PBF - Charleston by Night

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 15 czerwca 2015, 11:31

Terry przysłuchiwał się rozmowie, lecz napięcie wcale go nie opuściło. Wciąż nerwowo się rozglądał, za oknami auta spodziewając się za chwilę zobaczyć kłębiącą się masę szponów, kłów i macek.

I nic z tego nie wynikło. Ostrzegłem was natychmiast, kiedy tylko zobaczyłem tę zgraję. Ale nikt z was nie podjął żadnych kroków. Jedynie te do samochodu. A Jasper powiedział, że nic o tym nie wie. Kłamał. Musiał kłamać. Przecież nie można być Magiem i nie widzieć tego bezkresu obserwujących nas ślepi. I nic i tak z tego nie wynika. Dalej tu jesteśmy, a jakoś nie wydaje mi się, by ta metalowa puszka mogła nas w jakiś sposób ochronić. Mam tylko nadzieję, że Darth Namtar nie odszedł zbyt daleko...

Świadomość, że swoje nieżycie składa na ręce Ducha z Otchłani wcale go nie uspokoiła. Właściwie poczuł się jeszcze bardziej nieswojo. Nie chciał się zdradzić przed nowymi znajomymi, lecz tak naprawdę nie marzył o niczym innym jak się stąd oddalić.
Spoiler!
Nie przestaję obserwować otoczenia. Mam wrażenie, że moje ostrzeżenie pozostało bez odpowiedzi, bo nikt nie ustosunkował się na głos, z wyjątkiem Gavina, ale i tak zostało to zgaszone przez potencjalnego wrogoprzyjaciela. Ale teraz mocno się skupiam.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 15 czerwca 2015, 14:39

Koteria Arta-hasisa wraz z napotkanymi Magami udałą się do samochodu, tym samym pozbawiając go możliwości dalszego śledzenia rozmowy. Nie przejął się jednak tym zbytnio, zakładając, że kuffrowie i tak przekażą mu informacje, które powinien znać. Poza tym perspektywa spędzenia kilku chwil w samotności nie była taka zła. Mówiąc prawdę nigdy nie czuł się dobrze, rozmawiając z kimś spoza Klanu. Właściwie to nie miał zbyt wielu takich doświadczeń. Odkrył jednak, że praca ochroniarza pozwala mu uniknąć wielu takich sytuacji i był to ten element, który zdecydowanie zaczynał mu się w niej podobać. Korzystając z osłony rosnącego nieopodal klonu, ukrył się w poszarpanym cieniu, rzucanym przez jego koronę. Stąd doskonale widział dżipa Koterii, parking znajdował się w końcu nie dalej, jak półtora metra obok. Wielkie krople deszczu uderzały o liście, wygrywały nierówny rytm na błyszczących w świetle lamp karoseriach samochodów. Kilka osób wymknęło się szybko z parku i pospiesznie przecięło wyasfaltowaną przestrzeń. Morderca odgadł więc, iż panująca aura na dobre zniechęciła gapiów. Obserwował okolicę, pamiętając o słowach Malkavianina. Mimo wszystko nie lękał się duchów, choć miał świadomość, iż jest kilka osób po drugiej stronie, które na pewno chciałyby go spotkać... Jednak czujność była wyrobionym nawykiem. Lustrując otoczenie przyłapał się na tym, iż pozwala swoim myślom błądzić, przeskakując swobodnie z tematu na temat.

Światło latarni i krople, rozbijające się na ciemnej powierzchni parkingu przypomniały mu wczorajsze spotkanie z Łowcą. Zastanowił się przelotnie, gdzie teraz był podpułkownik? Czy leczył swoje rany w jakimś obskurnym pokoiku hotelowym, wyciszając ból za pomocą alkoholu? Gdzieś, gdzie nikt nie zainteresuje się kilkoma dodatkowymi ciemnymi plamami na linoleum? Był wciąż zbyt młody, by zrozumieć, że w tym zawodzie liczyła się tak naprawdę tylko efektywność. Duma bywała luksusem, który należało umieć odstawić na bok, gdy w grę wchodziła skuteczność. Zabijanie, tylko to liczyło się tak naprawdę...; Liczba Bękartów Khayyina, których posłałeś do piachu... Odruchowo spojrzał na samochód koterii... Miał tylko nadzieję, że siedzący w nim Niewierni nie wpadli nagle na pomysł by znów wziąć dziwne narkotyki, doprawione nutką Demencji. A potem zacząć się gryźć - to chyba musiało sprawiać im przyjemność? Zresztą, nie miał ochoty dywagować nad tym. Musiał jednak przyznać, że księgi mówiły prawdę i zgnilizna moralna tocząca munafiqun była o wiele głębsza niż mógł sobie początkowo wyobrazić. Wciąż nie umiał zrozumieć po co okłamywali go i dlaczego wciąż próbowali nim manipulować. Nie potrafił tego pojąć, choć z drugiej strony nie był pewien, czy chciałby. Podejrzewał jedynie, że po prostu nie umieją inaczej. Wszystkie ich relacje skażone były wzajemną podejrzliwością i dążeniem do władzy. Niemalże obsesją, jeśli chodzi o to ostatnie. Choć właściwie, należało dziękować za to losowi. Zjednoczenie Niewiernych w postaci Camarilli było i tak zbyt wielkim zagrożeniem. Czyż nie byli w stanie wcześniej zranić Klanu poprzez Klątwę? Dzieci Haqima wciąż pamiętały, Pomiot Khayyina mógł zapomnieć... Przez chwilę pozwolił sobie na sublimację nienawiści. To było dobre, oczyszczające uczucie... Później powrócił do poprzedniego wątku rozmyślań.

