PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 19 sierpnia 2015, 15:05

Bournemouth, Elizjum; 26/11/2014 około 04:15

- Milos, w rzeczy samej Tremere dwunastego pokolenia. W istocie miejscowy od samych narodzin... Wydaje się pan świetnie poinformowany jak na przyjezdnego. - przedstawił się wampir, podając dane, jakie Solomon dobrze znał. Wiedział, że Milos mieszkał całe swe życie i nieżycie w Bournemouth i przebywał tu od blisko siedemdziesięciu lat, ale za nic nie mógł sobie wytłumaczyć, jak ktoś mógł wybrać kogoś takiego aby reprezentował hermetyczny klan Tremerów. Nastąpiła chwila ciszy, żaden ze Spokrewnionych nie wiedział co powiedzieć. Pierwszy odezwał się Milos, zaczynając pozornie bezpieczny temat:

- Zaiste porobiło nam się w mieście, nieprawdaż?
Wal z pytaniami na PW Suriel.

Już ja się zajmię Pinkym dwd;

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 22 sierpnia 2015, 22:29

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:20

Koroview niespokojny spoczął w fotelu. Martwił się. Nie czuł charakterytycznego odoru jego kochanego towarzysza. Nie słyszał szczekania. Pinky gdzieś zaginął. Marcus zajęty wszystkim nawet nie pomyślał do tej pory o psie. Teraz czuł się taki winny. Jak mógł zapomnieć o zwierzaku, który był niemal wszystkim w jego nieżyciu? Jak mógł?

Biedny Pinky... Gdzież się podziewa? Cóż ja najlepszego uczyniłem? Jak mogłeś go zostawić samego głupcze? To twój przyjaciel, był z tobą od zawsze, w te dobre noce i w te złe...

Miał nadzieję znaleźć słowa pocieszenia od Xaviera, który ostrożnie prowadził go korytarzami Rhino, ale Ventrue początkowo milczał, może rozumiał troskę Malkaviana i nie wiedział co pobiedny wiedzieć? Może los Pinkiego był mu tak samo drogi jak ślepemu skrzypkowi?

Zawiódł się. Usiadł w fotelu i słyszał jak Xavier otwiera usta. Pewnie chciał powiedzieć, że Pinky gdzieś tu jest, a co powiedział?

- Marcusie, powiedz mi proszę gdzie jest Langer?

Skrzypek prawie rozpłakał się Sam nie wiedział, czy ze świadomości bezsilności, czy z poczucia, że nikt nie przejmuje się losem jego przyjaciela. Pod palcami nerwowo przesuwającymi się po skórzanym obiciu fotela czuł jedynie dotyk ciepłej skóry Pinkiego. Ale pieska tu nie było...

Price nagle stracił zainteresowanie Malkavianem. Coś innego niemal całkowicie przykuło jego uwagę. Sam nie wiedział dlaczego spoglądał niczym zahipnotyzowany w monitor przekazujący bezpośrednio obrazy z kamer telewizji przemysłowej...
Koszal, grasz jeszcze? Czekam wciąż na PW od Suriela i deklaracje Oggiego. Nim napiszę, cóż takiego ciekawego widzi Price na ekranach cctv chciałbym wiedzieć co wszyscy robią.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 25 sierpnia 2015, 20:37

- Marcusie, powiedz mi proszę gdzie jest Langer?

Słowa bywają jak brzytwy. Wykonują zimną robotę. Zwłaszcza słowa płynące z martwych ust. Marcus był nieco zaskoczony tonem wypowiedzi zazwyczaj okazującego nadmierną troskę Xaviera. Teraz zastanawiał się, czy przez te wszystkie lata dawał się zwieść udawanej przyjaźni, czy też obecne położenie aż tak dręczyło Ventrue.
Położenie. Ot lubujący się w ulotnym poczuciu władzy Xavier dał się zapędzić w kozi róg własnej fortecy. Marcus zaś, jak przystało na nadwornego błazna tkwił w owym rogu razem z nim. Jednocześnie jakieś wewnętrzne przeczucie silnie podpowiadało mu, by nie ruszać się z tego miejsca, choćby ktoś łomem próbował go stąd wyrwać. Taki Langer i jego sprawy.. Ciekawe jak długo znali się z Xavierem?

- Cóż drogi Xavierze, nie jestem stróżem brata mego, a ścieżki jego są mi nieznane. Nie mogę też uczciwie odpowiedzieć, że wiem dokąd w istocie się udał. Wspominał jedynie o elizjum i jakichś własnych interesach...

