PBF - Charleston by Night
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Horacy był zupełnie zaskoczony nietypowym wybuchem Victorii. Przez chwilę milczał pozwalając by niezręczna cisza trwała nadal. Po chwili jednak, przerwał ją nieprzyjemny zgrzyt przeciąganego po podłodze krzesła, na którym zasiadł Horacy. Obrócił je odwrotnie niż zwykło się zasiadać; to jest w stary marynarski sposób chroniący oparciem podbrzusze przed pchnięciem w nie nożem. Z tym, że Horacy nie był pewien, czy dojedzie go szybciej Asamita czy Lasombra. Położył ręce na oparciu krzesła i westchnął zerkając na Gavina.
- Widzisz Gavinku, lala chyba się na nas wkurwiła nieco. I szczerze mówiąc ma w tym też trochę racji... Może faktycznie, nazbyt pobudliwie odezwałem biorąc za bardzo do siebie manipulacje, które uważam niesprawiedliwie mi zarzucono. No i to całe klepanie Krecika jakoś mi nie podeszło, bo szczerze mówiąc… zależy mi na tym mieście, to mój dom. I nawet lubię te wszystkie przygłupy, które w nim mieszkają, księcia także... No mniejsza z tym. - machnął ręką.
Trzeba jej to przyznać. Z rzadka się odzywa ale trzeba jej przyznać, że jak tak się zacietrzewia i wybucha niczym wulkan to wychodzi ten jej śródziemnomorski temperament. Dodaje to jej uroku trzeba przyznać tylko musi być wkurzona. A jakby ten stan od czasu do czasu sztucznie podgrzać... Co ona mówiła o oliwie? Horacy szelmowsko uśmiechnął się pod maską, znajdując sobie nowy cel zabaw i używania. I to znacznie wdzięczniejszy od ponuraka Namtara. Już miał zamiar zapytać, czy Victoria da się namówić na prywatny pokaz tego bajeru z cieniami kiedy wrócą do domu, lecz w ostatniej chwili zrezygnował.
Chrząknął.
- Działać... Tak musimy działać. Co w takim razie konkretnego proponujecie jako nasz następny krok?
- Widzisz Gavinku, lala chyba się na nas wkurwiła nieco. I szczerze mówiąc ma w tym też trochę racji... Może faktycznie, nazbyt pobudliwie odezwałem biorąc za bardzo do siebie manipulacje, które uważam niesprawiedliwie mi zarzucono. No i to całe klepanie Krecika jakoś mi nie podeszło, bo szczerze mówiąc… zależy mi na tym mieście, to mój dom. I nawet lubię te wszystkie przygłupy, które w nim mieszkają, księcia także... No mniejsza z tym. - machnął ręką.
Trzeba jej to przyznać. Z rzadka się odzywa ale trzeba jej przyznać, że jak tak się zacietrzewia i wybucha niczym wulkan to wychodzi ten jej śródziemnomorski temperament. Dodaje to jej uroku trzeba przyznać tylko musi być wkurzona. A jakby ten stan od czasu do czasu sztucznie podgrzać... Co ona mówiła o oliwie? Horacy szelmowsko uśmiechnął się pod maską, znajdując sobie nowy cel zabaw i używania. I to znacznie wdzięczniejszy od ponuraka Namtara. Już miał zamiar zapytać, czy Victoria da się namówić na prywatny pokaz tego bajeru z cieniami kiedy wrócą do domu, lecz w ostatniej chwili zrezygnował.
Chrząknął.
- Działać... Tak musimy działać. Co w takim razie konkretnego proponujecie jako nasz następny krok?
Ostatnio zmieniony 30 czerwca 2015, 23:14 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Charleston WV Point Pleasant, Motel Flowers Cottage 10.08.1993
Pisałem wyżej o postawie Namtara w stosunku do Gavina i Horacego. Wykonałem testy, by wszystko było jasne jak mają wasze postacie. Namtar używa zastraszania na Horacym i Gavinie i osiąga 5 sukcesów.
Horacy broniąc się Siłą Woli zdobywa 0 sukicesów, a Gavin 3 sukcesy.
Horacy zastraszony jest za 5 sukcesów, a Gavin za 2 sukcesy. Co oznacza, że:
Horacy nie panuje nad swoim strachem i boi się odezwać do Namtara w tej sytuacji. Nie będzie w stanie w tej scenie podjąć żadnych działań wobec Assamity. Nosferatu jest przerażony, bo jego Bestia podpowiada mu, że może skończyć jako obiad dla Łowcy.
Gavin także czuje się podobnie, ale może coś mówić. Nie podejmie w tej scenie, żadnych działań przeciwko Assamicie.
Victoria używa Autorytetu ST:8 -2(za zaletę)=6 i uzyskuje 7 sukcesów! Wszyscy, do których mówi Lasombra stają się podporządkowani jej słowom i nie będziecie w stanie dyskutować z nią, czy oponować. W jej głosie było coś czemu nie jesteście się stanie oprzeć. Każdy z was jest pod wielkim wrażeniem jej słów, tonu głosu, ruchu ciała i ciemności dookoła. Pierwszy raz widzicie jej przywództwo, co wywołuje chwilę szoku. Wszystkie testy społeczne przeciwko Victorii do końca tej nocy będziecie mieć z karą +2 ST do testów. Proszę także o fabularne uwzględnienie tego w waszych postach.
Horacy broniąc się Siłą Woli zdobywa 0 sukicesów, a Gavin 3 sukcesy.
Horacy zastraszony jest za 5 sukcesów, a Gavin za 2 sukcesy. Co oznacza, że:
Horacy nie panuje nad swoim strachem i boi się odezwać do Namtara w tej sytuacji. Nie będzie w stanie w tej scenie podjąć żadnych działań wobec Assamity. Nosferatu jest przerażony, bo jego Bestia podpowiada mu, że może skończyć jako obiad dla Łowcy.
Gavin także czuje się podobnie, ale może coś mówić. Nie podejmie w tej scenie, żadnych działań przeciwko Assamicie.
Victoria używa Autorytetu ST:8 -2(za zaletę)=6 i uzyskuje 7 sukcesów! Wszyscy, do których mówi Lasombra stają się podporządkowani jej słowom i nie będziecie w stanie dyskutować z nią, czy oponować. W jej głosie było coś czemu nie jesteście się stanie oprzeć. Każdy z was jest pod wielkim wrażeniem jej słów, tonu głosu, ruchu ciała i ciemności dookoła. Pierwszy raz widzicie jej przywództwo, co wywołuje chwilę szoku. Wszystkie testy społeczne przeciwko Victorii do końca tej nocy będziecie mieć z karą +2 ST do testów. Proszę także o fabularne uwzględnienie tego w waszych postach.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
Sztorm cieni przerwał przerwał tą bezsensowną sytuację, uwalniając go od konieczności dalszej dyskusji z Niewiernymi. I prawdopodobnie uratował Szczurowi życie. Trzask pękającej żarówki był jednym z dźwięków, jakie sprawiały Łowcy szczególną przyjemność. Wyszczerzył zęby patrząc na wzbierającą w pokoju ciemność i oparł się swobodnie o drzwi. Wolał mieć rękę na pulsie, gdyby ktoś chciał przedwcześnie opuścić zgromadzenie. Mrok wezbrał w jego żyłach i Morderca poczuł dreszcz, gdy moc Tiamat przepłynęła poprzez i wokół niego.
- Nar Mattaru elu, Etutu dalilu ina. Tiamatu, mammi dalilu* - wyszeptał bezgłośnie, poruszając samymi wargami.
Tak, była tutaj. Ciemność. A gniew i strach Niewiernych karmiły cienie bez twarzy. Prawie widział ich kształty pełzające poza granicą zdrowych zmysłów... Nie, nie te, które emanowały z Lasombry i były posłuszne jej woli, lecz inne jeszcze, starsze i nie posiadające imienia... Czuł ich wezwanie i głód istnienia, którzy przepływał przez niego wraz z rytmem Zir. Z trudem przywrócił się do rzeczywistości, starając się nadążyć za słowami Victorii. Musiał przyznać, że wreszcie zrobiła to co powinna. Powiedziała to, co należało powiedzieć już dawno. Miał tylko nadzieję, że pozostali zrozumieją. Oczywiście, mógł ich zabić, ale to nie rozwiązywało sytuacji. Poza tym śmierć i tak czekała na nich... Pomimo iluzji nieśmiertelności, czekała tak naprawdę na wszystkich. Nie było więc sensu przyśpieszać tego, co nieuniknione. Te dwa bękarty mogły się jeszcze przydać... Gdy w pokoju wreszcie zapanowała cisza, zachował milczenie i nie odezwał się. Nie zależało mu tak naprawdę na ciągnięciu tej sprawy. Wszystko zostało już powiedziane i wyjaśnione. O wiele bardziej obchodził go Kontrakt i praca, którą miał do wykonania. Z ulgą więc przyjął zmianę tematu. Choć wolał pozwolić wypowiedzieć się najpierw innym...
A gdy fala ciemności opadła, poczuł jak cienie wślizgują się pod jego skórę i jak szczerzą zęby w najciemniejszych komnatach jego serca...
[center]
[/center]
* akad. Siły Otchłani, powstańcie, Ciemności pozdrawiam cię wewnątrz. Tiamat, Matko Bogów, pozdrawiam cię.
- Nar Mattaru elu, Etutu dalilu ina. Tiamatu, mammi dalilu* - wyszeptał bezgłośnie, poruszając samymi wargami.
Tak, była tutaj. Ciemność. A gniew i strach Niewiernych karmiły cienie bez twarzy. Prawie widział ich kształty pełzające poza granicą zdrowych zmysłów... Nie, nie te, które emanowały z Lasombry i były posłuszne jej woli, lecz inne jeszcze, starsze i nie posiadające imienia... Czuł ich wezwanie i głód istnienia, którzy przepływał przez niego wraz z rytmem Zir. Z trudem przywrócił się do rzeczywistości, starając się nadążyć za słowami Victorii. Musiał przyznać, że wreszcie zrobiła to co powinna. Powiedziała to, co należało powiedzieć już dawno. Miał tylko nadzieję, że pozostali zrozumieją. Oczywiście, mógł ich zabić, ale to nie rozwiązywało sytuacji. Poza tym śmierć i tak czekała na nich... Pomimo iluzji nieśmiertelności, czekała tak naprawdę na wszystkich. Nie było więc sensu przyśpieszać tego, co nieuniknione. Te dwa bękarty mogły się jeszcze przydać... Gdy w pokoju wreszcie zapanowała cisza, zachował milczenie i nie odezwał się. Nie zależało mu tak naprawdę na ciągnięciu tej sprawy. Wszystko zostało już powiedziane i wyjaśnione. O wiele bardziej obchodził go Kontrakt i praca, którą miał do wykonania. Z ulgą więc przyjął zmianę tematu. Choć wolał pozwolić wypowiedzieć się najpierw innym...
A gdy fala ciemności opadła, poczuł jak cienie wślizgują się pod jego skórę i jak szczerzą zęby w najciemniejszych komnatach jego serca...
[center]
[/center]* akad. Siły Otchłani, powstańcie, Ciemności pozdrawiam cię wewnątrz. Tiamat, Matko Bogów, pozdrawiam cię.
Ostatnio zmieniony 24 września 2015, 11:40 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Wsłuchawszy się w słowa Mentora, Terry zamknął oczy by chłonąć, co ma do powiedzenia. Chwilę po tym kiedy przekaz się skończył, usłyszał krzyk Victorii. Otworzył oczy i ujrzał jej gniew. Nie śmiał jej przerwać, nie była w tej chwili osobą której się przerywa. Kiedy skończyła mówić, nastała cisza.
