PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 30 kwietnia 2015, 10:15

- Obiecałem ci ból, jeśli nie będę z ciebie zadowolony - odezwał się do pojmanego Sabatnika. - Nie jestem. Nie postarałeś się.

- Nie boję się ciebie! Sabat mnie pomści! - krzyknął tamten, choć drżenie obecne w jego głosie zdradzało co innego.

Morderca nie skomentował, uśmiechnął się tylko łagodnie:

- Z rozkoszą posłuchałbym jak krzyczysz, ale nie mamy warunków - mruknął i wsunął mu z powrotem kołek.

Pochylił się nad jeńcem, jedną ręką łapiąc za kajdanki zapięte na jego dłoniach za kamiennym krzyżem. Stopą nadepnął na udo Pariasa i wyprostował się nagle, wyłamując mu oba stawy barkowe. Dźwięk, który temu towarzyszył, sprawił, iż członkowie koterii poczuli nagłe mdłości. Twarz Pariasa zszarzała z bólu. Namtar wyciągnął z kieszeni hak rzeźnicki, z ramienia zaś odwinął wąski łańcuch. Połączył je razem, po czym zaczepił hak o kajdanki, łańcuch zaś przerzucił przez ramiona krzyża. Trzymał jego końcówkę w ręce, co pozwalało mu regulować napięcie i ból, którego doświadczał pojmany Kafir. Zluzował lekko, na tyle tylko, by tamten był zdolny do rozmowy. Nadal jednak pozostawił łańcuch naciągnięty. Ręce Pariasa uniesione były za plecami w górę, pod dziwnym kątem. Pozycja ta uniemożliwiała mu skuteczną regenerację i musiała być przyczyną nieustannego cierpienia. Morderca wyjął mu kołek i przycisną go za kark drugą ręką, aby uniemożliwić torturowanemu przyjęcie wygodniejszej pozycji. Z ust jeńca wydobył się głuchy jęk. Drżał na całym ciele.

- Nic ode mnie nie wyciągniecie... Skurwysyny...Oby was słońce spaliło... - zaszlochał.

Namtar przyjrzał mu się z autentycznym zainteresowaniem, uśmiech nie schodził z jego twarzy.

- Dwie, trzy godziny i wyciągnąłbym z niego wszystko - stwierdził, zwracając się do reszty koterii. - Zdjąłbym skórę, odsłonił nerwy... Istnieje dwanaście par nerwów czaszkowych, które dają naprawdę ciekawe możliwości. Ale nie wiem, czy mamy tyle czasu, by się bawić...? - pytanie zawisło na chwilę w powietrzu. Morderca westchnął. - Teraz pewnie dużo nam nie powie. Wytrzyma. Przygotowali go na takie rzeczy... Więc jak uważacie? Ja mogę nad nim popracować. Chociaż mamy dziś jeszcze robotę do zrobienia i wolałbym się skupić na priorytetach.
Oczywiście używam Torturowania.
Ostatnio zmieniony 30 kwietnia 2015, 17:04 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 01 maja 2015, 11:57

Kiedy Victoria skończyła inkantację, kłębiaste granatowe chmury zebrane na nocnym niebie nad cmentarzem Charlestone, nabrzmiały skondensowaną parą wodną gdy temperatura stopniowo zaczęła opadać. Wyjący wiatr zerwał się, szarpiąc powykręcanymi gałęziami i gasząc niektóre ze zniczy na zabytkowych, kamiennych mogiłach. Jego dziwne i przenikliwe zawodzenie przetaczało się pomiędzy nagrobkami, niczym szepty zmarłych. Skrzypienie konarów pobliskich drzew i szum liści już po chwili przyniosły pierwsze, grube krople letniego deszczu. Gdy Lasobra skończyła, opuściła wzniesione ręce, przez chwilę podziwiając piękno i atmosferę samego miejsca. Nie trwało to jednak długo, nie mogła sobie pozwolić na marnowanie czasu. Odwróciła się i szybkim krokiem ruszyła w kierunku Zabójcy i Horacego, a delikatny letni deszczyk stopniowo zmieniał się w ulewę...

- Teraz pewnie dużo nam nie powie. Wytrzyma. Przygotowali go na takie rzeczy... Więc jak uważacie? Ja mogę nad nim popracować. Chociaż mamy dziś jeszcze robotę do zrobienia i wolałbym się skupić na priorytetach.

Słowa Namtara jedynie potwierdziły jej własne przypuszczenia. Nie dowiedzą niczego istotnego, jednak spróbować warto. Pozycja, w której Assamita przytrzymywał sabatnika, wskazywała na wielką wprawę w praktykach tortur i Victoria miała świadomość, że kontynuowanie jej sprawiłoby wiele przyjemności Mordercy. Ale nie im. Gavina i Terrego nie było, a nawet w Horacym, jak i niej samej, wywoływało to niesmak. Podeszła do zmaltretowanego jeńca i pochyliła się nad nim, mówiąc spokojnym głosem i spoglądając w zdeterminowane i wykrzywione nienawiścią oczy:

- Jak zapewne się domyślasz, za chwilę zginiesz. A świadomość, jak bardzo spieprzyłeś tę robotę będzie Cię prześladować do ostatniej chwili. Przez Ciebie twoja sfora poniosła porażkę i jesteś odpowiedzialny za ich śmierć. Nie ma znaczenia, co teraz zrobisz. Jednak dam ci szansę. Kiedy ten tutaj cię puści, odpowiesz mi na kilka pytań. - wypowiadając ostatnie zdanie Victoria skinęła na Namtara, by spełnił jej prośbę.

- Co mieliście stąd wynieść? - zapytała cicho.

- Twoje truchło zdradziecka suko! - Wykrzyknął przeklęty pies. Jednak nie była w stanie przebić się przez ból i nienawiść, które zasnuwały w tej chwili umysł sabatnika. Więzy krwi, które łączyły całe sfory były niezwykle trudne do przebicia się dla dyscypliny Dominacji, a czasu nie mięli...

- Kto was przysłał?

