PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 02 kwietnia 2015, 17:44

- Nie mam listy podejrzanych. - stwierdził Vallo, po chwili się poprawiając: - Choć w istocie ją mam, tyle, że bardzo długo. Wiem natomiast, że wolny od podejrzeń jest Francis, Anton i wy.
Czy mam zrozumieć, że Nina zostanie z Moreau i Steinbachem?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 02 kwietnia 2015, 17:57

Rezydencja Furstenhof; 22/11/14; Wieczór

Steinbach przespał noc spokojnie. Pierwszy raz od wielu dni w nocy nie mordowała go Czarna Matka. Wstał, obmył sie i ubrał. Chwilę potem do drzwi zapukał służący.

- Pan Rundstedt chce się z panem widzieć panie Steinbach.

***

Price stał przed drzwiami Rhino, ale jego podwoje były zamknięte na cztery spusty. Żaden z kluczy ciążących w kieszeni garnituru nie pasował do zamków, a ochroniarz twardo obstawał przy tym, że nigdy nie widział Xaviera i lokal jest dla niego zamknięty. W końcu załamany odwrócił się. Nie mógł dostać się do środka, tam zostal jej portet. Wszystko co łączyło go z człowieczeństwem. Czy teraz zamieni się w krwiożerczą bestię? Bez niej był nikim... Ona nadawała mu sens egzystencji, a teraz? Miała zostać zamknięta w podwojach klubu w tajnym pomieszczeniu, do którego tylko on miał dostęp.

Ktoś od tyłu lekko puknął palcami ramię Ventrue. Odwrócił się najszybciej jak potrafił, równocześnie skupiając swą wolę na legendarnej wręcz odporności jaką dysponowali bracia klanowi. Cina sylwetka stała w mroku, a Price był w stanie dostrzec tylko gorejące w mroku czerwone ślepia:

- Mówiłem ci, że jeśli mnie oszukasz to będą tego konsekwencje...


Xavier obudził się momentalnie i usiadł na łóżku. To był tylko koszmar...

***

Miała może dwanaście lat... Podrostek, wciąż jeszcze dziecko. A Moreau z coraz większą desperacją próbował ją ratować. Postrzał snajpera jeszcze nie zabrał młodego życia, ale uciekało przez palce Toreadora.

Żarówki co chwilę gasły, utrudniając niesienie pomocy. Siostra trzymała słabnącą latarkę, ale gdy główne zasilanie gasło, Achile był niemal pogrążony w ciemnościach. Ostrzał Serbów nie słabł, a szpitalny generator prądu już ledwo zipiał.

- Siostro, podamy jej jeszcze sulfamidów i morfiny... Może dożyje do rana...

Gdzies z tyłu głowy lekarza rozległ się głos mężczyzny z niemieckim akcentem:

- "Podaj jej wyciągu z pokrzywy i wilkomlecza zebranego o północy. Zakrop bandaż krwią nietoperza..."

Nie wiedział, ale skądś w jego ręku pojawił się moździerz niosący charakteystyczny zapach pokrzyw. W rogu sali zwisał nietoperz spokojnie wpatrujący się w ranną dziewczynkę. Nie zastanawiał się. Podał wyciąg i ukręcił głowę nietoperza. Krople zwierzęcej krwi skapnęły na bandaż...

Następnej nocy już jej nie było. Dowiedział się tylko, że zabrali ją krewni. Żywą...


Achile, prawie nie pamiętał snu. Obudził się czując podniecającą ekscytację. To co pokazał mu wczoraj Gerhard było w istocie po stokroć bardziej niesamowite, od tego co widział dotychczas w klinice. Stary diabeł zaczynał go intrygować coraz bardziej.

Dosłyszał parsknięcie konia. Moreau zaciekawiony wyjrzał przez okno. Przed wejściem ogromny, czarny, osiodłany rumak dyszał ciężko z chrap i co chwilę rył kopytami pokryty śniegiem podjazd. Nie dostrzegł jednak jeźdźca. Musiał już zdążyć wejść do rezydencji. Toreador wyślizgnął się na korytarz w nadzieji, że z galerii dostrzeże przybysza. Obcy jakby wyczuł ciekawość Achile i wyglądało jakby to on oczekiwał wzrokiem Toreadora. Ich spojrzenia skrzyżowały się na chwilę i Moreau szybko pożałował swojej decyzji. Wolałby nie dostrzec postaci jaka zagościła w domu Rundsteda. Cofnął się w pośpiechu do pokoju, odprowadzany niekudzkim spojrzeniem obcego. Zamknął drzwi, definitywnie uznając, że ciekawość jest pierwszym stopniem do piekła.

