PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 06 lipca 2015, 16:44

Morderca stał w pewnej odległości od reszty Spokrewnionych, lustrując wzrokiem okolicę. Ciemnoszary strój i doskonałe przeszkolenie sprawiały, że nawet bez używania Dyscyplin zlewał się z barwami nocy, będąc praktycznie niewidocznym wśród zalegających park kleksów światła i cienia. Jeszcze jedna plama mroku, wśród tak wielu podobnych... Słuchał rozmowy z krukiem, poświęcając jej jedynie część uwagi. Reszta pozostawała skupiona na bezpieczeństwie koterii Klienta. Gdzieś na granicy zmysłów wyczuwał czyjąś obecność. Czyjeś zainteresowanie musnęło jego wyczulone zmysły, niczym pająk skradający się cicho po napiętej strunie pajęczyny. Nie umiał powiedzieć, w którym momencie podejrzenie zamieniło się w pewność. Poruszając się niczym duch zbliżył się do Niewiernych:

- Zagrożenie. Po drugiej stronie rzeki - zameldował półgłosem. - Nie wiem co to jest, nie widzę tego. Sugeruję się pospieszyć i znikać.
Z samochodu wziąłem broń automatyczną: mam ją w torbie przewieszonej przez ramię. Jestem czujny i rozglądam się. Generalnie skupiam się nie tylko na przeciwległym brzegu rzeki (choć poświęcam mu najwięcej uwagi), ale także na najbliższej okolicy.
Cały czas korzystam z Krycia się.
OD MG:Test Krycia się ST:5 = 5 sukcesów. Doskonale zlewasz się z otoczeniem i poruszasz się bardzo cicho.
Ostatnio zmieniony 07 lipca 2015, 14:13 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 06 lipca 2015, 23:58

Charleston WV Point Pleasant, Motel

Horacy niemal się załamał. Wyglądało na to, że koteria ma zamiar celowo użyć jego niezwykły talent do dyskusji z prostym zezwierzęconym umysłem Kreta. Gdyby to było jeszcze kilkadziesiąt lat temu kiedy rozum Garrego jako tako funkcjonował, mógłby się tego podjąć, lecz teraz? Horacemu zawsze umykała umiejętność rozmowy z, jak to nazywał, najbardziej behawiorystycznymi członkami Rodziny. Najlepszym przykładem był Namtar. Nosferatu nie oczekiwał od wszystkich by prowadzili ciekawe debaty, na przykład o sensie egzystencji czy choćby sztuce, której nawiasem mówiąc poświęcił prawie dwie setki lat. Jednak tego typu zezwierzęcenie, wydawało mu się jakimś olbrzymi nieporozumieniem w świecie wampirów, które jakby nie było powstały z przepotężnej samotności Pierwszego Ojca. Jak zatem można było porozumieć się na pewnym poziomie intelektualnym z istotą, której cała egzystencja kręciła się wokół terytorializmu, prostych impulsów żywieniowych i spania. Owszem, było tam coś jeszcze. Fragmenty tego co został ze sprytnego Garrego zbierającego informacje po całej Wirginii wymieszane z odruchami kreta oraz jego zwierzęca lojalność. To właśnie tego ostatniego Horacy bał się najbardziej. Cokolwiek pchnęło Kreta do wykopywania tych cholernych kości musiało niezwykle silnie podziałać na tego biedaka.

Mam nadzieję, że nie zrobiłeś tego bratku ze względu na prymitywną lojalność wobec kogoś. Jeśli tak to wydobędziemy z ciebie mniej niż z tego cmentarnego sabatnika. Obyś zatem kierował się strachem, bądź jakąś dziwną pokręconą chęcią nagrody. Bo tylko wówczas ta rozmowa może być coś warta. A jeśli nie… to będzie kiepskawo.

Horacy zerknął kątem oka na Namtara. Stwierdził, że było mu jednak mimo wszystko żal Kreta, którym ktoś posługiwał się jak narzędziem, przez co jeszcze tej nocy mógł zapłacić najwyższą cenę.

Szkoda by był byś jednak skończył w jego paszczy. Nie wiem czy nasze dusze dokądś idą po śmierci ostatecznej ale głupio by się stało gdyby twoja wrzeszczała z ból jeszcze przez setki lat, wlokąc się przy tym rzeźniku. Jakby nie było, jesteś mój bliski krewniak. Byłeś tez całkiem przyzwoity, póki ci tak nie odjebało. No i pochodzisz z mojego miasta a to coś jednak znaczy...

Horacy począł główkować nad tym jak obejść konieczność tego spotkania, którego efekt już widział oczyma wyobraźni.

- Cóż, nie wiem czy nie wspominałem o tym już wcześniej ale nie szczególnie radzę sobie z rozmowami ze zwierzakami. Rozumiem je i potrafię do nich przemówić więc chętnie potłumaczę ale... Mówię otwartym tekstem, nie czuję się na siłach pogadać z moim ziomkiem tak by go przekonać. Czy naprawdę to jest konieczne?

Zabębnił przesadnie długimi palcami o oparcie krzesła na którym siedział okrakiem.

- Może powinniśmy wpierw zadzwonić do Lucjana choćby po to byt sprawdzić czy jeszcze żyje. Być może do tej pory udało mu się zdobyć ten przeklęty bębenek który miał ułatwić nam kontakty z lupinami. Tym samym cała sprawa z kośćmi oraz Kretem staje się niepotrzebnym ryzykiem i stratą czasu. Poza tym pozwolę sobie zauważyć, że ta kradzież kości sprzed trzech dni dziwnie zbiegła się w czasie z serią kradzieży magicznych przedmiotów dokonanych przez Gavina Dwa. Jeśli jest tak jak myślę, to mam nadzieję, że śmigło mu weszło w dupę aż po nakrętkę podczas tego wypadku z samolotem. A wracając do samych kości to zauważyłem również, że ostatnio bardzo rozwinęło się w naszej okolicy hobby archeologiczne. Nawet Sabat postanowił coś sobie pokopać na cmentarzu więc nie zdziwiłbym się gdyby kości Indiańca nie były częścią jakiejś większej serii kolekcjonerskiej.

Zrobił krótką pauzę, po czym dorzucił.

- Co do magów, oboje żyją i są bezpieczni. Więc, możesz Victorio myśleć jak się ubrać na jutrzejszą imprezę, by przebić inne białogłowy, które nie wątpliwie pojawią się tam w pełnej krasie.

