złożyłem przed Atra-hasisem. Jednak z jej strony nie zagraża wam żadne niebezpieczeństwo. To sojusznik. Jego wiedza pomogła zbudować to miejsce... On już tu więcej nie wróci...

Znakomicie - pomyślał sarkastycznie Łowca. Ciekawie, o czym jeszcze nie wiem?

- Są inne osoby, mające dostęp do Sanktuarium? - zapytał.

- Nie ma - odparł sucho Phul-Imel.

Morderca skinął głową na znak, że rozumie i zamilkł. Czekał teraz na to, co mieli sobie do powiedzenia Niewierni...
Uzupełniam 7 PK
Generalnie Namtar jest dość wypruty psychicznie, po tym jak zeszła mu haszyszowa faza. Jednak nie sądzę, by ktokolwiek był to w stanie dostrzec. Assamita umie świetnie ukrywać takie rzeczy, na zewnątrz więc będzie wydawał się co najwyżej nieco bardziej milczący.

* Przeklęta niech będzie twoja rodzina, dziwko.
** Zaprawdę znalazłem się wśród tych, którzy niewłaściwie postępują.
Ostatnio zmieniony 11 kwietnia 2015, 15:09 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 15 marca 2015, 18:52

Zrezygnowany Ravnos zwrócił się do zebranych z jednym z najbardziej nurtujących go obecnie pytań:

- Czy ktokolwiek z was może mi cokolwiek powiedzieć, o tym całym The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers?
Ostatnio zmieniony 15 marca 2015, 22:10 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 15 marca 2015, 22:48

Terry wsłuchując się w słowa swego Mentora, nieprzerywane już żadną kaskadą dziwnych i męczących mimo wszystko szeptów, z wolna kierował swe kroki w stronę Gavina. Nad Ravnosem stał Mroczny Jedi. Rozmawiali o czymś przez chwilę, jednak Terry zbyt zajęty był słuchaniem treści monologu w swym umyśle, by uchwycić choćby jedno słowo. Darth Namtar po chwili gdzieś poszedł, zostawiając Gavina z jego przyjacielem.

Wysłuchawszy słów mądrości, Malkavian zatrzymał się w pól kroku by przeanalizować, co właśnie usłyszał. Z zamyślenia wyrwało go pytanie Złodzieja.

- Czy ktokolwiek z was może mi cokolwiek powiedzieć, o tym całym The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers?

- To jakiś kult Gehenny. W sumie nie wiem zbyt wiele na jego temat. W zasadzie to nie kojarzy mi się nic poza jego nazwą. - Terry sam był zdziwiony faktem że jego usta się poruszają, a z jego gardła wydobywa się dźwięk. Postanowił jednak nie ingerować w ten niespodziewany odruch swego ciała. - Twój przyjaciel był tak przerażony twym widokiem, bo przyszedł tu razem z tobą. Przyszliście tu by dokonać kradzieży dokumentów Czerwonego Mędrca, dotyczących Arcanum, Porządku Hermesa no i kultów Gehenny właśnie. Kiedy mieliście wejść do pokoju z kręgiem, wepchnąłeś go do środka, i wtedy właśnie pochwycił go Duch Potępiony. Pulhu-Imel. Sam potem wlazłeś do środka, pojawiając się w sanktuarium, lecz wtedy zamieniłeś się w potwora, czernią i wieloma paszczami ziejącego. Lucjan zrozumiał wtedy że umarłeś i pracował z kimś pod ciebie się podszywającym. Na mój gust Tzimisce. Co do samego Lucjana, nie martw się o niego. Wróci jutro, o godzinie 23:33.

Zostawiając za sobą patrzącego się szeroko otwartymi oczyma Ravnosa, Terry ruszył w kierunku przynależnego sobie sarkofagu. Jednak to nie on był obiektem jego zainteresowania, a pełen krwi flakon.
Uzupełniam 11 PK i leczę jedno obrażenie.
Ostatnio zmieniony 15 marca 2015, 23:15 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 16 marca 2015, 12:32

Wyraz twarzy Ravnosa, wyrażający zdziwienie jakiego doznaje się poznając proste rozwiązanie skomplikowanej zagadki, wracał powoli do normalnego stanu.

