PBF - Bournemouth after Midnight
-
Oggy
- Reactions:
- Posty: 766
- Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
- Has thanked: 24 times
- Been thanked: 10 times
- Thomas! - Tremere odwrócił się na dźwięk wypowiadanego imienia. Achille wynurzył się z ciemnej jadalni w ciepły krąg światła rozjaśniajacy kuchnię. Jego bose stopy ledwie wydawały dźwięk kiedy szedł po zimnych, kuchennych kafelkach. Był szczelnie owinięty w znaleziony w sypialni wzorzysty koc. Steinbach po raz pierwszy zobaczył go noszącego coś innego niż garnitur. Toreador usiadł na krawędzi krypty i uśmiechnął się.
- Chciałbym żebyś mi o niej opowiedział. To nie jest psychoanaliza. - Zaśmiał się serdecznie. - Po prostu kilku kwestii nie mogę ułożyć a może gdybym ja zrozumiał byłoby mi łatwiej. Czy jest impulsywna?
Koc spływał z ramion Achille i rozkładał się na kuchennej podłodze jak bizantyjska mozaika. Kolorowe wzory skrywały ciało Moreau odsłaniając jedynie znana dobrze Thomasowi twarz i nagie stopy. Toreador miał wypielegnowane, zadbane dłonie, dość oczywistą cechą jego profesji. Jednak jego stopy zdawały się być dziełem doskonalszym, wyglądały tak, jakby Achille cale życie stąpał po jedwabiu.
- Chciałbym żebyś mi o niej opowiedział. To nie jest psychoanaliza. - Zaśmiał się serdecznie. - Po prostu kilku kwestii nie mogę ułożyć a może gdybym ja zrozumiał byłoby mi łatwiej. Czy jest impulsywna?
Koc spływał z ramion Achille i rozkładał się na kuchennej podłodze jak bizantyjska mozaika. Kolorowe wzory skrywały ciało Moreau odsłaniając jedynie znana dobrze Thomasowi twarz i nagie stopy. Toreador miał wypielegnowane, zadbane dłonie, dość oczywistą cechą jego profesji. Jednak jego stopy zdawały się być dziełem doskonalszym, wyglądały tak, jakby Achille cale życie stąpał po jedwabiu.
astrolog/alchemik 10/10 POZ
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
- Thomas! - Tremere odwrócił się na dźwięk wypowiadanego imienia i zaraz się skarcił.
No i jest to problem. Nadal podświadmie będę reagował na swoje imię
- Drogi Achille, nie zapomnij proszę iż Steinbach już nie żyje. Dzięki uprzejmości naszych dwóch znajomych panów jestem Solomon Thomas Langer - mówiąc to zdjął z ukłonem kapelusz, po czym odłożył go na blat kuchennego stołu. Jeszcze w Szwajcarii zastanawiał się czy w nowym paszporcie jakim się posługiwał kiedy przedzierał się przez bramki lotniska nie była ukryta jakowaś drwina. Solomon bowiem było imieniem dobrym dla sędziego, co nawiasem mówiąc nawet mu się podobało zamierzał bowiem sprawiedliwie odpłacić za wszystko, natomiast langer znaczyło po prostu dłuższy.*
- Pytasz o moją panią dobrodziejkę - spojrzał w dal jakby widział ją właśnie oczyma wyboraźni- Tak drogi Achille, rozgniewana bywa emocjonalna ale pokazuje to jedynie w stosunku do niższych rangą z którymi nie musi się liczyć. Jest też bardzo pamiętliwa, mściwa i ambitna. Nie wiem jak w kilku słowach mógłbym skreślić psychikę kogoś kto ma dziesiątki lat. - na chwilę zamyślił się i nadal wpatrzony gdzieś w dal cichutko zaczął deklamować**:
[center]She has the silence deep in her breasts embraced
She wears a perfume of a truly vicious taste.
She has the wisdom in her empathic eyes.
She knows the truth to all unspoken lies.
She says she'd sell her angel for a dream
She says that she is not who she might seem
She says that she has lost her self-esteem
She says that she will not give up her dream
She offers traitors her lap to feel like home.
She masteres violence as if she fears no one.
She makes your anger turn into quiet tears.
She makes you laugh about intimate fears.[/center]
Kiedy skończył zapadła chwila ciszy. Spojrzał na Toreadora ubranego zapewne jedynie w koc i przez głowę przebiegła mu pewna niepokojąca myśl.
No tak, że też nie przewidziałem dokąd wiedzie ten wstęp uczyniony przez Toreadora już na samym wstępie. Teraz zacznie mi współczuć, pocieszać, dotykać... Potem może będzie chciał zrzucić ten koc i wpompować trochę krwi w... Meine Got! chyba Achille nie zamierza wejść w rolę mentora po przyjemnościach w sposób aż tak głęboki. Chyba nie do końca się zrozumieliśmy tam w Szwajacarii. Nie wszystkiego zamierzam próbować. Lepiej to szybko to sprostuj Thomasie bo i tak ostatnio zbyt wiele ekscentrycznych zdarzeń w twoim życiu. Nie potrzeba kolejnej traumy.
Thomas wyraźnie się zaniepokoił.
-Nie wiem czy nie zbyt pochopnie zadeklarowałem, że chcę teraz intensywnie żyć. Chyba nie do końca jestem gotowy by cieszyć się wszystkim co łaskawie chciałbyś mi pokazać.
No i jest to problem. Nadal podświadmie będę reagował na swoje imię
- Drogi Achille, nie zapomnij proszę iż Steinbach już nie żyje. Dzięki uprzejmości naszych dwóch znajomych panów jestem Solomon Thomas Langer - mówiąc to zdjął z ukłonem kapelusz, po czym odłożył go na blat kuchennego stołu. Jeszcze w Szwajcarii zastanawiał się czy w nowym paszporcie jakim się posługiwał kiedy przedzierał się przez bramki lotniska nie była ukryta jakowaś drwina. Solomon bowiem było imieniem dobrym dla sędziego, co nawiasem mówiąc nawet mu się podobało zamierzał bowiem sprawiedliwie odpłacić za wszystko, natomiast langer znaczyło po prostu dłuższy.*
- Pytasz o moją panią dobrodziejkę - spojrzał w dal jakby widział ją właśnie oczyma wyboraźni- Tak drogi Achille, rozgniewana bywa emocjonalna ale pokazuje to jedynie w stosunku do niższych rangą z którymi nie musi się liczyć. Jest też bardzo pamiętliwa, mściwa i ambitna. Nie wiem jak w kilku słowach mógłbym skreślić psychikę kogoś kto ma dziesiątki lat. - na chwilę zamyślił się i nadal wpatrzony gdzieś w dal cichutko zaczął deklamować**:
[center]She has the silence deep in her breasts embraced
She wears a perfume of a truly vicious taste.
She has the wisdom in her empathic eyes.
She knows the truth to all unspoken lies.
She says she'd sell her angel for a dream
She says that she is not who she might seem
She says that she has lost her self-esteem
She says that she will not give up her dream
She offers traitors her lap to feel like home.
She masteres violence as if she fears no one.
She makes your anger turn into quiet tears.
She makes you laugh about intimate fears.[/center]
Kiedy skończył zapadła chwila ciszy. Spojrzał na Toreadora ubranego zapewne jedynie w koc i przez głowę przebiegła mu pewna niepokojąca myśl.
No tak, że też nie przewidziałem dokąd wiedzie ten wstęp uczyniony przez Toreadora już na samym wstępie. Teraz zacznie mi współczuć, pocieszać, dotykać... Potem może będzie chciał zrzucić ten koc i wpompować trochę krwi w... Meine Got! chyba Achille nie zamierza wejść w rolę mentora po przyjemnościach w sposób aż tak głęboki. Chyba nie do końca się zrozumieliśmy tam w Szwajacarii. Nie wszystkiego zamierzam próbować. Lepiej to szybko to sprostuj Thomasie bo i tak ostatnio zbyt wiele ekscentrycznych zdarzeń w twoim życiu. Nie potrzeba kolejnej traumy.
Thomas wyraźnie się zaniepokoił.
-Nie wiem czy nie zbyt pochopnie zadeklarowałem, że chcę teraz intensywnie żyć. Chyba nie do końca jestem gotowy by cieszyć się wszystkim co łaskawie chciałbyś mi pokazać.
* Czy możemy założyć że jakiś dowód osobisty lub paszport otrzymałem, uciekło nam to w ferworze. Zakładam że jest to albo lewy dokument wyrabiany z obywatelstwem szwajcarskim albo zarówno dowód jak i wygląd należą do pacjenta Rundstedta który niestety nie miał szczęścia.
** https://www.youtube.com/watch?v=vgUi6nDeTKI
** https://www.youtube.com/watch?v=vgUi6nDeTKI
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Bournemouth; Bakers Arms, Commercial Rd; 23/11/2014 po północy
Wampir spojrzał w lustro i zadowoleniem stwoerdził, że z trudem rozpoznaje samego siebie. Barmanka pracująca w Spearmint Rhino, a którą ledwo rozpoznawał była całkiem niezgorszą wizażystką. Umiejętnie położony dyskretny makeup całkowicie skrył charakterystyczne rysy twarzy Price'a, a uwypuklił inne cechy. Niechlujny, dwudniowy zarost, zawadiacka fryzura i skrajnie odmienne dla Xaviera odzienie: motocyklowa skóra, sprane dżinsy i Martensy dopełniały przemiany.