[center]***[/center]
Charleston WV Point Pleasant, Tu-Endie-Wei Park

Kruk nie przybył sam. Co było nieco zaskakujące, przybył w obstawie dwóch innych ptaków. Zapewne dla bezpieczeństwa. Horacy przez chwilę się nawet zastanawiał, czy obaj czy tylko jeden z jego popleczników był jego prywatnym Namtarkiem, zdolnym na jedno polecenie szefa wydziobać oczy wszystkim z koterii. Mimowolnie odchylił lekko maskę i przetarł oko. To wyobraźnie przestraszyło go bardziej niż powinna zwykła fantazja. Czuł jak podnoszą mu się włoski na skórze i delikatnie przebiegając po nerwach ciarki. Kiedy się nad tym zastanowił, stwierdził że jego szósty zmysł ostrzega go przed czymś zupełnie innym. Źródło jego strachu znajdowało się po drugiej stronie rzeki. Wolał tam nie patrzeć, wiedział co może tam zobaczyć. Przysłuchiwał się wiec wypowiedzi kruka. W końcu jednak, strach zaczął wibrować w jego ciele na tyle mocno, że nie potrafił go dłużej ignorować. Spojrzał, nie przeraził go ani widok, duchów natury ani rdzennych duchów strażników ziemi ani żywiołaki ani duchy indiańskich przodków lecz ich cholernie wielka ilość. Horacy nigdy nie lubił swego wyjątkowego daru. Nie lubił bowiem widoku błąkających się dusz lecz takie ich nagromadzenie w jednym miejscu sprawiło, że go zatkało. Nigdy nie widział takiego tłumu, patrzył więc osłupiały próbując rozróżnić poszczególne kształty. Przez chwilę wpatrywał się w oskalpowaną Indiankę, która w rękach trzymała fragment swego noworodka, kiedy nagle z tyłu wyłoniła się dziwna grupa plemiennych wojowników.

[center]Obrazek[/center]

Nie zdziwiłbym się gdyby ostatnio tym autobusem nie poturbował nas tylko jeden z tych duchów. A tych tutaj jest od cholery i jeszcze ciut, ciut. Pewnie wszystko to dlatego ze Kret podprowadził kości Starego. Pies by to... Zmełł w ustach przekleństwo.

- Zbierajmy się, mam bardzo kiepskawe przeczucia...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 07 lipca 2015, 00:01

Terry uniósł pudełko i z namaszczeniem otworzył wieczko. W środku znalazł wydruk czyjejś korespondencji. Spojrzał na kartki papieru, pospiesznie zapoznając się z ich treścią. Następnie podał je Mrocznej Pani.

Efekt narkotycznego odurzenia zdążył już minąć. Dziwne uczucie które ogarnęło Malkaviana nie było więc częścią tripu. Podobnie jak wcześniej, miał nieodparte uczucie towarzystwa. Towarzystwa z tego rodzaju, o którym się nie wie, póki nie jest za późno. Rozejrzał się nerwowo za osobą, która w jego odczuciu obserwowała ich gdzieś z ukrycia. Odruchowo spojrzał na drugą stronę rzeki. To co zobaczył, sprawiło, że mimowolnie cofnął się parę kroków. Właściwie to chciał rzucić się do ucieczki. Powstrzymał się jednak, chociaż kosztowało go to wiele wysiłku. Kiedy w końcu opanował przerażenie, usłyszał głos Łowcy. Nie spodziewał się tego i podskoczył przestraszony na dźwięk jego słów.

- Zagrożenie. Po drugiej stronie rzeki. Nie wiem co to jest, nie widzę tego. Sugeruję się pospieszyć i znikać.

- Zbierajmy się, mam bardzo kiepskawe przeczucia... - zawtórował mu Horacy.

- O tak. Wcale nie spieszno mi, by się z nimi spotkać. Zbyt wielka ich obfitość. - powiedział, następnie spojrzał w stronę Mrocznego Jedi. - Jeśli masz przy sobie moją krew, którą ci wtedy dałem, być może uda ci się ich dojrzeć.

To rzekłszy, ponownie spojrzał na drugi brzeg rzeki.

- Nie wyglądają jednak na przyjaźnie nastawionych i całym sercem popieram propozycję znalezienia się gdzie indziej.
Ostatnio zmieniony 07 lipca 2015, 00:43 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 07 lipca 2015, 02:10

- Szkoda marnować dobrą krew. Wypiję ją, jeśli zaatakują, Będę wiedział. Wyczuję to. - nozdrza Łowcy rozszerzyły się, jakby węszył w poszukiwaniu sobie tylko znanego zapachu.

- Mashy, niech ktoś wezwie tego kreta. Przekażmy wiadomość i znikajmy stąd. Szybko.

Stanął odruchowo pomiędzy rzeką a członkami koterii, a jego ręka opadła na rękojeść khanjar...
Czekam, aż Gavin wezwie tego kreta (dla jasności: zwierzątko - posłańca mam na myśli, a nie Nosferatu o tym imieniu), przekażą wiadomość o spotkaniu i spadajmy.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 07 lipca 2015, 13:27

Ravnos recytował jedną z wielu rymowanek, służącą do przywoływania dzikich zwierząt.

[center]- Namawiała jaskółka kreta - Chodź bracie!
Pokażę ci pól złotych i wód srebrnych połacie,
szmaragdowych lasów i łąk cudnych dywany
i wodospad pełen skarbów w promieniach skąpany.
Ujrzysz słońca wschód złoty i łunę zachodu,
zachłyśniesz się pięknem kwiecistych ogrodów...*[/center]
Używam animalizmu poziomu drugiego by wezwać małego ssaka zwanego kretem. Wierszyk stosowany jako forma przyzwania.
Po kilku chwilach mniej więcej dwa kroki na lewo od cygana pojawił się piękny kreci kopiec. Gavin podszedł do niego, i wyjął gramolące się na powierzchnie zwierzątko. Odruchowo spalił punkt krwi na rozgrzanie ciała.