- Sam diabeł który dymał cię co noc, kiedy wzywałaś go szlochając w łóżeczku...

Victoria podniosła się, spoglądając na pozostałych. Ulewny deszcz zmywał krew z nagrobków, jakby oczyszczając całe miejsce masakry dokonanej na uświęconej ziemi. Grube krople spływały po jej twarzy, a długie czarne włosy przykleiły się do bladych policzków. Spodziewała się takiej reakcji. Zwróciła się do Zabójcy.

- Jest twój, tak jak Ci obiecałam. Ale zważ na jedno. Jeśli masz zamiar go diabolizować, rób to tak, by żadne z nas tego nie widziało. Nie mogę ci tego zabronić, ale wspomnij słowa Księcia. Odpowiadamy wszyscy za twoje zachowanie, a ty łamiesz na naszych oczach jedno z fundamentalnych Praw Camarilli. Więc miej to na uwadze i nie mieszaj nas w to. Skończ z nim jak już będziesz sam. - Lasombra zamyśliła się na chwilę, po czym dodała. - Kiedy wrócimy do domu, będę chciała porozmawiać o tej kwestii na osobności. A teraz ogarnijmy ten burdel i zbierajmy się stąd.

Gdy zmasakrowane kawałki ciał zostały złożone w pobliskim grobowcu, a deszcz zmywał czerwone plamy z nagrobnych płyt i trawy, Victoria ruszyła wolnym krokiem w kierunku zaparkowanego samochodu.
Zdania pogrubione wypowiadam z Dominacją.
Ostatnio zmieniony 01 maja 2015, 12:47 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 01 maja 2015, 13:58

- Przyjąłem - skinął głową. - Pasuje mi to.

Podobał mu się taki układ. Nie chciał, by Niewierni patrzyli mu na ręce. Ich obecność w chwili diabolizacji zawsze go rozpraszała, wpędzając w lekką paranoję. Miał wtedy wrażenie, jakby za jego plecami czaiło się stado głodnych szakali, czyhając na moment jego nieuwagi, aby samemu dossać się do źródła...

Odpiął hak i zwinął łańcuch, gwiżdżąc melodię "Deszczowej Piosenki", podczas gdy pierwsze krople spadały na cmentarną ziemię. Parias patrzyła na niego szeroko rozwartymi oczyma, wypełnionymi strachem. Nie było jednak w nich nadziei.

- Nie boję się śmierci... - powiedział. Zabrzmiało to jak kiepskie kłamstwo.

- A diabolizacji? - zapytał Morderca spokojnie.

Parias zadrżał spazmatycznie i rzucił się do przodu, raczej w ramach symbolicznego, niż faktycznego oporu. Kajdanki trzymały bowiem mocno. Morderca wbił ponownie kołek w jego serce. Odpiął kajdanki i podniósł ciało, przerzucając je przez ramię.

- Będę za kilka minut - rzucił i ruszył w deszcz, pogwizdując przez zęby. Nie chciał odchodzić daleko, tylko na tyle, by zapewnić sobie potrzebne odosobnienie. Wybrał kryptę, do której wcześniej wszedł Terry. Wiedział, że musi być bezpiecznym miejscem. Wewnątrz unosił się intensywny zapach kurzu, kości i zbutwiałego drewna. Szelest ulewy ścichł, stłumiony przez grube, kamienne ściany. Położył ciało na podłodze, wśród odłamków potrzaskanego znicza i zeszłorocznych liści. Niewielki pająk przebiegł po kamiennej posadzce i zniknął w cieniach pod ścianą.

Morderca uklęknął obok jeńca i nachylił się nad nim. Przez moment ich spojrzenia spotkały się.

- Twoja ofiara nakarmi Ciemność. Twoje koszmary wzmocnią mą siłę i staną się rzeczywistością... - szepnął. Jego słowa splotły się z szelestem deszczu i milczeniem śmierci. Wiedział, że pozostaną one sekretem, znanym tylko jemu i ofierze...

Powolnym ruchem zdjął okulary przeciwsłoneczne. Jego oczy były czarne i nieruchome, niczym jeziora zamarzniętej rtęci. Uśmiechnął się i błyskawicznie wyciągnął kołek z piersi Pariasa. Drugą ręką przytrzymał Kafira, zatykając mu usta. Tamten szarpnął się, próbując go ugryźć. Bez powodzenia. Morderca roześmiał się cicho. Lubił pić w ten sposób, czując jak ofiara walczy o życie. Nigdy jednak, tak naprawdę nie dawał im szansy... Odczekał jeszcze chwilę, bawiąc się sytuacją i wbił kły w gardło Niewiernego. Przez ciało sabatnika przebiegł głęboki spazm. Namtar przymknął powieki, skupiając się na rzece czerwieni i wspomnień, zalewających jego istnienie. Nie było tego wiele. Krew sag Sabatu była jak woda. Mimo to, przez chwilę pozwoliła mu ugasić głód wewnątrz...

Nie wiedział, ile to trwało. Zawsze tracił świadomość czasu w trakcie. Deszcz jednak rozpadał się na dobre. Jego szklista kurtyna oddzielała wnętrze krypty od reszty nekropolii. Pozostawił ciało, a raczej to, co z niego zostało w kącie i wyszedł na zewnątrz. Ciężkie wrota krypty zazgrzytały ponuro, gdy zamykał je za sobą.

Cmentarz trwał w milczeniu, zalewany nieprzerwanym potokiem szarości. Zapach deszczu zmieszany ze smakiem krwi i śmierci był chłodny i oczyszczający. Niósł w sobie posmak stali. Łowca wzniósł twarz w kierunku nieba. Deszcz spływał po jego zamkniętych powiekach, zmywał krew i napięcie. Pozostawiał na wargach smak żelaza. Pozwolił sobie na tę krótką chwilę dla siebie, potrzebował tego.

Później ruszył szybko przed siebie, zręcznie wybierając drogę pomiędzy wzgórkami mogił. Ponownie założył ciemne okulary. Poruszając się niczym cień, bez trudności dotarł do reszty grupy. Członkowie koterii uprzątnęli w tym czasie ślady walki i zbierali się do powrotu.