Całkiem nieźle "Trevorze Spark", całkiem całkiem...
Wyszedł na ulice. Mżyło a porywisty wiatr od morza zamieniał drobne kropelki w siekące skórę brzytwy. Kainita choć od pierwszych dni swojego istnienia przyzwyczajony do takich warunków klął pod nosem, przeklinając cholerną brytyjską aurę. Wszedł do Bakers Arms, gejowskiego pubu na Commercial Rd, gdzie miał nadzieję znaleźć Monty'ego. Cooper siedział przy stoliku w najdalszym rogu baru. Podszedł do niego pewnym krokiem, przysiadł się i zaczął:
- Chciałem zrobić z panem interes panie Cooper.
- Nie robię biznesów z każdym kto się nawinie.
- Jestem z polecenia pana Price...
- A to bardzo ciekawe, bo słyszałem, że kopnął w kalendarz. Wypad koleś, albo zaraz wyfruniesz stąd na zbity ryj.
Wampir uśmiechnął się w duszy od ucha do ucha. Test wypadł nadspodziewanie dobrze. Cooper nie zdawał sobie dotąd sprawy, że rozmawia ze świętej pamięci Xavierem.
Wampir spojrzał w lustro i zadowoleniem stwoerdził, że z trudem rozpoznaje samego siebie. Barmanka pracująca w Spearmint Rhino, a którą ledwo rozpoznawał była całkiem niezgorszą wizażystką. Umiejętnie położony dyskretny makeup całkowicie skrył charakterystyczne rysy twarzy Price'a, a uwypuklił inne cechy. Niechlujny, dwudniowy zarost, zawadiacka fryzura i skrajnie odmienne dla Xaviera odzienie: motocyklowa skóra, sprane dżinsy i Martensy dopełniały przemiany.
Całkiem nieźle "Trevorze Spark", całkiem całkiem...
Wyszedł na ulice. Mżyło a porywisty wiatr od morza zamieniał drobne kropelki w siekące skórę brzytwy. Kainita choć od pierwszych dni swojego istnienia przyzwyczajony do takich warunków klął pod nosem, przeklinając cholerną brytyjską aurę. Wszedł do Bakers Arms, gejowskiego pubu na Commercial Rd, gdzie miał nadzieję znaleźć Monty'ego. Cooper siedział przy stoliku w najdalszym rogu baru. Podszedł do niego pewnym krokiem, przysiadł się i zaczął:
- Chciałem zrobić z panem interes panie Cooper.
- Nie robię biznesów z każdym kto się nawinie.
- Jestem z polecenia pana Price...
- A to bardzo ciekawe, bo słyszałem, że kopnął w kalendarz. Wypad koleś, albo zaraz wyfruniesz stąd na zbity ryj.
Wampir uśmiechnął się w duszy od ucha do ucha. Test wypadł nadspodziewanie dobrze. Cooper nie zdawał sobie dotąd sprawy, że rozmawia ze świętej pamięci Xavierem.
Monty jak dotąd nie rozpoznał Xaviera. Chcesz się ujawnić? A tak z innej beczki, czy zamierzasz coś zrobić z informacjami od Cwetana?
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Xavier spojrzał na kartę, którą przed chwilą na stole położył Cwetan. Ventrue nie chciał zatrzymywać Ravnosa, albowiem nie miał ku temu powodów. Tamten zrobił swoje. wypełniając umowę, jaką zawarli. Price nie wierzył do końca w zapewnienia, że ma do czynienia z Brujahem, tak więc nie zdziwiła go prawda. Cwetan, był po prostu za spokojny i prawie nic nie mówił. Krzykacze zawsze mają najwięcej do powiedzenia, a gdy naprawdę ich potrzeba znikają szybciej niż Nosferatu- pomyślał. Ventrue spojrzał na Cwetana i powiedział na pożegnanie:
- Cieszę się, że trzymasz się honorowych zasad i nie ograbiłeś mnie z prywatnych rzeczy podczas mojej nieobecności. Wywiązałeś się z zleconego zadania, tak więc jak obiecałem, nie będę żywił do ciebie urazy, za twoje zachowanie podczas naszego pierwszego spotkania. Doceniam twój wysiłek i nawet nie jestem zły, że mnie okłamałeś odnośnie przynależności klanowej. Dobra robota. Gdybyś kiedyś potrzebował pomocy wiesz, gdzie mnie szukać.
Cwetan kiwnął głową, po czym skierował się do ukrytego wyjścia. Xavier został sam w swoim schronieniu rozmyślając nad następnymi działaniami.
Kobiety, piękne ale zarazem mało rozgarnięte... Poinformuję Ninę o wszystkim i poinstruuje ją, aby przeprowadziła poważną rozmowę z dziewczynami, które pracują w Rhino. Nie chcę widzieć w moim lokalu, żadnej kobiety z dzieckiem w przeszłości. Nina powinna podczas rozmów kwalifikacyjnych pytać o to z Dominacją. To delikatny temat, wiele osób może próbować coś ukryć... Tak... obecni pracownicy także zostaną o to wypytani oraz o inne sprawy związane z ich pracą, aby nie było podejrzeń, co do prawdziwego celu tych rozmów.
Price wstał z swojego ulubionego fotela, po czym podszedł do obrazu przedstawiającego Viven. Spojrzał na świeże róże w wazonie i zamyślił się na chwilę.
Marcus coś widział. Ten wariat... Może, gdy jego psychika się ustabilizuje to dowiem się od niego więcej. Viven wracam na ulicę, miasto mnie wzywa. Tak, wiem, miałem z tym skończyć, ale teraz to jedyna droga. Kiedy jestem dla wszystkich martwy moja charyzma się nie przyda. Muszę więc skorzystać z umiejętności jakie mi pozostały. Może dobrze mi zrobi powrót do młodzieńczego trybu życia i znajdę coś więcej niż gniew i żal. Wiesz... Te dzieciaki, których tak nienawidzę to tylko pionki kogoś kto chce zepsuć moją reputację. Muszę go znaleźć i jakoś rozwiązać ten problem. Prawdopodobnie to ten sam typ, który mnie szantażuje... To miejsce mi o Tobie przypomina i nie pozwolę, by ktoś zabrał mi te wspomnienia. Kocham Cię Viven.
Ventrue odwrócił się w stronę garderoby szukając swoich dawnych ubrań...
[center]
[/center]
- A to bardzo ciekawe, bo słyszałem, że kopnął w kalendarz. Wypad koleś, albo zaraz wyfruniesz stąd na zbity ryj.
Wampir uśmiechnął się w duszy od ucha do ucha. Test wypadł nadspodziewanie dobrze. Cooper nie zdawał sobie dotąd sprawy, że rozmawia ze świętej pamięci Xavierem.
- Panie Cooper, proszę mnie wysłuchać. Nazywam się Trevor Spark i jestem przyjacielem Xaviera. Spodziewałem się znaleźć pana w innym miejscu niż gay pub. To miejsce zdecydowanie do pana nie pasuje. Nierozsądnie grozić mi, Monty. Poza tym myślałem, że chcesz wiedzieć więcej o panu Price. Mogę wiedzieć kto jest źródłem tych informacji na temat Xaviera? - Ventrue zadał pytanie.
- Cieszę się, że trzymasz się honorowych zasad i nie ograbiłeś mnie z prywatnych rzeczy podczas mojej nieobecności. Wywiązałeś się z zleconego zadania, tak więc jak obiecałem, nie będę żywił do ciebie urazy, za twoje zachowanie podczas naszego pierwszego spotkania. Doceniam twój wysiłek i nawet nie jestem zły, że mnie okłamałeś odnośnie przynależności klanowej. Dobra robota. Gdybyś kiedyś potrzebował pomocy wiesz, gdzie mnie szukać.
Cwetan kiwnął głową, po czym skierował się do ukrytego wyjścia. Xavier został sam w swoim schronieniu rozmyślając nad następnymi działaniami.
Kobiety, piękne ale zarazem mało rozgarnięte... Poinformuję Ninę o wszystkim i poinstruuje ją, aby przeprowadziła poważną rozmowę z dziewczynami, które pracują w Rhino. Nie chcę widzieć w moim lokalu, żadnej kobiety z dzieckiem w przeszłości. Nina powinna podczas rozmów kwalifikacyjnych pytać o to z Dominacją. To delikatny temat, wiele osób może próbować coś ukryć... Tak... obecni pracownicy także zostaną o to wypytani oraz o inne sprawy związane z ich pracą, aby nie było podejrzeń, co do prawdziwego celu tych rozmów.
Price wstał z swojego ulubionego fotela, po czym podszedł do obrazu przedstawiającego Viven. Spojrzał na świeże róże w wazonie i zamyślił się na chwilę.
