Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem
- Darshan to imię - odparł Hindus. Po czym pomyślał w kierunku pustej już framugi -
ale nie robi mi to żadnej różnicy... Od kiedy opuścił Indie w 1947 podróżował po Europie a później po Stanach Zjednoczonych. Zdążył się już przyzwyczaić do swobodnego stylu rozmowy osób mieszkających w Nowym Świecie. Pierwsze lata spędził w Wielkiej Brytanii, gdzie szybko i w bolesny sposób zrozumiał, że ludzie na zachodzie mówią różne rzeczy z różnych powodów ale prawie nigdy dlatego, że naprawdę tak myślą. Postanowił więc interpretować wypowiedź Horacego jako niewiele znaczące zwyczajowe powiedzenie.
Pociski Glasera?
Usiadł naprzeciwko Sergia i przyjrzał mu się przez chwilę. Naturalnie zamierzał zastosować się do zalecenia Assamity i pozostawić kołki na miejscach w których ktoś tak wprawnie je umieścił. W ciele tego obcego, ponieważ miał nienaturalnie wielkie pazury i przerażająco rozwinięte mięśnie a jego twarz nie wskazywała na kogoś, kto panuje nad swoimi instynktami. W ciele Sergia dlatego, że sam sprowadził na siebie ten los i Darshan zamierzał to uszanować. Poza tym wiedział, że po rozmowie z koterią będzie miał do Sergia dużo więcej pytań niż miałby w tej chwili.
Spokojnymi i metodycznymi ruchami zaczął opróżniać kieszenie Sergia. Na podłodze między nimi poukładał od swojej lewej do prawej: rewolwer, pudełko z nabojami, Glocka 17, 2 zapasowe magazynki, telefon komórkowy, portfel, który po wyjęciu z kieszeni sam się otwierał od ilości banknotów weń wepchniętych, paczkę papierosów, zapalniczkę zippo, pudełko po kliszy fotograficznej oraz zestaw wytrychów - ulepszony osobiście przez Sergia pełny zestaw Sparrows dla EOD. Sergio na pewno miał więcej narzędzi w torbie, ten zestaw mimo niewielkich rozmiarów dawał jednak duże możliwości. Darshan sam nosił podobny, również lekko zmodyfikowany przez siebie. Po obejrzeniu pocisków i upewnieniu się, że ni widział nigdy wcześniej nic podobnego, schował wszystko powrotem do kieszeni Sergia z wyjątkiem broni, którą polecił mu wziąć Assamita i pudełka po kliszy. Otworzył pudełko i wyjął z niego miniaturowe orgiami.
Blue Crane. Ty to masz pecha do niego Sergio. - zastanowił się przez chwilę gdzie też ten mały, misternie zwinięty kawałek papieru został znaleziony i wysnuł smutną hipotezę, że pewnie gdzieś w tym domu. Schował obiekt powrotem do pudełka a pudełko odstawił na podłogę.
Postanowił przestać ignorować kształt, który od kilku minut widział kątem oka. Wstał i obrócił się by stanąć przodem do ducha. Spodziewał się początkowo, że tamten znów usunie się gdzieś na krawędź wizji jednak teraz zobaczył, że się pomylił. Gdyby oddychał na pewno wciągnął by teraz odruchowo powietrze. Przed nim stał potwornie stary zasuszony szkielet, manifestacja energii rozpadu i przemijania. Mimo, że Darshan nie obawiał się ataku, bo gdyby takowy miał nastąpić to już by się stało, to jednak siła ducha budziła niepokój i respekt.
Duch zdawał się pasować do tego pomieszczenia jak dłoń do rękawiczki. Hindus zrozumiał skąd pochodziła ta subtelna dziwna atmosfera, której prawie nie zauważył wchodząc do tego pomieszczenia niecały kwadrans temu. Złożywszy ręce w Anjali Mudrę, odezwał się mentalnie do ducha.
Bądź pozdrowiony duchu, którego spotykam w tym miejscu, wiedz że przybywam tutaj ze szczerym zamiarem spłacenia długu klanu Rawnos wobec mędrca, który był do niedawna panem tego domu - Atra-hasisa. Jeżeli jesteś strażnikiem tego sanktuarium, zważ iż przybywam w pokoju i nie uczynię nic co zaszkodziło by Tobie, temu miejscu, bądź jego mieszkańcom.
Jestem Pulhu-Imel - Odpowiedział duch a mentalnie w głowie Hindusa, a towarzyszyło temu wrażenie wiatru pędzącego po pustyni i kości, które ze starości rozpadały się w proch -
Istotnie jestem strażnikiem tego miejsca, widzę twoje myśli i wiem, że twoje słowa mówią prawdę. Dopóki tak będzie możesz tu pozostać, lecz nie oczekuj niczego więcej zanim nie zaakceptują twojej obecności spadkobiercy Atra-hasisa.
