PBF - Charleston by Night

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 19 sierpnia 2015, 21:22

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem, chociaż nie aż tak...

Terry wysunął się z samochodu, słysząc pytanie przybysza. Nie pasowała mu ta wizyta, chciał jak najszybciej wyjaśnić sprawę z Gavinem. Najchętniej sam by się do nich odezwał, zależało mu wszakże na czasie. Długo nie wytrzymał, po chwili już zabierając głos, mówiąc głośno i wyraźnie.

- Jestem frater Terry, z Krwi Malkava i Koterii Czerwonego Mędrca. - przedstawił się w pierwszej kolejności.

- Christiana Paina pierwszy raz ujrzałem w Charleston. Nie mam pojęcia i wątpię by ktokolwiek z nas miał, komu zależało na jego przybyciu. Ciekawe jednakże pytanie, jakby nie patrzeć. Co do ewentualnego konfliktu na linii "my - Pain". Raczej nie będziemy dążyć do spotkania z nim. Jeśli jednak nasze drogi się skrzyżują, również wierzę w pokojowe rozwiązanie, z tego co pamiętam, Painowi zależy by nam się udało.

- Dzięki również za ostrzeżenie. Będziemy bardziej uważać. Coś pominąłem? - Malkavian uniósł brwi, w pytającym grymasie. Następnie rozejrzał się po koterii, sprawdzając czy ktoś jeszcze ma coś do powiedzenia, zanim pożegna swego rozmówcę.
Wysiadam z samochodu, ale nie odchodzę od niego. Przemawiam oparty jedną ręką o bok auta.
Terryemu zależy na szybkim rozwiązaniu sprawy Ravnosa. Chciałby jak najszybciej pozbyć się gości (świadków) i załatwić sprawę Gavina.
Ostatnio zmieniony 19 sierpnia 2015, 21:56 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 20 sierpnia 2015, 17:00

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Victoria wysiadła z samochodu, zajmując miejsce obok Terrego. Pojawienie się Anarchistów nie mogło być przypadkiem i nie sądziła, by łatwo udało ich się spławić. Z drugiej strony, jeśli przyjechali tutaj, warto wykorzystać taką okazję i zdobyć więcej informacji. Spojrzała na zniszczony trawnik, mimo że jej irytację budził fakt, iż jak dotąd mało wiedzieli o rozgrywkach w mieście. Odezwała się do Robina.

- Dobry wieczór, panowie - jej spokojny głos popłynął melodyjnie przez noc. - Cieszę się, że możemy w końcu się poznać. Jestem Victoria Evangeline i w istocie, owa "chata" jest moja domeną. Jednak nie zapominajcie, że w spadku po Atrahasisie otrzymała ją cała Koteria. Choć z pewnością historie testamentu znacie, zatem odpuśćmy sobie formalności. Mimo to chciałabym, z uwagi na grzeczność chociażby wiedzieć, z kim mam przyjemność rozmawiać. Poza tym... - urwała na chwilę, przyglądając się z uwagą i błąkającym uśmiechem na ustach Robinowi - ... nie godzi się podejmować gości na zniszczonym trawniku. Zatem? Czy przyjmiecie zaproszenie na chwilę rozmowy? - Ruszyła wolno w kierunku drzwi frontowych posiadłości, chcąc wprawić w ruch nadciągające wydarzenia.

- Wspomniałeś o Painie... cóż. Terry powiedział chyba wszystko w tej kwestii. W mieście jesteśmy zaledwie od dwóch nocy, zatem nie tutaj powinieneś szukać rozwiązania nurtujących cię pytań. Być może jednak inne rzeczy cię zainteresują, Anarchisto. Zapraszam... Nic nie stoi na przeszkodzie, by łączyć przyjemne z pożytecznym - uśmiechnęła się, ręką wskazując by czwórka wampirów ruszyła przodem.

- Jak chcesz - odparł krótko Robin.

Kiepski czas wybraliście na wywiad, ale jak to mawiają? Rób to co możesz, z tym co masz i tam gdzie jesteś...

Odwróciła się do członków koterii i jej wzrok utkwił w samochodzie zaparkowanym pod domem. Nie umknęło to ich uwadze. Po krótkiej chwili namysłu powiedziała.

- Chciałabym podjąć wraz z Terrym... wszystkich... naszych gości w bibliotece. Do tego czasu proszę, zajmijcie się bagażem. Kilka minut na rozgoszczenie się panom powinno w zupełności wystarczyć. Dołączcie do nas, gdy już skończycie.

Anarchiści podążyli za Victorią i Terrym do willi. Wewnątrz panował przyjemny chłód i półmrok. Odgłos ciężkich butów i skrzypiącej skóry ich ubrań dziwnie kontrastował z cichym stukotem obcasów na kamiennej posadzce, roznosząc się echem po korytarzach. Lasombra skierowała się do biblioteki, wskazując im miejsca, gdzie mogliby usiąść. Zapaliła kinkiety, oświetlające miękko dębowe regały zastawione książkami. Na chwilę pozwoliła sobie sycić oczy tym widokiem. Kiedy miałam ostatnio czas, by czytać i czuć zapach i fakturę pergaminu w palcach... Podeszła do jednego z nich, dotykając grzbietu starej księgi.

- Piękne miejsce prawda? - pytanie rzucone w przestrzeń, nie oczekujące odpowiedzi. Odwróciła się do milczących do tej pory postaci. - Przepraszam. Książki i wiedza, którą skrywają, zawsze były moja pasją. Choć zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy podzielają tego rodzaju zamiłowania. Zatem, co w istocie was tu sprowadza? Biblioteka jak i posiadłość Reda zostały dokładnie... - zamyśliła się, szukając odpowiedniego słowa - ... przeszukane. Jeszcze przed pogrzebem Mędrca. Zarówno przez Sabat jak i innych. Może coś wam wiadomo na temat Blue Cranea? I niebieskich ptaszków? Nic?

Usiadła na jednej z kanap w pobliżu Malkavianina, kontynuując.

- Wspomniałeś o harpiach i ich spotkaniu u Garibalda Lshandt'a. - bawiąc się pierścieniem na swoim palcu serdecznym. Zieleń szmaragdu delikatnie odbijała refleksy światła. - Zechciałbyś powiedzieć coś więcej na ten temat? To, że wszyscy dywagują i będą próbować załatwiać swoje sprawy jest zrozumiałe. Niemniej jednak nie sądzę, by na takim spotkaniu poruszano tematy bardziej istotne od diabolisty na Kontrakcie... Jak chociażby fakt, iż "serdeczny gość" Księcia, jak sam go określił, był Infernalistą. Z Klanu Baali. Nie sądzisz, że to ciekawszy temat do nocnych rozważań? - zapytała z niewinnym wyrazem twarzy, spoglądając mu prosto w oczy. Obserwowała, jak ta informacja wpłynęła na pozostałych, jednak jej uwaga skupiała się w dalszym ciągu na Robinie.

- I tak, Spiro nie stąpa już po tej ziemi. Podobnie jak Gorgon...

