PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 03 czerwca 2015, 22:25

Rzym; Orto Botanico; 24/11/2014 03:00

Kemes, niczym prosty chłop stojący naprzeciw woelkiego magnata, przytakiwał głową słuchając wampirów i dając do zrozumienia, że usłużnie słucha. Gdy kainici zaczęli się zbierać do odejścia odciągnął jeszcze na chwilę Stainbacha. Ku zdzwieniu Tremere, Egipcjanin rzucił się na kolana chwulytając ubrania Spokrewnionego zapewniając gorliwie łamaną angielszczyzną:

- Dziękować, dziękować, dziękować pan. Ja wszystko sprawdzę i znajdę pan w Bournemouth w Anglia. Przysięgam, przysięgam, przysięgam.
Antonio pomoże Wam wydostać się z Rzymu i nawet doradzi gdzie przenocować, ale transport do Anglii, będzie już na Waszych barkach. Zawsze możecie spróbować wykorzystać samolot Rundstedta (w sumie by mi to pasowało, bo szybko znaleźlibyście się z powrotem w mieście i można by grać na jeden front. Nawet moglibyście od biedy spotkać Price'a w Portsmouth. Aha, Nina wróciła do UK z Xavierem.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 05 czerwca 2015, 15:27

Portsmouth; 25/11/2014; Po północy;

- A kto pyta? - odrzekł kobiecy, wypity głos zza drzwi.

- Przyjaciel. Otwieraj Emma.

Emma potem nie pamiętała po co w ogóle otworzyła drzwi, skoro nikt nie przyszedł, a potem w środku poszła sobie do kuchni zrobić kawy, której nawet nie miała w domu...

Xavier wsunął się do meliny wymijając skonfudowaną kobietę, wyniszczoną nadmiarem alkoholu i papierosów. Ale nie zamierzał zaprzątać nią sobie głowy ani chwili dłużej, niż to było niezbędne. W końcu nie przyszedł tu do niej tylko do dwóch zaćpanych cweli. Zapalił papierosa i spokojnym krokiem wszedł do salonu, gdzie na sofie spało dwóch przeraźliwie chudych ćpunów. Price szturchnął jednego ostrożnie butem, uświadamiając sobie właśnie, że zrobił to dlatego, że w głowie wciąż tkwiły niewykorzenione i w dodatku błędne ludzkie obawy przed zarażeniem się AIDS od narkomana. Uśmiechnął się minimalnie, zdając sobie sprawę, że był ponad tym wszystkim.

- Wstawać cwele...
No i odnalazły się zguby. To co Lightstorm? Rozmówimy się przez Skype, a potem ktoś da posta?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 05 czerwca 2015, 15:45

Southampton; Nieopodal lotniska; 25/11/2014; Przed północą;

Steinbach usiadł w fotelu i rozprostował się strzelając kostkami. Podróż z Rzymu była długa i dość niewygodna dla obu Kaintów. Toreador i Tremere spali ostatniego dnia bardzo płytko, często budząc się z sennych majaków, których nawet nie potrafili odtworzyć w pamięci. Obaj czuli się bardzo zmęczeni, ale zadowoleni, że udało im się bezpiecznie wrócić do Anglii. Antonio okazał się bardzo pomocny, ale nie dysponował prywatnym odrzutowcem tak jak Rundstedt i wampiry chcąc dostać się do domu, musieli zadowolić się ryzykownym przelotem transportowcem TNT w kontenerze cargo. Na szczęście wszystko odbyło się bez niespodzianek i Nina odebrała ciężką przesyłkę na lotnisku w Southampton i uwolniła Kainitów z zaplombowanego kontenera jak tylko znalazła do tego bezpieczne miejsce. Wjazd do opuszczonej kilka lat temu fabryki Forda był dobrym miejscem.

- Xavier w domu?

- Nie, pojechał dziś w nocy do Portsmouth.
Co dalej, pozwoliłem sobie rzenieść Was z powrotem do UK. Jesteście około pół godziny od Crasswell St w Portsmouth i tyle samo czasu od Bournemouth. Jak się pośpieszycie, to nawet może złapiecie Price'a na melinie (oczywiście jeśli się stęskniliście), bo równie dobrze możecie jechać uściskać Marcusa w Bournemouth.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 05 czerwca 2015, 22:02

Achille wynurzyl się z ciemności kontenera kończąc właśnie wiązanie krawata. Diagonalny węzeł Mosconiego, bez lustra, z pamięci. W gruncie rzeczy bezużyteczna umiejętność.

