PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 06 kwietnia 2015, 11:27

"Zamilcz ścierwojadzie i lepiej zajmij się swoimi karzełkiem! Czy wiesz w ogóle co on robi, gdy cię nie ma?"

Horacym solidnie wstrząsnęło to, że Spiro wiedział o jego ghulu. I to tak przerażająco dużo. Co gorsza stary Malkavian nie miał powodu by kłamać. Napawał się swoją wiedzą z wprost chora złośliwością. Skoro wiedział o karle, musiał tym samym wiedzieć tez gdzie Horacy ma schronienie, a to już przyprawiało Nosferatu o solidny dreszcz niepokoju.

A to ciekawe co też ten pokrętny karzeł może czynić kiedy odpoczywam. Coś mi mówi że pora na poważną rozmowę z Otto

Horacy odprowadził wzrokiem odchodzących. Byłe pewien że za chwile Spiro da nogę. Żaden kainita nie zaryzykował by swojej nieśmiertelności w jakimś chorym pojedynku rewolwerowców i to z zawodowym mordercą. Chyba że nie miał wyjścia, albo był nienormalny...

Po spotkaniu z księciem, kiedy ruszyli z Victorią korytarzem na którym jego ulubiony toreador wystawił swoje prace, na chwilę przystanął. Przeciągnął delikatnie palcami po fakturze obrazu ale nic mu ona nie mówiła. Musiałby spróbować go polizać żeby się dowiedzieć ale to oznaczałoby niszczenie dzieła sztuki, złamanie jednej z zasad elizjum...

Ciekawe czyjej krwi użył ten zasrany degenerat.

Poczuł jak ogrania go fala wspomnień.

[center]***[/center]

On rzeźbił ona śpiewała, oboje byli z Klanu Róży, poza tym byli bliźniakami. Ich przyjazd do miasta ożywił nieco światek miejscowych napuszonych artystów. Dla Horacego było to więcej niźli spore przeżycie. Już wcześniej czytał o jego dziełach nad którym krytyka w prasie nie przestawała piać peanów; nowy Fidiasz, artysta który wyprzedził epokę, geniusz rzeźby...
Horacy poświęcił dużo wysiłku by go w końcu spotykać na osobności i choć przez chwilę zamienić kilka słów o sztuce. W trakcie udało mu się Horacemu wydukać zaproszenie do swojej skromnej pracowni. Geniusz zamyślił się. "Nigdy wcześniej nie byłem zaproszony w takim celu przez kogoś z klanu Skrytych, przyjdę na pewno".
Którejś nocy się pojawił. Oglądał wszystkie prace, nic nie mówił. Kiedy wychodził rzucił tylko przez ramię, że wystawa jest pojutrze i czy może Horacy też nie zechciałby się wystawić z jedną swoją ulubioną rzeźbą. Nosferatu oniemiał, tysiące nadziei rozpaliło jego wnętrze. Całą noc zastanawiał się które dzieło wybrać i gdyby nie błogosławiony letarg za dnia pewnie nie zmrużyłby oka aż do wystawy. W końcu wybrał coś naprawdę specjalnego.
Nastał wieczór wystawy w muzeum. Od frontu budynku wielkie emocje, elegancja, śmietanka towarzyska artystów i blichtr. Z drugiej strony domu kilku śmiertelnych czekających przy tylnym wejściu na powitanie przez organizatora. Byli to miejscowi artystów którzy jak Horacy wystawiali się z geniuszem. Weszli wszyscy śmiertelni artyści. Stremowany Nosferatu czekał na końcu.
"- Ty nie Horacy, poczekaj lepiej tutaj. Poprosimy Cię, na specjalne wejście kiedy śmiertelni pójdą i zostanie sama najbliższa rodzina." - szepnął mu do ucha.
Stał tylko chwilę. Coś nie pozwalało Horacemu czekać, prześliznął się do jednego z okien gdzie nie widziany obserwował to co się działo wewnątrz. W trakcie patetycznego śpiewu swojej siostry bliźniak młotem rozbijał każdą z nieswoich rzeźb. Ostatnia należała do Horacego. Widział każdy spadający na nią cios. Tak oto, perorował Geniusz Toreadorów, pośledniość winna ustępować miejsca sztuce nieśmiertelnej. A teraz, idź po niego... - rzucił do siostry. Ale Horacego już nie było.

