Kilkupiętrowy apartament na najwyższych poziomach budowli tylko powierzchownie przypominał akolitom ich wcześniejszą kryjówkę. Ten dla odmiany wyposażony był w okna z grubego pancernego szkła, oferujące widok na zasnutą smogiem metropolię i regulujące poziom przyciemnienia w automatyczny sposób chroniący oczy obserwatorów przed rozbłyskami płomieni wystrzeliwujących z kominów niezliczonych zakładów rafineryjnych.
Drugą zmianą była obecność innych ludzi, chociaż Medea i jej towarzysze nie potrafili oszacować dokładnie liczebności agentów Solona Arksesa przebywających w apartamencie. Zakwaterowani w jednym z licznych pokoi, akolici zostali porzuceni przez Septimusa na pastwę losu i dalszej niepewności.
- Zjedzcie coś, wykąpcie się, odpocznijcie - polecił wysłannik quattora Ludda otwierając agentom drzwi ich oszczędnie urządzonego pokoju - Jedzenie jest na stole. Nie wychodźcie bez pozwolenia, nie kręćcie się po obiekcie. Ktoś się niebawem wami zajmie.
Trix pewna była, że Septimus nie zamknął drzwi na żaden rodzaj zamka, ale nie sądziła, by złamanie zakazu opuszczania pokoju wyszło jej na dobre. W zamian przyjrzała się czterem ustawionym pod jedną ze ścian łóżkom, starannie posłanym i nieskazitelnie czystym. Na sąsiadującym z nimi stoliku stały półmiski wypełnione gęstą breją z gotowanych warzyw oraz plastikowe butelki wody.
Zabójczyni położyła torbę z ekwipunkiem na jednym z łóżek, wzięła do dłoni butelkę i podeszła do niewielkiego okna wpatrując się w płonącą na tle metropolitalnej panoramy tarczę wschodzącego słońca. Pozostali akolici poszli w jej ślady, dopiero teraz odczuwając dokuczające im od jakiegoś czasu pragnienie.
- Sibellus - powiedziała półgłosem Medea - Serce Calixis. Byliśmy tutaj od trzech miesięcy.
- I mogliśmy tkwić w tamtym schronie przez następny rok, gdyby nie ten incydent - mruknął pod nosem Haxtan, który w międzyczasie zdążył podejrzliwie obwąchać zawartość półmisków - Wcale zresztą nie jest powiedziane, że zaraz tam nie wrócimy. Niezbadane są wyroki Imperatora.