- Nina Richards... - patrząc na Thomasa wskazał dłonią na ghula Xaviera. - Solomon Langer... - Dopełnił prezentacji pozwalając sobie spojrzeć uważnie w oczy Niny.

Dał obojgu chwile, sam obracając na koniuszkach palców przewodnik po Rzymie który kupił jeszcze w Wiecznym Mieście.

- Solomonie nie wydaje Ci się dziwne ze Primogen nie zdawał sobie sprawy ze serce Shelleya nie znajduje się w Bournemouth?
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 czerwca 2015, 14:38

Portsmouth; 26/11/2014; Po północy;

Narkoman otworzył powoli oczy, nawet nie przejawiając cienia strachu, tak jakby nagłe pojawienie się obcego było czymś najzupełniej normalnym. Price wiedział, że w żyłach gościa płynie tomsyczny dekokt wszystkich dragów świata. Nawet nie bawił się w żadne ceregiele. Sięgnął po jedną z mocy klanowych:

- Dobra, cwaniaczku. Kto kazał ci zrobić masakrę w Spermin Rhino, pół roku temu? Skąd miałeś broń?

Czuł jak łatwo złamał wole ćpuna, słysząc jak mężczyzna zaczyna odpowiadać dość trzeźwo, najprecyzyjniej jak potrafi:

- Nikt nam nie kazał. Te szmaty sprzedały nas temu skurwielowi Saville. Należało im się za ten horror jaki nam zgotowały...

- Na dragi nie masz, a nagle masz gnata? Ciekawe, nieprawdaż?

- Broń mielismy od tajemniczego czlowieka z czerwonymi oczyma. Przyniósł ja kiedy powiedzial nam o naszych matkach...

- Ty - odezwał się do drugiego - Czekaj grzecznie na dupie na swoją kolej i nie przeszkadzaj jak kolega opowiada historię życia. Gdzie to było i kiedy? Opisz tego faceta.

- Znalazł nas w squacie na Fratton. Wpadł tam kiedy padło światło na dzielni. Wysoki, szczuplł, długie włosy, tak się zdaje. Najlepiej było widać czerwone oczy. Twarz tonęła w mroku. Widać było tylko sylwetkę.

- A gdzie jest broń?

- Została wyrzucona do morza, z nabrzeża w Portsmouth.

Ventrue przeklął. Miał nadzieję wydrzeć coś więcej, ale przybajmniej dzięki dominacji oszczędził sobie żałosnego płaczu, jakim para ledwo żywych narkomanów uraczyła wcześniej Cwetana. Czuł, że nie byli wcześniej zdominowani, ale wiedział też dobrze, że byli ludźmi wyjątkowo łatwymi do zmanipulowania. Zastanawiał się, czy w ogóle cokolwiek z tego co mówią było prawdą, czy historia ze handlem dziećmi, Jimmym Saville to tylko zręcznie wpleciona w słabe umysły historyjka. Postanowił to sprawdzić:

- Kiedy zostaliście sprzedani?

- Kilkanaście lat temu, jak mieliśmy po sześć, osiem lat. I potem już nie widzieliśmy ich, aż do momentu kiedy je odnaleźliśmy w Bournemouth.

- Macie takie samo nazwisko jak wasze matki?

- Tak. Potwierdzili zgodnie. Na pytanie o dokumenty smętnie spuścili głowy, jakby zawstydzeni, że nie mogą spełnić woli mężczyzny w skórzanej kurtce. Price nie sądził żeby mogli kłamać. Zadał sobie tylko pytanie:

- Jak ktoś mógł do nich dotrzeć skoro nie mają dokumentów. - Szybko udzielił sobie sam odpowiedzi: - Pewno mieli, tylko że już przehandlowali za prochy. Ci goście to już są na wykończeniu totalnym. Oni za działkę to już wszystko by zrobili. Na zdjęciach z cctv z klubu nie byli jeszcze tacy zaćpani. Chyba po prostu stoczyli sie na amen po morderstwie.

