PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 31 maja 2015, 15:07

- Zgadzam się - powiedział krótko Łowca, wyrażając poparcie dla słów Terrego. Wszedł do Sanktuarium przed chwilą, na tyle długą jednak, by usłyszeć ostatnią wypowiedź Świra. Na ramieniu niósł wielką, czarną torbę na kije golfowe, która wydawała się dziwnie niekształtna. Sądząc po sposobie, w jaki położył ja na ziemi, musiała być także bardzo ciężka. Rozpiął ją i zaczął wyjmować jej zawartość, wykładając na stół strzelbę, trzy granaty, kilka pudełek z nabojami i cztery kamizelki kuloodporne. Zebrani zamilkli na chwilę przyglądając się czynnościom, wykonywanym przez Assamitę, który jednocześnie zaczął tłumaczyć, w typowy dla siebie, pozbawiony emocji sposób.

- Lekkie kamizelki kuloodporne, typ II. Ochronią was przed pociskami 9 mm, 40 S&W oraz amunicją 357 typu Magnum. Nie ograniczają zbytnio ruchów i można je nosić pod okryciem wierzchnim. Te tutaj pozbawione są wkładek ceramicznych, więc nie ochronią was przed wystrzałem z shotguna. Nie ochronią was także przed trafieniem w głowę. Więc należy liczyć się z faktem, iż będą bezużyteczne w starciu z wrogami, którzy znają naszą naturę. Niemniej mogą okazać się przydatne w innych sytuacjach, dlatego uznałem, że powinniśmy mieć je na wyposażeniu.

Skończył prezentację kamizelek i przeszedł do broni:

- Heckler & Koch FABARM FP6 - powiedział, wskazując na leżącą na stole strzelbę. - Prototyp, którego jeszcze nie znajdziecie na rynku - uśmiechnął się z chłodną satysfakcją. - Broń prosta w obsłudze, o niewielkim rozmiarze, który czyni ją bardzo poręczną w mieście. Jej długość wynosi zaledwie sto pięć milimetrów, waga trzy kilogramy. Poradzisz sobie bez problemów - spojrzał na Gavina. Cygan już otwierał usta by coś powiedzieć, lecz Assamita nie dał mu dojść do słowa.

- Najpierw posłuchaj, później gadaj - ubiegł go. - Potrzebujecie broni, która skutecznie zniechęci waszych przeciwników, w sytuacji, gdy mnie nie będzie w okolicy, lub jeśli zginę. To co widzisz przed sobą doskonale się do tego nadaje - podniósł broń i omawiając jej funkcje jednocześnie prezentował je zebranym.

[center]Obrazek[/center]
- Mechanizm typu pump-action pozwoli ci na szybkie przeładowanie tej zabawki, bez konieczności zdejmowania palca ze spustu. Magazynek zawiera 7 naboi typu 12 gauge, dodatkowo jeden mieści się w lufie. Do tej broni, poza standardową amunicją dostaniesz srebrny śrut oraz amunicję zapalająca typu Dragons' breath. Co do tego pierwszego, mam nadzieję, że nie będziesz musiał tego używać. Niemniej jeśli zajdzie taka potrzeba pozwoli ci to wyeliminować atakującego Lupina. Dragons' breath z kolei zmieni tą strzelbę w miotacz ognia, kładąc każdego Kainitę na waszej drodze. I zniechęcając do dalszego ataku tych, którzy zobaczą efekt. Weź pod uwagę, iż amunicja zapalająca może podpalić łatwopalne materiały w okolicy. Nie strzelaj z niej w zamkniętych pomieszczeniach, jeśli nie masz drzwi za plecami. Jeśli znajdziemy chwilę, pokażę ci dokładnie jak to działa. Wolałbym, żebyś wiedział. Jest to dość spektakularne.
[center]Obrazek[/center]
Odłożył strzelbę i sięgnął po szare pudełko, po czym wysypał na dłoń garść dziwnych naboi, zakończonych czymś co przypominało gumkę od ołówka:

[center]Obrazek[/center]
- Pociski glasera - poinformował Gavina - Niezwykle skuteczne. Pod tą zaślepką z tworzywa sztucznego znajdują się ołowiane kulki, które uwalniane są w momencie trafienia w cel, wywołując podwójną falę uderzeniową, która miażdży tkanki ofiary. Efekt naprawdę robi wrażenie - drapieżny uśmiech Assamity nie pozostawiał co do tego wątpliwości. - Na siedemdziesiąt trafień zwykle notuje się sześćdziesiąt dziewięć trupów, a tego, któremu udało się przeżyć lekarze określają mianem cudu medycznego. Ponadto jest to dość bezpieczna amunicja: nie rykoszetuje, nie przebija ścian, dzięki czemu nie zabijesz przypadkowo kogoś znajdującego się w drugim pokoju. Kaliber pasuje do twojego rewolweru. Używaj tego z głową.

Odłożył kule na stół i bez dalszych wyjaśnień zebrał granaty i dwa pudełka pocisków.

- Na razie Dragon's breath będę nosił przy sobie. Nie chcę byś coś przypadkiem podpalił. Dam ci ją, gdy będzie potrzebna. Jeśli uznam, że sobie dobrze radzisz i ocenię, że twój poziom opanowania w czasie akcji jest odpowiedni, będziesz mógł ją nosić sam.

Spojrzał na zebranych Niewiernych i dodał:

- Wybierając broń i opancerzenie starałem się dostosować je do waszych umiejętności i mieć na uwadze przede wszystkim zwiększenie waszych szans na przeżycie. To wszystko, co mam do powiedzenia. Hal fahimutum hadha ad-dars?* Są jakieś pytania?
Dla Gavina: Dostaniesz 12 naboi typu Glasser (o ile pamiętam SW M640 ma ładowność 6), poza tym wymienioną strzelbę: H&K FABARM FP6 (niemiecka technologia - najlepsza!), do niej normalną amunicję i gruby srebrny śrut. Dragon's breath na razie noszę sam.
Generalnie w czasie całej tej prezentacji Namtar jest spokojny, ale też wydaje się dość zadowolony. Widać, że omawianie tego typu tematów sprawia mu pewną zawodową przyjemność.