I nie było w tym nic dziwnego, to nie był moment na dalsze kłótnie i wyzwiska. Poza tym, powiedziała mniej więcej to, co Terry sam miał zamiar powiedzieć, wiedziony radą swego mistrza.
Po chwili jednak pozycja w której zastygł stała się niewygodna, a parę sekund później, nie do zniesienia. Horacy się odezwał, zadając na koniec pytanie, które było w opinii Malkaviana pytaniem właściwym. Wpierw jednak postanowił zwrócić się do Mrocznej Pani, pewne słowa musiały zostać wypowiedziane.
- Dziękuję ci, o Czarna Victorio. Mądrość spłynęła z twych ust, w najodpowiedniejszym momencie, by powstrzymać nieodwracalne. Mogła by nieco wcześniej, parę chwil nawet, ale i tak w samą porę.
Przeszedł następnie przez pokój, odwrócił się przodem do zebranych, swym zwyczajem wybierając miejsce, gdzie będzie dla wszystkich dobrze widoczny.
- Musimy poczekać na samochód. Bo tak na piechotę to zbyt wiele czasu będzie nam wszystko zajmować. Chociaż nie było by dla mnie problemem, żeby się przejść. Ale ubrania, ubrania to ważna rzecz i musimy i tak poczekać na ubrania, więc samochód też wtedy się znajdzie, z tego co rozumiem, więc musimy nań poczekać. A wtedy to... no po prostu chyba wtedy kruk, kruk będzie chyba tym co nas interesuje najbardziej w tym miejscu, prawda? Nie wiem, co z tym kolegą Horacego, w sumie dobrze by było zapunktować u Garou, ale przecież kruk. I to będzie zadanie dla was - ręką wskazał na Ravnosa i Nosferatu, - bo to wy umiecie rozmówić się ze zwierzętami. Sam bym to zrobił chętnie, niestety, leży to poza moim zasięgiem. I może powinniśmy sobie zrobić coś w stylu drużynowych koszulek. Np, czerwony t-shirt, wiecie, że jesteśmy Koterią Mędrca w Czerwieni. Taki znak rozpoznawczy. Albo czerwone przepaski na ramię... Nie, bez sensu... By nas każdy mógł rozpoznać. Więcej autobusów by mogło w nas zacząć wjeżdżać. W takim razie skupmy się na kruku w pierwszej kolejności. Taka jest moja opinia.
I nie było w tym nic dziwnego, to nie był moment na dalsze kłótnie i wyzwiska. Poza tym, powiedziała mniej więcej to, co Terry sam miał zamiar powiedzieć, wiedziony radą swego mistrza.
Po chwili jednak pozycja w której zastygł stała się niewygodna, a parę sekund później, nie do zniesienia. Horacy się odezwał, zadając na koniec pytanie, które było w opinii Malkaviana pytaniem właściwym. Wpierw jednak postanowił zwrócić się do Mrocznej Pani, pewne słowa musiały zostać wypowiedziane.
- Dziękuję ci, o Czarna Victorio. Mądrość spłynęła z twych ust, w najodpowiedniejszym momencie, by powstrzymać nieodwracalne. Mogła by nieco wcześniej, parę chwil nawet, ale i tak w samą porę.
Przeszedł następnie przez pokój, odwrócił się przodem do zebranych, swym zwyczajem wybierając miejsce, gdzie będzie dla wszystkich dobrze widoczny.
- Musimy poczekać na samochód. Bo tak na piechotę to zbyt wiele czasu będzie nam wszystko zajmować. Chociaż nie było by dla mnie problemem, żeby się przejść. Ale ubrania, ubrania to ważna rzecz i musimy i tak poczekać na ubrania, więc samochód też wtedy się znajdzie, z tego co rozumiem, więc musimy nań poczekać. A wtedy to... no po prostu chyba wtedy kruk, kruk będzie chyba tym co nas interesuje najbardziej w tym miejscu, prawda? Nie wiem, co z tym kolegą Horacego, w sumie dobrze by było zapunktować u Garou, ale przecież kruk. I to będzie zadanie dla was - ręką wskazał na Ravnosa i Nosferatu, - bo to wy umiecie rozmówić się ze zwierzętami. Sam bym to zrobił chętnie, niestety, leży to poza moim zasięgiem. I może powinniśmy sobie zrobić coś w stylu drużynowych koszulek. Np, czerwony t-shirt, wiecie, że jesteśmy Koterią Mędrca w Czerwieni. Taki znak rozpoznawczy. Albo czerwone przepaski na ramię... Nie, bez sensu... By nas każdy mógł rozpoznać. Więcej autobusów by mogło w nas zacząć wjeżdżać. W takim razie skupmy się na kruku w pierwszej kolejności. Taka jest moja opinia.
Ostatnio zmieniony 01 lipca 2015, 10:54 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.
- Na'am,* kruk jest priorytetem - zgodził się Morderca. - Park to dobre miejsce, by zacząć szukać. Pytaliście tych magów o inne lokacje? Można z Dominacją wypytać miejscowych. Weterynarza czy leśniczego. To nam oszczędzi czasu.
Starał się wyrażać zwięźle i mówić jedynie o konkretach, co sprawiało, że jak zwykle jego wypowiedzi przypominały recytowany mechanicznie telegram. Nie chciał jednak wdawać się w dłuższe dyskusje z Niewiernymi. Ostatnio nie skończyło się to dobrze i wyglądało na to, że wszelka próba odezwania się do nich w sposób bardziej otwarty była błędem. Może za wyjątkiem Terrego... Niemniej cała reszta była jak hieny, które czyhały tylko na moment jego nieuwagi. A pośród nich wszystkich największą i najgorszą był Szczur. Pozbawiony honoru, egocentryczny, arogancki typ, bojący się swego odbicia w lustrze. Esencja Camarilli. Coś, czego Łowca nienawidził całą swoją, odartą z człowieczeństwa, istotą. Modlił się o to, by nie musiał znosić jego obecności dłużej, niż te sześć, zapowiedzianych przez Ravnosa, dni. Później będzie mógł zapomnieć, lub zmyć zniewagi krwią... O ile wcześniej nie zginie, oczywiście... Oderwał się na chwilę od rozważań w swojej głowie, powracając do toku dyskusji:
- Co do Kreta, zgadzam się. Dobrze jest wykorzystać sytuację. Horacy - imię Szczura ledwo przeszło mu przez gardło, miał jednak nadzieję, że nikt tego nie zauważył. - go zna. Może spróbować się z nim dogadać. Będę w cieniach. Blisko. Osłona snajpera nie pomoże przeciwko istocie zdolnej zakopać się w ziemi. Jeśli jednak uznacie to za duże ryzyko, mogę go po prostu zakołkować, byście mogli z nim pogadać. La mushkila.** Jeśli nie będzie chciał mówić, pomogę mu.
Odruchowo sięgnął po nóż, aby się nim pobawić, jednak w ostatniej chwili powstrzymał się. Kuffrowie bywali nerwowi i jego gest mógłby zostać źle odebrany po ostatnich wydarzeniach. Cofnął więc rękę i zacisnął ją w pięść, wbijając paznokcie w skórę. Nie lubił dużo mówić. A ból, nawet lekki, zawsze pomagał mu się uspokoić.
- Rozmowa z kimś o umyśle zwierzęcia nie powinna być trudna, o ile nie jest związany krwią - kontynuował beznamiętnie. - Potrzebuję danych o jego zdolnościach bojowych: Odporności i Akceleracji. Kret może stanowić zagrożenie, zna teren i może nas zaskoczyć. Muszę się więc liczyć z możliwością walki. Jeśli do tego dojdzie, on należy do mnie. Tak jak i jego krew - zignorował Nosferatu i spojrzał na Victorię. - Hal taqbalina hadha?*** Tak mówi Kontrakt. Jeśli mi to obiecasz, postaram się go unieszkodliwić, by mógł coś jeszcze powiedzieć zanim spotka go koniec. Ale nie mogę nic obiecać. Walka jest walką, a śmierć śmiercią. Mektub.
Przerwał na chwilę i przez moment zastanawiał się, czy dodać coś więcej. W końcu zdecydował się, wolał by pewne rzeczy były jasne. Do bólu i do końca ich znajomości. Najwyraźniej bowiem Niewierni nie zawsze rozumieli, czym są umowy i czym jest honor.
- Umiem odróżnić kto stwarza zagrożenie, a kto nie - powiedział powoli. - Wykonuję robotę czysto, zgodnie z Kontraktem. I jestem tu po to, by was ochraniać. Niezależnie od tego, czy wrogiem będzie wasza matka, kochanka czy brat. Wrogowie należą do mnie. A pozostali nie. Znam swoje ograniczenia. Nie sięgam po to, co mi się nie należy i nie zabijam Niewiernych z Camariili, jeśli nam nie zagrażają, mashy?**** Hal tafhamuni alan?***** Nie pytam, czy się zgadzacie, czy nie - tylko, czy rozumiecie. Jasne?
* arab. Tak
** arab. Żaden problem.
*** arab. Zgadzasz się?
**** arab. OK?
***** arab. Rozumiecie teraz?
Starał się wyrażać zwięźle i mówić jedynie o konkretach, co sprawiało, że jak zwykle jego wypowiedzi przypominały recytowany mechanicznie telegram. Nie chciał jednak wdawać się w dłuższe dyskusje z Niewiernymi. Ostatnio nie skończyło się to dobrze i wyglądało na to, że wszelka próba odezwania się do nich w sposób bardziej otwarty była błędem. Może za wyjątkiem Terrego... Niemniej cała reszta była jak hieny, które czyhały tylko na moment jego nieuwagi. A pośród nich wszystkich największą i najgorszą był Szczur. Pozbawiony honoru, egocentryczny, arogancki typ, bojący się swego odbicia w lustrze. Esencja Camarilli. Coś, czego Łowca nienawidził całą swoją, odartą z człowieczeństwa, istotą. Modlił się o to, by nie musiał znosić jego obecności dłużej, niż te sześć, zapowiedzianych przez Ravnosa, dni. Później będzie mógł zapomnieć, lub zmyć zniewagi krwią... O ile wcześniej nie zginie, oczywiście... Oderwał się na chwilę od rozważań w swojej głowie, powracając do toku dyskusji:
- Co do Kreta, zgadzam się. Dobrze jest wykorzystać sytuację. Horacy - imię Szczura ledwo przeszło mu przez gardło, miał jednak nadzieję, że nikt tego nie zauważył. - go zna. Może spróbować się z nim dogadać. Będę w cieniach. Blisko. Osłona snajpera nie pomoże przeciwko istocie zdolnej zakopać się w ziemi. Jeśli jednak uznacie to za duże ryzyko, mogę go po prostu zakołkować, byście mogli z nim pogadać. La mushkila.** Jeśli nie będzie chciał mówić, pomogę mu.
Odruchowo sięgnął po nóż, aby się nim pobawić, jednak w ostatniej chwili powstrzymał się. Kuffrowie bywali nerwowi i jego gest mógłby zostać źle odebrany po ostatnich wydarzeniach. Cofnął więc rękę i zacisnął ją w pięść, wbijając paznokcie w skórę. Nie lubił dużo mówić. A ból, nawet lekki, zawsze pomagał mu się uspokoić.
- Rozmowa z kimś o umyśle zwierzęcia nie powinna być trudna, o ile nie jest związany krwią - kontynuował beznamiętnie. - Potrzebuję danych o jego zdolnościach bojowych: Odporności i Akceleracji. Kret może stanowić zagrożenie, zna teren i może nas zaskoczyć. Muszę się więc liczyć z możliwością walki. Jeśli do tego dojdzie, on należy do mnie. Tak jak i jego krew - zignorował Nosferatu i spojrzał na Victorię. - Hal taqbalina hadha?*** Tak mówi Kontrakt. Jeśli mi to obiecasz, postaram się go unieszkodliwić, by mógł coś jeszcze powiedzieć zanim spotka go koniec. Ale nie mogę nic obiecać. Walka jest walką, a śmierć śmiercią. Mektub.