- Dużo osób wie o tym, że zostaliście sprzedani?
- Nikt nie wie, oprócz tego kolesia z czerwonymi oczyma, faceta co nas odwoedził kilka nocy temu, chyba psa i teraz ciebie.

Price zamyślił się znowu: - Ciekawe dlaczego czerwonooki chcial zeby prostytutki zginęły? Chyba zadał sobie dużo trudu. Przekonywał ćpunow z Portsmouth żeby odstrzelili swoje matki. Tylko tyle że powodu nie musial szukać. Mógłby pewno sam je zalatwić w pięć sekund.

- Widzicie chłopaki, obiecałem sobie, że wypruje flaki tym, co są odpowiedzialni za to co stało się w Rhino. Gardzę wami, bo jesteście gorsi od zwierząt... Jednak wiem, że nie doszłoby do tego, gdyby nie pomoc kogoś z zewnątrz, tak więc odpowiedzialność spada także na tą osobę. Nie jesteście bez winy... Nie zabiję was, to nie ma sensu. - Xavier odezwał się spokojnym, lecz bardzo stanowczym tonem do każdego z narkomanów z osobna: - Lepiej będzie jak pozbierasz swoją dupę do kupy i przestaniesz ćpać. Zapomnisz o pedofilu i wszystkich koszmarach przeszłości, także o matce i sprzedaży. Pójdziesz na detoks i znajdziesz pracę... A teraz chodź tu i pij.

Xavier pojąc obu swą vitae pomyślał, że jeśli są silni to dadzą radę dzięki dominacji... jak ciało zniszczone jest za bardzo to trudno, ale dał im szansę. Trochę krwi pomoże im się zregenerować, a czyste sumienie stanąć na nogi. Mężczyźni w końcu oderwali się od martwych, choć życiodajnych tętnic nieumarłego. Price wiedział, że w życiu obu zajdzie wielka zmiana. Czuł, że koszmar skończył się dla nich. Startowali z czystą kartą. Reszta była już nie w rękach wampira. Ruszył w stronę drzwi, gdyw pokoju zgasło światło. Xavier odwrócił się w stronę okna i dostrzegł, że grobowe ciemności spowiły również i okoliczne domy...
Za ten akt milosierdzia, w wątku będącym bezpośrednio związanym z samym Ventrue, Price zyskuje kropkę w czlowieczeństwie. No ale żeby nie było mu za słodko, bo jak wiadomo w WoD za każdą łyżkę miodu MG musi dać co najmniej chochlę dziegciu, to jak już Xavier miłosiernie wypsztykał się z vitae, nagle gaśnie światło w okolicy :o

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie...dwd;
Ostatnio zmieniony 09 czerwca 2015, 14:01 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 07 czerwca 2015, 11:00

"- Solomonie nie wydaje Ci się dziwne ze Primogen nie zdawał sobie sprawy ze serce Shelleya nie znajduje się w Bournemouth?"

Szczerze mówiąc drogi doktorze to, aż mnie to zmroziło wtedy na cmentarzu.

Solomon nie powiedział nic. Spojrzał tylko spokojne w oczy Achille. Obserwującym ich z boku mogłoby się wydać że doktor w tym momencie stracił coś niewielkiego, czym jeszcze przed chwilą darzył go jego dziwny towarzysz.

- Cóż... jesteśmy chyba obaj zmęczeni podróżą, a poruszanie takich tematów możemy chyba odłożyć na później kiedy będą wszyscy zainteresowani.
Tomas schylił się by ucałować dłoń Niny, po czym spojrzał jej w oczy.

- Przyjemność po mojej stroni Pani Nino. Nie sądziłem, że Xawier otacza się tak wyjątkowymi osobami. A propos, była Pani łaskaw wspomnieć, iż wyjechał do Portsmouth. Czy uchyli Pani może rąbka tajemnicy i podpowie nam po cóż? Przyznam się szczerze że nieco spieszno nam do niego.
Ostatnio zmieniony 07 czerwca 2015, 21:37 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 07 czerwca 2015, 12:59

Achille nawet przez moment nie przejął sie spojrzeniem Thomasa. Z lekko szelmowski i kpiącym uśmiechem wysluchal teatralna odpowiedz Tremera i w skupieniu śledził reakcje Niny.