Czekała. Niektórych reakcji nie można było udawać, nawet będąc bardzo starym Kainitą. Obserwowała.
Spoiler!
Używam empatii i manipulacji z polityką, by wyciągnąć jak najwięcej informacji.
Ostatnio zmieniony 20 sierpnia 2015, 20:15 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 21 sierpnia 2015, 10:20

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Mimo wielu godzin spędzonych za kierownicą samochodu Darshan nie czuł się zmęczony podróżą. Nie odczuwał także ekscytacji czy stresu w związku z całą sprawą w którą został zaangażowany. Jego wyszkolony umysł dobrze radził sobie z takimi sytuacjami, dobrze znosił godziny monotonnych czynności, automatycznie przechodząc w stan bliski medytacji i nie tracił energii na jałowe rozważania o przyszłych wydarzeniach. W pewien sposób wiedział jaka będzie przyszłość, co prawda nie posiadał profetycznych zdolności ale w tym co ludzie nazywali pamięcią widział raczej oczekiwania i intuicje dotyczące przyszłości, tego co musiało się wydarzyć w związku z obciążeniem karmicznym czy choćby aktualnym stanem aury. Umysł przyzwyczajony do liniowego postrzegania czasu, tłumaczył sobie te wrażenia na zasadzie najprostszych skojarzeń a więc odwołując się do obrazów doświadczeń, które były podobne. W efekcie pamięć pewnych wydarzeń wydawała się wciąż żywa. Dla niektórych wampirów, życie ich wspomnień było wszystkim, najcenniejszym klejnotem, jedynym światłem, to była tylko kwestia percepcji... i tego co się z nią robiło.

Jako mistrz sztuki iluzji i mistyk zachodnich nauk wiedział w jaki sposób umysł kształtuje rzeczywistość i w jaki sposób percepcja może być wytrychem do umysłu a więc i do rzeczywistości. Czasami potrafił się zgodzić ze stwierdzeniem, że na tym właściwie polegała magia.
Zmęczenie, które odczuwał obecnie było spowodowane czym innym. Czuł się przytłoczony. Przytłoczony miastem, a dokładniej tym co generowały umysły ludzi, którzy je zamieszkiwali. Przebywając w dużych miastach, zawsze po jakimś czasie ulegał wpływowi tego dziwnego wrażenia. Gdyby miał to opisać w odniesieniu do odczuć sensualnych, porównałby to do głośnego i monotonnego brzęczenia setek tysięcy maszyn, które w kółko powtarzały podobne pętle programów. Umysły ludzi, powtarzające w kółko te same myśli męczyły go. Za życia nie doświadczał takich stanów. Maił w sobie dość siły życiowej by wypełniać swój sen o rzeczywistości niemalże do granic. Teraz nie miał w sobie życia, nie miał swojego snu o rzeczywistości. Był tylko bytem podróżującym w cieniach, przenikającym sny innych istot. Jego egzystencję podtrzymywało daivi prakriti* i esencja snów żyjących. Czy przerażało go to? Nie całkiem, w końcu sam wybrał tą ścieżkę.

Po obejrzeniu okolicy, skierował się do drzwi frontowych, zanim zdążył do nich dojść usłyszał jednak dźwięk samochodu, który po chwili zaparkował przed posesją. Przez chwilę przyglądał się z cieni nowo przybyłym i kiedy rozpoznał koterię, którą miał znaleźć ruszył w ich stronę. Zatrzymał się jednak w pół kroku ponieważ dźwięk silnika ich samochodu nie był jedyny. Jego intuicja nie zawiodła. Drugi samochód zatrzymał się także a z jego wnętrza wysiadły osoby z którymi Darshan nie życzył sobie rozmawiać. Wnioskując po tonie wypowiedzi lidera pasażerów Chevroleta, spodziewał się, że rozmowa będzie krótka, dlatego zdziwił się nieznacznie kiedy zostali oni zaproszeni od biblioteki.
Naturalnie nie uznawał praw Camarilli jednak fakt, że znajdował się na terenie osób, które przynajmniej deklarowały, że je uznają, oznaczał że musiał uwzględniać je w swoim postępowaniu. Z tego powodu wolał uniknąć pokazywania się innym kainitom zanim przedstawi się księciu.
Odsunął się więc ostrożnie od ścieżki prowadzącej do wejścia i odczekał aż drzwi zamknął się za wchodzącymi. Nie chcąc marnować więcej czasu niż to konieczne udał się na tyły budynku, gdzie odjechał samochód z bagażami.

Wyszedł z ukrycia.

[center]Obrazek[/center]

Chciał być dobrze widoczny jako, że miał dobre intencje. Kiedy wyszedł za róg budynku jego dłonie były widoczne. Jedna spoczywała na pasku czarnej torby sportowej przewieszonej przez ramię, zaś kciuk drugiej zatknięty była za kieszeń długiego, porządnie znoszonego, kiedyś czarnego, skórzanego płaszcza. Nie starał się tłumić chrzęstu jaki wydawały jego wysokie za kostkę, trampki na żwirowej drodze. W momencie kiedy wyszedł za róg, na jego drodze stała postać Assamity. Darshan usłyszał wcześniej dokładny opis wszystkich osób będących w koterii więc rozpoznał go bez trudu. Odezwał się niezwłocznie:

- Witaj łowco. Jestem Darshan Vimal z klanu Ravnos, jestem tutaj aby zastąpić Gavina. Ufam, że zostaliście uprzedzeni o moim przybyciu.

Assamita przez chwilę mierzył Ravnosa nieruchomym spojrzeniem. Darshan poczuł to wyraźnie, mimo, że oczy tamtego skryte były za ciemnymi okularami.

- Tak - odezwał się w końcu - zostaliśmy. Jednak muszę mieć pewność. Powiedz mi się nazywa ten, który cię przysłał? - Głos Mordercy brzmiał obojętnie, nie dało się w nim wychwycić nawet cienia emocji.

Ciekawa istota, bardzo silna, pochodzi z daleka
pomyślał Ravnos i nie miał na myśli sensu geograficznego. Po nieznacznej pauzie, odparł:

- Przysyła mnie Tabah Mufazzal

Łowca z wrodzoną sobie ekonomią ruchów odwracając się powiedział w stronę otwartych drzwi od garażu:

- Gavin jednak mówił prawdę. Wędrowny Klan przysłał drugiego Ravnosa.

Jednocześnie ruszając w tamtą stronę. Darshan Vimal spojrzał w przelotnie w niebo i ruszył za nim. - Czy wiesz może gdzie jest Gavin? Miałęm nadzieję porozmawiać z nim, zanim opuści miasto. - Zapytał.

- Leży na tylnym siedzeniu, z kołkiem, nie wyjmuj mu go na razie - odparł zupełnie bez emocjonalnie łowca.

Karma tak szybko cię dopadła Gavinie...

