PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 30 kwietnia 2015, 10:15

- Obiecałem ci ból, jeśli nie będę z ciebie zadowolony - odezwał się do pojmanego Sabatnika. - Nie jestem. Nie postarałeś się.

- Nie boję się ciebie! Sabat mnie pomści! - krzyknął tamten, choć drżenie obecne w jego głosie zdradzało co innego.

Morderca nie skomentował, uśmiechnął się tylko łagodnie:

- Z rozkoszą posłuchałbym jak krzyczysz, ale nie mamy warunków - mruknął i wsunął mu z powrotem kołek.

Pochylił się nad jeńcem, jedną ręką łapiąc za kajdanki zapięte na jego dłoniach za kamiennym krzyżem. Stopą nadepnął na udo Pariasa i wyprostował się nagle, wyłamując mu oba stawy barkowe. Dźwięk, który temu towarzyszył, sprawił, iż członkowie koterii poczuli nagłe mdłości. Twarz Pariasa zszarzała z bólu. Namtar wyciągnął z kieszeni hak rzeźnicki, z ramienia zaś odwinął wąski łańcuch. Połączył je razem, po czym zaczepił hak o kajdanki, łańcuch zaś przerzucił przez ramiona krzyża. Trzymał jego końcówkę w ręce, co pozwalało mu regulować napięcie i ból, którego doświadczał pojmany Kafir. Zluzował lekko, na tyle tylko, by tamten był zdolny do rozmowy. Nadal jednak pozostawił łańcuch naciągnięty. Ręce Pariasa uniesione były za plecami w górę, pod dziwnym kątem. Pozycja ta uniemożliwiała mu skuteczną regenerację i musiała być przyczyną nieustannego cierpienia. Morderca wyjął mu kołek i przycisną go za kark drugą ręką, aby uniemożliwić torturowanemu przyjęcie wygodniejszej pozycji. Z ust jeńca wydobył się głuchy jęk. Drżał na całym ciele.

- Nic ode mnie nie wyciągniecie... Skurwysyny...Oby was słońce spaliło... - zaszlochał.

Namtar przyjrzał mu się z autentycznym zainteresowaniem, uśmiech nie schodził z jego twarzy.

- Dwie, trzy godziny i wyciągnąłbym z niego wszystko - stwierdził, zwracając się do reszty koterii. - Zdjąłbym skórę, odsłonił nerwy... Istnieje dwanaście par nerwów czaszkowych, które dają naprawdę ciekawe możliwości. Ale nie wiem, czy mamy tyle czasu, by się bawić...? - pytanie zawisło na chwilę w powietrzu. Morderca westchnął. - Teraz pewnie dużo nam nie powie. Wytrzyma. Przygotowali go na takie rzeczy... Więc jak uważacie? Ja mogę nad nim popracować. Chociaż mamy dziś jeszcze robotę do zrobienia i wolałbym się skupić na priorytetach.
Oczywiście używam Torturowania.
Ostatnio zmieniony 30 kwietnia 2015, 17:04 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 01 maja 2015, 11:57

Kiedy Victoria skończyła inkantację, kłębiaste granatowe chmury zebrane na nocnym niebie nad cmentarzem Charlestone, nabrzmiały skondensowaną parą wodną gdy temperatura stopniowo zaczęła opadać. Wyjący wiatr zerwał się, szarpiąc powykręcanymi gałęziami i gasząc niektóre ze zniczy na zabytkowych, kamiennych mogiłach. Jego dziwne i przenikliwe zawodzenie przetaczało się pomiędzy nagrobkami, niczym szepty zmarłych. Skrzypienie konarów pobliskich drzew i szum liści już po chwili przyniosły pierwsze, grube krople letniego deszczu. Gdy Lasobra skończyła, opuściła wzniesione ręce, przez chwilę podziwiając piękno i atmosferę samego miejsca. Nie trwało to jednak długo, nie mogła sobie pozwolić na marnowanie czasu. Odwróciła się i szybkim krokiem ruszyła w kierunku Zabójcy i Horacego, a delikatny letni deszczyk stopniowo zmieniał się w ulewę...

- Teraz pewnie dużo nam nie powie. Wytrzyma. Przygotowali go na takie rzeczy... Więc jak uważacie? Ja mogę nad nim popracować. Chociaż mamy dziś jeszcze robotę do zrobienia i wolałbym się skupić na priorytetach.

Słowa Namtara jedynie potwierdziły jej własne przypuszczenia. Nie dowiedzą niczego istotnego, jednak spróbować warto. Pozycja, w której Assamita przytrzymywał sabatnika, wskazywała na wielką wprawę w praktykach tortur i Victoria miała świadomość, że kontynuowanie jej sprawiłoby wiele przyjemności Mordercy. Ale nie im. Gavina i Terrego nie było, a nawet w Horacym, jak i niej samej, wywoływało to niesmak. Podeszła do zmaltretowanego jeńca i pochyliła się nad nim, mówiąc spokojnym głosem i spoglądając w zdeterminowane i wykrzywione nienawiścią oczy:

- Jak zapewne się domyślasz, za chwilę zginiesz. A świadomość, jak bardzo spieprzyłeś tę robotę będzie Cię prześladować do ostatniej chwili. Przez Ciebie twoja sfora poniosła porażkę i jesteś odpowiedzialny za ich śmierć. Nie ma znaczenia, co teraz zrobisz. Jednak dam ci szansę. Kiedy ten tutaj cię puści, odpowiesz mi na kilka pytań. - wypowiadając ostatnie zdanie Victoria skinęła na Namtara, by spełnił jej prośbę.