- Interesy w Portsmouth... - Moreau przeczesał wlosy i przylozyl grzbiet przewodnika po Rzymie do ust, zastanawiając sie nad czymś. - Widzisz Solomonie, Xavier ma pewne problemy w poruszaniu sie po Bournemouth. Z pewnością wiec dzialal dotąd incognito a to, jak sadze, utrudniało mu zbieranie informacji wśród Rodziny. Tak naprawdę najlepszym informatorem byłby Marcus... o ile nie zakręcił sie w słoiku po musztardzie. Jego stan był ostatnio bardzo niepokojący.

W każdym razie Bournemouth to miejsce gdzie ja również jestem po dwakroć martwy, tak jak Xavier. Ty natomiast miałbyś więcej swobody. Dlatego sugerowałbym abyś skontaktował sie z Marcusem, znasz adres. Oczywiście powinieneś mieć sie na baczności jako ze w mieście może panować lekka paranoja, podparta pewna ilością obecnej na ulicy broni palnej, jednak sadze ze nie jest to cos, z czym byś sobie nie poradził. W razie czego masz gdzie spać, prawda?

-Jest cos co chciałbym zrobić... - Achille ponownie zamyslil sie. - Ale potrzebuje do tego podwózki.

Uśmiechnął sie i popatrzył na Ninę.
Ostatnio zmieniony 08 czerwca 2015, 12:00 przez Oggy, łącznie zmieniany 1 raz.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 08 czerwca 2015, 18:09

Portsmouth, Crasswell St; 26/11/2014; Po północy;

Xavier pomny słów jednego z chłopaków, wyszedł bez słowa z pokoju. Sprawdził rewolwer za paskiem spodni i wyciągnął piersiówkę z nieodłączną szkocką. Telefon cicho odgrywał bicie serca, ale Price był tak poruszony bardzo wymownym, po zasłyszanej opowieści brakiem prądu, że przysiągłby, że jego własne serce bije w martwej piersi.

Wyszedł na pustą i pogrążoną w egipskich ciemnościach ulicę, udając, że się zatacza i powoli odszedł w stronę zaparkowanego niedaleko auta. Oczy wampira omiatały okoliczne chodniki, zaułki w poszukiwaniu wysokiej, szczupłej sylwetki z długimi włosami i czerwonymi oczyma. Ulica była jednak spokojna niczym wymarłe miasto, co tylko jeszcze bardziej niepokoiło kainitę. Czuł się jak jedyna żywa dusza w na pastwie drapieżników. Tylko z nieodległej Commercial Rd słychać było gniewne okrzyki niezadowolonych, pijanych bywalców klubów, którzy misieli opuszczać w pośpiechu pozbawione prądu dyskoteki.

Był coraz bliżej swojego czarnego BMW. Wnętrze auta irracjonalnie wydawało mu się bezpiecznym azylem, choć dobrze wiedział, że wcale tak nie było. Miał ochotę pobiec do samochodu i odjechać jak najszybciej. Utrzymał nerwy na wodzy. Wolał nie zdradzić się jakimś nieopatrznym ruchem. W końcu doszedł do samochodu. Rozejrzał się dyskretnie jeszcze kilkukrotnie upewniając się że nie jest obserwowany i wsiadł do środka czując ogromną ulgę. Zastrzasnął drzwi i odpalił silnik. Chyba nigdy tak krótki spacer nie kosztował go tyle nerwów.
Xavier dopadł auta. Póki co ani śladu żywej (ani nieżywej) duszy w okolicy.

A gdzie Nina ma podwieźć pana "Achulke";)?
Ostatnio zmieniony 09 czerwca 2015, 14:00 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 08 czerwca 2015, 19:22

- Najpierw miałem zamiar odwiedzić grób pewnej pisarki ale do tego będę potrzebował łomu i łopaty więc chyba zaczekam na Xawiera. Niechaj i on ma odrobinę frajdy, której już doświadczyliśmy obydwaj. We trzech jest mniejsza szansa że coś przeoczymy na miejscu złożenia ciała ni bezpieczniej od wilkołaków, Sabatu i reszty. Poza tym muszę się szybko przedstawić w mieście zanim mnie wezmą za sabatnika. Myślę, że powinniśmy się natychmiast udać do elizjum Spearmint Rhino gdzie mam nadzieję spotkać się z Marcusem lub kimś kto mnie przedstawi księciu. Rozdzielanie się nie jest najmądrzejsze. Napiszę zatem do trzeciego muszkietera. - Potem spojrzał jeszcze na Achille jakby chciał coś jeszcze dodać ale ostatecznie zrezygnował.