[center]Obrazek[/center]

- Kto śmie nabijać się z władcy podziemia? Inżyniera wąskich tuneli i niestrudzonego łowcy dżdżownic? I co to za durny pomysł z jaskółką? - wypalił z siebie kret, kierując pysk w stronę Ravnosa.
- Witaj przyjacielu. chciałbym abyś przekazał wiadomość dla dużego nieumarłego, tego który kopie tunele i z wami gada. Przekaż mu proszę że przyjaciele chcą się z nim spotkać w Harmon Park, jutro o północy.
- Duży nieumarły... Gada z nami... Dobre sobie... On praktycznie jest jednym z nas... Przekaże wiadomość... Ci przyjaciele mają jakieś imiona?
- Powiedz mu że będzie wśród nich Horacy, jego powinien najbardziej pamiętać.
- Przyjaciele, Harmon Park, północ, jutro... przekaże... a teraz synku odstaw mnie na ziemie, źle się czuje na wysokościach. O jaskółce jeszcze pogadamy... tak... stanowczo.
- Dziękuje mały bracie.

Ravnos posłusznie odstawił małego ssaka na ziemię. Chwile później już go nie było, a jedynymi śladami jego bytności były dwa, średniej wielkości kopce.
Dziękuje krukowi za prezent i życze bezpiecznej podróży. Gdy zostaniemy sami z drużyną przekazuje im co powiedział kruk. Nie zatajam faktów.
* Poezja dziecięca z linku
Ostatnio zmieniony 07 lipca 2015, 16:38 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 07 lipca 2015, 13:58

WV Point Pleasant, Okolice Tu-Endie-Wei Park 10.08.1993, Po północy

Gavin po przekazaniu wiadomości, odłożył małe zwierzątko na ziemię. Gdy kret schował się pod ziemię Victoria odezwała się:

- Ruszajmy do samochodu.

Ravnos podziękował za informacje krukowi, który także zerwał się do lotu.
Dotarliście bezpiecznie do swojego samochodu. Lucas czeka kilkanaście metrów dalej, albowiem nikt nie chce poruszać pewnych tematów przy człowieku. Assamita jest na swoim motorze, na tyle blisko waszego pojazdu, że jeżeli otworzycie okno będzie słyszał wasze rozmowy. Jeżeli nie chcecie, by was słyszał proszę o info, że nie otwieracie okien. Przypominam, że przestało padać i okolica dalej wygląda na opustoszałą. Ludzie zapewne śpią w swoich domach, bo nie widać w nich źródeł światła.
Co robicie? Macie możliwość swobodnej rozmowy.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 07 lipca 2015, 14:14

Zatrzaskując za sobą drzwi samochodu, Terry poczekał aż reszta zrobi to samo. Korzystając z chwili, w której Assamita nie uczestniczy w rozmowie, postanowił poruszyć pewną kwestię. Kiedy się odezwał, jego głos był spokojny, jednak na tyle głośny, by nikt nie miał problemu z usłyszeniem jego słów.

- Słuchajcie, bo to ważne co mam do powiedzenia. Chodzi o nasze relacje z Darth'em Namtarem. Są tragiczne, a wcale nie muszą takie być. Mało tego, w naszym interesie jest to, by się z nim dogadywać. A to wbrew pozorom, wcale a wcale nie jest trudne. Przykładem może być sytuacja w motelu, nie tak dawno temu. Przerwałem wtedy twoją wypowiedź - tu zwrócił się do siedzącego obok Horacego - bo udało mi się wtedy do niego dotrzeć. Po moich słowach uspokoił się, a nawet powtórzył słowa, które mu zasugerowałem by powtórzył. powiedziałem mu wtedy, by w razie wątpliwości nie wybuchał od razu swym szalonym gniewem, a dopytał się, jeśli coś jest niejasne. I zaprawdę powiadam wam, to będzie działać.

Ukrył na moment twarz w dłoniach, zbierając myśli. Następnie złożył je, niby do pacierza. Westchnął głośno i zaczął mówić dalej, do wszystkich.

- Wystarczy się do niego zwracać prostymi słowami, spokojnym tonem i z odrobiną szacunku. Oraz nie kłamać i nie próbować na niego wpływać poprzez wyszukane metody psychologiczne. To wszystko. I gwarantuję wam, że stosując się do tych wytycznych, żadne z nas nie będzie miało problemu, aby się z nim porozumieć. A on sam wtedy będzie rozmawiał z wami w dokładnie ten sam sposób.

- Wiem, że pewne jego... osobliwości, mogą być dla nas szokujące. Ale na to nic nie poradzimy. Nie ma więc sensu walczyć z wiatrakami.

Ponownie zwrócił się bezpośrednio do Nosferatu, nawiązując z nim kontakt wzrokowy.

- Wiem też, że martwi cię sprawa Kreta i tego co Mroczny Jedi ogłosił w związku z nim. To samo wcześniej ogłosił odnośnie Klausa, a jednak udało mi się go ocalić. Jednak jestem pewien, że nie udało by mi się gdybym próbował go zastraszyć, zamiast się z nim dogadać.

- Proszę was, weźcie pod uwagę to co do was powiedziałem. To pomoże nam wszystkim, a co najważniejsze, znacznie ułatwi i usprawni nasze dochodzenie. Mówić prawdę, spokojnym tonem, nie manipulować i dotrzymywać słowa. Tylko tyle potrzeba. Co wy na to? Spróbujecie?
Jeśli Koteria zaakceptuje to co powiedziałem i nie wywiąże się z tego dyskusja, otwieram okno, by już wraz z Łowcą móc ustalić dalszy plan działania.
Terry jest przekonany o słuszności swych słów i mówi tonem spokojnym, wręcz głaszczącym rozmówców. Łatwo zauważyć, że w tym samym stopniu co z Assamitą, zależy mu na dogadaniu się z Koterią
Ostatnio zmieniony 07 lipca 2015, 19:23 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 08 lipca 2015, 12:58

Ravnos wysłuchał co miał do powiedzenia Malkavianin.