* arab. Czy wszyscy zrozumieliście?
Ostatnio zmieniony 02 listopada 2015, 23:29 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 01 czerwca 2015, 19:19

Słowa Terrego na temat Zegara jeszcze bardziej zasępiły Victorię. Podróż przez lustra i trudności, jakie napotkała po drodze, wprowadziły ją w paskudny i złowieszczy nastrój. Nie mogła pozbyć się tego nieprzyjemnego uczucia niepokoju i lęku, a obecność Spectr dodatkowo pogarszała sytuację. Nie pamiętała, by kiedykolwiek wcześniej widziała ich aż tyle. Dopiero gdy znalazła się w Sanktuarium, odetchnęła z ulgą.

Krótki i rzeczowy wykład Assamity na temat broni mógłby zrobić większe wrażenie, gdyby jakkolwiek znała się na tym, co do nich mówił. Ale było inaczej i nie miała zamiaru tego zmieniać. Nigdy nie lubiła broni palnej. Robiła za dużo zamieszania jak na jej gust. Nigdy też tak naprawdę nie miała powodów, by z niej korzystać. Nawet broń, którą nosił Lucas, służyła raczej do zastraszania ludzi. Z wampirami należało obchodzić się inaczej. Choć musiała przyznać, że w ich obecnej sytuacji niewątpliwie będę potrzebować czegoś podobnego.

- Dobrze się spisałeś Łowco. - Jedno nerwowe spojrzenie w kierunku metalowej broni wystarczyło, by skupić uwagę na innych sprawach - Skoro jesteśmy tutaj już wszyscy, ustalmy kilka rzeczy na dzisiejszą noc. - Spojrzała na zebranych, a zdenerwowanie dawało się łatwo odczytać z jej spiętego ciała.

- Pozwólcie, że wrócę na chwilę do tematu Zegara. Nie wiem czy ruch jego wskazówek czy zbliżające się wielkie bum to sprawia, ale poza terenem domeny i Sanktuarium w świecie astralnym dzieją się dziwne rzeczy. Spotkałam w drodze przez lustra Spectry... to Upiory, które poddały się mocy Zapominania i są uosobieniem swoich najgorszych cech. Było ich dużo i nie jest to naturalny stan. One potrafią wywoływać strach, więc proszę was byście mięli świadomość ich obecności, kiedy już stąd wyruszymy... Zwłaszcza ci z was, którzy korzystają z nadwrażliwości... - spojrzała na Malkavianina - Terry, jeśli poczujesz jakikolwiek wpływ magii czy ataku z tej strony, uprzedź nas wszystkich natychmiast... - ton jej głosu nieco złagodniał, a rysy twarzy wygładziły się, kiedy zaczęła mówić dalej.

- Przypominam, że to już ie są przelewki i nie możemy pozwolić sobie na błędy. Zwłaszcza w terenie.

- Poza tym... - zaczęła spokojniej już przechadzać się po pomieszczeniu - mamy do dyspozycji dwa nowe samochody. Jakaś terenówka i coś nie rzucającego się w oczy. Stoją przed domem, zatankowane. Kluczyki i dokumenty są w kuchni, więc sądzę Gavinie, że skoro jako jedyny prowadzisz samochód, lepiej by były u ciebie.

Podeszła do swojego sarkofagu i oparła się o niego bokiem, składając ręce przed sobą i patrząc gdzieś daleko w przestrzeń, w sobie tylko znajome miejsca.

- Claire próbowała dowiedzieć się czegoś więcej o naszym nieszczęsnym malarzu, ale dziś rano wymeldował się z jednego z hoteli i tu ślad się urywa. Wydaje się, że nie chce być odnaleziony i trudno się temu dziwić. Wczorajsza noc wstrząsnęła miastem, a niestety to zaledwie początek...

- Mam też kilka informacji o Klausie, choć wydają się mało konkretne. Bardzo dużo się przemieszczał wczorajszej nocy, między innymi Point Pleasant razem z grupą innych sobie podobnych. Kręcili się blisko jednego z Kościołów, ale nie weszli do środka. Pojechali jeszcze przeszukać jeden pusty dom. Szukali czegoś, po czym zabrali jakieś papiery. Później powrócili do Charleston, ale wcześniej spotkali się z inna grupą i wymienili się z tym co wynieśli z domu w Point Pleasant. W Charleston udali się do swojej kryjówki, gdzie wypili wspólnie krew i poszli spać. - Zwróciła się do Horacego, który nad wyraz "rześko" prezentował się tego wieczoru.

- Horacy, co się znajduje w tym kościele w Point Pleasant?
Victoria początkowo jest wyraźnie zdenerwowana, ale stopniowo uspokaja się. Chociaż obecność broni wywołuje u niej zniesmaczenie i raczej będzie unikać kontaktu z nią.
Ostatnio zmieniony 01 czerwca 2015, 19:28 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 02 czerwca 2015, 02:19

Kilka chwil zajęło Ravnosowi przyswojenie nowych informacji. Zaczynał powoli rozumieć że na początku i końcu każdej nocy, członkowie koterii dzielą się informacjami które zdobyli. Świadomość że podział ten nigdy nie będzie całkowity, nie dawała mu spokoju. Próbował jednak ukryć to pod postawą osoby skłonnej do współpracy, choć nieco lekkomyślnej.

- Nie wiem jak wam, mi jednak minuty na Zegarze Zagłady nie bardzo pasują do określenia ile właściwie mamy czasu. Jeżeli Baali naprawdę chcą zrobić coś z tym meteorytem, to podejmą akcję w ciągu następnych 6 dni. Po upływie tego czasu obiekt ten przestanie być zagrożeniem dla ziemi.

Ravnos mówił w sposób czysto nastawiony na przekazywanie informacji, wskazujący na to ze wie o czym mówi. Sama treść jednak wydawała się wręcz wzięta z kosmosu, jeśli nie z innego mrocznego miejsca.

- Jest też kilka innych informacji, które pozostawiam wam do waszej własnej interpretacji. - Tu Gavin wyciągnął laptopa, po czym udostępnił koterii zawartość maila od firmy Vito and Devil. - Jako że nasza przywódczyni zobligowała się do pokrycia wszystkich kosztów zadania, pozwoliłem sobie zakupić kilka usług na kredyt. Myślę że te kilkaset dolarów będzie niczym dla tak bogatej kobiety jak Ty, Victorio.

