PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 05 września 2015, 16:47

Tak jak poprzednio Horacy przetłumaczył co rzekł Kret. Tłumaczył słowo w słowo a w jego głosie słychać było coraz większe zrezygnowanie.

- No dobra, przestańmy go już dręczyć bo nie mam siły już tego słuchać. - powiedział opierając się ciężko o swój sarkofag. - Co do ciebie Krecie to jeszcze twe winy nie są zmazane ale nie obawiaj się. Dostaniesz ode mnie szansę na odkupienie.

- Wielki Duchu strażniku sanktuarium, skoro twoja moc jest tak duża w tym miejscu, że potrafisz unieruchomić osobę to czy w twej mocy jest sprawić by żaden z tych dwóch nieszczęśników nie słyszał naszej rozmowy?

Po odpowiedzi zwrócił się do Ravnosa słowami:

- Dość szczegółowo powiedziałeś co potrafisz Mistyku. W swej wypowiedzi wspomniałeś coś o tych komputerowych skrzynkach. Mój syn nim zniknął szperał w tym pudełku. Stoi on w mym domu w piwnicy i myślę, że można tam podesłać jakiego sługę by przyniósł ów przedmiot wraz z komórką Otta doklejoną do niego. Chciałbym cię prosić o przysługę, byś odczytał z tego szmelcu co się na nim ostatnio wydarzyło. Lecz uprzedzam, że monitor jest uszkodzony więc obawiam się, że odczytanie czegokolwiek z tego całego.. - prychnął z pogardą - ...komputera, jest już w takim razie zaprzepaszczone na wieki.
Reszta wypowiedzi zależy od odpowiedzi ducha.
OD MG: Strażnik Sanktuarium spełni życzenie Horacego.
Ostatnio zmieniony 05 września 2015, 17:48 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 05 września 2015, 17:51

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 10.08.1993 Przed świtem

- Jesteś pewien? - zapytał Assamita, przekrzywiając lekko głowę i przyglądając się trzymanemu Nosferatu. - Tak naprawdę nic mu jeszcze nie zrobiłem. Mogę dopiero zacząć. Podoba mi się smak jego cierpienia, a tutaj mamy dużo czasu... Jeśli chcesz, wyciszę jego wrzaski. Nic nie usłyszysz...

Szeroki uśmiech towarzyszący tej wypowiedzi, pozwalał przypuszczać, że Morderca ma wiele pomysłów na to, w jaki sposób spożytkować resztki tej nocy. Choć Nieumarli zebrani w Sanktuarium byli zadziwiająco zgodni co do tego, iż nie chcieliby widzieć ich realizacji.

- Tak, jestem pewien - odparł Horacy zdecydowanie. - poza tym on się może jeszcze przydać.

Namtar wypuścił Kreta z miną, która wyrażała pewność, iż jego talenty marnują się w tym towarzystwie. Pozwolił upaść ciału na podłogę, po czym odsunął się i przykucnął na sarkofagu. Metodycznie zaczął zlizywać ciemne smugi z dłoni. Mimo pozornego spokoju, wciąż obserwował obu unieruchomionych Niewiernych z napięciem z jakim wąż obserwuje mysz. Nie powiedział jednak nic więcej. Nie było potrzeby. Cała postawa Assamity była w tej sytuacji aż nadto wymowna.
Ostatnio zmieniony 05 września 2015, 18:10 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 05 września 2015, 18:08

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 10.08.1993 Przed świtem

Victoria, stojąc do tej pory w milczeniu obserwowała poczynania Horacego i Namtara. Mogła doskonale zrozumieć napięcie i strach, kierujące Szczurem. Jego zachowanie aż nadto wskazywało na przywiązanie, jakim darzył swojego syna. I świadomość, że w obecnej sytuacji zrobi wszystko, by go ratować, nie wróżyła niczego dobrego. Jak do tej pory Horacy wykazywał się zdrowym rozsądkiem i nie działał pochopnie, jednak w obliczu zagrożenia nie była do końca pewna, czy jego emocje nie przeważą szali i czy nie zrobi niczego głupiego. Z drugiej strony, potrzeba okrucieństwa i zadawania bólu, która wręcz biła od Assamity wcale nie była lepsza. Kątem oka wyłowiła drapieżny uśmiech na twarzy Łowcy. Jedynie Terry wydawał się przejęty sytuacją. I spokojny na tyle, by zrobić to, co należało, w odpowiedni sposób.

Kiedy Lasombra spojrzała na łkającego Kreta, niewiele więcej mogła zrobić. Nie rozumiała, co mówił. Jego cierpienie było jego własnym i nie potrafiła mu pomóc.

- Chyba czas, by Darshan poznał szczegóły dotyczące zajść w Charlestone. A co do Kreta... Jeśli jest świadomy tego, co uczynił i będzie chciał odkupić swoje winy i wspomóc nas w działaniach, może liczyć na nasze wsparcie. Przekaż mu to proszę Horacy...

Kiedy skończyła, podeszła do Darshana. Dłuższą chwilę wpatrywała się w jego śniadą twarz i oczy, próbując wyczytać z nich cokolwiek. Hindus zdawał się być wyciszony i spokojny, a jego spojrzenie bystre i przenikliwe. Wampirzyca wyciągnęła rękę w geście powitania.

- Witam cię w imieniu całej koterii, Darshanie Vimal, w Sanktuarium domu Atrahasisa, Mędrca w Czerwieni. Jestem Victoria Evangeline z klanu Lasombra i z woli starca jestem liderem tej koterii. - Darshan odwzajemnił uścisk dłoni, kiedy jej melodyjny głos płynął w przestrzeni. - Na mocy testamentu starca cała posiadłość, w której przebywamy, jest naszym spadkiem, zatem możesz od tej chwili traktować ją jak swój dom. Na mocy Prawa Domeny stosowanej w Camarilli, Książę Democritus ustanowił to miejsce również moją Domeną. Nie sądzę, by wasz Klan przywiązywał wagę to tego typu spraw, niemniej jednak wiedza taka zawsze się przydaje.

