Charleston WV Cmentarz Spring Hill 09.08.1993 Po północy
Pierwsze wezwanie pozostało bez odpowiedzi. Kłębiąca się wkoło mgła pozostawała milcząca i obojętna na starania Ravnosa. Było bardzo cicho, żadnego podmuchu wiatru. Słyszeli tylko odległy szum samochodów, docierający od strony miasta, który tutaj wydawał się wręcz nierealny - niczym fenomen z innego świata. Stojąc w wilgotnej trawie, w otoczeniu ciemnych, mogilnych brył, czuli się całkowicie wyobcowani i odseparowani od codziennej rzeczywistości. Gavin postanowił zakrakać jeszcze raz. Tym razem jednak na efekt nie musieli długo czekać, albowiem już po chwili, na wykrzywionym dębię, rosnącym kilkanaście metrów obok, usiadł wielki czarny kruk.
[center]

[/center]
Ptak spojrzał na nich paciorkowatymi oczyma, w których odbijały się lśnieniem odległe znicze:
- Skąd znasz to imię? - odezwał się do Gavina.
- Zostało mi to przekazane przez Atrahasisa. - odkrakał mu Ravnos - Jestem jedną z tych osób, które działają z woli Red Wisdoma. Czy jesteś tym krukiem?
- Jasne, że jestem tym krukiem, a nie na przykład tamtym. Uczył cię ktoś synku logicznego zadawania pytań? Jak tak, to chyba spierdolił akcję - zaśmiał się kruk, po czym łopocząc skrzydłami przeleciał na głowę kamiennego anioła, wyłaniającego się z mgły obok członków koterii.
- Tak, to ja Fichara - powiedział perfekcyjną angielszczyzną. - Jest was czterech, a gdzie piąty? Umiem jeszcze liczyć do pięciu, nie? - zakrakał nerwowo. - No i co się tak gapicie? Gadającego kruka nie widzieli? Edgara Alana Poe nie czytali? No, to ja wam na to nic nie poradzę, robaczki. Więc gdzie ten piąty?
- Piąty nas osłania - wykrztusił zaskoczony Gavin, patrząc z zdziwieniem na wygadane ptaszysko.
- Dobra to wy, poznaję Victorię i jej niezmienną figurę - powiedział przechylając głowię w lewą stronę, jakby chciał zajrzeć pod suknię Lasombra. - Żartowałem! Żartowałem! Dobra, słuchajcie uważnie, bo nie będę się powtarzał. A później już nie znajdziecie mnie, nie ma opcji. Pozostali bracia mogą to tylko uczynić. Jednak wiedzcie, że dalej będę w mieście, więc bez nerwacji. Kocham tą dziurę, normalnie.
- Znam fragment imienia, ale powiem go tylko gdy będą z wami moi bracia. Żaden z nich nie ujawni wam tego sekretu, albowiem Red ostrzegł, że to bardzo niebezpieczne. Kruki zebrane razem przekażą wam imię w bezpieczny sposób - tak kazał powiedzieć, więc mówię, nie? Każdy z nas posiada także inne cenne informacje, których nikt w mieście nie zna i tak powinno pozostać. Dobra, więc teraz mordy na kłódkę, bo to co wam powiem nie jest bajką na dobranoc.
Kruk nie musiał powtarzać dwa razy. Członkowie koterii i tak milczeli zaskoczeni oratorskimi zdolnościami ptaka.
- W najbliższym czasie dość blisko planety będzie przelatywać jeden z większych meteorytów, który ominie ziemię - kruk napuszył pióra, przyjmując kształt pierzastej kuli. - Jednakże wrogowie Red'a zamierzają zmienić jego trajektorię, by wszedł w atmosferę i spadł dokładnie w środek stanu Wirginia Zachodnia. Rząd Stanów Zjednoczonych i NASA nie zdążą zareagować, bo stanie się to szybciej niż zdążycie splunąć. Nikt z ludzi nie będzie w stanie tego wytłumaczyć, ale rozpierdol będzie taki, że wykurwicie z kapci. Kapujecie? Zniszczenia będą ogromne, jak od jakiejś pieprzonej atomówki. Nie wiem dokładnie, kiedy to się stanie, ale macie niecały miesiąc. Szukajcie moich braci wołając ich imię. To się zjawią zaraz, tak jak ja, normalnie. A teraz uszanowanko i miłej nocy życzę. Narka. - powiedział skłoniwszy głowę w parodii ukłonu, po czym wzbił się w powietrze i zniknął na tle ciemnego nieba.
Dla Namtara: Używając Nadwrażliwości (w celu poprawienia słuchu) jesteś w stanie słyszeć cała tą rozmowę.