Chwilę później usłyszał ciche pukanie do swoich drzwi. Zerwał się szybko z fotela i chciał sięgnąć po broń, ale szybko zmitygował się, że przecież Rundstedt gwarantował im bezpieczeństwo w swojej siedzibie. Powinien czuć się bezpiecznie.

Napewno?

Gryząc się z myślami podszedł do drzwi. Nie podejrzewał, żeby pukał przybysz. Służący czy może ktoś z koterii? Marcus lub Xavier. Steinbacha zabrał Rundstedt kilkanaście minut temu...

Biedny Thomas... - pomyślał jeszcze i otworzył ostrożnie drzwi:

- Widziałeś to?! - zapytał cicho, stojący w wejściu Price. Toreador nie miał wątpliwości o kogo pytał Brytyjczyk i wiedział, że tajemniczy przybysz wywarł na Ventrue równie wielkie wrażenie jak na nim samym.
Potrzymam Was trochę w niepewności nim napiszę któż to taki zawiatał w skromne progi rezydencji...
Ostatnio zmieniony 13 kwietnia 2015, 16:55 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 02 kwietnia 2015, 19:09

Blackwood i Nina wracają ze mną. Chyba, że ktoś z koterii poprosi Xaviera o to, by zostali.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 04 kwietnia 2015, 15:05

Rezydencja Furstenhof; 22/11/14; Wieczór

Steinbach w napięciu czekał na kogoś, kto miał z dziecinną łatwością pozbyć się klątwy Czarnej Matki. W końcu drzwi uchyliły się. Za Rundstedtem do gabinetu weszła groteskowa postać.

A więc jednak, mogłem się tego spodziewać... - Thomas aż otrząsnął się.

Mężczyzna był sporo wyższy od Gerharda i nienaturalnie szczupły. Za odzienie służył mu idealnie spasowany, pyszny, purpurowy wams, pludry i jeździeckie buty. Na szyi nosił piękny krucyfiks na złotym łańcuchu, a przy boku stary miecz. Ale nie strój ani sylwetka stanowiły o tym kim był obcy. Twarz nieumarłego niemal zatraciła ludzkie oblicze. Była nienaturalnie wydłużona, przydając mu elfiego wyglądu. Tremere dostrzegał rzędy śnieżnobiałych kłów, gdy usta otowerały się w niemych gestach. Nos i czoło przykryte były kostną naroślą, której każdy skrawek pokryty był misternymi symbolami. Narośl z tyłu głowy przechodziła w cztery grube, pozwijane rogi. Najgorsze były oczy. Choć ich kształt był identyczny jak Rundstedta, to te obcego dawno zatraciły ludzkie oblicze. Były tajemnicze niczym piekielna głębia Abbysu, czarne jak noc i nieludzkie...

Steinbach wzdrygnął się drugi raz, gdy tylko spojrzał w oczy przybysza. Poczuł się jakby zerknął w bezdenną studnie, w której dostrzegł swoje koszmarnie wypaczone oblicze.

Co to jest? - zapytał sam siebie w myślach, choć dobrze wiedział, że stary diabeł, jaki zjawił się w domu był tym, który miał zdjąć klątwę. Steinbach jednak patrząc na Tzimisce wolałby zaufać pierwszemu napotkanemu Ravnosowi.

Nieumarły podszedł bez słowa do Steinbacha i obwąchał go niczym pies. Zaskoczony Thomas siedział bez ruchu, wodząc jedynie wzrokiem po obcym i dostrzegając coraz więcej tajemniczych symboli, które przewijały się nie tylko na czaszce potwora, ale też na jego okryciu i broni. W końcu diabeł zakończył swój dziwaczny rytuał i ignorując zupełnie obecność Thomasa odezwał się do Gerharda niskim, ponurym głosem:

- Na Świętego Idziego! Ośmieliłeś się mnie wezwać do przeklętego czarodzieja? Każę go Szlachcie pędzić przez śnieg i kańczugami traktować, a to co się ostanie psom rzucę. Będą chłeptać jego juchę.

- Nie śmiałbym. - Gerhard pokornie się ukłonił: - Sprawdź jego krew. Ona jest kluczem.