Obserwowała chwilę jego reakcje, a początkowy spokój i dystans, który w nim wyczuwała, stopniowo zamieniał się w żywe zainteresowanie.

- Pozwól ze mną... - ruchem ręki wskazała kamienne sarkofagi i skierowała się w tamtą stronę, zajmując miejsce na swoim. Darshan podążył za nią. - Zanim zaczniemy planować kolejne działania, powinieneś wiedzieć co do tej pory udało nam się ustalić. Nie będzie tego wiele, choć mam nadzieję, że świeże spojrzenie na tę łamigłówkę wskaże coś, co być może przeoczyliśmy.

Kiedy oboje usadowili się wygodnie, Victoria zaczęła mówić...
Victoria przekazuje fakty, nazwiska, etc, Jest dokładna i podaje dużo szczegółów, pomijając jakiekolwiek osobiste wycieczki, czy emocjonalny stosunek do zdarzeń. Pilnuje tego, mając świadomość, że jej własny osąd i emocje mogą zaburzyć jasny przekaz informacji.


[center]***[/center]
Zmiana fabularna, czyszczenie pamięci Gavinowi zostaje przesunięte, kiedy już Ravnosi pogadają sobie. Przepraszam wszystkich za to niedopatrzenie, w szczególności zapałki.
Po streszczeniu krótkiej historii, Darshan i Gavin oddalili się od pozostałych, by mieć nieco więcej prywatności. Po skończonej rozmowie Hindus wrócił, a Voctoria zwróciła się do Terryego.

- Terry, czy mógłbyś mi pomóc? Dość już okrucieństwa jak na dzisiejszą noc, dlatego ciebie proszę, byś zajął się pamięcią Gavina... - Duchowny zbliżył się szybkim krokiem, zajmując miejsce u jej boku. Podeszli oboje do Złodzeja.

- Przykro mi Gavinie, że w ten sposób musimy się rozstać. - Na chwilę zamilkła, patrząc w oczy Gavina i szukając odpowiednich słów. - Chciałabym, byś teraz pozwolił Terryemu zabrać szczegółowe wspomnienia, które dotyczą bezpośrednio śledztwa. To ważne, dla naszego i twojego bezpieczeństwa. Chyba rozumiesz. Mam nadzieję, że zrozumienie własnych błędów cię wzmocni i odnajdziesz własną drogę.

- Voctorio pozwól, zajmę się nim... - głos Malkavianina wydawał się smutny i przytłoczony, jednak kiedy pomagał Ravnosowi podnieść się i przejść w bardziej ustronne miejsce, jego ruchy i postawa nabrały sprężystości i energii, jakby wstępowała w nie łaska Pana, dodając sił i wiary w to, co czynić będzie. Oddalili się, oddając w cichej rozmowie w ustronnym miejscu Sanktuarium.
Ostatnio zmieniony 06 września 2015, 17:44 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 05 września 2015, 18:38

- Dobrze wiec możemy porozmawiać swobodnie zatem. Po pierwsze możliwe, że to czego szukamy w związku z testamentem jest tym co zostało uwolnione z podziemi. Nie zdziwiłbym się gdyby cała ta krew powędrowała by uwolnić istotę zza kamiennej bramy. W tej sytuacji wydaje mi się, że mógłby być dobrym ruchem zaproszenie do sanktuarium kolejnego Nosferatu - Rustego. Myślę, że trzeba to zrobić niezwłocznie. Oczywiście możemy się łudzić, że Rusty ma nad tym kontrolę i wyłączając go na chwilę za pomocą kołka ją straci ale... po co nam wierzyć w takie bajania.

- Po drugie proszę Victorio byś wysłała kogoś by przywlókł komputer Otta. Nie jest to jedynie prywatna prośba. Uważam, że skoro przepadł bez śladu to może, na naszej szachowej planszy w która się wplątaliśmy mamy jeszcze jednego gracza. Świadomego bardziej od nas o naturze i celach tej całej gry. Jeśli to Sabat z kanałów... - zacisnął ręce na sarkofagu aż zatrzeszczały kłykcie jego dłoni.

- Po trzecie zapominamy o wciąż o Lucjanie, czy ktokolwiek z was wie jak mu idzie z artefaktami których miał szukać. Czy do cholery ktokolwiek go nadzoruje i kontroluje? Jeśli nie, to proponuję by zajął się nim Darshan.

- Musimy ustalić co robimy następnej nocy ale wydaje mi się, że to dopiero jutro kiedy zobaczymy co się będzie działo w mieście.

Horacy mówił rzeczowo i chłodno. Jednak widać był w nim, że w jego środku właśnie coś powoli i nieuchronnie zdychało. Trując rozczarowaniem i brakiem nadziei jego duszę.

- Jest jeszcze jeden temat nie związany bezpośrednio ze sprawą ale najpierw chcę posłuchać waszych opinii.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 05 września 2015, 19:35

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

- Zrobię co w mojej mocy, jeśli dysk jest sprawny sprawa nie wygląda źle. Użyję laptopa Gavina. - Odpowiedział Darshan Horacemu.

Wzmianka o Lucjanie była kolejną informacją, która go zdziwiła, czy była to tylko zbieżność imion? Postanowił nie pytać o szczegóły, skoro miał się tym zająć - a nie miał w związku z tym zastrzeżeń, to i tak się zaraz przekona. Sięgnął po komórkę Sergia kiedy upewnił się, że tak jak przewidywał, jest nieaktywna. - Zaraz do niego zadzwonię, będę musiał jednak opuścić to miejsce - powiedział do reszty...

Kiedy Victoria wyciągnęła do niego rękę nie wiedział jak powinien się zachować. Nie chciał jej urazić. Nie był pewien czy powinien ująć jej dłoń i ucałować tak jak czynili to mężczyźni w czasach kiedy poznał Anglików, czy może zwykły uścisk byłby bardziej na miejscu. Nie tracąc czasu zdecydował się na uścisk, nie miał wprawy zachodniej etykiecie.

Słuchał uważnie patrząc cały czas w oczy rozmówczyni. Od czasu do czasu dawał znak skinieniem głowy, że podąża za historią śledztwa. Sergio oszukiwał sam siebie. Nie było prawdą, że sytuacja go przerosła, jego własne błędy już od samego początku, sprawiły że wszystko było trudniejsze niż musiało. Jutrzejsza rozmowa z księciem nie będzie łatwa.