Przerwał na chwilę i przez moment zastanawiał się, czy dodać coś więcej. W końcu zdecydował się, wolał by pewne rzeczy były jasne. Do bólu i do końca ich znajomości. Najwyraźniej bowiem Niewierni nie zawsze rozumieli, czym są umowy i czym jest honor.
- Umiem odróżnić kto stwarza zagrożenie, a kto nie - powiedział powoli. - Wykonuję robotę czysto, zgodnie z Kontraktem. I jestem tu po to, by was ochraniać. Niezależnie od tego, czy wrogiem będzie wasza matka, kochanka czy brat. Wrogowie należą do mnie. A pozostali nie. Znam swoje ograniczenia. Nie sięgam po to, co mi się nie należy i nie zabijam Niewiernych z Camariili, jeśli nam nie zagrażają, mashy?**** Hal tafhamuni alan?***** Nie pytam, czy się zgadzacie, czy nie - tylko, czy rozumiecie. Jasne?
Mówiąc Namtar zwraca się głownie do Victorii i Terrego. Gavina traktuje jak tło, poświęcając mu jedynie przelotną uwagę i ostentacyjnie ignoruje Horacego, którego zdaje się nie zauważać, nawet, gdy o nim wspomina.
* arab. Tak
** arab. Żaden problem.
*** arab. Zgadzasz się?
**** arab. OK?
***** arab. Rozumiecie teraz?
Ostatnio zmieniony 02 lipca 2015, 16:39 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
Victoria słuchała. Propozycja ruszenia za krukiem również była dla niej priorytetem, jednak chciała ustalić pewne zasady, już teraz. Z ulga zatem słuchała słów Namtara, ciesząc się, że konflikt został rozwiązany. Choć na chwilę. Zabrała głos, zwracając się do Mordercy.
- Rozumiem, co do nas mówisz i cieszę się, że te kwestie zostały wyjaśnione. Jak sam możesz zauważyć, rozmowa czasami przynosi więcej pożytku i pozwala rozwiązywać tego rodzaju nieporozumienia. W kwestii Kreta, zdecydowanie jestem za tym, aby się z nim dogadać. Potrzebujemy informacji, a biorąc pod uwagę fakt, iż Horacy go zna, być może nie będzie to zadaniem tak trudnym. Jeśli pojawią się jakiekolwiek problemy, proszę cię abyś spróbował go unieszkodliwić i obezwładnić. Pytałeś o jego moce, ale tutaj cokolwiek na ten temat może powiedzieć jedynie Nosferatu. Jednak jeśli nas zaatakuje i dojdzie do walki, jest twój, tak jak mówi Kontrakt. Ale zaznaczam, iż jest to ostateczność.
Chwilę zamyśliła się, po czym zaczęła chodzić po pokoju, bawiąc się kosmykiem włosów. Robiła tak zawsze, kiedy coś analizowała bądź układała w głowie plan.
- Poza tym uważam, że sprawa tego Kreta możemy zająć się później. W tej chwili pod pomnikiem zostawilibyśmy za dużo śladów, a odnoszę wrażenie, że nie tylko my się tym interesujemy. Garou z pewnością już węszą, szukając sprawców. A nie chciałabym się natknąć na nich w tej chwili, zwłaszcza, że nie będą zadawać pytań. Poza tym, ghul Księcia widział nas na miejscu tego wypadku i to z pewnością rozejdzie się po mieście. Zatem tutaj proponowałabym niezwykłą ostrożność i dyskrecję. Nie możemy tak rzucać się w oczy. Jeśli Kruka zaczniemy szukać w parku, równie dobrze można posłać wezwanie do jednego z tych małych stworzeń pod ziemią i poprosić o rozmowę czy spotkanie. To chyba bezpieczniejszy sposób. I wskaże na chęć rozmowy. - zaznaczyła słowo "rozmowy" z wyraźnym akcentem.
- Zatem w tej chwili skupiamy się na naszym zadaniu i odnalezieniu Kruka. Zostało trochę czasu do przyjazdu Lucasa, więc chce poruszyć jeszcze kilka kwestii. Ten wypadek... Sami widzieliście, co się stało. Nie był wymierzony bezpośrednio w nas. Ale z drugiej strony nie ma przypadków. Sądzę, że ten typ, który stanął przed naszym autem był celem. Dlatego chciałabym się dowiedzieć, kim on był. Czy ktokolwiek z was spotkał się już z kimś takim? Pytam, bo reakcja Rafaela na wzmiankę o nim była... natychmiastowa, rzekłabym. I chciałabym wiedzieć, z kim lub czym mamy do czynienia... Dzieciaki z kabały coś wiedzą. A właśnie, Horacy... próbowałeś się z nimi skontaktować? Wiadomo coś o nich? - zapytała, krzyżując ramiona i spoglądając w kierunku siedzącego Nosferatu.
- Jeszcze jedno. I posłuchajcie mnie uważnie. Od dzisiaj nikt nie rusza się z domu bez kamizelek, które załatwił nam Łowca. Bez dyskusji. Po drugie, musimy zastąpić ten skasowany samochód nowym. Zatem biorąc pod uwagę dzisiejsze zajście, pomyślałam, że powinniśmy nieco udoskonalić nasz nowy środek transportu. Pieniądze nie grają roli i zapewnienie tego rodzaju środków jest moim obowiązkiem. Pomyślałam zatem, że warto zainwestować w coś, co da nam większe szanse na przeżycie. Mam na myśli kuloodporne szyby czy tytanowe wzmocnienia w aucie. Nie znam się na tym zbytnio, dlatego chce was prosić, byście uruchomili swoje kontakty i zorganizowali takie bajery. Po trzecie. Nie wiem jak zapatrujecie się na takie rozwiązanie, ale chciałabym, by każdy z nas nosił przy sobie coś, co pozwoli go zlokalizować na wypadek, gdybyśmy się rozdzielili. Jakieś elektroniczne bajery. Gavin? Horacy? Proszę was, byście zastanowili się nad tym i zajęli się organizacją tego, gdy wrócimy do domu. I zaznaczam, to są moje pomysły, ale jeśli macie lepsze, chętnie bardzo wysłucham propozycji. Mamy jeszcze chwilę na to. Więc? Co sądzicie?
- Rozumiem, co do nas mówisz i cieszę się, że te kwestie zostały wyjaśnione. Jak sam możesz zauważyć, rozmowa czasami przynosi więcej pożytku i pozwala rozwiązywać tego rodzaju nieporozumienia. W kwestii Kreta, zdecydowanie jestem za tym, aby się z nim dogadać. Potrzebujemy informacji, a biorąc pod uwagę fakt, iż Horacy go zna, być może nie będzie to zadaniem tak trudnym. Jeśli pojawią się jakiekolwiek problemy, proszę cię abyś spróbował go unieszkodliwić i obezwładnić. Pytałeś o jego moce, ale tutaj cokolwiek na ten temat może powiedzieć jedynie Nosferatu. Jednak jeśli nas zaatakuje i dojdzie do walki, jest twój, tak jak mówi Kontrakt. Ale zaznaczam, iż jest to ostateczność.
Chwilę zamyśliła się, po czym zaczęła chodzić po pokoju, bawiąc się kosmykiem włosów. Robiła tak zawsze, kiedy coś analizowała bądź układała w głowie plan.
- Poza tym uważam, że sprawa tego Kreta możemy zająć się później. W tej chwili pod pomnikiem zostawilibyśmy za dużo śladów, a odnoszę wrażenie, że nie tylko my się tym interesujemy. Garou z pewnością już węszą, szukając sprawców. A nie chciałabym się natknąć na nich w tej chwili, zwłaszcza, że nie będą zadawać pytań. Poza tym, ghul Księcia widział nas na miejscu tego wypadku i to z pewnością rozejdzie się po mieście. Zatem tutaj proponowałabym niezwykłą ostrożność i dyskrecję. Nie możemy tak rzucać się w oczy. Jeśli Kruka zaczniemy szukać w parku, równie dobrze można posłać wezwanie do jednego z tych małych stworzeń pod ziemią i poprosić o rozmowę czy spotkanie. To chyba bezpieczniejszy sposób. I wskaże na chęć rozmowy. - zaznaczyła słowo "rozmowy" z wyraźnym akcentem.
- Zatem w tej chwili skupiamy się na naszym zadaniu i odnalezieniu Kruka. Zostało trochę czasu do przyjazdu Lucasa, więc chce poruszyć jeszcze kilka kwestii. Ten wypadek... Sami widzieliście, co się stało. Nie był wymierzony bezpośrednio w nas. Ale z drugiej strony nie ma przypadków. Sądzę, że ten typ, który stanął przed naszym autem był celem. Dlatego chciałabym się dowiedzieć, kim on był. Czy ktokolwiek z was spotkał się już z kimś takim? Pytam, bo reakcja Rafaela na wzmiankę o nim była... natychmiastowa, rzekłabym. I chciałabym wiedzieć, z kim lub czym mamy do czynienia... Dzieciaki z kabały coś wiedzą. A właśnie, Horacy... próbowałeś się z nimi skontaktować? Wiadomo coś o nich? - zapytała, krzyżując ramiona i spoglądając w kierunku siedzącego Nosferatu.
- Jeszcze jedno. I posłuchajcie mnie uważnie. Od dzisiaj nikt nie rusza się z domu bez kamizelek, które załatwił nam Łowca. Bez dyskusji. Po drugie, musimy zastąpić ten skasowany samochód nowym. Zatem biorąc pod uwagę dzisiejsze zajście, pomyślałam, że powinniśmy nieco udoskonalić nasz nowy środek transportu. Pieniądze nie grają roli i zapewnienie tego rodzaju środków jest moim obowiązkiem. Pomyślałam zatem, że warto zainwestować w coś, co da nam większe szanse na przeżycie. Mam na myśli kuloodporne szyby czy tytanowe wzmocnienia w aucie. Nie znam się na tym zbytnio, dlatego chce was prosić, byście uruchomili swoje kontakty i zorganizowali takie bajery. Po trzecie. Nie wiem jak zapatrujecie się na takie rozwiązanie, ale chciałabym, by każdy z nas nosił przy sobie coś, co pozwoli go zlokalizować na wypadek, gdybyśmy się rozdzielili. Jakieś elektroniczne bajery. Gavin? Horacy? Proszę was, byście zastanowili się nad tym i zajęli się organizacją tego, gdy wrócimy do domu. I zaznaczam, to są moje pomysły, ale jeśli macie lepsze, chętnie bardzo wysłucham propozycji. Mamy jeszcze chwilę na to. Więc? Co sądzicie?
Ostatnio zmieniony 03 lipca 2015, 00:21 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Nieprzerwanie mieląc szczękami, Terry nie kazał długo czekać na swoją reakcję. Odpowiadała mu zmiana tematu, chociaż miał dziwne uczucie, że nic tak naprawdę nie zostało rozwiązane, a jedynie oddalone w czasie. Nie zamierzał się jednak tym przejmować, dlatego też zaczął terkotać, co mu ślina na język przynieść raczyła.