- Ok - odpowiedział Darshan, nie próbując nawet szukać słów w tej sytuacji.
Darshan nie ma problemu z tym, że Gavin ma kołek w sercu. Jest trochę zaskoczony, niemniej po chwili, widząc Łowcę orientuje się, że jest było to do przewidzenia. Poza tym Darshan nie ma w zwyczaju martwić się na zapas, uznaje że widocznie Gavin dał Łowcy powody do takiego działania. Poza tym widzi to jako wyładowanie karmy, po tym jak zawiódł zaufanie Rodziny Wuzho w sprawie honorowej dla klanu.
Moja postać posiada zaletę Sanctity http://reference.l2fury.com/index.php/Sanctity więc jeśli to zwróci uwagę Waszych postaci, proszę uwzględnijcie to.
*pierwotne światło
Ostatnio zmieniony 21 sierpnia 2015, 20:55 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 21 sierpnia 2015, 19:49

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Anarchiści rozgościli się w bibliotece. Robin usiał na fotelu, tuż obok Victorii. Pozostali rozsiedli się na krzesłach kładąc buty na stolikach. Pomimo pozorów luzu, bacznie obserwowali otoczenie. Po słowach Lasombry, Robin odezwał się:

- Nie wiedziałem, że Gorgon nie żyje. To cholernie dobra wiadomość. A co do Spiro, to bardzo dziwna i podejrzana sprawa... Wiem tyle, że był to jakiś stary Świr, który czasem odwiedzał Charleston. I tyle o nim oficjalnie było wiadomo.

Robin przerwał na chwilę, by przyjrzeć się pokaźnemu zbiorowi książek. Zmrużył oczy jakby czegoś konkretnego szukał, po czym dodał nie odrywając wzroku od półek z tomami:

- Nazywam się Robin Nox i jestem liderem Indywidualistów w Wirginii i Zachodniej Wirginii. Pytasz o mój cel wizyty... Już mówiłem, że interesuje mnie wasze śledztwo. Bardzo lubiłem Red'a za jego podejście do Spokrewnionych w Charleston. Red wierzył w idealne społeczeństwo, gdzie wampiry i ludzie żyją razem, tworząc nową przyszłość. Myślę, że w chwili obecnej jest to nie do zrealizowania. Jednak Red jako Idealista żył przeszłością i nie słuchał moich rad. Tłumaczył mi, że Idealiści mają za sobą setki lat obserwacji zmian. Widział jak imperia upadają, tworząc miejsce dla nowych cywilizacji. Mówił, że klan próbował stworzyć wiele rzeczy i tylko kilka z nich miało prawdziwy sens. Reszta wielkich projektów i marzeń starszych okazała się kupą gruzów, na której zrodzili się Iconoclast. Red mówił, że wiedza i mądrość przychodzi z czasem i jeszcze sporo musi go upłynąć, by rzeczy dawno poznane na nowo zostały odkryte...

Krzykacz przestał patrzeć na księgi, skupiając wzrok na Victorii:

- Każdemu Brujah zależy na waszym powodzeniu z wielu różnych powodów. Jako lider Indywidualistów także jestem tym zainteresowany. O Blue Crane nic mi nie wiadomo. Więc tutaj niewiele pomogę. Wiem jednak, że Garibald zaprosił wszystkie Harpie, by omówiły aktualne sprawy miasta. Sporo się mówi o tobie i nie są to pochlebne rzeczy. Z tego co się zorientowałem, wielu jest mocno uprzedzonych do twojej przynależności klanowej. Charleston to nie Baltimore droga Victorio, niewiele osób ci ufa gdy Hoqax rządzi na południu. Nie zdziw się jak pierwsza fala niechęci trafi prosto w ciebie, bo jesteś liderem tej koterii.

Robin zwrócił się do siedzącego obok Terrego:

- Dowiedziałem się, że Assamita pożarł twojego Ojca. Więc Spiro nie był Baali od początku... W przeciwnym wypadku już byłbyś martwy. Powiem ci coś Terry. Spiro był pionkiem, którego ktoś wystawił gdy dowiedział się o przybyciu Zabójcy. Nie wierzę w przypadkowy Amarant na tyłach Elizjum, co pozwoliło wzmocnić waszego ochroniarza. Zastanawialiście się dlaczego to się stało? Komu oprócz was i martwego Red'a zależało na silnym i lojalnym wojowniku w Zachodniej Wirginii?

Zawiesił głos czekając na odpowiedź zebranych.
Spoiler!
Test Empatii = 2 sukcesy. Robin raczej mówi prawdę, jest rozluźniony i pewny siebie. Pozostali Anarchiści udają, że są znudzeni. Jesteś pewna, że słuchają z zainteresowaniem.
Test Polityki ST:7 = 3 sukcesy. Jesteś zaskoczona wiedzą, którą posiada ten Anarchista. Wydaje się być dobrze zorientowanym graczem w tej grze. Na pewno ma sojuszników w Camarilli, którzy go popierają. Podejrzewasz, że może to być Primogen Max Damage, albo Szeryf Furia.
[center]***[/center]
Ghul Victorii złapał za torbę z bronią, po czym przerzucił ją przez ramię. Namtar drugą torbę z bronią dał Darshanowi mówiąc:

- Jak już jesteś to trzymaj i przydaj się na coś.

Po chwili Assamita miał na ramieniu ciało Gavina, a Horacy Kreta.

- Sugeruję zabrać ich do Sanktuarium. Okryj nas Niewidocznością - Assamita zwrócił się do Nosferatu - żeby te anarchistyczne kundle nas nie widziały.

Horacy skinął głową, po czym szybkim krokiem ruszył w kierunku domu.
Spoiler!
Jak idziecie do domu, rzucasz okien na samochód na parkingu. Ten czerwony Chevrolet... Widziałeś go już wcześniej. Jesteś prawie pewien, że to ten sam pojazd jaki pokazywali ci Rusty i Max przez okno w Elizjum. Sprawę z tego zdasz sobie dopiero jak przyniesiesz ciała do Pokoju Rytualnego.
Przyniesiecie ciała i bagaże do pokoju rytualnego. Jesteście tam we trójkę. Co robicie dalej?
Ostatnio zmieniony 21 sierpnia 2015, 21:29 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 23 sierpnia 2015, 10:11

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Terry siedział w wygodnym fotelu, jednym z wielu w pomieszczeniu biblioteki. Nie do końca jednak było mu wygodnie. Trochę się niecierpliwił, trochę niepokoił. Miał szczere nadzieje, że goście nie będą wchodzić do środka. I być może by nawet nie wchodzili, gdyby ktoś nie postanowił ich zaprosić. Rzucił Victorii przeciągłe spojrzenie zza zmrużonych powiek. Na tyle krótkie by nikt nie zdążył go zanotować.

Wsłuchał się w rozmowę toczącą się w pokoju. Oczyma błądził po zebranych, chociaż najwięcej uwagi poświęcał Robinowi. Starał się chłonąc jak najwięcej szczegółów, chociaż nie przychodziło mu to z łatwością. Jego umysł zaprzątał Gavin, z kołkiem Łowcy w piersi. I tymże Łowcą jako obecnym opiekunem. I dreszcz, który mroził jego zimne plecy, za każdym razem, kiedy sobie to uświadomił.

Trochę (właściwie to wcale) pomagała myśl, że jest z nimi Horacy. Który wcale nie lubi się z Mrocznym Jedi. I który z tym samym prawdopodobieństwem, może się z nim pokłócić, co dogadać.