- Rozumiem Ojczulku co mówisz i cieszy mnie że przynajmniej Ty znalazłeś z nim nić porozumienia. Dla mnie jego charakter stanowi barierę nie do przejścia. Niemniej, dziękuje za informacje jak prowadzić z nim rozmowy na rzeczowe tematy.
Gavin zgadza się na metodyke proponowaną przez Terrego, zwłaszcza że póki co jest to jedyna ścieżka która dała rade.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 08 lipca 2015, 23:50

- Podkręć muzykę na wypadek gdyby słuchał...

https://www.youtube.com/watch?v=Hh-0y8Qe0Sw

- Nie jestem pewien czy nić porozumienia została nawiązana skoro to nadal on decyduje kogo zabije a kogo nie. Jasne rozumiem jakby Kret dostał powiedzmy napadu zwierzęcej chęci mordu i zakopania nas pod ziemię. Z drugiej strony jakby Kret nie wykonał żadnego ruchu, w co wątpię, zapewne przeżyje. Wówczas wypijemy kawę, zagryzając dżdżownicą a Kret w sielankowej atmosferze opowie nam wszystko z flegmą typową dla starego dżentelmena gawędziarza. Załóżmy, jednak na chwilę scenariusz najbardziej prawdopodobny, mianowicie że Kret nie wie jakim wielkim zabijką jest Namtar a tym samym nie czuje respektu i wypśnie mu się jakiś ciekawy pokaż zwierzęciej siły. Co zresztą jest dosyć typowe dla kogoś z mózgiem krecika kto ma porozmawiać o trudnych dla siebie tematach. Dajmy na ten przykład, nagle rozwali ci Ojcze w mak szczękę. Co wówczas zrobi Namtar? W takiej właśnie lub podobnej pośredniej sytuacji. Ano zinterpretuje po swojemu tak jak mu najbardziej będzie pasowało. Myślę, że nawet nie pozwoli mu skończyć ciosu a my nigdy się nie dowiemy co zamierzał Krecik.

- Nie znam się na Asamitach ale z tego co wyczytał żem z jego reakcji do sfory z kanałów, to przepuszczenie dla niego okazji do diabolizmu jest niemal nie do przyjęcia. To jakby ci to wytłumaczyć Ojcze... jakby jakieś straszne świętokradztwo. Wszyscy słyszeliście co powiedział, dla niego wszystko jest jasne albo zjadasz albo jesteś podjadany przez kogoś. Jebani kanibale. - Horacy splunął.

- Oczywiści z Klausem się udało, raz. Niestety z tego co pamiętam Namtar uprzedził cię braciszku, że ostatni raz mu wchodzisz pomiędzy wódkę a krwawą zakąskę. Twój limit może się okazać w krytycznym momencie już zupełnie wykorzystany. Wystarczy, że on tak stwierdzi następnym razem. Uratowałeś wówczas Klausa bo ci na to pozwolił, powiedz mi co zrobisz jeśli następnym razem po prostu odmówi? Proszę cię zatem byś zapytał go zawczasu czy nadal pozwoli na wykupywanie krwią kolejnych którzy mają iść pod nóż. Myślę, że jeśli tak to definitywnie rozwiąże mój problem.

- Nie zrozumcie mnie źle ale do niego nie da się przemówić prosto. Wkurwia mnie, że jak kogoś chciałbym zachować przy życiu to mi go może Namtar skasować z tekstem, że mu się w robotę wpierdalam i w dodatku jeszcze go obrażam. Dałem mu prosty wybór iść w lewo albo wprawo a on się obruszył, że nim manipulujemy i go obrażamy. Zrobiłem to celowo, bo sam powiedział w sanktuarium, że wolny wybór to wielka rzecz. Wiec mu ją specjalnie dałem w prezencie dobrej woli, szczerze, a on zareagował jak zareagował. Proste rzeczy. Jak się ma set lat to niewiele rzeczy jest prostych. Większość jest szarych i wieloznacznych. Na przykład Kret, kuźwa gdyby nie sztuka może to ja dzisiaj byłbym takim samym zwierzakiem jak ten biedak. Przelatują przez nas wieki, każdy się jakoś zmienia jeden w mniej drugi w bardziej porypany sposób. Niektórych z Rodziny nie lubię, niektórych słabo znam ale kurde zapuścili korzenie w to miejsce tak jak ja i naprawdę czuć, że szkoda jak po kolejnym rajdzie Sabatu znów ktoś odchodzi. Po co to jeszcze mnożyć. Powiem wam coś o Rodzinie z tych okolic, może i się nie lubimy, może przepychamy ale od czasu do czasu kiedy nawiedza nas Sabat, na chwilę stajemy się prawdziwą Rodziną. Jak to prosto wytłumaczyć temu za oknem, że nie chcę zabić kogoś kogo nawet nie lubię, kiedy on nawet swoją babcię by pożarł jakby tylko mógł.

- Jak więc można pozwolić ich tak po prostu... zabić lub co gorsza zdiabolizować. Wiecie co się mówi o diabliźmie, że dusza wtedy krzycz tak strasznie, że... - zawiesił głos i spojrzał na Terrego zastanawiając się czy nie wie na ten temat więcej - Jeśli będzie decydował Namtar to jedno wam gwarantuję, na pewno zginie więcej osób niż to konieczne. Może i są krzywi ale do cholery śmierć przecież zamyka drogę do nawrócenia. Nie manipuluję nikim tak po prostu uważam.

- Nie potrafię mówić tak jak wy Ojcze - powiedział z błyskiem oku - Wyście są człowiek mądry i oczytani w pismach więc potraficie trafić do czyjegoś serca. Najlepiej by było jakbyście mnie tłumaczyli z naszego na pustynne. To jak, zgodzicie się Ojcze?

- Co do następnego ruchu to jeśli nadążam to pachnie mi to magami a jeśli dobrze pamiętam, faceci w czerni są właśnie od nich. Myślę że powinniśmy zatem powrócić do kostnicy i subtelnie poniuchać co ich tak tam bardzo zainteresowało.
Wypowiedź Horacego leci ciurkiem bez większych pauz. Podzieliłem ją jednak w poście myślnikami ze względów technicznych, by łatwiej było w niej znaleźć temat na który chcecie ewentualnie odpisać.
Nie wiem czy kolor ramki jest dobry bo ja mam zupełnie inne niż wy, ze względu na wybraną skórkę. Zawsze walę drugi od kiedy mi MG poprawił pierwszy. Za pomyłkę z góry przepraszam.
Ostatnio zmieniony 09 lipca 2015, 00:12 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 09 lipca 2015, 00:55

Terry z uwagą słuchał słów Horacego. Co jakiś czas kiwał głową, notując w niej wszelkie obawy i wyrzuty towarzysza. Kiedy ten skończył, bez zwłoki zabrał głos. Rozumiał co go gryzło i miał szczerą nadzieję, że uda mu się go uspokoić. Ponownie więc obrał spokojny ton, starając się by jego słowa nie brzmiały jak atak ni handlowanie się.