- Dziękuję Ci za to streszczenie, chętnie porozmawiam teraz z Gavinem. Poznacie oczywiście treść tej rozmowy. Będę chciał także zadzwonić do Tabaha Mufazal'a, może będzie w stanie mi pomóc udobruchać księcia po tragicznej wpadce mojego poprzednika. Teraz przepraszam.

Darshan podszedł do Sergia i wyjął kołek. Pomógł mu wstać i odprowadził dalej od reszty. Patrząc mu prosto w oczy zaczął:

- Sergio, słabo się znamy ale słyszałeś o mnie a ja o Tobie. Wiesz po co tu jestem i wiesz również, że dług wobec Atra-hasisa jest dla Klanu sprawą honorową. Nie będę oceniał i komentował Twoich poczynań, to stanie się na Kris. Wiedz także, że aby zwiększyć Twoje szanse na bezpieczne opuszczenie Cherlstone, zorganizuję Ci eskortę. Ze strony Assamity nic Ci nie grozi, omówiliśmy już tą kwestię. Pracuję dla Klanu i potrzebuję Twojej pomocy. Zastanów się dobrze. Osoba, która podszywała się za Ciebie. Ten, który wykopał Lucjusza. Musiał kiedyś się Wam przyglądać, albo tylko Tobie. Był w stanie oszukać Lucjusza, więc miał okazję naprawdę dobrze się przyjrzeć. Nie spiesz się i poszukaj w swojej pamięci. Powiedz mi także wszystko co wiesz o Blue Crane, a także abyś zdradził mi wszystkie informacje, które dotyczą śledztwa a które zataiłeś przed innymi. Zanim jednak zaczniesz chciałbym, żebyś streścił mi to co udało się Wam ustalić do tej pory. Chciałbym poznać Twój punkt widzenia, łącznie z tym co zataiłeś przed innymi. Zastanów się przy tym czy może zauważyłeś jakieś szczegóły, które mogły wydawać się nie istotne, kto wie, przy następnym zachodzie mogą okazać się bardzo istotne. Poza tym będę musiał użyć Twojego laptopa ale nie będę przeglądał Twoich plików, muszę sprawdzić dysk z domu Horacego a jest to jedyny sprawny komputer w okolicy. Rozważ także, że przebieg tej rozmowy będzie miał znaczenie na Kris.

Sergio spojrzał na Darshana oczami w których wyraźnie było widać lęk.
- Blue Crain podrzucił mi w przeszłości przeklęty przedmiot, który sprawił że jestem bardziej podatny na efekty magiczne. To było ostrzeżenie, abym nie wchodził mu więcej w drogę. Nie wiem jak to się stało, że oszukał Lucjana. To bardzo podejrzane i do tej pory ciężko mi w to uwierzyć. A co do dziwnych informacji, to Jasper ma na prawej dłoni wytatuowane symbole rodziny Phuri Dae i płynie w nim Romska krew. Resztę powiedziałem koterii i niczego nie ukrywałem i naprawdę nie wiem, co w tym mieście się dzieje. Jeśli potrzebujesz laptopa to proszę...

Powiedział nie pewnie młody Ravnos. Jego streszczenie było chaotyczne i nie przyniosło żadnych nowych informacji, poza magu i jego możliwym związku z Phuri Dae, to jednak nie miało najprawdopodobniej żadnego związku ze śledztwem.

- Skup się proszę i pomyśl. Ta osoba, która musiała znać twoje skoki, zwłaszcza te, których dokonaliście razem, może masz jakieś podejrzenia, może będziesz chciał to sprawdzić po wyjeździe z Cherlstone?

- Przykro mi, nie mogę ci pomóc, naprawdę nie wiem kim mógł być ten koleś.

Postawa Sergia była beznadziejna. Darshan pogodził się z tym, że nic już z niego nie wyciągnie. Z trudem stłumił słuszny gniew jaki odczuwał w tej chwili. W pierwszym odruchu postąpiłby jak Shiva i pozbawił nieszczęśnika głowy a tę rzucił w ogień. Musiałby potem przyznać, że przesadził ale o ile Shivie udawało się potem naprawić sytuację jak w przypadku jego syna, który dostał w zamian głowę słonia. Gavin niestety był tylko wampirem i na nic by się taka zastępcza głowa zdała.

- Dobrze, nie mam już więcej pytań. Teraz jak rozumiem zadbają o to aby usunąć z twojej głowy wspomnienia dotyczące szczegółów śledztwa. Rozumiem, że nie będziesz się opierał, wszakże wiesz, że w tym wypadku nie da się pertraktować z Assamitą.

Darshan odstąpił kilka kroków i pozostawił złodzieja ze spuszczoną głową.
Jest wiele rzeczy, które chodzą po głowie Darshanowi ale się dużo dzieje a czasu jest mało więc nie wrzucałem tego w posta. Chodzi o: zestrojenie się z duchem poprzez rtuał. Rozmowę o śledztwie i pytania do reszty koterii w odpowiednim momencie. Rozmowa z Tabahem Mufazalem. Wszystko będzie chciał zrobić w swoim czasie. Poza tym myśli wstępnie o rozmowie z Księciem.
Ostatnio zmieniony 06 września 2015, 23:02 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 05 września 2015, 20:45

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Nagle Pulhu-Imel odezwał się mentalnie do członków koterii, pomijając Gavina:

- Ktoś podpalił bibliotekę na dole wrzucając coś przez okno. Zajmijcie się trzema intruzami na trawniku domu, ja teraz zgaszę ogień swoją mocą.
Co robicie? Proszę o deklaracje na PW.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 06 września 2015, 19:29

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Konwersację koterii przerwał nagły komunikat o intruzach. Po chwili zebrani spojrzeli intuicyjnie na Namtara, który odpowiadał za ich ochronę. Assamita wstał i otworzył torbę z bronią. Nie wykonywał zbędnych ruchów - wiedział, czego szuka. Po chwili zaczął składać swój karabin snajperski. Nie patrzył przy tym na swoje ręce, wykonując tą czynność niemal automatycznie, tak jakby doskonale znał każdy ruch, który musiał wykonać. Niewątpliwie zresztą tak właśnie było.