Klik, klik, klik...

No i tak Tomasie. Jak zwykle rzeczywistość weryfikuje twój optymizm. Skoro ten Toreador tyle mówi przy zwykłym ghulu to jak długo utrzyma za zębami twój mały sekret o zmianie ciała. Dopdadną cię szybciej niż myślałeś i to tylko dlatego, że wie o tym za dużo osón. Stanowczo za dużo. Chyba będziesz musiał zrobić z tym coś. Definitywnie... - spojrzał na zegarek, którego kopertę otwierał i zamykał bezwiednie. Nawet nie zauważył w którym momencie zaczął to robić. Wewnątrz błyskało zdjęcie kobiety, którą zabił.

Klik. Tremere zamknął zegarek i schował go do kieszonki. Wyciągnął komórkę i zaczął pisać następującą treść do Xawiera.
/Jestem na miejscu. Są pewne informacje którymi chcemy się podzielić ale nie na telefon. Gdzie się spotkamy? Może przy Merry? T. /
Spoiler!
Od tego sekretnego spoilera Oggy będzie myślał, że kombinuje jak się go pozbyć. Co jest nie prawdą ale jak będzie tak dużo przy każdym klepał dziobem to rychło prawdą stać się może.

Wykonuję telefon do Marcusa i przedstawiam się jako Salomon Tomas Langer przyjaciel ś.p. Vallo który zaniepokojony plotkami o jego śmierci przybył do miasta. Jakby co numer telefonu Marcusa mam od Vallo który dał mi go niegdyś na wypadek podobnej sytuacji. Mówię Marcusowi że potrzebuję pomocy przy przedstawieniu się księciu oraz telefonu do szeryfa. Proponuję spotkanie najlepiej w okolicy Rhino.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 09 czerwca 2015, 13:59

Poole; Canford Heath Council Estate; 26/11/2014 00:45

Telefon Marcusa nie odpowiadał. Tomas nie dziwił się jednak, ani zbytnio nie przejmował. Pamiętał, że Malkavian był bardzo na bakier z będącymi w powszechnym użyciu technologiami i przypominał nieco w tym względzie staruszkę, nie potrafiącą użyć swojej karty płatniczej, którą wcisnął jej doradca bankowy przy byle okazji.

Zostawiwszy wiadomość na poczcie głosowej i mając nadzieję, że Koroview odczyta ją wsiadł w taksówkę i zamówił kurs do centrum Bournemouth.

***

Nadzieja go zawiodła. Czekał w marznącej mżawce już od przeszło godziny, a Marcusa nie było ani śladu. Przeklął pod nosem po niemiecku i zatrzymał żółtą taryfę firmy United.

- Proszę na Canford Heath...

***

Podwoje zakładu ze wyblakłym szyldem "Barber Shop", były jak zwykle otwarte w nocy, choć okna były zacienione czarnym płótnem. Langer uchylił drzwi i mały dzwoneczek obwoeścił przybycie klienta. Powitało go ujadanie Pinky'iego, które momentalnie przeszło w skowyt strachu i psina uciekła w najdalszy kąt czując, że do zakładu wszedł nieumarły. Na starej sofie spała oddychając spazmatycznie blada jak śmierć nastolatka w spranym dresie i butach Nike. Kainita od razu wyczuł woń krwi. Dziewczyna miała dwa charakterystyczne ślady po kłach na szyi i siniaki na przedramionach i nadgarstkach. Musiała się opierać nim dokonano na niej aktu pocałunku. Żyła, ale na oko Tremere ktoś, zapewne Koroview pożywiał się na niej zbyt długo i iskra życia mogła w niej zgasnąć bez pomocy lekarskiej. Nigdzie jednak nie było samego sprawcy.