Dlaczego wciąż próbowali nim manipulować? Nie był taki jak oni, powiedział im przecież... Ten Kontrakt był teraz całą jego perspektywą. A jednak mimo to wciąż przypominali mu, że znajduje się wśród wrogów, próbując zmusić go do okazania słabości, nakłaniając go do wzięcia udziału w grze... Na ich zasadach... Mógł wysnuć z tego tylko wniosek, iż jego lojalność nie wystarczyła im. Zaprawdę, Klątwa Khayyina była niczym zaraza... Być może więc właśnie to, sam fakt, że nie należał do zarażonych wywoływał w nich taką a nie inną reakcję. Opartą na strachu i na zazdrości, która kazała im zniszczyć wszystko, co pozostawało czyste... Nie lękał się jednak tej konfrontacji. Znał własną siłę i moc swej krwi... A jednak całą ta gra irytowała go, będąc w jego odczuciu elementem całkowicie zbędnym. Poruszanie się w świecie Kaffir było jak błądzenie w labiryncie krzywych zwierciadeł, w których nic nie zdawało się takie, jakie było naprawdę. Tu wszyscy nosili maski. Nawet Nosferatu ukrywał swą prawdziwą twarz. Kłamstwo wrosło w ich egzystencję tak głęboko, że nie umieli już bez niego istnieć. Nie czuł jednak współczucia. Jedynie obrzydzenie i wzgardę.

Okna dżipa zaszły srebrną mgłą i Morderca cieszył się, że nie widzi siedzących w środku postaci. Jedynie cienie. Pomyślał, że będzie musiał zabić i zmyć krwią to niepokojące i niewygodne odczucie, które pojawiało się zawsze gdy znajdował się zbyt blisko Bękartów Khayyina.

[center]Obrazek[/center]
Ostatnio zmieniony 02 listopada 2015, 23:38 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 15 czerwca 2015, 17:20

Charleston WV Point Pleasant Tu-Endie-Wei State Park 10.08.1993

Jasper wysłuchał wszystkiego, co miał do powiedzenia Horacy, po czym odpowiedział:

- Nie no, to teraz dojebałeś stary. To mnie przekracza i Grace też, bo wygląda to na robotę potężniejszych od nas. Mówisz, że będzie masakra? I kurwa dobrze, bo nikt nie chce nas słuchać jak mówimy, że obecny świat to śmietnik! Kurwa, mam dość tego pierdolenia, że się mylimy i nie mamy podstaw. Coś wam powiem przyjaciele: wszystko tutaj jest spierdolone, na każdym etapie. Zaczynając od komórki, a na duchowości kończąc. Technokracja zajebała ducha na amen, wszyscy żyją przeszłością. Nie ma przyszłości dla nikogo, więc po cholerę próbować? Pozbądź się złudzeń, człowieku, a odnajdziesz wolność...

Jasper przerwał na chwilę, by zapalić papierosa. W tym celu wyciągnął z kieszeni kurtki świeżo skręconego jointa. Po chwili dym świeżo palonej marihuany zaczął wypełniać wnętrze pojazdu. Deszcz nabierał na sile, sprawiając że większość ludzi postanowiło schować się w domach. W tym czasie inicjatywę przejęła Grace:

- Ach, Jasper, ty to potrafisz tragizm sytuacji podkreślić! Uwielbiam jak to robisz, ciarki mnie normalnie przechodzą... Może zabralibyśmy naszych nowych znajomych na spotkanie z przyjaciółmi? Ja lubię, gdy ktoś stawia mi drinka, a w zamian powiem mu coś z jego przeszłości - uśmiechnęła się zalotnie do Gavina. - Nie sądzisz, że wyglądam apetycznie?

Mag zaciągnął się dymem, by po chwili kontynuować:

- Nie potrafię zrobić tego, o co mnie prosisz człowieku, bo nie mam takiej mocy. A ci co potrafią, mają w dupie i są zawsze zajęci czymś innym... Jednak muszę przyznać wam rację co do przeznaczenia. To, że tutaj jesteśmy razem to faktycznie nie jest przypadek. Odlot nie? Widzicie, Porządek Hermesa was spali za fakt, że jest z wami Tremere, Niebiański Chór spali za to czym jesteście, dla Euthanatosów jesteście wynaturzeniem i stoicie w kole przemiany, Mówcy Marzeń gadają tylko z rdzennymi mieszkańcami, Verbena odeszły z tych ziem wiedząc o klątwie Cornstalka, Kultyści Ekstazy najpierw was czymś zaćpają, a potem spuszczą z was krew. Bracia Akashic poczęstują was kopniakiem z półobrotu, takim, że nawet Chuck Norris poczułby się zawstydzony normalnie... A tak są jeszcze najnowsze Tradycje, Synowie Eteru i Wirtualni Adpeci, ale nie dogadacie się z nimi... Nie wyglądacie na miłośników technologi i maszyn. Charleston jest jak Wszechświat - wielki, kosmiczny bałagan, ludzie! Technokracja zawsze chciała położyć łapę na tym magicznym i niestabilnym terenie. Panowie w Czerni niebawem znów się pojawią, a wtedy najlepiej zniknąć im z oczu. Jesteście zdani na nas, to jest dopiero przeznaczenie! Yeah! - krzyknął i po chwili zaciągnął się dymem. - Ej, niezły ten towarez... - dodał pop chwili, patrząc na jointa.