Marcus coś widział. Ten wariat... Może, gdy jego psychika się ustabilizuje to dowiem się od niego więcej. Viven wracam na ulicę, miasto mnie wzywa. Tak, wiem, miałem z tym skończyć, ale teraz to jedyna droga. Kiedy jestem dla wszystkich martwy moja charyzma się nie przyda. Muszę więc skorzystać z umiejętności jakie mi pozostały. Może dobrze mi zrobi powrót do młodzieńczego trybu życia i znajdę coś więcej niż gniew i żal. Wiesz... Te dzieciaki, których tak nienawidzę to tylko pionki kogoś kto chce zepsuć moją reputację. Muszę go znaleźć i jakoś rozwiązać ten problem. Prawdopodobnie to ten sam typ, który mnie szantażuje... To miejsce mi o Tobie przypomina i nie pozwolę, by ktoś zabrał mi te wspomnienia. Kocham Cię Viven.
Ventrue odwrócił się w stronę garderoby szukając swoich dawnych ubrań...
Po zmianie wyglądu przez barmankę wymazuje jej pamięć Dominacją 3. Ma nic nie wiedzieć o tym, że Xavier żyje. Pomimo braku pamięci dostanie ekstra dodatek do wypłaty za wykonaną pracę.
[center]***[/center][center]
[/center]- A to bardzo ciekawe, bo słyszałem, że kopnął w kalendarz. Wypad koleś, albo zaraz wyfruniesz stąd na zbity ryj.
Wampir uśmiechnął się w duszy od ucha do ucha. Test wypadł nadspodziewanie dobrze. Cooper nie zdawał sobie dotąd sprawy, że rozmawia ze świętej pamięci Xavierem.
- Panie Cooper, proszę mnie wysłuchać. Nazywam się Trevor Spark i jestem przyjacielem Xaviera. Spodziewałem się znaleźć pana w innym miejscu niż gay pub. To miejsce zdecydowanie do pana nie pasuje. Nierozsądnie grozić mi, Monty. Poza tym myślałem, że chcesz wiedzieć więcej o panu Price. Mogę wiedzieć kto jest źródłem tych informacji na temat Xaviera? - Ventrue zadał pytanie.
Mogę wiedzieć kto jest źródłem tych informacji na temat Xaviera? - Dominacja. Używam jej nieagresywnie, bez podnoszenia głosu itd. Znam Montego, lepiej niż on sam.
Ostatnio zmieniony 12 maja 2015, 21:55 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Przedmieścia Rzymu; 23/11/15 przed świtem;
Zmierzające w dekandencką stronę rozmyślania Steinbacha przerwał dzwonek do drzwi, który wprawił obu kaintów w stan skrajnej nerwowości. Moreau nie zważając na wzorzysty koc, który zsunął się na podłogę, odsłaniając blade nagie ciało, pobiegł do pokoju po broń. Thomas dyskretnie zerknął przez okno wychodzące na główne wejście. Przed domem stał młody mężczyzna o kruczoczarnych włosach, ubrany w awangardowy garnitur oraz sportowe buty i spokojnie oczekiwał na otwarcie drzwi.
W sumie jeśli miałby złe zamiary, to już pewnie, dawno zostalibyśmy spacyfikowani
Steinbach ostrożnie uchylił drzwi, kątem oka dostrzegając w wejściu do hallu Achile z pistoletem skrywanym za dębową framugą. Nieznajomy przedstawił się:
- Witam, jestem Antonio de Conte, Ventrue jedenastego pokolenia. Można powiedzieć, że jestem dalekim potomkiem waszego pryncypała Michaela Vallo. Michael powiadomił mnie o waszym przybyciu do Rzymu. Mogę wejść?
Tremere odblokował łańcuch blokujący drzwi i powoli otworzył. Antonio wszedł do środka. Moreau zauważył, że Ventrue musiał już bywać w willi i powoli skrył broń do kieszeni szlafroka. De Conte uśmiechnął się grzecznie, mijając Toreadora, wszedł do salonu, po czym usiadł na skórzanej sofie w salonie zakładając nogę na nogę i kładąc dłonie na kolanie:
- Książe wyraził zgodę na wasz pobyt w domenie. Postarałem się o to. Rozumiem, że chcecie rozejrzeć się przy grobie Shelley? Mogę was tam zabrać po zmierzchu.
Zmierzające w dekandencką stronę rozmyślania Steinbacha przerwał dzwonek do drzwi, który wprawił obu kaintów w stan skrajnej nerwowości. Moreau nie zważając na wzorzysty koc, który zsunął się na podłogę, odsłaniając blade nagie ciało, pobiegł do pokoju po broń. Thomas dyskretnie zerknął przez okno wychodzące na główne wejście. Przed domem stał młody mężczyzna o kruczoczarnych włosach, ubrany w awangardowy garnitur oraz sportowe buty i spokojnie oczekiwał na otwarcie drzwi.
W sumie jeśli miałby złe zamiary, to już pewnie, dawno zostalibyśmy spacyfikowani
Steinbach ostrożnie uchylił drzwi, kątem oka dostrzegając w wejściu do hallu Achile z pistoletem skrywanym za dębową framugą. Nieznajomy przedstawił się:
- Witam, jestem Antonio de Conte, Ventrue jedenastego pokolenia. Można powiedzieć, że jestem dalekim potomkiem waszego pryncypała Michaela Vallo. Michael powiadomił mnie o waszym przybyciu do Rzymu. Mogę wejść?
Tremere odblokował łańcuch blokujący drzwi i powoli otworzył. Antonio wszedł do środka. Moreau zauważył, że Ventrue musiał już bywać w willi i powoli skrył broń do kieszeni szlafroka. De Conte uśmiechnął się grzecznie, mijając Toreadora, wszedł do salonu, po czym usiadł na skórzanej sofie w salonie zakładając nogę na nogę i kładąc dłonie na kolanie:
- Książe wyraził zgodę na wasz pobyt w domenie. Postarałem się o to. Rozumiem, że chcecie rozejrzeć się przy grobie Shelley? Mogę was tam zabrać po zmierzchu.
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Monty poprawił się w fotelu, po czym robiąc krzywą minę odpowiedział:
- Widziałem artykuł w gazecie i rozjebany wóz Xaviera. Trochę się mówiło na ulicy o tym, co tam zaszło. Podobno nikt nie przeżył... Nie znam cię Spark, a to znaczy że jesteś dla mnie nikim. Śmieciem, kapujesz? Xavier zawsze informował mnie wcześniej, gdy ktoś od niego miał do mnie przyjść. To nie były groźby, a ostrzeżenie... - Cooper pochylił się w stronę Xaviera dając swoim wyrazem twarzy do zrozumienia, że rozmowa dobiega końca.
- Schowaj gnata do portek Monty... Zawsze nim machasz jak fiutem przy dziwkach. Wiem, że go trzymasz teraz pod stołem - szepnął Ventrue. Tym razem jednak powiedział to zdanie z typowym dla siebie brytyjskim akcentem. Specjalnie zmienił ton głosu na swój, zastępując zachrypnięty głos Trevora. Czekał na reakcję.
Monty przez chwilę zastygł jak wryty, po czym zmrużył oczy przyglądając się Trevorowi.
- Zaraz kurwa... Xavier? - zapytał nieco zaskoczonym tonem Cooper.
- Ciszej Monty. Chowaj pałę w spodnie i słuchaj - Ventrue powiedział cicho dając przyjacielowi schować broń.
- Kurwa, ale mi numer wyciąłeś. Nie poznałem cię... Co jest? Zadarłeś z kimś i próbował cię wysadzić? Twój samochód oberwał granatem przeciwpancernym? - człowiek zadawał szeptem kolejne pytania, chowając broń.
- Oficjalnie jestem martwy, dla wszystkich którzy mają realną władzę w tym mieście - rzekł Wampir spokojnie. - Ktoś mnie szantażuje i ogólnie robi mi problemy. Musiałem zniknąć, bo za dużo osób na których mi zależy może oberwać. Nie chce cię w to mieszać Monty, ale potrzebuję utorować sobie drogę do gościa, który położył łapę na dostawach broni...
Mężczyzna po słowach Xaviera nerwowym ruchem zgasił papierosa w leżącej na stole szklanej popielniczce, po czym sięgnął po kufel z piwem. Gdy Monty przełykał kolejne łyki złotego płynu Ventrue kontynuował:
- Umów mnie z kimś kto może wiedzieć coś więcej. Potrzebuję zadać kilka pytań i może zmienić przy okazji układ sił. Nie mam wyjścia, muszę to zrobić. Jestem w szachu, nie mogę pozwolić sobie na bierność. Tak jak powiedziałeś kiedyś... Duża kasa Xavier to tylko kłopoty, jeszcze zatęsknisz za solidnym kopem w gnaty. I tak, miałeś rację. Ból szybko znika, a problemy dzianych ludzi zawsze się piętrzą i nigdy nie kończą. Wróciłem na ulicę Monty...
Łysy mężczyzna na razy wypił cały kufel piwa, po czym przerwał Xavierowi:
- No kurwa, zawsze tak mówiłem. Lepsza dobra dziwka przy boku, niż wypchany portfel. Stary to jest Premier League. Nie piszę się na to, ale umówię cię z jedną grubszą rybą o czwartej nad ranem jeszcze tej nocy. To od niego głównie załatwiałem broń, ale nie tylko. Umówię cię jako Trevora Spark, pod pretekstem pracy jako ochroniarz i informator. Myślę, że to powinno wystarczyć, by chciał się z tobą spotkać. Poświadczę za ciebie, ale nie spierdol tego Xavier, bo znów będziemy musieli zmieniać miasto, pamiętasz? To kolejny gruby przekręt...