Uzyskałem odpowiedź na jedno pytanie, dostałem dodatkowe trzy. Czarujące zaprawdę doświadczenie. Porządek Hermesa? Tzimisce? Dlaczego o 23:33? Od dawna wiedziałem że jest inny świat, do którego można czasem zajrzeć, ale teraz... Wygląda na to że Ksiądz żył w innym świecie i czasem zaglądał do naszego, co patrzyło w ten świat gdy on odwracał wzrok? Lepiej o tym nie myśleć...

- Czy mógłbyś umieścić mego brata w takim miejscu w obrębie Twojej domeny, by nie słyszał co mówimy? Nie chcę obarczać go tak ciężkim brzemieniem, jakim na pewno są sekrety innych. - Zwrócił się Gavin do Strażnika Sanktuarium.

- On teraz nic nie słyszy, czy też widzi - duch odpowiedział mentalnie każdemu członkowi koterii.
Po usunięciu problemu podsłuchiwacza.
Cygan przemówił do zebranych:

-Dziękuje wam za pomoc w rozwiązaniu mojego rodzinnego problemu. Jako że Ksiądz zapewnił mnie iż jutro Lucjan "wróci", myślę więc że ten mały eksces wkrótce zostanie zakończony. - wyraził swoje podziękowania Ravnos

- Pozostają jednak dwa pytania które nurtują mnie od dłuższego czasu, a na które nikt nie raczył odpowiedzieć. Po pierwsze: Czy ktokolwiek wie czy imię którego szukamy jest narzędziem do wymierzenia kary czy też jest to nasz cel? Odpowiedź na to pytanie zdominuje styl dalszego działania. Jeżeli jest to narzędzie - musimy także znaleźć winnych, jeżeli jest to wróg to możemy skupić się na szukaniu ptaków i ograniczyć spotkania z Rodziną do niezbędnego minimum. Napomknę tylko że jutro w Muzeum Sztuki o 23:00 będzie kolejne spotkanie rodziny, więc może być to jedna z ostatnich, jeżeli nie ostatnia, szansa na wyciągnięcie informacji.

- Więc jaki jest plan? - drugie pytanie zostało zadanie filuternie, z szelmowskim uśmiechem, w kierunku Lasombry.
Ostatnio zmieniony 16 marca 2015, 14:11 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 16 marca 2015, 18:11

Victoria kończąc wraz z Horacym przeglądanie dokumentu, skierowała się w stronę naczyń z krwią. Dzisiejsza noc wiele ją kosztowała, a głód zaczynał dręczyć także jej bestię. Odwróciła się w stronę Gavina, odpowiadając na jego pytania:

- W istocie, ja również otrzymałam zaproszenie na jutrzejszą noc do muzeum. I zgadzam się, że będzie to dobra okazja, by zebrać informacje. Wpierw musimy jednak ustalić, czego tak naprawdę mamy szukać. Każde z nas posiada jakąś wiedzę o tej sprawie, każdego też łączy coś z Atrahasisem. Dlatego uważam, że to dobry moment, by podzielić się nią z pozostałymi. - powiodła wzrokiem po pozostałych.

- Z tego, co zrozumiałam z ostatnich słów starca, mamy nie wymawiać imienia, bo się o nas dowie i umrzemy. Kruki je znają, ale każdy z nich zna tylko jego fragment, więc to bezpieczny sposób. To są jego dokładne słowa, ale nie potrafię jeszcze dokładnie rozszyfrować ich znaczenia. Dlatego tak ważne jest, by każdy powiedział to, co wie...

Krótką chwilę ciszy, która zapadła po jej wypowiedzi, jakby w oczekiwaniu na dalszy rozwój dyskusji, Victoria wykorzystała aby napić się krwi. Zimna i beznamiętna ciecz spływała wzdłuż jej gardła, gasząc pragnienie w sposób, którego nie lubiła. Wolała ciepłą i żywą vitae, zabarwioną emocjami których w danej chwili potrzebowała i które potrafiła wywołać u swych ofiar. Kiedy skończyła, odstawiła flakon i rozglądała się za miejscem, w którym mogłaby spokojnie usiąść. Sarkofagi okupował Morderca, więc dała sobie z tym spokój, wybierając ruch zamiast statycznej pozycji... To czasami pozwalało się skupić.