- Zapraszam was ziomki na spotkanie z liderem naszej Kabały. On na pewno pomoże, ale musicie przyjść koniecznie w tych strojach na imprezkę u Justina jutro po zmroku. Będzie coooool... Nie pożałujecie!

- Jasper chcesz ich przestawić samemu Despero? Och! Ach! Ale to będzie zajebiste! - krzyknęła z podniecenia Grace. - Będę mogła zrobić sobie z wami fotkę? Jesteście tacy mroczni, normalnie czuję, jak przy was mój mrok staje się czarniejszy... A ty przystojniaku w tej koloratce, wyglądasz nieziemsko...
Spoiler!
Test Empatii ST:6 = 2 sukcesy. Grace i Jasper bardzo dobrze się znają i to od razu widać. Magowie są bardzo zainteresowani, a Grace wręcz podjarana spotkaniem z wami. Są otwarci na kontakt i są bardzo zafascynowani wampirami i gotyckim stylem życia. Są szczęśliwi z możliwości spotkania i rozmowy.
Spoiler!
Test Przebiegłości ST: 6 = 3 sukcesy. Efekt w dialogu.
Spoiler!
Niczego podejrzanego nie zauważasz. Ulewa pogarsza zasięg wzroku.
Test Wiedzy o Magach ST:8 = 2 sukcesy. Masz do czynienia z Magami, których nazywa się Opustoszali. Są to w większości nieuki, którzy nie posiadają żadnej z Tradycji. Są dla ciebie niczym Parias, który w społeczeństwie Kainitów kompletnie nic nie znaczy. Opustoszali bardzo rzadko dochodzą do większej mocy.
Spoiler!
Niczego podejrzanego nie zauważasz. Ulewa pogarsza zasięg wzroku.
Ostatnio zmieniony 15 czerwca 2015, 21:08 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 15 czerwca 2015, 22:56

- Mogę mówić za siebie, chętnie przyjdę. Tylko po pierwsze gdzie to jest czy nie w Sacred Heart Catholic Church przy Jackson Ave? A po drugie co dobrego na takiej imprezie będzie do picia? - zarechotał Horacy w niezręcznej, aczkolwiek krótkiej ciszy jaka nastąpiła po zabawnym w jego mniemaniu pytaniu.

- No dobra nie spinajcie się tak bardzo, żartowałem. Choć byłoby w miłym tonie gdybyście o nas nie zapomnieli skoro zapraszacie, to wolałbym jednak byście spożytkowali czas na szukanie dużych odpowiedzi na nasze duże pytania. A propos Jackson Ave, spytaj Towera czy mu coś nie zginęło ostatnio. Jeśli czegoś szuka, być może będę wiedział kto go tak ładnie wydupczył. Powiem mu za darmo. Wystarczy, że grzecznie mnie zapyta i nie będzie robił przy tym nerwowych ruchów.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 15 czerwca 2015, 23:13

Charleston WV Point Pleasant Tu-Endie-Wei State Park 10.08.1993

- Towers, kurwa! Pojebało cię, człowieku? - Mag prawie zakrztusił się dymem. - Nie wymawiaj tego nazwiska przy mnie, bo się zbełtam zaraz. Ja tutaj sobie gandzioszke jaram, a ty mi wyjeżdżasz z nawiedzonym Chórzystą, który nawróciłby cegły, gdyby potrafiły mówić. Kurwa dobrze, że mu coś zginęło! Mam nadzieję, że na wieki wieków, amen! Może jego Święta Księga z modlitwami do Pana... He he - zaczął się śmiać głupkowato Jasper.

- No ten Towers to straszny fanatyk jest - rzekła miękko Grace. - Och, mówię wam, on nie rozumie w ogóle zagadnień mrocznej iluminacji. Jest taki ograniczony! Nie traćcie czasu na gadanie z tym piernikiem - machnęła ręką. - A impreza jest w Charleston w barze Empty Glass. Zapraszamy... Despero też tam będzie. On zawsze jest za barem pierwszy - uśmiechnęła się słodko do zebranych.
Ostatnio zmieniony 16 czerwca 2015, 00:27 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 15 czerwca 2015, 23:22

Terry zacisnął pięści w niemej złości. Odezwał się z wolna cedząc wyrazy, nie zadając sobie nawet trudu spojrzenia w stronę dwójki Magów.

- Czyli tak naprawdę mówicie, że nie jesteście nam w stanie pomóc. Nie macie wystarczających umiejętności by magicznie namierzyć tych których mamy nadzieję znaleźć. Nie macie możliwości skontaktować nas z nikim kto byłby w stanie coś dla nas zrobić. - następnie odwrócił się spoglądając w oczy Jaspera - Nie traktujecie nas nawet poważnie. Przychodzimy do was po pomoc, a ty zamiast się skupić i zastanowić czy jest coś w zasięgu twych możliwości, wolisz otępić swój umysł "gandzioszką", jak to ślicznie ująłeś. Dajcie mi chociaż jeden powód byśmy mieli z wami rozmawiać choćby minutę dłużej.

Przeniósł wzrok na Horacego. Mimo iż mówił powoli, cicho i w miarę swych możliwości spokojnie, drżenie jego głosu było wyraźnie zauważalne.