- Tak pamiętam, wtedy byliśmy młodzi, bez doświadczenia, naćpani i głupi. Teraz będzie inaczej, zaufaj mi. Pasuje mi ta bajera o pracy jako Soldati. Co mówią o człowieku, który położył łapę na dostawach? - Price zapytał, po czym nalał sobie kolejną szklankę whisky.
- To legenda, Mr Smitch, Capo di tutti, albo Ojciec Chrzestny. Sam sobie wybierz, co ci bardziej pasuje. Podobno wykupił cały towar. Nikt mu się nie sprzeciwia, ale nikt go nigdy nie wiedział. Nikt nie wie nawet, czy naprawdę istnieje. To bardzo tajemnicza sprawa.
- Wiesz co mówią o człowieku, któremu wróg nie dał wyboru? Że taki typ jest martwy. No więc Xavier Price już jest martwy i nie czuje strachu. Trup nie ma czego się obawiać - mówiąc to Xavier gdzieś w środku cieszył się, że otwarcie mówi przyjacielowi, iż jest naprawdę martwy. Monty popatrzył z zdziwieniem na Price i dodał:
- Kurwa znowu ćpałeś? - powiedział głośniej. - Bierz flaszkę i idziemy. Mamy jeszcze jedną mordę do obicia i muszę wykonać telefon. Ale jak pójdziesz na spotkanie, to jesteś czysty i brzydzisz się pschychodelą. To poważny człowiek...
- Widziałem artykuł w gazecie i rozjebany wóz Xaviera. Trochę się mówiło na ulicy o tym, co tam zaszło. Podobno nikt nie przeżył... Nie znam cię Spark, a to znaczy że jesteś dla mnie nikim. Śmieciem, kapujesz? Xavier zawsze informował mnie wcześniej, gdy ktoś od niego miał do mnie przyjść. To nie były groźby, a ostrzeżenie... - Cooper pochylił się w stronę Xaviera dając swoim wyrazem twarzy do zrozumienia, że rozmowa dobiega końca.
- Schowaj gnata do portek Monty... Zawsze nim machasz jak fiutem przy dziwkach. Wiem, że go trzymasz teraz pod stołem - szepnął Ventrue. Tym razem jednak powiedział to zdanie z typowym dla siebie brytyjskim akcentem. Specjalnie zmienił ton głosu na swój, zastępując zachrypnięty głos Trevora. Czekał na reakcję.
Monty przez chwilę zastygł jak wryty, po czym zmrużył oczy przyglądając się Trevorowi.
- Zaraz kurwa... Xavier? - zapytał nieco zaskoczonym tonem Cooper.
- Ciszej Monty. Chowaj pałę w spodnie i słuchaj - Ventrue powiedział cicho dając przyjacielowi schować broń.
- Kurwa, ale mi numer wyciąłeś. Nie poznałem cię... Co jest? Zadarłeś z kimś i próbował cię wysadzić? Twój samochód oberwał granatem przeciwpancernym? - człowiek zadawał szeptem kolejne pytania, chowając broń.
- Oficjalnie jestem martwy, dla wszystkich którzy mają realną władzę w tym mieście - rzekł Wampir spokojnie. - Ktoś mnie szantażuje i ogólnie robi mi problemy. Musiałem zniknąć, bo za dużo osób na których mi zależy może oberwać. Nie chce cię w to mieszać Monty, ale potrzebuję utorować sobie drogę do gościa, który położył łapę na dostawach broni...
Mężczyzna po słowach Xaviera nerwowym ruchem zgasił papierosa w leżącej na stole szklanej popielniczce, po czym sięgnął po kufel z piwem. Gdy Monty przełykał kolejne łyki złotego płynu Ventrue kontynuował:
- Umów mnie z kimś kto może wiedzieć coś więcej. Potrzebuję zadać kilka pytań i może zmienić przy okazji układ sił. Nie mam wyjścia, muszę to zrobić. Jestem w szachu, nie mogę pozwolić sobie na bierność. Tak jak powiedziałeś kiedyś... Duża kasa Xavier to tylko kłopoty, jeszcze zatęsknisz za solidnym kopem w gnaty. I tak, miałeś rację. Ból szybko znika, a problemy dzianych ludzi zawsze się piętrzą i nigdy nie kończą. Wróciłem na ulicę Monty...
Łysy mężczyzna na razy wypił cały kufel piwa, po czym przerwał Xavierowi:
- No kurwa, zawsze tak mówiłem. Lepsza dobra dziwka przy boku, niż wypchany portfel. Stary to jest Premier League. Nie piszę się na to, ale umówię cię z jedną grubszą rybą o czwartej nad ranem jeszcze tej nocy. To od niego głównie załatwiałem broń, ale nie tylko. Umówię cię jako Trevora Spark, pod pretekstem pracy jako ochroniarz i informator. Myślę, że to powinno wystarczyć, by chciał się z tobą spotkać. Poświadczę za ciebie, ale nie spierdol tego Xavier, bo znów będziemy musieli zmieniać miasto, pamiętasz? To kolejny gruby przekręt...
- Tak pamiętam, wtedy byliśmy młodzi, bez doświadczenia, naćpani i głupi. Teraz będzie inaczej, zaufaj mi. Pasuje mi ta bajera o pracy jako Soldati. Co mówią o człowieku, który położył łapę na dostawach? - Price zapytał, po czym nalał sobie kolejną szklankę whisky.
- To legenda, Mr Smitch, Capo di tutti, albo Ojciec Chrzestny. Sam sobie wybierz, co ci bardziej pasuje. Podobno wykupił cały towar. Nikt mu się nie sprzeciwia, ale nikt go nigdy nie wiedział. Nikt nie wie nawet, czy naprawdę istnieje. To bardzo tajemnicza sprawa.
- Wiesz co mówią o człowieku, któremu wróg nie dał wyboru? Że taki typ jest martwy. No więc Xavier Price już jest martwy i nie czuje strachu. Trup nie ma czego się obawiać - mówiąc to Xavier gdzieś w środku cieszył się, że otwarcie mówi przyjacielowi, iż jest naprawdę martwy. Monty popatrzył z zdziwieniem na Price i dodał:
- Kurwa znowu ćpałeś? - powiedział głośniej. - Bierz flaszkę i idziemy. Mamy jeszcze jedną mordę do obicia i muszę wykonać telefon. Ale jak pójdziesz na spotkanie, to jesteś czysty i brzydzisz się pschychodelą. To poważny człowiek...
Spoiler!
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
- Witam Panie Antonio - Tremere wyciągnął rękę na powitanie - Jestem Solomom Tomas Langer ale dla przyjaciół po prostu Tomas.
Po czym spoczął na fotelu na przeciwko Ventrue, również zakładając nogę na nogę ale oparł się głębiej w fotelu i nonszalancko gestykulując jedną dłonią począł mówić.
- Mój cichy towarzysz stojący tam w kocu i ja przybyliśmy faktycznie by zbadać sprawę naszego wspólnego przyjaciela Pana Vallo. Ale proszę, gdzie moje maniery może zechciałby się pan czegoś napić czy mogę panu zapropnowac kawę lub herbatę? A może woli pan coś mocniejszego? Zapewniam, że mój przyjaciel mimo ekscentrycznego sposobu ubierania się... - tu spojrzał na Achille otulonego od stóp do głów w koc niczym bizantyjska mozaika - jest wprost fenomenalny jeśli chodzi o drinki.
- Czy może nam pan coś więcej opowiedzieć o grobie Schelley? Chodzi mi o te wszystkie drobne ploteczki i pogłoski jakie zaczęły krążyć od głośnej już sprawy znieważenia grobu. Czy ktoś z krewnych badał lub wypowiadał się o tej sprawie?
Po czym spoczął na fotelu na przeciwko Ventrue, również zakładając nogę na nogę ale oparł się głębiej w fotelu i nonszalancko gestykulując jedną dłonią począł mówić.
- Mój cichy towarzysz stojący tam w kocu i ja przybyliśmy faktycznie by zbadać sprawę naszego wspólnego przyjaciela Pana Vallo. Ale proszę, gdzie moje maniery może zechciałby się pan czegoś napić czy mogę panu zapropnowac kawę lub herbatę? A może woli pan coś mocniejszego? Zapewniam, że mój przyjaciel mimo ekscentrycznego sposobu ubierania się... - tu spojrzał na Achille otulonego od stóp do głów w koc niczym bizantyjska mozaika - jest wprost fenomenalny jeśli chodzi o drinki.