- Poznałam Atrahasisa mniej więcej w połowie XVII wieku, kiedy Inkwizycja kierowana przez Sabat siała pogrom w Europie z tamtych czasów. Pochodzę z Francji, a mój ojciec, jak niewielu z naszego Klanu, nie poparł tego obrzydliwego procederu. Musicie bowiem wiedzieć, że Strażnicy bardziej niż wszystko inne tępią "odszczepieńców" takich jak ja... z wielu względów. Przede wszystkim nasze istnienie zagraża ich monopolowi władzy i autorytetu. Ich żelazna wola i brutalność, z jaką kierują tym tworem legła by w gruzach gdyby prawda wyszła na jaw...

- Kiedy nasze ziemie, w wyniku zdrady najechały te przeklęte sfory, zabili mego ojca. Przez wiele tygodni ognie szalały pustosząc ziemię i zabierając krwawe żniwo wśród nas jak i ludzi. Gdyby Atrahasis nie pojawił się wtedy i nie zabrał mnie od niechybnej śmierci na stosie, nie byłoby mnie tutaj. Nie wiedziałam wtedy kim był ani dlaczego ryzykował tyle, ratując mnie. Zajmował się mną przez wiele miesięcy, wtedy mogłam poznać nieco bliżej jego zamiłowania. Chociaż był skryty i mówił zagadkami, czasami dzielił się swoimi sekretami no i.. biblioteką. - Oczy Victorii na chwilę rozbłysły, gdy przypominała sobie czas spędzony wtedy na studiowaniu wiedzy i mądrości starych pergaminów. - To pogłębiło tylko moje zamiłowanie do wiedzy, rozpaliło także ciekawość dotyczącą magicznych przedmiotów i dzieł sztuki. Zresztą sami mogliście zobaczyć, że jego dom pełen jest takich perełek.

- Kiedy po tej traumie stanęłam na nogi, opuściłam Atrahasisa by udać się w podróż do nowego świata i spróbować własnych sił. Jestem kolekcjonerem dzieł sztuki i magicznych artefaktów i czasami potrzebowałam wiedzy i wskazówek starca. Ale nigdy więcej nie spotkałam go osobiście, utrzymywaliśmy jedynie sporadyczne kontakt listowy. Aż do chwili, kiedy zjawił się w mojej posiadłości, w Baltimoore na wschodnim wybrzeżu.

Na chwilę zapatrzyła się na trzymaną w ręku kartkę, podając ją pozostałym by zapoznali się z jej treścią.

- Tekst mówi o Arcanum. Jest to organizacja założona przez ludzi w 1885 roku przez Benjamena Holmscrofta, skupiająca poszukiwaczy wiedzy. Benjamen Holmscroft zmarł w 1914 pozostawiając Arcanum pozostałym działaczom. Miałam styczność z tą grupą niejednokrotnie, ponieważ też są poszukiwaczami i lubą zbierać stare przedmioty. Kilka razy chcieliśmy zdobyć ten sam przedmiot, jednak Wewnętrzny Krąg Camarilli zakazał jakichkolwiek kontaktów z nimi pod groźbą Śmierci Ostatecznej, więc trzymam się od nich z daleka. Poza tym, do tej organizacji należą wyłącznie ludzie. - Na chwile zamyśliła się, po czym kontynuowała. - Cały ten zapis jest kopią oryginału i nie dziwi mnie fakt, iż starzec posiadał coś takiego w swoich zbiorach. A to stwarza kolejne pytania, bowiem trafiliśmy na czubek góry lodowej zaledwie i jeśli w całą sprawę zaangażowane są też inne grupy nadnaturalnych istot, to mówiąc krótko... mamy przejebane!

Na chwilę skupiła się na kwestii, którą chciała wyjaśnić pozostałym członkom koterii.

- Jest jeszcze jedna rzecz, którą chciałabym wyjaśnić, zanim zaczniemy rozwiązywać tę łamigłówkę... - Skierowała swoje spojrzenie na Namtara, siedzącego ze skupieniem na swojej trumnie. - Dotyczy ona Namtara i jego przynależności klanowej, a sądzę, iż wiedza o tym pozwoli każdemu z was na nowo przemyśleć swoje działania w stosunkach z Mordercą...