Gavin odsunął się od Laptopa, robiąc miejsce dla osób które zechcą przeczytać treść wiadomości. Skrzynka mailowa była pusta, a brak kontaktów w folderze nadawcy/odbiorcy sugerował ze musiała ona zostać założona niedawno.

- Rozważam wysłanie małego Lu w okolice Tug Fork, na łowienie skarbów. My możemy nie mieć na to czasu, zważywszy na dość napięty harmonogram, a Lu zrobi obecnie wszystko w imię miłości. Jak wielu przed i wielu po nim.

Gavin mówił dalej. W głębi serca jednak chciał by Lucjan trzymał się z dala od tego miasta, jak i innych wymienionych w wiadomości zjawisk. Wybrał więc tą robotę, którą uznał za najbezpieczniejszą i najbardziej pasującą do złodzieja.

- Samolot którym leciał mój ulubiony wampir z tego miasta miał tam przymusowe lądowanie. Cokolwiek przewoził, zostało rozkradzione przez ludzi żyjących w okolicy. Odnosiło się to co prawda głównie do biżuterii, niemniej... Jeżeli bęben o którym mówił Gangrel jest aż tak mistyczny to mógł przetrwać kraksę i obecnie może znajdować się w którymś z domostw w tamtej okolicy. Moim zdaniem warto spróbować. Zwłaszcza gdy w drużynie jest więcej niż jeden złodziej. Nie stać nas na marnowanie potencjału.

Gavin poczynił kilka kroków w stronę Łowcy, zbliżając się na tyle by nie naruszyć przestrzeni osobistej wampira. Były to małe kroki.

- Co do Ciebie Assamito, to będę potrzebował małego przeszkolenia dotyczącego zasad użytkowania tej broni. Osobiście preferuje raczej rewolwery niż strzelby, no ale cóż. Ty tu odpowiadasz za bezpieczeństwo i nie mam podstaw by kłócić się z Tobą o Twój dobór zabawek. Co jeszcze masz dla członków koterii?

- Już mówiłem, kamizelki kuloodporne i moje urocze towarzystwo - Łowca uśmiechnął się zimno. - Macie przeżyć, nie walczyć. Poza tym reszta nie umie posługiwać się bronią. Chyba nie chcesz, by sobie zrobili krzywdę?

Ostatnie słowa Łowcy sprawiły, iż Gavin pospiesznie zwrócił się do Horacego.

- A teraz wróćmy do tego co tak naprawdę ważne. Horacy... Co znajduje się w kościele w Point Pleasant i dlaczego znowu idziemy do kościoła?
Ostatnio zmieniony 02 czerwca 2015, 12:29 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 02 czerwca 2015, 13:14

- Co znajduje się w kościele w Point Pleasan i dlaczego tam idziemy... - wymruczał w zamyśleniu Horacy - Cóż, powinienem chyba zapytać o którym kościele mówimy. Zgaduję, że chodzi o Sacred Heart Catholic Church przy Jackson Ave. Lecz jedynie zgaduję. Dlaczego o niego? Ponieważ jest coś w rodzaju sanktuarium albo świętego miejsce nie tylko dla Przebudzonych. Przybytkiem zarządza jakiś Mag, który jest równocześnie księdzem w tym kościele. Facet jest po pięćdziesiątce i nazywa się jeśli mnie pamięć nie myli Adam Towers. Wampiry omijają to miejsce, albowiem posiada on Prawdziwą Wiarę i jest bardzo wrogo nastawiony do całego naszego rodzaju. Kiedyś było kilku naiwniaków, którzy chcieli sklepać tego klechę, ale od momentu kiedy się tam wybrali wieść o nich zanikła i nikt ich więcej nie widział. Przyjemniaczek nie ma co. Jeśli zaś chodzi o drugie pytanie to nie mam pojęcia po co tam jedziemy. Pierwsza myśl jest taka, że ta koteria strasznie się uduchowiła i jeśli nie ma choć jednego silnego przeżycia religijnego w ciągu nocy, to jest to czas zmarnowany. - Nosferatu uśmiechnął się złośliwie i zaczął obracać komórkę w nienaturalnie długich palcach.

[center]Obrazek[/center]

- Zastanówmy się czy chcemy iść tropem Klausa i jego grupy. Pytanie moje jest takie, dlaczego uważacie, że ta sfora Sabatu jest powiązana z meteorytem? Może jedynie realizują odwieczny plan przejęcia miasta i jest to zupełnie nie związane z naszą sprawą. Owszem możemy a nawet powinniśmy to sprawdzić jeśli będziemy w Point Pleasant, ale pojechać tam tylko po to... - pokręcił przecząco głową, zaczął przechadzać się po sanktuarium. W milczeniu kroczył tak przez chwilę z założonymi na piersiach rękami i wzrokiem wybitym w posadzkę.

- Moim zdaniem nadal lepszym tropem jest, smażący się obecnie w piekle, Spiro a właściwie jego magia. Malarz tak nie wiele by nam powiedział więc żadna wielka strata zrobił tylko to co mu kazał Spiro. Tutaj kluczem jest wytropienie dokąd ta cała krew poszła, czyli gdzie obecnie znajduje się ten cholerny zbiornik z jego krwawą zawartością. Moim zdaniem jest to paliwko, które ma napędzać całą wielką maszynę destrukcji, które jest zgromadzone w jakimś jednym miejscu. Znajdźmy je i zutylizujmy, a wówczas może nie zdążą już przygotować nowej porcji nim meteoryt przeleci. Jeśli tylko uda się odwlec czas apokalipsy na tyle by ten kosmiczny kamyk przemknął koło nas, to potem na spokojnie zajmiemy się szukaniem tych którzy byli w to zamieszani. Najpierw musimy jednak zlokalizować zbiornik a wytropienie gdzie ta krew poszła wymaga użycia tak silnej magii, że zastanawiam się nawet czy to w ogóle jest możliwe. Może gdyby odpowiednio potężny mag miał w rękach pierścień, który posłużył przy rytuale ściągnięcia krwi to mógłby wskazać dokąd te hektolitry poszły. Dlatego uważam że w pierwszej kolejności powinniśmy się spotkać z magami i poważnie z nimi porozmawiać. To ich branża, bez ich wiedzy możemy jedynie spekulować. Być może naświetlą nam też ogólne zasady zorganizowania magicznego Mambo Dżambo na taką olbrzymią skalę. Być może przebudzeni sami potrafią zlokalizować zbiornik po śladach w umbrze, czy czymś. Sam nie wiem... - Horacy wzruszył ramionami i przerwał pochód obracając się w kierunku audytorium.