- Czy może nam pan coś więcej opowiedzieć o grobie Schelley? Chodzi mi o te wszystkie drobne ploteczki i pogłoski jakie zaczęły krążyć od głośnej już sprawy znieważenia grobu. Czy ktoś z krewnych badał lub wypowiadał się o tej sprawie?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Przedmieścia Rzymu; 23/11/15 przed świtem;
- Dziękuje Tomasie za ofertę poczęstunku, ale gardzę ludzkimi używkami. Zresztą nie mamy wiele czasu. Książe zgodził się na wasz pobyt jedynie na czas dwudziestu czterech godzin i to tylko dlatego, że przedstawiłem was jako moich zaufanych przyjaciół. - Antonio mówiąc, żywo gestykulował ręką: jeśli zaś chodzi o grób Shelley, to nie potrafię zbyt wiele powiedzieć. Nie było mnie w Rzymie od przeszło roku. Wróciłem do miasta zaledwie kilka nocy temu. Wiem jedynie, że grób otworzono i wywleczono ciało. Czemu i dlaczego? Te pytania są dla mnie zagadką zapewne jeszcze większą niż dla was. No i dowiedziałem się, że zgrało się to w czasie ze ostateczną śmiercią lokalnego Setyty, choć najprawdopodobniej to zupełny przypadek.
Thomas zauważył dość szybko, że rozmawia mu się dość niezręcznie z De Conte. Ventrue siedzący na sofie wydawał się bardziej pochłonięty dyskretną obserwacją stojącego w samym kocu Moreau, niż budowaniu kontaktu wzrokowego z rozmówcami. Tremere znał to spojrzenie. Takim wzrokiem rozbierał w myślach za życia dziewczyny. Wszystko wskazywało, że Antonio, nie gardził tak do końca wszystkim co ludzkie.
- Dziękuje Tomasie za ofertę poczęstunku, ale gardzę ludzkimi używkami. Zresztą nie mamy wiele czasu. Książe zgodził się na wasz pobyt jedynie na czas dwudziestu czterech godzin i to tylko dlatego, że przedstawiłem was jako moich zaufanych przyjaciół. - Antonio mówiąc, żywo gestykulował ręką: jeśli zaś chodzi o grób Shelley, to nie potrafię zbyt wiele powiedzieć. Nie było mnie w Rzymie od przeszło roku. Wróciłem do miasta zaledwie kilka nocy temu. Wiem jedynie, że grób otworzono i wywleczono ciało. Czemu i dlaczego? Te pytania są dla mnie zagadką zapewne jeszcze większą niż dla was. No i dowiedziałem się, że zgrało się to w czasie ze ostateczną śmiercią lokalnego Setyty, choć najprawdopodobniej to zupełny przypadek.
Thomas zauważył dość szybko, że rozmawia mu się dość niezręcznie z De Conte. Ventrue siedzący na sofie wydawał się bardziej pochłonięty dyskretną obserwacją stojącego w samym kocu Moreau, niż budowaniu kontaktu wzrokowego z rozmówcami. Tremere znał to spojrzenie. Takim wzrokiem rozbierał w myślach za życia dziewczyny. Wszystko wskazywało, że Antonio, nie gardził tak do końca wszystkim co ludzkie.
Achile chyba wpadł w oko waszemu gościowi. Ciekawe co go tak zaintrygowało? Wypieszczone dłonie i stopy, czy wyobraźnia podpowiadająca, co kryje się pod kocem?
Długość waszego pobytu w Rzymie jest bardzo limitowana. Po przebudzeniu, w zasadzie będziecie mieli jeden wieczór, żeby cokolwiek ustalić. Czasu na dekadenckie rozrywki może niestety zabraknąć:/ Jaki macie plan działania?
Długość waszego pobytu w Rzymie jest bardzo limitowana. Po przebudzeniu, w zasadzie będziecie mieli jeden wieczór, żeby cokolwiek ustalić. Czasu na dekadenckie rozrywki może niestety zabraknąć:/ Jaki macie plan działania?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Bournemouth, parking przy Hawkwood Rd, Boscombe; 23/11/2014 04:00
Siedzili w kabinie starego Defendera, jakim jeździł Monty i czekali. Zbliżała się godzina czwarta i kontakt Coopera miał się zjawić lada moment. Duża otwarta przestrzeń parkingu wydawała się dla Xaviera dość niebezpiecznym miejscem na spotkanie, szczególnie jeśli miałoby dojść do wymiany ognia, ale taka okoliczność byłaby zaprawdę niefortunnym zbiegiem okoliczności, jaki Price nawet nie brał pod uwagę. Znajomek Coopera wybrał takie miejsce świadomie. Ventrue był pewien, że gdzieś na którymś dachu czai się ktoś trzymający palec na spuście karabinu, ale nikogo nie dostrzegał.
Ciemność na parkingu rozjaśniły ksenonowe reflektory wjeżdżającego ma parking SUVa. Lśniący nowością Range Rover zatrzymał się kilka metrów od Defendera. Ze środka wyszedk jego ochroniarz i kiwnął niechlujnie dłonią w do Price'a pokazując, żeby podszedł:
- To on. - stwoerdził przekonująco Monty - Robert Jackson, a ten ochroniarz to Clint. Zostaw broń, będzie Cie przeszukiwał. Tylko nie rób niczego głupiego. Wiesz to moje źródło dochodu.
Price ocenił, że pistolet nie będzie mu potrzebny. Zostawił broń na siedzeniu i wyszedk na deszcz. Tak jak powiedział Cooper, Clint przeszukał go wnikliwie i zadowolony z rezultatu otworzył drzwi do SUVa. Na tylnym siedzeniu siedział około sześćdziesięcioletni, chudy jak szczapa mężczyzna o obwisłych pokiczkach i cerze zdradzającej nadmierne palenie. Xavier usadowił się w skórzanym fotelu, a Jackson, nie bawiąc się w żadne angielskie konwenanse i niemal rytualne pitu-pitu spytał bardzo bezpośrednio ze swoim szkockim akcentem:
- Szukasz roboty?
Siedzili w kabinie starego Defendera, jakim jeździł Monty i czekali. Zbliżała się godzina czwarta i kontakt Coopera miał się zjawić lada moment. Duża otwarta przestrzeń parkingu wydawała się dla Xaviera dość niebezpiecznym miejscem na spotkanie, szczególnie jeśli miałoby dojść do wymiany ognia, ale taka okoliczność byłaby zaprawdę niefortunnym zbiegiem okoliczności, jaki Price nawet nie brał pod uwagę. Znajomek Coopera wybrał takie miejsce świadomie. Ventrue był pewien, że gdzieś na którymś dachu czai się ktoś trzymający palec na spuście karabinu, ale nikogo nie dostrzegał.
Ciemność na parkingu rozjaśniły ksenonowe reflektory wjeżdżającego ma parking SUVa. Lśniący nowością Range Rover zatrzymał się kilka metrów od Defendera. Ze środka wyszedk jego ochroniarz i kiwnął niechlujnie dłonią w do Price'a pokazując, żeby podszedł:
- To on. - stwoerdził przekonująco Monty - Robert Jackson, a ten ochroniarz to Clint. Zostaw broń, będzie Cie przeszukiwał. Tylko nie rób niczego głupiego. Wiesz to moje źródło dochodu.
Price ocenił, że pistolet nie będzie mu potrzebny. Zostawił broń na siedzeniu i wyszedk na deszcz. Tak jak powiedział Cooper, Clint przeszukał go wnikliwie i zadowolony z rezultatu otworzył drzwi do SUVa. Na tylnym siedzeniu siedział około sześćdziesięcioletni, chudy jak szczapa mężczyzna o obwisłych pokiczkach i cerze zdradzającej nadmierne palenie. Xavier usadowił się w skórzanym fotelu, a Jackson, nie bawiąc się w żadne angielskie konwenanse i niemal rytualne pitu-pitu spytał bardzo bezpośrednio ze swoim szkockim akcentem:
- Szukasz roboty?
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
- Szukasz roboty? - zadał pytanie Robert.
- Nazywam się Trevor Spark - odpowiedział Xavier, po czym skinął delikatnie głową w geście ukłonu.
Ventrue zlustrował wzrowiem zmęczonego życiem mężczyznę o zniszczonej od tytoniu cerze. Nie wiedziałem, że jesteś tak stary. Musisz kurczowo trzymać się życia, które wymyka ci się z rąk. Ciekawe co cię zabija Robercie - Price analizował sytuację.
- Dziękuje za możliwość spotkania, panie Jackson. Widzę, że jest pan bardzo bezpośrednim człowiekiem, tak więc od razu przejdę do sedna sprawy. Nie szukam pracy, a konkretnych informacji. Interesuje mnie Mr Smith. Kto wie, gdzie go znaleźć? Rozumiem, że to będzie kosztować, tak więc proszę podać cenę. Proponuję na start gwarancję dziesięciu następnych lat spokojnego życia, bez strachu o raka. Reprezentuję osobę, która może to panu zapewnić.
- Naćpałeś się...? - spytał zdziwiony Jackson i już miał kiwnąć na Clinta, aby wyprosić mężczyznę z auta, ale pewność siebie w stanowczym spojrzeniu Trevora, spowodowała, że zawahał się na chwilę i spytał: - A niby jak masz zamiar to osiągnąć? Dobrze wiem, że nie ma siły na świecie żeby gwarantować takie rzeczy...
- Ten luksus jest dostępny tylko dla multimilionerów. Michael Jackson ponad dwadzieścia lat temu zachorował na HIV i do dziś nie widać po nim działań wirusa. Proszę poważnie to przemyśleć. Jest to jednorazowa oferta i zaznaczam, iż w przypadku odmowy zamierzam podobną ofertę złożyć pana konkurentom. Jestem człowiekiem interesu, a Cooper zapewnił mnie, iż to pana powinienem odwiedzić jako pierwszego. Tak więc jestem...