- Mogę tłumaczyć, jeśli zajdzie taka potrzeba. Wolałbym jednak, żebyś chociaż spróbował. Bo naprawdę wierzę, że wbrew temu co powiedziałeś, można porozumieć się z nim w prosty sposób. No i oczywiście pragnę również odnieść się do pewnych kwestii, które właśnie poruszyłeś. Poczekaj tylko chwilkę, zajmijmy go czymś - skinieniem głowy wskazał czekającego na motorze Assamitę. Następnie uchylił okno i podał mu zdobyte dopiero co wydruki korespondencji. Darth Namtar bez słowa wziął kartki i począł zapoznawać się z ich treścią, Malkavian zaś zasunął szybę z powrotem i spoglądając Horacemu w oczy zaczął mówić.

- Przede wszystkim, i wydawało mi się to dosyć oczywiste i już tak jakby wyjaśnione, to nie on decyduje kogo zabija a kogo nie. Zwróć uwagę, że póki co, z jego rąk zginęły następujące osoby, z następujących powodów. Mój Ojciec, bo w sposób nie pozostawiający wątpliwości obraził Klan Łowców, oraz honor naszego ochroniarza i żądał mojej krzywdy. Sfora na cmentarzu, bo nas chcieli w proch zamienić. Kierowca autobusu, bo nas staranował. Każda z tych ofiar podlegała pod kontrakt, który przewiduje ochronę naszej Koterii. To kontrakt ów właśnie decyduje kogo zabić może a kogo nie nasz Mroczny Jedi. Nie on. Owszem, on interpretuje kto jest dla nas zagrożeniem, a kto nie. Nie widziałem jednak, by nadużywał tego w jakikolwiek sposób. Nie uważam zatem, że zginie więcej osób niż to konieczne, bo zwyczajnie do tej chwili tak się nie stało. I nie widzę żadnego powodu, by to się miało zmienić.

- Nie uważam też, aby Klaus przeżył przez jego kaprys. Groźba pod moim adresem podyktowana była również kontraktem, który mówi o tym, że krew wrogów należy się Łowcy, a który naruszyłem tej krwi mu odmawiając. I padła zanim zaproponowałem zapłatę krwią swoją. Która to zapłata pokryła treść kontraktu. Łowca dostał co mu się należało i problem został rozwiązany. Co stanowi dla nas furtkę awaryjną, a nie wyjątek jednorazowy.

Piosenka w radiu skończyła się. Zrobił krótką pauzę, zbierając myśli i pozwalając rozbrzmieć kolejnemu utworowi.
https://www.youtube.com/watch?v=E2vRrTcSgU0

- Jego reakcja na Sforę z Kanałów wynikała ze złamania danego mu słowa, a nie chęci pozabijania "bo tak". Nie poszedł jednak za nimi, bo Kontrakt ma dla niego nadrzędne znaczenie, co powiedział już pierwszej nocy, a co udowodnił po prostu nie idąc na nich polować, czy też pohamowaniem się przed zabiciem Klausa, kiedy zwróciłem mu uwagę, że to zaszkodzi naszej sprawie. I właśnie dlatego uznał za obrazę, jak to ująłeś "prosty wybór". Bo on nie ma wyboru, jedynie literę Kontraktu. A kiedy mówił w Sanktuarium na ten temat, również to podkreślił. Że to my mamy wybór, nie on. On ma zlecenie, a to zlecenie jest jego życiem i nie ma nic poza nim.

- To powiedziawszy, wracam do punktu wyjścia. Darth Namtar nie decyduje o swoich ofiarach. Kontrakt, który zawarł Czerwony Mędrzec ma tę moc. Kontrakt, którego jesteśmy podmiotem, a nie dziedzicami, więc nie mamy możliwości go zmienić. Ale który to przewiduje zabijanie osób które zabić chcą nas, co do tej chwili w czasie nie zostało naruszone. Ponad to, spójrz na to w ten sposób. To jest tak, jakby Atrahasis poprosił kogoś, by rzucono na nas zaklęcie ochronne, które rani każdego kto rani nas. Nie ma możliwości dyskutować z tego typu zaklęciem. Ono po prostu działa, czy nam się to podoba czy nie. Z drobną różnicą, ale o tym za chwilę. Co do Kontraktu, przypomnę jeszcze, że Atrahasis wyraźnie zaznaczył, byśmy nie ufali nikomu spoza Koterii, bo każdy może być wrogiem. Mamy odnaleźć jego zabójcę, a nim może być każdy. Kret, Rusty, Sidonia, Hoqax, Pain a nawet Democritus. Co oznacza, że prędzej czy później i tak ktoś może opuścić ten ziemski padół, bez względu na nasze obawy czy sympatie.

- Dochodzę zatem do tematu Kreta. Przede wszystkim, w motelu jeszcze mówiłeś, że nie czujesz się na siłach by z nim rozmawiać. Tymczasem jesteś najwłaściwszą osobą, by to zrobić. Tylko ty i Gavin, posiedliście moc Animalizmu. Gavin nie jest najlepszym wyborem do tak delikatnej rozmowy, chociażby dlatego, że to właściwie on załatwił nam zakaz wstępu do Elizjów Virginii Zachodniej. Bez urazy, Ravnosie, to naprawdę nie jest nic osobistego, jednak przyznać musisz, że masz niewyparzony język. - zwrócił się do Oszusta, po chwili znów spoglądając w oczy Horacego - Kolejny powód to fakt, że pochodzicie z tej samej Krwi. Jeśli komuś ma się udać z nim dogadać, to właśnie tobie.

- Chcąc rozwiać twoje wątpliwości, które wyraziłeś w motelu, dodać muszę, że Kret jest naszym najświeższym tropem. Dlatego to właśnie rozważaliśmy rozmowę z nim i dlatego jest ważne, by tę rozmowę odbyć. I tu dochodzę do tej drobnej różnicy, o której wspomniałem przed chwilą. Otóż Darth Namtar pierwszego wieczoru nadmienił, że jeśli ktoś nie posłucha jego przestrogi, robi to na własną odpowiedzialność. Jeśli w istocie tak ważne dla ciebie jest, by żadna przykra sytuacja nie miała miejsca, powiedz mu, że na czas rozmowy z Kretem opuszczasz Koterię Czerwonego Mędrca. Oczywiście wiąże się to z ryzykiem, bo jeśli ów Nosferatu w istocie postanowi odebrać ci życie, nie będzie nic co go powstrzyma. Jednak daje ci to możliwość rozmowy bez obaw, że z krzaków wyskoczy Łowca i pożre twojego przyjaciela. Masz, że pozwolę sobie ponownie ciebie zacytować, "prosty wybór". Możesz podjąć decyzję i nikt cię do niczego nie zmusi. Jednak rozmowę tę odbyć potrzebujemy, bo tego wymaga nasza sprawa. Sprawa, która tyczy się naszego wspólnego, zmarłego przyjaciela.