Oj, dlaczego to nie Horacy tu siedzi? On jest z Charleston, on przynajmniej by wiedział, z kim i o czym tak naprawdę dyskutuje. Może nawet dlaczego...

Kiedy Robin zwrócił się bezpośrednio do niego, Malkavian pochwycił jego spojrzenie i na chwilę nawet przestał się wiercić, w swoim wygodnym, acz nie w tej chwili, fotelu. Z uniesionymi brwiami wysłuchał go do końca, po czym zaczerpnąwszy głęboko powietrza, odezwał się spokojnym głosem.

- Thomasowi "Stonewall" Jacksonowi? A nie, on chyba nie żyje. Ale z mojej strony to jedyny strzał. Jakoś tak się składa, że nie orientuję się zbyt mocno w polityce Zachodniej Virginii. Rozumiesz, jestem tu nowy. Ale ty nie jesteś. - wskazał palcem na swego rozmówcę - A skoro tak pięknie sformułowałeś to pytanie, zakładam, że nawet jeśli sam nie znasz na nie odpowiedzi, to masz swoje typy. Może więc zechcesz się podzielić?
Terry nie jest spokojny ni rozluźniony. Jego głowę zaprząta teraz coś innego, chociaż nie jest jakoś szczególnie "nieobecny". Po prostu nie może usiedzieć na dupie, wierci się a jego oczy są mocno rozbiegane.
Spoiler!
Obserwuję zebranych. Po części dlatego, że to nie są osoby z naszej grupy i im nie ufam jakoś wybitnie. Po części dlatego, żeby zorientować się jak najbardziej z kim mam do czynienia. I tak, popatrzę sobie na ich aury, korzystając (chyba) z etykiety, chcę się zorientować na ile są obyci (lub nie są) i pewnie jeszcze bym coś innego chciał zrobić, ale nie mam swojej karty postaci i nie wiem z czego mógłbym skorzystać.
Ostatnio zmieniony 23 sierpnia 2015, 10:51 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 23 sierpnia 2015, 10:48

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Morderca położył ciało Oszusta pod ścianą i przez chwilę przyglądał mu się w milczeniu. Zaczynał podejrzewać, że los jednak okazał się dziwką i wystawił go do wiatru. Nie pierwszy raz zresztą. Wyglądało bowiem na to, że kłamliwy pies tym razem jednak wyjątkowo mówił prawdę. A to z kolei oznaczało, że zachowa swoją krew. Cóż, nie była to myśl, która szczególnie poprawiała nastrój Assamity. Nie, to naprawdę nie pomagało. Słyszał, jak pazury frustracji zaczynają powoli drapać w drzwi jego umysłu. I zastanawiał się, skąd weźmie krew, aby uspokoić ją tym razem? Neik, to nie jest dobry moment. Skup się, pomyśl o czymś innym... Zacisnął pięści wbijając paznokcie w skórę. Pomogło, przynajmniej na chwilę... Nie odwracając się, spojrzał w stronę nowego Ravnosa i odezwał się beznamiętnie:

- Umiesz obchodzić się z bronią palną?

- Radzę sobie - odparł spokojnie tamten.

- Jai'yed.* W torbie, którą przyniosłeś, znajdziesz broń dla siebie. Możesz wziąć też jedną z kamizelek kuloodpornych, które tam są. Gavin ma przy sobie rewolwer SW M640, oraz dwanaście pocisków glassera. Zaopiekuj się tym. Ja teraz muszę iść na dół. Przypilnować Anarchistów. Sugeruję, żebyście nie wyciągali kołków beze mnie.

Wyrzucił informacje w telegraficznym skrócie, po czym bez dalszej zwłoki opuścił pomieszczenie. Zbiegł po schodach, starając się liczyć stopnie. Wszystko, aby nie myśleć o krwi. Wchodząc do biblioteki obrzucił wzrokiem zgromadzonych i zatrzymał się przy drzwiach, splatając ręce za plecami.
Namtar przyjdzie do biblioteki i stanie przy drzwiach w pozie profesjonalnego ochroniarza. Nie będzie się wtrącał do dyskusji. Skupi się na obserwowaniu Anarchistów.
Spoiler!
Proszę Strażnika, by mi powiedział, jeśli ktoś wyciągnie kołek Gavinowi lub Kretowi.

* arab. dobrze.
Ostatnio zmieniony 23 sierpnia 2015, 12:50 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 23 sierpnia 2015, 22:57

Horacy upewnił się, że oba ciała leżą spokojnie tam gdzie je położyli z Namtarem.

No to sobie pogadamy za chwilę Kreciku, mam kilka pytanek do ciebie złociutki...

Potem jego umysł powrócił do rzeczywistości Horacy drgnął, przypominając sobie że przecież nie jest sam. Powoli odwrócił się w kierunku Vimala. Przez chwilę nic nie mówił tylko mierzył go wzrokiem. Było w nim coś co budziło sympatię. Horacy zastanawiał się przez ten czas co to jest.

Cóż gębkę ma taką , że jakbym zobaczył go w kanałach wziąłbym go za swego. Z jednej strony Oszust i złodziej ale czemu do cholery nie czuję tego co przy Gavinie? Czemu nie trzymam się za portfel. W nim jest coś innego, coś co budzi odrobinę zaufania a może respekt. A jednak wszystko mi mówi: uważaj to Ravnos. Już wiem! Gavin był małym gówniarzem, który cieszyłby się nawet jakby ukradł babci okulary, Ten, chyba jest innego kalibru. On małe numery ma już dawno za sobą. Gavin jak grajek na weselu byle szybko, byleby skocznie, byle by było łubu dubu. A ten nie. To raczej wirtuoz który szuka takiego brzmienia, którego jeszcze nikt nie znalazł i nie zagrał. Kto wiem może nawet ma honor. Ale złodziej z honorem? No proszę Horacy chyba na starość dziecinniejesz bo się robisz naiwny... Pewnie nawet tą brykę co przyjechał gdzieś zap... Zaraz, zaraz. Bryka. To jest to. Czerwony Chevrolet. O kurwa, muszę natychmiast zejść na dół!

- Nie obraź się przyjacielu ale nie bardzo mamy czas by przywitać się jak należy ale nadgonimy. Obiecuję. - ruszył w kierunku drzwi - A na razie proszę czuj się jak u siebie w domu. Niestety muszę pilnie zejść na dół i wolałbym, żebyś pozostał tutaj. Póki nikt o tobie nie wie póty, śmiem twierdzić, mamy asa w rękawie o którym nikt nie wie.

Horacy szybo przemierzył pokój zmierzając do wyjścia. Jego myśli wyraźnie wystrzeliły w jakimś innym kierunku.*

- Darshan Vimal... - powtórzył cicho już w drzwiach i odwrócił się jeszcze na chwilę w kierunku sztukmistrza - Kolego, nie obraź się ponownie ale... które do cholery to imię, a które nazwisko. Europejczycy przedstawiają się z imienia i nazwiska, skośni odwrotnie. A ty wyglądasz jakbyś był z połowy drogi pomiędzy jednymi a drugimi.
Spoiler!
A propos "czuj się jak u siebie w domu" proszę ducha w myślach by unieruchomił naszych dwóch zakołkowanych przyjaciół. Proszę go również, by uniemożliwił Vimalowi zabór mienia, gdyby przyszła tak myśl mu do głowy. Może dotykać ale nic nie może sobie przywłaszczyć. Ani od zakołkowanych ani z sanktuarium. A gdyby jakimś cudem potrafił dotknąć wora Trerrego duch ma go unieruchomić jak poprzedniego Ravnosa. Po powrocie wypytam ducha jak się "rozgaszczał" nasz przyjaciel.

Ubrałbym to w fabularkę ale padam na pysk.

Horacy zbieg na dół. Proszę o info którym momencie rozmowy.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 24 sierpnia 2015, 12:59

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

- Darshan to imię - odparł Hindus. Po czym pomyślał w kierunku pustej już framugi - ale nie robi mi to żadnej różnicy... Od kiedy opuścił Indie w 1947 podróżował po Europie a później po Stanach Zjednoczonych. Zdążył się już przyzwyczaić do swobodnego stylu rozmowy osób mieszkających w Nowym Świecie. Pierwsze lata spędził w Wielkiej Brytanii, gdzie szybko i w bolesny sposób zrozumiał, że ludzie na zachodzie mówią różne rzeczy z różnych powodów ale prawie nigdy dlatego, że naprawdę tak myślą. Postanowił więc interpretować wypowiedź Horacego jako niewiele znaczące zwyczajowe powiedzenie.

Pociski Glasera?

Usiadł naprzeciwko Sergia i przyjrzał mu się przez chwilę. Naturalnie zamierzał zastosować się do zalecenia Assamity i pozostawić kołki na miejscach w których ktoś tak wprawnie je umieścił. W ciele tego obcego, ponieważ miał nienaturalnie wielkie pazury i przerażająco rozwinięte mięśnie a jego twarz nie wskazywała na kogoś, kto panuje nad swoimi instynktami. W ciele Sergia dlatego, że sam sprowadził na siebie ten los i Darshan zamierzał to uszanować. Poza tym wiedział, że po rozmowie z koterią będzie miał do Sergia dużo więcej pytań niż miałby w tej chwili.

Spokojnymi i metodycznymi ruchami zaczął opróżniać kieszenie Sergia. Na podłodze między nimi poukładał od swojej lewej do prawej: rewolwer, pudełko z nabojami, Glocka 17, 2 zapasowe magazynki, telefon komórkowy, portfel, który po wyjęciu z kieszeni sam się otwierał od ilości banknotów weń wepchniętych, paczkę papierosów, zapalniczkę zippo, pudełko po kliszy fotograficznej oraz zestaw wytrychów - ulepszony osobiście przez Sergia pełny zestaw Sparrows dla EOD. Sergio na pewno miał więcej narzędzi w torbie, ten zestaw mimo niewielkich rozmiarów dawał jednak duże możliwości. Darshan sam nosił podobny, również lekko zmodyfikowany przez siebie. Po obejrzeniu pocisków i upewnieniu się, że ni widział nigdy wcześniej nic podobnego, schował wszystko powrotem do kieszeni Sergia z wyjątkiem broni, którą polecił mu wziąć Assamita i pudełka po kliszy. Otworzył pudełko i wyjął z niego miniaturowe orgiami.
Blue Crane. Ty to masz pecha do niego Sergio. - zastanowił się przez chwilę gdzie też ten mały, misternie zwinięty kawałek papieru został znaleziony i wysnuł smutną hipotezę, że pewnie gdzieś w tym domu. Schował obiekt powrotem do pudełka a pudełko odstawił na podłogę.

Postanowił przestać ignorować kształt, który od kilku minut widział kątem oka. Wstał i obrócił się by stanąć przodem do ducha. Spodziewał się początkowo, że tamten znów usunie się gdzieś na krawędź wizji jednak teraz zobaczył, że się pomylił. Gdyby oddychał na pewno wciągnął by teraz odruchowo powietrze. Przed nim stał potwornie stary zasuszony szkielet, manifestacja energii rozpadu i przemijania. Mimo, że Darshan nie obawiał się ataku, bo gdyby takowy miał nastąpić to już by się stało, to jednak siła ducha budziła niepokój i respekt.
Duch zdawał się pasować do tego pomieszczenia jak dłoń do rękawiczki. Hindus zrozumiał skąd pochodziła ta subtelna dziwna atmosfera, której prawie nie zauważył wchodząc do tego pomieszczenia niecały kwadrans temu. Złożywszy ręce w Anjali Mudrę, odezwał się mentalnie do ducha.

Bądź pozdrowiony duchu, którego spotykam w tym miejscu, wiedz że przybywam tutaj ze szczerym zamiarem spłacenia długu klanu Rawnos wobec mędrca, który był do niedawna panem tego domu - Atra-hasisa. Jeżeli jesteś strażnikiem tego sanktuarium, zważ iż przybywam w pokoju i nie uczynię nic co zaszkodziło by Tobie, temu miejscu, bądź jego mieszkańcom.


Jestem Pulhu-Imel - Odpowiedział duch a mentalnie w głowie Hindusa, a towarzyszyło temu wrażenie wiatru pędzącego po pustyni i kości, które ze starości rozpadały się w proch - Istotnie jestem strażnikiem tego miejsca, widzę twoje myśli i wiem, że twoje słowa mówią prawdę. Dopóki tak będzie możesz tu pozostać, lecz nie oczekuj niczego więcej zanim nie zaakceptują twojej obecności spadkobiercy Atra-hasisa.

Darshan skłonił głowę na znak, że pojmuje. Odczekał chwilę by ochłonąć po kontakcie duchem. Następnie rozejrzał się po pomieszczeniu. Minął regał z narzędziami rytualnymi, poświęcając mu wiele uwagi. Kątem oka dostrzegł różdżkę i athame używane na zachodzie, jakąś kulę wielkości dużego arbuza, przykrytą czarnym materiałem, misternie zdobioną phurbę, khagdę, katrikę i obiekt, który natychmiast przykuł jego uwagę. W głębi pułki, przy samej ściance, leżała autentyczna, prosta kapala.

[center]Obrazek[/center]

Zdziwił się widząc taki przedmiot w domu urządzonym z takim przepychem. Czy była to tylko ciekawostka przywieziona z podróży? Czy był to przedmiot praktycznie wykorzystywany przez mędrca?

Darshan podszedł do biblioteczki i losowo trzy książki by z każdej przeczytać losowy fragment tekstu. Najpierw jego ręka trafiła na Teozofię Różokrzyżowców Rudolfa Steinera, otworzył książkę a jego oczy padły na fragment:

[center]Bywają jednak demony straszliwe, niszczycielskie! Wszelkie demony
kłamstwa mają taki wpływ, jakby cofały człowieka w rozwoju.
Istoty te w dziejach świata powstają zawsze z kłamstw wielkich
osobistości, dlatego też słusznie mówi się o duchach przeciwności.
W tym sensie mówi Faust do Mefistofelesa: "Ty jesteś ojcem wszystkich
przeciwności!"
[/center]

Odłożył książkę, zapamiętując sens tekstu i sięgnął, nie patrząc po kolejny tom. Kiedy spojrzał na okładkę było to pierwsze wydanie tłumaczenia na Angielski Sumeryjskiego Mitu Stworzenia Enuma Elish Georga Smitha z 1876 roku, na pierwszej stronie widniała dedykacja: "dla przyjaciela, którego słowa, im dłużej o tym myślę ukazują mi coraz więcej mądrości - czy to jest niewyczerpane źródło wiedzy? G. Smith". Przerzucił kilka kartek i odczytał linijkę:

[center]Whoso is exalted in the battle, let him display his might![/center]

Odkładając tom na miejsce pozwolił lewej dłoni sięgnąć odruchowo po kolejny wolumin. Tym razem trafił na coś znajomego, stary, oprawiony w skórę, ręcznie pisany i składany manuskrypt w sanskrycie. Sutry Shivy spisane przez Vasaguptę, które podyktowane zostały mu podczas snu, stały się później podstawą nie dualistycznego Shivaizmu Kaszmirskiego:

[center]One should resort to his own Power of Absolute Freedom. Such Power is the venerable Kili, the Highest Power.[/center]

Nie mógł sobie odmówić aby nie dodać do tego jeszcze jednego fragment, kiedy jego wzrok powędrował automatycznie kilka linijek poniżej odczytując:

[center]Just as his own manifestation, appears in the body of the Yogi, this manifestation takes also place elsewhere, everywhere.[/center]

Dla Darshana znaczenie tych fragmentów, w kontekście sytuacji w której się znalazł było całkiem oczywiste. Pierwszy fragment odnosił się bezpośrednio do sytuacji, do istot mieszkających w tym mieście. Słowa, które wypowiadane były na zachodzie rzadko oznaczały prawdę, na ogół były tylko narzędziem kreacji swojego wizerunku i poniekąd kłamstwem. Przykładem było niedawne - czuj się jak u siebie w domu - był pewien, że gdyby istotnie zachował się jak u siebie w domu, Horacy nie byłby zadowolony. Nie uważał aby ta sytuacja wynikała zawsze ze złej woli, a raczej przyzwyczajenia. Kłamstwo stało się tak powszechne, że prawda częściej budziła sprzeciw i zgorszenie. Wzmianka o demonach zrodzonych z kłamstw największych osobistości musiała świadczyć o tym, że lokalne elity były zamieszane w coś wyjątkowo nieczystego. Nie wróżyło to nic dobrego. Jednak, skoro zaangażowane były elity, sprawa musiała w jakiś sposób wiązać się z potęgą lub władzą, a właściwie z jednym i drugim.

Drugi fragment musiał odnosić się do Assamity świadczyła, że musi być odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Przyszłość zawierała duże prawdopodobieństwo przemocy. Jeżeli kiedyś żałował czasu spędzonego na strzelnicy, teraz też żal zniknął bezpowrotnie.

Ostatni fragment odnosił się do niego - a także do całej koterii. Odłożył więc manuskrypt, usiadł pod ścianą obok unieruchomionych wampirów i oddał się medytacji. Nadszedł czas, żeby zacząć działać. Przez medytację osiągał absolutną wolność, co pozwalało pobudzić najwyższą siłę a ta manifestowała się wtedy nie tylko w nim ale i wszędzie - Darshan Vimal rozpoczął śledztwo.
Ostatnio zmieniony 24 sierpnia 2015, 13:16 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 24 sierpnia 2015, 19:22

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Robin poprawił się w fotelu, rozciągając skórę swojej kurtki. Spojrzał na Terrego i odpowiedział:

- Ojczulku - powiedział pewnym siebie głosem - nie musisz udawać głupszego niż jesteś. To smutne, gdy patrzę na talenta jakie się marnują. Sprawa jest oczywista i jasna jak koloratka Terrego. Każdy wpływowy Spokrewniony w Charleston będzie chciał napuścić Assamitę na swoich wrogów. To nie jest problem zaaranżować sytuację, w której wasz ochroniarz będzie musiał kogoś zabić. To bardzo niebezpieczne, a ty Victorio powinnaś cały czas o tym pamiętać. Democritus widzi w Assamicie narzędzie, dlatego pozwolił na diabolizację. A to oznacza, że w mieście jest ktoś na tyle silny, że Książę nie może go zdjąć, mając nawet wsparcie Rady Primogen.

Brujah nie zważał na obecność Horacego i Assamity i dalej kontynuował wywód:

- Nie wiem kim ta osoba jest, ale na pewno nie chodzi tutaj o Hoqaxa, czy Sabat. Podejrzewam, że tylko sam Democritus zna tożsamość tej osoby. Ventrue potrzebują Zabójcy, ale żaden z nich nie zatrudni Łowcy na kontrakt. Democritus tak nie działa, to nie w jego stylu. To bardzo stary i przebiegły Arystokrata. Już zostaliście wplątani w machinacje Księcia, a następne noce mogą okazać się dla was ciężkim wyzwaniem. Kimkolwiek jest prawdziwy wróg Księcia, z pewnością mogę założyć, że stoi za wydarzeniami, które prowadzą do otwartej wojny. Uważam, że śmierć Red'a ma wiele z tym wspólnego. Sporo wam powiedziałem, a teraz zamiast pytań usłyszę w końcu odpowiedź? Czego dowiedzieliście się w sprawie Red'a?
Spoiler!
Test Widzenia Aury ST:8 = 1 sukces. Wszyscy mają blade aury.
Test Etykiety ST:6 = 2 sukcesy. Robin jest ogarnięty w temacie kultury osobistej. Jego koledzy nie. Facet trzyma poziom i zachowuje się jak na lidera przystało. Jest pewny siebie i nie czuje skrępowania sytuacją.
Test Empatii ST:6 = 0 sukcesów. Nie kumasz jak facet ma w środku.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 25 sierpnia 2015, 22:38

- Jak na razie niczego. - powiedział Horacy wchodząc do pomieszczenia, przeszedł powoli w cieniu wokół części zebranych zatrzymując się przy jednym z mężczyzn który miął na sobie ciemne okulary i długie czarne włosy. Horacy położył rękę za oparciem mężczyzny i czuł jak ten nagle nieco się sprężył. Nosferatu przyjrzała się najpierw jemu a potem pozostałym. Ten pierwszy ubrany był w w koszulkę z napisem "Get Out Motherfucker!" i czarne skórzane spodnie. Jak ocenił Horacy wszyscy wyglądali jakby mieli solidne punkowe korzenie sięgające jeszcze ich dziadków. Każdy z nich nosił też ciężkie okute metalem skórzane buty, idealne do kopania leżącego. Drugi z mężczyzn miał zielonego irokeza i kolczyki w uszach i nosie. Ubrany był w skórzana kurtkę oraz postrzępione spodnie. Trzeci z kolei był łysy, dobrze zbudowany z widocznym tatuażem na tyle głowy. Nosferatu uznał jednak, że tatuaż nie przedstawiał niczego istotnego. Jakiś wypłowiały tribal, ot co.