- Dobra, znikajmy stąd. Idę po broń. Będę w okolicy. Jak zwykle. - uśmiechnął się. - Zobaczymy się na murze.

Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, sylwetka Mordercy zniknęła za zasłoną deszczu.
Zbieram z dachu snajperkę (deszcz jej nie zaszkodzi) i osłaniam drużynę w czasie powrotu do samochodu. Gdy dotrą do muru, włażę tam pierwszy i rozglądam się, czy nic za nim np podejrzanego nie ma.

Ile P.K. zyskałem dzięki diabolizacji?
Ostatnio zmieniony 01 maja 2015, 19:38 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 02 maja 2015, 23:51

Ravnos szukał dogodnego miejsca do złożenia ciał. Pierwsza krypta okazała się być niewypałem. Nie posiadała kłódki, a w środku znajdowały się niezbite ślady bytności przedstawicieli homo-sapiens sapiens. Zaobserwowane zostały takie artefakty jak butelki po tanim winie, zużyte strzykawki, kiepy po papierosach i opakowania po prezerwatywach. Nawarstwienie tych artefaktów świadczyło dobitnie, o wiekowości i bogactwie historii jakie musiały przejawić się w obrębie tych murów. Kierowany miłością do kultury, znaną głównie Torreadorom, postanowił zostawić to ludzkie sanktuarium w stanie nienaruszonym, pozwalając dalszym pokoleniom radować się jego mistyczną aurą.

Druga krypta była już w dużo lepszym stanie. Widać że raz na jakiś czas ktoś tu przyjeżdżał i dbał o wszystko. Metalowe wrota, zamknięte na solidnych rozmiarów kłódkę. Taką która nie daje lepszej ochrony, wygląda jednak "z gestem".

Gavin wyciągną swój zmodyfikowany scyzoryk. Była to, oprócz krzyża i papierosów, jedyna rzecz z którą się nie rozstawał. Do stworzenia tego cudeńka zainspirował go głupi zestaw kluczy sprzed parudziesięciu lat. Opracowanie projektu, potem wykonanie go zajęło mu kilka lat. Wtedy tak naprawdę zapałał miłością do mechanicznych zależności jakimi rządzą się zamki. Tak więc w kawałku metalu, wielkości Nokii 3310, miał zestaw najbardziej potrzebnych narzędzi do pracy w terenie. Oczywiście bardziej specjalistyczny sprzęt woził w samochodzie, jednak do takich wycieczek "żółwik" (jak go nazywał) nadawał się zupełnie.

Kilka przestawień metalowej kostki rubika i Ravnos już operował jedną z 6 opcji wytrychów. Chwile dłubania i mechanizm ustąpił. Trzymając robaczka w lewej dłoni, Gavin zreflektował się. Postanowił sprawdzić jeszcze raz kryptę i jej otoczenie w poszukiwaniu jakiś znaków lub symboli świadczących o tym czy to miejsce nie jest przypadkiem czyimś schronieniem. Nie zamierzał popełniać kolejnej wtopy tej nocy.

Po sprawdzeniu miejsca z zewnątrz i wewnątrz postanowił że czas znieść trupy...
1. Zanoszę ciała pojedynczo, niosąc je na barkach. Nie chce by na ziemi zostały ślady ciągnięcia "czegoś".
2. Po zamknięciu ogarniam miejsce kaźni, usuwając poszlaki (jeżeli jakieś znajdę/wypatrzę etc).
3. Wydaje mi się ze mam dość siły i wytrzymałości by poszło mi to sprawnie i efektywnie.
W drodze powrotnej Gavin zapalił papierosa. Niespiesznie idąc w stronę samochodu. Jakże zazdrościł śmiertelnikom, tym niczego nie wiedzącym owcom.

Żyją sobie w swojej pierdolonej iluzji szczęścia, w pierdolonej iluzji wolnego wyboru, nieświadomi jak wiele "nieistniejących" potworów bawi się nimi każdego dnia. Co za paskudny paradoks. Chcesz wiedzieć więcej by znaleźć szczęście, im więcej wiesz tym mniej szczęśliwy jesteś.

Może by tak teraz spierdolić? Polecieć samolotem do Abudabi, żyć pod iluzją perskiego kota i spokojnie czekać na koniec świata? Pierdolić cały ten biznes? Mieć miejsce w ostatnim rzędzie gdy polecą fajerwerki?


Przystanął na chwilę, wyciągną z kieszeni 10 centową monetę.
Orzeł - spierdalam stąd.
Po czym rzucił...

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 03 maja 2015, 20:14

Charleston WV Cmentarz Spring Hill 09.08.1993 Po północy
Udało się wam wszystko co pisaliście w postach. Wszystkie ciała są sprzątnięte, deszcz zmył krew niszcząc inne ślady walki. Namtar zabrał swoją broń, Terry ma zdobyte pozostawione wcześniej przedmioty. Przeszukaliście sabatników i macie ich przedmioty.
Znajdujecie się na parkingu przy samochodzie. Jest tutaj ciemno, a całkowity brak ludzi pozwala wam swobodnie rozmawiać. Co planujecie dalej?
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 03 maja 2015, 20:19

Parking tonął w ciemności. Rozrzucone po nim, nieliczne auta, wyglądały y w strugach deszczu dziwnie samotnie, niczym relikty z innego czasu i przestrzeni, porzucone i zapomniane przez swych właścicieli. Spojrzał na członków koterii, skupionych przy samochodzie. I uśmiechnął się. Tak, podobał mu się sposób w jaki układała się ich współpraca, pozwalając mu zebrać krwawe żniwo tej nocy... To było dobre. Sprawiało, że miał ochotę na więcej...

- Dobrze się spisaliście, jestem zadowolony - odezwał się. Krople deszczu lśniły spływając po ciemnych okularach Mordercy. - Jak na cywili, było w porządku. Cicho, bez paniki i bez bałaganu. Ciemność też mi pomogła. Oby tak dalej. - Zdjął karabin z ramienia i przez chwilę przyjrzał mu się badawczo, sprawdzając stan broni. W pewnym momencie przerwał jednak i podniósł głowę, jakby tknięty nową myślą:

- Jedna uwaga, jeśli ktoś się oddziela od grupy, czyni to na własną odpowiedzialność. Nie jestem w stanie być w dwóch miejscach na raz.