Ja zaś powróciłem do Ciebie Xavierze.. -dokończył w myślach- .. choć zaczynam sądzić, że w owej sprawie nie jestem jedynym ślepcem. Nikt tu nic nie dostrzega i być może na tym polegał dowcip Vallo.. tylko uszy, te nachalne ściany mają uszy i oczy... nie myśl, nie mów o Pinkim, skup się na innych.

- Price.. -podjąl niepewnym tonem- wybacz dygresję, ale nie wiedzieć czemu przypomniał mi się człowiek, który odwiedził mnie jakieś pół roku temu w zakładzie. Być może gdzieś tam jeszcze leży jego wizytówka. Namawiał mnie na skanowanie ścian w poszukiwaniu przecieków wody i linii energetycznych, pracował dla jakiejś firmy budowlanej... wówczas wydało mi się to bezczelne, a zarazem zabawne, jednak w obecnej sytuacji wciąż prześladuje mnie natrętna myśl, iż ściany w Twoim schronieniu wpatrują się we mnie, pilnują... jak gdyby chciały upewnić się, że nie dostrzegam ich tajemnic. Price..?

Ventrue od dłuższej chwili milczał.
Ostatnio zmieniony 25 sierpnia 2015, 21:11 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 28 sierpnia 2015, 09:36

Poole; Lilliput; Pearce Avenue; Rezydencja Vallo 26.11.14; około 04:20

Moreau zaparkował i wyłączył silnik. Obserwował okna willi primogena Ventrue przez dłuższą chwilę i był niemal pewny, że jest pusta. Niemniej sprawdził jeszcze raz i odbezpieczył broń. Już raz głupio zaryzykował i szczęśliwie skończyło się jedynie na niegroźnych ranach po spotkaniu z garou.

Wysiadł z auta i podszedł pod drzwi. Choć domyślał się, że dom nie kryje żadnych niespodzianek, to był gotowy na wszystko: na sforę Sabatu, szczep wilkołaków, albo nawet tajemniczego gościa o gorejących oczach.

W przeciwieństwie do ostatniej wizyty w tej rezydencji, tym razem drzwi były zamknięte, a alarm wydawał się być uzbrojony. George, lub ktoś inny odwiedził dom i postarał się o minimum zabezpieczenia.

Szkoda, że nie ma tu Thomasa. Uporałby się z tym w minutę...

Moreau musiał zdać się dzisiejszej nocy na mało wyszukaną metodę dostania się do wnętrza domu. Wiedział, że nie będzie potrafił rozbroić systemu alarmowego. Będzie miał tylko kilka minut, zanim na miejscu pojawią się stróże prawa, albo co gorsza ktoś inny, kto może mieć złe zamiary nie tylko wobec domownika.

Zebrał się w sobie, chwilę skupił i kopnął z całej siły drzwi wejściowe. Zamek nie puścił, ale zawiasy po drugiej stronie nie wytrzymały i Achile lekko rozczarowany tandetą wślizgnął się do środka, omiatając wnętrze pistoletem. Alarm zaczął głośno pikać domagając się wpisania kodu dostępu. Toreador szacował w ciągu minuty willa pogrąży się w ryku alarmowej syreny. Ale przynajmniej dom zdawał się pusty i nietknięty od ich ostatniej wizyty.
I co teraz Oggy? Jesteś w środku, raczej naprwno nie ma tu nikogo, ale nie masz dużo czasu.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 28 sierpnia 2015, 18:14

Bournemouth, Elizjum; 26/11/2014 około 04:15

- Zaiste porobiło nam się w mieście, nieprawdaż?

- Zdecydowanie. Nie sposób nie przyznać racji. Niestety komplikuje mi to zadanie. Jak Pan być może już wie, wiąże mnie pewne zobowiązanie wobec Pana Vallo. Powiedzmy dług wdzięczności, który wymaga spłacenia. To właśnie jego zniknięcie zmusiło mnie do działań poszukiwawczych. Zastanawia mnie jedna rzecz... - Solomon wyjął komórkę ze zdjęciami osobliwych znaków z domu Vallo i zaczął pokazywać kilka z nich, obserwując reakcję Milosa - Czy te graffiti to nie wybryk jakichś, młodych chuligańskich Tremere?

Milos przypatrywał się z wyraźną uwagą znakom. Solomon udawał, że pochłonięty jest studiowaniem znaków wraz Milosem, ale z ukosa obserwował, reakcje Tremere. Źrenice Milosa zaczynały coraz bardziej się rozszerzać w mieszaninie strachu i niedowierzania. Po chwili spojrzał na Langera z trudem maskując szok:

- Chuligańskich Tremere? Raczysz żartować chyba. Wygląda to na robotę klanowych odszczepieńców. Skąd to masz? Czy to willa starszego nad Ventrue?