- O tak, zacne słowa, Mroczna Pani! Znaczy się oczywiście te tyczące się działania. Pomysł z kamizelkami mi się nie podoba. Nie sądzę po prostu, abym jej potrzebował. Jestem sługą Pana na Niebiosach, którego Łaska i Moc są Nieskończone. Przeto wiem, iż w chwili niespokojnej jego światło da mi ochronę, jak miało to miejsce zawsze, zarówno w trakcie mego życia, jak i nieżycia. Rozumiem jednak co kryje się pod zawołaniem "bez dyskusji". Będę nosił tę niepotrzebną rzecz, krępującą ruchy i spowalniającą mnie, wedle twego życzenia, o Pani.
- Inną jednak kwestią jest twój pomysł z szatańskimi wynalazkami za pomocą których chcesz nas namierzyć. Pytasz czy mam lepszy pomysł. Otóż mam. Nie nosić piekielnych pieczęci, w żadnej postaci, ni elektronicznej, ni żadnej innej. Nie pomoże to nam a zaszkodzi, i może przyjść z pomocą wrogom naszym. A my możemy po prostu zacząć się dogadywać, wtedy nie będzie trzeba żadnych zabawek diabelskich by się śledzić nawzajem. Wszystko co musimy zrobić, to być otwarci i szczerzy względem siebie. Jak apostołowie Jezusa. Tyle, że my będziemy Apostołami AtraHasisa. Jeśli się rozdzielimy, wszystko co trzeba zrobić to szczerze dogadać się gdzie kto się udaje i w celu jakim. Chociaż cel jest nie aż tak istotny, ale miejsce tak. I kiedy mówię o szczerości, nie chcę byśmy się sobie zwierzali z naszych sekretów. Ale, żebyśmy wprost mówili gdzie będziemy i kiedy wrócimy. I żeby szczerość absolutna zawitała wśród nas w sprawach pracy. I w ogóle. Nie wylewność, ale szczerość. Bo to ważne jest niesamowicie i pomaga. I gdyby tak było od początku, to cała ta sytuacja toksyczna przed chwilą nie miała by miejsca. Ani racji, ani potrzeby bytu. Ale chodzi mi o to, że nie chcę nosić zbędnych i Bogu wstrętnych świństw.
- Cieszę się również, że konflikt wewnątrz naszej grupy chwilowo został przez ciebie opanowany. To bardzo ważne, żebyś dbała o to na przyszłość. Bo nie wydaje mi się, żeby w odczuciu Horacego, Gavina i Dartha Namtara wszystko było w porządku. Nie do końca co prawda rozumiem na czym polega problem Ravnosa, ale dokładnie widzę o co chodzi pozostałej dwójce. I myślę, że takie sytuacje nam szkodzą i działają na rzecz wrogów naszych. Przeto proszę, pamiętaj by trzymać rękę na pulsie takich wydarzeń.
- O tak, zacne słowa, Mroczna Pani! Znaczy się oczywiście te tyczące się działania. Pomysł z kamizelkami mi się nie podoba. Nie sądzę po prostu, abym jej potrzebował. Jestem sługą Pana na Niebiosach, którego Łaska i Moc są Nieskończone. Przeto wiem, iż w chwili niespokojnej jego światło da mi ochronę, jak miało to miejsce zawsze, zarówno w trakcie mego życia, jak i nieżycia. Rozumiem jednak co kryje się pod zawołaniem "bez dyskusji". Będę nosił tę niepotrzebną rzecz, krępującą ruchy i spowalniającą mnie, wedle twego życzenia, o Pani.
- Inną jednak kwestią jest twój pomysł z szatańskimi wynalazkami za pomocą których chcesz nas namierzyć. Pytasz czy mam lepszy pomysł. Otóż mam. Nie nosić piekielnych pieczęci, w żadnej postaci, ni elektronicznej, ni żadnej innej. Nie pomoże to nam a zaszkodzi, i może przyjść z pomocą wrogom naszym. A my możemy po prostu zacząć się dogadywać, wtedy nie będzie trzeba żadnych zabawek diabelskich by się śledzić nawzajem. Wszystko co musimy zrobić, to być otwarci i szczerzy względem siebie. Jak apostołowie Jezusa. Tyle, że my będziemy Apostołami AtraHasisa. Jeśli się rozdzielimy, wszystko co trzeba zrobić to szczerze dogadać się gdzie kto się udaje i w celu jakim. Chociaż cel jest nie aż tak istotny, ale miejsce tak. I kiedy mówię o szczerości, nie chcę byśmy się sobie zwierzali z naszych sekretów. Ale, żebyśmy wprost mówili gdzie będziemy i kiedy wrócimy. I żeby szczerość absolutna zawitała wśród nas w sprawach pracy. I w ogóle. Nie wylewność, ale szczerość. Bo to ważne jest niesamowicie i pomaga. I gdyby tak było od początku, to cała ta sytuacja toksyczna przed chwilą nie miała by miejsca. Ani racji, ani potrzeby bytu. Ale chodzi mi o to, że nie chcę nosić zbędnych i Bogu wstrętnych świństw.
- Cieszę się również, że konflikt wewnątrz naszej grupy chwilowo został przez ciebie opanowany. To bardzo ważne, żebyś dbała o to na przyszłość. Bo nie wydaje mi się, żeby w odczuciu Horacego, Gavina i Dartha Namtara wszystko było w porządku. Nie do końca co prawda rozumiem na czym polega problem Ravnosa, ale dokładnie widzę o co chodzi pozostałej dwójce. I myślę, że takie sytuacje nam szkodzą i działają na rzecz wrogów naszych. Przeto proszę, pamiętaj by trzymać rękę na pulsie takich wydarzeń.
- Skupmy się na robocie - skwitował krótko Morderca. - Laa, ja nie potrzebuje żadnego elektronicznego balastu i nie zamierzam go nosić. Moja skuteczność opiera się na tym, że nikt nie wie, gdzie jestem. Nawet wy. Sami róbcie jak chcecie, ale też uważam, że to może pomóc nie nam, a naszym wrogom.
Przerwał na chwilę i odruchowo sięgnął po nóż. Pogłaskał w zamyśleniu rękojeść, lecz nie wyjął ostrza. W porę cofnął rękę, przypominając sobie o tym, że otacza go kilka nerwowych osób. Splótł więc ręce z tyłu wbijając kciuk prawej dłoni w nadgarstek lewej.
- Według mojej oceny, wystarczą nam numery telefonów i uzgodnione miejsca spotkań. Takie, które nie zwracają uwagi i które można bezpiecznie obserwować z odległości. Omówiłem to już z Horacym - za drugim razem wymówił to imię prawie bez zająknięcia. - Wyznaczyliśmy kilka lokacji. Więc to jest załatwione. Kullu Tamam. Co do reszty nie widzę problemu. Samochód się przyda. Jak na razie jakikolwiek - uśmiechnął się lekko, samymi wargami. - Osobiście, sugerowałbym coś szybszego, niż ostatnio.
Przekrzywił głowę i spojrzał na Lasombrę. Przez chwilę milczał, jakby rozważał pewne fakty, po czym rozpoczął:
- Nie zgadzam się z twoją oceną sytuacji, Victorio. Park powinniśmy zbadać teraz. Znaleźć kruka. To priorytet. Ja nie zostawiam śladów i nie da się mnie wykryć. Ale nie umiem rozmawiać ze zwierzętami. Ktoś musi iść ze mną. A to oznacza, że albo wszyscy, albo musimy się rozdzielić. Chyba, że dacie mi krwi - oblizał się lekko. - Zdecydujcie. Wiem, że jest ryzyko. Na'am, Lupini mogą tam być. Aadhi* - wzruszył ramionami. - Chyba że liczyliście na coś innego?
Wyszczerzył zęby i spojrzał na nich. Teraz, kiedy już przeszedł do planowania działań wcześniejsze emocje zaczynały powoli schodzić na drugi plan. Mógł wreszcie skupić się na pracy do której wykonywania został przeszkolony i na której się znał. To były konkrety, informacje operacyjne, namacalne czynności. Świat który rozumiał i w którym umiał się doskonale poruszać, nie zaś ten przeklęty balet w salonie krzywych luster. Poczuł, jak napięcie ustępuje z wolna, jak rozpuszcza się w otaczających go cieniach.
- Kreta musimy znaleźć szybko - kontynuował rzeczowo. - Pomyślcie, najpierw ktoś kradnie krew, a teraz giną magiczne artefakty. Te sprawy mogą być połączone. Jest duża szansa, że ten kto kradnie artefakty, kradnie też krew. Kret robi dla niego. To nasz najlepszy trop. I najświeższy. Yalla,** użyjmy go, nim dopadnie go ktoś inny.
Ból w nadgarstku narastał i ponownie myślał klarownie. Nareszcie. Wszystkie zasłony iluzji opadały, wiry obcych wrażeń i niezrozumiałych uczuć rozpraszały się w mroku. Odczuł ulgę i poczuł się lekko rozbawiony faktem, iż w zasadzie woli nawet zejść pod ziemię, zagłębiając się w sieć zdradliwych, grząskich tuneli, niż spędzić resztę nocy na rozmowach z Kufframi. Nie uśmiechnął się jednak. Tym razem pilnował, by nie okazywać zbyt wielu emocji. To dawało im dojścia, a dojścia były niebezpieczne...
- Pomysł z zawiadomieniem go przez zwierzęta jest dobry. Jeśli będzie chciał się spotkać. Jeśli nie, ostrzeżemy go w ten sposób. Ale nie mamy innego wyboru. Jeśli odmówi, będę go musiał poszukać i zaprosić na rozmowę... Bezapt kidda.***
W mroku znów błysnęły zęby Łowcy. No tak, były oczywiście pewne uczucia których nie lubił hamować. W końcu i tak nie mogli wykorzystać tego, czego nie potrafili zrozumieć...
* arab. To normalne
** arab. Dalej
*** arab. Dokładnie tak.
Przerwał na chwilę i odruchowo sięgnął po nóż. Pogłaskał w zamyśleniu rękojeść, lecz nie wyjął ostrza. W porę cofnął rękę, przypominając sobie o tym, że otacza go kilka nerwowych osób. Splótł więc ręce z tyłu wbijając kciuk prawej dłoni w nadgarstek lewej.
- Według mojej oceny, wystarczą nam numery telefonów i uzgodnione miejsca spotkań. Takie, które nie zwracają uwagi i które można bezpiecznie obserwować z odległości. Omówiłem to już z Horacym - za drugim razem wymówił to imię prawie bez zająknięcia. - Wyznaczyliśmy kilka lokacji. Więc to jest załatwione. Kullu Tamam. Co do reszty nie widzę problemu. Samochód się przyda. Jak na razie jakikolwiek - uśmiechnął się lekko, samymi wargami. - Osobiście, sugerowałbym coś szybszego, niż ostatnio.
Przekrzywił głowę i spojrzał na Lasombrę. Przez chwilę milczał, jakby rozważał pewne fakty, po czym rozpoczął:
- Nie zgadzam się z twoją oceną sytuacji, Victorio. Park powinniśmy zbadać teraz. Znaleźć kruka. To priorytet. Ja nie zostawiam śladów i nie da się mnie wykryć. Ale nie umiem rozmawiać ze zwierzętami. Ktoś musi iść ze mną. A to oznacza, że albo wszyscy, albo musimy się rozdzielić. Chyba, że dacie mi krwi - oblizał się lekko. - Zdecydujcie. Wiem, że jest ryzyko. Na'am, Lupini mogą tam być. Aadhi* - wzruszył ramionami. - Chyba że liczyliście na coś innego?
Wyszczerzył zęby i spojrzał na nich. Teraz, kiedy już przeszedł do planowania działań wcześniejsze emocje zaczynały powoli schodzić na drugi plan. Mógł wreszcie skupić się na pracy do której wykonywania został przeszkolony i na której się znał. To były konkrety, informacje operacyjne, namacalne czynności. Świat który rozumiał i w którym umiał się doskonale poruszać, nie zaś ten przeklęty balet w salonie krzywych luster. Poczuł, jak napięcie ustępuje z wolna, jak rozpuszcza się w otaczających go cieniach.