- W każdym razie trzeba porozmawiać z magami ale z takimi którzy są gotowi usiąść do stołu rozmów, a nie z takimi którzy spalą nas swoją mocą na miejscu, zanim jeszcze otworzymy gęby żeby się przedstawić. Dotrzemy i do tego do księdza ale zaanonsowani wcześniej przez innych przebudzonych lub w ich towarzystwie. Poza tym będąc oficjalnie w Point Pleasant możemy łapnąć drugiego kruka bez ryzyka. Muszę tylko umówić spotkanie na ich terenie ale zrobię to już z trasy kiedy będziemy dojeżdżać do miasta.
Ostatnio zmieniony 02 czerwca 2015, 14:24 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 03 czerwca 2015, 15:19

- Beltahkid*, Horacy ma rację - Assamita niespodziewanie poparł Szczura. - Nie ma sensu chodzić za sforą Sabatu. To strata czasu. Poza tym, obiecałaś mi ich krew... - spojrzał na Victorię i wyszczerzył zęby. - Gdy tylko dowiesz się, gdzie spędzają dzień, pamiętasz? Oszczędzę Klausa, mogę przesłuchać resztę. Dowiem się czego tam szukali, bez konieczności walki z Magiem. Tak to widzę.

Obdarzył koterię dszerokim uśmiechem, który sprawił, że bardziej przypominał rekina niż istotę ludzką.

- Powinniście pogadać z Magami, to się może przydać. Ale co do malarza... Sugeruję go znaleźć. On może też być z Krwi Baala. Bardzo chciałbym z nim porozmawiać - dłoń Mordercy niemal pieszczotliwie pogłaskała głownię sztyletu. - Więc pomyślcie, czy możemy coś zrobić by go zlokalizować? Ja tu niewiele zdziałam. To nie moje miasto, nie moja ziemia - ale wy macie swoje kontakty i możliwości.

- Co do przeszkolenia - zwrócił się do Gavina. - Nie będzie problemu. Musimy tylko znaleźć miejsce na uboczu. Wystrzał z Dragon's breath jest zbyt widoczny by to robić za domem.

- Sugeruję zacząć wieczór od odwiedzin w kryjówce Sabatu. Zrozumiem, jeśli będziecie woleli, abym poszedł sam. Poradzę sobie. - oblizał się odruchowo i wyszczerzył zęby. Idea urządzenia kolejnej krwawej łaźni najwyraźniej mocno przemawiała do jego gustów.

- Zanim jednak przejdziemy do działania, chciałbym też prosić o kwadrans czasu wolnego - zwrócił się do Victorii - z uwagi na sprawy Klanu. Hal taqbalina hadha?**


* arab. Oczywiście
** arab. Zgadzasz się?
Ostatnio zmieniony 03 czerwca 2015, 18:02 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 07 czerwca 2015, 12:20

Zacisnął szczeki. Sposób, w jaki Victoria przemilczała sprawę ich umowy zaczynał najwyraźniej go drażnić. Nie lubił być ignorowany i nie zamierzał na to pozwalać. Nikomu.

- Powiedziałaś, że sfora wróciła do swojego schronienia, więc widziałaś drogę do niego... - głos Assamity był zimny i spokojny. Nienaturalnie spokojny. Zebrani odnieśli nagle wrażenie, że atmosfera wokół Łowcy staje się niepokojąco gęsta. Zdecydowanie, zbierało się na burzę...

- Ayyna kaana?* Mieliśmy umowę. Ty podasz mi lokację a ja pójdę ich zabić. Obiecałaś mi krew. I śmierć. Waa faqri,** co jest tu niejasne?




* arab. Gdzie to było?
** arab. Cholera
Ostatnio zmieniony 07 czerwca 2015, 12:48 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 07 czerwca 2015, 12:55

- Owszem, widziałam drogę do niego. Nie odbieram Ci prawa do nich... Zabójco. - spokojnie wytrzymała spojrzenie Assamity.

- Mówiłam już wcześniej, że do określenia dokładnie tego miejsca, potrzeba nam wiedzy Horacego o samym mieście. Mogę ze szczegółami je opisać, ale nie jestem w stanie go zlokalizować. Zwyczajnie nie znam tego terenu i jego kryjówek.

Jej spojrzenie padło na Horacego, a pytająco uniesiona brew wskazywała na zaciekawienie, czy Nosferatu podejmie temat.

- Poza tym... - dodała po chwili - nie mamy pewności, czy zostają na noc zawsze w tym samym schronieniu. Mogą mieć kilka takich. Chciałabym, byś zwrócił uwagę na jeszcze jeden fakt, Assamito. Nie jesteśmy tu po to, byś mógł ganiać do woli i spełniać się w roli zabójcy. Nie interesują mnie twoje pobudki, czy to religijne czy inne. Priorytetem jest sprawa Reda i przypominam, że jej dotyczy twój Kontrakt i na nim powinieneś się skupić. Do ciebie należy ochrona nas wszystkich. - Rozejrzała się po zgromadzonych.

- Zaznaczam raz jeszcze. Nie odbieram ci prawa do nich. Ale nie pozwolę teraz na tego rodzaju prywatne wycieczki... Chyba że koteria uzna, iż sprawa sfory jest ważna i będą chcieli dowiedzieć się czegoś dzisiejszej nocy. Skupmy się zatem na ustaleniu dalszego planu działania. Czekam na propozycje.
Jeśli potrzebne będą informacje od serwitora na temat lokalizacji sfory sabatu, Victoria przekaże jak najwięcej szczegółów.
Ostatnio zmieniony 07 czerwca 2015, 13:27 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 07 czerwca 2015, 13:22

Gavin był zdziwiony. Z właściwą sobie frywolnością i skłonnością do wypowiadania swojego zdania, przed dokładnym przemyśleniem go, powiedział:

- Myślałem że osobiste traumy rozwiązujemy poza celem głównym. Jeżeli wszyscy pojedziemy w okolice tej meliny to stracimy noc, jeżeli zaś będziemy poruszać się po mieście bez ochrony to ryzykujemy że ktoś nas po prostu skasuje.