- Być może z willi. Być może nie. Vallo ma lub miał wielu przyjaciół, niektórzy są nadal skłoni szukać go w nadziei, że może zostaną przez niego wynagordzeni kiedy się odnajdzie. Inni mają dług względem osoby i spłaca go mimo iż może ona nie żyć. Od nich mam zdjęcia. Jeśli dałbym ci całość fotografii tych rysunków, to czy w zamian powiedziałbyś mi co o nich wiesz?

- Nie musisz kłamać. Wiadomo, że odszczepieńcy włamali się do schronienia Vallo. - Milos pogładził ręką kościsty podbródek zastanawiając się nad tym co odpowiedzieć Na propozycję Langera: - Zgoda, powiem Ci co wiem, jak dasz mi zdjęcia.

Solomon zaczął pisać maila dołączając zdjęcia, gdy zobaczył jak Tremere wyciąga swój telefon i rozkłada bezradnie ramiona. Szczerze wątpił, aby prehistoryczna komórka obsługiwała WAP, a co dopiero maila.

- Przedkładam tradycyjne zdjęcia nade cyfrowe dziwactwa.

Solomon westchnął ciężko i ruszył w głąb elizjum tam gdzie widział ghuli by wydrukować zdjęcia. Powrócił po kilkunastu minutach z plikiem kolorowych wydruków.

- To z pewnością taumaturgiczny rytuał odszczepieńców. Widzisz te znaki na ścianie? To zapewne zaklęcie lokalizujące. Sądząc po układzie runów na podłodze szukano osoby. Masz może coś więcej niż tylko zdjęcia? Na ten przykład próbki krwi, którą kreślono znaki? Mógłbym całkiem prawdopodobnie określić kogo szukano, ale skoro, to willa Vantrue, to odpowiedź nasuwa się sama.

- Skąd tyle wiesz? - wyrwało się Langerowi, zdumionemu, z jaką łatwością Milos rozwikłał tajemnice znaków.

- Widzisz... Widziałem takie znaki nie raz. Mój ojciec zaprzedał swą duszę i został stosownie ukarany, a mnie Piramida nakazała zostać w rodzinnym mieście. Innymi słowy jestem tutaj na zesłaniu.

- Zaiste niepokojące Solomonie, że zginął Tremere... - stwierdził Milos słuchając Langera:

- Spotkajmy się po zmroku w Winchester Pub. Powinniśmy mieć tam odrobinę spokoju.

Tomas skinął głową na pożegnanie i skierował się na zewnątrz elizjum. Spieszył się chciał dotrzeć do Rhino przed świtem.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 29 sierpnia 2015, 14:57

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:20

Price początkowo uznał szczupłą sylwetkę jaką dostrzegł na ekranie kamery przemysłowej za kobietę, która mogłaby nawet być zgrabną modelką w niezbyt fortunnie dobranym outficie: przydługich spodniach i zbyt dużym, płaszczu, który równie dobrze mógł uchodzić za stary frak (także źle dopasowany). Kobieca sylwetka i długie proste włosy mogły zmylić każdego. Obcy był z całą pewnością był mężczyzną. Spojrzał w obiektyw kamery i uśmiechnął się złowrogo. Price poczuł jakby przez chwilę to on sam stał przed kamerą, a hemafrodyta przyglądała się wizerunkowi Ventrue na srebrnym ekranie.

Ułamek sekundy później wszystko się urwało. Krypta Ventrue pogrążyła się w grobowych ciemnościach. Jarzyły się jedynie pojedyncze diody wciąż działąjacych monitorów

Awaryjne zasilanie uruchomiło się kilka sekund sekund później spowijając wszystko mdłym, zielonkawym światłem. Ekrany monitorów podtrzymywane systemami awaryjnego zasilania przełączyły się w tryb podczerwieni.

Bournemouth, Westover Rd; 26/11/2014 około 04:20

Langer szybkim krokiem szedł w dół Westover Rd chcąc jak najszybciej wrócić do Rhino. Z mgły wyłoniły się trzy auta i zapewne normalnie Tremere nigdy nie zwróciłby na nie uwagi, gdyby nie pasażer pierwszego z nich. Solomon w zasadzie przypadkiem skierował wzrok w tamtą stronę i osoba którą ujrzał zarazem zmroziła go do szpiku kości i równocześnie rozpaliła do białości. Kaskada kruczo czarnych loków opadających na klasycznie piękną twarz o wielkich czarnych oczach. Nie odwzajemniła spojrzenia, nawet nie zdała sobie sprawy wjakie poruszenie wprawiła jednego z nielicznych o tej porze przechodniów.