- Namtar należy do bardzo rzadkiej linii krwi Shadowsleyers. Ich przydomek to Mordercy. Bloodline ten w latach 20-stych został stworzony przez Lasombra z Sabatu, którzy próbowali wykreować idealnych ochroniarzy osobistych. Linia skupia tylko psychopatycznych morderców i ma bardzo złą opinię, nawet wśród członków Klanu Łowców! - spojrzała w kierunku Assamity. Choć pozycja jego ciała nie zmieniła się, wyczuła napięcie z jakim ją obserwował. Zmusiła się jednak, by kontynuować spojonym głosem, powoli przechadzając się po pomieszczeniu.

- Projekt zakładał wykorzystanie zmieszanej krwi Assamitów i Lasombra, w celu stworzenia idealnego narzędzia śmierci, którego zdolności mogłyby współdziałać z Sferą Mroku i rozszerzać jej możliwości. Ponadto celem badań było uzyskanie dużej agresji w połączeniu z posłuszeństwem i karnością. Z tego powodu eksperymenty przeprowadzano głównie na seryjnych mordercach i psychopatach. Trwały one kilka lat, nie odnosząc większych efektów. W końcu, w roku 1926, po dodaniu krwi Malkavian udało się osiągnąć sukces. Wybrany obiekt, Zander Wade, wykazywał pożądane cechy, a także objawiał moce, które można było uznać za mutację Sfery Mroku. Został związany krwią przez Aleksandra Darklake, mistyka prowadzącego eksperyment. Z jego krwi utworzono następnie trzy kolejne prototypy, z których przeżyły tylko dwa (trzeci popadł w obłęd). Dalsze badania dowiodły, iż uzyskana linia krwi posiada moce Klanu Łowców, a także możliwość zjednoczenia z mocami Otchłani, przewyższający zdolności Lasombra. Wykazywała jednak duża niestabilność psychiczną, skłonność do zaburzeń oraz światłowstręt.

- Członkowie Linii zdołali zbiec z labolatoriów Sabatu i zostali przejęci przez klan Assamitów. W wyniku połączenia krwi Assamitów, Malkavian i Lasombra powstała zabójcza zdolność, pozwalająca Mordercom na bezpośrednie czerpanie z sił Otchłani, aby w efekcie stać się przerażającym narzędziem śmierci. Zresztą, Byliście świadkami jej użycia przez Namtara. Przerażenie i groza, jaką budzi owa ciemność mają solidne podstawy.

- Z uwagi na swój charakter, będąc w istocie mutacją Sfery Mroku Lasombra, dyscyplina posiada kilka efektów ubocznych. Rozwijanie jej połączone jest z coraz silniejszą niechęcią do światła, która ma psychiczne podłoże, lecz w efekcie wywołuje dość dużą nadwrażliwość na ten czynnik. Ponadto bliskość Otchłani wywołuje zmiany w psychice, które wzmacniają wewnętrzny mrok tego, kto jej używa. Sprawia to, iż znajduje on coraz większe upodobanie w okrucieństwie i zabijaniu, a także, z czasem zaczyna cierpieć na urojenia związane z Ciemnością. Oba efekty narastają wraz z głębszą wiedzą o mocy Ostatecznego Mroku.

Kiedy skończyła swój mały wykład, mogła obserwować poruszenie i strach, jaki jej słowa wywołały na pozostałych członkach koterii. Mimo, iż nie widziała oczu zabójcy, miała świadomość, iż są utkwione w niej. W tym momencie fakt, iż nie znała ich wyrazu, był aż nadto frustrujący. Cała postawa Assamity zdradzała ukryte napięcie, niczym u drapieżnika zaczajonego na swoją ofiarę. Jedynie duch Strażnika wydawał się nieporuszony całym zajściem.

- Zważywszy iż jest naszym ochroniarzem i zobowiązuje go Święty Kontrakt Klanu Łowców, wierzę iż jego obecność tutaj jest bardzo potrzebna i wskazana. Ale weźcie sobie do serc moje słowa i przemyślcie jeszcze raz to wszystko, czego się dowiedzieliście. On jest zabójcą i psychopatą. Nie ma emocji takich jak wy czy ja! Nie myśli ani nie działa w ten sam sposób. I dla każdego z nas byłoby dobrze, gdybyście mięli tego świadomość!