Słowa te skierowane były głownie do Gavina i Terrego.

- Sugerowałbym teraz sprawdzić magazyn - zwrócił się do Victorii. - To może być ważne. I nie powinno zabrać dużo czasu. Jedziemy?
Umieszczam snajperkę w bagażniku samochodu, wsiadam na motor i czekam na reakcję koterii.
Ostatnio zmieniony 06 maja 2015, 10:06 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 04 maja 2015, 19:36

[center]W drodze powrotnej, umysł Ravnosa przełączył się na jedną z najbardziej opetanych radiostacji:
"... I'm singing in the rain..."[/center]
Niedopalony papieros poleciał w stronę najbliższej kałuży. Ravnos ciaśniej opatulił się ubraniami. Nie żył co prawda więc nie mógł tracić ciepła. Próbował jednak uniknąć doznania jakie niesie za sobą zimna woda, zwłaszcza gdyby miała wlać się pod ubrania.

Trzeba było przyznać że Lasombra ma pewne zdolności, którymi nie raczyła się pochwalić na pierwszym spotkaniu koterii. Kolejna noc pełna niespodzianek. Ciekawe co będzie następne? Gangrele będą miały uczucia?


- (...) Jedziemy?

- Też jestem za tym żeby odwiedzić magazyn. Jednak nim tam pojedziemy chciałbym ustalić jedną dodatkową kwestie. Nie mam zastrzeżeń odnośnie twojej efektywności Namtarze, już kolejny raz wykazałeś się walecznością i poświęceniem. Jednak sposób w jaki obchodzisz się z jeńcami, na dłuższą metę, zaszkodzi koterii. - Tu zrobił pauzę by ocenić zebrani rozumieją o czym mówi.

- Chodzi mi o Twoje diabolizacje. Rozumiem że pewnym istotom pisane jest umrzeć, jednak śmierć w tak bestialski sposób to... To po prostu za dużo. Wywołuje obrzydzenie, zniesmaczenie i strach. Już kiedy przybyłeś, wszyscy zebrani wiedzieli, że zgotowałeś komuś taki los. I to niedawno.

- Teraz ta aura i poczucie niewygody uległo wzmocnieniu. Już teraz nie wygląda to dobrze, gdybym coś wiedział i zobaczył kogoś wypytującego o informacje, kogo powiązałbym z typem o takiej aurze cóż... Jeżeli nie przerwiesz tej praktyki to wkrótce sam Twój cień sprawi, że członkowie rodziny zaszyją się w podziemiu na najbliższe kilka lat. Nie mamy kilku lat.

- Wątpię żebyś chciał spierdolić kontrakt dlatego, że nie potrafiłeś odmówić sobie jakiejś sadystycznej perwersji. Nie po tym co słyszałem o Assamitach i ich honorze. Weź więc na wstrzymanie bo ten wózek zaczyna się rozjeżdżać.

- Zaznaczyłeś że dupsko mordercy Red'a należy do Ciebie. Na to przystaliśmy wszyscy. Nikt jednak nie pisał się na ten "spektakl". Nie chce widzieć, słyszeć, ani wyczuwać że ten czarny swąd się umacnia. Im dłużej przebywam w jego zasięgu tym mam bardziej wrażenie że to "coś" się klei.*
Gavin stara się mówić spokojnie, nie chcąc prowokować kosiarki. Przyjmuje postawę wyrażającą że jest gotów wytłumaczyć każdy z tych punktów, jeżeli rozmówca zechce się zapytać.
Doszedł do wniosku że tak czy siak zginiemy w przeciągu miesiąca, maks dwóch, więc warto spróbować zmienić trochę zasady w jakich przychodzi mu egzystować.
* Mowa o aurze diabolisty i efekcie niewygody jaki powoduje. Przyjmuje że na ścieżce człowieczeństwa jest to dość duże obciążenie psychiczne.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 04 maja 2015, 21:39

Nosferatu przysłuchiwał się wypowiedzi Ravnosa rozbijającej się o dziwny chłód Namtara. Widział zdziwienie w jego o czach i coś jeszcze co mówiło Nosferatowi, ze tym razem to Gavin bawi się zawleczką od granatu. Odchylił głowę spoglądając w burzowe niebo. Chłodna bryza deszczu dostawała się pod białą porcelanowa maskę Horacego. Czuł jak deszcz nie szczędzi wysiłku by go solidnie i do ostatniej nitki przemoczyć. Przywykł do gorszego rodzaju wilgoci panującej w kanałach więc przeszkadzało mu to. Deszcz zmywał brud, a on ostatni czuł się bardzo brudny. Tyle śmierci w około, podobnie jak wtedy gdy atakował Sabat. No i te diabolizacje... To brudziło go najbardziej, a właściwie myśli jakie miał o tym.

Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, bo diabolizacja wydawał się rzeczą bardzo odległa i... bardzo niewłaściwą jak każdy kanibalizm ale tak na prawdę jak nad tym pomyśleć czy lepiej spić żyjące dziecko czy wampira. No cóż, sam nie wiem. Swoją drogą ciekawe jak to smakuje, te ostatnie hausty, czy to podobnej jest jak z żyjącymi ludźmi? Mówi się że starsza krew jest w stanie rozwinąć bardziej nasze dyscypliny, ciekawe czy gdybym miał niższe pokolenie w końcu udałoby mi się przełamać to cholerne przekleństwo rozkładu. Lub chociaż je zatrzymać.