- Przyjacielu, to są Opustoszali. Są niczym bezklanowcy w naszym społeczeństwie. Nie mają żadnej realnej władzy, mocy czy możliwości. Jestem pewien, że ten ich "odlotowy" Despero pomoże nam w tym samym stopniu. Tracimy czas. W dodatku jesteśmy na terenie gdzie nie jest bezpiecznie. A ten tu bęcwał nie jest w stanie nawet tego zanotować. I siedzimy tu z tą parą mrocznych mroczków, zamiast posuwać się w naszej misji do przodu. Rozumiem, że to twoi znajomi, jednak oni nie są w stanie nic dla nas zrobić. Więc może ruszmy się stąd i wygrzeb jakiś inny kontakt? Bo to prowadzi donikąd.
Terry jest mocno zdenerwowany, przestraszony i zniecierpliwiony. Ma świadomość grożącego Koterii niebezpieczeństwa i nie rozumie dlaczego pomimo jego wyraźnej przestrogi, drużyna dalej tkwi w tym miejscu.
Ostatnio zmieniony 15 czerwca 2015, 23:46 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 16 czerwca 2015, 00:04

Charleston WV Point Pleasant Tu-Endie-Wei State Park 10.08.1993

- Oj, Oj ojczulek się odezwał niczym sam pieprzony Towers z ambony - prychnął Jasper. - Człowieku, gandzioszka wyostrza moje zmysły, a nie przytępia! Skoro tego nie widzisz to znaczy, że ci koloratka umysł za mocno uciska. Panikujesz stary jakby ci guma pękła... Chociaż pewnie nie wiesz, jakie to uczucie... He he...

- My mamy Tradycję - odezwała się Grace. W jej głosie brzmiała urażona duma. - I to najlepszą z możliwych! Nie oszukujemy się, lecz akceptujemy upadek i pustkę w nas! Nasze nauki pochodzą od samego Byrona... Ale co ty możesz o tym wiedzieć? Nie rozumiesz głębi i piękna mrocznej ścieżki spełnienia! Fałszywe wierzenia monoteistyczne zrobiły ci z mózgu kisiel!

Przerwała na chwilę i spróbowała się opanować. Gdy odezwała się znów w jej głosie pobrzmiewał ton skargi:

- To było takie miłe zaproszenie, a jak nie chcesz tam przychodzić to nie musisz, prawda? Jakoś to przeżyjemy, nie musisz być wcale taki niegrzeczny! - wydęła usta w grymasie pogardy - Ten chrześcijański fundamentalizm mnie wykończy normalnie! Idź się pomodlić do projekcji swej nadświadomości, albo co... Oczywiście wciąż zapraszamy pozostałych! - dodała na koniec zwracając się do reszty koterii.
Ostatnio zmieniony 16 czerwca 2015, 00:29 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 16 czerwca 2015, 00:11

Terry uśmiechnął się słysząc oburzenie wesołej, acz mrocznej pary. Nie czekając zbyt długo, odezwał się, dbając by głos jego miał spokojne i przyjazne zabarwienie.

- Ale ja wcale jeszcze nie byłem niemiły. I nie minąłem się z prawdą. Nie jesteście w stanie nam pomóc, bo nie macie żadnych realnych możliwości. Czy może się mylę i jednak jesteście nas w stanie skontaktować z Towers'em? W dodatku zachowujecie się tak, jakby przebywanie z istotami obłożonymi Klątwą, było w jakiś sposób elitarne. I jeszcze te teksty "czy wyglądam apetycznie?". Musicie być bardziej szaleni ode mnie, albo mieć skłonności samobójcze. A co do waszej tradycji, naprawdę super, że macie najwspanialszą ze wszystkich, szkoda tylko, że pozbawioną jakichkolwiek możliwości.

Zrobił krótką pauzę, po czym dodał, dużo mniej przyjaznym tonem.

- I obrażacie moje wierzenia. Uważam to za nieakceptowalne i nie życzę sobie słyszeć od was takich uwag ponownie. Bo wtedy rzeczywiście stanę się niemiły.

Pod wpływem emocji Terry zerwał się z swojego siedzenia i próbował wyprostować się na pełną wysokość, zapominając, że znajduje się w aucie. W efekcie uderzył głową w dach samochodu z taką siłą, że natychmiast usiadł na podłodze. Towarzyszyło temu głośne "bang". Widząc to, para Przebudzonych wybuchła nieskrępowanym śmiechem.
Spoiler!
W ostatniej wypowiedzi używam zastraszania.
Spoiler!
Test Zastraszania ST: 8 = 3 pechy. Masakra, wygłupiłeś się i kompletnie spieprzyłeś akcję. Do końca sceny +2 ST w kontaktach z Magami.
Od MG: Wszyscy widzieliście jak Frater Terry próbował Zastraszyć Magów. Efekt jest zupełnie odwrotny do zamierzonego.
Ostatnio zmieniony 16 czerwca 2015, 00:46 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 16 czerwca 2015, 00:11

W chwili, gdy Lasombra nachylała się do Gavina, chcąc polecić mu odpalenie samochodu i ruszenie z tego miejsca, gwałtowny ruch na tyle wprawił ją w osłupienie. Reakcja Terrego i uderzenie w sufit, a potem ironiczne salwy śmiechu dwójki magów przeważyły szalę. Victoria odwróciła się, patrząc ze zniesmaczeniem na przedstawicieli Przebudzonych i odczekała chwilę, nim się uspokoją.

