PBF - Charleston by Night

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 15 lipca 2015, 18:21

WV Point Pleasant Dom Pogrzebowy 10.08.1993, Po północy

Gavin nie bawił się w przydługie rozmowy, szybko podjęta decyzja dała dodatkowych kilka sekund na ucieczkę. Niczym zabłąkany powiew wiatru wycofał się do biura a potem ewakuował przez okno. Jedynym śladem jego bytności była dziura pozostawiona w oszkleniu okna. Zrezygnował z zacierania śladów przy pomocy iluzji. Po pierwsze był na to zbyt osłabiony, po drugie iluzja jednoznacznie wskazywała na członka klanu Ravnos, dziura w szybie już niekoniecznie.

Przykryty płaszczem niewidoczności bezproblemowo dotarł do samochodu koterii. Potem kulturalnie wsiadł do samochodu, zajmując miejsce obok nadal nieobecnych duchem nieumarłych. Używając swojego czarującego głosu przedstawił zwięźle sytuacje członkom koterii.

- Nastąpiły pewne nieoczekiwane okoliczności. Namtar został zbadać sprawę dogłębniej. Mamy się wycofać i czekać na niego pod motelem Flowers Cottage. Spotka się tam z nami za jakiś kwadrans. Radziłbym ruszać bo czas tyka.

Samochód powoli ruszył w we właściwym kierunku, pozostawiając dom pogrzebowy i jego mroczne tajemnice za sobą.
Ostatnio zmieniony 16 lipca 2015, 11:15 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 18 lipca 2015, 00:06

WV Charleston, Bliska Umbra, Dom Horacego 10.08.1993, Po północy

- Terry, tam na dole został Face-Off, cholera on nadal żyje a one go objadają. Terry musimy pomóc temu biedakowi! Jak je odciągnąć, myśl. Jak szybkie mogą być? - Horacy kroczył po nieboskłonie wokół mnicha, rzucając co chwilę spojrzenia w kierunku swojego domu. Niepokój jego aury był tak gęsty, że niemal bardziej materialny niż obaj unoszący się nad nimi Kainici.

[center]Obrazek[/center]

- Czyż zapomniałeś już co powiedziałem tam na dole? Znam dobrze ten rodzaj duchów, pochodzą one wprost z czeluści piekielnych i są zdecydowanie szybsze niż my. Znają skróty, dzięki którym mogą zniknąć i pojawić się przed nami. Szczerze wątpię, bym zdołał je zdominować, czy sprowadzić na nie szaleństwo. Nie mamy też żadnych szans w starciu z nimi, nie bez odpowiedniej broni, której nie mamy. A i wtedy szanse na zwyciężenie jednego takiego zaledwie, były by znikome.

- A nie masz na podorędziu Ojcze jakiego egzorcyzmu. Albo nie możesz dyscypliną popierdolić im w głowach? Co w sumie na jedno wychodzi.

- Mogę spróbować egzorcyzmu, jednak taki rytuał trwa trochę. A jestem przekonany, że ledwie bym zaczął, natychmiast by to poczuły.

Horacy ledwo wytrzymywał presję czasu. Zdawał sobie sprawę, że Fratter szuka rozwiązania najszybciej jak umie, jednak myśl, że tam na dole coś pożera jego kumpla a Horacy nic nie może zrobić była nie do wytrzymania.

- Jestem więcej niż chętny by pomóc twojemu przyjacielowi, jednak wolałbym nie poświęcać naszych żyć w trakcie. Musimy wymyślić sposób, który nie zakłada nas jako odciągnięcie uwagi, bo zwyczajnie zginiemy.

Horacy chciał nawet złapać Ojczulka za ramiona i telepnąć nim parę razy by szybciej wydobywał mądrości ze swojej głowy lecz próbując poczuł jak ręce przelatują przez równie niematerialne ciało Malkavianina. Czuł rosnącą bezsilność lecz nie chciał się jeszcze poddać.

- W sumie, mam pewien pomysł. Posiadasz moc Animalizmu. Mógłbyś wezwać jakąś większą hordę szczurów. One w krótkim raczej czasie mogły by zniszczyć ów rzeźby. Wówczas te pomioty piekieł nie mogły by dalej pożerać twojego brata.

Horacy podniósł dłoń by Terry przerwał i kręcąc przecząco głową wszedł mu niemal w słowo.

- Nie znam tej dyscypliny aż tak dobrze, poza tym zew może zająć sporo czasu. Może strażnik sanktuarium mógłby pomóc. Idziesz ze mną? Jak mówiłeś nazywają się te duchy?
Odległość pomiędzy domem Horacego a Sanktuarium była niewielka. Przejście pomiędzy tymi dwoma miejscami było niemal momentalne jednak dla Horacego wydawało się i tak trwać okrutnie długo. Kiedy Nosferatu zbliżył się do sanktuarium, stwierdził z wielkim szokiem, że nie istnieje jednak ono w świecie duchowym.

O wielki Pulhu-Imel gdzie jesteś! - Odpowiedziała mu jednak tylko cisza. Przez głowę momentalnie przeleciała mu głupia myśl. - O, kurwa zagryzły i jego albo się ich przestraszył i sobie poszedł w piz...

W tym jednak momencie z cienia wyłoniła się znajoma sylwetka strażnika.

- Czego ode mnie chcesz. - Głos ducha zaszeleścił w przestrzeni, niczym martwe od wielu stuleci skrzydła śmierci. Horacy poczuł jak mimowolnie zadrżał. Do tej pory unikał jak mógł rozmowy ze strażnikiem. Sam nie wiedział dlaczego ale zawsze czuł coś zniechęcającego do small talku ze strażnikiem. Teraz jednak nie miał wyjścia, sprawa była nagląca i ważyły się losy czyjegoś życia.

- Ekhemm.. czy mógłbyś przenieść mnie do sanktuarium.

Horacy poczuł jakby coś szarpnęło go i w jednej chwili przeniosło w miejsce gdzie czas nie miał już tak dużej władzy...
Ostatnio zmieniony 18 lipca 2015, 11:43 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 18 lipca 2015, 11:30

WV Charleston, Sanktuarium 10.08.1993, Po północy

[center]Obrazek[/center]
- Widzisz o Wielki Duchu Pulhu-Imelu - odezwał się Nosferatu - krótko mówiąc w tej chwili duchy pożerają mojego znajomego i chcę mu jak najszybciej pomóc. Duchów jest sześć i zmaterializowały się w woskowych figurach które uczynił w mej pracowni. Chcę je przegnać lecz nie wiem co takiego mogłoby je przestraszyć lub wypłoszyć. Czy możesz mi odpowiedzieć? Może światło?

Strażnik spojrzał na Horacego i przez chwilę milczał, jakby zaskoczyło go pytanie i sposób myślenia Nosferatu. Kiedy wreszcie odezwał się, głos jego brzmiał miarowo i spokojnie, niczym piasek przesypujący się w klepsydrze czasu:

- Nie wiem jakiego rodzaju są istoty o których mówisz, tak więc nie mogę odpowiedzieć na to pytanie.

Terry wciął się w słowo:

- To są Psychomachie, Duchu Potępiony.

Strażnik spojrzał pustym wzrokiem na Terrego i powoli skinął głową:

- Jeżeli są to Psychomachie to nic nie możecie uczynić. Nie sądzę, by ktoś z was miał zdolności, które pozwalają na walkę z nimi. W formach, które posiadacie zostaniecie przez nie zniszczeni. Duchy te są w istocie potężnymi wojownikami, wzrastającymi poprzez szerzenie szaleństwa i śmierci. Ich zdolności was przekraczają.

Horacy nie dał się tak łatwo zbyć i zapytał ponownie:

- Jeśli niemożliwe będzie ich przegnanie, to czy można je czymś przekupić lub sprawić by za czymś pogoniły?

Strażnik znów milczał przez chwilę, co sprawiło, że Nosferatu nerwowo zaczął miętosić brzeg płaszcza:

- To, że potrafisz pływać nie oznacza, że jesteś rybą - odezwał się w końcu Phul-Imel. - Jesteś synem Kaina, czym więc chcesz przekupić istoty, które nie należą do waszego świata? Jak możesz o to pytać wiedząc, że nie potrafisz z nimi rozmawiać? Psychomachia może być jedynie spętana silną wolą kogoś biegłego w sztukach czarnoksięskich.

- A może wręcz odwrotnie - ciągnął swoje Horacy. - czemu one go pożerają? Być może dałoby się jakoś obrzydzić im posiłek, uczynić go im skrajnie niesmacznym?

Kolejne długie spojrzenie Strażnika dało mu odczuć, że znów się wygłupił. Duch pozostał jednak spokojny, aczkolwiek w głosie jego znać było pewną rezygnację. Jakby sądził, że rozmowa o przegranej sprawie nie ma większego sensu.

- Psychomachia w ten sposób zdobywa swoją moc - szepnął - Zabijając zyskują energię. To duchy okrucieństwa, więc takie postępowanie sprawia im rozkosz. Cierpienie innych, ich strach i rozpacz pozwalają im zwiększyć swoją siłę. Powinieneś rozumieć, sam pożywiasz się na innych istotach, choć niekoniecznie w ten sposób... Brak ci wiedzy o Umbrze. Świadczą o tym zresztą pytania, które mi zadajesz...

- Tutaj czas zwalnia, może i w Penumbrze jest jakiś sposób by go spowolnić - Horacy nadal próbował rozpaczliwie znaleźć jakiejś wyjście. - Choćby nawet tylko dla nich, tak by nie mogły nas pochwycić zanim się bezpiecznie schronimy w tym Sanktuarium? Czy tu w ogóle jest bezpiecznie?

- Sanktuarium mieści się daleko od waszego świata - tłumaczył spokojnie Phul-Imel. - Zostało wzniesione w Dalekiej Umbrze, dlatego czas biegnie tutaj inaczej. Atrahasis zdawał sobie sprawę, że będziecie potrzebować potężnego schronienia dlatego tutaj jesteście. Wzrok waszych wrogów nie sięgnie tutaj, bo to miejsce nie istnieje w Penumbrze ani nawet w Bliskiej Umbrze, lecz poza Horyzontem. Choć oczywiście Psychomachie będą w stanie wytropić cię tutaj po Aircie jaki pozostawisz... Dlatego odradzam takie działanie. Jestem Strażnikiem sanktuarium. Nie wolno mi wystawiać tego miejsca na niebezpieczeństwo.

- Czy zniszczenie ich woskowej formy załatwiłoby sprawę? Jeśli tak to wysoka temperatura wywołana przez jakiegoś żywiołaczka ognia szybko by je rozpuściła. Może dałoby się nakłonić jakiegoś do podgrzania kawałka domu do temperatury około 80-90 stopni C by nie zniszczyć i Face-Off'a.

- Zniszczenie fizycznej formy spowoduje wygnanie do ich naturalnego środowiska, czyli Bliskiej Umbry. Jeżeli potraficie rozmawiać z istotami z Umbry i nakłaniać je do współpracy to dlaczego tutaj stoicie? Ja tego nie uczynię, nie mam wpływu na istoty związane z Chaosem. Poza tym pragnąłbym, byście pamiętali, że moja moc sięga tylko na granice domu i Sanktuarium. Nie jest moim zadaniem nakłaniać jakiekolwiek duchy, by wam pomagały - westchnął Strażnik, a głos jego był niczym pył opadający na prastare sarkofagi w zapomnianych i mrocznych kryptach czasu.

- Jeśli nie duch ognia to może jakiś władca zwierząt na przykład szczurów byłby skłonny pomóc i wezwać rój który by zniszczył te sześć utrapień? - pytał dalej Nosferatu.

Strażnik zamilkł na chwilę, spoglądając na Horacego wzrokiem dziwnie odległym i pustym:

- Nie rozumiem o czym mówisz. Twój rodzaj zna moc kontroli zwierząt.

- Miałem nadzieję, że w tej odleglejszej części Umbry w której się znajdujemy są jakieś byty które mógłby mi pomóc w zamian za jakiś rewanż z mojej strony? Czy na przykład duch Keigh-tugh-gua, czyli wodza Shawnee Cornstalk potrafiłby tego dokonać?

Phul-Imel roześmiał się, dźwiękiem, który sprawił, że obaj Nieumarli poczuli ciarki.

- Dla istot z Umbry jesteś obcy. Nie pochodzisz z ich świata, a twoje pytania świadczą o twej ignorancji. Kroczysz po królestwie, którego praw nie pojmujesz, a to może się na tobie zemścić... Oczywiście możesz szukać pomocników, ale znaczna większość nie zna twojego języka. Jeżeli jednak trafisz na kogoś z kim zdołasz się porozumieć, to jak odróżnisz ducha o którym wspomniałeś od innych, zdradzieckich istot? Lub od Demonów, które polują na takich jak ty, wykorzystując ich niewiedzę? Umbra jest pełna niebezpieczeństw. Jeśli chcesz tu przetrwać, lepiej bądź uważny.

- Muszą mieć kogoś przeciwstawnego - myślał głośno Nosferatu - kto balansuje ich moc swoją pozytywną energią, czy może wiesz kto to taki i czy zechciałby nam pomóc?

Phul-Imel westchnął przeciągle. Nawet jego cierpliwość wydawała się mieć swoje granice:

- Umbra nie jest czymś w rodzaju gry, a chyba tak ją postrzegasz... Psychomachie mają rezonans Entropiczny, to dzieci Tiamat. Przeciwnymi siłami do niego są Ea i Anu - Życie i Porządek, lub jeśli wolisz Chaos i Statyka. Sam posiadasz zarówno rezonans Entropiczny jak i Statyczny, mimo, że to co nosisz na sobie ukrywa ten pierwszy... Nie rozumiem określenia: pozytywna energia. Niektórzy Przebudzeni, a także Duchy Bau niszczą siły Entropii, lecz oni ciebie również uznają za zagrożenie...

- A może da się chociaż je w jakiś sposób "oślepić" na jakiś czas? - Horacy wydawał się niezmordowany w znajdowaniu nowych pomysłów.

- To jest po za twoim zasięgiem - zaszeleścił w odpowiedzi Strażnik. - W tej sytuacji możesz liczyć tylko na siebie i innych wybrańców Atra-hasisa....
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 18 lipca 2015, 14:11

WV Point Pleasant Dom Pogrzebowy 10.08.1993, Po północy

Dwójka Nosferatu weszła do domu. W milczeniu zaczęli rozglądać się po wszystkich pomieszczeniach. Starali się przy tym nie wydawać żadnych dźwięków, sprawiając wrażenie jakby zależało im na dyskrecji. Gdy jeden z nich wszedł do chłodni nie wytrzymał i odezwał się:

- O kurwa! Bryan chodź to zobacz.

Po chwili Bryan dołączył do swojego kolegi, by razem w milczeniu ocenić przerażający widok.

- Zapłacono z góry. Teraz wiemy dlaczego - rzucił cicho.

- Nie wydaje ci się to dziwne? - zapytał drugi z Nosferatu.

- Coś grubego dzieje się w mieście - odrzekł na to ten, nazwany wcześniej Bryanem i przyjrzał się obgryzionym ciałom. - Ej, Baxter, patrz, ten tutaj to jeden z Rodziny. Mam nadzieję, że to jakiś Sabatnik.

- Dobra, bierzmy się do roboty. Musimy uwinąć się w godzinę - odpowiedział mu Baxter. Tajemnica skrótu B&B została tym samym wyjaśniona. Nosferatu otworzył torbę i wyjął z niej kilka foliowych worków na śmieci, dwa szklane pojemniki z przezroczystą cieczą oraz różnego rodzaju szczotki i ścierki do czyszczenia.

Spokrewnieni założyli na dłonie lateksowe rękawiczki i od razu zabrali się za pakowanie obgryzionych kości do foliowych worków. Namtar posłuchał jeszcze chwilę rozmowy Nosferatów, nie wynikało z niej jednak nic istotnego. Od zwykła pogawędka dwóch osób, pracujących przy sprzątaniu. Udał się zatem do piwnicy.

Jako cień wpełzł pod drzwiami przesuwając się po kolejnych stopniach. Pomieszczenie wielkością zajmowało połowę budynku. Na środku były dwa betonowe filary wspierające strop. Po lewej stronie znajdował się mały warsztat stolarski. Wielki drewniany blat z imadłem i małą piłą do cięcia drzewa wyglądał na rzadko używany. W kącie leżały kawałki drewna oraz pojemniki z narzędziami. Na całej długości po prawej stronie stał regał z kilkoma poziomami. Drewniane półki uginały się pod ciężarem zawartości kartonowych pudeł. Nie było drugiego wyjścia z piwnicy, a jedynie kilka prostokątnych okien umieszczonych pod sufitem. Assamita zaczął rozglądać się uważnie po pomieszczeniu.
Spoiler!
Test Spostrzegawczości ST:6 = 1 sukces. Wydaje ci się, że ktoś tutaj był i nie była to policja.
Test wyczucia niebezpieczeństwa: ST: 8 = 5 sukcesów. Niebezpieczeństwo, lokacja: parter, duchowe zagrożenie, groza, wroga magia.
Ostatnio zmieniony 18 lipca 2015, 15:50 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 18 lipca 2015, 16:22

WV Point Pleasant Dom Pogrzebowy 10.08.1993, Po północy

Coś się działo nad nim, na parterze. Wiedział o tym, mimo, że nie doszedł go żaden niepokojący dźwięk ni zapach... A jednak instynkt, starszy niż rozumna część jego umysłu, podpowiadał mu, żeby stąd zniknąć. Najlepiej natychmiast. Ciemność ostrzegała, pulsując w jego żyłach kolejnymi skurczami chłodu, pełznąc po kręgosłupie falą niespokojnych dreszczy. Zmieniała ulotne uczucie w pewność. Zagrożenie. Zbyt blisko. Magia. Zawahał się na kilka sekund, nie będąc pewnym, co wybrać. Jego poprzednie spotkanie z magiczną pułapka w domu Atra-hasisa nie było przyjemne i nie był na nie przygotowany... Jednak, gdyby teraz wycofał się, zaprzepaściłby szansę na to, by dowiedzieć się czegoś więcej. Ochrona własnego istnienia nie była tym, za co mu płacono. Priorytetem było wykonanie zadania... Ryzyko stanowiło normalną część pracy, a śmierć w czasie wykonywania obowiązków uczyniłaby go męczennikiem, zapewniając jedność z Haqimem... Bismik Haqimhumma amuutu ła ahjaa.* Pomyślał, powtarzając słowa rytuału Przemiany, którego sam nigdy nie dostąpił - lecz którego przebieg znał w najdrobniejszych szczegółach. Ile jest warta egzystencja, jeśli nie wykonujesz Woli najlepiej jak potrafisz? Audhu auzu bihaqim.** Istnienie bez ścieżki nie ma wartości. Jest niczym pył, lub oszukańcza wegetacja Niewiernych. Uspokoił się, gdy spostrzegł, że w istocie nie ma wyboru. W zasadzie było to dość proste: zrozumieć, że wszystko zostało już ustalone. Umieć pogodzić się z tym... Umieć uczynić z tego swoją siłę... Kefaya! Rouh wa sittin erd ma'ak.*** Przeklął chwilową słabość, która go ogarnęła i ostrożnie udał się na górę, pełznąc poprzez mrok w kierunku kostnicy...



* arab. W twoje imię Haqimie umieram i ożyję.
** arab. Oddaję się w opiekę Haqima.
*** arab. Wystarczy! Odejdź i zabierz ze sobą sześćdziesiąt demonów!
Ostatnio zmieniony 18 lipca 2015, 16:29 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 18 lipca 2015, 22:53

Horacemu się spieszyło. Czuł się nieco jak idiota, dopytujący zbyt nachalnie o rzeczy subtelne i wymagające czasu by w pełni je zrozumieć. Jednak świadomość, że tam umierał Face-Off, że droga do znalezienia jego syna lub choćby śladów... Pogrążył się w myślach, które mknęły przez niego.

Do cholery z grzecznością, nie ma głupich pytań są tylko głupie odpowiedzi. Wiedzę zawsze zdobywa się od nauczyciela, lub na swoich własnych błędach. Nie miałem czasu na to drugie a tu nagle tyle tyle wiedzy w pigułce. Kiedy miesiąc temu oddzieliłem się po raz pierwszy od ciała myślałem, że to mój koniec. Tydzień później już wiedziałem co jest grane i za taki pakiet wiedzy o umbrze dałbym się pokrajać na żywca. Teraz jednak to wszystko: horyzont, psychomachia, statyka, entropia... teraz to wszystko jest gówno warte. A jednak nie wolno mi teraz ustawać, muszę go jakoś uratować...
Czy nie będę mógł porozumieć się z duchami za pomocą dyscypliny nadwrażliwości, wszak rozmowa z myślami ludzi jest taka prosta. Umysł do umysłu a nie mózgu. Cholera, nigdy tego nie próbowałem na duchu...
Skoro cukiereczkiem, który przyciąga te całe, jak im było, psychomachie jest ból i cierpienie to może popierdolić umysł Face-Offa w taki sposób żeby czuł z cierpienia przyjemność czyli nie to co je napędza i rajcuje? Ale kto też mógłby tak pomieszać tak w jego umyśle,?
- rzucił okiem w kierunku Terego - Ale zaraz. Czy w ogóle da się mieszać w umyśle kogoś w torporze i czy wówczas zniechęcone do zabawy duchy nie zabiją go od razu?
Jakbym miał czas podkręciłbym ogrzewanie w domu na maksa wtedy delikatny wosk...
Gdyby dom się zapadł wosk by się zniszczył a Kainita miałby szansę.
Może nakazać wejść do mojego domu sąsiadom al eto niewinni ludzie, no i Terry byłby wtedy...
Nie ustawaj, Horacy, nie ustawaj, tu idzie o czyjeś życie.


Nosferatu pokiwał głową przytakując swoim myślom.

- Pulhu-Imel ma rację. Znikąd pomocy jest tylko jedno wyjście. Zamierzam zmaterializować się służce Victorii i nakazać jej zadzwonić do swej pani by ta wlała krew Gavina w usta mego ciała. Śpieszmy się.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 19 lipca 2015, 23:39

WV Point Pleasant Dom Pogrzebowy 10.08.1993, Po północy

Namtar wpełzł na parter, kierując się do chłodni. Będąc w korytarzu zdążył zauważyć, jak jeden z Nosferatów (chyba Baxter) w biegu wpadł na stolik z telefonem. Przewrócił mebel na podłogę i zahaczając nogą o kabel telefoniczny, wyrywał go ze ściany. Nie zwrócił jednak na ten szczegół najmniejszej uwagi. Wydawał się skrajne przerażony i przeskoczywszy stolik, pobiegł dalej jak szalony. Nie próbował nawet otwierać drzwi, tylko barkiem wyważył je, wypadając wraz ze skrzydłem na zewnątrz.

Assamita pozostawił go swemu losowi i poszedł dalej. Drzwi do prosektorium były uchylone. Ostrożnie zajrzał przez szparę. Chłodnia zmieniła swój wygląd. Teraz wydawała się oślepiająco jasna, albowiem wszystkiej kafelki były idealnie czyste. Ich powierzchnia zmieniła się z mlecznej w zwierciadlaną, tak, iż ściany pokrywały setki niewielkich, kwadratowych lusterek. W każdym z nich Łowca ujrzał oko. Było niesamowite, nieludzkie i nabiegłe krwią. Spojrzenia wszystkich tych oczu skupiały się na punkcie, na podłodze, którego ze swego miejsca obserwacyjnego Morderca nie mógł dostrzec. Po zaschniętej krwi, która znajdowała się tutaj wcześniej, nie było śladów, zniknęły także obgryzione kości. Nagle z wnętrza dobiegł głęboki, demoniczny głos:

[center]Obrazek[/center]
- Głupcze! Padnij na kolana przede mną, albowiem ja jestem twoim życiem w nieżyciu. Istniejesz tylko dzięki mnie i nie uczynisz nic, bez mojej zgody!

Łowca wpełzł na sufit korytarza zatrzymując się tuż obok wejścia do prosektorium. Teraz doskonale widział klęczącego Nosferatu, który trzymał w rękach czerwony kryształ, wielkości pięści. Trwał nieruchomo, zdając się wpatrywać w dziesiątki oczu, które wydawały się widzieć wszystko.
Spoiler!
Test Wiedzy o Demonach ST:8 = 2 sukcesy. Nie znasz imienia, ale wiesz że to coś jest jakoś powiązana z klanem Tzimisce. Siła demoniczna korespondująca z krwią oraz tym co nigdy nie śpi. W tej sytuacji krew jest kluczem, albowiem nie wiesz jak to się stało, ale cała krew, która pokrywała ściany, teraz znajduje się w krysztale, który trzyma Nosferatu.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 20 lipca 2015, 12:48

WV Point Pleasant Dom Pogrzebowy 10.08.1993, Po północy

Najwyraźniej słabość odchodząc nie zabrała ze sobą wszystkich demonów. Pozostawiła za sobą jednego, czającego się po drugiej stronie zdradliwego zwierciadła rzeczywistości. Pojedynczy rzut oka na scenę, rozgrywającą się w prosektorium, sprawił, iż Morderca natychmiast pojął jej sens. Czyż sam wielokrotnie nie znajdował się w podobnym położeniu? Patrząc w oczy obcych bytów, płacąc im krwią i czując jej barwę, konającą mu na rękach... Cofnął się od drzwi, aby nie dać się zauważyć tamtej istocie. Przyjął formę fizyczną, i otoczył się całunem ciszy.

- Mitrokht elu, sala'u amelnakru-i!*

Szepnął. I choć z ust jego nie dobył się żaden dźwięk, wiedział, że duchy Ahrymana słyszą go i zapewnią mu osłonę. Jego odzienie i skóra przybrały barwę cieni, czyniąc go praktycznie niezauważalnym w mrocznym holu. Wyciągnął pistolet i płynnie zmienił magazynek. Strzał z tej odległości nie wydawał się trudny. Stojąc w lekkim rozkroku wycelował broń.

- Ja... Ja nie... Chcę... Chcę... - bełkotał Bryan, próbując najwyraźniej coś powiedzieć. Morderca nie zamierzał czekać, aż skończy.

Wiedział, że strzał w głowę Szczura w tym wypadku był koszmarnym błędem. Krew była kluczem. Zabijając Nosferatu dostarczyłby jedynie demonowi kolejnej ofiary, co związałoby go silniej z tym światem i wzmocniło jego manifestacje. A wtedy jego nigdy nie zamykające się oczy spoczęłyby na Mordercy, czyniąc z niego kolejny cel zainteresowania demona. I choć nie obawiał się Cieni Ahrymana ni potomstwa Tiamat, które od tysięcy lat wspomagały Dzieci Haqima w walce, nie ufał żadnej innej sile. Zwłaszcza zaś tym, które zamieszkiwały ziemie Kuffrów. Wiedział, że służące im duchy potrafią być przebiegłe i zechcą sprowadzić go ze Ścieżki. Obrócą jego umysł przeciwko niemu i wykorzystają tkwiący w nim głód. A na to nie mógł sobie pozwolić. Porzucenie Ścieżki było gorsze od śmierci. Wycelował więc w kryształ i nacisnął spust. Pocisk, który opuścił lufę z prędkością 470 metrów na sekundę nie należał do żadnego znanego typu. Jego wykonanie stanowiło jedną z pilnie strzeżonych tajemnic Klanu i sprawiało, iż stanowił zabójczą broń przeciwko każdemu rodzajowi nadnaturalnych istot. W ciągu ułamka sekundy kula przebyła odległość dzielącą Assamitę od celu i uderzyła w kryształ. Klejnot pękł niemal bezgłośnie, rozsypując się na setki tysięcy ostrych odłamków, które rozprysnęły się po całym pomieszczeniu. Gdzieś na granicy słyszalności, Łowca wychwycił milknące cicho rdzawe echo wrzasku. Dźwięk przypominał zgrzyt żelaza po szkle, ciągnąc za sobą ciężki woal wściekłości i rozczarowania. Później wszystko ucichło. Morderca uśmiechnął się w ciemności i wyostrzył wzrok, szukając miejsca, gdzie kula wbiła się w ścianę.

[center]***[/center]
Bryan leżał na podłodze drżąc i próbując zrozumieć, co się właściwie stało. Powoli wracał do rzeczywistości, przypominając sobie co robił i gdzie się znajduje. Podniósł głowę, starając się usiąść i spojrzał w czarne, bezlitosne oko wylotu lufy Desert Eagle mark VII.

- Dlaczego wezwałeś demona? - zapytał beznamiętnie trzymający broń mężczyzna. - I skąd wziąłeś ten kryształ?

Mówił z silnym arabskim akcentem i patrząc na niego Nosferatu nie miał wątpliwości co do tego z kim rozmawia. Przez głowę przebiegła mu myśl, iż jego kłopoty tej nocy wcale się jeszcze nie skończyły...

[center]Obrazek[/center]
Palę 1 PK na Quietus:1 (Śmiertelna Cisza).
Kolejny 1 PK palę na aktywację Wiatru Łowców:2 (Skóra Kameleona). Ponadto używam Niewidoczności:1 by demon mnie nie zauważył.
Po strzale wyostrzam wzrok i chcę zobaczyć w którym miejscu pocisk wbił się w ścianę. Zamierzam go zabrać, zanim stąd wyjdę. Nie chcę zostawiać śladów.
Po wejściu do pomieszczenia rozpraszam oczywiście efekty Ciszy i Wiatru Łowców, bym mógł porozmawiać z Nosferatu.

* akad. Mitrokht powstań, zwiedź mego wroga!
Ostatnio zmieniony 24 września 2015, 11:22 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 20 lipca 2015, 22:49

WV Point Pleasant Dom Pogrzebowy 10.08.1993, Po północy

Bryan przyjrzał się Assamicie, siadając na podłodze, po czym odezwał się nieco drżącym głosem:

- Mów mi Bryan. Nie wzywałem żadnego demona. Przysięgam na wszystkie świętości, że to był jakiś wypadek! Jestem z Black Brothers, firmy która na zlecenia członków Camarilli zajmuje się usuwaniem dowodów, które łamią Maskaradę.

Powoli wstał na nogi obserwując uważnie wylot wycelowanej w niego lufy.

- Znam się na swojej robocie i nigdy nie przytrafiło mi się coś podobnego - kontynuował. - Mógłbyś schować broń? Strasznie mnie to rozprasza. Serio, nie miałem z tym nic wspólnego...

- Tropię Baali - odpowiedział beznamiętnie Assamita. - Daj mi kroplę swojej krwi, bym mógł ustalić, kim naprawdę jesteś.

- A czy ja wyglądałem jak Baali, jak to się działo? - zapytał z niepewnym uśmiechem Nosferatu, rozkładając ręce. Jego aparycja sprawiała, że uśmiech naprawdę nie dodawał mu uroku.

- Dla mnie tak. Jeśli mi nie dasz krwi, sam wezmę - odparł Namtar. Nie wydawał się poruszony przyjacielskimi wysiłkami Szczura.

- Dobra, ale pamiętaj, że ostrzegałem - westchnął Bryan, krzywiąc się lekko. - Jakby co, nie miej mi za złe, stary... Sam chciałeś wypić ten kufel.

Z kieszeni wyciągnął nieco zużytą i pomiętą chustkę, następnie nadgryzł nadgarstek i zamaczając materiał w krwi, podał go Mordercy. Łowca posmakował czerwieni, skrzywił się i prawie zakrztusił, czując bogaty bukiet kanałowych ścieków. Bryan uśmiechnął się krzywo, zalizując ranę.

- Smacznego. Niezapomniane przeżycie, nie? Mówiłem, że nie jestem Baali. To co, schowasz klamkę?

- W porządku - odparł Assamita przełykając kilka arabskich przekleństw. Schował broń i oddał Nosferatu poplamioną krwią chustkę. - Do rzeczy. Jak to się stało?

- Widzisz - nastrój Szczura zdecydowanie poprawił się, od momentu gdy giwera Łowcy zniknęła z jego pierwszego planu. - robiłem tutaj rytuał, który bardzo często wykonuję podczas zleceń. Nie pytaj skąd znam się na Taumaturgii i niech to pozostanie między nami, OK? Ryt zamienia każdą krew w wodę i pozwala na posprzątanie miejsca. Ten kamień, który trzymałem to kryształ górski, który jest składnikiem tego rytu. Gdy tylko zacząłem ceremonię wiedziałem, że coś jest nie tak. W jednym momencie cała krew z ścian ożyła i wlała się w kryształ, a potem... Kurwa to był jakiś pieprzony horror! Baxter chyba nie wytrzymał i spierdolił jak to zobaczył. Też bym zresztą spierdolił jakbym mógł. Nie wiesz może gdzie on jest?

- Wybiegł głównym wejściem. Razem z drzwiami - wzruszył ramionami Morderca. - Nie mam pojęcia gdzie jest teraz.

Nosferatu przez chwilę zastanowił się, zbierając myśli. Uśmiechnął się ponownie, starając się wyglądać przyjaźnie. Efekt jednak był mizerny.

- Uratowałeś mi życie stary, a ja swój honor mam - odezwał się. - Jak będziesz potrzebować szybkiego sprzątania to dzwoń. Na liście zleceń zawsze będziesz widniał jako numer jeden. Wiem kim jesteś i nie przeszkadza mi to, ale umowa jest tylko między nami, w porządku? Prowadzę ten biznes z Baxterem ponad sto lat i wiem jak posprzątać naprawdę paskudny bałagan tak, by było cacy i mruczu.

- Zwykle nie zostawiam bałaganu - uśmiechnął się lekko Łowca. - Niemniej będę pamiętał. Dzięki. Skąd miałeś ten kryształ górski? Używałeś go wcześniej w jakimś rytuale?

- Nie. Za każdym razem mam inny, bo stary się już do niczego nie nadaje. Wiesz, ta ceremonia sprawia, że przestaje być czysty. Kupiłem go normalnie, na giełdzie minerałów w Charleston. Zresztą było ich sporo i używałem innych z tego zakupu i było w porządku. Nie wyskakiwał mi przy tym jakiś popierdolony demon, jak kurwa jebany w dupę diabeł z pudełka...

- Podaj mi namiary na sprzedawcę - przerwał mu Assamita.

- Jake Morrison. Ma swój sklepik w Pittsburghu. Nic więcej nie wiem, serio. Zresztą facet jest na giełdzie raz na kwartał. Często od niego kupuję. - przerwał na chwilę i zaraz dodał śpiesznie. - Ej, ale weź go kurwa nie zabij, ok? Wiesz, to rodzinny interes, przejął po ojcu od którego kupowałem wcześniej, koleś jest naprawdę spoko...

Assamita podniósł rękę i Nosferatu zamilkł wpół zdania nie kończąc swojej kwestii. Namtar podszedł do miejsca, gdzie kula roztrzaskała jeden z kafelków, wbijając się w ścianę pod spodem. Wyjął pocisk i wrzucił go do kieszeni. Z podłogi podniósł także kilka fragmentów roztrzaskanego klejnotu. Były nierówne i ostre. Czysty odcień kryształu górskiego zastąpiony został przez brudnordzawą mgłę która zdawała się wzbierać wewnątrz kamienia. Wrzucił je do jednej z pustych fiolek na krew i schował ją przy pasie.

- W porządku - odezwał się. - Znikam teraz i wolałbym, żeby nasze spotkanie pozostało między nami. Rozumiesz?

- Jasne stary, nie ma sprawy - Nosferatu skwapliwie pokiwał głową. - Będę milczał jak cholerny trup. Hej, dawałem ci swoją wizytówkę? Nie? To weź jedną, OK? Pamiętaj, sprzątnę każdy bałagan, jeśli będzie trzeba. A ja naprawdę niejeden bałagan już widziałem - mrugnął łobuzersko i przekrzywił czapkę. - Zresztą tak między nami, to w pięćdziesiątym szóstym sprzątałem z Baxterem dla was. I nie skarżyliście się, a nawet rzekłbym, że byliście zadowoleni...

Namtar schował wizytówkę i skinął głową. Popatrzył przez chwilę na Nosferatu, jakby starał się go zapamiętać, po czym odwrócił się i bez słowa opuścił prosektorium.

[center]***[/center]
WV Charleston, Dom Red'a 10.08.1993, Po północy

Horacy wyszedł z Sanktuarium szukając służki Victorii. Znalazł ją w łazience. Sprzątała oleiste plamy na kafelkach, przeklinając siarczyście tego, kto je tak paskudnie upierdolił. I mimo, że Nosferatu liczył sobie dwieście lat, niektóre z wyrażeń jakich użyła naprawdę go zaskoczyły. Pojawił się przed wzburzoną kobietą i rzekł:

- Potrzebuję abyś natychmiast zadzwoniła do swojej pani. To bardzo ważne. Powiedz jej, żeby powiedziała Gavinowi, by wlał nieco swej krwi do mojego ciała. Potrzebuję pilnie Animalizmu.

Kobieta prawie spadła z wanny z wrażenia, doświadczając nagłego objawienia Nosferatu. Horacy uprzytomnił sobie, iż w tej formie nie ma swojej maski. Nie miał jednak czasu, aby się tym przejmować.

- Oczywiście, już idę. - odparła ponuro Cleo. Zdjęła żółte rękawiczki robocze i z nienawiścią cisnęła je do wanny. Następnie poszła po telefon. Każdy jej krok oraz ruchy ciała wyrażały maksymalną irytację. Zdecydowanie wydawała się w tej chwili kobietą, której nie należało wchodzić w drogę.

Wróciła po niespełna minucie i oznajmiła:

- Moja pani powiedziała, że Gavna nie ma jeszcze w samochodzie. Lecz przekaże mu tą informację jak tylko wróci. Czy to wszystko?

Horacy poczuł wzbierającą bezsilność uświadamiając sobie, iż w ciągu tych pięciu minut, które minęły od czasu gdy opuścił swoje ciało, Gavin prawdopodobnie nie zdążył wykonać rekonesansu wraz z Łowcą. Najprawdopodobniej obaj dopiero weszli do domu pogrzebowego i byli w trakcie przeszukiwania go...
Dla Victorii: Jakieś pięć minut przed tym, nim Ravnos wróci do samochodu, otrzymasz telefon od Cleo. Powie ci ona, abyś przekazała Gavinowi, żeby gdy tylko się pojawi, wlał trochę swojej krwi do ciała Horacego. Nosferatu potrzebuje Animalizmu. To podobno ważne.
Ostatnio zmieniony 20 lipca 2015, 22:55 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 21 lipca 2015, 01:07

WV Point Pleasant, samochód Koterii 10.08.1993, Po północy

Oczekiwanie na powrót Gavina i Namtara ciągnęło się w nieskończoność. Victoria wdzięczna była za chwilę samotności, w której mogła poskładać myśli i pozwoliła dojść swoim emocjom do ładu. Wzburzenie i fale, które nią targały, stopniowo zaczęły słabnąć. Odwróciła się spoglądając na tył samochodu. Martwe i zimne ciała Horacego i Terrego spoczywały spokojnie na tyłach, pogrążone jakby we śnie. Stan, w którym byli, nad wyraz mocno kojarzył jej się z Ostateczną śmiercią. A ta myśl oraz wspomnienie jego słów, znów wywołało mimowolny dreszcz w ciele Lassombry. Oparła się wygodniej w fotelu, zamykając oczy i skupiając umysł na ciszy. Medytacje tego typu stanowiły podstawowe techniki pracy ze świadomością, doskonale sprawdzając się przez lata praktyk. Choć nie było tu wody. Czarnej wody, która uspokajała jak nic innego...

Dźwięk wibrującego telefonu docierał z oddali, stopniowo przywracając świadomość do normalnego stanu i nieubłaganie ciągnąc w stronę rzeczywistości. Otworzyła oczy i sprawdziła połączenie.

- Dzwoni Cleo, coś się dzieje w domu. - Powiedziała szybko do Lucasa, po czym wcisnęła zieloną słuchawkę na wyświetlaczu. Rozmowa trwała krótko.

- Rozumiem. Dziękuję. Cleo? Włącz zabezpieczenia i alarmy. I nie wpuszczaj nikogo do naszego powrotu.

Kończąc połączenie, spojrzała w oczy swojego Ghula. Nie wydawało się, by słyszał dokładnie co mówiła Cleo, jednak jego sztywna postawa za kierownicą auta mówiły więcej, niż by chciał.

- Horacy ma kłopoty, stary przyjacielu. - Kiwnął głową, jednak nie odezwał się. Wiedział, że czasami lepiej nie pytać. Czekał. Sprawdziła godzinę. - Zostało im kilka minut do powrotu z tego pobojowiska. Lucas, potrzebuję kajdanek albo kawałka sznura. I dużego lustra, może być fontanna albo witryna. Bez świadków. Widziałeś coś po drodze?

- Coś się znajdzie... chyba. Czekamy? - zapytał, zerkając na tył.

- Tak. Na Gavina. Potrzebna jest jego krew.

Victoria spojrzała również na tył. A myśli niebezpiecznie zaczęły krążyć, tworząc dziwne scenariusze.

Skoro Horacy wrócił do Domeny, by dać znać o krwi, muszą mieć kłopoty. My jesteśmy za daleko, a oni pewnie nie mają czasu. Cholera! Gdzie oni są...

Kiedy znów zerknęła na zegarek, drzwi samochodu otworzyły się i do środka wsiadł Ravnos.

- Nastąpiły pewne nieoczekiwane okoliczności. Namtar został zbadać sprawę dogłębniej. Mamy się wycofać i czekać na niego pod motelem Flowers Cottage. Spotka się tam z nami za jakiś kwadrans. Radziłbym ruszać bo czas tyka. - powiedział.

Kiedy samochód ruszył, Lasombra od razu odezwała się do Oszusta.

- Tu też nie jest dobrze - skrzywiła się. Nie było czasy wypytywać go o szczegóły w tej chwili. - Daj Horacemu swojej krwi. Szybko, potrzebuje Animalizmu. - Brwi Gavina uniosły się w zdziwieniu, ale Victoria kontynuowała. - Był w Domenie i rozmawiał z Cleo. Pospiesz się. Chyba coś paskudnego dzieje się w jego domu. - Kiedy Ravnos zabrał się do swojej roboty, Lasombra mówiła dalej. - Zatrzymamy się pod motelem. Możemy przejść we dwoje do Sanktuarium, jeśli znajdziemy odpowiednio duże zwierciadło, nawet sadzawkę. To zajmie tylko chwilę. Stamtąd jest blisko do jego domu, a ty potrafisz prowadzić. Lusac, odwieziesz ich ciała i poinformujesz Namtara naszych planach. - Spojrzała na tył. Zamyśliła się na chwilę. - Nie wiem, czy to dobry pomysł, ale nie możemy chyba czekać na Łowcę. Poradzi sobie. Jeszcze jedno, jeśli któryś się ocknie, niech od razu zadzwoni do mnie.

Siedziała z boku, czekając aż Gavin skończy.

- Zatem? Idziesz ze mną? - zapytała zdenerwowanym głosem.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 22 lipca 2015, 12:16

WV Point Pleasant, samochód Koterii 10.08.1993, Po północy

- Zatem? Idziesz ze mną?

Pytanie niezręcznie zawisło w powietrzu. Ravnos nie podjął tematu od razu. Najpierw przesunął się bliżej Horacego i usadowił jego truchło w dogodnej pozycji, otwierając przy tym jego monstrualna paszcze. Chwile potem przegryzł nadgarstek i pozwolił życiodajnej krwi skapywać do ust Nosferatu. Kropla po kropli, karmazynowy płyn zmieniał właściciela, przebudzając nowe zdolności w Horacym.

Gavin zaczął mówić powoli, z rozwaga gracza który próbuje przewidzieć nadchodzące zmiany na giełdzie, bazując na szczątkowych pogłoskach. Rozważa je uważnie, rozumiejąc ze błąd może być katastrofalny w skutkach.

- Nie pójdę z Tobą i powiem ci teraz dlaczego. Jest to zwyczajnie nierozważne. - Ostatnie lekcje obycia w Rodzine pozwoliły mu wzbogacić swój język na tyle, by uniknąć bardziej dogłębnych określeń. - Zwłaszcza biorąc pod uwagę nasze ostatnie zaszłości z przedstawicielami rdzennej ludności.

- Jeżeli jest tam "coś" z czym ta dwójka nie jest sobie w stanie poradzić, to zapewne wycofaliby się. Jeżeli zaś nie mogą się wycofać, to będziesz potrzebowała cięższej reki niż moja żeby to rozwiązać.

Cygan nie chciał podążać za tym scenariuszem, szybko więc zmienił tok wypowiedzi.

- Terry wyraźnie zaznaczył zęby nie frustrować Mrocznego. Podejrzewam ze zostawienie tej dwójki w samochodzie podczas gdy my udajemy się w nieznane jest dokładnie tym czego Ojczulek kazałby nam uniknąć. Poziom frustracji Namtara osiągnąłby zapewne poziom krytyczny i znowu musielibyśmy przechodzić przez to pole minowe.

Ostatecznie swój wywód zakończył najbardziej podstawowym argumentem na jaki było go stać w danej chwili.

- Pomyśl chwilkę, potrzebują krwi, z konkretna dyscyplina i z tego co rozumiem jest nią Animalizm, nie Iluzja która można stosować ofensywnie. Prawda? Poza tym, gdzie do cholery mieszka Horacy?
Po przelaniu 1 PK Horacemu zalizuje ranę. Dodatkowe dyscypliny dostępne u MG ]:->
Spoiler!
4 Punkty Sily Woli
8 Punktów Krwii
Ostatnio zmieniony 23 lipca 2015, 12:40 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 22 lipca 2015, 15:54

WV Point Pleasant, osiedle w okolicy domu pogrzebowego, 10.08.1993, Po północy

W zasadzie był w cholernie dobrym nastroju. Usunął zagrożenie, znalazł kilka dodatkowych puzzli i wyrobił się z tym wszystkim w czasie, który założył na początku. Nie potrzebował nawet tego dodatkowego kwadransa. Pomyślał, że korzystając z kilku minut zapasu może pożywić się. Poza tym trop Kreta w domu Szczura na pewno jeszcze nie wystygł. Będzie potrzebował krwi, aby móc odnaleźć tego dziwoląga. Oczywiście nie miał czasu na prawdziwe polowanie, lecz jedynie na to, by napełnić bak. Nic naprawdę przyjemnego. Miał jednak nadzieję, że ślad Kreta doprowadzi go do bardziej atrakcyjnych miejsc. Jako cień odwiedził jeden z domków, koło którego zaparkował motor. Czteroosobowa rodzina pomogła mu usunąć uczucie niedosytu. Haqimumma baarik lanaa fiihi ła at'imnaa khajran minh.* Jak zwykle nikt się nie obudził. Żadnych świadków, żadnych problemów. Po wszystkim wyszedł frontowymi drzwiami i pogwizdując cicho zbiegł po schodkach ganku. Nie bał się, że ktoś go zauważy. Ludzie i tak zwykle nie byli w stanie go zapamiętać. Jego myśli błądziły wokół innych spraw, wyciskając wszystkie soki z tej niewielkiej chwili samotności. Wspominał obecność śmierci w Domu Pogrzebowym, odcień czerwieni w przeklętym krysztale, strach czający się w oczach Nosferatu... Rzeczy drobne, które sprawiały, że egzystencja nabierała głębszych odcieni. I posmaku. Choć oczywiście wszystkie te przystawki zaostrzały tylko apetyt na główne danie. Wsiadł na motor i odpalił silnik. Ruszając na miejsce spotkania zagwizdał kilka taktów z najnowszej płyty Deep Purple:

[center]Of all these things I've had my fill
I really need some time to kill[/center]
Uzupełniam krew (jak deklarowałem) i jadę na parking pod Motelem Flower's Cottage.

* arab. O Haqimie pobłogosław to i nakarm nas czymś lepszym od tego.
Ostatnio zmieniony 23 lipca 2015, 17:43 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 23 lipca 2015, 00:31

Nie wiedział ile razy już okrążył swój gabinet wosku. Sekundy zmieniały się w godziny a minuty zdawały się wlec w nieskończoność. Czekał. Nigdy nie miał cierpliwości do czekania a w takiej sytuacji jak tej nocy było to niemal ponad jego siły. Zbyt wiele rzeczy go wkurwiało, a najbardziej to oczekiwanie.

W końcu to poczuł, dziwny stan ekscytacji i pobudzenia. To Vitae, wpływała w usta jego ciała. Poczuł siłę. Zacisnął pięści i odchylił głowę wypuszczając powoli oddech. Przez chwilę zdawało mu się, nawet, że widzi gorącą parę jak wypływa z jego ust w kierunku lśniącego księżyca. Lecz to nie był jego gorący oddech, ponieważ to nie było możliwe w umbrze, to był jego gniew. W jednej chwili oczy zapłonęły mu nienawiścią, spojrzał na swe zniszczone domostwo i wystrzelił świetlistą smugą w jego pobliże.

W momencie zmaterializował się i od razu poczuł w swoich nozdrzach uderzający odór miejskich kanałów. Czuł jak wypełnia mu płuca aż do granic, kiedy zassał powietrze. Wtem zakrzyknął, a w jego głosie, gniew mieszał się z lękiem o życie towarzysza:
- Do mnie! Do mnie przyjaciele! Moi mali żołnierze, usłyszcie mój zew! Do mnie królowie nocy!

W ciemności kanałów zaczęły pojawiać się co raz to nowe czerwone ślepia szczurów.

- Pójdziecie tam! Wprost do mojego domostwa, poprowadzi ten który z was zna drogę. Tam zniszczycie wszystkie woskowe figury, które jeszcze pozostały! Słyszycie? W szczególności te, które zaczną się poruszać. Ruszajcie! Ruszajcie biegiem!!

Szczury nie odmówiły innemu królowi kanałów. Ponowił więc zew przemieszczając się bliżej w kierunku swego domostwa. A potem jeszcze raz, już niemal przy samym domostwie. Z każdym wykrzyczanym wezwaniem, niepokój w jego glosie co raz bardziej ustępował. Jego miejsce zajmował gniew. Z każdym nowym wezwaniem odpowiadało mu też coraz więcej gryzoni. Nowa armia powstawała w sam razy by dołączyć do wcześniejszej, akurat nadbiegającej z czeluści kanałów. Dzięki nadludzkim zmysłom słyszał szelest tysiąca małych stópek. Po trzecim razie, niematerialny jego duch, wzbił się w powietrze. Z góry obserwował dom woskowych ciał.

Szczurów było zbyt wiele by zmieściły się jednym wejściem. Wzniesiony w przestworza Horacy w szkrłatno-rdzawej osnowie Umbry widział ciągnące rzeki istnień, które swobodnie wlały w jego dom z trzech różnych kierunków. W duchowym wymiarze jaki obserwował, wyglądało to jakby osobne autostrady, migoczące niezliczonym strumieniem świateł życia, spotykały się w jednym punkcie. W jego Sali Wystaw. Szczury mknęły w rojach przypominając wyglądem wstęgi składającą się z setek błyszczących elektronów, napędzane nakazem nieśmiertelnego. Tętniące srebrnym światłem życia gryzonie zalały pomieszczenie wystawowe domostwa. Ich liczba był tak duża, że połączony blask jakie dawały ich duchy bez trudu przebijał się przez błyszczącą nikłym światłem fasadę budynku. W chwilę mała armia oblepiła woskowe sylwetki, z których sześć zaczęło się poruszać. Jednakże siódmego światła, należącego do Facce-Offa, już nie było...

Kiedy Horacy to sobie uświadomił, opadł w kanały czując dziwny duchowy ciężar ciągnący go w dół. Wylądował tuż nad tonią kanału gdzie przycupnął spuszczając głowę. Czekał długie minuty. Tym razem jednak to nie czekanie mu nie przeszkadzało. Lecz strata kogoś kogo lubił. Po wielu minutach pojawił się w końcu jeden ze szczurów, większy i bez jednego oka. Stanął słupka na tylnych łapkach i przemówił.

- Stało się, zadanie wykonane. Nie ma już dziwnych poruszających się figur - po czym, nie doczekawszy się żadnej reakcji zniknął w ciemnościach kanałów.

Horacy z trudem powstał. Czuł się taki zmęczony. Potem odwrócił się spoglądając za nić prowadzącą do jego ciała. Nie miał ochoty mknąć w jego stronę lecz musiał. Złapał jedną ręką za nić prowadzącą do jego ciała i pociągnął, potem złapał drugą. Na przemian powtarzając te czynności nabierał prędkości. Wracał jednak do opuszczonej formy, wyzuty z entuzjazmu i nadziei.

Ciało w samochodzie targnęło się kiedy dusza powróciła, otwierając zamknięte przez śmierć oczy.
Ostatnio zmieniony 23 lipca 2015, 14:55 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 23 lipca 2015, 16:22

WV Charleston, Bliska Umbra, okolice domu Horacego 10.08.1993, Po północy

Terry obserwował zniecierpliwionego Nosferatu, krążącego wokół swojej kryjówki. Chciał coś powiedzieć, podnieść go jaskoś na duchu, jednak wszelkie słowa które cisnęły mu się na usta miały by raczej odwrotne działanie. A czas nieubłaganie topił świat w kolejnych sekundach...

Kiedy w pewnym momencie Horacy bez słowa ruszył w dół, podążył za nim bez słowa. Trzymał się na tyle blisko, by się nie rozdzielać i na tyle daleko by nie przeszkadzać. Z pewną dozą fascynacji patrzył na zbierającą się hordę gryzoni, które wiedzione wolą jego towarzysza powoli zatapiały swą masą ścieżkę, którą podążali.

Gdy dotarli na miejsce, odkryli okrutną prawdę. Rzeczywistość, pomimo ich starań, czy raczej starań przede wszystkim Horacego, postanowiła i tak podążyć ścieżką, którą tak bardzo chcieli jej zablokować. Widząc że cały wysiłek okazał się płonny, Horacy bez przekonania czy entuzjazmu ruszył w kierunku swej ziemskiej powłoki. Nie czekając, Terry ruszył za nim. Na miejscu znaleźli się niemal jednocześnie. Otwierając oczy, Malkavian przeżegnał się i w myślach odmówił krótką modlitwę, ku pamięci poległego na placu boju Nosferatu.
Ostatnio zmieniony 23 lipca 2015, 16:52 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 23 lipca 2015, 22:57

Trasa Point Pleasant - Charleston 10.08.1993, Po północy.

Nosferatu rozejrzał się po pasażerach. Terry wrócił na swoje miejsce niemal w tym samym czasie. Gavin również był na swoim miejscu ale...

- Gdzie Victoria? - zapytał oschle dając tym samym znać że żyje.

Spoiler!
Rozumiem że obecna SW Horacego wynosi 5 co nie jest za wiele. Następny post zależy od miejsca w którym dołączyliśmy do auta. Wstyd się przyznać ale gdzieś mi uciekły punkty krwi.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

ODPOWIEDZ