- Znamy miejsce spoczynku sfory sabatu, kto Ci broni ich odwiedzić po wykonaniu zadania?

Po chwili dotarło do Gavina co tak właściwie zasugerował. Zdał sobie sprawę że aura jego towarzyszy wpływa na niego znacznie silniej i szybciej niż by sobie tego życzył.

Wymorduj ich w swoim wolnym czasie

Ravnosa zniesmaczył jego własny sposób myślenia. Postanowił jednak nie zagłębiać się w ten stan bardziej. Dość szybko zwrócił się do Horacego, dorzucając swoje kilka groszy do ciągle rosnącego stosu pytań. Było to jedyne antidotum na spojrzenie Assamity, pod którym czuł się wyjątkowo niekomfortowo.

- Czy wiesz może coś więcej na temat Człowieka Ćmy? Słyszałem, tu i tam, niepokojące pogłoski na temat jego egzystencji. Wiesz może coś więcej?

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 07 czerwca 2015, 14:18

Terry w milczeniu obserwował rozwój wydarzeń. Wyrachowana Victoria, zdenerwowany Łowca, stanowcza Victoria i tracący zainteresowanie Gavin. Miał wrażenie, że poza zanotowaniem jego słów, nikt szczególnie się nimi nie przejął. Z drugiej strony, sam nie był pewien jakiej reakcji oczekiwał.

Kiedy Oszust zwrócił się do Horacego, Terry podszedł do Darth'a Namtara. Mówił spokojnym głosem, by Morderca nie odebrał jego słów jako atak.

- Wiem, że nie mogę zmienić tego kim jesteś. Nie będę próbować, nie pomogło by to żadnemu z nas. Ale czy naprawdę uważasz, że radosne unicestwianie coraz to większej ilości Spokrewnionych, to dobry pomysł na prowadzenie naszego dochodzenia? Jeśli oboje zgadzacie się co do tego, że ów zgraja z Sabatu to strata czasu, dlaczego właśnie im chcesz poświęcać czas w pierwszej kolejności? Nie mamy go zbyt wiele, zegar tyka.

- Poza tym, Ravnos ma rację. Możemy ruszyć bez ochroniarza, lecz może to być nie fajne w skutkach. Albo czekać tu na twój powrót i marnować czas. Albo więc czeka nas strata czasu, albo zbyt duże ryzyko.

- Zdążyłeś nam już pokazać, że jesteś inteligentny, a twe analizy logiczne. Zdążyłeś też pokazać, że w imię naszego bezpieczeństwa jesteś gotów częstować nasze serca kołkami. Tym bardziej więc nie rozumiem twojej propozycji, żeby cię tam wysłać, a nas zostawić bez opieki.
Ostatnio zmieniony 07 czerwca 2015, 14:40 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 07 czerwca 2015, 16:19

Śmiech Assamity bardziej przypominał warczenie bestii, niż cokolwiek innego i wszyscy obecni niemal odruchowo wykonali pół kroku w tył.

- Widzę, że dużo się zmieniło, Kafir - jego głos utracił pozory spokoju, teraz brzmiała w nim po prostu ciemność i głód, a także coś w rodzaju dziwnego, popieprzonego zadowolenia. I Terry pojął bardzo szybko, iż to, z czym rozmawia, jedynie z wyglądu przypomina człowieka.

- Udaje wam się współpracować - słowa te trudno było uznać za pochwałę, raczej za stwierdzenie faktu, który z jakiś powodów wydawał się Mordercę bawić. - To dobrze. Może zdołacie przeżyć... Ciekawe - przekrzywił lekko głowę. - Sam ich tego nauczyłeś? Czy to po prostu instynkt?

Przerwał i spojrzał wprost na Świra:

- Masz rację i oni też mają. Zabijanie sfory nie przybliży nas do celu, i zabierze czas, którego nie mamy. Ale ona - wskazał palcem na Victorię. - Obiecała mi to. Więc czemu uważacie, że to ja robię błąd, gdy domagam się wypełnienia umowy? Zaghnaboot!* Zaiste, słowo znaczy u was mniej niż pył pustyni. Lub też celowo okłamujecie mnie...

Z zatrważającą szybkością wykonał kilka szybkich kroków, sprawnie wymijając Terrego i stając na wprost Lasombry. Jego ruchy przywodziły na myśl wygłodniałego tygrysa, a dłoń oparta była na głowni sztyletu. Victoria przełknęła ślinę.

- Maalish lulu?** Myślisz, że mogę uśpić głód obietnicami? - wysyczał jej w twarz. - Yekhrib betak!*** Myślisz, że możesz mnie oszukać? Kosma yara!**** Krew popłynie tej nocy, nie ważne czyja!

Zaklął niezrozumiale po arabsku, cofnął się jednak. Przechylił głowę i przez chwilę wydawał się rozważać jakąś sprawę, po czym wyszczerzył zęby w czymś, co tylko przy bardzo dużej dozie wyobraźni i dobrej woli, można było uznać za uśmiech.

- Wypełnię swoje obowiązki. Kontrakt jest święty. Mektub! Ale zapamiętam to, co zrobiłaś. Twoje słowo jest jak piasek na wietrze. Nie będę więcej ufał twoim obietnicom.

Obrzucił koterię wrogim spojrzeniem. Nawet nie mogąc widzieć oczy Mordercy, poczuli na sobie ciężar jego wzroku. Gdy odezwał się ponownie, jego głos znów nabrał temperatury ciekłego azotu.

- Teraz idę zając się sprawami Klanu. Będę za kwadrans. Lun aakun mutakhir.***** Znam swoje obowiązki. Mam nadzieję, że do tego czasu ustalicie co robimy i gdzie.