Odczekała chwilę, zanim każdy przetrawi nowe informacje.

- A teraz, jeśli można, wróćmy do naszej sprawy. Chciałabym żeby każdy z was wypowiedział się na temat Atrahasisa i rzeczy, które wie o celu naszych działań.
Ostatnio zmieniony 16 marca 2015, 18:26 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 16 marca 2015, 18:17

- Prototypy... - Morderca wyszczerzył zęby. - Widzę, że twój Klan lubi nadużywać tego słowa... To przywołuje wspomnienia... Dość drastyczne wspomnienia, wiesz?

Jego uśmiech stał się naprawdę nieprzyjemny, kojarząc się z wyszczerzonymi zębami drapieżnika. Głos, który dobiegał zza tej maski przypominał raczej syk węża.

- Mówiąc o Zanderze, mówisz o moim ojcu. Teraz nosi imię Aeshm, niechaj Ahryman zachowa go w opiece. A ja... Tak, też jestem jednym z tych prototypów. Tym, któremu udało się przeżyć... Tam, w laboratorium dowiedziałem się wiele na temat Klanu Nocy. I jeszcze więcej na temat cierpienia i strachu. Miałem na to dużo czasu. Ale wierz mi, jestem bardzo pojętnym uczniem - w słowach Łowcy, oprócz jawnej groźby pojawił się teraz jeszcze jeden, głębszy odcień. Ton czystej nienawiści. - I jestem naprawdę wdzięczny za tą naukę. A ponieważ lubię się dzielić, hojnie jak sądzę odpłaciłem za nią potomkom Darklake'a. W końcu to on zadbał o moje wykształcenie w tej materii...

Zaśmiał się, choć dźwięk, który wydostał się z jego gardła bardziej przypominał warczenie, niż śmiech.

- Wiesz tak dużo, więc o tym także powinnaś wiedzieć: o polowaniu jakie urządziliśmy później na tych, którzy mieli cokolwiek z tym wspólnego. I wierz mi, że ci, którzy umarli szybko, mogli sobie powinszować szczęścia. Bo nie wszystkich ono spotkało... A ja pamiętam wrzaski i smak ich krwi. Myślę o tym każdej nocy po przebudzeniu. Każdej nocy... Nawet nie wiesz jak bardzo żałuję, że Darklake umarł tak szybko... Mieliśmy co do niego wiele ciekawych planów. Myślę, że spodobałoby mu się to, czego nas nauczył...

Zamilkł na chwilę, starając się opanować emocje. Czuł jak czarna fala wspomnień wewnątrz narasta. Krew na skalpelach, krew na kafelkach... Światło i ból. Ciemność. Ślepota. Rozpacz. Strach. A jednak gdzieś cały czas w tle słyszał śmiech. Swój własny, obłąkańczy śmiech, który mówił mu, że przetrwał... I że to do nich należała zemsta... I ta świadomość była słodka. Jak smak czerwieni w ustach i krzyk rozrywanych dusz. Nie, nie żałował przeszłości, bowiem to ona uczyniła go tym, kim był teraz... Bowiem to ona stworzyła z niego potwora, którym był teraz...

- To wszystko jednak nie ma tak naprawdę znaczenia... - odezwał się po chwili cichym głosem. Choć nadal pobrzmiewały w nim tłumione emocje. - Teraz liczy się Kontrakt... A ja zamierzam go wypełnić, niezależnie od tego co płynie w moich żyłach. Jestem Zabójcą z Klanu Łowców. I tylko to jest istotne.