- Uważacie, że jesteście tacy mroczni, moi drodzy? - pytanie zadane cichym i zimnym głosem zawisło na chwilę w powietrzu. - Gavinie, ruszajmy stąd. Za długo tu jesteśmy i zbyt wiele czasu zmarnowaliśmy w tym miejscu. I nie jest tu bezpiecznie.

Kiedy odgłos zapalanego silnika wypełnił wnętrze, a samochód z wolna ruszył, wampirzyca odwróciła się, spoglądając z irytacją i zniecierpliwieniem na tył.

- A Wy... - wskazała ruchem głowy na gotycką parę - Zastanówcie się przez chwilę, z kim macie do czynienia i z kim w tej chwili rozmawiacie... - drapieżny uśmiech zagościł na jej twarzy. - I radziłabym zrobić to szybko, bo pomimo setek lat, które przeżyliśmy w przeciwieństwie do was, cierpliwość nie jest w tej chwili naszą najwyższą cnotą. Nie jesteście nawet świadomi zagrożenia, które czai się tam na zewnątrz, nie mówiąc już o tym, czy wasza wola jest na tyle silna, by cokolwiek z tym zrobić. Bo nie jest! I jasno daliście temu dowód, zachowując się jak banda gówniarzy podniecona perspektywą niezłej imprezki...

- Więc powiem wam jedno... czeka was imprezka, jednak nie taka, jakiej byście chcieli... I nie jesteście na nią gotowi. Zatem w imieniu wszystkich dziękuję za zaproszenie, a teraz powiedzcie, gdzie was wysadzić... Kultura i podstawowy szacunek wymaga tego, choć udowodniliście, że nie zasługujecie nawet na to. Wasza tradycja ma iście wybitnych przedstawicieli. Pogratulować wypada jedynie.

- Zatem? - utkwiła wzrok w twarzy Jaspera, ignorując słodką Grace.
Ostatnio zmieniony 16 czerwca 2015, 01:33 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 16 czerwca 2015, 19:59

[center]Podkład: King of Fools[/center]
Gavin prowadził uważnie, nie chcąc by nad wyraz emocjonujące spotkanie zostało wzbogacone w dodatkowe atrakcje, jak na przykład stłuczka. Nie rozumiał co opętało Ojczulka i Victorie, nie wiedział także dlaczego Horacy nie próbuje ich uciszyć zanim magowie postanowią ich wszystkich zamienić w żaby. Nie rozumiał także co ma na celu cała ta tyrada, bo jeżeli chodziło o obrażenie kogoś to znał prostsze sposoby by wywołać bardziej czytelny efekt.

Nie ma co, ktoś tu wstał z trumny lewą nogą i chyba kilka razy wpadł na kołek... albo na Assamite... Teraz tylko jak to pchnąć do przodu... - skwitował w swojej głowie Ravnos. Najchętniej wyśmiałby ich wszystkich, niemniej nie stać go było na ten luksus.

Ostatecznie Ravnos doszedł do wniosku że trzeba rozładować napięcie dłuższym monologiem. Mówił więc w sposób który ukierunkowany na rozproszenie napięcia, zaznaczenie wrażliwych punktów każdej ze stron ale przede wszystkim wykazanie że każda z osób tu obecnych wnosi coś pozytywnego do tego spotkania. Gavin korzystał jak mógł z swoich zdolności manipulacyjnych i krętactwa.*

- Drodzy Niezależni Magowie, jeżeli o mnie chodzi to bardzo chętnie odwiedzę jutro Empty Glass. Natomiast moi towarzysze zapewne uczynią to jeżeli uszanowana zostanie ich Tradycja. - Mówiąc to obserwował lusterku reakcje pasażerów.

- Ojczulek jest przedstawicielem Tradycji pobłogosławionej niesamowitą intuicją i wiedzą. Dary te prowadzą go w kierunku iluminacji i wizji tak głębokich, że nie jestem w stanie tego wam opisać. Chciałbym jednak byście mieli na uwadze że Terry jest kapłanem "najwyższego" i kroczy ścieżką przeznaczenia którą ten mu wyznaczył. A ścieżka ta prowadziła go przez wiele ciemnych dolin.

- Powiedzmy że w "waszym świecie" byłby kimś w rodzaju przedstawiciela Niebiańskiego Chóru który "daje rade i nie zlewa sprawy". Bardzo poważnie traktuje sprawę wiary i bardzo niegrzecznym jest robienie sobie z niej żartów w jego towarzystwie. W końcu to on wypatrzył te zmory i umożliwił nam ocalenie tych "nieprzebudzonych" ludzi.

- Victoria pała wielką miłością do piękna, ciemności i wyzwań. Jej szorstki ton jest zawsze zaproszeniem do tańca który ma pokazać jej z jak bardzo "konkretną" osobistością ma do czynienia. Powiedzmy że jest kimś w rodzaju naszego lidera "Kabały" i lubi konkrety. Ma przy tym właściwą dla wszystkich liderów skłonność do wyciągani maksimum z danej sytuacji.