- Kreta musimy znaleźć szybko - kontynuował rzeczowo. - Pomyślcie, najpierw ktoś kradnie krew, a teraz giną magiczne artefakty. Te sprawy mogą być połączone. Jest duża szansa, że ten kto kradnie artefakty, kradnie też krew. Kret robi dla niego. To nasz najlepszy trop. I najświeższy. Yalla,** użyjmy go, nim dopadnie go ktoś inny.
Ból w nadgarstku narastał i ponownie myślał klarownie. Nareszcie. Wszystkie zasłony iluzji opadały, wiry obcych wrażeń i niezrozumiałych uczuć rozpraszały się w mroku. Odczuł ulgę i poczuł się lekko rozbawiony faktem, iż w zasadzie woli nawet zejść pod ziemię, zagłębiając się w sieć zdradliwych, grząskich tuneli, niż spędzić resztę nocy na rozmowach z Kufframi. Nie uśmiechnął się jednak. Tym razem pilnował, by nie okazywać zbyt wielu emocji. To dawało im dojścia, a dojścia były niebezpieczne...
- Pomysł z zawiadomieniem go przez zwierzęta jest dobry. Jeśli będzie chciał się spotkać. Jeśli nie, ostrzeżemy go w ten sposób. Ale nie mamy innego wyboru. Jeśli odmówi, będę go musiał poszukać i zaprosić na rozmowę... Bezapt kidda.***
W mroku znów błysnęły zęby Łowcy. No tak, były oczywiście pewne uczucia których nie lubił hamować. W końcu i tak nie mogli wykorzystać tego, czego nie potrafili zrozumieć...
* arab. To normalne
** arab. Dalej
*** arab. Dokładnie tak.
Ostatnio zmieniony 04 lipca 2015, 12:38 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Terry przytakiwał przez większość wypowiedzi Mrocznego Jedi. Szczególnie spodobał mu się fragment w którym ten odmówił noszenia elektronicznego powrozu, dawało to nadzieję na pozbycie się ów zagrożenia. Z fascynacją obserwował zmianę trybu Łowcy, po nie tak dawnym wzburzeniu nie było śladu. Po raz kolejny można było odnieść wrażenie, że Assamita czyta opracowany wcześniej tekst, czysta informacja bez krztyny emocji.
Uśmiechnął się kiedy usłyszał pytanie o krew z mocą animalizmu. Uśmiechnął się, bo pytanie poprzedzało wzmiankę o Garou. Nie mógł pozbyć się wrażenia, że zdanie ów, celowo było ułożone w ten sposób. "Może dacie mi krwi, bo wiecie, tam pewnie będą Lupini". A potem zęby wyszczerzone w uśmiechu.
No i Kret, kość niezgody, która prawie doprowadziła do rozlewu krwi. I spostrzeżenie, które po raz kolejny udowodniło inteligencję i spostrzegawczość Mordercy.
Odezwał się, mówił szybko i z ekscytacją, spoglądając na każdego kogo wymieniał. Co wyglądało dość dziwnie, jakby tańczył i jednocześnie zaprzeczał ruchem głowy.
- Wydaje mi się, że Gavin powinien towarzyszyć ci w wyprawie do parku, Duchu z Otchłani. Tak jak wspomniałeś, a wcześniej ja i Victoria, i chyba Horacy i Gavin też, ale nie wiem, ale to ni ma znaczenia, bo chodzi o to, że tak jak wspomniałeś, kruk jest sprawą priorytetową. A że Gavin potrafi rozmawiać z krukami i innymi ptakami, i zwierzętami i... Przepraszam, w każdym razie, jeśli chodzi o moje zdanie, to wydaje mi się, że Najlepiej by było, gdyby Gavin udał się z tobą do parku, w celu namierzenia kruka. Bo kruk jest powodem dla którego tu jesteśmy. Poza tym Gavin jest kim jest, to znaczy nie chcę myśleć stereotypami, ale jest... Oszustem. I umie gadać ze zwierzętami. I nawet jeśli będą tam Lupini, on sobie poradzi, bo zna moc Iluzji, a ty sobie poradzisz, bo... bo sobie poradzisz, nie mam wątpliwości co do tego. W tym samym czasie, Horacy mógłby skontaktować się z Kretem i dogadać się z nim i nawet dobrym niezmiernie pomysłem to jest, bo zadbać może o to by się z nim skontaktować i zrobić tak by nie był on zagrożeniem, bo zdaje się o to wszystko poszło...
Uśmiechnął się kiedy usłyszał pytanie o krew z mocą animalizmu. Uśmiechnął się, bo pytanie poprzedzało wzmiankę o Garou. Nie mógł pozbyć się wrażenia, że zdanie ów, celowo było ułożone w ten sposób. "Może dacie mi krwi, bo wiecie, tam pewnie będą Lupini". A potem zęby wyszczerzone w uśmiechu.
No i Kret, kość niezgody, która prawie doprowadziła do rozlewu krwi. I spostrzeżenie, które po raz kolejny udowodniło inteligencję i spostrzegawczość Mordercy.
Odezwał się, mówił szybko i z ekscytacją, spoglądając na każdego kogo wymieniał. Co wyglądało dość dziwnie, jakby tańczył i jednocześnie zaprzeczał ruchem głowy.
- Wydaje mi się, że Gavin powinien towarzyszyć ci w wyprawie do parku, Duchu z Otchłani. Tak jak wspomniałeś, a wcześniej ja i Victoria, i chyba Horacy i Gavin też, ale nie wiem, ale to ni ma znaczenia, bo chodzi o to, że tak jak wspomniałeś, kruk jest sprawą priorytetową. A że Gavin potrafi rozmawiać z krukami i innymi ptakami, i zwierzętami i... Przepraszam, w każdym razie, jeśli chodzi o moje zdanie, to wydaje mi się, że Najlepiej by było, gdyby Gavin udał się z tobą do parku, w celu namierzenia kruka. Bo kruk jest powodem dla którego tu jesteśmy. Poza tym Gavin jest kim jest, to znaczy nie chcę myśleć stereotypami, ale jest... Oszustem. I umie gadać ze zwierzętami. I nawet jeśli będą tam Lupini, on sobie poradzi, bo zna moc Iluzji, a ty sobie poradzisz, bo... bo sobie poradzisz, nie mam wątpliwości co do tego. W tym samym czasie, Horacy mógłby skontaktować się z Kretem i dogadać się z nim i nawet dobrym niezmiernie pomysłem to jest, bo zadbać może o to by się z nim skontaktować i zrobić tak by nie był on zagrożeniem, bo zdaje się o to wszystko poszło...
Ostatnio zmieniony 04 lipca 2015, 00:27 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.
Ravnosowi nadal nie udało się rozgryźć Assamickiego zachowania, głównie dlatego że ten zignorował całą wypowiedź. Póki co postanowił zostać przy modelu Gangrela. Koteria wybrańców Red'a zaczynała dla niego przypominać jedną z tych sfor Sabatu, gdzie Alfa wydaje polecenia.
Czyli teraz jesteśmy koterią Assamity i robimy co on zadecyduje że robimy. Dobrze rozegrane, bardzo dobrze. Zadziwiająco dobrze manipulujesz Namtar jak na wampira który nie jest zainteresowany takimi grami. Wyrazy uznania.
Dla Gavina układ sił przedstawiał się dość prosto: Namtar zmanipulował Victorie i Terrego by Ci wspierali jego żądania. Tym sposobem ma większość w koterii czyli nią rządzi. Cygan uznał ten stan rzeczy za celowe działanie, które bardzo nie przypadło mu do gustu.
- Nigdy wcześniej nie spotkałem się z niczym takim Victorio, niemniej jeżeli chodzi o komunikacje to mam pewne uwagi. twój były wojskowy musi znać język migowy czy jakkolwiek się to nazywa. Chodzi o to by przyswoić sobie sposób komunikacji gdy jesteśmy pod osłoną dyscypliną niewidoczności. Takie proste komendy jak widzę X osób idących tu i tam czy stój, idź, uciekaj, wydawane przez proste gesty dłoni mogłyby okazać się użyteczne.
W tamtej chwili cygan zabiłby za papierosa. Za ociężałe uczucie dymu wypełniające płuca, podduszające nieco, które ustępuje uldze po wypuszczeniu trujących oparów. Zwykle nachodziła go taka myśl gdy był w ciężkiej sytuacji. Niestety, nieumarli rzadko palą, częściej są paleni.
- Co do nadajników - tu Złodziej wskazał na siebie palcem - ja jestem w stanie namierzyć takie gówno w kilka minut z moim biednym sprzętem. Niech no książę przyniesie jeden taki nadajnik do jakiegoś zdolnego Nosfera, czy zbzikowanego Ventrue. W ciągu 15 minut ma całą nasza historie podróży i jesteśmy w ciemnej dupie. Jeżeli nie znasz jakiejś magicznej sztuczki by stworzyć fetysz który działałby jak walkie-talkie to lepiej sobie to darować. chyba że chcesz do każdego z nas przyczepić serwitora który ma do Ciebie wrócić w momencie gdy któreś z nas wpadnie w tarapaty.
Zakładając oczywiście że już tego nie zrobiłaś. Nie zdziwiłbym się gdyby kierowały Tobą mniej humanitarne powody.
- Co do wilkołaków, jeżeli są na tropie, to najpierw zatrzymają się na domu pogrzebowym. Cokolwiek tam było powinno przykuć ich uwagę na dłuższa chwile, a przy odrobinie szczęścia nie zdążą pochwycić naszego tropu na czas. Jeżeli natomiast zdążyły, to proponuje zastanowić się nad dłuższą drogą do Sanktuarium. Wilkołaki nigdy nie polują same, a jeden taki wystarczy żeby nas wszystkich... - tu zrobił krótka pauzę myśląc o Namtarze - większość z nas załatwić.
Wcześniej Ravnos widział w Horacym egoistycznego głupca który martwi się tylko własną domeną i pozycją. Teraz Cygana zaczęły nachodzić wątpliwości. Być może mu naprawdę zależało na tym mieście, jakkolwiek boleśnie musiało mu się dać we znaki.
Jak by to ujął Terry? Dobry pasterz który stara się ochronić swoje owce przed wilkami. Chciałbym w to wierzyć bez żadnego "ale". - Oszust ponownie uśmiechną się do siebie. Bardzo chciał wierzyć w lepszą przyszłość, nieważne jak naiwną.
Złodziej wysłucha wypowiedzi pozostałych członków koterii. Gdy ustalenia dobiegną końca, przed tym jak wyrusza z Namtarem, przeprosi ich na kilka minut i wyjdzie zadzwonić pod jeden z niewielu numerów które nie ma zapisanych na komórce, a pamięta go na pamięć.
[center]***[/center]
- Witaj Mistrzu Cieni, chciałbym prosić Cie o przysługę...*
Czyli teraz jesteśmy koterią Assamity i robimy co on zadecyduje że robimy. Dobrze rozegrane, bardzo dobrze. Zadziwiająco dobrze manipulujesz Namtar jak na wampira który nie jest zainteresowany takimi grami. Wyrazy uznania.
Dla Gavina układ sił przedstawiał się dość prosto: Namtar zmanipulował Victorie i Terrego by Ci wspierali jego żądania. Tym sposobem ma większość w koterii czyli nią rządzi. Cygan uznał ten stan rzeczy za celowe działanie, które bardzo nie przypadło mu do gustu.