Stary Tzimisce bez słowa schwycił dłoń przerażonego Thomasa:

- Siedź spokojnie na rzyci. - rozkazał. Naciął przedramię pazurem. Pozwoliwszy skapnąć kilku kroplom na swoją dłoń oblizał ją. Twarz doabła zamarła w bezruchu kilkanaście centymetrów przed oczyma nieruchomego Steinbacha. Wieczność byłaby najlepszym określeniem tego, jak długo Tremere wpatrywał się w maskę i zamknięte powieki Tzimisce.

Bezdenne czarne oczy nagle spojrzały znów prosto w przerażone oczy Steinbacha, ale teraz czarodziej dostrzegł w nich tlące się pokłady człowieczeństwa:

- Na Świętą Maryję Pannę zawsze dziewicę, zaprawdę krew Rundstedtów płynie w twych żyłach. Ukaż swoją ranę młodzieńcze. Gerhardzie czy wszystko gotowe?

- Tak Ojcze. - Rundstedt podstawił tacę z kilkoma ptasimi piórami, bordowym inkaustem i martwym, białym, nieco śmierdzącym już szczurem.

Obcy zaostrzył pazurem i jedno z piór i zamoczył w inkauście. Spojrzał na Steinbacha:

- Nie trwóż się młodzieńcze. Będzie bolało, ale nic ci nie będzie...

Tzimisce zaczął mamrotać śpiewnym głosem słowa w nieznanym języku. Nostalgiczna pieśń uspokoiła Thomasa, nawet wtedy gdy ostre jak brzytwa pióro zaczynało nacinać delikatnie skórę wokół jątrzącej się rany. Spod wprawnej ręki przybysza, na skórze Steinbacha zaczęły wykwitać krwiste kaligraficzne symbole. W końcu niemal całą, bladą klatkę piersiową czarodzieja pokrywała purpurowa mozaika. Wtedy Tzimisce odrzucił pióro i sięgnął po truchło białego szczura. Niewiele myśląc wepchnął martwe zwierzę w ranę Steinbacha. Czarodziej zawył czując nagle, jak szczur zaczyna miotać się w jego wnętrznościach. Tzimisce przytrzymał go lewą ręką z łatwością z jaką ojciec przytrzymuje dziecko. Tzimisce znów zanurzył dłoń w ranie i wyciągnął z niej oblepionego czarną, ohydną substancją szczura, który konwulsyjnie rzucał się we wszystkie strony. Przyjrzał mu się przez krótką chwilę, a potem sięgnął przypasany miecz. Przez chwilę Tremere pomyślał, że to koniec, ale diabeł podrzucił szczura i rozpłatał go na pół szybkim cięciem.

- Rzecz skończona. Użyj vitae aby ranę zagoić.
Steinbach juz jest w zasadzie zdrów jak ryba. A jak się można domysleć tego osobnika widzieli wcześniej Achile i Xavier.

Wstrzymuje PBF do około środy. Suriela nie ma, Oggy wróci w połowie tygodnia. Koszal gdzieś przepadł znowu. A ja też do poniedziałku będę bez mozliwości pisania.

Wesołych świąt.
Ostatnio zmieniony 13 kwietnia 2015, 16:56 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 07 kwietnia 2015, 22:32

"- Na Świętą Maryję Pannę zawsze dziewicę, zaprawdę krew Rundstedtów płynie w twych żyłach. Ukaż swoją ranę młodzieńcze. Gerhardzie czy wszystko gotowe?"

Mam nadzieję, że wiedza jak niebezpieczną dla mnie jest ujawnienie tej tajemnicy wszystkim w pokoju. Tak po prostu.

Mówią że oczy są zwierciadłem duszy. Tremer nie był w stanie oderwać wzroku od bezdennych źrenic Tzimisce, utonął w nich zupełnie. Były cudnie czarne niczym grzech. Ponownie zapragnął odzyskać swoje dawne oczy. Nie rzekł jednak ani słowa. Przyglądał się tylko jak zauroczony Diabłu, którego osobliwy wygląd musiał śnić się w najgorszych koszmarach niektórym z członków klanu Tremere. Członków klanu do którego należał on sam. Klanu od którego nie było dla Steinbacha ucieczki. Wczorajszej nocy kiedy to sobie uświadomił poczuł jakby cała ta gama wyborów, jakie po upozorowaniu śmierci się pojawiła, zamknęła się dla niego nagle i bezpowrotnie. Jednocześnie spadł mu z ramion olbrzymi ciężar wyboru. Zdając sobie sprawę z nieuchronności przemijania, nawet dla zdawałoby się odpornych na czas istot takich jak kainici, osiągnął długo oczekiwaną ataraksję. Poczuł jak przyswaja trudną do zaakceptowania lekcję a jego naiwne marzenia o wieczności rozpadają się w pył. I to zapewne szybciej niż rozpadnie się on sam, kiedy nadejdzie od zawsze pisana mu pora.