[center]Obrazek[/center]
Większość tej wypowiedzi Namtar mówi, korzystając z Zastraszania. Nie jest ono skierowane faktycznie, przeciwko członkom koterii, ale jest na tyle widoczne, by dla każdego było jasne, że nie należy mu w tym momencie przerywać, ani mówić do mnie niczego nierozsądnego. Generalnie widać, że całą ta opowieść mocno go poruszyła. Choć emocje, które można odczytać są głównie związane z agresją. W sumie chyba pierwszy raz jest tak, że Namtar pokazuje jakieś głębsze, osobiste odczucia.
W każdym razie, jeśli wcześniej nie byliście pewni, czy rozmawiacie z psychopatą, to teraz na pewno zyskaliście to przeświadczenie - bo gościa, który siedzi na tej trumnie żadną miarą nie można nazwać normalnym.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 16 marca 2015, 22:38

Victoria stała wyprostowana, chociaż słowa Namtara wywoływały w niej pełzające i nieprzyjemne uczucie strachu, które zakorzeniło się gdzieś na granicy świadomości, a ciało mimowolnie napięło się, dając temu namacalny wyraz.

- Wiem wiele o swoich wrogach i ich poczynaniach, a Sabat i jego psy do nich należą. Informacje i wiedza tego rodzaju są absolutnie niezbędne... To kwestia przeżycia, zwłaszcza kiedy masz świadomość, że ZAWSZE będą na Ciebie polować! Nie tylko ty masz prawo do zemsty! - ostatnie zdanie wypowiedziała z mocno zaciśniętymi zębami.

- Owszem. Jesteś Zabójcą Klanu Łowców. A to honorowy Klan i nie byłoby Cię tutaj, gdyby było inaczej. Zatem wiedz, że pozwoliłam odejść temu psu, którego do nas przyprowadziłeś z dwóch względów. Po pierwsze... wyeliminowanie jednego z nich nie dałaby nam informacji o tym, co planuje biskup, a to może być bardzo istotne. Jeśli są w stanie włamać się tu i strzelać do nas, musimy wiedzieć co planują.

- Po drugie, wysłałam za nim szpiega. Jeśli się sprawdzi, rzuci nieco światła na całą sytuację. Wiedza operacyjna tego rodzaju jest niezbędna, abyś mógł wypełniać swoje zadanie i dbać o bezpieczeństwo pozostałych.

Napięcie w ciele Lasombry wzmogło się, gdy wypowiadała ostatnie zdanie. Chęć zemsty i osobista nienawiść odbijały się w tonie jej głosu, zdradzającym te wszystkie emocje.

- Jeśli odkryjemy ich schronienia i plany, będziesz mógł zaspokoić swe żądze zabijania...


Victoria jest mocno poruszona, pomimo strachu, który czuje w obliczu psychopaty i mordercy, wszyscy obserwujący całą scenę zdają sobie sprawę z jej nienawiści do Sabatu.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 16 marca 2015, 23:18

-...Linia skupia tylko psychopatycznych morderców i ma bardzo złą opinię, nawet wśród członków Klanu Łowców!...

No to wariatów mamy dwóch. Ale mu dojebała. Jak go to zaraz z butów nie wyrwie i nie przewróci w sarkofag, to ją ten psychol przecież zaraz za to gotów rozszarpać.

Horacy poczuł jak mimowolnie napinają się mu mięśnie. Jednak nic się nie wydarzyło.

W miarę jak przysłuchiwał się dalszemu wywodowi Victorii czuł najpierw olbrzymie zdziwienie, potem niedowierzanie idące w parze z rosnącym niepokojem. Coś podpowiadało mu żeby sobie stąd iść jak najszybciej ale ciekawość była silniejsza.

Seryjny morderca no pięknie, dobrze że mu kazano przysiąc że nie złamie Maskarady. Lecz bacz Horacy żeby nie narobił w mieście jakiegoś bajzlu, który trudno będzie posprzątać po tym Assamicie. A no właśnie Assamicie... Myślałem, że to rasowy pies łowczy a to kundel jest. Takie skrzyżowanie zabójczego pitbula ze znerwicowanym dobermanem… plus pudel. Bo pudle są zajebiście nienormalne a przynajmniej dla mnie tak wyglądają. Ciekawie się zrobi wówczas jak się w końcu zorientuje, że ponownie nim ktoś manipuluje, bo znów musi karnie i posłusznie chodzić przy czyjejś nodze. Czy aby wtedy nie spróbuje pogryźć ręki swego kolejnego pana? Pewnie spróbuje, czemu by nie. Myślę jednak, że ten nowy właściciel smyczy i kagańca ma rękę nie do ugryzienia i nie będzie tolerował nawet warknięcia z jego strony.