- Nigdy wcześniej nie spotkałem się z niczym takim Victorio, niemniej jeżeli chodzi o komunikacje to mam pewne uwagi. twój były wojskowy musi znać język migowy czy jakkolwiek się to nazywa. Chodzi o to by przyswoić sobie sposób komunikacji gdy jesteśmy pod osłoną dyscypliną niewidoczności. Takie proste komendy jak widzę X osób idących tu i tam czy stój, idź, uciekaj, wydawane przez proste gesty dłoni mogłyby okazać się użyteczne.
W tamtej chwili cygan zabiłby za papierosa. Za ociężałe uczucie dymu wypełniające płuca, podduszające nieco, które ustępuje uldze po wypuszczeniu trujących oparów. Zwykle nachodziła go taka myśl gdy był w ciężkiej sytuacji. Niestety, nieumarli rzadko palą, częściej są paleni.
- Co do nadajników - tu Złodziej wskazał na siebie palcem - ja jestem w stanie namierzyć takie gówno w kilka minut z moim biednym sprzętem. Niech no książę przyniesie jeden taki nadajnik do jakiegoś zdolnego Nosfera, czy zbzikowanego Ventrue. W ciągu 15 minut ma całą nasza historie podróży i jesteśmy w ciemnej dupie. Jeżeli nie znasz jakiejś magicznej sztuczki by stworzyć fetysz który działałby jak walkie-talkie to lepiej sobie to darować. chyba że chcesz do każdego z nas przyczepić serwitora który ma do Ciebie wrócić w momencie gdy któreś z nas wpadnie w tarapaty.
Zakładając oczywiście że już tego nie zrobiłaś. Nie zdziwiłbym się gdyby kierowały Tobą mniej humanitarne powody.
- Co do wilkołaków, jeżeli są na tropie, to najpierw zatrzymają się na domu pogrzebowym. Cokolwiek tam było powinno przykuć ich uwagę na dłuższa chwile, a przy odrobinie szczęścia nie zdążą pochwycić naszego tropu na czas. Jeżeli natomiast zdążyły, to proponuje zastanowić się nad dłuższą drogą do Sanktuarium. Wilkołaki nigdy nie polują same, a jeden taki wystarczy żeby nas wszystkich... - tu zrobił krótka pauzę myśląc o Namtarze - większość z nas załatwić.
Wcześniej Ravnos widział w Horacym egoistycznego głupca który martwi się tylko własną domeną i pozycją. Teraz Cygana zaczęły nachodzić wątpliwości. Być może mu naprawdę zależało na tym mieście, jakkolwiek boleśnie musiało mu się dać we znaki.
Jak by to ujął Terry? Dobry pasterz który stara się ochronić swoje owce przed wilkami. Chciałbym w to wierzyć bez żadnego "ale". - Oszust ponownie uśmiechną się do siebie. Bardzo chciał wierzyć w lepszą przyszłość, nieważne jak naiwną.
Złodziej wysłucha wypowiedzi pozostałych członków koterii. Gdy ustalenia dobiegną końca, przed tym jak wyrusza z Namtarem, przeprosi ich na kilka minut i wyjdzie zadzwonić pod jeden z niewielu numerów które nie ma zapisanych na komórce, a pamięta go na pamięć.
[center]***[/center]
- Witaj Mistrzu Cieni, chciałbym prosić Cie o przysługę...*
Spoiler!
Ostatnio zmieniony 05 lipca 2015, 01:17 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.
- Przyjąłem - Assamita skinął głową w odpowiedzi na ostatnią wypowiedź Terrego. - To nam oszczędzi czasu. Jednak, tak jak mówiłem, chcę być w pobliżu gdy Horacy będzie rozmawiał z Kretem. Na wszelki wypadek. Tamten nie będzie wiedział o mnie.
Spojrzał przelotnie na Gavina. Słuchając jego słów, przez chwilę zastanowił się nad pytaniem, w jakim świecie żyje ten Bękart Khayyina. Jednak zreflektował się szybko i pozwolił tej myśli rozpłynąć się w mroku. W sumie nie chciał znać odpowiedzi. Wystarczyło mu, iż najwyraźniej jest to gdzieś bardzo daleko od rzeczywistości. Niemniej, jeśli miał już iść z nim gdziekolwiek, musiał mu wyjaśnić sytuację. Ta świadomość była nieco uciążliwa i kanciasta - niczym kamyk w bucie. Wolał więc załatwić to szybko.
- Laa, Wilkołaki nie są na naszym tropie, Gavin - powiedział powoli, patrząc na cygana. - Gdyby tak było, wiedziałbym o tym. Terry też by to wyczuł. Victoria mówiła, że mogą być w parku z uwagi na kradzież kości. Więc to my mamy wejść na niebezpieczny teren i nie dać się zauważyć, a nie gubić kogoś, kto nas śledzi, hal tafham? Rozumiesz?
Ravnos poruszył się niespokojnie, czując na sobie wzrok Mordercy. Kiwnął jednak głową. Namtar ledwo dostrzegalnie odetchnął z ulgą. Instynkt podpowiadał mu, że zapowiada się długa i ciężka noc...
- Co do tych znaków, mogę wam to pokazać. Ma fi mushkila.* - zwrócił się do pozostałych. - To może się przydać w akcji. Mamy teraz wolną chwilę, więc?
* arab. Żaden problem.
Spojrzał przelotnie na Gavina. Słuchając jego słów, przez chwilę zastanowił się nad pytaniem, w jakim świecie żyje ten Bękart Khayyina. Jednak zreflektował się szybko i pozwolił tej myśli rozpłynąć się w mroku. W sumie nie chciał znać odpowiedzi. Wystarczyło mu, iż najwyraźniej jest to gdzieś bardzo daleko od rzeczywistości. Niemniej, jeśli miał już iść z nim gdziekolwiek, musiał mu wyjaśnić sytuację. Ta świadomość była nieco uciążliwa i kanciasta - niczym kamyk w bucie. Wolał więc załatwić to szybko.
- Laa, Wilkołaki nie są na naszym tropie, Gavin - powiedział powoli, patrząc na cygana. - Gdyby tak było, wiedziałbym o tym. Terry też by to wyczuł. Victoria mówiła, że mogą być w parku z uwagi na kradzież kości. Więc to my mamy wejść na niebezpieczny teren i nie dać się zauważyć, a nie gubić kogoś, kto nas śledzi, hal tafham? Rozumiesz?
Ravnos poruszył się niespokojnie, czując na sobie wzrok Mordercy. Kiwnął jednak głową. Namtar ledwo dostrzegalnie odetchnął z ulgą. Instynkt podpowiadał mu, że zapowiada się długa i ciężka noc...
- Co do tych znaków, mogę wam to pokazać. Ma fi mushkila.* - zwrócił się do pozostałych. - To może się przydać w akcji. Mamy teraz wolną chwilę, więc?
Jeśli ktoś jest zainteresowany, to pokażę mu kilka podstawowych znaków tego rodzaju, typu: zagrożenie, wróg, przyjaciel, ilość osób, ja, wy, atakuj, czekaj, uciekaj, idź tamtędy etc.
* arab. Żaden problem.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
Victoria z uwagą słuchała wypowiedzi pozostałych. Teraz, gdy mogli się skupić na bieżących problemach i planowaniu dalszych działań, atmosfera nieco się rozluźniła. Rozejrzała się po skąpanym w ciemniach pomieszczeniu. Sylwetki pozostałych majaczyły, pogrążone w nikłych i prążkowanych promieniach bladego światła zza okna.
- Pomysł z językiem migowym jest bardzo dobry. Czy możesz pokazać podstawowe znaki? - podeszła bliżej, kiedy Assamita zaczął wykonywać proste ruchy dłońmi, zaczęła je naśladować. Początkowo nie szło jej zbyt dobrze, jednak skupienie i koncentracja po chwili dały zadowalające rezultaty. Tym bardziej, że od tak błahych rzeczy mogło zależeć ich dalsze nieżycie... - Wam też sugeruję zacząć się uczyć. Już teraz...
Po jakimś czasie, wróciła do dalszej rozmowy, nawiązując do poruszanych kwestii.
- Rzeczywiście, pomysł z elektroniką odpada. Cieszę się, że zwróciliście mi na to uwagę. Mam po prostu złe przeczucia, co w przypadku kiedy ktokolwiek z nas by zniknął? Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Chciałabym jednak, by każdy z nas wiedział, co w takiej sytuacji robić. Jeśli ustaliliście z Horacym takie bezpieczne miejscówki, każdy z nas powinien je znać. To jednak może zaczekać, aż wrócimy do domu.
Zaczęła krążyć po pomieszczeniu, zwracając się do wszystkich, jakby głośno myśląc.
- Ostatnim razem, kiedy znaleźliśmy pierwszego z Kruków starca, byliśmy tam wszyscy. Sądzę zatem, iż i tym razem nie powinniśmy się rozdzielać. Gavin zna animalizm, więc może wezwać go jak ostatnio. Jeśli pójdzie sprawnie, szybko załatwimy tę sprawę. Wtedy proponuję zająć się Kretem. Lupini sa jednak problemem i to poważnym. Namtar potrafi zadbać o siebie. Ja... no cóż, w przypadkach takiego zagrożenia mogę zmienić się w ciemność i jest bardzo niewiele rzeczy, które są w stanie zagrozić, czy zranić mnie w tej formie. Choć potrafię korzystać z niektórych dyscyplin. A co z wami? Poza niewidocznością i iluzją nie mamy niczego. Zatem chcę już teraz wiedzieć, co zrobimy w przypadku spotkania z nimi? Poza ucieczką oczywiście...
- Namtar? Chciałabym poznać twoje zdanie. I ustalić plan działania.
- Pomysł z językiem migowym jest bardzo dobry. Czy możesz pokazać podstawowe znaki? - podeszła bliżej, kiedy Assamita zaczął wykonywać proste ruchy dłońmi, zaczęła je naśladować. Początkowo nie szło jej zbyt dobrze, jednak skupienie i koncentracja po chwili dały zadowalające rezultaty. Tym bardziej, że od tak błahych rzeczy mogło zależeć ich dalsze nieżycie... - Wam też sugeruję zacząć się uczyć. Już teraz...
Po jakimś czasie, wróciła do dalszej rozmowy, nawiązując do poruszanych kwestii.
- Rzeczywiście, pomysł z elektroniką odpada. Cieszę się, że zwróciliście mi na to uwagę. Mam po prostu złe przeczucia, co w przypadku kiedy ktokolwiek z nas by zniknął? Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Chciałabym jednak, by każdy z nas wiedział, co w takiej sytuacji robić. Jeśli ustaliliście z Horacym takie bezpieczne miejscówki, każdy z nas powinien je znać. To jednak może zaczekać, aż wrócimy do domu.
Zaczęła krążyć po pomieszczeniu, zwracając się do wszystkich, jakby głośno myśląc.
- Ostatnim razem, kiedy znaleźliśmy pierwszego z Kruków starca, byliśmy tam wszyscy. Sądzę zatem, iż i tym razem nie powinniśmy się rozdzielać. Gavin zna animalizm, więc może wezwać go jak ostatnio. Jeśli pójdzie sprawnie, szybko załatwimy tę sprawę. Wtedy proponuję zająć się Kretem. Lupini sa jednak problemem i to poważnym. Namtar potrafi zadbać o siebie. Ja... no cóż, w przypadkach takiego zagrożenia mogę zmienić się w ciemność i jest bardzo niewiele rzeczy, które są w stanie zagrozić, czy zranić mnie w tej formie. Choć potrafię korzystać z niektórych dyscyplin. A co z wami? Poza niewidocznością i iluzją nie mamy niczego. Zatem chcę już teraz wiedzieć, co zrobimy w przypadku spotkania z nimi? Poza ucieczką oczywiście...