Stanął jak wryty, patrząc tępo jak auta zagłębiły się we mgle i ich tylne światła zniknęły za rogiem zakrętu.

Czarna Matka... - wyszeptał w myślach. Potem usłyszał tylko trzask sieci elektrycznej. Dzielnica pogrążyła się w ciemnościach nocy i sprawiającej upiorne wrażenie gęstej mgle.
W Rhino (a w zasadzie to w centrum rąbnął prąd). Thomas jest kilka minut drogi od Rhino. Korovew i Price siedzą w krypcie (oczywiście Marcus nie zdaje sobie sprawy że rąbnęło zasilanie). Obcy gdzieś zniknął, albo Price spoglądał nie te kamery co trzeba. Nie wiem jeszcze co robi Moreau w domu Vallo, ale może dla niego też będę miał jakąś niespodziankę, co by mu się nie nudziło.
Ostatnio zmieniony 31 sierpnia 2015, 22:34 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 31 sierpnia 2015, 22:42

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:20

Price z rosnącym zaniepokojeniem oglądał rosnącą i niezrozumiałą panikę na sali. Nawet większość ochrony, która niejedno już w życiu przeszła, wydawała się być, delikatnie ujmując dość nerwowa. Przerwy w dostawach prądu nie były czymś nadzwyczajnym, ale nadzwyczajna wydawała się atmosfera jaka zapanowała w lokalu...

Tylko jedna osoba we wnętrzu klubu zachowywała się zgoła odmiennie od wszystkich. Hemafrodyta, pośród nerwowej bieganiny, ruszył powoli niedbałym, swobodnym krokiem w stronę zaplecza.

- Fuck! - zaklął w myślach Xavier i wyciągnął z szuflady ciężki rewolwer. Chciał powiadomić ochronę o intruzie odącym na tyły, ale domyślał się, że w tej chwili, zważywszy na panikę jaka ogarnęła nawet jego personel, będzie musiał liczyć na siebie i... Marcusa. Przynajmniej dopóty nie wejdzie w życie plan jaki klarował mu się w głowie.

Zerkając jednym okiem na ekrany, zważył w dłoniach naładowanego Cassulla i niespodziewanie wymierzył go w ślepego skrzypka. Opuścił broń, przecież Marcus i tak tego nie widział. Postanowił użyć innego sposobu.

***

- Doktorze Sands! Proszę się tu NATYCHMIAST zjawić!

Koroview usłyszał głos Price'a i wiedział, że musi, właśnie tu i właśnie teraz zobaczyć się z doktorem Zachariaszem. Był tu teraz bardzo potrzebny. Zresztą Sands już tu był. Koroview poczuł zapach jego przesiąknietej papierosowym dymem marynarki. Doktor musiał się chyba zdrzemnąć chwilę, tu w jednym z foteli w krypcie, bo Marcus słyszał jak jego opiekun przeciąga się leniwie i przeciera zaspane oczy.

- Doktorze Sands, proszę się obudzić. Szybko. Biedny Xavier potrzebuje pana pomocy...
Xavier podbija sobie Atrybuty fizyczne o 2 i dominuje Marcusa (zakładam że jeśli Price'owi zależy na czasie, to musi się uciec do mniej finezyjnych zagrań, niż Perswazja lub Zastraszanie). Spala 7 punktów krwi. Zakładam że obaj kainici byli pełni. Nie wiem czy Price chce uzupełnić "niedobór płynów" przed dalszymi działaniami, czy od razu przechodzi do działania. W mocno nadwątlonym przez hojność Ventrue skarbczyku z bloodpackami zostało 5 torebek. Obcy kieruje się w stronę klubowej kuchni i gospodarczych tyłów budynku.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 31 sierpnia 2015, 23:51

-Odpręż się Marcusie i wsłuchaj w miarowe pobrzękiwanie bębenka. -Sands wiedział, że nie ma zbyt wiele czasu, lecz starał się wyłagodzić finezję pokroju radzieckiej dywizji pancernej, z jaką z zakamarków umysłu Korovieva sprowadził go Ventrue.