- Ekhem... Kluczem jest odnalezienie kruków. Wiemy jedynie w jakich regionach osiadły ale nie wiemy dokładnie gdzie. Poszukiwania mogą być długotrwałe więc jeśli ktoś ma jakiś pomysł to niech rzuca. Jak nie, ja się tym zajmę ale w formie przyspieszonej a to może to nieco kosztować. Pytanie więc czy faktycznie pomocy potrzebujemy.

- Ważna jest dla mnie także kolejność w jakiej będziemy odnajdywali kolejnych posłańców starca. A dokładniej zależy mi żeby Vasco, który jest w mieście sabatu był na końcu a przed nim Gaagii. Z jednej prostej przyczyny, jeśli coś spieprzymy na przykład u Lupinów to pójdą naszym tropem. Wolę zatem, żeby futrzaki poszły do miasta sabatu robić rozpierduchę a nie do mojego Charleston. Teoretycznie najłatwiej byłoby nam poszukać te dwa, które są na terenie Camarilli. Moglibyśmy dzięki temu nauczyć się nieco o swoich umiejętnościach, zanim na poważnie wdepniemy w jakieś wilcze gówno. Tam pewnie już trzeba będzie nieźle się napocić i na naukę może nie być czasu.

- Zastanawiałem się czyjeż to imię skrywają kruki. Ale jak się połączy fakty mam na myśli The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers z tą zbrojownią którą zbierał Red Wisdom tutaj, to wcale już nie jestem taki ciekaw. Imiona tych którzy spoczywają w starożytnych kryptach nie powinny być znane. Ale to przecież tylko moja spekulacja...

I oby okazała się błędna.
[center]
Obrazek[/center]
[center]
Obrazek[/center]
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 17 marca 2015, 06:06

No to polecieli po całości. - Ravnosovi mina zrzedła, gdy wysłuchał emocjonalnej wymiany poglądów między Lasombrą a Assamitą. Chociaż tak naprawdę nie wiedział co ma o tym myśleć. Słowa Kainitów zawierały pokłądy wewnętrznego bólu pomieszanego z gniewem, ich własne piekła których drzwi postanowili uchylić. Nie chciał zagłębiać się w ciemność czarniejszą niż noc, zwłaszcza gdy miał świadomość iż jeden nieostrożny ruch mógł spowodować bardzo wybuchową reakcję. Cóż było rzec, ta dwójka miała ze sobą więcej wspólnego niż tylko krew. I była to bardzo mroczna nić porozumienia, której sekretów lepiej było nie znać, a skoro już o niej wiedział to wolał o niej nie mówić.Opatrzności, lub też gorącym modlitwom Malkava niech będą dzięki że dość szybko nadarzyła się okazja ku zmianie tematu.

- Nareszcie gadasz od rzeczy Horacy. Do Twojego planu dorzuciłbym jeszcze wypowiedzenie imienia na jakimś odludziu, żeby nie było postronnych ofiar. Chociaż zakładam że niektórzy mogą chcieć zrobić "niespodziewaną imprezę" na terenie Sabatu - tu wskazał oczami na dzieci Ciemności - Niemniej co masz na myśli mówiąc "trochę kosztować"? Coś konkretniejszego masz na myśli?

- Co do pomysłów, zawsze można rozpuścić wici wśród ptaków - tu spostrzegł że nie do końca jest rozumiany - Używając animalizmu można przekazać wiadomości pocztą pantoflową, że np przyjaciele Reda chcą się spotkać z krukiem o imieniu XX lub YY w jego posesji. Tudzież poprosić o kontakt. - tu zamyślił się chwilę, studiując własny pomysł - Gdyby zdobyć krew kogoś z dość wysoko rozwiniętą dyscypliną animalizmu, zawsze można byłoby przywołać je po imionach. Tak przynajmniej mawiał stary Salim, kiedy przywoływał niedźwiedzia żeby pilnował jego schronienia. Zawsze miał to być ten sam niedźwiedź bo żadnemu innemu nie ufał.
Ostatnio zmieniony 17 marca 2015, 14:28 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