- Namtar? Chciałabym poznać twoje zdanie. I ustalić plan działania.
Ostatnio zmieniony 05 lipca 2015, 14:49 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.
Morderca zastanowił się chwilę, analizując sytuację. Jego umysł działał szybko, wertując gęsto zapisane stronice pamięci, rozważając wszystkie możliwe sytuacje i ich warianty. Wiedział, że od tego może zależeć życie członków Koterii. Przeszkolenie i dobry plan w rzeczywistości brały często górę nad wyposażeniem i technologią. Choć oczywiście tak naprawdę najważniejsza była przychylność losu. Jeśli miałeś pecha, nic nie było w stanie ci pomóc. Po prostu miałeś pecha i byłeś cholernie martwy. Tak naprawdę byłą to więc gra na czas. Gra z losem, gra z wszechświatem, w której nie mogłeś przecież wygrać. Prędzej czy później budziłeś się tego pechowego wieczora, aby już nigdy nie doczekać poranka. Gdzieś między nimi bowiem nadziewałeś się na przeznaczoną dla ciebie kulę lub ostrze... Mektub.
W końcu odezwał się do zebranych:
- Jeśli zauważymy Lupinów nim oni zobaczą nas, sugeruję się wycofać. To najlepsze co możemy zrobić. Jeśli jednak odkryją nasze istnienie, starajcie się nie wyglądać agresywnie. Zachowajcie spokój. Walka z nimi to ostateczność. Rozważam ją tylko w przypadku, w którym to oni nie dadzą nam wyboru. Musicie jednak wiedzieć, że prawdopodobnie będzie oznaczała waszą śmierć, a niemal na pewno moją. Jeśli do tego dojdzie, postaram się wam dać trochę czasu na ucieczkę. Ale nie sądzę, by było to dużo. Mumkin* kilkanaście sekund. Jeśli zaciemnisz teren, Victorio, zwiększysz ten limit o dodatkowe kilkanaście, więc warto będzie to zrobić. Potem znikajcie stamtąd. Szybko. Zatrzyjcie Iluzją trop, zamaskujcie zapach i wsiądźcie w samochód... I nie starajcie mi się pomóc, bo nie będziecie w stanie. Jedynie głupio zginiecie, nie wykonując misji, Hal tafhamuni?**
Mówił spokojnie, jak zwykle. W jego głosie nie pojawił się żaden ślad emocji, tak jakby planował trasę wycieczki lub piknik. Potencjalna bliskość śmierci nie wydawała się robić na nim wrażenia większego, niż cena biletów autobusowych lub prognoza pogody. Zebrani odnieśli zresztą wrażenie, że tego typu tematy nie są dla Łowcy niczym niezwykłym. W zasadzie zdawały się mniej go poruszać, niż wcześniejsza kłótnia z Horacym.
- Jeśli nie zaatakują, rozmawiamy. W takim wypadku Gavin się nie odzywa, Horacy ich nie obraża, a Terry nie próbuje ich nawracać... Nie używajcie na nich Dyscyplin, chyba, że spotkamy tylko jednego Lupina, lub nie będzie innego wyjścia. To będzie delikatna sprawa, postarajmy się wtedy przede wszystkim przeżyć, mashy?*** - w mroku pokoju Motelowego czwórka Wampirów pokiwała głowami. - Jak rozumiem panuje tu jakieś zawieszenie broni, ale biorąc pod uwagę sytuację, w każdej chwili może się skończyć. Oby nie skończyło się przez nasz błąd. Hal fahimutum hadha ad-dars?****
Spojrzał na każdego z nich, upewniając się że zrozumieli. Miał nadzieję, że zapamiętają to co powiedział. I zastosują się do tego. Obawiał się trochę ich arogancji i pychy, które często brały górę nad rozumem. Nie chciał ginąc z tego powodu. W jego świecie śmierć nie była problemem - problemem była jedynie głupia i niepotrzebna śmierć.
- Jeśli ktoś coś spieprzy - dodał po chwili cicho, lecz w głosie jego zadźwięczał dużo mroczniejszy ton. - a ja jakimś cudem to przeżyję, to na wszystko co dla mnie święte, przysięgam, że połamię mu obie ręce, in sza' Ahraman.***** Jasne?
* arab. Może
** arab. Rozumiecie?
*** arab. OK?
**** arab. Czy wszyscy zrozumieliście tą lekcję?
***** arab. Jeśli taka będzie wola Ahrymana
W końcu odezwał się do zebranych:
- Jeśli zauważymy Lupinów nim oni zobaczą nas, sugeruję się wycofać. To najlepsze co możemy zrobić. Jeśli jednak odkryją nasze istnienie, starajcie się nie wyglądać agresywnie. Zachowajcie spokój. Walka z nimi to ostateczność. Rozważam ją tylko w przypadku, w którym to oni nie dadzą nam wyboru. Musicie jednak wiedzieć, że prawdopodobnie będzie oznaczała waszą śmierć, a niemal na pewno moją. Jeśli do tego dojdzie, postaram się wam dać trochę czasu na ucieczkę. Ale nie sądzę, by było to dużo. Mumkin* kilkanaście sekund. Jeśli zaciemnisz teren, Victorio, zwiększysz ten limit o dodatkowe kilkanaście, więc warto będzie to zrobić. Potem znikajcie stamtąd. Szybko. Zatrzyjcie Iluzją trop, zamaskujcie zapach i wsiądźcie w samochód... I nie starajcie mi się pomóc, bo nie będziecie w stanie. Jedynie głupio zginiecie, nie wykonując misji, Hal tafhamuni?**
Mówił spokojnie, jak zwykle. W jego głosie nie pojawił się żaden ślad emocji, tak jakby planował trasę wycieczki lub piknik. Potencjalna bliskość śmierci nie wydawała się robić na nim wrażenia większego, niż cena biletów autobusowych lub prognoza pogody. Zebrani odnieśli zresztą wrażenie, że tego typu tematy nie są dla Łowcy niczym niezwykłym. W zasadzie zdawały się mniej go poruszać, niż wcześniejsza kłótnia z Horacym.
- Jeśli nie zaatakują, rozmawiamy. W takim wypadku Gavin się nie odzywa, Horacy ich nie obraża, a Terry nie próbuje ich nawracać... Nie używajcie na nich Dyscyplin, chyba, że spotkamy tylko jednego Lupina, lub nie będzie innego wyjścia. To będzie delikatna sprawa, postarajmy się wtedy przede wszystkim przeżyć, mashy?*** - w mroku pokoju Motelowego czwórka Wampirów pokiwała głowami. - Jak rozumiem panuje tu jakieś zawieszenie broni, ale biorąc pod uwagę sytuację, w każdej chwili może się skończyć. Oby nie skończyło się przez nasz błąd. Hal fahimutum hadha ad-dars?****
Spojrzał na każdego z nich, upewniając się że zrozumieli. Miał nadzieję, że zapamiętają to co powiedział. I zastosują się do tego. Obawiał się trochę ich arogancji i pychy, które często brały górę nad rozumem. Nie chciał ginąc z tego powodu. W jego świecie śmierć nie była problemem - problemem była jedynie głupia i niepotrzebna śmierć.
- Jeśli ktoś coś spieprzy - dodał po chwili cicho, lecz w głosie jego zadźwięczał dużo mroczniejszy ton. - a ja jakimś cudem to przeżyję, to na wszystko co dla mnie święte, przysięgam, że połamię mu obie ręce, in sza' Ahraman.***** Jasne?
* arab. Może
** arab. Rozumiecie?
*** arab. OK?
**** arab. Czy wszyscy zrozumieliście tą lekcję?
***** arab. Jeśli taka będzie wola Ahrymana
Ostatnio zmieniony 05 lipca 2015, 17:14 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Terry zauważył, że w słowach zarówno Mrocznej Pani, jak i Mrocznego Jedi, da się odnaleźć pewien rytm. Na skraju melodii. Wsłuchując się w ich słowa, delikatnie kiwał głową. Słowa o łamaniu rąk puścił mimo uszu. Przede wszystkim dlatego, że nie miał zamiaru "spieprzyć sprawy". W trakcie swego nieżycia zbyt wiele dowiedział się na temat zmiennokształtnych, by ich lekceważyć. Odezwał się więc na tematy bardziej go interesujące.
- Po pierwsze, z chęcią poznam system znaków który zaoferowałeś się pokazać. Wiedzy nigdy za wiele. Po drugie, boli mnie trochę uwaga, że nie każdemu nieść mogę Słowo Pańskie. Wierzę bowiem, że jego Miłosierdzie dotrzeć może do nawet najbardziej krwawych istot. Niemniej, ufam w każdą twoją ocenę tyczącą się bezpieczeństwa. No... prawie każdą. Właściwie to każdą, ale nie będę robił niektórych rzeczy w imię przetrwania nawet. Na przykład nie zjem żadnego Kainity. Chociaż jak siebie słucham, to uwaga ta mogła być sugerująca rzeczy których sugerować nie chciałem, przepraszam zatem i zamknę się już. Na ten temat. Znaczy nie zamknę się nań, nie chcę się blokować na wiedzę, ale już go nie poruszam... - kończąc zdanie, wbił wzrok w podłogę. Nie wyszło jak chciał. Szybko jednak wyprostował się ponownie, przechodząc do następnego tematu.
- A co do dyscyplin używanych na Garou, rozumiem, że mówimy o tych bardziej aktywnych, jak Iluzja, czy Dominacja, tak? Chyba nie powinno być problemu z tymi pasywnymi, jak na przykład oglądanie ich aury? Czy nie? Czy.... Zaraz, ale może być tak, że nie spotkamy żadnego z nich? Właściwie, to pomimo ogromnej ciekawości, chyba jednak liczę na to, że uda nam się uniknąć spotkania z Lupinami. Nie wiem czemu, ale jakoś tak mi nie spieszno do... do... do spotkania. Z którymkolwiek z nich. Tak.
Pokiwał głową z uznania dla swych trafnych pytań.
- Po pierwsze, z chęcią poznam system znaków który zaoferowałeś się pokazać. Wiedzy nigdy za wiele. Po drugie, boli mnie trochę uwaga, że nie każdemu nieść mogę Słowo Pańskie. Wierzę bowiem, że jego Miłosierdzie dotrzeć może do nawet najbardziej krwawych istot. Niemniej, ufam w każdą twoją ocenę tyczącą się bezpieczeństwa. No... prawie każdą. Właściwie to każdą, ale nie będę robił niektórych rzeczy w imię przetrwania nawet. Na przykład nie zjem żadnego Kainity. Chociaż jak siebie słucham, to uwaga ta mogła być sugerująca rzeczy których sugerować nie chciałem, przepraszam zatem i zamknę się już. Na ten temat. Znaczy nie zamknę się nań, nie chcę się blokować na wiedzę, ale już go nie poruszam... - kończąc zdanie, wbił wzrok w podłogę. Nie wyszło jak chciał. Szybko jednak wyprostował się ponownie, przechodząc do następnego tematu.
- A co do dyscyplin używanych na Garou, rozumiem, że mówimy o tych bardziej aktywnych, jak Iluzja, czy Dominacja, tak? Chyba nie powinno być problemu z tymi pasywnymi, jak na przykład oglądanie ich aury? Czy nie? Czy.... Zaraz, ale może być tak, że nie spotkamy żadnego z nich? Właściwie, to pomimo ogromnej ciekawości, chyba jednak liczę na to, że uda nam się uniknąć spotkania z Lupinami. Nie wiem czemu, ale jakoś tak mi nie spieszno do... do... do spotkania. Z którymkolwiek z nich. Tak.
Pokiwał głową z uznania dla swych trafnych pytań.