[center]***[/center]

Jebane maziaje, są gówno warte tak samo jak cała ta twórczość...
Horacy ruszył do wyjścia z muzeum. Czekał. Nie mylił się, zapewne ganiali się po mieście bo Namtara nie było już o wiele za długo.
Ostatnio zmieniony 07 kwietnia 2015, 23:01 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 06 kwietnia 2015, 19:35

Victoria oczekiwała słów Regentki, dotyczącej potwierdzenia autentyczności księgi kondolencyjnej. W chwili obecnej, był to jedyny dowód, który mógłby potwierdzić prawdziwość ich oskarżeń przed Księciem i Radą. Victoria czekała, wyczuwając zbierające się napięcie. Kiedy zamiast jej wypowiedzi, usłyszała jadowity głoś Spiro, coś we wnętrzu jej umysłu kliknęło, jednak nie miała pojęcia co...

- Słuchaj najemny, uzależniony od krwi kundlu - zwrócił się bezpośrednio do Namtara. - Nic po za tym nie widzisz, prawda? Jesteś już trupem. Ślepym trupem. Cały twój klan to kpina! Camarilla powinna was wytłuc wieki temu! Nie obronisz Terrego przede mną, nikogo nie obronisz... A teraz wychodzę i będę czekał na ciebie przed Muzeum.

Jak bardzo trzeba być szalonym, by rzucać takie słowa w kierunku Assamity!! I to w dodatku w Elizjum, w obecności Księcia? Szaleństwo i obłęd nawet tak starych pchają w objęcia Śmierci? Czy jest tak głupi, by nie wiedzieć co rozpętał?


Victoria spoglądała na scenę, rozgrywającą się przed jej oczyma, jakby w zwolnionym tempie. Szeryf Furia natychmiast wyprowadziła Namtara i Spiro z sali, Gavin i Terry podążyli z nimi również. W tej chwili nie było już odwrotu i Lasombra wiedziała, że Zabójca będzie miał swoją porcję uniesień tej nocy... Jeśli zawiedzie, cóż... był słaby i lepiej, by to od razu wyszło. Nie chciała nawet myśleć o konsekwencjach takiego obrotu spraw...

W dalszym ciągu zaskoczona sytuacją, wysłuchała słów Regentki o księdze. Potwierdzenie ich wersji w jej słowach było istotne. I jak widać Książę również brał pod uwagę cofnięcie swego rozkazu. Skłoniła się w geście pożegnania i szacunku i zgodnie z wolą Democritusa, opuściła z Horacym Muzeum. W drodze do głównego wyjścia nie zwracała uwagi na otoczenie, skupiając się na swoich myślach.

... I bardzo dobrze, niech ta Wiedźma sprawdza swoje papiery. Może w końcu dojdą do czegoś sensownego... z drugiej strony, kim jest właściwie ten cały Spiro i jak to się stało, że jest tak blisko tej całej śmietanki? Malkavianin, który jest tu na zaproszenie najwyższego i cieszy się takim szacunkiem, chociaż wszyscy tu mają jak widać uprzedzenia do Klanu Księżyca... Poza tym, jego wyzwanie i jawna obraza całego Klanu Assamitów? To się kupy nie trzyma... Nie tak ta cała noc miała się potoczyć, a jak widać brniemy w coś, czego jeszcze nie potrafimy zrozumieć. Ciekawe, czy będzie godnym przeciwnikiem Mordercy...

Z taką masą pytań, wraz z Horacym zaleźli się przed głównym wejściem do Muzeum. Czekali długo, w milczeniu...
Kiedy mijały nieskończenie długie minuty, w końcu Terry odezwał się, przywołując obawy ich wszystkich. Jednak jego propozycja klepania modłów była niedorzeczna, nawet jak na niego...

