PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 03 czerwca 2015, 22:25

Rzym; Orto Botanico; 24/11/2014 03:00

Kemes, niczym prosty chłop stojący naprzeciw woelkiego magnata, przytakiwał głową słuchając wampirów i dając do zrozumienia, że usłużnie słucha. Gdy kainici zaczęli się zbierać do odejścia odciągnął jeszcze na chwilę Stainbacha. Ku zdzwieniu Tremere, Egipcjanin rzucił się na kolana chwulytając ubrania Spokrewnionego zapewniając gorliwie łamaną angielszczyzną:

- Dziękować, dziękować, dziękować pan. Ja wszystko sprawdzę i znajdę pan w Bournemouth w Anglia. Przysięgam, przysięgam, przysięgam.
Antonio pomoże Wam wydostać się z Rzymu i nawet doradzi gdzie przenocować, ale transport do Anglii, będzie już na Waszych barkach. Zawsze możecie spróbować wykorzystać samolot Rundstedta (w sumie by mi to pasowało, bo szybko znaleźlibyście się z powrotem w mieście i można by grać na jeden front. Nawet moglibyście od biedy spotkać Price'a w Portsmouth. Aha, Nina wróciła do UK z Xavierem.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 05 czerwca 2015, 15:27

Portsmouth; 25/11/2014; Po północy;

- A kto pyta? - odrzekł kobiecy, wypity głos zza drzwi.

- Przyjaciel. Otwieraj Emma.

Emma potem nie pamiętała po co w ogóle otworzyła drzwi, skoro nikt nie przyszedł, a potem w środku poszła sobie do kuchni zrobić kawy, której nawet nie miała w domu...

Xavier wsunął się do meliny wymijając skonfudowaną kobietę, wyniszczoną nadmiarem alkoholu i papierosów. Ale nie zamierzał zaprzątać nią sobie głowy ani chwili dłużej, niż to było niezbędne. W końcu nie przyszedł tu do niej tylko do dwóch zaćpanych cweli. Zapalił papierosa i spokojnym krokiem wszedł do salonu, gdzie na sofie spało dwóch przeraźliwie chudych ćpunów. Price szturchnął jednego ostrożnie butem, uświadamiając sobie właśnie, że zrobił to dlatego, że w głowie wciąż tkwiły niewykorzenione i w dodatku błędne ludzkie obawy przed zarażeniem się AIDS od narkomana. Uśmiechnął się minimalnie, zdając sobie sprawę, że był ponad tym wszystkim.

- Wstawać cwele...
No i odnalazły się zguby. To co Lightstorm? Rozmówimy się przez Skype, a potem ktoś da posta?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 05 czerwca 2015, 15:45

Southampton; Nieopodal lotniska; 25/11/2014; Przed północą;

Steinbach usiadł w fotelu i rozprostował się strzelając kostkami. Podróż z Rzymu była długa i dość niewygodna dla obu Kaintów. Toreador i Tremere spali ostatniego dnia bardzo płytko, często budząc się z sennych majaków, których nawet nie potrafili odtworzyć w pamięci. Obaj czuli się bardzo zmęczeni, ale zadowoleni, że udało im się bezpiecznie wrócić do Anglii. Antonio okazał się bardzo pomocny, ale nie dysponował prywatnym odrzutowcem tak jak Rundstedt i wampiry chcąc dostać się do domu, musieli zadowolić się ryzykownym przelotem transportowcem TNT w kontenerze cargo. Na szczęście wszystko odbyło się bez niespodzianek i Nina odebrała ciężką przesyłkę na lotnisku w Southampton i uwolniła Kainitów z zaplombowanego kontenera jak tylko znalazła do tego bezpieczne miejsce. Wjazd do opuszczonej kilka lat temu fabryki Forda był dobrym miejscem.

- Xavier w domu?

- Nie, pojechał dziś w nocy do Portsmouth.
Co dalej, pozwoliłem sobie rzenieść Was z powrotem do UK. Jesteście około pół godziny od Crasswell St w Portsmouth i tyle samo czasu od Bournemouth. Jak się pośpieszycie, to nawet może złapiecie Price'a na melinie (oczywiście jeśli się stęskniliście), bo równie dobrze możecie jechać uściskać Marcusa w Bournemouth.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 05 czerwca 2015, 22:02

Achille wynurzyl się z ciemności kontenera kończąc właśnie wiązanie krawata. Diagonalny węzeł Mosconiego, bez lustra, z pamięci. W gruncie rzeczy bezużyteczna umiejętność.

- Nina Richards... - patrząc na Thomasa wskazał dłonią na ghula Xaviera. - Solomon Langer... - Dopełnił prezentacji pozwalając sobie spojrzeć uważnie w oczy Niny.

Dał obojgu chwile, sam obracając na koniuszkach palców przewodnik po Rzymie który kupił jeszcze w Wiecznym Mieście.

- Solomonie nie wydaje Ci się dziwne ze Primogen nie zdawał sobie sprawy ze serce Shelleya nie znajduje się w Bournemouth?
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 czerwca 2015, 14:38

Portsmouth; 26/11/2014; Po północy;

Narkoman otworzył powoli oczy, nawet nie przejawiając cienia strachu, tak jakby nagłe pojawienie się obcego było czymś najzupełniej normalnym. Price wiedział, że w żyłach gościa płynie tomsyczny dekokt wszystkich dragów świata. Nawet nie bawił się w żadne ceregiele. Sięgnął po jedną z mocy klanowych:

- Dobra, cwaniaczku. Kto kazał ci zrobić masakrę w Spermin Rhino, pół roku temu? Skąd miałeś broń?