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Charleston WV Point Pleasant, Motel Flowers Cottage 10.08.1993
Po ustaleniu kolejnych działań koteria doczekała się w końcu przyjazdu Lucasa z ubraniami. Nieumarli byli pod wrażeniem ilości ciuchów jaką mieli do wyboru. Spełniała ona nawet najbardziej wybredne gusta. Sługa Vitorii rozłożył na łóżku kurtki, spodnie, koszulki oraz inne części garderoby. Problemem był jedynie dobór koloru, albowiem większość odzienia była czarna lub granatowa. Mimo wszystko nikt nie miał problemów w doborze odzienia w odpowiednim rozmiarze, które pasowało do jego martwego ciała.
W czasie, który zajęło im przebranie się, deszcz przestał padać. Ostatnie krople zabębniły o dach, by później przejść niespodziewanie w delikatną mżawkę. Po chwili wszyscy byli gotowi. Zabrali swoje rzeczy i udali się do samochodu, którym przyjechał Ghul. Deszcz konał na ich oczach, wykrwawiając się w plamach ogromnych kałuż. Srebrne strumienie wody spływały jeszcze do studzienek kanalizacyjnych, świergocząc do siebie. W milczeniu wsiedli do auta i ruszyli na poszukiwania kolejnego kruka.
[center]
[/center]
Zaparkowali trochę wcześniej, by pieszo przejść ten niewielki dystans jaki dzielił ich od Parku. Assamita także zaparkował niedaleko, by po chwili dołączyć do członków koterii. Pięć minut później wszyscy byli w parku obserwując okolicę. Noc była ciemna, przestrzeń parku rozświetlały nieliczne latarnie w kształcie mlecznych kul. Wyglądały jak światełka wróżek, rozrzucone niedbale po okolicy. W powietrzu unosił się zapach deszczówki, mokrych liści i kwiatów Budleji Dawida, zwanej też motylim krzewem. W ciszy słyszeli szelest ostatnich kropel, spływających z gałęzi drzew. Pierwsze ćmy, błyszczące niczym srebrne jednodolarówki, opuściły już swe schronienia, krążąc cicho, pomiędzy alejami. Park był pusty. Po części z uwagi na późną porę, po części zaś za przyczyną deszczu, który wypłoszył nawet ostatnie romantyczne pary. Zniknęła także policja. Nieumarli odgadli, iż funkcjonariusze prawa zostali zapewne wezwani do wypadku pod domem pogrzebowym. Dziura w ziemi ogrodzona taśmami policyjnymi wypełniła się wodą, nie pozwalając na podziemną eksplorację. Gavin postanowił wezwać Kruka.
[center]***[/center]
Charleston WV Point Pleasant, Tu-Endie-Wei Park 10.08.1993
[center]
[/center]
Po kilku wezwaniach na pobliskim drzewie pojawiły się trzy dorodne kruki. Członkowie koterii przyjrzeli im się dokładniej, zdając sobie sprawę, iż trójka ta dziwnie przywodzi na myśl gangsterów ze starych filmów. Największy z nich nagle odezwał się do Gavina:
- Wzywałeś mnie, to jestem. Chłopaki przynieście towar, klient nie może czekać, nie? Mamy interes do ubicia - rzekł do pozostałej dwójki.
- Się robi szefie - odezwali się pozostali, po czym odlecieli w stronę centrum miasta.
- Szanowanko. To wy jesteście od Red'a. Porządny z niego biznesmen. Moi ludzie nic nie widzą i tak ma pozostać, kapiszi?
Gavin mając na uwadze poprzednią rozmowę z krukiem, postanowił nie wchodzić w słowa:
- Tak rozumiem. Przejdźmy do sedna.
- Dobra, sie wie. Za minutkę dostaniecie ode mnie prezencik przeznaczony tylko i wyłącznie dla was. Red przekazał go dużo wcześniej, stąd wnoszę, że to cholernie ważny towar. Nie wiem co jest w środku, bo nie zapuszczam żurawia. He he, krukiem jestem, nie? Wiecie, dziób mam może nie w tamburyn, ale mam zasady. Teraz druga sprawa, też dość zasadnicza - frunął z gałęzi, by po chwili wylądować na ramieniu Ravnosa.
- Gdy będziecie w Martinsburg'u oprócz odnalezienia mojego braciaka, musicie się kopsnąc nad akwenik, co go nazywają Jezioro Thomasa. Taka zdeka większa kałuża, kapiszi? Śpi tam z rybkami jeden sztywny. Na szczęście jest od was, więc mu to nie psuje zdrówka. Red powiedział, że musicie go wyłowić i dać mu krwi. Silnej krwi, nie jakiegoś czerstwego chujostwa. Takiej, co by się mógł poskładać i odzyskać sprawność. Kategorycznie zakazał używanie na nim jakichkolwiek mocy, Dyscyplin, czy tego typu badziewia. Jedyne co pozwolił to podać Silną Krew. Gdy go poratujecie, on też was poratuje, łapiecie? A poza tym da wam cynk. Na miedź, hehe. Stary kazał jeszcze przekazać, że ziomek był podczas zaparafowania Kontraktu. To ziomek Red'a więc mu się szacun należy, kapiszi?
Gdy kruk skończył wypowiedź, na trawę przed stopami Terrego spadło drewniane pudełko, wielkości zaciśniętej dłoni. Kruk dalej mówił szeptem do ucha Gavina:
- Tutaj jest wspomniana paczuszka. Sie nie spodoba, możecie oddać. Żartowałem. Dobra, znam jeszcze część ksywki, ale teraz wam tego nie chlapnę, bo nie ma z wami reszty moich. Gdy spikniecie się z nami wszystkimi, będziemy czekać na was w Charleston, na tej samej mecie, gdzie przebywa jeden z naszych.
Terry podniósł pudełko. Odchylił małą zasuwkę i otworzył wieko. W środku leżała wydrukowana korespondencja:
Po ustaleniu kolejnych działań koteria doczekała się w końcu przyjazdu Lucasa z ubraniami. Nieumarli byli pod wrażeniem ilości ciuchów jaką mieli do wyboru. Spełniała ona nawet najbardziej wybredne gusta. Sługa Vitorii rozłożył na łóżku kurtki, spodnie, koszulki oraz inne części garderoby. Problemem był jedynie dobór koloru, albowiem większość odzienia była czarna lub granatowa. Mimo wszystko nikt nie miał problemów w doborze odzienia w odpowiednim rozmiarze, które pasowało do jego martwego ciała.
W czasie, który zajęło im przebranie się, deszcz przestał padać. Ostatnie krople zabębniły o dach, by później przejść niespodziewanie w delikatną mżawkę. Po chwili wszyscy byli gotowi. Zabrali swoje rzeczy i udali się do samochodu, którym przyjechał Ghul. Deszcz konał na ich oczach, wykrwawiając się w plamach ogromnych kałuż. Srebrne strumienie wody spływały jeszcze do studzienek kanalizacyjnych, świergocząc do siebie. W milczeniu wsiedli do auta i ruszyli na poszukiwania kolejnego kruka.
[center]
[/center]Zaparkowali trochę wcześniej, by pieszo przejść ten niewielki dystans jaki dzielił ich od Parku. Assamita także zaparkował niedaleko, by po chwili dołączyć do członków koterii. Pięć minut później wszyscy byli w parku obserwując okolicę. Noc była ciemna, przestrzeń parku rozświetlały nieliczne latarnie w kształcie mlecznych kul. Wyglądały jak światełka wróżek, rozrzucone niedbale po okolicy. W powietrzu unosił się zapach deszczówki, mokrych liści i kwiatów Budleji Dawida, zwanej też motylim krzewem. W ciszy słyszeli szelest ostatnich kropel, spływających z gałęzi drzew. Pierwsze ćmy, błyszczące niczym srebrne jednodolarówki, opuściły już swe schronienia, krążąc cicho, pomiędzy alejami. Park był pusty. Po części z uwagi na późną porę, po części zaś za przyczyną deszczu, który wypłoszył nawet ostatnie romantyczne pary. Zniknęła także policja. Nieumarli odgadli, iż funkcjonariusze prawa zostali zapewne wezwani do wypadku pod domem pogrzebowym. Dziura w ziemi ogrodzona taśmami policyjnymi wypełniła się wodą, nie pozwalając na podziemną eksplorację. Gavin postanowił wezwać Kruka.
[center]***[/center]
Charleston WV Point Pleasant, Tu-Endie-Wei Park 10.08.1993
[center]
[/center]Po kilku wezwaniach na pobliskim drzewie pojawiły się trzy dorodne kruki. Członkowie koterii przyjrzeli im się dokładniej, zdając sobie sprawę, iż trójka ta dziwnie przywodzi na myśl gangsterów ze starych filmów. Największy z nich nagle odezwał się do Gavina:
- Wzywałeś mnie, to jestem. Chłopaki przynieście towar, klient nie może czekać, nie? Mamy interes do ubicia - rzekł do pozostałej dwójki.
- Się robi szefie - odezwali się pozostali, po czym odlecieli w stronę centrum miasta.
- Szanowanko. To wy jesteście od Red'a. Porządny z niego biznesmen. Moi ludzie nic nie widzą i tak ma pozostać, kapiszi?
Gavin mając na uwadze poprzednią rozmowę z krukiem, postanowił nie wchodzić w słowa:
- Tak rozumiem. Przejdźmy do sedna.
- Dobra, sie wie. Za minutkę dostaniecie ode mnie prezencik przeznaczony tylko i wyłącznie dla was. Red przekazał go dużo wcześniej, stąd wnoszę, że to cholernie ważny towar. Nie wiem co jest w środku, bo nie zapuszczam żurawia. He he, krukiem jestem, nie? Wiecie, dziób mam może nie w tamburyn, ale mam zasady. Teraz druga sprawa, też dość zasadnicza - frunął z gałęzi, by po chwili wylądować na ramieniu Ravnosa.
- Gdy będziecie w Martinsburg'u oprócz odnalezienia mojego braciaka, musicie się kopsnąc nad akwenik, co go nazywają Jezioro Thomasa. Taka zdeka większa kałuża, kapiszi? Śpi tam z rybkami jeden sztywny. Na szczęście jest od was, więc mu to nie psuje zdrówka. Red powiedział, że musicie go wyłowić i dać mu krwi. Silnej krwi, nie jakiegoś czerstwego chujostwa. Takiej, co by się mógł poskładać i odzyskać sprawność. Kategorycznie zakazał używanie na nim jakichkolwiek mocy, Dyscyplin, czy tego typu badziewia. Jedyne co pozwolił to podać Silną Krew. Gdy go poratujecie, on też was poratuje, łapiecie? A poza tym da wam cynk. Na miedź, hehe. Stary kazał jeszcze przekazać, że ziomek był podczas zaparafowania Kontraktu. To ziomek Red'a więc mu się szacun należy, kapiszi?
Gdy kruk skończył wypowiedź, na trawę przed stopami Terrego spadło drewniane pudełko, wielkości zaciśniętej dłoni. Kruk dalej mówił szeptem do ucha Gavina:
- Tutaj jest wspomniana paczuszka. Sie nie spodoba, możecie oddać. Żartowałem. Dobra, znam jeszcze część ksywki, ale teraz wam tego nie chlapnę, bo nie ma z wami reszty moich. Gdy spikniecie się z nami wszystkimi, będziemy czekać na was w Charleston, na tej samej mecie, gdzie przebywa jeden z naszych.
Terry podniósł pudełko. Odchylił małą zasuwkę i otworzył wieko. W środku leżała wydrukowana korespondencja:
Spoiler!
Spoiler!
Spoiler!
Spoiler!
Frater Terry nie odczuwa już efektu odurzenia. Możesz działać normalnie.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]