Celowo odwołał się do pamięci Mędrca w Czerwieni, żywiąc gorącą nadzieję, że ten znaczy dla Horacego przynajmniej tyle co dla niego samego.

- Zgadzam się też całkowicie co do twojej sugestii zbadania domu pogrzebowego. Tam również możemy znaleźć coś interesującego. Pytanie tylko, czy policja do tej pory zdołała już uporać się ze swoimi sprawami w tamtym miejscu.
Ostatnio zmieniony 09 lipca 2015, 11:23 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 09 lipca 2015, 16:40

Wiedział, że rozmawiają o nim. W innym przypadku nie włączaliby muzyki. Poza tym w momentach pauz między dźwiękami utworu, do jego wyczulonych zmysłów dochodziły urwane słowa: ...zabije... diabolizmu... Kret... (Ciągle ten fashkh* Kret, może by tak jednak na dobre rozwiązać tą sprawę?) ...ani kanibale... wkurwia... mój problem... - słowa Horacego, wyrzucane w krótkich seriach wzburzenia i spokojny, stoicki ton Malkavianina. Mimo, że nie mógł wiele zrozumieć, zauważył, że całość ma pewien własny rytm. Jak piosenka śpiewana na dwa głosy, lub sonata na fortepianie grana na cztery ręce... Chaotyczne rozbłyski i głęboko pomrukujące wiry niezadowolenia, a później jednostajny szelest szklanych kropel.

[center]You so beautiful you got to die someday
Well, you so beautiful you got to die someday
[/center]
Zamknął oczy.

Tak naprawdę nie czuł, by go to jakkolwiek obchodziło. Oczywiście był w pewien sposób wdzięczny Terremu, że zajmuje się tą sprawą, dzięki czemu nie musiał w tym tkwić, wysłuchując kolejnych bzdur... Chociaż nie, teraz już nie wysłuchiwałby ich. Czas słów się skończył. Teraz rozwiązałby sprawę nożem. Ten fakt, oraz pewność wynikająca po prostu z tego kim i czym był, z nocy przepływającej wkoło niego, z istnienia Kontraktu, z krwi w żyłach Niewiernych, a także z litery Khabar i prawdziwości Ścieżki, sprawiały, że tak naprawdę nie martwił się słowami Szczura. Wiedział, że nijak nie będzie on w stanie wpłynąć na jego pracę i decyzje, które zapadły na długo przed tym nim ktokolwiek z nich się narodził. Mógł jedynie gadać, krzyczeć lub krwawić. Pomyślał, że to jedynie to ostatnie mogłoby nadać postaci Nosferatu nieco autentyzmu...

Nie było sensu poświęcać temu żadnej kolejnej myśli. Niewierni uwielbiali tracić czas na sprzeczki z losem. Być może była to część ich klątwy i prawdziwy tragizm ich egzystencji.

Odchylił głowę do tyłu i spojrzał w górę, na nocne niebo rozpostarte ponad matowymi kulami latarni, które niczym boje ratunkowe wyznaczały bezpieczną sferę. Maneż dla ludzi i potworów, udających ludzi. Namiastka nocy o rozcieńczonej gramaturze. Uśmiechnął się lekko czując na ustach smak wiatru, ukradkowy pocałunek ciemności... Wyżej, ponad melodią słów i małymi problemami zamkniętymi w metalowym pudełku na kółkach, ponad latarniami ulicznymi i odpryskami rzucanymi przez reflektory samochodów, błądzącymi gdzieś dalej, po szumiących nieustannie autostradach życia, wyczuwał jej obecność. Jej bezustanną bliskość. Odczytywał jej imię, zagubione pomiędzy wierszami gwiazd. I wiedział, że ona będzie czekać na niego, aż do tej chwili w której Los znudzi się wreszcie tą grą. I przestanie się uśmiechać.

Usłyszał odgłos odsuwanej szyby i przez chwilę dźwięki muzyki stały się wyraźniejsze. Musiał jednak przyznać, że słuchali strasznego kiczu. Waa faqri, czemu wybierają coś takiego, gdy ich kultura stworzyła Pink Floyd i The Doors? I oczywiście Led Zeppelin... Our shadows taller than our soul... Tak, to było dobre. Po co więc słuchają tej zebala?** Trudno ich pojąć... Przyjął kartki podane mu przez Malkavianina i okno ponownie zamknęło się. Zagłębił się w lekturze czując ulgę z uwagi na to, iż nie musi słuchać dłużej tych smętnawych kawałków...
Czytam to co podał mi Terry i mam nadzieję, że się gdzieś wreszcie ruszymy.;)

* arab. pieprzony
** arab. kupy śmieci
Ostatnio zmieniony 11 lipca 2015, 11:31 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 09 lipca 2015, 17:58

Victoria przysłuchiwała się rozmowie Horacego i Terrego, chcąc jak najszybciej ruszyć z miejsca i zacząć działać. Jednak rozumiała, dlaczego pewne tematy musiały być poruszone właśnie w tej chwili. Chociaż z drugiej strony, były to pierwsze nieśmiałe kroki podjęte przez nich wszystkich do ogarnięcia relacji w grupie i niewątpliwej kości, jaką Namtar stał w gardle niektórych. Ale coś popędzało ją do działania, a tego rodzaju dyskusje zdecydowanie wolała odbywać w sanktuarium. Pod okiem Strażnika i bez niepotrzebnych świadków. Poza tym... Tam mięli zdecydowanie więcej czasu na dyskusje i moralno filozoficzne rozważania. Ulica nie była miejscem do tego. Tu należało działać. Odezwała się cichym głosem, który jednak zdradzał nieco zniecierpliwienia.

- Robi się późno i powinniśmy ruszać stąd. Rozumiem Horacy, że przejmujesz się swoimi. Jak całą tą sprawą z Kretem. Jednak jeśli rozegramy to odpowiednio, nikt na tym nie ucierpi. Zastanawia mnie jedna rzecz, na co zwrócił uwagę Terry. Jesteś jedyną osobą, która może z nim porozmawiać i której prawdopodobnie on jako jedyny wysłucha. Zatem twierdzenie, że się do tego nie nadajesz jest krótko mówiąc idiotyczne. Znasz Animalizm, Znasz bądź znałeś jego a on ciebie, jesteście z tego samego klanu. Widzisz wśród nas kogoś, kto by się bardziej nadawał? Gavin? Nie sądzę, chociaż dobrze mu idzie ze zwierzętami i uwodzeniem.

- Zatem, staruszku... nie masz wyboru i będziesz ty rozmawiał z kretem. Bez dyskusji. - spojrzała na Terrego i dodała.

- Ciesze się, że w końcu temat relacji z Assamitą został poruszony i dziękuję ci, że potrafisz o tym mówić tak swobodnie. Zgadzam się z tobą i tez uważam, że można się dogadać. I naprawdę chciałabym wrócić do tej sprawy, kiedy będziemy już w Sanktuarium. Będzie więcej czasu i swobody na rozmawianie. Teraz powinniśmy się skupić na zadaniu.
Ostatnio zmieniony 11 lipca 2015, 09:30 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 09 lipca 2015, 18:57

WV Point Pleasant, Okolice Tu-Endie-Wei Park 10.08.1993, Po północy

Rozmowa trwała w najlepsze, gdy Malkaviana naszły nagle złe przeczucia. Nie był pewien, co było tego przyczyną, ale wiedział, że gdy jego prawa ręka staje się zimniejsza, zwiastuje to nadchodzące kłopoty. Rozejrzał się niespokojnie, jednak nie zauważył nic niepokojącego.

- Coś złego się stało - odezwał się powoli. - Nie wiem, co ale coś jest nie tak...

Nie dokończył ponieważ w tym samym momencie, niemal jednocześnie rozdzwoniły się telefony Gavina, Victorii i Horacego. Jednocześnie radio wyłączyło się urywając piosenkę w pół nuty. Spokrewnieni spojrzeli na siebie nieco skonsternowani, po czym sięgnęli do kieszeni po aparaty. Na wyświetlaczach odczytać można było trzy różne nieznajome numery telefonów stacjonarnych. Gavin pierwszy odebrał połączenie:

- Minęła północ panie Gavinie - w słuchawce odezwał się spokojny, męski głos. - a ja nie otrzymałem fantów. Zgodnie z umową jaką zawarliśmy, informuję, iż trafił pan na czarną listę. Nie sądziliśmy, że nie podoła pan tak prostemu zadaniu, tym bardziej, że wiedział pan o jaką stawkę toczy się ta gra. Polubiłem pana, dlatego postanowiłem zadzwonić i przekazać jaka jest ostateczna decyzja zarządu. Sam pan rozumie, to nic osobistego. Jesteśmy biznesmenami. Śmierć będzie szybka i bezbolesna. Dobranoc - głos w słuchawce nagle ucichł, połączenie zostało przerwane.

Victoria spojrzała na swój telefon podejrzliwie i nacisnęła zieloną słuchawkę:

- Doszły mnie słuchy, że opuściłaś swoje bezpieczne gniazdko, moja kochana, czarna różo - głos w słuchawce był jej znany. Zbyt dobrze znany. Przywoływał wspomnienia i głębokie echa emocji. - Niebawem się spotkamy, jestem bardzo blisko, tak blisko, że czuję już twój wspaniały kobiecy zapach. Życzę ci tylko odwiecznej nocy, najdroższa. I obiecuję jedno, a wiesz wszakże że na moim słowie można polegać: przed śmiercią ujrzysz moją twarz.

Chciała coś powiedzieć, przerwać mu, ale dźwięk jego głosu, dobiegającego do niej przez niewielki głośnik po tylu latach, całkowicie ją sparaliżował. Mimo wszystko starała się coś odpowiedzieć, poruszając wargami. Jednak z ust jej nie dobył się najlżejszy szept. Fala emocji i wspomnień nie chciała dopuścić do głosu czegoś tak prozaicznego jak słowa. Zanim zdążyła coś odrzec, rozmówca rozłączył się.

Horacy także nawiązał połączenie:

- Horacy? - w słuchawce zazgrzytał znajomy głos jednego z Nosferatu.

- Tak, słucham? - zapytał nieco zdziwiony. Face-Off raczej rzadko do niego dzwonił. Musiał mieć powód.

- Tu Face-Off. Dzwonię z budki telefonicznej niedaleko twojej miejscówki - tamten wydawał się mocno poddenerwowany. - Ktoś rozpierdolił twój dom, stary! Wygląda jakby ktoś czegoś w nim szukał. Wszystko poprzewracane, szafki opróżnione, nawet ci niektóre figury z wosku rozjebali. Z zewnątrz wygląda wszystko idealnie, ale w środku jest masakra. Masakra, normalnie! Nie mogłem z domu zadzwonić, bo ktoś rozpierdolił kable. Wiem, że masz dobrze ogarniętą chatę i nie było łatwo tam wejść, ale słuchaj! Kret przekopał się od spodu i wszedł bez problemu. Kurwa... Szeryf jeszcze nic nie wie, ale do chuja, nie podoba mi się to. Co mam robić? Nie mogę tego ukrywać przez Furią, wiesz jestem Ogarem i lubię tą robotę. Nie chcę tego spartolić.

- Kiedy to się stało? - zapytał szybko Horacy - Jak tam trafiłeś?

- Ano, zaczęło się od wkopu do serwerowni Gordona - odrzekł Face-Off - Niech no pomyślę... Jakieś trzy godziny temu. Na szczęście nie było go wtedy tam, bo zapewne by tego nie przeżył. Biedny skurwiel, się pewnie nie ucieszy... Ktoś był z Kretem, widziałem ślady. Ale kurwa, nie jestem głupi. Wzmocniłem ciało, wjebałem szczurze zapasy Gordona i wlazłem w wykopany tunel. No i trafiłem do twojej chaty. Czaisz jak się zdziwiłem? Tak na moje oko, to byłem tam niecałą godzinę po włamaniu. Pod ziemią jest zrobiony cały pierdolony labirynt. Pojebane, mówię ci! Tego nie dało się wykopać w kilka dni! Tym można dość wszędzie! Tam jest sucho i na moje oko, to było kopane dużo wcześniej. Świeża ziemia jest tylko kilka metrów pod podłogą. To jest zaplanowana akcja i przeraża mnie to jak jasna cholera. Nie wejdę tam sam. Jak trafię na sforę Sabatu? Przecie Kret już dawno się zezwierzęcił, chuj wie co mu po głowie chodzi i z kim się trzyma... Należało go udupić już dawno temu, zawsze to kurwa mówiłem... Trzeba wsparcia, ale kurwa jak to wyjdzie w świat, to będzie chujaszczo na maksa. Rusty się wścieknie... Wiesz o co może chodzić? Rozumiem, że ktoś uderzył w Shreck Net, ale Ty? Po chuja ktoś rozjebał ci domenę? Będę czekał przy...