Czuł jak łatwo złamał wole ćpuna, słysząc jak mężczyzna zaczyna odpowiadać dość trzeźwo, najprecyzyjniej jak potrafi:

- Nikt nam nie kazał. Te szmaty sprzedały nas temu skurwielowi Saville. Należało im się za ten horror jaki nam zgotowały...

- Na dragi nie masz, a nagle masz gnata? Ciekawe, nieprawdaż?

- Broń mielismy od tajemniczego czlowieka z czerwonymi oczyma. Przyniósł ja kiedy powiedzial nam o naszych matkach...

- Ty - odezwał się do drugiego - Czekaj grzecznie na dupie na swoją kolej i nie przeszkadzaj jak kolega opowiada historię życia. Gdzie to było i kiedy? Opisz tego faceta.

- Znalazł nas w squacie na Fratton. Wpadł tam kiedy padło światło na dzielni. Wysoki, szczuplł, długie włosy, tak się zdaje. Najlepiej było widać czerwone oczy. Twarz tonęła w mroku. Widać było tylko sylwetkę.

- A gdzie jest broń?

- Została wyrzucona do morza, z nabrzeża w Portsmouth.

Ventrue przeklął. Miał nadzieję wydrzeć coś więcej, ale przybajmniej dzięki dominacji oszczędził sobie żałosnego płaczu, jakim para ledwo żywych narkomanów uraczyła wcześniej Cwetana. Czuł, że nie byli wcześniej zdominowani, ale wiedział też dobrze, że byli ludźmi wyjątkowo łatwymi do zmanipulowania. Zastanawiał się, czy w ogóle cokolwiek z tego co mówią było prawdą, czy historia ze handlem dziećmi, Jimmym Saville to tylko zręcznie wpleciona w słabe umysły historyjka. Postanowił to sprawdzić:

- Kiedy zostaliście sprzedani?

- Kilkanaście lat temu, jak mieliśmy po sześć, osiem lat. I potem już nie widzieliśmy ich, aż do momentu kiedy je odnaleźliśmy w Bournemouth.

- Macie takie samo nazwisko jak wasze matki?

- Tak. Potwierdzili zgodnie. Na pytanie o dokumenty smętnie spuścili głowy, jakby zawstydzeni, że nie mogą spełnić woli mężczyzny w skórzanej kurtce. Price nie sądził żeby mogli kłamać. Zadał sobie tylko pytanie:

- Jak ktoś mógł do nich dotrzeć skoro nie mają dokumentów. - Szybko udzielił sobie sam odpowiedzi: - Pewno mieli, tylko że już przehandlowali za prochy. Ci goście to już są na wykończeniu totalnym. Oni za działkę to już wszystko by zrobili. Na zdjęciach z cctv z klubu nie byli jeszcze tacy zaćpani. Chyba po prostu stoczyli sie na amen po morderstwie.

- Dużo osób wie o tym, że zostaliście sprzedani?
- Nikt nie wie, oprócz tego kolesia z czerwonymi oczyma, faceta co nas odwoedził kilka nocy temu, chyba psa i teraz ciebie.

Price zamyślił się znowu: - Ciekawe dlaczego czerwonooki chcial zeby prostytutki zginęły? Chyba zadał sobie dużo trudu. Przekonywał ćpunow z Portsmouth żeby odstrzelili swoje matki. Tylko tyle że powodu nie musial szukać. Mógłby pewno sam je zalatwić w pięć sekund.

- Widzicie chłopaki, obiecałem sobie, że wypruje flaki tym, co są odpowiedzialni za to co stało się w Rhino. Gardzę wami, bo jesteście gorsi od zwierząt... Jednak wiem, że nie doszłoby do tego, gdyby nie pomoc kogoś z zewnątrz, tak więc odpowiedzialność spada także na tą osobę. Nie jesteście bez winy... Nie zabiję was, to nie ma sensu. - Xavier odezwał się spokojnym, lecz bardzo stanowczym tonem do każdego z narkomanów z osobna: - Lepiej będzie jak pozbierasz swoją dupę do kupy i przestaniesz ćpać. Zapomnisz o pedofilu i wszystkich koszmarach przeszłości, także o matce i sprzedaży. Pójdziesz na detoks i znajdziesz pracę... A teraz chodź tu i pij.

Xavier pojąc obu swą vitae pomyślał, że jeśli są silni to dadzą radę dzięki dominacji... jak ciało zniszczone jest za bardzo to trudno, ale dał im szansę. Trochę krwi pomoże im się zregenerować, a czyste sumienie stanąć na nogi. Mężczyźni w końcu oderwali się od martwych, choć życiodajnych tętnic nieumarłego. Price wiedział, że w życiu obu zajdzie wielka zmiana. Czuł, że koszmar skończył się dla nich. Startowali z czystą kartą. Reszta była już nie w rękach wampira. Ruszył w stronę drzwi, gdyw pokoju zgasło światło. Xavier odwrócił się w stronę okna i dostrzegł, że grobowe ciemności spowiły również i okoliczne domy...
Za ten akt milosierdzia, w wątku będącym bezpośrednio związanym z samym Ventrue, Price zyskuje kropkę w czlowieczeństwie. No ale żeby nie było mu za słodko, bo jak wiadomo w WoD za każdą łyżkę miodu MG musi dać co najmniej chochlę dziegciu, to jak już Xavier miłosiernie wypsztykał się z vitae, nagle gaśnie światło w okolicy :o

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie...dwd;
Ostatnio zmieniony 09 czerwca 2015, 14:01 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions: