Enkaiden, dystrykt Fractorius, 214.815.M41
Stojący nad ciałami swych dwóch kompanów klanster zdążył tylko stęknąć, w końcu pojmując grozę swej sytuacji. Buzująca w żyłach adrenalina pchnęła go do zwrotu, nim jednak okręcił się do połowy w miejscu, kolejna wyciszona seria Medei cisnęła nim o ścianę salonu.
Napastnik zsunął się na podłogę niczym tonący człowiek, pozostawiając po sobie na tynku szerokie smugi rozmazanej krwi; jego pistolet uderzył z głośnym metalicznym stukotem w podłogę. Nathan przekroczył martwe ciała i posłał kulę w głąb przedpokoju. Dwaj czający się tam klansterzy, szczupli mężczyźni w czarnych kurtkach z czerwonymi opaskami na ramionach, odpowiedzieli regulatorowi istną kanonadą, śląc kule na oślep do środka apartamentu.
Pomiędzy dźwiękami wystrzałów wyczulone ucho Silvanusa pochwyciło pierwsze spanikowane krzyki, dobiegające z sąsiednich mieszkań.
Agent Ordo trącił palcem przełącznik trybu ognia wbudowany w rękojeść Hamida i skosił bliższego z klansterów długą serią. Jego kompan zgiął się w pół, zawirował w miejscu dzikim skokiem znikając Nathanowi z pola widzenia.
Ściskający kurczowo własną broń Hoster wyjrzał zza futryny drzwi ponad lufą Hamida, szeroko otwartymi oczami lustrując krwawe pobojowisko.
- To... już? - wystękał z nutą niedowierzania - Do kogo mam strzelać? Nie ma do kogo?
Nathan prychnął z politowaniem i obejrzał się w stronę zmieniającej w Hamidzie magazynek Medei. Ocalały ze strzelaniny klanster uciekał, a w jego osobie oddalało się najbardziej wiarygodne źródło informacji na temat przyczyn napaści.
Spojrzenie Silvanusa zatrzymało się na postaci siedzącego wciąż w fotelu Zorana Tronda. Starszy mężczyzna oddychał z wyraźnym trudem, przyciskając wolną rękę do przesiąkającego krwią ubrania na piersiach.
Zegar tyka - rozliczyłem fabularnie poprzednią rundę i założyłem, że w następnej Bartek skorzysta z najbardziej korzystnej opcji: pełnej serii. BS 40 i premia +50 (bliski dystans i ogień seryjny). Rzucam 1k100 z wynikiem 90. Zużywam PP na przerzut tak niewiarygodnie niekorzystnego wyniku: na kostce tym razem 36. 90-36=54. Weszły wszystkie pociski. Decyduję, że wszystko wchodzi w jednego delikwenta. Na obrażenia wyrzuciłem ciąg 5, 1, 10, 1, 5, 5. Osiem ran netto plus trzy za premiowaną dziesiątkę!
Ostatni klanster po prostu uciekł, czmychnął w zewnętrzny korytarz habitatu. Czy zamierzacie go ścigać? Ale najpierw bardziej paląca kwestia - co z Trondem?