-Ignorancki królu o wyściełanym złotem zadzie! To piękny, delikatny umysł, a nie któraś z Twoich ruletek!- rzucił zauważalnie zdenerwowany Sands przecierając twarz dłonią. Po policzku i wardze spływało kilka kropel krwi. Wysiłek, którego zrozumienie musiało przewyższać Price'a był nie tyleż toporny, co ryzykowny. Sprowadzał połączone umysły na niezbadane tory, ścieżki niepokojąco łatwo wiodące na skróty przez ciemne, nieznane zaułki. Zachariasz otarł twarz aksamitną chusteczką, dopiero teraz zauważając rewolwer w ręku Xaviera.

-Cokolwiek zamierzasz z tym zrobić... nim złożysz kolejny hołd swemu upodobaniu agresji, postaraj się zrozumieć, że swym brutalnym zachowaniem doprowadzasz mego podopiecznego do obłędu. -rzekł doktor oburzonym tonem składając aksamit na czworo, po czym poprawił staromodny żakiet.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 01 września 2015, 21:41

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:20

Xavier ani drgnął widząc przemianę Malkaviana. Osiągnął swój cel i tylko to w tej chwili miało znaczenie. Zupełnie nie obchodziło go, to doktor sądzi o stanie psychicznym Marcusa. Dla Ventrue klątwa klanu Księżyca była poważniejszym problemem wpływającym na psychikę, niż mała chwila stresu. Schował Casulla za pas spodni spoglądając, co chwila na ekran monitora.

- Nie martw się o Marcusa, bo teraz mamy większy problem. Przed chwilą do kasyna wszedł facet odpowiedzialny za atak na Rhino pół roku temu. Zamierzam go zabić i nie ma siły, która będzie w stanie powstrzymać mnie w tej chwili - powiedział energicznym głosem, w którym można było wyczuć kłębiące się fale gniewu.

- Zdecydowałem się na tak drastyczny krok, byś ochronił bezbronnego Marcusa. Nie chcę, byście stali się pożywieniem dla intruza. Znów padła elektryczność i mam lekką panikę wśród ludzi. Muszę najpierw coś z tym zrobić i porozmawiać z ochroną. Facet poszedł w kierunku pomieszczeń gospodarczych, a z stamtąd może dostać się do wielu miejsc.

Price wstał z krzesła i zbliżył się do najbliższej szafy. Sprawnym ruchem otworzył drewniane drzwi, ukazując spory arsenał prywatnej broni. Po chwili miał w rękach dwa granaty błyskowe, które schował do wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki. Sięgnął po pozostałą część zapasów krwi jakie miał i zaczął pospiesznie pić. Gdy skończył wytarł się chusteczką i powiedział:

- Sands, zostajesz tutaj przy monitorze i użyj radio węzła, by informować mnie o ewentualnych wydarzeniach - podszedł do laptopa i zaczął zmieniać ustawienia systemu alarmowego. Z listy wybrał opcję INTRUZ.

- Zamknąłem elektroniczne wejścia i wyjścia. Teraz tylko kluczami da się je otworzyć. Informuj mnie, gdzie znajdują się ewentualne fizyczne próby pokonania zamkniętych drzwi. Z laptopa możesz trochę manipulować otoczeniem w Rhino. Użyj swojej inteligencji doktorze! - Ventrue nie był w nastroju do przedłużania rozmowy. - Gdybym poległ uciekaj i poinformuj resztę o tym, co się stało.

Xavier nie czekając na odpowiedź opuścił pomieszczenie.
1. Wychodząc do lokalu używam Prezencji 1, by uspokoić ludzi w panice. Mówię, że sytuacja jest pod kontrolą i proszę o zachowanie spokoju.
2. Rozmawiam z Niną i rozkazuje jej z Dominacją, by uspokajała klientów, gdy włączę alarm przeciwpożarowy. Ma używać Prezencji 1, by efekt był natychmiastowy.
3. Następnie gadam z starszymi i bardziej wyszkolonymi członkami ochrony, by zablokowali wyjścia z pomieszczeń gospodarczych. Reszta pilnuje pozostałych części lokalu.
4. Udaję się w pościg za intruzem. Mam klucze do zamkniętych drzwi. Podwyższona Zręczność powinna pomóc w otwieraniu zamków.
5. Wchodząc na stronę gospodarczą uruchamiam czujki ognia rozbijając Casullem szkło. Mam nadzieję, że woda zacznie się lać tylko po stronie gospodarczej.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 02 września 2015, 21:24

Thomas wraca wstrząśnięty do Rhino, jest już późno i ma mało czasu by się oddalić od Matki. Poczekam sobie teraz grzecznie na posta od MG aż czas i miejsca się zrównają. Pozdrowienia dla Achille który najwyraźniej ukrył się w szafie u Vallo.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 04 września 2015, 08:15

- Sands, zostajesz tutaj przy monitorze i użyj radio węzła, by informować mnie o ewentualnych wydarzeniach - Price podszedł do laptopa i zaczął zmieniać ustawienia systemu alarmowego. Z listy wybrał opcję INTRUZ.