- Co mieliście stąd wynieść? - zapytała cicho.

- Twoje truchło zdradziecka suko! - Wykrzyknął przeklęty pies. Jednak nie była w stanie przebić się przez ból i nienawiść, które zasnuwały w tej chwili umysł sabatnika. Więzy krwi, które łączyły całe sfory były niezwykle trudne do przebicia się dla dyscypliny Dominacji, a czasu nie mięli...

- Kto was przysłał?

- Sam diabeł który dymał cię co noc, kiedy wzywałaś go szlochając w łóżeczku...

Victoria podniosła się, spoglądając na pozostałych. Ulewny deszcz zmywał krew z nagrobków, jakby oczyszczając całe miejsce masakry dokonanej na uświęconej ziemi. Grube krople spływały po jej twarzy, a długie czarne włosy przykleiły się do bladych policzków. Spodziewała się takiej reakcji. Zwróciła się do Zabójcy.

- Jest twój, tak jak Ci obiecałam. Ale zważ na jedno. Jeśli masz zamiar go diabolizować, rób to tak, by żadne z nas tego nie widziało. Nie mogę ci tego zabronić, ale wspomnij słowa Księcia. Odpowiadamy wszyscy za twoje zachowanie, a ty łamiesz na naszych oczach jedno z fundamentalnych Praw Camarilli. Więc miej to na uwadze i nie mieszaj nas w to. Skończ z nim jak już będziesz sam. - Lasombra zamyśliła się na chwilę, po czym dodała. - Kiedy wrócimy do domu, będę chciała porozmawiać o tej kwestii na osobności. A teraz ogarnijmy ten burdel i zbierajmy się stąd.

Gdy zmasakrowane kawałki ciał zostały złożone w pobliskim grobowcu, a deszcz zmywał czerwone plamy z nagrobnych płyt i trawy, Victoria ruszyła wolnym krokiem w kierunku zaparkowanego samochodu.
Zdania pogrubione wypowiadam z Dominacją.
Ostatnio zmieniony 01 maja 2015, 12:47 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 01 maja 2015, 13:58

- Przyjąłem - skinął głową. - Pasuje mi to.

Podobał mu się taki układ. Nie chciał, by Niewierni patrzyli mu na ręce. Ich obecność w chwili diabolizacji zawsze go rozpraszała, wpędzając w lekką paranoję. Miał wtedy wrażenie, jakby za jego plecami czaiło się stado głodnych szakali, czyhając na moment jego nieuwagi, aby samemu dossać się do źródła...

Odpiął hak i zwinął łańcuch, gwiżdżąc melodię "Deszczowej Piosenki", podczas gdy pierwsze krople spadały na cmentarną ziemię. Parias patrzyła na niego szeroko rozwartymi oczyma, wypełnionymi strachem. Nie było jednak w nich nadziei.

- Nie boję się śmierci... - powiedział. Zabrzmiało to jak kiepskie kłamstwo.

- A diabolizacji? - zapytał Morderca spokojnie.

Parias zadrżał spazmatycznie i rzucił się do przodu, raczej w ramach symbolicznego, niż faktycznego oporu. Kajdanki trzymały bowiem mocno. Morderca wbił ponownie kołek w jego serce. Odpiął kajdanki i podniósł ciało, przerzucając je przez ramię.

- Będę za kilka minut - rzucił i ruszył w deszcz, pogwizdując przez zęby. Nie chciał odchodzić daleko, tylko na tyle, by zapewnić sobie potrzebne odosobnienie. Wybrał kryptę, do której wcześniej wszedł Terry. Wiedział, że musi być bezpiecznym miejscem. Wewnątrz unosił się intensywny zapach kurzu, kości i zbutwiałego drewna. Szelest ulewy ścichł, stłumiony przez grube, kamienne ściany. Położył ciało na podłodze, wśród odłamków potrzaskanego znicza i zeszłorocznych liści. Niewielki pająk przebiegł po kamiennej posadzce i zniknął w cieniach pod ścianą.

Morderca uklęknął obok jeńca i nachylił się nad nim. Przez moment ich spojrzenia spotkały się.

- Twoja ofiara nakarmi Ciemność. Twoje koszmary wzmocnią mą siłę i staną się rzeczywistością... - szepnął. Jego słowa splotły się z szelestem deszczu i milczeniem śmierci. Wiedział, że pozostaną one sekretem, znanym tylko jemu i ofierze...