- Horacy jest kimś w rodzaju strażnika kluczy. Ma wejście wszędzie i zna zapewne wszystkich albo zna kogoś kto zna kogoś. Niezbyt wypada pytać go skąd to wie albo jak dostał się w posiadanie jakiś informacji, jak będzie chciał coś powiedzieć to powie. Jego chyba najbardziej ukrytym darem jest talent to gawędy i śpiewu. Aczkolwiek nie wiem czym musielibyście go przekupić by dał wam jakąś tego demonstracje.

- Gdzieś tu w okolicy kręci się Namtar. Jest to członek Rodziny którego najlepiej nie ruszać w ogóle. Przez nie ruszać mam na myśli nie prowokować, nawet słownie. Aby obrazowo opisać jego czar osobisty, należałoby do doliny Muminków wstawić w miejsce Buki Freddego Krugera. Nie przesadzam i mówię wam to dla waszego własnego dobra, zrozumiecie gdy go zobaczycie.

- Osobiście jestem pod wrażeniem waszej, Jasperze i Grace, odwagi i skłonności do współpracy. Pozostaje mi wierzyć że reszta Waszej Kabały będzie równie otwarta na współprace, proszę jedynie byście pamiętali o tym co wam teraz powiedziałem. Bardzo łatwo jest dopuścić się wzajemnych, zupełnie niezamierzonych, nieuprzejmości. Niemal niemożliwe jest za to ich wyplenienie.

- Przeznaczenie sprawiło że to właśnie Wy powitaliście nas na tej ziemi i to od Was zależeć będzie jak ta ziemia przyjmie nas. Osobiście aż drże z podniecenia na myśl jakich rzeczy możemy dokonać, skoro wszyscy jesteśmy wybrańcami Losu.

- Wierze że wzajemny szacunek i współpraca jest jedynym sposobem na wyciągnięcie czegoś pozytywnego w tym duszącym ducha czasie. Energia powinna krążyć, wymiana powinna następować, nie blokujmy przepływu i nie zamykajmy sobie wzajemnie drzwi.

- Dokąd was zabrać? Jasperze? Mroczna Grace? **
* Manipulacja i subterfuge
- Wydaje punkt siły woli

Moim celem jest rozładowanie sytuacji i sprawienie żeby pasażerowie spojrzeli na siebie w nieco lepszym świetle. Daje także do zrozumienia członkom koterii że zrażenie Jaspera i Grace uniemożliwi nam kontakt z innymi, być może potężniejszymi, Magami. Mała rybka zawsze może, odpowiednio zmotywowana, pokazać gdzie pływają Wieloryby.

** Używam uwodzenia.

Moim celem jest pokazanie że Grace udało się przyciągnąć moją uwagę.
Ostatnio zmieniony 17 czerwca 2015, 12:33 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 17 czerwca 2015, 13:21

- Drogi Gavinie chyba zapomniałeś o sobie. Cóż, moi przyjaciele. Powiem tylko, że nasz szarmancki towarzysz odwiedził wiele znamienitych domów należących do ludzi ze smietanki czyli madrych, wpływowych a nader wszystko niezwykle bogatych. Nasz Gavin jedynie przez wrodzoną skromność nie szczyci się też tym, iż z każdych takich odwiedzin wyniósł coś niezwykle cennego...

-Jak zatem widzicie macie możliwość nacieszyć się iście elitarnym towarzystwem. Które juz niestety za tydzień opuścinh naszą Virginie. Chętnie zatem przybędą by zobaczyć jak powinna wyglądać porządna impra. Chętnie też zademonstruja jaka rozkosz tkwi w pocałunku wampira. Podobno niektórzy wolą go od orgazmu, prawda Victorio?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 17 czerwca 2015, 15:26

Charleston WV Point Pleasant Droga przed Domem Pogrzebowym 10.08.1993

Magowie wydawali się nieco uspokojeni wypowiedziami Gavina i Horacego. Jasper wyraźnie się rozluźnił, a Grace, wśród mrocznych "ochów" i "achów" przeszła do zachwalania walorów jutrzejszej imprezy.

Ravnos prowadził powoli, tak aby można było prowadzić spokojną konwersację. Już sam deszcz robił wystarczająco dużo hałasu, sprawiając, że cała rozmowa musiała być prowadzona o ton głośniej. Jechali ulicą Ohio, potem odbili w Jefferson Blvd, gdy nagle uwagę wszystkich przykuł widok kilku samochodów policyjnych, stojących pod jednym z domów. Niebieskie i czerwone światła odbijały się w spływającej po szybie wodzie, sprawiając, że raz przybierała ona barwę spokojnego oceanu, to znów i kolor krwi. Było w tym coś dziwnie niepokojącego, niczym w niezrozumiałej wróżbie... Gavin zwolnił tępo jazdy, tak aby każdy mógł się przyjrzeć okolicy. Gdy jechali na spotkanie tą samą drogą, niczego takiego nie zauważyli. Policja musiała pojawić się tu niedawno. Jasper nie wytrzymał i pierwszy otworzył gębę:

- No proszę! Rozróba w domu pogrzebowym w Point Pleasant! Odlot, normalnie! Może im zwłoki ożyły i uciekły w las, he he - zaśmiał się, po czym pociągnął kolejnego macha swojego czarodziejskiego zielska.