- Jeśli chodzi o tych sabatników, to przyszli tu kogoś odkopać. Na początku myślałem, że niosą nowy narybek. Potem z kolei, że schowali tu broń. Ale to również bez sensu bo przyjechali uzbrojeni. No i oni nie muszą się ukrywać z jej posiadaniem. Zatem przyjechali tu kogoś odkopać. II tu rodzi się pytanie czy w ziemi leży w letargu starszy Camarilli czy ten księżulo - wygrzebał zdjęcie z szpargałów sabatu i obrócił pokazując - Oczywiście to jest bardzo luźny strzał, bo ten ksiądz równie dobrze może być chłopakiem naszego ś.p. Gorgona. Tyle że te koloratki u Baali to ostatnio się nam za często pojawiają. Nie miałem ciebie na myśli więc, bez obrazy Terry...

- Jeszcze jedna sprawa, Sabat to co prawda nasi ubodzy krewni ale nawet oni nie chodzą na piechotę. Nie było kluczyków do samochodów, więc czaka jeszcze co najmniej kierowca. Lepiej się stanie jeśli zniknie cała sfora. Muszę więc zadzwonić po Furię, żeby wlepiła mu mandat za złe parkowanie. Jakieś sprzeciw?

Wyciągnął komórkę i czekał na reakcje.*
Jeśli nie będzie sprzeciwów co do dzwonienia, to chciałbym to odegrać.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 05 maja 2015, 00:47

Ciężko właściwie opisać to wrażenie. - pomyślał Terry, wchodząc na teren parkingu - Z jednej strony, sama świadomość tego, że pożera nasz gatunek, każe mi uciekać, jak najdalej. I jeszcze dalej. Z innej zaś patrząc, nie mogę opanować ciekawości, kiedy widzę ten jego piekielnie przerażający uśmiech. Pojawia się tam, kiedy uda mu się kogoś zeżreć. Dziecięca radość. Jedyne chwile, kiedy jest sobą. O tyle o ile. Chwile, w których można poznać Potwora.

Uśmiechnął się i ruszył w stronę zebranych. Krok za krokiem, zastanawiał się jakie doznanie może przyprawić kogoś o taki uśmiech. Doskonale zdawał sobie sprawę z niemoralności samego aktu. Sam nigdy by się nie posunął do Diabolizacji. Ale patrząc na wpływ jaki miała na Mrocznego Jedi, trudno nie zadać sobie pytania, jakie to jest uczucie?

Kiedy stanął pomiędzy innymi, głośnym i szklanym łoskotem worka stawianego na mokrym asfalcie, oznajmił swoje przybycie. I wtedy Darth Namtar zabrał głos. Był wyraźnie zadowolony, ba, nawet ich pochwalił. I zaproponował kolejny cel. Zaproponował, a nie oznajmił oschłym, ultralogicznym głosem robota. Jakby na moment przestał być ochroniarzem, a stał się jednym z nich. I wtedy Gavin zabrał głos.

Reakcja była Mordercy natychmiastowa. Niczym zgrzyt igły spadającej z płyty, urwanie taśmy filmowej... Emocje i barwy w jego aurze zgasły niemal natychmiast, zastąpione przez zimną stalowo-szarą kalkulację. I mrok. Cisza, która zabrzmiała po wypowiedzi Gavina, mówiła więcej niż słowa. Namtar po prostu popatrzył na niego. Przez minutę. Nie zmieniając wyrazu twarzy.

- Nie jesteś w stanie wpłynąć na to w żaden sposób - kiedy w końcu przemówił jego głos był na powrót zimny i spokojny. Nieludzko spokojny. - Kontrakt nie zabrania mi diabolizacji. Jest ona zgodne mojego Klanu. Odmawianie mi jej, łamie to Prawo i Kontrakt... A to ma swoje konsekwencje. Więc odradzam ci próbować. Poza tym... Nie interesują mnie twoje emocje. Aczkolwiek przyjąłem, co masz mi do powiedzenia. I nie obchodzi mnie to. Zamierzam robić swoje, bez względu na twoją opinię, Niewierny.

Ostatnie słowo brzmiało jak splunięcie. Czar zniknął. Darth Namtar na powrót stał się Mrocznym Jedi, udzielającym zdawkowych i automatycznych odpowiedzi. Dziecięcy uśmiech gdzieś odpełzł, zastąpiony beznamiętną maską Potwora.

Terry ponownie przeniósł się do świata własnych myśli. Za każdym razem kiedy to się działo, przestawał postrzegać otoczenie. Kiedy więc Horacy analizował sytuację, wbijając się w milczenie po krótkiej wypowiedzi Assamity, nie zwrócił uwagi na jego słowa. W głowie powtarzał słowa Gavina, próbując dociec, co wywołało taką reakcję ochroniarza.

Wiedział co Ravnos miał na myśli. Może nie zniesmaczenie czy obrzydzenie, ale strach... Strach, że samemu można tak skończyć. Nie tylko zabity, ale pochłonięty. Twa krew wypita a dusza pożarta. To ten strach mówił teraz ustami Oszusta, to ten strach zdjął Terry'ego, kiedy pierwszy raz zobaczył Uśmiech Łowcy. Tylko teraz, za drugim razem, strach miał koleżankę, ciekawość. A ciekawość chciała popatrzeć jeszcze na ten uśmiech, więc poklepała strach po ramieniu i skierowała jego uwagę w inną stronę. A sama zwróciła się do Zabójcy.

- Nie miej mu za złe dziwnego tonu i wyszukanych porównań, Łowco. On tak naprawdę miał na myśli tylko tyle, że cholernie go przeraża Amarant, i na bazie tego strachu zbudował sobie wartości moralne, które ów akt demonizują. Wszystko ze strachu. Tylko chyba nie bardzo wiedział jak ubrać to w słowa. On cię po prostu prosi, żeby nie musiał na to patrzeć.

Do samego zaś Gavina zwrócił się w te słowy, jednocześnie niegrzecznie zostawiając pytanie Nosferatu, wciąż wiszące bez odpowiedzi.

- Co do Księcia, wiedział jak zginął Bali i nic z tego nie wynikło. A był on ponoć wieloletnim przyjacielem domu. Los "samego Gorgona" pewnie obejdzie go jeszcze mniej. Poza tym, ci tutaj na nas napadli. Darth Namtar jedynie wypełnił swoje obowiązki. Co w żaden sposób nie czyni go mniej przerażającym, mówię tylko, że póki nie zacznie polować na ulicach na innych spokrewnionych, raczej nie powinno być problemu.