- Czy to ludzie, czy wampiry? - zapytał mentalnie Phul-Imela.

- Nie umiem stwierdzić. Są poza moim zasięgiem.

Morderca przyjął informację i załadował zwykłe kule. Następnie spojrzał na zebranych i odezwał się spokojnie:

- Zostańcie tutaj. Zajmę się tym.

Podekscytowany Terry zawołał:

- Oto nadchodzą słudzy Ciemności, Duchu z Otchłani! Oto czas Krwi i Ognia!

Morderca nie zwrócił większej uwagi na okrzyk Świra, znacznie bardziej bowiem zainteresowała go wypowiedź Horacego:

- Namtar! Jeśli to Robyn i chłopaki to wiedz, że wśród nich jest Alastor.

- A co to jest Alastor? - zapytał krótko Assamita.

- To tajna policja Camarilli i egzekutorzy - wyjaśnił Nosferatu. - Zajmują się tylko ekstremalnie niebezpiecznymi przypadkami. Nie powinni zginąć bo będzie naprawdę przesrane.

- Przyjąłem - Morderca kiwnął głową, kończąc składać broń. - W takim razie, możliwe, że będziecie potrzebowali tego.

Z kieszeni kurtki wyjął pudełko naboi i położył je na stole.

- Amunicja zapalająca Dragonsbreath - zwrócił się do Darshana. - Zmieni twoją broń w miotacz ognia. Więc nie wystrasz się tego. Jeśli zginę, dobijcie pozostałych. Bez sentymentów. Inaczej oni znajdą was później i zabiją. Po walce ze mną będą ranni. I to będzie wasza jedyna szansa.

Jak zwykle jego głos nie zdradzał żadnych emocji, jednak zebranym zdawało się, iż Łowca znacznie lepiej odnajduje się w tej sytuacji, niż w trakcie dyskusji o polityce. Po chwili Assamita zniknął z Sanktuarium pojawiając się w pokoju rytualnym. Jego zmysły bardzo szybko wyczuły zapach spalenizny i specyficzny dźwięk jaki wydaje palące się drewno. Odezwał się mentalnie do Pulhu-Imela:

- Z którego pokoju mogę zobaczyć intruzów przez okno?

- Najlepszy widok jest z prywatnej biblioteki Red'a - odpowiedział szeleszczącym głosem Strażnik.

Nie czekając ani chwili dłużej Namtar wybiegł z pokoju, skręcając w hallu w prawą stronę. Gdy wbiegł do biblioteki zorientował się, że za oknem i w pokoju panuje mrok. Ucieszył się szczerząc kły, po czym przełączył się na widzenie w całkowitych ciemnościach. Zbliżył się ostrożnie do trzech okien samemu pozostając w mroku. Wspomógł się Nadwrażliwością i już po chwili widział dokładne położenie trzech napastników. Niechybnie byli to przedstawiciele Anarchistów, albowiem wyglądali na punkowców i członków gangów ulicznych. Nie dostrzegł jednak tych, którzy byli w towarzystwie Robina, co nieco poprawiło mu humor. Dwóch stało przed domem na trawniku przymierzając się do kolejnego rzutu improwizowanym koktajlem młotowa. Tym razem chcieli podpalić piętro rzucając butelką dokładnie w okno, w którym stał Morderca. Trzeci w tym czasie podpisywał sprayem na ścianie domu jakiś napis, którego Namtar pod tym kątem nie mógł dokładnie przeczytać. Nie sądził zresztą, by miało to w tej chwili jakiekolwiek znaczenie.
Spoiler!
Bez rzutów na inicjatywę, ponieważ przeciwnicy nie spodziewają się ataku. Assamita wycisza okolicę mocą Dyscypliny (pali 1 PK) oraz używa Akceleracji (pali 1 PK).
I Runda

Przy-celowanie
Pierwszy strzał ST:6 = 8 sukcesów. Obrażenia 8 + 7 (broń) +1(głowa) - 0(brak sukcesów w teście wyparowania) = 16 obrażeń. Kula trafia dokładnie w miejsce, które celował Namtar zabijając wroga.
Zmiana celu i przy-celowanie.
Drugi strzał ST:6 = 5 sukcesów. Obrażenia 5 + 7 (broń) +1(głowa) - 2(sukcesy w teście wyparowania) = 11 obrażeń. Kula trafia dokładnie w miejsce, które celował Namtar zabijając wroga.
Przeładowanie.

II Runda

Akceleracja (pali 1 PK)
Namtar zmienia cel na ostatniego intruza.
Dwójka z koktajlem młotowa pada na trawę upuszczając płonącą butelkę. Trzeci przeciwnik ma 0 sukcesów na teście percepcji. Kończy ostatnią literę napisu na ścianie i nie jest świadomy, że jego kompani są martwi.
Przy-celowanie
Trzeci strzał ST:6 = 6 sukcesów. Obrażenia 6 + 7 (broń) +1(głowa) - 3(sukcesy w teście wyparowania) = 11 obrażeń. Kula trafia dokładnie w miejsce, które celował Namtar zabijając wroga.
Koniec walki.
Spoiler!
Test Śledztwa ST:7 = 3 sukcesy. Wiesz którędy weszli, albowiem ślady prowadzą do najbliższego ogrodzenia. Nie widzisz żadnego samochodu. Po przeszukaniu ciał odkrywasz, że mają świeży tatuaż na plecach przedstawiający słowa: Witamy w Charleston. Każdy z nich ma część zdania. Posiadają drobne pieniądze oraz kilka prostych noży do walki.
Test Spostrzegawczości ST: 8 = 3 sukcesy. Jest niecałą godzinę przed świtem, a niebo wygląda jakby tego ranka słońce miało nie wstać. Na wschodnim horyzoncie nie widać jasnej łuny, a niebo okryte jest nieprzeniknionym mrokiem.