Koteria ujrzała pięciu policjantów rozproszonych na terenie posiadłości, pilnujących wejścia do budynku. Żółte taśmy policyjne łopotały na deszczu, odcinając się wyraźnie od mroków nocy. Pogoda zdecydowanie nie wpływała najlepiej na morale stróżów prawa, którzy zdawali się zmęczeni i przygaszeni. Z jednego nieoznakowanego samochodu zaparkowanego na trawniku przed domem, wyszedł mężczyzna. Jego postawa i chód zdradzały dużą pewność siebie. Zbliżył się do jednego z gliniarzy, pokazując mu coś. Tamten bez problemu przepuścił go pod taśmą.

[center]Obrazek[/center]
Namtar jadąc na motorze także przyglądał się stojącym policjantom, mając jednocześnie na oku pojazd koterii. Starał się trzymać blisko, by w razie czego mógł natychmiast zareagować. Nie martwił się obecnością glin. Ludzie i tak rzadko go zapamiętywali...

Gavin cały czas patrzył w lewą stronę i nie zauważył, że prawie wjechał w człowieka, który stał tuż przed maską samochodu. Gwałtownie zahamował, tak, iż odczuli to wszyscy pasażerowie. Tuż przed nim, w strugach deszczu stał łysy starszy mężczyzna. Ubrany był w czarny garnitur i nie poruszał się, pomimo panującej aury. Deszcz przybierał na sile, powodując iż woda zaczynała płynąć drogami do pobliskich studzienek kanalizacyjnych. Całkowicie przemoczony człowiek wyciągnął rękę i powoli sięgną do kieszeni przemoczonej marynarki. Wtem Grace krzyknęła:

- To MiB! Rozjedź go, albo już po nas!

[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
Test Intuicji ST: 7 = 4 sukcesy! Zaraz wydarzy się coś bardzo strasznego i niebezpiecznego. Czujesz, że wjechaliście w złą ulicę i trzeba było być bardziej uważnym. Coś ci podpowiada, że palenie krwi na zwiększenie wytrzymałości to dobre rozwiązanie.
Test Percepcji ST: 9 = 0 sukcesów. Niczego w tym cholernym deszczu nie zauważasz.
Spoiler!
Dzięki wyostrzonym zmysłom (wzrok) rozpoznajesz agenta FBI, to Rafael Dorqer Ghul samego Democritusa. Coś grubego musiało się tutaj wydarzyć, że on się tutaj pojawił z polecenia Księcia.
Test Percepcji ST: 9 = 1 sukces. W ostatniej chwili widzisz, jak z ściany deszczu po prawej stronie od ulicy Viand, wyłania się obraz pędzącego prosto na was autobusu szkolnego. Jedzie chyba z maksymalną prędkością.
[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
Test Percepcji ST: 9 = 2 sukcesy. Zauważasz w jak z waszej prawej strony od ulicy Viand, jedzie z bardzo ogromną prędkością szkolny autobus. Jedzie prosto na was.
[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
Test Percepcji ST: 7 = 5 sukcesów. Zauważasz w jak z waszej prawej strony od ulicy Viand, jedzie z bardzo ogromną prędkością szkolny autobus. Jedzie prosto na was.
[center]Obrazek[/center]
Test wyczucia niebezpieczeństwa (zaleta): ST: 8 = 4 sukcesy. Niebezpieczeństwo. Facet przed samochodem i autobus są zagrożeniem. Policja też i coś czujesz jeszcze z tego domu pogrzebowego.
Spoiler!
Test Widzenia Aury ST: 8 = 1 sukces. Aura normalna. Na pewno nie jest to nieumarły.
Test Percepcji ST: 9 = 0 sukcesów. Niczego w tym cholernym deszczu nie zauważasz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 17 czerwca 2015, 15:49

Gavin zatrzymał się przed nieznanym mężczyzną. Sugestia Grace była niedopuszczalna, zwłaszcza w zestawieniu z bliskością oficerów prawa. Postanowił zachować zimną krew. Pościg i strzelanina to coś czego wolał uniknąć.

Kimkolwiek był przybysz, na pewno miał ciekawsze rzeczy do roboty niż stanie w deszczu przed samochodem który właśnie go rozjechał. Gavin miał nadzieje że ograniczy się do kilku komplementów na temat jego zdolności prowadzenia auta.

- Tylko spokojnie, bez nerwów - Rzucił w stronę pasażerów kierowca.

Wampir szybko spojrzał na aurę MiB'a. Człowiek, mówiły mu zmysły. Uniósł więc dłoń w geście przepraszającym, mając nadzieje że przechodzień zrozumie i po prostu sobie pójdzie.
Jeżeli przechodzień zechce z nami rozmawiać, poproszę Lasombre by ta swoim czarem uświadomiła by uważniej chodził po drodze.

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 17 czerwca 2015, 16:56

Wydarzenia zaczęły toczyć się bardzo szybko, a zbliżający się z zawrotną prędkością autobus, zmierzający wprost na nich, wróżył katastrofę. Victoria dotknęła ręką szyby, jakby chciała uchronić się od uderzenia i krzyknęła:

- Gavin! wymin go i ruszaj... Zaraz nas staranuje ten autobus! Ruszaj mówię do cholery!!!

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 17 czerwca 2015, 20:30

Charleston WV Point Pleasant Droga przed Domem Pogrzebowym 10.08.1993

[center]Obrazek[/center]
Macie tylko jedną rundę na działania, zanim uderzy w was nadjeżdżający autobus. W samochodzie od lewej siedzą: Gavin (kierowca), za nim Terry, za Malkavianem Grace. Od prawej: Victoria, za nią Horacy, a na końcu obok Grace siedzi Jasper. Przyjmuję, że wasz samochód jest combi i siedzenia są w trzech rzędach. Czekam na deklaracje na PW.