- Nie zamierzam. Nie jestem głupi. Zrozumiałem waszego Amira. - odezwał się obojętnie Morderca.

Terry ponownie odezwał się do Mrocznego Jedi, starając się opanować drżenie głosu, jak i odwrócić jego uwagę od słów Ravnosa.

- Ja natomiast chciałem odnieść się do twojej uwagi odnośnie naszych działań. Pytanie techniczne. Kiedy oddzieliłem się od grupy, zauważyłem napastników. Zanim reszta była świadoma ich obecności. Mogłem krzyknąć by ich ostrzec. Nie zrobiłem tego, bo nikt z nich mnie nie widział. Jak oceniasz moją reakcję i jakie sugestie mógłbyś mi dać na przyszłość?

Nie wierzę w to co robię. Dopiero modliłem się za jego ofiary, a teraz niemalże usprawiedliwiam jego czyny. Zastanów się Terry. To wciąż twoja chęć poznania, czy już działanie Mocy wprost z Otchłani?
Ostatnio zmieniony 06 maja 2015, 13:48 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 06 maja 2015, 10:44

Propozycje zmiany tematu przyjął chętnie. Tym bardziej, że pozwalało ono wrócić do jakiś konkretów. Reakcja Oszusta uświadomiła mu bowiem niezwykle wyraźnie, iż rozmowa z Kuframi o czymkolwiek, poza obowiązkami nie ma sensu... Nie był nawet do końca pewien o co chodziło temu Śmieciowi. A właściwie dopóki Świr mu tego nie wyjaśnił... Strach. Tak, to umiał zrozumieć... Nie widział jednak sensu w ubieraniu go w taką ilość słów...

Odwrócił się więc od Ravnosa, całkowicie ignorując jego istnienie.

- W większości przypadków - odezwał się do Terrego. - będę świadom zagrożenia zanim wy będziecie. Więc nie ma sensu robić hałasu. Zwłaszcza, jeśli ostrzeżenie kogoś automatycznie zaalarmuje wroga. Ostrzec możesz w sytuacji, gdy takie działanie nie pociąga za sobą ryzyka. Resztę zostaw mi. Teraz było dobrze.

Mówił spokojnie, mechanicznie, klarownie... To pozwalało zdystansować się i okazać im ten dystans. Każde słowo w jego wypowiedzi, przypominało: Łączy nas tylko zadanie, nic więcej. I jeszcze: Nie jestem jednym z was, i nie chcę być. Każde słowo poszerzało przepaść, jaka ich dzieliła. To było dobre. Pomyślał, że powinien lepiej w przyszłości panować nad emocjami. Jedna chwila nieuwagi i Pomiot Khayyina zaczynał uważać, że może mu się wypłakiwać w rękaw. Że obchodzą go ich odczucia... Ta myśl budziła niesmak. Pozwolił jej spłynąć z deszczem.

Haqimumma innii a'uudhu bika min 'adhaabil-qabr, ła nim fitnatil-mahjaa łal-mamaat, ła min szarri fitnatil-masiihid-Khayyin....*

- Sugeruję nie alarmować waszej Szeryf - zwrócił się cicho do Horacego. - Im mniej oczu śledzi nasze działania, tym lepiej. Ja rozwiążę problem kierowcy szybciej. Wiem, z której strony przeszli przez mur. Mam iść?

Ostatnie pytanie, zdał obojętnym tonem, jakby pytał o konieczność pójścia do sklepu. Mimo wszystko jednak wolał iść. Oddalić się od nich, być przez chwilę sam, tam, gdzie nikt nie będzie patrzył mu na ręce. Sam z deszczem, ciemnością i śmiercią... W milczeniu czekał na decyzję Niewiernych, mając nadzieję, że tym razem obędzie się bez zbędnych słów...



* arab. O Haqimie, w jedności z tobą szukam schronienia przed próbami w czasie życia i śmierci, przed próbami i nieszczęściem pochodzącymi od Khayyina...
Ostatnio zmieniony 06 maja 2015, 13:50 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 06 maja 2015, 13:39

Terry ze smutkiem odnotował, że już za późno. Chwila uciekła, a Darth Namtar na powrót przywdział maskę zdystansowanej obojętności. Odpowedział na jego pytanie, jednak była to czysta kalkulacja, nie odpowiedź sama w sobie. Sam Łowca odezwał się do Nosferatu.

- Sugeruję nie alarmować waszej Szeryf. Im mniej oczu śledzi nasze działania, tym lepiej. Ja rozwiążę problem kierowcy szybciej. Wiem, z której strony przeszli przez mur. Mam iść?

Drgnął słysząc te słowa. Rozejrzał się po parkingu, przelotnie głaszcząc wzrokiem każdą z obecnych twarzy, nawet tę w okularach. Spływająca z nieba woda, obficie odbijanymi kroplami nakreślała sylwetki koterii w gęstym mroku.

Terry wiedział, że kolejna porcja "narkotyku" poprawi Łowcy humor popsuty przez Oszusta. Jednak było zdecydowanie za wcześnie na kolejną próbę kontaktu z Mrocznym Jedi. Pozatym nie było takiej możliwości by on, jako osoba duchowa, wydał mu polecenie które tak chciał teraz usłyszeć. Też nie sądził by informowanie Szeryf było najlepszym pomysłem, zwłaszcza, że sprawie towarzyszy posiłek Assamity. Z drugiej strony, mogło by to, ale nie musiało, uratować życie kierowcy. Ale nie mógł wydać wyroku. Ani na Koterię, ani na biedaka w samochodzie.