Całkowicie zignorował słowa doktora. Typowy, władczy przedstawiciel swojej linii. Nieświadomy niewolnik zaplanowanej przez istotę wyższą egzystencji. Nie dostrzegasz zagrożenia, czy też zaślepiony jakąś dziką rządzą po prostu je lekceważysz bredząc w kółko o tym swoim złotym tronie? Wciąż przestraszony, wciąż kalkulujący zyski i straty. Byle do przodu, byle nie stracić nic ze swego mienia, czy pozycji. Porażka nie istnieje. Odrzucasz ją Ventrue.

- Zamknąłem elektroniczne wejścia i wyjścia. Teraz tylko kluczami da się je otworzyć. Informuj mnie, gdzie znajdują się ewentualne fizyczne próby pokonania zamkniętych drzwi. Z laptopa możesz trochę manipulować otoczeniem w Rhino. Użyj swojej inteligencji doktorze! - Ventrue nie był w nastroju do przedłużania rozmowy. - Gdybym poległ uciekaj i poinformuj resztę o tym, co się stało.

Zachariasz skinął głową odwracając się w stronę monitorów. Price zniknął za drzwiami. Doktor pozostał sam na sam z gorejącym na ekranie monitora hasłem:

[center]INTRUZ[/center]

-..ewentualne fizyczne próby pokonania zamkniętych drzwi..- powtórzył Sands na głos. Wiedział, że czeka go konfrontacja. Bitwa, którą przegra. Brutalnie ściągnięty przez Price'a będzie zbyt słaby, by się oprzeć. Tymczasem ON nadchodził. Chichocząc w ciemnościach, długo powstrzymywany i tłamszony przez doktora wreszcie znalał odpowiedni moment. Sands wiedział, że tym razem przegra bitwę. Miał niewiele czasu.

Przyjrzał się panelowi sterowania zastanawiając się, czy zdąży pomóc Price'owi. "Hrabia" drażnił go swym władczym tonem, lecz w tej sytuacji chodziło o bezpieczeństwo ich wszystkich. Trudno stwierdzić, czy kryjówka oprze się intruzowi. Nosiciel zginie, a Sands razem z nim.

Nagłe ukłucie w piersi wstrząsnęło ciałem doktora. Zacisnął pięści zamykając oczy. Mimo zamkniętych powiek dostrzegł zbliżającego się tanecznym krokiem, jęczącego sublokatora. Niepożądaną obecność. Groźną i ..

..ostatni wysiłek woli. Zrób to! Jak się to cholerstwo obsługuje?

Kolejne bolesne ukłucie, doktor krzyknął z bólu osuwając się na panel. Ponad nim triumfujący, chichoczący King wbijał kolejną szpilkę w groteskową karykaturę Sandsa, małą, wykonaną z rękawiczki laleczkę. Gorący szpikulec utkwił w uchu. Sands wrzasnął. Ostatnim wysiłkiem świadomości uruchamiając przycisk mikrofonu centralnego. Szalony śmiech szamana rozległ się echem po korytarzach Rhino.

[center]***[/center]

King Willy przechylił na bok głowę wyginając ją pod nienaturalnym kątem. Wyciągnął ostrze i oblizał dłoń zasklepiając ranę. Gwałtownie rozejrzał się po pokoju. Duchy spoglądały na niego. Nie... nie był tu sam. Przodkowie towarzyszyli mu.

-Papo Legba! Dosiądź mego wierzchowca i ujeźdżaj mego ducha. - baron samedi szarpnął stojącą nieopodal karafkę, pochylił głowę unosząc w górę dłonie, po czym wylał sobie na głowę jej zawartość w służalczym geście.

-O duchy niewolników! Papa Legba przybywa po was otwartym powozem! Obrazy ze szkła oddajcie mu cześć! -wykrzyknął rozkazującym tonem do monitorów.

-Prowadź mnie Petro Loa! Jam twym wierzchowcem, synem i cieniem! Prowadź mnie swą wolą! -pobiegł ku drzwiom, czując kierującą nim wolę duchów. Papa Legba domagał się swej daniny. Niespokojny duch krążył wokół szydząc z ciszy grobowca.