Dodatkowe informacje:
Pijąc krew zabitych odkrywasz, że są to:
Brujah 12 pokolenie oraz dwóch Pariasów na 13 pokoleniu. Są na tyle "ciepli", że możesz uzupełnić krew do maksimum.
Ostatnio zmieniony 06 września 2015, 21:12 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 06 września 2015, 19:35

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Nie miało... Widząc, że znajduje się w polu widzenia napastników, błyskawicznie cofnął się od okna. Zaklął cicho, mając nadzieję, że płomień nie odbił się w szkłach jego okularów przeciwsłonecznych. Rzeczywistość zwolniła, gdy odpalił Akcelerację, wybiegając z biblioteki. Będąc już w ruchu ocenił, które z pozostałych okien może dać mu najlepszy widok na grupę na trawniku. Pokój służby wydał mu się idealnym rozwiązaniem. Znalazł się tam w ciągu kilkunastu sekund i stanął przy kolejnym oknie. Nie pomylił się, stąd widział ich doskonale. Bezgłośnie uchylił okno i oparł karabin o parapet. Złapał się na tym, że pogwizduje. Jednak Śmiertelna Cisza pożarła dźwięki, pozostawiając jedynie odczucie ekscytacji. I radość. Przycelował, nie używając lunety - było na to zresztą o wiele za blisko. Jednak nawet stąd bez problemu dostrzegał głupawe uśmiechy, agrafki wbite w spodnie i nity w kurtce najbliższego kundla. Przelotnie zastanowił się, czy jest sens zachować któregoś przy życiu. I niemal natychmiast uznał, że nie ma. Ktokolwiek przysłał ich tu musiał wiedzieć, że wysyła ich na śmierć. Zadbał więc o to, by nie mieli żadnych przydatnych informacji. Tylko kłamstwa.

- You must learn - szepnął bezgłośnie, składając się do strzału. - we are all pawns on this hopeless cheassboard...*

Uśmiechnął się lekko, prawie przyjaźnie. I nacisnął spust. Głowa niewiernego psa eksplodowała w ciemnym rozbryzgu mózgu i krwi. Morderca wyszczerzył zęby i przesunął lufę lekko w lewo. Prawie czuł zapach daem**, która bluznęła na trawnik i postać stojącego obok Kainity. Tamten przymierzał się już do rzutu, wznosząc rękę. Nigdy jednak nie otrzymał szansy dokończenia tego ruchu. Zanim zdołał zorientować się, czym jest ta lepka ciecz, plamiąca jego policzek i koszulkę, kolejna kula Assamity położyła go trupem. Trzeci Anarchista nie zauważył śmierci, zbierającej żniwo za jego plecami. Przygryzając język pracowicie kończył bazgrać sprayem napis na ścianie. Dało to Mordercy nieco więcej czasu na przycelowanie. I sprawiło, że trzeci strzał był równie zabójczy jak dwa poprzednie. Łowca teraz spojrzał w lunetę broni i przeczesał wzrokiem okolicę.
[center]Obrazek[/center]
- Your move... - szepnął, zamykając cytat.

Ani w ogrodzie jednak, ani wśród drzew nie zauważył żadnego ruchu. Zgnieciona trawa zdradzała wszakże ślad, którym nadeszli tamci. Prowadził on prosto do muru posesji. Assamita otworzył szerzej okno i cicho niczym polujący tygrys zeskoczył na ziemię. Wypuszczona z ręki Kainity flaszka z koktajlem Mołotowa oświetlała teren migoczącym blaskiem. Ogień powoli zbliżał się do zawartości naczynia. Morderca szybkim ruchem sięgnął w dół i wyciągnął płonącą szmatę z butelki, odrzucając ją na bok. Upadła na wilgotną trawę, dopalając się nieszkodliwie. Minął ciała biegiem i skierował się do miejsca, gdzie rozpoczynały się ślady. Podciągając się na rękach zajrzał na drugą stronę ogrodzenia. Nic, żadnego samochodu. Żadnej czujki. Szkoda.

Wrócił do ogrodu. Niebo nad jego głową było atramentowo czarne, mimo, iż do świtu pozostała zaledwie godzina. Czarne jak dusza Mordercy i jak próznia jego serca. Uśmiechnął się myśląc o tym, iż godzina śmierci fałszywego światła jest coraz bliżej... Później spojrzał w dół.

Trupy były w dobrym stanie. Musiały więc należeć do bardzo młodych Bękartów Khayyina. To dawało nadzieję na krew... Złapał pierwszego za nogi i częściowo przeniósł, częściowo zaś przeciągnął go w stronę domu. Ostrożność wynikała z tego, iż nie chciał się zbytnio ubrudzić, przy tej czynności. Znów pogwizdywał. Gdy zbliżył się do drzwi kuchennych, te otworzyły się, ukazując Lucasa. Ghul trzymał w ręku gaśnicę, zaś ruch jego warg pozwalał przypuszczać, iż zadał jakieś pytanie.

- Nie żyją. Wszyscy - odparł Assamita wyłączając Ciszę. Kontekst był oczywisty.

Człowiek skinął głową. Nie patrzył na trupa. Starał się być skupiony. I użyteczny.

- Zbierz z trawnika butelkę z koktajlem Mołotowa i puszkę sprayu. Zobacz, czy nie zostawili czegoś jeszcze. Ja zajmę się ciałami - dodał Morderca wnosząc trupa na schody. - Później włącz spryskiwacze, niech zmyją krew i resztki. Świt może nie nadejdzie, ale i tak warto zadbać o usunięcie bałaganu...

Wszedł do domu i uśmiechnął się lekko, wspominając niedokończony napis sprayem. Napis, który trzech Kainitów przypłaciło życiem. Głosił on: "Domena zdradliwej suki".
Spaliłem 5 PK. Uzupełniam krew, obszukuję ciała, określam pokolenia etc. Później robię szybki obchód, sprawdzając, czy w okolicy nie zawieruszyli się jeszcze jacyś Kainici. Na koniec wkładam trupy do zamrażalnika i wracam do Sanktuarium.