Powolnym ruchem zdjął okulary przeciwsłoneczne. Jego oczy były czarne i nieruchome, niczym jeziora zamarzniętej rtęci. Uśmiechnął się i błyskawicznie wyciągnął kołek z piersi Pariasa. Drugą ręką przytrzymał Kafira, zatykając mu usta. Tamten szarpnął się, próbując go ugryźć. Bez powodzenia. Morderca roześmiał się cicho. Lubił pić w ten sposób, czując jak ofiara walczy o życie. Nigdy jednak, tak naprawdę nie dawał im szansy... Odczekał jeszcze chwilę, bawiąc się sytuacją i wbił kły w gardło Niewiernego. Przez ciało sabatnika przebiegł głęboki spazm. Namtar przymknął powieki, skupiając się na rzece czerwieni i wspomnień, zalewających jego istnienie. Nie było tego wiele. Krew sag Sabatu była jak woda. Mimo to, przez chwilę pozwoliła mu ugasić głód wewnątrz...

Nie wiedział, ile to trwało. Zawsze tracił świadomość czasu w trakcie. Deszcz jednak rozpadał się na dobre. Jego szklista kurtyna oddzielała wnętrze krypty od reszty nekropolii. Pozostawił ciało, a raczej to, co z niego zostało w kącie i wyszedł na zewnątrz. Ciężkie wrota krypty zazgrzytały ponuro, gdy zamykał je za sobą.

Cmentarz trwał w milczeniu, zalewany nieprzerwanym potokiem szarości. Zapach deszczu zmieszany ze smakiem krwi i śmierci był chłodny i oczyszczający. Niósł w sobie posmak stali. Łowca wzniósł twarz w kierunku nieba. Deszcz spływał po jego zamkniętych powiekach, zmywał krew i napięcie. Pozostawiał na wargach smak żelaza. Pozwolił sobie na tę krótką chwilę dla siebie, potrzebował tego.

Później ruszył szybko przed siebie, zręcznie wybierając drogę pomiędzy wzgórkami mogił. Ponownie założył ciemne okulary. Poruszając się niczym cień, bez trudności dotarł do reszty grupy. Członkowie koterii uprzątnęli w tym czasie ślady walki i zbierali się do powrotu.

- Dobra, znikajmy stąd. Idę po broń. Będę w okolicy. Jak zwykle. - uśmiechnął się. - Zobaczymy się na murze.

Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, sylwetka Mordercy zniknęła za zasłoną deszczu.
Zbieram z dachu snajperkę (deszcz jej nie zaszkodzi) i osłaniam drużynę w czasie powrotu do samochodu. Gdy dotrą do muru, włażę tam pierwszy i rozglądam się, czy nic za nim np podejrzanego nie ma.

Ile P.K. zyskałem dzięki diabolizacji?
Ostatnio zmieniony 01 maja 2015, 19:38 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 02 maja 2015, 23:51

Ravnos szukał dogodnego miejsca do złożenia ciał. Pierwsza krypta okazała się być niewypałem. Nie posiadała kłódki, a w środku znajdowały się niezbite ślady bytności przedstawicieli homo-sapiens sapiens. Zaobserwowane zostały takie artefakty jak butelki po tanim winie, zużyte strzykawki, kiepy po papierosach i opakowania po prezerwatywach. Nawarstwienie tych artefaktów świadczyło dobitnie, o wiekowości i bogactwie historii jakie musiały przejawić się w obrębie tych murów. Kierowany miłością do kultury, znaną głównie Torreadorom, postanowił zostawić to ludzkie sanktuarium w stanie nienaruszonym, pozwalając dalszym pokoleniom radować się jego mistyczną aurą.

Druga krypta była już w dużo lepszym stanie. Widać że raz na jakiś czas ktoś tu przyjeżdżał i dbał o wszystko. Metalowe wrota, zamknięte na solidnych rozmiarów kłódkę. Taką która nie daje lepszej ochrony, wygląda jednak "z gestem".

Gavin wyciągną swój zmodyfikowany scyzoryk. Była to, oprócz krzyża i papierosów, jedyna rzecz z którą się nie rozstawał. Do stworzenia tego cudeńka zainspirował go głupi zestaw kluczy sprzed parudziesięciu lat. Opracowanie projektu, potem wykonanie go zajęło mu kilka lat. Wtedy tak naprawdę zapałał miłością do mechanicznych zależności jakimi rządzą się zamki. Tak więc w kawałku metalu, wielkości Nokii 3310, miał zestaw najbardziej potrzebnych narzędzi do pracy w terenie. Oczywiście bardziej specjalistyczny sprzęt woził w samochodzie, jednak do takich wycieczek "żółwik" (jak go nazywał) nadawał się zupełnie.

Kilka przestawień metalowej kostki rubika i Ravnos już operował jedną z 6 opcji wytrychów. Chwile dłubania i mechanizm ustąpił. Trzymając robaczka w lewej dłoni, Gavin zreflektował się. Postanowił sprawdzić jeszcze