- Twoje modlitwy Terry na nic się zdadzą... Więc proponuję ruszyć w końcu z miejsca. Nie mamy czasu... - rzuciła krótko.

- Jeśli Namtar zginął, musimy odnaleźć jego sztylet. Był profesjonalistą, więc podejrzewam, że jego przeciwnik bardzo mocno tego doświadczył... dlatego chcę tam iść i ich znaleźć! - Victoria wskazała ruchem głowy wybrany kierunek obok Elizjum.
Ostatnio zmieniony 08 kwietnia 2015, 21:18 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 08 kwietnia 2015, 17:05

Skupieni na wymianie zdań między sobą, nie zauważyli go od razu. Zwrócili na niego uwagę dopiero, gdy wszedł na parking. Ciemna sylwetka Mordercy zdawała się pochłaniać światło lamp ulicznych. Frater Terry pierwszy otrząsną się z zaskoczenia i z szerokim uśmiechem ruszył w kierunku Assamity, najwyraźniej chcąc go objąć. Nie udało mu się. Namtar płynnym ruchem uniknął jego przyjacielskiego gestu i wykręcił mu rękę. Drugą dłoń oparł mu na karku i przyciskając księdza do ziemi, zmusił go do przyklęknięcia na jedno kolano.

- Rozumiem, że się cieszysz - powiedział spokojnie. - ale nigdy więcej nie próbuj dotykać mnie w ten sposób. Zrozumiałeś?

- Tak, pojąłem - Malkavianin gorliwie pokiwał głową. Wykręcone ramie bolało go niemiłosiernie i chciał jak najszybciej wydostać się z tej niewygodnej pozycji.

- Dobrze. Mam nadzieję, że już ci przeszło - głos Mordercy brzmiał niemal pogodnie, jakby wygłaszał jakąś towarzyską uwagę. - Puszczę cię teraz. Nie powtarzaj tego błędu drugi raz.

Oderwał ręce od Terrego i odstąpił. Świr wstał rozmasowując nadgarstek. Pomimo bólu i zaskoczenia nadal wydawał się szczęśliwy. Dopiero po chwili doszedł do niego słodkawy zapach spalonego mięsa. Zaskoczony obejrzał się na Zabójcę.

- Spiro...? - zapytał Horacy i zamilkł, gdy spojrzał w twarz Mordercy. Nie był to zbyt przyjemny widok. Skóra Assamity byłą spękana i pokryta rozległymi poparzeniami. Miejscami zdawała się zupełnie zwęglona, odsłaniając mięśnie pod spodem. Poprzez głęboką ranę na policzku prześwitywały zęby. Wreszcie nie ja w tym towarzystwie wyglądam najgorzej... przemknęło przez głowę Nosferatu.

Namtar wyszczerzył się w odpowiedzi. W obecnym stanie jego uśmiech przedstawiał się paskudniej niż zwykle:

- Niewiele z niego zostało. Spiłem duszę i krew. - stwierdził z wyraźną przyjemnością, tak jakby czuł jeszcze ich smak.

- Pomyślałem - dodał, zwracając się do Świra - że chciałbyś to zachować. Min fadlik*.

Podał mu laskę czarownika. Zarówno Horacy jak i Terry zauważyli teraz, że jego ręce są poparzone równie mocno jak twarz. Mimo to ubranie wydawało się nietknięte przez ogień.

- Mam też dla was bilet do Elizjum - mówił dalej, jakby nieświadom faktu, iż zebrani wpatrują się w niego z mieszanką grozy i fascynacji. - To jest krew Spiro, która udowadnia, że nie należał on do Klanu Księżyca lecz był Baali. I to dość potężnym. Myślę, że ten dowód wystarczy, aby potwierdzić przed Amirem prawdziwość waszych słów.

Podał Victorii zakrwawiony strzęp ubrania. Lasombra wzięła go dwoma palcami i przyjrzała mu się ostrożnie, niczym jakiemuś dziwacznemu, jadowitemu owadowi. Po czym rzekła:

- Dobrze się spisałeś - jej głos zabrzmiał nieco niepewnie, zdradzając zaskoczenie. Starała się jednak opanować go. - Widzę, że jesteś ranny, czy... potrzebujesz pomocy?