* cytat pochodzi z utworu Devil Doll The Girl who was... Death (pierwotnie zaś z serialu "The Prisoner" ).
** arab. krwi.
Ostatnio zmieniony 24 września 2015, 11:29 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 08 września 2015, 00:35

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 10.08.1993 Przed świtem i powrotem Mrocznego Jedi

Kiedy dwójka Ravnosów skończyła rozmawiać i odsunęli się od siebie, Terry podszedł do Darshana i uśmiechnął się do niego przyjaźnie. Następnie spoglądając na Gavina, odezwał się w myślach do strażnika sanktuarium.

O duchu potępiony, jeśli pożar już ugaszon, zadbaj proszę by Gavin nie widział ni nie słyszał nas, dopóty Łowca nasz nie powróci do nas. Wtedy to rozwiążemy problem Oszusta. Poza sanktuarium. Jednak nie chcę opuszczać tej sali, póki walki się toczą na zewnątrz.

Odczekał chwilę, póki nie zobaczył, że wzrok byłego już teraz towarzysza nie stał się nieobecny. Po czym odezwał się wesoło.

- Mam nadzieję, że wasza rozmowa była owocna. - powiedział, ręką wskazując na stojącego z tyłu Gavina. - Oraz, że nie masz już więcej pytań do swego brata, bowiem jak tylko Darth Namtar do nas powróci, pospieszę ratować przed nim naszego przyjaciela.

Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Właściwie sam nie wiedział dlaczego tak ma, ale też nie przeszkadzało mu to jakoś specjalnie. Bardziej go to fascynowało. No i czuł się dobrze, wszak Pan zesłał mu towarzysza, przeciwwagę dla mroków Łowcy i Czarnej Victorii. Czuł się dobrze do tego stopnia, że sam z siebie zaczął opowiadać mu te kilka ostatnich dni, które spędził jako członek Koterii Atrahasisa.

Mówiło mu się tak dobrze, że z przyjemnością zagłębiał się w najdrobniejsze szczegóły i opisywał wszystkie wnioski i spostrzeżenia. Pełen entuzjazmu i poczucia misji, dzielił się każdą informacją jaką posiadał.
Zakładam, że opowieść Terryego zajmie większość czasu, kiedy Namtar będzie nieobecny. Naprawdę chłopak się będzie rozdrabniał, zachowaniem swoim przypominając podlotka na pierwszej randce.
Ostatnio zmieniony 08 września 2015, 00:46 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 08 września 2015, 16:09

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 10.08.1993 Przed świtem i telefonem do Tabaha Mufazala

Kiedy Assamita zniknął, Darshan wyciągnął z torby shotguna i zaczął opróżniać magazynek. Jego ruchy nie miały automatycznej wprawy Łowcy, jednak cechował je i celowość.

- ...jak tylko Darth Namtar do nas powróci, pospieszę ratować przed nim naszego przyjaciela.

O ile powróci.

Kiedy Terry zaczął swoją opowieść, Hindus właśnie kończył ładowanie magazynku rurowego amunicją zapalającą. Później sprawdził wagę kamizelki i postanowił ją zostawić. Ostatnie co zrobił to umieścił rewolwer z tajemniczą amunicją Glasera, tak aby był łatwo dostępny.

Następni skupił wzrok na Terrym. Jego akcent wskazywał, że języka angielskiego uczył się dawno temu. Styl wypowiedzi świadczył o wrażliwości artystycznej. Ilość informacji jednak zaczynała zdecydowanie przerażać. Doceniał, że Malkavianin miał dobre intencje, jednak szczegółowość jego relacji spawała, że powodował raczej zamęt niż zrozumienie. Niedawna rozmowa z bezużytecznym Sergiem i bliskość broni spowodowały, że gwałtowność Shivy znów obudziła się w Ravnosie. Właśnie rozważał ścięcie tej wypowiadającej za dużo słów głowy, i rzucenie jej w płomień. Ponownie jednak musiał zrezygnować z tego zamiaru. Nie przyniosło by to nic dobrego. Wręcz przeciwnie, gdyby później otrzymał podobnie jak Daksha np. głowę kozy, na cóż by się to zdało?

[center][youtube]https://www.youtube.com/watch?v=YqXYHe3ev20[/youtube][/center]

Uspokoił się więc momentalnie i postanowił wyjść z tej sytuacji inaczej. Spojrzał jeszcze raz na Terrego, ze spokojem na twarzy i zaczął zadawać pytania dotyczące tych fragmentów, które go interesowały. Malkavianin szybko zareagował i rozmowa od tej pory przebiegała, szybko, sprawnie i w miłej atmosferze. Nietypowy styl wypowiedzi i częste odwołania do "Najwyższego" nie dekoncentrowały Darshana, zaintrygował go natomiast wgląd, jakim dysponował jego rozmówca. Jego punkt widzenia pozwolił mu także uporządkować informacje z poprzednich dwóch relacji. Kiedy opowieść dobiegła końca, Hindus podziękował Terremu.

Darshan co prawda nie spodziewał się, że dojdzie do konfrontacji. Wątpił by napastnikami byli ich niedawni goście z biblioteki. Mimo to z przeszłe doświadczenia nauczyły go by brać na poważnie każdą sytuację możliwego zagrożenia. Zamierzał więc utrzymać umysł w stanie wyciszenia i nie zagłębiać się jeszcze w analizę, skomplikowanej dość sytuacji w Cherlstone. Spojrzał przelotnie na innych i dla zabicia czasu podszedł do listu, który próbował ukraść Lucjan.

- Victorio, czy mówiłaś, że Bejamin Holmscroft zmarł w 1914 roku?

- Tak - Odpowiedziała Lasombra a jej ton nie wskazywał na żadne konkretne emocje, wzrok skierowała na Hindusa ciekawa po co zadał teraz to pytanie.