RUNDA I
Mam już deklaracje, więc podaje Inicjatywę:
[olist=1]Namtar 10 sukcesów
MiB 9 sukcesów
Terry 3 sukcesy
Victoria 2 sukcesy
Gavin 2 sukcesy
Jasper 2 sukcesy
Grace 1 sukces
Horacy -1 (Pech) Zaplątałeś się w pas. W tej rundzie musisz się odplątać.[/olist]
Spoiler!
Namtar:
Morderca odpala Akcelerację (1Punkt Krwi) oraz używa Echa Nirvany 1 (1 Punkt Krwi).
Szybkie wyciąganie broni ST:5 = 6 sukcesów. Assamita wyciąga broń bez straty akcji.
Namtar strzela do MiB'a:
Trafienie ST:7 = 4 sukcesy. MiB unika ST:6 za 6 sukcesów. Kula nie trafia w cel, a MiB schował się za maską samochodu.
Namtar zmienia cel i strzela w kierowcę autobusu.
Trafienie ST:8 = 5 sukcesów. Cel nie unika i obrywa kulkę za 11 obrażeń. Wytrzymałość 4 + 2 pancerz = 6 sukcesów neguje obrażenia. 11-6=5 obrażeń. Kula przeszła na wylot powodując poważne obrażenia, ale kierowca dalej ostatkiem sił kieruje się w samochód koterii. Kierowca wykonuje Test Prowadzenia pojazdów ST: 8 = 3 sukcesy! (dalej trzyma kurs).
Namtar krzyczy do Gavina: Jedź! po czym rusza gwałtownie do przodu. Test Prowadzenia pojazdów ST: 6 + 3 (za wodę na jezdni) - 3 (za zalety Crack Driver i Śmiałek)= 6 Wyrzuca 6 sukcesów. Ścigacz staje dęba i rusza z miejsca omijając z lewej samochód koterii, a z prawje nadjeżdżający autobus. Po przejechaniu 3 metrów, po lewej widzi schowanego MiB'a. Strzela do niego:
Trafienie ST:6 = 6 sukcesów. MiB nie unika, zaskoczony odwraca się w stronę Namtara i obrywa kulkę w pierś. Obrażenia 6 (za trafienie) + 6 (za broń) = 12 obrażeń. MIB rzuca na wytrzymałość = 5 sukcesów + 5 za pancerz = 2 obrażenia. Pocisk zatrzymuje się na obraniu MiB'a. Siła jest tak duża, że MiB zostaje odrzucony na maskę samochodu, wpadając na szybę. Dokładnie przed wzrokiem Victorii.
Namtar pewny, że MiB jest martwy omija samochód koterii z lewej i wjeżdża na teren Domu Pogrzebowego.

Terry
Malkavian podbija wytrzymałość o 3 punkty (pali 3 Punkty Krwi)

Victoria
Lasombra podbija wytrzymałość o 1 punkt (pali 1 Punkt Krwi)

Gavin
Ravnos odpala Akcelerację (1 Punkt Krwi).
Rozgląda się dokładnie upewniając się w sytuacji. Widząc jak MiB uderzył w szybę z frontu od strony pasażera, próbuje uciec przed autobusem. Test Prowadzenia pojazdów ST: 6 + 2 (za wodę) = 8. Gavin rzuca 2 sukcesy + 1 za wydaną Siłę Woli = 3 sukcesy. Pojazd gwałtownie rusza do przodu.

Jasper zaczyna bardzo szybko jarać jointa, jakby jego płuca mały nieskończoną pojemność.

Grace wyciąga zapalniczkę i pomaga szybciej spalić jointa Jasperowi.

Horacy
Nosferatu próbował wysiąść, ale pas nie chciał się odpiąć na czas. Horacy szarpie się z pasami.


RUNDA II
Samochód koterii odjechał zaledwie 2 metry, gdy autobus uderzył w prawą stronę pojazdu. Wszyscy w samochodzie otrzymują 10 obrażeń. Wampiry po prawej stronie nie mogą korzystać z zalety obliczania połowy obrażeń obuchowych. Ekipa po lewej liczy tylko połowę obrażeń, zaokrąglając w dół.

Gavin
Wytrzymałość = 10 - 1 sukces = 9/2. Otrzymujesz 4 obrażenia obuchowe.

Terry
Wytrzymałość = 10 - 4 sukcesy = 6/2. Otrzymujesz 3 obrażenia obuchowe.

Victoria
Wytrzymałość = 10 - 4 sukcesy = 6. Otrzymujesz 6 obrażeń zwykłych. Victoria miała jedną Prawdziwą Ranę wcześniej. Jesteś na stanie zdrowia: Zmasakrowany. Jeszce jedno obrażenie i wpadniesz w letarg. W przypadku kolejnej Prawdziwej Rany skończysz Śmiercią Ostateczną.

Horacy
Wytrzymałość = 10 - 3 sukcesy - 1 (pancerz) = 6. Otrzymujesz 6 obrażeń zwykłych. Jesteś na stanie zdrowia: Okaleczony.

Obrażenia te możecie leczyć normalnie: 1 Punkt Krwi za jedno obrażenie.
Proszę o deklaracje na PW. Z opisami działań poczekajcie do mojego opisu wydarzeń. Sigil może opisać walkę.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

ODPOWIEDZ