Ciężko właściwie opisać to wrażenie. - pomyślał Terry, wchodząc na teren parkingu -
Z jednej strony, sama świadomość tego, że pożera nasz gatunek, każe mi uciekać, jak najdalej. I jeszcze dalej. Z innej zaś patrząc, nie mogę opanować ciekawości, kiedy widzę ten jego piekielnie przerażający uśmiech. Pojawia się tam, kiedy uda mu się kogoś zeżreć. Dziecięca radość. Jedyne chwile, kiedy jest sobą. O tyle o ile. Chwile, w których można poznać Potwora.
Uśmiechnął się i ruszył w stronę zebranych. Krok za krokiem, zastanawiał się jakie doznanie może przyprawić kogoś o taki uśmiech. Doskonale zdawał sobie sprawę z niemoralności samego aktu. Sam nigdy by się nie posunął do Diabolizacji. Ale patrząc na wpływ jaki miała na Mrocznego Jedi, trudno nie zadać sobie pytania, jakie to jest uczucie?
Kiedy stanął pomiędzy innymi, głośnym i szklanym łoskotem worka stawianego na mokrym asfalcie, oznajmił swoje przybycie. I wtedy Darth Namtar zabrał głos. Był wyraźnie zadowolony, ba, nawet ich pochwalił. I zaproponował kolejny cel. Zaproponował, a nie oznajmił oschłym, ultralogicznym głosem robota. Jakby na moment przestał być ochroniarzem, a stał się jednym z nich. I wtedy Gavin zabrał głos.
Reakcja była Mordercy natychmiastowa. Niczym zgrzyt igły spadającej z płyty, urwanie taśmy filmowej... Emocje i barwy w jego aurze zgasły niemal natychmiast, zastąpione przez zimną stalowo-szarą kalkulację. I mrok. Cisza, która zabrzmiała po wypowiedzi Gavina, mówiła więcej niż słowa. Namtar po prostu popatrzył na niego. Przez minutę. Nie zmieniając wyrazu twarzy.
- Nie jesteś w stanie wpłynąć na to w żaden sposób - kiedy w końcu przemówił jego głos był na powrót zimny i spokojny. Nieludzko spokojny. - Kontrakt nie zabrania mi diabolizacji. Jest ona zgodne mojego Klanu. Odmawianie mi jej, łamie to Prawo i Kontrakt... A to ma swoje konsekwencje. Więc odradzam ci próbować. Poza tym... Nie interesują mnie twoje emocje. Aczkolwiek przyjąłem, co masz mi do powiedzenia. I nie obchodzi mnie to. Zamierzam robić swoje, bez względu na twoją opinię, Niewierny.
Ostatnie słowo brzmiało jak splunięcie. Czar zniknął. Darth Namtar na powrót stał się Mrocznym Jedi, udzielającym zdawkowych i automatycznych odpowiedzi. Dziecięcy uśmiech gdzieś odpełzł, zastąpiony beznamiętną maską Potwora.
Terry ponownie przeniósł się do świata własnych myśli. Za każdym razem kiedy to się działo, przestawał postrzegać otoczenie. Kiedy więc Horacy analizował sytuację, wbijając się w milczenie po krótkiej wypowiedzi Assamity, nie zwrócił uwagi na jego słowa. W głowie powtarzał słowa Gavina, próbując dociec, co wywołało taką reakcję ochroniarza.
Wiedział co Ravnos miał na myśli. Może nie zniesmaczenie czy obrzydzenie, ale strach... Strach, że samemu można tak skończyć. Nie tylko zabity, ale pochłonięty. Twa krew wypita a dusza pożarta. To ten strach mówił teraz ustami Oszusta, to ten strach zdjął Terry'ego, kiedy pierwszy raz zobaczył Uśmiech Łowcy. Tylko teraz, za drugim razem, strach miał koleżankę, ciekawość. A ciekawość chciała popatrzeć jeszcze na ten uśmiech, więc poklepała strach po ramieniu i skierowała jego uwagę w inną stronę. A sama zwróciła się do Zabójcy.
- Nie miej mu za złe dziwnego tonu i wyszukanych porównań, Łowco. On tak naprawdę miał na myśli tylko tyle, że cholernie go przeraża Amarant, i na bazie tego strachu zbudował sobie wartości moralne, które ów akt demonizują. Wszystko ze strachu. Tylko chyba nie bardzo wiedział jak ubrać to w słowa. On cię po prostu prosi, żeby nie musiał na to patrzeć.
Do samego zaś Gavina zwrócił się w te słowy, jednocześnie niegrzecznie zostawiając pytanie Nosferatu, wciąż wiszące bez odpowiedzi.
- Co do Księcia, wiedział jak zginął Bali i nic z tego nie wynikło. A był on ponoć wieloletnim przyjacielem domu. Los "samego Gorgona" pewnie obejdzie go jeszcze mniej. Poza tym, ci tutaj na nas napadli. Darth Namtar jedynie wypełnił swoje obowiązki. Co w żaden sposób nie czyni go mniej przerażającym, mówię tylko, że póki nie zacznie polować na ulicach na innych spokrewnionych, raczej nie powinno być problemu.
- Nie zamierzam. Nie jestem głupi. Zrozumiałem waszego Amira. - odezwał się obojętnie Morderca.
Terry ponownie odezwał się do Mrocznego Jedi, starając się opanować drżenie głosu, jak i odwrócić jego uwagę od słów Ravnosa.
- Ja natomiast chciałem odnieść się do twojej uwagi odnośnie naszych działań. Pytanie techniczne. Kiedy oddzieliłem się od grupy, zauważyłem napastników. Zanim reszta była świadoma ich obecności. Mogłem krzyknąć by ich ostrzec. Nie zrobiłem tego, bo nikt z nich mnie nie widział. Jak oceniasz moją reakcję i jakie sugestie mógłbyś mi dać na przyszłość?
Nie wierzę w to co robię. Dopiero modliłem się za jego ofiary, a teraz niemalże usprawiedliwiam jego czyny. Zastanów się Terry. To wciąż twoja chęć poznania, czy już działanie Mocy wprost z Otchłani?