Odwrócił się i skierował ku wyjściu. Chwilę przed opuszczeniem sanktuarium usłyszał słowa Terrego, który cicho zwrócił się do Victorii:

- Nie wiem dlaczego obiecałaś mu krew która w żaden sposób nie jest twoją, mam tylko nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego co zrobiłaś. Bo każdy, bez względu na grzechy czy przewinienia, zasługuje na drugą szansę. A ty im jej odmówiłaś. I skazałaś ich na najgorszy możliwy koniec.

Nie zatrzymał się jednak. Był wściekły. Wszakże dopiero na zewnątrz pozwolił sobie na długą wiązankę przekleństw w ojczystym języku.



* arab. Trucizna dla was! - arabskie przekleństwo.
** arab. Co jest nie tak, dziwko?
*** arab. Bądź przeklęta!
**** arab. Przysięgam krew! - zwrot ten stanowi coś w rodzaju groźby i przekleństwa zarazem.
***** arab. Nie spóźnię się.
OD MG:
Victoria jest zastraszona, tak więc proszę o uwzględnienie tego w opisie swoich emocji. Pozostali członkowie koterii, czują dyskomfort i niepokój związany z tą sytuacją.
Ostatnio zmieniony 07 czerwca 2015, 20:21 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 07 czerwca 2015, 22:57

- Fiuuuu, fiuu... zagwizdał Horacy kiedy Namtar opuścił sanktuarium. Przezornie do tego czasu się nie odzywał czując jak napięcie rośnie z sekundy na sekundę - Ale się porobiło, wygląda na to że mamy focha. Pomówię z nim jak wróci, spokojnie mam pewne doświadczenie z alkoholikami i narkomanami. - machnął uspokajająco ręką - To w sumie podobne jak się nad tym zastanowić, tyle że nie tak zabójczo niebezpieczne...

- A tym czasem czy mogłabyś najpierw powiedzieć mi Victorio gdzie jest to miejsce, gdzie sypia sfora? Opisz to proszę najdokładniej jak potrafisz, nie chciałbym się pomylić i tracić niepotrzebnie czasu.

- Tyle pierdolenia w samochodzie jak skrócić dystans, jak go za przeproszeniem opnawać i co na koniec? Strzał w kolano - zarechotał i nagle urwał śmiech - Myślę, że za bardzo się przyzwyczailiście chwać za Namtarem. Jeśli on pojedzie odwiedzić Sabatników to co nie wyjdziecie na miasto? A co by było gdyby gdzieś zginął? Koniec koterii, każdy sra po gaciach i boi się wyjść? Nie wiem jak wy ale ja mam dług do spłacenia. I spłacę go czy Namtar będzie przy mnie czy nie. Każdy służy tej sprawie jak potrafi a wy zamiast zorganizować się to idziecie w rozsypkę i się różnicie. - Horacy zaczął się co raz bardziej rozkręcać - Sześc nocy została a co ja słyszę, czas wolny? Na co kurwa się pytam, na zwiedzanie, na pedicure? Czy wy wszyscy ocipieliście? Sześć nocy nas dzieli żeby zginęło tysiące istnień a ja mam pójść sobie z wędką na ryby?!

Pchnął wieko swojego sarkofagu, aż z łoskotem walnęło o posadzkę spadając z grobowca. Przez chwilę stał bez ruchu milcząc i patrzył na to co zrobił. Potem zaczął się sprawnie pakować, poczynając od fiolki krwi a na drobiazgach kończąc.

- Jadę spotkać się z magami, kto chce może iść ze mną - wyburczał chłodno - Zamienię tylko parę słów z Namtarem i ruszam. A co do człowieka ćmy to dłuższa historia. podzielę się nią kiedy tylko będzie więcej czasu na takie historyki...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 08 czerwca 2015, 10:05

Terry uniósł brwi, słysząc Horacego. Nie dziwiło go zdenerwowanie Nosferatu, sam czuł się nieswojo, po skończonym właśnie występie Darth'a Namtara. Dziwiło natomiast przekierowanie gniewu na ich osoby.

- Wszyscy chcemy jechać, to chyba oczywiste. A co się tyczy Mrocznego Jedi, nie, nie boję się wyjść bez niego na ulicę. Miałem swój Koszmar, ale on przestał już istnieć. Miałem jedynie nadzieję, że uda mi się odłożyć jego rozkosze na później. Nie było moją intencją go zdenerwować. - zrobił krótką pauzę - Co do samego zaś wyjścia, to, że ktoś ma "focha", jak to pięknie ująłeś, nie znaczy, że my też mamy go mieć. Mimo wszystko proponuję poczekać na ochroniarza. Z tego co zrozumiałem, na razie zarzucił pomysł odwiedzin w norze tej Sfory.

Odwrócił się jeszcze w stronę Victorii. Pamiętał jak nie tak dawno temu sam miał podobny zatarg z Mordercą. Pamiętał jak wtedy się czuł. Mroczna Pani musiała czuć się teraz podobnie. Chciał jeszcze rzucić w jej stronę parę słów pretensji za zaistniałą sytuację. Jednak wiedziony wspomnieniem terroru jaki w jego sercu zasiał Darth Namtar, postanowił ugryźć się w język.

- Ja jestem gotów. - dodał, kierując swe słowa do wszystkich zebranych - Rozumiem, że naszą decyzją jest rozmowa z Przebudzonymi. Niech tak będzie.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 10 czerwca 2015, 20:16

Problemy związane z pracą należało zostawić w pracy. Nauczył się tego już dawno. Zresztą... Miał przed sobą pewien obowiązek, który tak naprawdę pochłaniał jego uwagę bez reszty. Wszystko inne mogło poczekać. Mektub. Zbiegając po schodach, bezwiednie dotknął kieszeni na piersi. Materiał kurtki był gruby i szorstki, a jednak wyczuł skryty pod nim gładki, obły kształt fiolki z krwią. Wraz z tym doznaniem w jego myślach pojawiły się słowa starej, rockowej piosenki:

[center]You're poison, running through my veins.[/center]
Uśmiechnął się. W pewnych kwestiach nie miał złudzeń. A przynajmniej nie tego rodzaju, które stanowiły ucieczkę przed prawdą...