Nagle połączenie zostało zerwane. Nosferatu próbował połączyć się z budką telefoniczną, ale bezskutecznie.

Terry patrząc na twarze swoich towarzyszy wiedział, że nie jest dobrze. Nagle poczuł jak Duch Święty proroczo wieszczy przez niego i rzekł:

- To jest ostrzeżenie. Duch Święty powiada przeze mnie: to nie przypadek, że zadzwoniono dokładnie w tym samym momencie. I ukazał mi Duch Święty, Gołębica Syjonu, wizję prawdziwą i wolną od kłamstwa: oto wzniósł się nad nami kształt samego Szatana, a jego skrzydła okryły nas trującym cieniem!

[center]Obrazek[/center]
Dla Namtara: Dzięki Nadwrażliwości 1 słyszysz wypowiedzi Terrego i Horacego od momentu, gdy wyłączyło się radio. Nie słyszysz jednak rozmówców w telefonach, bo samochód ma zasunięte szyby.
Spoiler!
Test Intuicji ST:8 = 3 sukcesy. Wyczułeś chwilę wcześniej nadchodzące złe wieści. Zdajesz sobie sprawę, że to nie był przypadek, że telefony odezwały się w jednym momencie. To było celowe działanie i wiesz, że było to jak ostrzeżenie. Masz wrażenie, że Siły Ciemności rosną w siłę i niebawem zrobi się bardzo paskudnie.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 10 lipca 2015, 09:38

- Mędrzec w Czerwieni... - Horacy na chwilę się zasępił - Cóż mam tylko nadzieję że Starzec wiedział co robi. Jedno tylko pamiętaj Terry jeśli będzie możliwość zabić lub nie zabić on zawsze wybierze to pierwsze. A przez to jak traktuje jeńców uważam, że gdyby nam przyszło obstawiać czy wraz z upływem realizacji kontraktu stanie się bardzie uprzejmy czy brutalny, to na to pierwsze nie postawiłbym nawet złamanego centa. Spróbuję. - westchnął - Spróbuję, jeszcze raz ułożyć jakąś reakcję z Asamitą, najprawdopodobniej będzie to jednak przeciągłe milczenie.

Cóż, najwyraźniej Terry należał w przedszkolu do tych dzieci którym jak pani kazała sterczeć w kącie to sterczały. Kontrakt z Asamitami był podpisany przed dwustu laty, jaki miał wpływ na to kogo przysyłają. Red Wisdom, tez robił błędy a najlepszym na to dowodem jest fakt, że go zabito. Dotrzymam obietnicy i wykonam wolę Starca ze względu na jego osobę ale czasy się zmieniają, tak samo jak reguły gry. Czy mam stac w kącie i czekać jak przyjdzie pani przedszkolanka wymierzyć karę jak Red Wisdomowi...

Nagle elektryka zaczęła płatać figle i zdarzyło się wszystko na raz. Horacy rozmawiał przez telefon dłużej niż inni a na koniec zaczął krzyczeć do słuchawki, choć dobrze wiedział co mogło się stać.

- Halo! Halo!... Słyszysz mnie?!

Zamknął z gniewem komórkę i ścisnął ją nieświadomie w dłoni tak, że aż zatrzeszczała. Jednak specjalna supermocna i w podobno wodoszczelna obudowa nie puściła tylko z jękiem przyjęła nacisk.

- Jebany Kret. Właśnie ktoś rozwalili mi chałupę czegoś szukając.
Spoiler!
Smsuję do syna żeby się upewnić, że nadal żyje.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 10 lipca 2015, 13:55

Ravnos zwrócił się do Terrego, mówiąc w manierze która już kilkakrotnie umożliwiła koterii głębsze zrozumienie zwrotu "tarapaty". Z drugiej zaś strony, wygląda na to że Cygan opracowuje jakiś konstrukt w swojej głowie, odwołując się do teorii którą równie lekko może wprowadzić co odrzucić.

- Victoria wcześniej wspomniała że Namtar jest prototypem, czyli w skrócie pochodzi z laboratorium. Czy w takim razie istnieje możliwość że on zwyczajnie nie rozumie waszego świata? Świata zachodniej cywilizacji?

- Myśl dość szalona niemniej przyjmijmy na chwile że nasz Shadowslayer nie zna niczego poza wojną i nic więcej go nie obchodzi. Od ponad 60 lat jest na tripie zwanym Trzecia Wojna Światowa. Rozumiem że można udawać twardego ale on literalnie nigdy nie jest rozluźniony. Mam na myśli postawę gdy jest się naprawdę rozluźniony nie jak wojak który ma chwile spokoju między jednym i drugim bombardowaniem.

- Załóżmy więc że jego percepcja jest taka jak tej maszyny z Terminatora 2. Mam na myśli że gościu w tym filmie nosi ubrania tylko dlatego że dzięki temu jest bardziej efektywny. Nie dlatego że pasuje mu czarne wdzianko. Assamita gra w grę zwaną Życie Wieczne na podstawie innych zasad, ale jednak na podstawie zasad. Wystarczy więc, za myślą Ojczulka, wykazać mu zasadność naszego sposobu gry.

- Nie wiem czy jestem komunikatywny. Po prostu dochodzę do wniosku że nie ma co próbować wypracować z nim ludzkich relacji. Poczucie humoru to dla niego wyraz obcy. Trzeba po prostu, technicznie rzecz ujmując, trzeba poszerzyć mu software.

- Zanim jednak wpakuje nas w kolejny konflikt, chciałem zapytać was czy widzicie metodę w tym szaleństwie?
Odnosze się tu do postów 176 i 177
Ostatnio zmieniony 10 lipca 2015, 17:06 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