- Błądzimy próbując rozwikłać pytanie kto opierdolił to miejsce z fantów po śmierci starego. Tak. Solidnie ogołocili to miejsce i myślę, że to jest przesłanka do odnalezienia zabójcy. Ale od dzisiaj zajmujemy się inną sprawą. Ktoś zdemolował mi chałupę. Gdzieś przepadł też mój syn i to jest obecnie największy problem. - Powiedział ciężkim głosem z nieukrywanym płomieniem gniewu.
- W sprawie Otta każda pomoc mile widziana - rzucił okiem na Robyna i wzruszając rękami ciągnął dalej - Śledztwo musi więc nieco poczekać, wszak mamy czas a to nie wyścigi. Jak się za nie zabierzemy za kilka nocy to nie wiele się zmieni.

- W co gra książe, trudno powiedzieć. Jeśli ma przeciwnika to wysoko. Niech pomyślę, jakbym był na jego miejscu i miał cały stan w garści to co by mnie interesowało. Podpowiedzcie co jest następne dla takiego ambitnego faceta jak on, pozycja Archonta? Justykariusza czy wyżej? Bo Alastro to za nisko... A może inaczej, może właśnie ktoś mocny... bardzo mocny. Na ten przykład z Czerwonej Listy nam tu miesza. Tak mocny, że boi się go sam Democritus. I to ostatnie zniknięcie takiej ilości krwi. To dopiero trzeba mieć duży apetyt. Nienasycony, rzekłbym. Musiał chłopal sporo spać.

Horacy odczekał chwilę obserwując spod maski reakcje zebranych.

Pochylił się do ucha kainity przy którego oparciu stał i szeptem chropowatym lecz dobrze słyszalnym dla wszystkich rzekł.
- To dziwne ale chyba nas sobie nie przedstawiono... Jak się wchodzi do czyjegoś domostwa to było by ładnie zdążyć się chociaż przedstawić, zanim was stąd grzecznie wypierdolę bo się późnawo już robi. A z góry uprzedzam że wolnych trumien niestety nie mamy. - spojrzał raz jeszcze na koszulkę kainity "Get Out Motherfucker!" waliło po oczach i kusiło odczytaniem.
Poproszę o test czytania emocji zwłaszcza kiedy wypowiadam przemyślenia dotyczące księcia i te dalej. Posiłkuję się widzeniem aury. Interesuje mnie tylko reakcja Robyna i pozostałych trzech. Zwłaszcza pozostałych trzech. Robyn to Gracz a tamci może są mięksi i dygną w niewłaściwym momencie.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 26 sierpnia 2015, 06:24

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Zaiste Horacy, jeżeli przychodzi do konkretów, nie patyczkujesz się i walisz prosto z mostu... - Lasombra skwitowała wejście i wypowiedź Nosferatu delikatnym uśmiechem, który zagościł na moment ma jej twarzy. W chwili obecnej podobnie jak reszta koterii obserwowała Anarchistów, mając nadzieję na dostrzeżenie reakcji bądź wskazówki, którą pozostali mogliby nieumyślnie podsunąć. Wstała wolno z kanapy i postawiła kilka kroków, zajmując centralne miejsce w bibliotece. Jej drobna sylwetka odcinała się czernią na tle regałów.

- Jak zatem widzicie, moi drodzy... - zwróciła się do gości - sprawy tutaj nieco się komplikują. Wdzięczna jestem za waszą wizytę i doceniam troskę o śledztwo prowadzone przez koterię. Dlatego zapytam o jeszcze inną rzecz. Czy wiadomym wam jest, na czym stanęło badanie księgi kondolencyjnej Atrahasisa? Fundacja zapewne ma swoje sposoby, by prześledzić jej magiczną historię. Wszak posłużyła do kradzieży Krwi. A ty Robinie... - zawiesiła na nim spojrzenie, skupiając całą uwagę na jego oczach... - zdaje się, jesteś dobrze poinformowany w sprawach dotyczących Camarilli. Pytanie, czy Furii czy Maxowi zawdzięczasz tę wiedzę? Zresztą, interesuje mnie jedynie odpowiedź na pytanie o księgę. Więc? - pytanie zawisło w powietrzu.

- Poza tym, nie chcielibyśmy zatrzymywać was dłużej. Noc się kończy a jak widzicie, mamy jeszcze wiele do zrobienia. Zatem szanujmy swój czas. Słucham. - rzuciła krótko.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 26 sierpnia 2015, 22:21

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

[center]Obrazek[/center]

- Nie widziałem, że ktoś okradł ten dom przed pogrzebem. Interesujące - odpowiedział Robin.

- Co do Otta, to nic nie wiem. Przykro mi - dodał po chwili, przyjmując odpowiednio współczujący wyraz twarzy. Milczał przez moment, jakby zastanawiając się, co może jeszcze powiedzieć.

- Democtirtus to stary Ventrue, a oni pragną tylko jednego: Władzy - rzekł w końcu spokojnie. - Nie przedstawiałem chłopaków, bo nie sądzę by to było konieczne. Nic mi nie wiadomo o księdze kondolencyjnej, ale to też bardzo ciekawa informacja. Sprawdzę ją w swoim czasie.

Spojrzał na Victorię i odezwał się:

- Swoją wiedzę zawdzięczam tylko sobie i nikomu więcej, a twoje słowa świadczą o tym, iż nie wiesz że od końca II wojny światowej przynależę do Camarilli. Furia i Max są wspaniałymi przedstawicielami klanu Brujah podobnie jak moi towarzysze, którzy siedzą przy stole.

- Taaa... Dobra kończ Robin tą gadkę i lecimy dalej - rzekł ziomek z irokezem.

- Racja. Nic tu po nas - dorzucił elokwentnie łysy.

- Tak więc my się zrywamy. Jak będziecie coś więcej wiedzieć, to Horacy wie jak się ze mną skontaktować.

Robin wstał z fotela, a za nim pozostali kompani. Nie spiesząc się, skierowali się do wyjścia.

[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
Test Empatii: 2 sukcesy. Po twoich słowach tyczących się Alastora i Czerwonej Listy cała czwórka zareagowała dość znacząco. Udają, że nic nie wiedzą, ale jesteś pewien, że to nie prawda.
Obserwacja aury trochę trwa i można to robić tylko na jednym obiekcie. Założyłem, że po informacji powyżej Horacy będzie analizować Robina.
Test Widzenia Aury ST:8 = 7 sukcesów!!!
Robin: Blada Aura, Ledwo widoczne Cienkie Czarne żyłki w aurze (diabolista), Przeważa kolor ciemnoniebieski (podejrzliwy), przeplatany przez Jasnozielony (nieufność) oraz chwilami przebijający się przez te warstwy purpurowy (agresja).
To co odczyta Horacy:
Robin jest diabolistą! Pożarł kogoś nie dalej, niż kilka miesięcy temu. Gdyby nie tak wysoki rzut nie uzyskałbyś tej wiedzy. Cienkie żyłki w aurze zanikają i za tydzień będą już niewidoczne, albowiem przy jednorazowej diabolizacji, tak właśnie jest. Widać je tylko przez kilka pierwszych miesięcy po akcie Amarantu.
Robin jest bardzo podejrzliwy i wiesz, że tylko tobie jakoś ufa. Nie wierzy w żadne słowo Victorii, bo gdy tylko coś mówiła w jego aurze pojawiał się kolor purpury. Podejrzewasz, że przyczyną jest przynależność do klanu Lasombra. Ciemnoniebieski nie znika wcale z jego aury, bez względu na to co mówicie. Uważa, że oszukujecie go i ukrywacie przed nim informacje. Jasnozielony znika gdy Horacy zaczyna mówić.
Masz bardzo duże przypuszczenia, że w pokoju z wami siedzi Alastor.
Przypominam: Alastor jest po to by ścigać tych z Czerwonej Listy. Gdy jest na tropie, nie obowiązuje go żadne prawo i odpowiada tylko i wyłącznie przed Wewnętrznym Kręgiem Camarilli.
Panowie zbierają się do wyjścia. Coś robicie, czy pozwalacie im opuścić dom?
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 26 sierpnia 2015, 22:56