- Ten list został napisany w 1993

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 08 września 2015, 23:03

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

[center]Obrazek[/center]
Nagle Assmita poczuł, że pojawił się ktoś kolejny. Odruchowo spojrzał na drzwi wejściowe, w których stała postać mężczyzny
ubranego w zmodyfikowany mundur z Wojny Secesyjnej. Nim zdążył zrobić kolejny ruch mężczyzna w kapeluszu odezwał się:

- Jestem Caleb i zanim zrobisz coś, czego będziesz później żałował... Pozdrów Jamala, albowiem Czarne Widmo tęskni za Nocami Zemsty. Przyszedłem wspomóc pośmiertnie mojego dawnego Mentora - to powiedziawszy sięgnął ręką, po czarny jedwabny worek przy pasie, po czym rzucił go wprost pod nogi Namtara.

- To jest dla was od Caleba. Jest tutaj Brosza Ventrue, która wspomoże Lasombrę. Kamień Prawdy, dla Ravnosa oraz Paznokieć Absimiliard'a dla Nosferatu. Słyszałem, że jest wśród was Malkavian, więc przyniosłem także Pęknięte Lustro. Dla ciebie mam coś wyjątkowego, albowiem proszę, byś po wykonanej misji przekazał je Jamalowi. Honor ponad wszystko! - krzyknął uderzając dwururką w pierś.

- Wieżę, że podołacie wyzwaniu i spełnicie ostatnie słowa Atrahasis'a. W worku czeka na ciebie Cień Zagłady. Opowiedz reszcie, że przybyłem i wsparłem waszą koterię - oznajmił nieznajomy, po czym powoli zaczął zbierać się do wyjścia.
W pomieszczeniu jest tylko Namtar. Co robi Assmita w zaistniałej sytuacji?
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 09 września 2015, 02:53

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 10.08.1993 Przed świtem

Wiadomość o niespodziewanym ataku intruzów na domenę wywołała lawinę pytań w umyśle Victorii. Słowa Strażnika o ogniu na moment sparaliżowały ją, przywołując dawne wspomnienia. Przed oczyma widziała płonące ogrody i zabudowania swej rodzinnej posiadłości we Francji, wieki temu. Wrzask mordowanych ludzi zmieszany z szalejącym żywiołem ognia był nie do zniesienia. A swąd palonego ludzkiego mięsa przyprawiał o mdłości. Zacisnęła powieki, próbując pozbyć się dręczących ją obrazów. Dopiero zapewnienie Pulhu-Imela o tym, że pożar nie stanowi zagrożenia pozwoliło jej się nieco rozluźnić.

Strażniku, poinformuj nas proszę, kiedy Namtar skończy. Czy Lucas i Claire są bezpieczni? Twierdząca odpowiedź ducha uspokoiła ją.

Na pytanie zadane przez Darshana odpowiedziała mechanicznie, jakby udzielając informacji przechowywanej w pamięci, lecz nie przywiązując do niej należnej wagi. Jej myśli zaprzątała wzmianka Horacego o Alastorze... Skierowała się wolnym krokiem w kierunku Nosferatu.

- Dla twojej wiadomości Darshan, czas płynie tu o wiele wolniej, niż w rzeczywistym świecie. Mniej więcej dziesięć razy wolniej. - Słowa wypowiedziała idąc spokojnie, pomimo zbierającego się gniewu i złości.

- Zatem mamy go sporo, zanim wróci Assamita. Dlatego chciałabym usłyszeć odpowiedzi na kilka pytań Horacy... - rzuciła zimno, stając naprzeciw niego. - Chyba czas najwyższy, byś zdecydował w końcu po czyjej jesteś stronie, mój drogi. W obliczu relacji Kreta o twoim ojcu bardzo wątpię, byś mógł liczyć na jakąkolwiek pomoc prócz naszej. Zatem sugeruję zastanowić się mocno, czy świadome ukrywanie istotnych informacji jest w tej sytuacji słuszne. Rozumiem, że do tej pory miałeś obawy i ciężko o zaufanie. Jednak w tej chwili nie masz wyboru. I widzę tu dwa rozwiązania. Albo zaczniesz naprawdę z nami współpracować i dzielić się każdą informacją, albo niestety... pozbawiać nas będziesz broni, którą posiadasz. Decyduj. - Obserwowała Horacego spod przymrużonych powiek, krzyżując przed sobą ramiona.

- Więc?... Może zacznij od tego, skąd wiesz o Alastorze?

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 09 września 2015, 21:24

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 10.08.1993 Przed świtem

- Inspirujące. Mogłabyś zostać moją Venus i pozować nago w tych napiętych pozach które stroisz kiedy się irytujesz. Trochę przypomina mi to małą dziewczynkę, którą niegdyś widziałem na Rue du Faubourg Saint-Honoré w Paryżu. Żądała wyjaśnień od ojca tupiąc nóżką w pantofelku, kiedy ich dom płonął.

- Kusi mnie, żeby potraktować ciebie tak jak ty mnie przed chwilą, kiedy poprosiłem przed chwilą o pomoc z przywleczeniem tej piekielnej komputerowej maszyny. Teraz też twierdzisz, że to Starzec wybrał cię na lidera tej koterii. Za chwilę będziesz twierdzić, że nie Starzec a sam Bóg. A to żaden z nich, to był vox populi... - rozłożył ręce wskazując na obecnych - I ja byłem przy tym i o tym teraz świadczę. Pamiętaj, że jak się nie szanuje czegoś to co dane może zostać zabrane. Wy i Ventrue jesteście tyle gówno warci wraz z waszymi pustymi zapewnieniami o pomocy. Liczy się jeno boskie nadanie władzy, która po chwili robi wam z mózgów sieczkę. Cofam zatem moją prośbę, poradzę sobie sam. Jak zwykle. - dodał z warknięciem.

Po chwili spokojniej już dodał.

- Za stary jestem jednak by zniżyć się do zabawy w lustra, tym bardziej z Lasombra nie ma to sensu nijakiego. Powiem ci więc, że plotek o Alastorze jest wiele i nie pamiętam już kiedy i gdzie każdą z nich słyszałem przez bagatela dwieście lat mego nieżycia. Może od jakiego Nosferatu a może w elizjum albo w jakim innym spędowisku krwiopijców, jakie to ma znaczenie. Kiedy się pojawił Robyn skonstatowałem dopiero w sanktuarium, że mówi się na mieście że Alastor jeździ taką bryką. Ile w tym prawdy nie wiem. Co za różnica, wszak starzec wyraźnie nakazał nie ufać nikomu. Jeśli by chciał się ujawnić to by tak zrobił, chciał być incognito został potraktowany jak incognito. A co jeśli okazało by się, że ten jebany diabolista to jednak nie Alastor? Zresztą nie mam teraz do tego głowy, mam ważne sprawy rodzinne które zaprzątają moje myśli.

