- I zatrąbił piąty anioł (...) nie mają pieczęci Bożej na czołach. - zakończył, teatralnie odwracając się do członków Koterii. Po chwili udał się w sobie tylko znanym kierunku, nie niepokojony przez kogokolwiek.
Przez chwile obserwował innych członków koterii. Ciekaw czy ktokolwiek ulegnie presji.
Podejrzewam, że nikt z was nie myślał że sprawa wykroczy poza zwykłą zemstę. A co dopiero podpadnie pod mityczną walkę o uratowanie świata. Dla Gavina sprawa była prosta, wręcz wyryta w Ravnoskim sposobie życia. W końcu gdy coś Ci się nie podoba należy to zmienić, krok po kroku. Przecież to nic trudnego, uczynić tylko jeden krok. Prawda?
Chciał zebrać więcej informacji, jednak był głupcem który nic nie wie. Błogosławieństwem i przekleństwem był fakt, że zdawał sobie z tego sprawę. Fakt który należało zmienić. Gdzieś w okolicy usłyszał hałas.
- Skoro spotkanie uznajemy za zakończone, to będę na was czekał przy samochodzie. Cmentarna aura niezbyt odpowiada mojemu gustowi, jeżeli ktokolwiek odważy się mnie posądzić o posiadanie jakiegokolwiek. - rzucił żartobliwie (w jego mniemaniu) i ruszył w kierunku gdzie zaparkowali.
Musze zadzwonić do Lemon Tree i zatrudnić kilka osób do sprawdzenia tych adresów gdzie nocował Lucjan i ten fajfus. No i informacje tym nadlatującym meteorycie. Bardzo istotne by dowiedzieć się ile zostało nam czasu.