[center]***[/center]
Piwnica była ciemna i cicha. Chłodne powietrze pachniało dziwną mieszanką kurzu i deszczu, niosąc w sobie posmak tajemnicy i obietnicę samotności. Szybkim krokiem skierował się do sali z czarną posadzką, którą powoli zaczynał uważać za najbardziej osobisty fragment przestrzeni w tym domu. Przynajmniej na czas tej misji. Przelotnie zastanowił się, czy Kuffrowie wiedzieli o istnieniu tego pomieszczenia? Cóż, nawet jeśli nie, to niedługo się dowiedzą. W końcu to była ich posiadłość i niewiele mógł na to poradzić.

Na razie jednak korzystał z ich niewiedzy i tego nieznacznego przywileju odosobnienia, na jakie pozwalał mu zdobyty kwadrans. Cicho przeszedł przez pomieszczenie. W idealnym mroku, czarna posadzka nie odbijała zarysu jego sylwetki. Nawet szara poświata, która emanowała z niej zdawała się słabsza, niż w przypadku innych elementów otoczenia. A za nią widniała jedynie ciemność. Bez kształtu i bez imienia. A jednak wyczuwał na sobie jej spojrzenie. Usiadł po turecku na środku pokoju i wyjął fiolkę z kieszeni. Delikatnie położył ją przed sobą na podłodze i przez dłuższą chwilę wpatrywał się w nią nieruchomym wzrokiem. Tutaj mieściło się wszystko: powód by przeżyć kolejną noc, powód by umrzeć, jeśli będzie trzeba. Obietnica życia i kusząca pewność śmierci, zjednoczone w małym flakoniku, wypełnionym ciemną cieczą. Jej kolor mógłby rozpoznać zawsze, pośród tysięcy innych odcieni czerwieni. I nawet zbudzony w chwili, gdy słońce stało w zenicie pamiętałby jej smak. W woskowej pieczęci na korku odbity był arabski symbol składający się z trzech liter, stanowiących skrócony podpis Akramaha. Przejechał po nim delikatnie kciukiem, po czym podniósł fiolkę i złamał pieczęć. Jego wyczulone zmysły natychmiast rozpoznały zapach krwi. A wrażenie to przebijał tylko jej smak, który spłynął do gardła Mordercy szkarłatną ścieżką ekstazy.

Zamknął oczy. Przez chwilę jego myśli powróciły ku temu, który z woli Jamala był nie tylko jego Mistrzem ale i Panem przez Więź Krwi. I który nauczył go wszystkiego co powinien wiedzieć: o sobie, o Zemście, o Ścieżce. To Akramah pozwolił mu w pełni zrozumieć kim jest i kim może się stać, a potem pomógł mu to osiągnąć, krok po kroku. Jego czujność chroniła go przed tym rodzajem obłędu, który wabił go nieustannie w mrok. I Namtar wiedział, że nie wróciłbym stamtąd (jak nie wróciło wielu przed nim), gdyby za każdym razem nie wzywała go nie wola i krew Silsila. Tak więc był mu wdzięczny. Bowiem bez niego byłby nikim. I wiedział, że zrobiłby dla niego wszystko, poza złamaniem Khabar. Ale był także pewien, iż Akramah nigdy nie zażąda czegoś podobnego. Ufał mu całkowicie z tym rodzajem oddania, jakie przejawiać może tylko Uczeń względem Mistrza. I ta więź pozwalała mu odnaleźć swoje miejsce w Klanie. Tak naprawdę zresztą, nie potrzebował wiele więcej.

[center]Obrazek[/center]
Otworzył oczy, orientując się, iż leży na plecach, na nienaturalnie ciemniej posadzce. Nie pamiętał kiedy się położył, ale jakoś nie przeszkadzało mu to. Smak krwi powoli dogasał w jego świadomości, ewokując tęsknotę. I poczucie osamotnienia. Jednak był do niego przyzwyczajony i umiał je znosić w czasie misji. Takiej ceny wymagał Dżihad*. Wiedział także, że w czasie kolejnych nocy to uczucie stawać się będzie coraz silniejsze, przekształcając powoli z niewyraźnego odcienia w tle, w dominującą barwę na płótnie rzeczywistości. I że po dłuższym czasie, zacznie się ona wgryzać w jego świadomość z siłą narkotycznego głodu, zabarwiając wszystko. Tylko krew Silsila pozwalała odsunąć ten moment, odnawiając poczucie więzi. Usiadł i schował fiolkę z powrotem do kieszeni. Nigdy nie korzystał z nich ponownie. Nie z tych, które dostawał od Akramaha. Miał wrażenie, że kończy mu się czas. Istotnie, wskazówka zegarka pokazywała, iż chwili opuszczenia sanktuarium minęło trzynaście minut. Uklęknął i dotknął czołem posadzki.

- Radiitu bil-Akramahi Sahibaa, ła bil-Haddi dinaa, ła bi Jamal Rabbaa. Haqimumma at'im man at'amanii, łasqi man saqaanii.**

Wyszeptał w ciemności. I to było wszystko. Mimo to żałował, że nie może teraz chociażby zadzwonić...
Wstał i skierował się na górę. Miał nadzieję, że tej nocy czeka go wiele (krwi) pracy. Ta myśl poprawiła mu nastrój i uśmiechnął się. Jakoś nie mógł się w tym momencie powstrzymać, by nie zagwizdać:
[center]You're poison, running through my veins
Poison
I don't want to break these chains.
[/center]
Osoby z dużą empatią zauważą, że po tych piętnastu minutach przerwy Namtar będzie robił zadziwiająco stonowane wrażenie, jakby w pełni uspokoił się po wymianie zdań w Sanktuarium. Mimo to, jak zwykle będzie się trzymał nieco na uboczu.