"- Nie trwóż się młodzieńcze. Będzie bolało, ale nic ci nie będzie..."

Thomas spoglądał na Tzimiesce z piekła rodem, jak ostrzy narzędzia do pracy. Wiedział co zaraz nastąpi choć nie miał pojęcia że będzie bolało aż tak. Zrzucił z siebie czarny golf z koszulką a zaraz potem zwój bandażu ukazując obrzydliwą ranę. Diabeł naciął a Thomasem szarpnęła fala bolesnego spazmu, wyginając jego ciał w łuk, za każdym razem kiedy odkrajał kawałek ciała. Zaiste ból musiał być olbrzymi i moc zawarta w kuli również skoro nawet martwy szczur ożył targając się w dzikiej agonii. Cokolwiek było w tej klątwie czyniła taki ból szarpiąc martwym już dawno ciałem, że dusza wracała poprzez kurtynę życia i śmierci. Dusza bądź cokolwiek innego co to niższe stworzenie miało.

"- Rzecz skończona. Użyj vitae aby ranę zagoić."

Poczuł jak palona w ciele krew dziwek które wspólnie pili, z wysiłkiem ale jednak goi ranę po kuli. Czuł się jak młody bóg i przez króciutką chwilę rozkoszował tym cudownym stanem.

[center]Obrazek[/center]

- Dzięki Ci za to co żeś mi uczynił. Pozostanę Waszym dłużnikiem póki długu tego nie spłacę. Uszanuję krew która we mnie płynie. Która ma pierwszeństwo, bo płynęła we mnie pierwej niźli krew klanu Tremere. Nie popełnię żadnego czynu który by krew płynącą w moim ciele zniszczył, skrzywdził bądź osłabił.

To mówiąc przyklękł na jedno kolano spuszczając głowę.

- Kim jest ten który mi to uczynił? Jak chcesz by Cię zwać?

Witam po świętach. To co Panowie, podgonimy może nieco?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 08 kwietnia 2015, 15:01

Rezydencja Furstenhof; 22/11/14; Wieczór

Pazur diabła dotknął podbródka Steinbacha i delikatnie podniósł głowę wampira. Oczy kaintów znów spotkały się. Tzimisce przypatrywał się przez długą chwilę twarzy Thomasa, powodując nieświadomie, że niepewność i lęk w Tremere wzrosły.

Maine Gott... Na co ja się porwałem... Co ja narobiłem

Stary wampir usmiechnął się chyba. Usta wykrzywiły się, ukazując rzędy kłów, jakimi nie pogardziłby nawert wilkołak, ale poorana rytami kostna narośl, powodowała, że mimika kainity była bardzo ograniczona i Thomas nie do końca potrafił odczytać znaczenie gestu.

- Jam jest Erchard von Rundstedt, starościc kłodzki, pan na zamkach Bardo, Staro Łomnicy i Ołdrzychowicach, z woli bożej przemieniony w Tzimisce roku pańskiego tysiąc dwieście dziewięćdziesiątego pierwszego. Prawdeś rzekł, żeś krwi naszej i primis ona wiedzie nawet nade progeniturą. Nie frasuj się zbytnio młodzieńcze, ale wasalem mym nie będziesz i nie traktuj tego jako dyshonoru. Nie dlatego żeś podłej tremerskiej progenitury, a dlatego, żem I jam przysięgał, jako i z lędźwi mych daleki potomek Gerhard, że familii nigdy w potrzebie nie ostawim. Jam jeno swej przysięgi dotrzymywał, com na krucyfiksie świętym na najświętsze serce Pana naszego Jezusa Chrystusa Zbawiciela złożył. Żyj swym życiem, ale o rodzinie nie zapominaj, jako i my nie zapomnieli.

Steinabch kiwnął głową niemal niezauważalnie. Erchard odwrócił się szybkim ruchem i podszedł Gerharda strofując go:

- Tylem ci razy powtarzał, żebyś swój pałac choć murem okolił. Miejsce to całkiem nie obronne. Ni fosy, ni parkanu nawet. W dwa tuziny ludzi można miejsce siłą wziąść...

- Ojcze, czasy się zmieniły, rozmawailiśmy przecież...