Darshan skłonił głowę na znak, że pojmuje. Odczekał chwilę by ochłonąć po kontakcie duchem. Następnie rozejrzał się po pomieszczeniu. Minął regał z narzędziami rytualnymi, poświęcając mu wiele uwagi. Kątem oka dostrzegł różdżkę i athame używane na zachodzie, jakąś kulę wielkości dużego arbuza, przykrytą czarnym materiałem, misternie zdobioną phurbę, khagdę, katrikę i obiekt, który natychmiast przykuł jego uwagę. W głębi pułki, przy samej ściance, leżała autentyczna, prosta kapala.
[center]

[/center]
Zdziwił się widząc taki przedmiot w domu urządzonym z takim przepychem. Czy była to tylko ciekawostka przywieziona z podróży? Czy był to przedmiot praktycznie wykorzystywany przez mędrca?
Darshan podszedł do biblioteczki i losowo trzy książki by z każdej przeczytać losowy fragment tekstu. Najpierw jego ręka trafiła na Teozofię Różokrzyżowców Rudolfa Steinera, otworzył książkę a jego oczy padły na fragment:
[center]
Bywają jednak demony straszliwe, niszczycielskie! Wszelkie demony
kłamstwa mają taki wpływ, jakby cofały człowieka w rozwoju.
Istoty te w dziejach świata powstają zawsze z kłamstw wielkich
osobistości, dlatego też słusznie mówi się o duchach przeciwności.
W tym sensie mówi Faust do Mefistofelesa: "Ty jesteś ojcem wszystkich
przeciwności!"[/center]
Odłożył książkę, zapamiętując sens tekstu i sięgnął, nie patrząc po kolejny tom. Kiedy spojrzał na okładkę było to pierwsze wydanie tłumaczenia na Angielski Sumeryjskiego Mitu Stworzenia Enuma Elish Georga Smitha z 1876 roku, na pierwszej stronie widniała dedykacja: "dla przyjaciela, którego słowa, im dłużej o tym myślę ukazują mi coraz więcej mądrości - czy to jest niewyczerpane źródło wiedzy? G. Smith". Przerzucił kilka kartek i odczytał linijkę:
[center]
Whoso is exalted in the battle, let him display his might![/center]
Odkładając tom na miejsce pozwolił lewej dłoni sięgnąć odruchowo po kolejny wolumin. Tym razem trafił na coś znajomego, stary, oprawiony w skórę, ręcznie pisany i składany manuskrypt w sanskrycie. Sutry Shivy spisane przez Vasaguptę, które podyktowane zostały mu podczas snu, stały się później podstawą nie dualistycznego Shivaizmu Kaszmirskiego:
[center]
One should resort to his own Power of Absolute Freedom. Such Power is the venerable Kili, the Highest Power.[/center]
Nie mógł sobie odmówić aby nie dodać do tego jeszcze jednego fragment, kiedy jego wzrok powędrował automatycznie kilka linijek poniżej odczytując:
[center]
Just as his own manifestation, appears in the body of the Yogi, this manifestation takes also place elsewhere, everywhere.[/center]
Dla Darshana znaczenie tych fragmentów, w kontekście sytuacji w której się znalazł było całkiem oczywiste. Pierwszy fragment odnosił się bezpośrednio do sytuacji, do istot mieszkających w tym mieście. Słowa, które wypowiadane były na zachodzie rzadko oznaczały prawdę, na ogół były tylko narzędziem kreacji swojego wizerunku i poniekąd kłamstwem. Przykładem było niedawne - czuj się jak u siebie w domu - był pewien, że gdyby istotnie zachował się jak u siebie w domu, Horacy nie byłby zadowolony. Nie uważał aby ta sytuacja wynikała zawsze ze złej woli, a raczej przyzwyczajenia. Kłamstwo stało się tak powszechne, że prawda częściej budziła sprzeciw i zgorszenie. Wzmianka o demonach zrodzonych z kłamstw największych osobistości musiała świadczyć o tym, że lokalne elity były zamieszane w coś wyjątkowo nieczystego. Nie wróżyło to nic dobrego. Jednak, skoro zaangażowane były elity, sprawa musiała w jakiś sposób wiązać się z potęgą lub władzą, a właściwie z jednym i drugim.
Drugi fragment musiał odnosić się do Assamity świadczyła, że musi być odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Przyszłość zawierała duże prawdopodobieństwo przemocy. Jeżeli kiedyś żałował czasu spędzonego na strzelnicy, teraz też żal zniknął bezpowrotnie.
Ostatni fragment odnosił się do niego - a także do całej koterii. Odłożył więc manuskrypt, usiadł pod ścianą obok unieruchomionych wampirów i oddał się medytacji. Nadszedł czas, żeby zacząć działać. Przez medytację osiągał absolutną wolność, co pozwalało pobudzić najwyższą siłę a ta manifestowała się wtedy nie tylko w nim ale i wszędzie - Darshan Vimal rozpoczął śledztwo.