* w ujęciu assamickim Dżihad oznacza Świętą Wojnę toczoną z wszystkimi potomkami Khayyina.
** arab. Jestem zadowolony z Akramaha jako mojego Pana, z Zemsty jako mej religii i Jamala jako mego Mistrza. O Haqimie nakarm tego, kto mnie nakarmił i napój tego, kto napoił mnie.
Ostatnio zmieniony 24 września 2015, 11:43 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 10 czerwca 2015, 22:54

Horacy spojrzał dyskretnie na Namtara kiedy ten powrócił do sanktuarium. Dla Assamity minęło zapewne koło piętnastu minut lecz wewnątrz duchowej enklawy dla oczekującego w niej Nosferatu czas dłużył się niemiłosiernie. Do tej pory zdążył już dowiedzieć się od Victorii jak wygląda kryjówka Sabatu. Horacy bębnił palcami w sarkofag i przeglądał starą księgę. Głód stawał się coraz bardziej dokuczliwy. Czuł, że zaraz może zrobić jakieś kolejne głupstwo. Tak było zawsze gdy w jego ciele płynęło zbyt mało cennej vitae. Kiedy przychodził głód, zabierał mu racjonalny umysł a eksponował wszystko to co było jego najgorszą stroną agresję. Robił się wówczas nerwowy i kłótliwy. Pomimo, iż świetnie sobie zdawał z tego sprawę nigdy nie potrafił nad tym zapanować. Krwawe pragnienie zawsze wygrywało.

Z ulgą przyjął powrót Assamity do sanktuarium. Powoli odłożył książkę i zaczął krążyć po pomieszczeniu wkoło Namtara, z każdym kręgiem zataczając bezwiednie coraz mniejszy promień. To również był efekt trawiącego go od środka głodu.
- Malden, WV 25306. Tam są. Cała sfora. - wrzucił krótkie zdania z siebie obserwując reakcję Namtara.

- To jest w kanałach ale bez trudu tam wejdziesz. Z tego co powiedział Victoria wynika, że wchodzą do kryjówki od strony rzeki i mają szybki dostęp do autostrady. To miejsce rzadko kto odwiedza bo za często je zalewa woda, plus różne takie... Więc tym samym nie zbyt długo będą tam przebywać.

- Mówię ci to dlatego, iż wiem ile to dla ciebie znaczy Dziecię Pustyni. Móc zabijać, móc pić. O ile tego pierwszego nie do końca pojmuję, o tyle drugie znam aż nazbyt dobrze. Chyba zresztą jak każdy z nas. Dlatego nie mam zamiaru ani przemawiać do twego rozsądku ani prosić cię byś nam towarzyszył. Wręcz przeciwnie, uważam, że skoro chcesz by dzisiaj płynęła krew i nie ważne czyja to nie powinieneś jechać na spotkanie z magami. Relacje i tak są napięte pomiędzy Rodziną a resztą. Nie jest dobrym pomysłem byś jechał na delikatne negocjacje z przebudzonymi w takim stanie. Proszę zatem byś zajął się swoimi sprawami, my damy sobie radę tak jak każde z nas dawało sobie radę przez setki lat aż do tej pory. Nikt cię też nie okłamał ani nie oszukał... - ostatnie słowa powiedział cichym i spokojnym głosem. Przyłapał się na tym, iż już wyciągał rękę w kierunku Namtara by położyć mu na ramieniu lecz cofnął ją w połowie drogi.Odwrócił się zamiast tego i ruszył zbierać ponownie swoje rzeczy.
Co ja robię, to nie jest polowanie. Zagalopowałeś się Horacy, jeszcze trochę a mógł cie zabić.

- Koteria nie jest jednolita w oczekiwaniach względem ciebie. Możesz zatem wybrać Assamito krew albo kontrakt. Musisz wybrać sam, wybierz zatem mądrze to co jest dla ciebie bardziej święte.

Horacy zamlaskał cicho wciąż czuł dziwną suchość w ustach której nie potrafił się w żaden sposób pozbyć.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 11 czerwca 2015, 13:50

Szczur ewidentnie posiada instynkt samozachowawczy. Najwyraźniej bowiem dostrzegł napięcie mięśni i lekką zmianę postawy Łowcy i w porę cofnął rękę. Jednak cisza, która zapadła po jego słowach trwała odrobinę za długo. Niewiele, zaledwie mgnienie - lecz uświadomiło ono Horacemu, iż jego słowa poruszyły jakąś ukrytą strunę.

A jednak, gdy Morderca odezwał się, jego głos był jak zwykle obojętny i zimny. Jakby to co się stało, nie miało większego znaczenia.

- Kontrakt jest święty. Powiedziałem to już. Nikt nie musi mnie o nic prosić. Ja szanuję własne słowa. I wypełniam swoje obowiązki niezależnie od tego, czy się wam to podoba, czy nie, kuffr. Niemniej shukran, dziękuję za informacje.

Spojrzał na Nosferatu. A więc ty także próbujesz mną manipulować, ya zebala.* Chciałbyś, żebym okazał słabość, żebym poddał się waszej zgniliźnie. Haqim Yekhrib beitak**, odejdziesz z niczym. A jednak to co robisz także służy mej Ścieżce. Nie pozwalasz mi bowiem zapomnieć, że jestem wśród wrogów.

- Nie chodzi tylko o krew, lecz o dotrzymywanie obietnic - wskazał na Victorię. - Ona próbowała mną manipulować. Ty robisz teraz tak samo. Będzie lepiej dla ciebie, jeśli przestaniesz, bo cena będzie wysoka. Ja drugi raz nie będę ostrzegał.

Uśmiechnął się zimno i Horacy w mig pojął, iż Morderca nie potrzebuje wiele zachęty by przejść do działania. A jednak wydawał się panować nad sobą, kontynuując we właściwy dla siebie, mechaniczny sposób:

- Co do spotkania z Magami, nie znam lokacji - wskazał plan miasta leżący na stole. - Ayyna Sa-Nadham?*** Podaj mi miejsce, chcę znać dojazd. Wam zostawiam decyzję czy mam pójść z wami normalnie, czy pozostać w cieniach. Ale wierz mi, będę tam, gdzie powinienem. I wykonam swoją pracę. Mektub.
Jeśli Horacy poda mi miejsce spotkania, przed wyjściem spojrzę na mapę orientując się w dojazdach i okolicy. Biorę ze sobą obie torby (wrzucam je do bagażnika samochodu).

* arab. ty sterto śmieci (wyzwisko slangowe).
** arab. Niech cię Haqim przeklnie.
*** arab. Gdzie się udamy?
Ostatnio zmieniony 11 czerwca 2015, 17:31 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

ODPOWIEDZ