- Czy bombardy czy insze piekielne wynalazki, ale zamek porządny to podstawa, gdzie zawrzeć się można i wycieczkami wroga srodze nękać. Ale zrobisz jak uważasz, jeno potem nie mów, żem nie ostrzegał dobrą ojcowską radą. A teraz sprawy ważnej wagi mnie wzywają. Do następnego spotkania Gerhardzie. - Tzimisce uścisnęli się i pocałowali w policzki trzykrotnie. Erchard podszedł z powrotem do Steinbacha:

- Pozor miej na siebie młodzieńcze. Jak Bóg da może się jeszcze kiedy spotkamy. Szczęść Boże. Będę się modlił za Ciebie Thomasie. - Ojcowskim ruchem pocałował Steinbacha w czoło. Potem wyszedł.
Koszal będzie wiedział kim jest Erchard;)
Ostatnio zmieniony 13 kwietnia 2015, 16:57 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 11 kwietnia 2015, 17:51

znowu sesja stanęła. Oggy chyba jeszcze chory, a czekam na jego wpis. Mam nadzieje, że szybko wróci do zdrowia. Koszal zniknął na dobre i tym samym Marcus zyskuje status npc (najprawdopodobniej zostanie z Rundstedtem na leczenie depresji lobotomią i przypiekaniem boczków).

Dajcie znać co robimy? Gramy dalej, czy mam zawiesić sesję?

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 11 kwietnia 2015, 20:07

powoli sobie grajmy ale niczego nie zawieszajmy bo jak stanuemy to ns amen.. . Myślę też że Koszal powinien się definitywnie określić co z nim. Jakby nie bylo pauza na 2 miechy to nieco dużo. Stracilismy już Cwetana może warto pomyśleć o dobraniu gracza. Nowa krew miglaby rozruszać sesję. Kozystajac z chwilowej pauzy spróbuję odbić targu z diabłem.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 12 kwietnia 2015, 16:32

Popieram Suriela. W żadnym wypadku nie zatrzymujmy sesji, bo po tym będzie bardzo ciężko ją reaktywować. Dużo energii włożyłem w tego PBF'a i nie chcę go tak kończyć. 8art też włożyłeś dużo pracy, więc nie kończ go teraz. Koszal nie logował się od 19.03. To dość długo, nawet jak na niego. Także proponuję dobrać gracza/y. Może ktoś przejąć postacie, albo można pomyśleć o pojawieniu się kogoś zupełnie nowego. W końcu Vallo nas zebrał do kupy, więc teraz może dorzucić nam kogoś do koterii widząc, że skurczyła się nieco.
Myślę że PBF głownie traci na tym, że najpierw Czak odpadł, a teraz Koszal. To sprawia, że realizm świata na tym bardzo cierpi, a mi osobiście ciężko przejść nad tym obojętnie.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 12 kwietnia 2015, 21:49

Z odpadnięciem graczy sie liczylem i tak. Nie pierwsza taka sytuacja. Przy takiej rozpietosci czasowej ciezko utrzymac wszystkich graczy. Wyslalem info do brakujacych, jesli sie nie okresla, to dobiore jedna lub dwoe nowe postaci.

A my tymczasem ruszymy jak Oggy da posta (no i ewentualnie Lightstorm, jesli Xavier zechce poznac blizej pana Ercharda;))

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 13 kwietnia 2015, 17:00

Rezydencja Furstenhof; 21/11/14; po 23:00

Achile wyszedł na zewnątrz. Temperatura tu w górzystej okolicy, była znacznie bardziej niższa niż w Zurychu, ale najwyraźniej nie przeszkadzała ona w żadnym stopniu czekającym przed rezydencją garou w ludzkich postaciach, aby stać w samych koszulkach i parować niczym kowalskie miechy.

Rundstedt skinął na Moreau, po czym obaj bez słowa zaczęli odpinać kajdany na kończynach pacjenta.

- Coś mu jest? Rozerwę was na strzępy jak go załatwiliście... - zapytał groźnie jeden z lupinów, tak jakby zaraz miał rzucić się na wampiry. Największy z wilkołaków, blondyn o bujnej czuprynie, ścisnął ramię pobratymca:

- Smirite se, Martine...*

Martin choć chyba nie zrozumiał słów większego lupina, to zdecydowanie wiedział co oznaczało zdecydowany uścisk ramienia. Cofnął się pół kroku, choć wampiry i tak wyczuwały kotłującą się agresję, która nie mogła znaleźć ujścia.