-Prowadźcie mnie duchy! - krzyknął ponownie, porwawszy ze stołu kościany nóż do gazet ruszył korytarzem w poszukiwaniu przeznaczenia.
Spoiler!
Bieżąca woda wywoła szał, albo wygna Willego. Willy chce pojmać Intruza, którego uważa za ducha. Będzie rzucał na niego klątwy i egzorcyzmował (zna się na okultyźmie :)), używam niewidzialności, by przemknąć się po korytarzach. Szukam tego obcego z monitorów. Mam zamiar z nim walczyć, więc podbijam sobie zręczność na maksa dwd; Jeśli się da, a jest coś takiego u Price w siedzibie, czy na korytarzu, to zamieniam nóż na jakąś kosę, czy halabardę- idę w końcu ukatrupić ducha! Jak dojdzie do walki, to stawiam na szczęście, podbita zręczność i wydaję Siłę Woli, żeby choć trafić przeciwnika.
Protestuję! Szafy w Rhino są zarezerwowane dla Marcus. Podobnie jak dywany, abażury i co większe doniczki. Bezużyteczną forsę, broń, narkotyki i względy u panienek możecie sobie zachować. O krwi nie rozmawiajmy.
Ostatnio zmieniony 05 września 2015, 16:43 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 07 września 2015, 22:06

296...297...298... Miarowy głos w głowie Moreau odliczał upływające od wyłamania drzwi sekundy z precyzją szwajcarskiego chronometru. Toreador stał w korytarzu zupełnie nieruchomo, wpatrując się w nieistniejący punkt na ścianie. ...299... Jeszcze przed chwilą nerwowo przebiegał pokoje upewniając się ze jest w "sypialni" Primogena, teraz alabastrowy posąg nie byłby bardziej skamieniały. ...300...301... Tylko umysł Achille pędził dalej jak rozdygotany pociąg pośpieszny. Rozwiązanie zagadki jak wielowymiarowa płaszczyzna falowała w jego głowie przebiegając przez rojowisko lokalnych minimów. Xavier przemykał po hiperpłaszczyżnie opisany stowarzyszoną funkcje Legendrea, rodzina Diabłów wyciągała punkty węzłowe raz w jedno, raz w drugie ekstremum, Steinbach, melorecytujac stowarzyszoną funkcje Bessela jak własne nazwiska rozwijał się w jakieś przedziwne harmoniki. ... 302...303... W żyłach Moreau płynęła najwspanialsza heroina. Szukał rozwiązań.

Hipotezy zadrgały po raz ostatni i wypluły niedomknięty zbiór. Nadal nic nie rozumiał. Intelektualny narkotyk pieszczotliwie rozbiegł się po jego umyśle. Jak wspaniale że znalezienie odpowiedzi jeszcze przed nim. A teraz zabierał się za lizanie tego tortu z innej strony.

Ciało ruszyło. W samochodzie Achille dołączył do karabinu celownik KITE i niedbale przykrył broń torbą. Wyjechał na drogę ku RH, nie wybierając najprostszej trasy. Wstukał zapamiętany numer do telefonu podpiętego pod zestaw głośnomówiący i obserwując drogę czekał na połączenie.
Spoiler!
Dzwonie pod numer który zostawił mi Vallo w Szwajcarii. W samej willi nic ciekawego?
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 14 września 2015, 22:54

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:20

Xavier zaklął pod nosem słysząc szalony śmiech szamana, który rozległ się echem po korytarzach Rhino. Domyślił się co się już stało i wiedział, że został samemu. Na szaleńca jaki teraz objął w posiadanie Marcusa nie chciał nawet liczyć. Ruszył korytarzami w stronę głównej sali...

***

Samedi wyszedł z pomieszczenia będącego we władaniu szklanych duchów.

Korytarze roświetlane nikłym światłem świec tkwiących w rdzewiejących kandelabrach były skąpane we mgle. Z szarych ścian odłaziły całymi płatami tapety odsłaniając zawilgocone tynki, a gdzieniegdzie przegniłe deski konstrukcji budowli. Opary mgły poruszały się ciągle, niepokojone na poły materialnymi postaciami. Duchy krzycząc w przerażeniu przemykały obok Kinga, nie zwracając uwagi na barona Samedi. Uskakiwały tylko na boki przed wampirem.

King Willy parł pod prąd uciekających zewsząd duchów. Nie wiedział czy duchy mu sprzyjają, ale czuł ich strach. Wiedział przed czym uciekały.

Petro Maît Carrefour... Śmierć i demony czają się w mroku tej świątyni...

