Portsmouth; 26/11/2014; Po północy;
Narkoman otworzył powoli oczy, nawet nie przejawiając cienia strachu, tak jakby nagłe pojawienie się obcego było czymś najzupełniej normalnym. Price wiedział, że w żyłach gościa płynie tomsyczny dekokt wszystkich dragów świata. Nawet nie bawił się w żadne ceregiele. Sięgnął po jedną z mocy klanowych:
- Dobra, cwaniaczku. Kto kazał ci zrobić masakrę w Spermin Rhino, pół roku temu? Skąd miałeś broń?
Czuł jak łatwo złamał wole ćpuna, słysząc jak mężczyzna zaczyna odpowiadać dość trzeźwo, najprecyzyjniej jak potrafi:
- Nikt nam nie kazał. Te szmaty sprzedały nas temu skurwielowi Saville. Należało im się za ten horror jaki nam zgotowały...
- Na dragi nie masz, a nagle masz gnata? Ciekawe, nieprawdaż?
- Broń mielismy od tajemniczego czlowieka z czerwonymi oczyma. Przyniósł ja kiedy powiedzial nam o naszych matkach...
- Ty - odezwał się do drugiego - Czekaj grzecznie na dupie na swoją kolej i nie przeszkadzaj jak kolega opowiada historię życia. Gdzie to było i kiedy? Opisz tego faceta.
- Znalazł nas w squacie na Fratton. Wpadł tam kiedy padło światło na dzielni. Wysoki, szczuplł, długie włosy, tak się zdaje. Najlepiej było widać czerwone oczy. Twarz tonęła w mroku. Widać było tylko sylwetkę.
- A gdzie jest broń?
- Została wyrzucona do morza, z nabrzeża w Portsmouth.
Ventrue przeklął. Miał nadzieję wydrzeć coś więcej, ale przybajmniej dzięki dominacji oszczędził sobie żałosnego płaczu, jakim para ledwo żywych narkomanów uraczyła wcześniej Cwetana. Czuł, że nie byli wcześniej zdominowani, ale wiedział też dobrze, że byli ludźmi wyjątkowo łatwymi do zmanipulowania. Zastanawiał się, czy w ogóle cokolwiek z tego co mówią było prawdą, czy historia ze handlem dziećmi, Jimmym Saville to tylko zręcznie wpleciona w słabe umysły historyjka. Postanowił to sprawdzić:
- Kiedy zostaliście sprzedani?
- Kilkanaście lat temu, jak mieliśmy po sześć, osiem lat. I potem już nie widzieliśmy ich, aż do momentu kiedy je odnaleźliśmy w Bournemouth.
- Macie takie samo nazwisko jak wasze matki?
- Tak. Potwierdzili zgodnie. Na pytanie o dokumenty smętnie spuścili głowy, jakby zawstydzeni, że nie mogą spełnić woli mężczyzny w skórzanej kurtce. Price nie sądził żeby mogli kłamać. Zadał sobie tylko pytanie:
- Jak ktoś mógł do nich dotrzeć skoro nie mają dokumentów. - Szybko udzielił sobie sam odpowiedzi:
- Pewno mieli, tylko że już przehandlowali za prochy. Ci goście to już są na wykończeniu totalnym. Oni za działkę to już wszystko by zrobili. Na zdjęciach z cctv z klubu nie byli jeszcze tacy zaćpani. Chyba po prostu stoczyli sie na amen po morderstwie.
- Dużo osób wie o tym, że zostaliście sprzedani?
- Nikt nie wie, oprócz tego kolesia z czerwonymi oczyma, faceta co nas odwoedził kilka nocy temu, chyba psa i teraz ciebie.
Price zamyślił się znowu:
- Ciekawe dlaczego czerwonooki chcial zeby prostytutki zginęły? Chyba zadał sobie dużo trudu. Przekonywał ćpunow z Portsmouth żeby odstrzelili swoje matki. Tylko tyle że powodu nie musial szukać. Mógłby pewno sam je zalatwić w pięć sekund.
- Widzicie chłopaki, obiecałem sobie, że wypruje flaki tym, co są odpowiedzialni za to co stało się w Rhino. Gardzę wami, bo jesteście gorsi od zwierząt... Jednak wiem, że nie doszłoby do tego, gdyby nie pomoc kogoś z zewnątrz, tak więc odpowiedzialność spada także na tą osobę. Nie jesteście bez winy... Nie zabiję was, to nie ma sensu. - Xavier odezwał się spokojnym, lecz bardzo stanowczym tonem do każdego z narkomanów z osobna: - Lepiej będzie jak pozbierasz swoją dupę do kupy i przestaniesz ćpać. Zapomnisz o pedofilu i wszystkich koszmarach przeszłości, także o matce i sprzedaży. Pójdziesz na detoks i znajdziesz pracę... A teraz chodź tu i pij.
Xavier pojąc obu swą vitae pomyślał, że jeśli są silni to dadzą radę dzięki dominacji... jak ciało zniszczone jest za bardzo to trudno, ale dał im szansę. Trochę krwi pomoże im się zregenerować, a czyste sumienie stanąć na nogi. Mężczyźni w końcu oderwali się od martwych, choć życiodajnych tętnic nieumarłego. Price wiedział, że w życiu obu zajdzie wielka zmiana. Czuł, że koszmar skończył się dla nich. Startowali z czystą kartą. Reszta była już nie w rękach wampira. Ruszył w stronę drzwi, gdyw pokoju zgasło światło. Xavier odwrócił się w stronę okna i dostrzegł, że grobowe ciemności spowiły również i okoliczne domy...
Za ten akt milosierdzia, w wątku będącym bezpośrednio związanym z samym Ventrue, Price zyskuje kropkę w czlowieczeństwie. No ale żeby nie było mu za słodko, bo jak wiadomo w WoD za każdą łyżkę miodu MG musi dać co najmniej chochlę dziegciu, to jak już Xavier miłosiernie wypsztykał się z vitae, nagle gaśnie światło w okolicy
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie...dwd;