Zaniepokojony Salomon wszedł na zaplecze, gdzie odnalazł Marcusa. Malkavian wisiał na strunie od fortepianu. Cieńka żyłka wbiła się bardzo głęboko i Spokrewniony dyndał nieruchomo w zasadzie utrzymywany na strunie tylko na nieprzerwanych kręgach szyjnych.

- Zapadł w letarg, biedak wpadł torpor...
Ponieważ Merslide zrobił angielskie wyjście i zniknął równie szybko jak się pojawił, to odsuwam Marcusa z akcji pbf. Ale szkoda mi zabijać chłopiny, bo strasznie mi się spodobała ta kreacja. Letarg powinien wystarczyć. Ale jeśli się znajdzie jakiś smiałek, to być może Koroview będzie w stanie wybudzić się szybciej niż zakładają zasady.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 09 czerwca 2015, 22:20

Tomas szybkim ruchem sięgnął po nóż o krzywym ostrzu jaki wybrał sobie ze zbrojowni Xawiera parę nocy wcześniej. Wydawało mu się jakbył to było całe lata temu. Po chwili namysłu szybko odciął Marcusa pilnując przy tym by opadł bezpiecznie a jednocześnie by nie ubrudzic sobie ubrania. Owinąl ciało w koc i zaniósł do piwnicy.
Gdy powrócił do salonu widział jak dogasala iskra w młodziutkim ciele. Poślinil dwa palce i rozsmarował ich lepkość po ranach na szyi dziewczyny. Przez chwilę patrzył jak zanikają.
Sięgnął po kubek w którym Marcus trzymał swoje brzytwy i wypłukal go wodą z kranu. Nadciąl lekko ostrzem nad naczyniem. Kiedy kubek byl prawie pełen podał go dziewczynie odchylajac delikatnie jej głowę.

Skoro jesteś tak cenna dla Marcusa, będziesz żyć. Odwrócił głowę w kierunku Pink Floyda Ty zaś potworku... Źrenice zwięzily się kiedy na jego obliczu wykwitł nieskrywany wyraz odrazy.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 10 czerwca 2015, 15:21

Rozumiem, że Salomon i tak udaje się do Francisa, aby się oficjalnie przedstawić? Jakby nie patrzeć, wampir ma wiedzę, gdzie znaleźć Księcia.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 10 czerwca 2015, 17:01

EDIT:

Kiedy dziewczyna powoli dochodziła do siebie zauważyła, że mężczyzna w osobliwym ubraniu odstawiwszy kubek do zlewu podaje jej własną komórkę.

- Proszę to chyba twoje, znalazłem na podłodze.* Najwyraźniej ci wypadła.

- Jestem Solomon Langer. Jestem przyjacielem właściciela tego lokalu., Niestety mój druh bardzo poważnie zachorował dlatego jestem tu po to by zatroszczyć się o jego majątek i przypilnować sprawy jego zakładu aż do momentu kiedy nie wróci z sanatorium. Jego zdrowie okazało się jednak bardzo kruche i cierpi obecnie na nawrót pewnej choroby o której wolałbym nie mówić. Ale tak na marginesie ty też moja droga nie wyglądasz najlepiej. Opowiedz mi proszę co się tu stało i co cię wiąże z Marcusem.

- W związku z troską o zdrowie naszego wspólnego towarzysza mam do ciebie wielką prośbę. Nie znam wielu osób w tym mieści i być może będę potrzebował kogoś miejscowego takiego jak ty by mi pomógł z tym całym bałaganem. Mam nadzieję, że przyjdziesz kiedy do ciebie zadzwonię. Oczywiście jeśli masz ochotę pomóc biednemu Marcusowi i jeśli zechcesz podać mi swój numer telefonu.

- Pozwól, że cię doprowadzę. Powiedz gdzie mieszkasz, to naprawdę żaden problem dla mnie a o tej porze ulice są niebezpieczne. Nalegam - dodał prezentując piękny garnitur śnieżnobiałych zębów w czarującym uśmiechu.
Spoiler!

* Zapisuję numer dziewczyny na swojej komórce póki jest nieprzytomna.

W zdaniu opowiedz mi. Używam dominacji w zaznaczonych boldem miejscach:
"Opowiedz mi proszę co się tu stało i co cię wiąże z Marcusem."
"...przyjdziesz kiedy do ciebie zadzwonię."
"Powiedz gdzie mieszkasz"

Cóż, chyba w takim razie zagnieżdżę się u Marcusa doglądając jego osoby. Tak czy siak potrzebuję jakieś nowej mety a to miejsce jest w prost idealne.