- Oczywiście, że nie widać. W końcu Michael Jackson jest trupem od 2009 więc chyba wtopił kupę kasy. Ja też straciłem na nim kasę, bo kupiłem bilety na jego ostatni koncert na O2 Arena. Do rzeczy, też jestem człowiekiem interesu i nie mam czasu na brednie.
Xavier przysiągłby, że w mroku dostrzegł cień litościwego uśmiechu Roba.
- HIV to nie rak. Do rzeczy. Czas to pieniądz.
Czy ja naprawdę powiedziałem Michael Jackson? - Xavier zadał pytanie w myślach. Kurwa mać, skup się Price i bierz go. Facet złapał przynętę...
- Przejęzyczyłem się - wtrącił się Xavier. Miałem na myśli Michaela Jordana, pomyliłem z pańskim nazwiskiem - powiedział pewnym siebie głosem, po czym spojrzał, gdzie znajduje się Clint i kierowca. Upewniwszy się, że nikt z obserwatorów nie będzie widział, co dokładnie dzieje się w samochodzie postanowił użyć mocy Dominacji. Spojrzał prosto w oczy Jacksona i zaczął mówić hipnotyzującym głosem:
- Napiszesz się mojej krwi Robercie, dużo mojej krwi, a potem zapomnisz o tym, że była to krew. Następnego dnia pojedziesz robić sobie badania i sprawdzisz, czy choroba wycofuje się. Będziesz pamiętał, że podałem Ci cudowny lek w płynie i będziesz chciał tego więcej. W zamian powiesz mi teraz, jak mogę dostać się do Mr Smith'a. Pij - to powiedziawszy podsunął się bliżej swojego rozmówcy i zaczął podwijać rękaw. Upewniwszy się ponownie, że ochrona nic nie widzi, stojąc obok samochodu, przeciął delikatnie swój nadgarstek w taki sposób, aby natychmiast pojawił się tam życiodajny płyn.
Stary człowiek pochylił się i zaczął pić. Trwało to niecałą minutę, Robertowi musiało się to spodobać, bo chwilę po zabiegu odpowiedział:
- Pomogę, oczywiście, że pomogę. Tylko że ja go nigdy nie widziałem...
Xavier spojrzał na Roberta gniewnym spojrzeniem:
- Mów.
- To on do mnie dzwonił, albo przysyłał swojego człowieka, gdy chciał się skontaktować. Zawsze kogoś innego... Ale skontaktuję cię z Mr Smithem. Potrzebuje trochę czasu, do jutrzejszej nocy.
- Przekaż informacje Cooperowi, gdzie spotkamy się następnej nocy. Chcę z panem jeszcze zamienić kilka słów.
Price zaczął powoli zabierać się do wyjścia z SUV'a.
- Miło robić z panem interesy panie Jackson. Ma pan moją gwarancję, że lek działa już teraz. Powinien pan poczuć się odrobinę młodszy i zapewniam, że nie jest to żaden narkotyk. Do widzenia - Xavier dodał na pożegnanie, po czym wysiadł z samochodu.
- Nazywam się Trevor Spark - odpowiedział Xavier, po czym skinął delikatnie głową w geście ukłonu.
Ventrue zlustrował wzrowiem zmęczonego życiem mężczyznę o zniszczonej od tytoniu cerze. Nie wiedziałem, że jesteś tak stary. Musisz kurczowo trzymać się życia, które wymyka ci się z rąk. Ciekawe co cię zabija Robercie - Price analizował sytuację.
- Dziękuje za możliwość spotkania, panie Jackson. Widzę, że jest pan bardzo bezpośrednim człowiekiem, tak więc od razu przejdę do sedna sprawy. Nie szukam pracy, a konkretnych informacji. Interesuje mnie Mr Smith. Kto wie, gdzie go znaleźć? Rozumiem, że to będzie kosztować, tak więc proszę podać cenę. Proponuję na start gwarancję dziesięciu następnych lat spokojnego życia, bez strachu o raka. Reprezentuję osobę, która może to panu zapewnić.
- Naćpałeś się...? - spytał zdziwiony Jackson i już miał kiwnąć na Clinta, aby wyprosić mężczyznę z auta, ale pewność siebie w stanowczym spojrzeniu Trevora, spowodowała, że zawahał się na chwilę i spytał: - A niby jak masz zamiar to osiągnąć? Dobrze wiem, że nie ma siły na świecie żeby gwarantować takie rzeczy...
- Ten luksus jest dostępny tylko dla multimilionerów. Michael Jackson ponad dwadzieścia lat temu zachorował na HIV i do dziś nie widać po nim działań wirusa. Proszę poważnie to przemyśleć. Jest to jednorazowa oferta i zaznaczam, iż w przypadku odmowy zamierzam podobną ofertę złożyć pana konkurentom. Jestem człowiekiem interesu, a Cooper zapewnił mnie, iż to pana powinienem odwiedzić jako pierwszego. Tak więc jestem...
- Oczywiście, że nie widać. W końcu Michael Jackson jest trupem od 2009 więc chyba wtopił kupę kasy. Ja też straciłem na nim kasę, bo kupiłem bilety na jego ostatni koncert na O2 Arena. Do rzeczy, też jestem człowiekiem interesu i nie mam czasu na brednie.
Xavier przysiągłby, że w mroku dostrzegł cień litościwego uśmiechu Roba.
- HIV to nie rak. Do rzeczy. Czas to pieniądz.
Czy ja naprawdę powiedziałem Michael Jackson? - Xavier zadał pytanie w myślach. Kurwa mać, skup się Price i bierz go. Facet złapał przynętę...
- Przejęzyczyłem się - wtrącił się Xavier. Miałem na myśli Michaela Jordana, pomyliłem z pańskim nazwiskiem - powiedział pewnym siebie głosem, po czym spojrzał, gdzie znajduje się Clint i kierowca. Upewniwszy się, że nikt z obserwatorów nie będzie widział, co dokładnie dzieje się w samochodzie postanowił użyć mocy Dominacji. Spojrzał prosto w oczy Jacksona i zaczął mówić hipnotyzującym głosem:
- Napiszesz się mojej krwi Robercie, dużo mojej krwi, a potem zapomnisz o tym, że była to krew. Następnego dnia pojedziesz robić sobie badania i sprawdzisz, czy choroba wycofuje się. Będziesz pamiętał, że podałem Ci cudowny lek w płynie i będziesz chciał tego więcej. W zamian powiesz mi teraz, jak mogę dostać się do Mr Smith'a. Pij - to powiedziawszy podsunął się bliżej swojego rozmówcy i zaczął podwijać rękaw. Upewniwszy się ponownie, że ochrona nic nie widzi, stojąc obok samochodu, przeciął delikatnie swój nadgarstek w taki sposób, aby natychmiast pojawił się tam życiodajny płyn.
Stary człowiek pochylił się i zaczął pić. Trwało to niecałą minutę, Robertowi musiało się to spodobać, bo chwilę po zabiegu odpowiedział:
- Pomogę, oczywiście, że pomogę. Tylko że ja go nigdy nie widziałem...
Xavier spojrzał na Roberta gniewnym spojrzeniem:
- Mów.
- To on do mnie dzwonił, albo przysyłał swojego człowieka, gdy chciał się skontaktować. Zawsze kogoś innego... Ale skontaktuję cię z Mr Smithem. Potrzebuje trochę czasu, do jutrzejszej nocy.
- Przekaż informacje Cooperowi, gdzie spotkamy się następnej nocy. Chcę z panem jeszcze zamienić kilka słów.
Price zaczął powoli zabierać się do wyjścia z SUV'a.
- Miło robić z panem interesy panie Jackson. Ma pan moją gwarancję, że lek działa już teraz. Powinien pan poczuć się odrobinę młodszy i zapewniam, że nie jest to żaden narkotyk. Do widzenia - Xavier dodał na pożegnanie, po czym wysiadł z samochodu.
Używam na Robercie:
Dominacji 3, aby zmienić mu pamięć tak, by nie wiedział, że lekiem była krew. Będzie pamiętał, że wypił coś z mojej piersiówki.
Dominacji 1, aby powiedział mi jak skontaktować się z Mr. Smith'em oraz upewnić się, że spotka się następnej nocy.
Wlewam w Roberta Jacksona 5 Punktów Krwi. Chcę mieć pewność, że moja krew zwalczy chorobę, która trawi jego ciało.
Dominacji 3, aby zmienić mu pamięć tak, by nie wiedział, że lekiem była krew. Będzie pamiętał, że wypił coś z mojej piersiówki.
Dominacji 1, aby powiedział mi jak skontaktować się z Mr. Smith'em oraz upewnić się, że spotka się następnej nocy.
Wlewam w Roberta Jacksona 5 Punktów Krwi. Chcę mieć pewność, że moja krew zwalczy chorobę, która trawi jego ciało.