- W tej chwili nie jest źle, ogień zniszczył zakończenia nerwowe, więc niewiele czuję. Najbardziej bolesna będzie regeneracja - skrzywił się lekko i wzruszył ramionami. Nie wydawał się tym naprawdę przejęty. - Będę potrzebował sporo krwi. Wracając moglibyśmy zatrzymać się przed jakimś hotelem, blokiem czy apartamentowcem. Wystarczy mi kwadrans na to. Ludzie nie powinni widzieć mnie w tym stanie.

- Gorzej będzie - dodał po chwili, jakby tknięty nową myślą. - gdy już zacznę się leczyć. Dlatego sugerowałbym wrócić na chwilę chociaż do Sanktuarium. Tam będę miał możliwości by się poskładać i czas... Poza tym chcę załatwić dla was kilka rzeczy...

- Wiem, że trochę mi to zajęło, ale musiałem usunąć ślady. Nie chcę by wasza Szeryf wysłała moje kule do ekspertyzy - roześmiał się, jakby stanowiło to jakiegoś rodzaju dowcip. - Musiałbym zbyt często zmieniać broń. Poza tym diabolizacja także trwa... chwilę.

Oblizał sczerniałe wargi. Nie umiał się powstrzymać. Wciąż czuł w ustach upojny smak krwi czarnoksiężnika. Terry wzdrygnął się patrząc na to. Powoli docierało do niego z jakim potworem rozmawia...

- Więc jaki jest plan? - zapytał Morderca, spoglądając na zebranych Kainitów.



* arab. Proszę.
Ostatnio zmieniony 08 kwietnia 2015, 20:04 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 08 kwietnia 2015, 22:08

Spokojne i rzeczowe wypowiedzi Namtara na temat całego zajścia, zwłaszcza spokój i forma w jakiej to czynił, zrobiły na Victorii bardzo silne wrażenie... Jakby zdawał raport z inspekcji, albo zwyczajowego rekonesansu. A przecież przed chwilą zabił... I to Baali... Świadomość, iż w istocie był narzędziem samej Śmierci, czerpiącym przyjemność z zabijania, przerażała ją. Jego nieludzka postawa w pewien sposób też fascynowała... ale tego nawet ona sama nie dopuszczała do siebie. Nie pozwoliła sobie na myślenie o tym. Nie teraz.

Trzymając w palcach zakrwawiony skrawek materiału, zwróciła się do Horacego. On jeden mógł według rozkazu Księcia wejść do Elizjum.

- Horacy... myślę, że możemy już teraz dostarczyć to Szeryf Furii i Księciu, skoro jeszcze tu jesteśmy. Zapewne Regentka będzie badać tę krew, a to rzeczywiście dowód na potwierdzenie naszych oskarżeń... Kto by pomyślał... Baali... - zamyśliła się na chwilę. - Zapewne się zdziwią i to bardzo. - uśmiechnęła się złowieszczo.

- A skoro jako jedyny możesz tam wejść, zanieś im to. Zaczekamy na Ciebie tutaj. - powiedziała, podając mu szmatę. Kiedy wziął od niej ów bilet do Elizjum, jak go określił Namtar, zwróciła się do Zabójcy.

- Kiedy wróci Horacy, wracamy do Sanktuarium. Zatrzymamy się, tak jak chcesz. Będziemy tam mieć trochę czasu, więc zobaczymy co z Lucjanem. Ii może uzyskamy nieco więcej informacji o jego powiązaniach ze sprawą Reda. Poza tym, Horacy, chciałabym, abyś się zastanowił i przygotował spotkanie z tym twoim Coraxem. Nie wiem, czego będziesz potrzebował, ale pomyślimy o tym w drodze do Willi.

Victoria rozejrzała się po członkach koterii,obserwując każdego z osobna i oceniając ich reakcje na zaistniałą sytuację.

- Kolejna rzecz. Jak już dotrzemy na miejsce, chcę spr