Niestety jak się już zapewne zorientowałeś Thomas to taka mała gnida myśląca głownie o sobie. Potrzebuje jak każdy Tremer zwiększać moc i wpływy, więc zamierza zmienić dziewczynę w ghula i uzależnić od krwi by mieć wpływ na Marcusa. Jeśli Malkavinin nie dojdzie szybko do siebie, to obudzi się w nowej, gorszej rzeczywistości.
Myślałem o uzależnieniu Marcusa ale to za grubymi nićmi byłoby szyte.
Nie ma wyjścia, tak trzeba. Solomon kieruj się po wszystkim do elizjum.
Ostatnio zmieniony 14 czerwca 2015, 21:37 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 15 czerwca 2015, 12:37

Portsmouth, Crasswell St; 26/11/2014; po północy

Xavier sprawdził tysiąc razy, czy nigdzie w pobliżu nie czai się tajemniczy obserwator, a wyobraźnia zaczynała mu podsuwać coraz bardziej fantasmagoryczne niebezpieczeństwa: wilkołaki, magów... Okolica jednak przypominała miasto umarłych. Ani jedna żywa dusza nie przemykała pustymi ulicami. Wyostrzone zmysły Ventrue nie widziały nikogo, kto mógłby obserwować go z okien pobliskich domów. Pomny historii jaka spotkała Achile w jego mieszkaniu w Bournemouth, przestawił auto z dala od kałuży pobłyskującej czasem od nikłego światła księżyca. Wzdrygnął się na myśl, gdyby tuż przed nim pojawił się garou i wtedy stało się.

Uliczne latarnie rozświetliły się wraz z nielicznymi oknami w kilku domach. Price rozluźnił się wyraźnie. Niepokój jaki gromadził się w nim przez kilkanaście ostatnich minut nagle ustąpił wraz z roziskrzeniem się elektrycznych latarni. Crasswell Street pogrążone było w żółtawym półmroku.

Uśmiechnął się sam do siebie, zadziwony, że on sam: nocna mara śmiertelników, ma wciąż głęboko zakorzenione, głupie ludzkie fobie, które wyłażą z zakamarków ego, gdy tylko kolory, kontury znanego świata nikną w mroku.

Odjechał w stronę M275, autostrady będącej najważniejszym ciągiem komunikacyjnym łączącym miasto z resztą kraju.
Masz pewność, że nie byłeś obserwowany... Albo ktoś jest tak dobry, że potafił się schronić przed czujnym wzrokiem...

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 15 czerwca 2015, 12:41

Bournemouth, Westover Gallery, Westover Rd; 26/11/2014 około 02:00

Thomas był tu już kiedyś. Niedawno, ale było to tak odległe, jakby dzieliły go od tego całe wieki. Młody Tremere, sługa, kochanek Mrocznej Matki, którego Piramida wysłała do Bournemouth. Teraz stał przed obliczem księcia jako Salomon Thomas Langer. Młody bóg, przystojny jak diabli, pewny siebie i gotowy na wszystko. Przedstawił się panu domeny, niecierpliwie czekając na to co miało się w jego mniemaniu zaraz stać: Książe miał uczynić zadość Tradycji i udzielić prawa pobytu. Cisza jaka zapadła po tym jak Salomon wyjawił swą tożsamość i cel wizyty zaczynała niepokoić przybysza.

Francis podejrzliwie spojrzał na Salomona i Langer przez chwilę mial wrażenie, że jego przykrywka opadnie odsłaniając prawdziwą tożsamość Tremere.

- Więc przybyłeś do miasta zaniepokojony informacjami o śmierci Vallo? - zapytał cicho, po chwili dodając głośniej: - Skąd wiesz, że spotkała go śmierć ostateczna? Może masz z tym coś wspólnego?
Spoiler!
Spoko. Dziewczyna wyznała wszystko co chciałeś i wypiła krew. Możesz ją traktować jak ghoula.

Jeśli wolisz to konwersacje z księciem możemy przeprowadzić na czacie skype lub fb, a potem któryś z nas zrobi z tego post.

ODPOWIEDZ