Ostatnio zmieniony 15 maja 2015, 15:56 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
-
Oggy
- Reactions:
- Posty: 766
- Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
- Has thanked: 24 times
- Been thanked: 10 times
- ...Zapewniam, że mój przyjaciel mimo ekscentrycznego sposobu ubierania się... - Bezczelny - Achille zaśmiał się w myślach. - Już wiem kogo mi przypominasz. Jesteś jak Homek Toft. Jak bardzo podobny... Twoja historia tez rozpoczyna się, gdy coś wygnało cie ze zwoju lin na dnie łodzi Paszczaka. Teraz stałeś się Homkiem który potrafi robić elektryczne burze i który pomaga Stworowi rosnąć. Ostatniemu, elektrycznemu Nummulitowi który ma w sobie coś z Noctiluki i który jest podobny tylko do siebie. Urósł już na tyle, że zaczyna nawet zgrzytać zębami.
- ...Wiem jedynie, że grób otworzono i wywleczono ciało... - Oczy Moreau zwęzily się lekko. Po kilku sekundach spojrzał na De Conte, odrywając się w końcu od Thomasa. Szybko i bez szczególnego entuzjazmu dostrzegł jego zainteresowanie. W zamyślenia przeczesał włosy wpatrując się w sufit, po czym poprawił koc, ponownie zakrywając miejsce gdzie obojczyk zbiega się z szyją.
- Chcielibyśmy zobaczyć raport policyjny, z pewnością go sporządzono, w końcu to akt znaczącego wandalizmu. To coś więcej niż zniszczona płyta nagrobna, tutaj chodzi o szacunek dla jego poezji. - Głos Moreau zastygl przez chwile po czym błękitne oczy spoczęły ponownie na Thomasie. - Poza tym chętnie razem odwiedzimy grób, prawda Solomonie?
- ...Wiem jedynie, że grób otworzono i wywleczono ciało... - Oczy Moreau zwęzily się lekko. Po kilku sekundach spojrzał na De Conte, odrywając się w końcu od Thomasa. Szybko i bez szczególnego entuzjazmu dostrzegł jego zainteresowanie. W zamyślenia przeczesał włosy wpatrując się w sufit, po czym poprawił koc, ponownie zakrywając miejsce gdzie obojczyk zbiega się z szyją.
- Chcielibyśmy zobaczyć raport policyjny, z pewnością go sporządzono, w końcu to akt znaczącego wandalizmu. To coś więcej niż zniszczona płyta nagrobna, tutaj chodzi o szacunek dla jego poezji. - Głos Moreau zastygl przez chwile po czym błękitne oczy spoczęły ponownie na Thomasie. - Poza tym chętnie razem odwiedzimy grób, prawda Solomonie?
astrolog/alchemik 10/10 POZ
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Bournemouth; Meyrick Park; 23/11/2014 około 22:00
Jackson wygądał dużo lepiej. Matowa cera handlarza nabrała żywszych kolorów i błyszczała zdrowiem. Robert kiwnął na Montego i Xaviera, którzy zajęli miejsca w Range Roverze. Auto ruszyło.
- Udało się. - rozpromieniony handlarz uśmiechnął się na przywitanie: - Ten lek naprawdę działa. Mr Smith czeka na was, zgodnie z umową. Nawet nie pytajcie ile zachodu mnie kosztowało.
SUV zatrzymał się tuż przy Meyrick Park w pobliżu opuszczonego domu stojącego przy St. Anthony Rd.
Stary, na wpół zeujnowany dom spowity w oparach zimnej listopadowej mgły sprawiał upiorne wrażenie. Dach był groteskowo wykrzywiony pod ciężarem starości, blisko połowa dachówek dawno zniknęła odsłaniając gnijące łaty, straszyły resztki powybijanych szyb w starych drewnianych ramach okiennych, a mury wzięły w posiadanie pędy bluszczu. Xavier spojrzał na Coopera i dostrzegał w oczach Monty'ego atawistyczny strach śmiertelnika przed nieznanym.
Głupiec... - pomyślał nieśmiertelny. Price nie czuł lęku. Nie przed straszną, wyjętą niczym z horroru scenerią. Takie rzeczy nie były niczym strasznym dla istot nocy. Ventrue założył kaptur i sprawdziwszy broń w kieszenie motocyklowej kurtki ruszył w stronę domu na spotkanie z Mr Smithem. Za nim szli wiedzeni ciekawością, która wzięła góre nad strachem Monty i Robert.
Cała trójka wślizgnęła się do zrujnowanego domu. Price'owi wnętrze kojarzyło się barwną opowieścią Cwetana o jego pobycie w Portsmouth. Zapach wigoci, stęchlizny. Pleśń i rozkład. Czemu Mr Smith wybrał takie miejsce na spotkanie? Mógł się zapewne umówić, gdzie tylko chciał. Na wartym milionie jachcie, w luksusowej restauracji, czy choćby w jednym z wciąż otwartych fastfoodów, ale opuszczony dom?
Wszedł do salonu i przyzwyczjaony mroku wzrok wampira zauważył w nikłej smudze światła wpuszczanej przez okno zarys człowieka. Sprawiający wrażenie męskiego kształt siedział na starym krześle. Głowa tonęła w cieniu. Dłonie Mr Smith'a poruszyły się i dostojnie klasnęły trzykrotnie, jakby w przesadzonym wyrazie uznania dla Xaviera.
Jackson wygądał dużo lepiej. Matowa cera handlarza nabrała żywszych kolorów i błyszczała zdrowiem. Robert kiwnął na Montego i Xaviera, którzy zajęli miejsca w Range Roverze. Auto ruszyło.
- Udało się. - rozpromieniony handlarz uśmiechnął się na przywitanie: - Ten lek naprawdę działa. Mr Smith czeka na was, zgodnie z umową. Nawet nie pytajcie ile zachodu mnie kosztowało.
SUV zatrzymał się tuż przy Meyrick Park w pobliżu opuszczonego domu stojącego przy St. Anthony Rd.
Stary, na wpół zeujnowany dom spowity w oparach zimnej listopadowej mgły sprawiał upiorne wrażenie. Dach był groteskowo wykrzywiony pod ciężarem starości, blisko połowa dachówek dawno zniknęła odsłaniając gnijące łaty, straszyły resztki powybijanych szyb w starych drewnianych ramach okiennych, a mury wzięły w posiadanie pędy bluszczu. Xavier spojrzał na Coopera i dostrzegał w oczach Monty'ego atawistyczny strach śmiertelnika przed nieznanym.
Głupiec... - pomyślał nieśmiertelny. Price nie czuł lęku. Nie przed straszną, wyjętą niczym z horroru scenerią. Takie rzeczy nie były niczym strasznym dla istot nocy. Ventrue założył kaptur i sprawdziwszy broń w kieszenie motocyklowej kurtki ruszył w stronę domu na spotkanie z Mr Smithem. Za nim szli wiedzeni ciekawością, która wzięła góre nad strachem Monty i Robert.
Cała trójka wślizgnęła się do zrujnowanego domu. Price'owi wnętrze kojarzyło się barwną opowieścią Cwetana o jego pobycie w Portsmouth. Zapach wigoci, stęchlizny. Pleśń i rozkład. Czemu Mr Smith wybrał takie miejsce na spotkanie? Mógł się zapewne umówić, gdzie tylko chciał. Na wartym milionie jachcie, w luksusowej restauracji, czy choćby w jednym z wciąż otwartych fastfoodów, ale opuszczony dom?
Wszedł do salonu i przyzwyczjaony mroku wzrok wampira zauważył w nikłej smudze światła wpuszczanej przez okno zarys człowieka. Sprawiający wrażenie męskiego kształt siedział na starym krześle. Głowa tonęła w cieniu. Dłonie Mr Smith'a poruszyły się i dostojnie klasnęły trzykrotnie, jakby w przesadzonym wyrazie uznania dla Xaviera.
Bardzo ciekawy kim jest Mr Smith? Poznęcam się i potrzymam Xaviera jeszcze przez jakiś czas w niepewności:/dymek
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Przedmieścia Rzymu; 23/11/15 po zmroku;
Moreau przejrzał policyjny raport z nieudawanym rozczarowaniem. Nic poza kilkoma zdjęciami nie przedstawiało dla niego żadnej wartości. Antonio musiał przeczytać im wszystko, tłumacząc na angielski i wynikało, że karabinierzy, nie przyłożyli się szczególnie do detali. Ot, zwykły raport przedstawiający akt wandalizmu. Achile nie pozostało nic innego jak wpatrywać się w zdjęcia. Obrazy przemawiały do Toreadora dużo bardziej niż monotonna i w dodatku mająca tragiczny akcent angielszczyzna Ventrue.
Odsunięta płyta nagrobna... Można to zrobić z pomocą byle łomu... Tu nawet widać kawałek Percy'ego... Buty... Co tam pisze na tej starej podeszwie?
ER Ciabattino de Fidene...
Toreador złapał za telefon i wstukał nazwę w wyszukiwarce, dziękując Bogu, za najwspanialszy wynalazek jakim był Internet. Gdy wszedł w link zdębiał. Rodzinna firma została założona w 1889 roku...
Moreau przejrzał policyjny raport z nieudawanym rozczarowaniem. Nic poza kilkoma zdjęciami nie przedstawiało dla niego żadnej wartości. Antonio musiał przeczytać im wszystko, tłumacząc na angielski i wynikało, że karabinierzy, nie przyłożyli się szczególnie do detali. Ot, zwykły raport przedstawiający akt wandalizmu. Achile nie pozostało nic innego jak wpatrywać się w zdjęcia. Obrazy przemawiały do Toreadora dużo bardziej niż monotonna i w dodatku mająca tragiczny akcent angielszczyzna Ventrue.