- Papa Legba dodaj mi sił! - krzyknął szalonym głosem, czując jak moc Legby przechodzi przez wątłe ciało barona Samedi i napawa go kocią gracją. Ruszył krokiem drapieżnika podkradającego się ku zwierzynie, chwytając w dłonie halabardę, trzymaną przez stalowego zombie.

Wynurzył się z obłoku i ujrzał wijącego się wężowym tańcu ti-bon-ange.

- Papa Legba i jego rydwan pytają kim jesteś?

Ti-bon-ange nie przerwał tarzania się po podłodze i nie odpowiedział, jakby stracił możliwość mówienia. Właśnie to zdjęło szamana prawdziwym strachem.

Damballah... Papo Legba czy to możliwe, żeby stwórca wszystkich Loa był tu?
Spoiler!
Koszal, zakładam, że Willy idąc ku obcemu jest ciałęm w Rhino, ale zmysłami w Peneumbrze (bliskiej Umbrze, nie pamiętam dokładnie ale tak chyba nazywało się odbicie rzeczywistości w świecie duchów). Rhino w tej rzeczywistości jest upiorną ruiną. Duchy które widzi King uciekają w panice i Samedi już domyśla się kto może za tym stać.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 16 września 2015, 11:15

Odchylił głowę do tyłu inkantując pieśń. Gardłowe słowa ustąpiły miejsca ujadaniu psa, King Willy opadł na kolana oburącz wznosząc zdobyty oręż nad głowę.

-Met tet! Met tet!! -halabarda zataczała kręgi obracając się w dłoniach samedi. Niosący Loa gwałtownie wciągnął powietrze, po czym zerwał się z podłogi i ruszył tanecznym krokiem wzdłuż korytarza. Anioł stróż prowadził każdy jego ruch. Posłuszny koń z dumą wypełniał wolę Papy Legby. King Willy i jego przeznaczenie. Niespokojny duch pokalał tę świątynię, Papa Legba wybrał go, by był jej obrońcą.


Spoiler!
Skoro uciekają w panice, to chyba uda mi się zlokalizować źródło ich strachu. Idę zatem dokładnie w paszczę lwa. Zamierzam stoczyć z nim starcie. Przy okazji szukam Pinkiego- z użyciem animalizmu po prostu go wołam, może jest w pobliżu i jako Willy upuszczę sobie krwi karmiąc go przed starciem. Szukam też kuchni (tam włąśnie biegnę), znajdę ją po zapachu- żeby znaleźć sól i mąkę- solą sypnę przeciwnikowi w oczy, a mąkę rozsypię wokół siebie na ziemi, tworząc veve, czyli coś na kształt pentagramu. Huj wie, czy to działa, ale King Willy to okultysta i wie, co robi.
Met tet oznacza anioł stróż i oczywiście jst nim Pinki.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 16 września 2015, 23:12

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:20

Do uszu Xaviera doszedł dziwaczny śmiech i przez chwilę zdawało mu się, że pochodzi on od intruza. Jednak szybko przypomniał sobie, kiedy ostatni raz słyszał ten specyficzny rodzaj mowy.

- Niech to szlag - zaklął cicho spoglądając w ciemny korytarz przed sobą.

Stłumił przekleństwa cisnące mu się na usta. Malkavian zrobił poważny błąd. Błąd, który będzie go wiele kosztował... Tylko ja mam prawo wymierzyć karę za atak na Rhino i na Viven... Zemsta należy do mnie! - Ventrue zacisnął pięści, czując jak uwalnia się tłumiony przez lata gniew. Miał barwę ognia i krwi... Znałem Marcusa tyle lat, a w ostatnich nocach okazał się kimś zupełnie innym niż myślałem. To nie jest mój przyjaciel, tylko jakiś niezdrowy koktajl szaleństwa i niekompetencji - stojąc w bezruchu Ventrue zastanawiał się, nad kolejnym posunięciem. Zostałem sam bez wsparcia, a ten ignorant ześle na siebie całą ochronę z Rhino. Kolejny raz ten padalec działa przeciwko mnie. I to w mojej domenie... - analizując sytuację wsłuchiwał się w idiotyczny zaśpiew Szaleńca.

Postanowił nie czekać dłużej i ruszył dalej. Nie czuł żadnych wyrzutów sumienia. Malkavian sam podjął decyzję, w końcu był dorosły. I odpowiedzialny za swoje życie. Jak każdy. Jego naganna beztroska nie mogła go niestety zwolnić z tej odpowiedzialności.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

ODPOWIEDZ