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

- Pomogę wam trafić do wyjścia - odezwał się Assamita. - Kiepsko byłoby gdybyście się pogubili, prawda? To duży dom...

Uśmiechnął się nieprzyjemnie. Rozmowy o polityce zawsze go nudziły. Nie rozumiał z nich zresztą za wiele. Wszystkie te określenia stołków, którymi tak bardzo emocjonowali się Munafaqin, dla niego stanowiły tylko zbiór obco brzmiących terminów. Ucieszył się więc, gdy dyskusja dobiegła końca. Jak dotąd Anarchiści zajmowali jedynie czas, nie dając właściwie nadziei na (krew) to, że powiedzą coś istotnego. Lub zrozumiałego. Odsunął się od drzwi, pozwalając im przejść.

- Zaiste, nie chcielibyśmy tego. Dziękujemy za wizytę. I dobrej nocy Panowie - odezwała się Victoria - Żegnam.

Morderca skinął jedynie lekko głową i udał się za Robinem i jego świtą. Miał nadzieję, że wyjdą stąd szybko. Tej nocy było jeszcze kilka spraw do załatwienia. I być może - choć tylko być może - niektóre z nich dawały nadzieję na odrobinę krwi...
Jeśli nikt nie ma już nic do powiedzenia, odprowadzam Anarchistów do drzwi i zamykam za nimi. Później wracam do biblioteki, do reszty koterii.
Ostatnio zmieniony 26 sierpnia 2015, 23:12 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 28 sierpnia 2015, 19:04

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Horacy bardzo szybko ruszył na górę, prosto do sanktuarium. W głowie kłębiło mu się tak wiele pytań a miał tak niewiele czasu by szukać na nie odpowiedzi. Przed oczyma ciągle widział twarz Otta. Wpadł do środka sanktuarium niczym powiew nagłego wiatru. Przystopował dopiero zauważając Darshana.

- Och, mam nadzieję że się nie nudziłeś. Wszak była to jedynie chwilka czasu na jaką tak nie ładnie cię zostawiliśmy. A propos czasu, będziemy go potrzebowali znacznie więcej. Możemy więc albo szybciej robić rzeczy albo spowolnić jego bieg. W zależności co łatwiejsze... - szelmowski uśmiech wychynął pod maską Horacego.

- O wielki Pulhu-Imel zabierz nas proszę i tych dwóch zakołkowanych nieszczęśników do sanktuarium. - Nosferatu z nieukrywaną przyjemnością obserwował reakcję Ravnosa.

Potem wpatrywał się błyskiem w oku w Kreta z kołkiem w sercach. Przypominał nieco pająka, który w końcu miał w swej sieci grubą tłustą muchę.

- Proszę też duchu unieruchom tego tu Nosferatu, tak by kiedy wyciągniemy kołek mógł poruszać jedynie głową. Niestety z tym wyjmowaniem kołka musimy się wstrzymać. Namtar bardzo się denerwuje kiedy ktoś robi coś przeciw bezpieczeństwu, to może wynikać z jakiegoś urazu z dzieciństwa...

Cmoknął, zniecierpliwiony.

Gdzie oni poleźli, dlaczego ich nie ma. Ach, przecież czas płynie tu wolniej. Mam więc może z pięć minut. Czym by się tu w tym czasie za...

Odwrócił się na pięcie w stronę Darshana.

- Więc Mistrzu, czym się zajmujesz? Skoro przysyła cię klan, wielcem ciekaw co takiego zamierzasz wnieść w swoim udziale w tę koterię.

Horacy zaczął niebezpiecznie blisko krążyć wokół Ravnosa jakby pragnął mu zajrzeć wszędzie.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 30 sierpnia 2015, 09:05

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, biblioteka, 10.08.1993 Przed świtem

Terry odprowadził gości wzrokiem, tym samym zresztą, którym za chwilę omiótł członków koterii, badając ich nastroje. Szybko jednak się zorientował, że poza Victorią, nikogo nie było w bibliotece. Wzruszył więc ramionami i ruszył w kierunku drzwi. Stojąc już w progu, odwrócił się w stronę Mrocznej Pani, posyłając jej wiele znaczące spojrzenie.

Ale nie z typu tych z pretensjami, czy dziwnymi podtekstami. Raczej z typu tych zmartwionych, które pojawiają się, kiedy ma się spore wątpliwości co do wydarzeń ostatnich dwóch kwadransów. Zwłaszcza, kiedy w grę wchodzi zakołkowany Gavin i podekscytowany Darth Namtar.

Mroczny Jedi dołączył do nas w bibliotece. Nie zajęło mu to zbyt wiele czasu, nie tryskał również radością, co pozwala mi mieć nadzieje, że Oszust jeszcze żyje. To dobrze. Teraz jeszcze tylko trzeba będzie jakoś rozwiązać problem ochroniarza, który bez wątpienia będzie chciał pożreć tego pierwszego...

Chwilę spoglądał w oczy LaSombra, kończąc delikatnym skinieniem głowy, które pomimo swej prostoty i niezłożoności, ciężko było by odczytać inaczej niż zwyczajne "chodźmy".

Więc poszli. Po drodze właściwie nie odzywali się do siebie. Victoria Kroczyła w milczeniu, analizując odbytą przed chwilą rozmowę. Myśli Terryego krążyły wokół Gavina, kołka w jego sercu i jego krwi. Kiedy zorientował się, co zaprząta jego umysł, potrząsnął głową, wytrzepując z niej niechciane myśli i resztę drogi zastanawiał się już tylko nad biednym Gavinem. I troszkę nad kołkiem w jego Piersi.

Szybko dotarli do rytualnego pomieszczenia, stanowiącego bramę do sanktuarium. Malkavian przepuścił Mroczną panią, która bez chwili zwłoki poprosiła potępionego ducha o przeprowadzenie ich w obręb ich tajnego pomieszczenia. Po chwili oboje znaleźli się w znanej już sobie sali z sarkofagami.
Zakłądam, że niniejszym wszyscy znaleźliźmy się w Sanktuarium. No może oprócz Namtara, ale to kumaty chłopak, na pewno za chwilę dołączy.
Ostatnio zmieniony 30 sierpnia 2015, 09:44 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