Wbił pytające spojrzenie w Mroczną Panią i Gavina, milczeniem uciekając od odpowiedzialności.
Ostatnio zmieniony 06 maja 2015, 14:28 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 06 maja 2015, 19:53

Pytanie Assamity pojawiło się i zawisło w powietrzu, niczym niechciany gość, który zjawia się nie proszony na przyjęciu, wywołując konsternację i ukradkowe odwracanie wzroku. Przez chwilę Victorii zdawało się, że dalsza dyskusja pomiędzy ojczulkiem i Zabójcą nabierze nowych rumieńców, jednak postawa Terrego nieco ją zadziwiła. Milczenie zarówno jego, jak i pozostałych członków koterii wraz z oczekiwaniem na ostateczną decyzję, przed którą stała, utwierdziły w niej przekonanie, że żadne z nich nie miałoby dość siły, by wziąć odpowiedzialność za śmierć. Rozejrzała się po zebranych, przeczesując palcami mokre i spływające wilgocią włosy. Robiła tak zawsze, kiedy układała w głowie plan działania, odsuwając na bok emocje i skupiając się na konkretnym zagadnieniu. Spokojnym głosem przerwała ciszę, zwracając się do Namtara.

- Wiesz gdzie zostawili samochód. Więc zajmij się tym. Nie możemy pozostawić teraz za sobą śladów. Sądzę, że na chwilę obecną powinniśmy się wstrzymać z informowaniem kogokolwiek o tym zajściu. Ile ci to zajmie, łącznie z przeszukaniem auta?

- Najwyżej kwadrans - odparł Łowca mechanicznie.

- A zatem ruszaj, Czekamy tutaj.

Odpowiedział jej jedynie błysk zębów w ciemności. Sylwetka Mordercy bezgłośnie zniknęła w mroku.

Kiedy Assamita oddalił się od drużyny, Lasombra miała okazję zaobserwować reakcję na polecenie morderstwa, które właśnie wydała. Zabijanie było dla niej ostatecznością, ale to tutaj... Ono dotyczyło przeklętego Sabatu. I nie miała żadnych skrupułów, by pozbyć się kolejnego z tych psów. Coś w jej środku odczuwało perwersyjną przyjemność na samą myśl o sposobie, w jaki zginą... a Ciemność w żyłach odruchowo poruszyła się pod powierzchnią świadomości. Kiedy spojrzała na koterię, nikt nie chciał patrzeć jej w oczy. Nie oczekiwała tego. Deszcz przybrał na sile, niosąc chłód nie tylko w martwe ciała.

Zwróciła się do Gavina.

- Weź sobie do serca to, co powiedział Terry. Twój strach może być ciekawą rzeczą dla Zabójcy, ale niech ci się nie wydaje, że w jakikolwiek sposób wpłyniesz na jego zachowania. Jego nie interesują twoje emocje, ani poglądy na temat tego co robi. Więc radzę następnym razem poważnie się zastanowić, zanim zaczniesz mu klarować coś podobnego. Pozostali jak mniemam doskonale rozumieją, co miałeś na myśli. Ale nie on. Zapamiętaj moje słowa Gavinie... Żadne z nas więcej nie zobaczy diabolizacji. - jej wypowiedź skwitował kwaśny uśmiech. - A teraz, zanim wsiądziemy do auta, czy mógłbyś nieco zmienić jego wygląd? Jeśli mamy ruszać do tych magazynów, lepiej nie rzucać się w oczy.
Nie widząc sensu dalszego moknięcia na deszczu, Victoria wsiada na tylne siedzenie samochodu. Kiedy już siedzę wygodnie, przeglądam telefony i dokumenty sfory. Potem wyjmuję baterie z aparatów.
OD MG:
Test Człowieczeństwa
, Sumienie ST:8 = 0 sukcesów. Victoria traci 1 punkt Człowieczeństwa za odczuwanie perwersyjnej przyjemności w związku ze zleceniem zabójstwa poprzez diabolizację, która uznawana jest przez Camarillę za największe zło. Morderstwo planuje chłodno i z premedytacją. Przemowa do Gavina także nie świadczy o zrozumieniu ludzkich uczuć.
Ostatnio zmieniony 06 maja 2015, 20:54 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 06 maja 2015, 20:21

Wsiadł do auta trzaskając drzwiami. Zajął miejsce z przodu, obok Gavina, którego ręce odruchowo spoczęły już na kierownicy. Worek z osobistym ekwipunkiem brzęczał mu pod stopami. Stoczył z nim krótką walkę o wygodną pozycję. Dłońmi przetarł twarz, strzepując z nich nadmiar wody między kolana, po czym prostując się, zaczął mówić, dość ostrym tonem.

- Gavinie z klanu Ravnos. Bardzo schlebia ci, że twa moralność pozwala ci dostrzec okrucieństwo i wynaturzenie w akcie Amarantu. Jest to nie wątpliwie zasługa Łaski Pana i widzę teraz, że jego Światło nieraz oświetlało twą ścieżkę. Jednakże brakuje ci w moim odczuciu obycia. Oraz instynktu zachowawczego. Kilka razy już, za sprawą swych słów, wprowadziłeś konsternację i zagęściłeś sytuację. Zawsze zastanawiałem się, skąd się wzięła zła reputacja twego klanu, być może w istocie chodzi o wasze nieposkromione języki.

- Darth Namtar jest do nas zdystansowany. Nie czuje się jak by był jednym z nas. Wyraźnie to podkreśla, myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem relacji z nami. Jednocześnie jest psychopatą. Mordercą. I kanibalem. I spędza i spędzać będzie z nami teraz większość czasu. A my nie mamy nad nim absolutnie żadnej kontroli. - odwrócił się w kierunku Mrocznej Pani - Nie łudź się o Czarna Victorio, że jest inaczej. Bardzo wyraźnie nam to pokazuje. Wykonuje polecenia zgodne z misją, ale nie reaguje, a wręcz gani nas za jakiekolwiek pomysły, które nie są po jego myśli. Sprawdza nas. I jest w tym coraz śmielszy. - kończąc zdanie, ponownie spojrzał na Oszusta.

- Jedynym sposobem, w jaki możemy mieć nad nim jakąkolwiek kontrolę, jest nawiązanie z nim relacji. Relacji która sprawi, że będzie na nas patrzył jak byśmy mieli jakąś wartość, inną niż krew w naszych żyłach. Bo jedyna władza jaką mamy nad nim, to kontrakt. A Łowca już nam pokazał, że jest inteligentny. I z pewnością nie da się omotać.

