Post
autor: lightstorm » 24 czerwca 2015, 19:32
Wyspy Baracha, karczma "Kordawski klejnot"
Galvat prawie się nie odzywał. Siedział, obserwował i jadł spokojnie serwowane przez Ortisa pożywienie. Słuchał uważnie każdego słowa, które wypowiadali jego nowi kompani. Nie przeoczył żadnego szczegółu, który dział się wokół niego. Pomimo prawa panującego na wyspie, zdawał sobie sprawę że tutaj jest niebezpiecznie. To czego się dowiedział podczas rozmowy tylko utwierdziło go w tym przekonaniu. Zamorańczyk myślał nad planem działania i oceniał swoich kompanów: To miasto jest zepsute i przesiąknięte żądzą posiadania i chyba tylko Nehaher wydaje się to zauważać. Aby tu przetrwać trzeba mieć plecy, albo mnóstwo pieniędzy. Z tego co widzę, to oni nie mają ani jednego ani drugiego, kurwa. Te dwa ciosane kamieniem od urodzenia dzikusy zapomniały, że nie są piratami, tylko ich udają. To kwestia czasu, aż zacznie lać się krew. Widziałem takie miasta, tutaj wszystko ma swoją cenę, a to całe niby prawo, przestaje działać gdy w grę wchodzi ciężka sakiewka - rozmyślał patrząc na siedzących przy stole.
Przegryzał kolejne kęsy czekając, aż karczmę opuszczą ciekawskie uszy. Dwójka barbarzyńców zaczęła prawić o pokazaniu bransoletki przeklętej królowej. Co za idioci ze mną siedzą. Oni naprawdę chcą skończyć na ołtarzu jako ofiara? Nawet nie będą wiedzieć jak to się stało. Wystarczy dać im powód i polezą wszędzie, gdzie tylko chcesz. Garro, uzdrowiciel też się tak podjadał możliwością zarobku, że chyba przeoczył fakt kim jest jego konkurent. Mieliśmy stąd spierdalać, a ci plotą sobie sznur na szyję nie wiedząc o tym. Tylko ten Nehaher jest za bystry na to miejsce. Trzeba będzie z nim się dogadać i wynosić się z tej parszywej dziury- analizował sytuację Galvat.
Wtem do karczmy weszli piraci i zaczęli chlać piwo. Galvat ręką sprawdził gdzie znajduje się jego broń, po czym szeptem odezwał się do towarzyszy:
- Nehaher ma rację. Jak pójdziecie oddać bransoletkę, to jesteście martwi. Kurwa dziecko wymyśliłoby lepsze wyjście z tej sytuacji. Jak się odzywacie to się zastanawiam, co jest przyczyną tej tępoty wcielonej: wasze pochodzenie, czy to, że lano was po łbie mieczem od urodzenia? Dobrze, że wiecie że kamieni nie da się jeść, bo byście umarli w męczarniach. Dobra, dosyć komplementów, chodźmy do naszej izby i tam dokończmy tą gadkę - powiedział cichym, aczkolwiek drwiącym głosem.
Ostatnio zmieniony 24 czerwca 2015, 19:41 przez
lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]