- Jest w śpiączce, zaraz się wybudzi. - stanowczo wyjaśnił Rundstedt w ogóle nie przejmując się wiszącą w powietrzu groźbą. Moreau też nie przejął się słowami Martina. W głowie huczały mu słowa blondyna... Słowa wypowiedziane po chorwacku.
*(chorw.) - Spokojnie Martin.
Post dla Achile, cofający się jeszcze w czasie do poprzedniej nocy, gdy asystował przy operacji.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 14 kwietnia 2015, 15:16

Wstrzymam jeszcze na dzis akcje. Moze Oggy cos napisze i moze ktos zdecyduje sie dolaczyc do sesji.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 14 kwietnia 2015, 23:59

"...Ojcowskim ruchem pocałował Steinbacha w czoło. Potem wyszedł."

Thomas zamrugał oczami jakby wychodził z uroku kiedy Diabeł opuszczał pokój.

Scheiße*, zapomniałem go zapytać o taumaturgię na ścianach w willi Vallo. No trudno, tak to bywa czasem kiedy się przestaje myśleć logicznie i pozwala na emocje. Weź się w garść Thomas.

Po chwili obrócił się w stronę Rundstedta i ważył coś w myślach skupiając wzrok tylko na nim. Chłodno i spokojnie analizował jeszcze raz wybór, który tak naprawdę już zapadł wcześniej. Wraz z hukiem wystrzału w jednym z pokoi w Spearmint Rhino. A może jeszcze, jeszcze wcześniej.

Alea iacta est, Thomas...

- Mam nadzieję, że nie weźmiesz mi tego za złe, wszak już zrobiłeś więcej niż w całej mojej egzystencji ktokolwiek inny, lecz mam jeszcze jedną prośbę. Na nic zdadzą się te wszelkie leczenia i odwracanie klątwy jeśli Ona dowie się że nadal żyję. Matka ma oczy i uszy w wielu miastach, a nami na pewno zainteresuje się więcej osób niż byśmy chcieli. W końcu ktoś zrobi zdjęcie, rozpozna mnie, doniesie jej. Jestem zagrożeniem dla pozostałych członków koterii i nie mogę otwarcie pozostać w klanie Tremere póki to wszystko się nie wyjaśni. Dlatego proszę, byś zmienił mój wygląd ową dyscyplina znaną tylko Tzimisce. I jeśli możesz, uczyń mnie pięknym. Chcę, żeby matka żałowała piękna jakiego mieć już nigdy nie będzie mogła, kiedy... dane mi będzie spojrzeć jej w oczy i podziękować w należyty sposób za wszelkie okazane mi dobro. - Wycedził ostanie słowa a jego głos był zimny niczym szczyty gór, które ich otaczały. - Chce tez żeby patrząc na mnie wiedziała, że to piękno nadał jej synowi jej największy wróg. Wraz z darem trzeciego życia za które jestem dozgonnie wdzięczny. - Zrobił pauzę.
- Zrozumiem jednak jeśli odmówisz. - spuścił głowę - wszak jestem obrzydłym własnej rodzinie Tremere.

* cholera
** kośći, zostały rzucone - słowa Cezara przekraczającego Rubikon
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 15 kwietnia 2015, 13:07

Rezydencja Furstenhof; 22/11/14; wieczór

- Kainici mej krwi zwykli poprawiać naturę, czasem w swój pokrętny sposób. Rozumiem Thomasie Twoją troskę o koterię. Rozumiem względy bezpieczeństwa. Ale czy jesteś gotowy aby przez wieczność spoglądać w obcą twarz w lustrze? Przyzwyczaisz się z czasem. Jeśli naprawdę tego chcesz uczynię Cię kimś innym.
Suriel, czy wgre wchodzi calkowita przemiana wyglądu, czy tylko kosmetyczne poprawki jak u doktora Szczyta? Pamietaj ze estetyczne poczucie piękna u Tzimisce może oznaczac, ze bedziesz wygladac jak swoj sredniowieczny przodek;)
Ostatnio zmieniony 15 kwietnia 2015, 13:20 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 15 kwietnia 2015, 14:29

Całkowicie i zupełnie inaczej to jedyny gwarant, że matka mnie nie dojedzie. Mam nadzieję że wie co to unwersalne piękno. Cycuszki odpadają kiepsko się czuję w ponczoach. No i masz niepowtarzalną okazję oddać mi trochę z tych kropek co mi przepadło :P
Tylko czemu teraz czuję jakiś dziwny niepokój.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

ODPOWIEDZ