Odsunięta płyta nagrobna... Można to zrobić z pomocą byle łomu... Tu nawet widać kawałek Percy'ego... Buty... Co tam pisze na tej starej podeszwie?
ER Ciabattino de Fidene...
Toreador złapał za telefon i wstukał nazwę w wyszukiwarce, dziękując Bogu, za najwspanialszy wynalazek jakim był Internet. Gdy wszedł w link zdębiał. Rodzinna firma została założona w 1889 roku...
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Egzamin oblany.
Pomyślał ze smutkiem Tremere kiedy młody Ventrue szybko zbył zasugerowany lekki dyskurs. Thomas wiedział, że zbudowanie nowej osobowości to najlepszy sposób by zminimalizować szansę odkrycia jego zmiany ale nie sądził że będzie to takie trudne. Podpatrzone gesty zachowania które starał się zlepić z kilku poznanych kainitów wyszły z nad wyraz miernym rezultatem. Wystarczyła chwila by Ventrue, piąta woda po kisielu Vallo, szybko i bezpardonowo wyszedł mu poza opracowany skrypt zachowań. Bańka mydlana pękła. Zbiło go to z pantałyku i gdyby nie przyciągający wzrok Achille sytuacja stała by się bardzo kłopotliwa. A tak wszyła tylko żenująco...
Następnym razem musisz się bardziej postarać, może trzeba będzie całą scenę powitania przemyśleć i rozpisać...
[center]***[/center]
Kolejnej nocy Tomas przeglądał dokumentację policyjną, która wydawał mu się słabym tropem. Przekładając kolejne fotografie nie trafił na nic ciekawego.
Dużo grubszym tropem była wiadomość o osobie ojca Elzy. Z jakiego powodu plombował kryptę Merry? Czy klucz do otwarcia tamtego zabezpieczonego magią sarkofagu nie znajdował się przypadkiem w rzymskim grobie? I co w nim takiego było? W sumie tam mogło być wszystko. Od tak błahej rzeczy jak jakiś haczyk na ojca Elzy po tak istotne rzeczy jak scroll z rytuałem który powinien być ukryty na wieki. To wiązałoby się z Setytą który zginął w Rzymie choć byłoby bardzo mało prawdopodobne. Nie mniej jednak mało kto wiedział skąd tak naprawdę pochodzą posiadane przez klan Tremere rytuały taumaturgiczne.
Tomas wiedział, dlatego trop z Setytą po prostu musiał sprawdzić, dla zwykłego spokoju ducha.
- Wspomniał Pan wczorajszej nocy o Setycie czy może Pan nieco przybliżyć to zdarzenie?
Pomyślał ze smutkiem Tremere kiedy młody Ventrue szybko zbył zasugerowany lekki dyskurs. Thomas wiedział, że zbudowanie nowej osobowości to najlepszy sposób by zminimalizować szansę odkrycia jego zmiany ale nie sądził że będzie to takie trudne. Podpatrzone gesty zachowania które starał się zlepić z kilku poznanych kainitów wyszły z nad wyraz miernym rezultatem. Wystarczyła chwila by Ventrue, piąta woda po kisielu Vallo, szybko i bezpardonowo wyszedł mu poza opracowany skrypt zachowań. Bańka mydlana pękła. Zbiło go to z pantałyku i gdyby nie przyciągający wzrok Achille sytuacja stała by się bardzo kłopotliwa. A tak wszyła tylko żenująco...
Następnym razem musisz się bardziej postarać, może trzeba będzie całą scenę powitania przemyśleć i rozpisać...
[center]***[/center]
Kolejnej nocy Tomas przeglądał dokumentację policyjną, która wydawał mu się słabym tropem. Przekładając kolejne fotografie nie trafił na nic ciekawego.
Dużo grubszym tropem była wiadomość o osobie ojca Elzy. Z jakiego powodu plombował kryptę Merry? Czy klucz do otwarcia tamtego zabezpieczonego magią sarkofagu nie znajdował się przypadkiem w rzymskim grobie? I co w nim takiego było? W sumie tam mogło być wszystko. Od tak błahej rzeczy jak jakiś haczyk na ojca Elzy po tak istotne rzeczy jak scroll z rytuałem który powinien być ukryty na wieki. To wiązałoby się z Setytą który zginął w Rzymie choć byłoby bardzo mało prawdopodobne. Nie mniej jednak mało kto wiedział skąd tak naprawdę pochodzą posiadane przez klan Tremere rytuały taumaturgiczne.
Tomas wiedział, dlatego trop z Setytą po prostu musiał sprawdzić, dla zwykłego spokoju ducha.
- Wspomniał Pan wczorajszej nocy o Setycie czy może Pan nieco przybliżyć to zdarzenie?
Sprawdzam datę włamania do krypty oraz kto zgłosił zdarzenie. Zgłaszający był pierwszy na miejscu widział wszystko.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Przedmieścia Rzymu; 23/11/15 po zmroku;
- Zginął kilka dni przed incydentem z grobem Percy'ego. Na pierwszy rzut oka można powiedziećby, że to była udana próba samobójcza. Zamknął się w zakratowanej studni, gdzie wpadają promienie słoneczne. Ale na miejscu znaleziono kołek, co w moim wyobrażeniu przemawia, że nieszczęśnik nie znazł się tam z własnej woli.
- Hmmm - zastanowił się Xavier. Sprawa rzeczywiście mogła być powiązana, ale nikt nie widział jeszcze co mogłoby łączyć grób Toreadora ze śmiercią Setyty. Steinbach zerknął w raport policyjny. Był datowany na dwudziestego drugiego czerwca, zatem miejce spoczynku Percy'ego zbeszczeszczono w noc świętojańską z dwudziestego pierwszego na dwudziestego drugiego.
Do rozmowy włączył się Moreau, do tej pory zapatrzony w ekran smartfona:
- Wiecie, że po śmierci Percego pochowano w innym miejscu cmentarza niż teraz? Kilka tygodni po pogrzebie Trelawny kazał ekshumowac szczątki, twierdząc, że Shelley leży w niewłaściwym miejscu cmentarza.. Ponadto sam wykupił miejsce obok i pochowano go tam w 1881. Musze zlokalizować poprzedni grób. Gdyby nie te 8 lat różnicy powiedziałbym ze Pearcy leży na miejscu Trelawnego. Niezależnie od tego trzeba będzie otworzyć jakiś grób. Potrzebne będą łom, szpadel, te sprawy. Ciekawe czy zachowało się wystarczająco dużo czaszki by odtworzyć twarz?
-Domysliłem się, że zechcecie otworzyć grób i wziąłem ze sobą kilka potrzebne narzędzia. Wiem, gdzie jest stary grobowiec Shelley. Mój ghul to sprawdził. Przejrzał rejestry i wiem która to kwatera. Zapraszam do auta. Zapowiada się długa noc przed nami.
- Zginął kilka dni przed incydentem z grobem Percy'ego. Na pierwszy rzut oka można powiedziećby, że to była udana próba samobójcza. Zamknął się w zakratowanej studni, gdzie wpadają promienie słoneczne. Ale na miejscu znaleziono kołek, co w moim wyobrażeniu przemawia, że nieszczęśnik nie znazł się tam z własnej woli.
- Hmmm - zastanowił się Xavier. Sprawa rzeczywiście mogła być powiązana, ale nikt nie widział jeszcze co mogłoby łączyć grób Toreadora ze śmiercią Setyty. Steinbach zerknął w raport policyjny. Był datowany na dwudziestego drugiego czerwca, zatem miejce spoczynku Percy'ego zbeszczeszczono w noc świętojańską z dwudziestego pierwszego na dwudziestego drugiego.
Do rozmowy włączył się Moreau, do tej pory zapatrzony w ekran smartfona:
- Wiecie, że po śmierci Percego pochowano w innym miejscu cmentarza niż teraz? Kilka tygodni po pogrzebie Trelawny kazał ekshumowac szczątki, twierdząc, że Shelley leży w niewłaściwym miejscu cmentarza.. Ponadto sam wykupił miejsce obok i pochowano go tam w 1881. Musze zlokalizować poprzedni grób. Gdyby nie te 8 lat różnicy powiedziałbym ze Pearcy leży na miejscu Trelawnego. Niezależnie od tego trzeba będzie otworzyć jakiś grób. Potrzebne będą łom, szpadel, te sprawy. Ciekawe czy zachowało się wystarczająco dużo czaszki by odtworzyć twarz?
-Domysliłem się, że zechcecie otworzyć grób i wziąłem ze sobą kilka potrzebne narzędzia. Wiem, gdzie jest stary grobowiec Shelley. Mój ghul to sprawdził. Przejrzał rejestry i wiem która to kwatera. Zapraszam do auta. Zapowiada się długa noc przed nami.
Moreau będzie miał wszystko co potrzebne do ewentualnego odtworzenia czaszki w modelu 3d. Zakładam, że polecenie odnaleziania starego grobu poprosił zeszłęj nocy.
Ostatnio zmieniony 18 maja 2015, 15:19 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.