- Dzisiaj mieliśmy taką szansę. Przebić się przez jego mur obojętności i wyrachowania. Spotkać Namtara, a nie Darth'a Namtara. Miało to miejsce przed chwilą, na parkingu. On szeroko i szczerze się uśmiechał. Mało tego, sam wyciągnął do nas rękę. A twoja wypowiedź, Gavinie, skutecznie ją odtrąciła. Naturalnie, że wiem skąd i dlaczego się wzięła. Ale na Święte Rany Jezusa Chrystusa, miej odrobinę więcej empatii. Tak, by cały jej pokład nie rozkładał się na jedną myśl na raz. Dostrzegaj takie rzeczy. Gdybyś w tej jednej magicznej chwili nie zasypał go pretensjami... Mieliśmy taką szansę...

Ostatnie słowa straciły stanowczość całej wypowiedzi i przywdziały delikatne szaty tęsknoty. Terry westchnął, po czym z początkową werwą zwrócił się w stronę LaSombra.

- I jeszcze odnośnie twych słów reprymendy skierowanych do Gavina. Nie rozumiem dlaczego powinien on przejmować się co interesuje a nie Łowcę. Łowca nie jest naszym Liderem. Jest najemnikiem, któremu zapłacono by wysłuchiwał nas i naszych słów. Niezależnie, czy mu się to podoba czy nie. Tymczasem ma u ciebie największe poważanie z nas wszystkich. i największe przywileje. I możesz być pewna, że on to widzi. I jeśli wydaje ci się, że będzie cię słuchał jeśli nie dasz mu do tego powodu, który on uzna za wystarczający, to grubo się mylisz. A sam fakt, że wybraliśmy cię na przywódcę Koterii, naprawdę nie ma dla niego znaczenia. A wręcz jestem pewien, że widząc jak na wszystko mu pozwalasz, szybko uzna, że jest ponad tobą.

- Nie możecie bać się go w tak oczywisty sposób i pokazywać mu swojego strachu. Nie możemy mu na wszystko pozwalać. Wyznaczyłem mu już raz granicę. I to przyniosło efekt. A kiedy ty powiedziałaś mu, że nie ma nikogo pożerać w naszej obecności? Posłuchał. Co znaczy, że wcale nie musimy zgadzać się na wszystko co mu się przywidzi. Ale jeśli będziemy robić to w głupi sposób, lub będziemy się na wszystko godzić, bardzo szybko będziemy żyli trzęsąc się ze strachu w jego cieniu.

- Jak już wspomniałem, uważam, że najrozsądniej będzie zbudować z nim więź. I kiedy mówię więź, nie mam na myśli przyjaźni. Po prostu, jakiś rodzaj więzi. Nie sądzę jednak by było to zadanie proste. Właściwie wydaje mi się to trudne do osiągnięcia. Ale nie niemożliwe. Nie możemy się za to zabierać jednak, kiedy jest w swoim zwyczajnym trybie robota. Dlatego bardzo was proszę. Kiedy znów zobaczycie, że się uśmiecha, kiedy znów odezwie się do was radośnie niepytany, nie zepsujcie tej chwili jakąś nie przemyślaną kwestią. Ani zachowaniem. Pozwólcie mu się otworzyć. Wszystkim nam to pomoże.
Ostatnio zmieniony 06 maja 2015, 22:24 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 06 maja 2015, 22:50

Gavin chwile ogarniał co tak właściwie miało miejsce. Jego zdolności manipulacyjne okazały się nad wyraz nieskuteczne. Jak w każdym tego typu wypadku, zadecydował zająć się czymś mniej mentalnym a bardziej praktycznym. Prośba Viktorii pasowała jak ulał. Skierował swe kroki w kierunku najbliższych samochodów, wyjmując swój magiczny scyzoryk.

Wybrał pierwszy i trzeci pojazd, po czym odkręcił od nich tablice rejestracyjne. Po chwili przykręcił pierwszemu tablice trzeciego i wrócił do rydwanu koterii. Przy nim także podmienił tablice, kryjąc oryginalne blachy w bagażniku samochodu. Następnie zajął fotel kierowcy.

Wysłuchał w skupieniu co ma do powiedzenia Ojczulek. Argumenty wydawały się trafne i zasadne, a co najważniejsze, wreszcie pojawił się jakiś pomysł jak współpracować z Assamitą.

- Dziękuje Ojczulku, przyznam się że dla mnie takie warunki pracy są bardzo obciążające. Nie zwykłem zadawać się z diabolistami. Im dalej od nich tym bezpieczniej. Teraz zaś jestem z jednym z nich uwięziony i nie bardzo wiem co i jak mam z tym począć. Jak sam słusznie zauważyłeś, boje się. I tylko ktoś głupi by się nie bał.

- Obiecać mogę że postaram się więcej nie drażnić Łowcy. Niemniej udobruchanie tego wilka w owczej skórze jest ponad moje siły.

Póki co pomysły i przepowiednie Malkava były celne. Pozostaje mi więc tylko wiara, że i tym razem tak będzie.


Terry skinieniem głowy potwierdził, że przyjął do wiadomości, co Gavin miał mu do powiedzenia. Chwile potem zaczął wyczekująco spoglądac na Victorię, jakby oczekiwał od niej czegoś.
Czekam na powrót Namtara, włączam ogrzewanie w samochodzie.
Ostatnio zmieniony 07 maja 2015, 19:01 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 07 maja 2015, 20:24

Zmieniam się w cień (Asbu Ilat:3, palę 2 PK) i lecę poszukać samochodu sabatników. Wcześniej studiowałem plan cmentarza i okolicy, więc powinienem się orientować w terenie. Ponadto widziałem, gdzie sfora przeszła przez mur, więc zgaduję, że nie zaparkowali daleko od tego miejsca.
Ponieważ jest mocno ciemno, używam też Osłony Tiamat (Asbu Ilat:4)
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

ODPOWIEDZ