- Kiedy więc tak na ciebie patrzę, gdy zła rzucasz dłońmi wszelakie gniewne gesty myślę, że mogłabyś dla mnie pozować Venus. - Lekki błysk gniewu przetoczył się po twarzy skrytej za maską kiedy patrzył na jej napięte dłonie. - Ale myślę również w tym samym momencie o Venus z Milo. To co, umówimy się na rozbieraną sesję? Czy może znów w wielkopański sposób olejesz zadane pytanie?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 10 września 2015, 12:17

Darshan obserwował kłótnie rodzącą się między Victorią a Horacym. Zachowanie Lasombry nie zdziwiło go, przebywał na zachodzie dość długo, by przyzwyczaić się do bycia ignorowanym. Z jej zachowania wynikało, że jest istotą tak przyzwyczajoną do rozkazywania, że odruchowo ignoruje prośby innych o ile nie dotyczą sprawy, która ją samą w danym momencie interesuje. Dążenie do władzy mogło być jej celem nadrzędnym, nie zależnie od okoliczności. Mogła też być uprzedzona do przedstawicieli Klanu Ukrytych.

Reakcja Horacego natomiast budziła pewne podejrzenia. Kobieta w czerni zwróciła uwagę na istotny fakt. Jeżeli Kret mówił prawdę a Darshan nie miał powodów, by w to wątpić, Nosferatu naprawdę mógł liczyć tylko i wyłącznie na pomoc koterii. On jednak właśnie, świadomie i w dość emocjonalny sposób odrzucił ją, odmówił odpowiedzi na istotne pytanie i jak się okazało, zrobił to nie pierwszy raz. Możliwe więc, że ktoś inny w mieście zaoferował mu pomoc w zamian za informację o poczynaniach koterii i utrudnianie śledztwa. Przedstawienie, które odegrał było sprytnym wykorzystaniem pretekstu jaki dała mu Victoria, by zachować status quo. Już miał powiedzieć:

- Victorio, czy możesz powiedzieć dlaczego właściwie zignorowałaś prośbę Horacego o pomoc z odzyskaniem dysku z jego domu? A Ty Horacy czy mógłbyś powiedzieć dlaczego czasami pomagasz a czasami przeszkadzasz w działaniu koterii? I jeśli nie my to kto Ci jest w stanie pomóc? - ugryzł się jednak w język.

Zdawał sobie sprawę, że powody stojące za zachowaniem kłócących się wampirów, mogą być bardziej prozaiczne. Niedojrzała wyższość w zachowaniu Lasmobry, mogła z łatwością zranić ego każdego wampira mieszkającego na zachodzie. Tak samo jak upór i metoda obracania kota ogonem, stosowana przez Horacego. Sposób w jaki Nosferatu zwracał się od początku do Darshana świadczył nie tylko o automatycznym braku zaufania do wszystkich nowo poznanych ale także o arogancji i elementarnym braku szacunku do innych istot . Na ogół w innych najbardziej denerwują nas nasze własne wady. Przy spotkaniu takich osobowości konflikt był naturalnym zjawiskiem, jak deszcz towarzyszący burzy. Postanowił przynajmniej na razie nie mieszać się do ich spraw. To było przykre co kultura Zachodu potrafiła zrobić z osobowością i umysłem wychowujących się w niej istot. Miał szczęście, że nie doświadczył tego na własnej skórze. W obecnej sytuacji nie widział sensu angażowania się w ten spór. Gdyby udało się ich uspokoić, nie przyniosło by to długotrwałych rezultatów i kłótnia zaczęła by się na nowo, przy pojawieniu się nowego pretekstu. Niezależnie od tego, należało sprawdzić prawdziwie motywy Horacego.

Zamiast do niech zwrócił się wiec do Terrego:
- Powiedz mi proszę przyjacielu, czy ta dwójka na ogół tak ze sobą rozmawia? Jak myślisz, co w Horacym sprawiło, że powiedział to co właśnie powiedział?
Ostatnio zmieniony 10 września 2015, 17:37 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 10 września 2015, 16:46

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 10.08.1993 Przed świtem

Odpowiedź Horacego i jego pytanie rozluźniły zupełnie Lasombrę. Jej ramiona opadły wzdłuż smukłego ciała, delikatnie zaznaczając linię talii i bioder. Przechyliła na bok głowę, z zagadkowym uśmiechem przyglądając się swemu rozmówcy.

- Co prawda, daleko mi do bycia twoja muzą, Horacy... - zaczęła spokojnie, a jej ruchy i postawa przypominały polującego drapieżnika.

- Jednak... jeśli rozbierana sesja, o której wspominasz ma w sobie coś wspólnego z tymi, które ja preferuję... - oblizała zmysłowo usta - Kto wie staruszku? Kto wie? Choć do tego musiałbyś udowodnić mi, że lubisz ból, mój drogi. I wszystkie doznania płynące z jego zadawania... bądź odczuwania. - Jej aksamitny śmiech na krótką chwilę rozniósł się po sanktuarium, gdy podeszła jeszcze bliżej, opierając dłoń na jego ramieniu. - Rolę wybierz sam... - wymruczała do ucha Horacego, po czym ruszyła dalej.

Gdy wróciła na swoje miejsce, wróciła do przerwanej dyskusji, a w jej zachowaniu nie pozostało nic uwodzicielskiego.

- W zaistniałej sytuacji, póki nie minie zagrożenie na dole wolałabym się wstrzymać od posyłania ghuli do twojego domu. Z dwóch powodów. - Skupiła na Horacym spojrzenie, starając się wyjaśnić swoje motywy. - Obiecałam ci pomoc i nie zmienię zdania. Po pierwsze, twój dom jest pełen niespodzianek dla nieproszonych gości i nie chciałabym, by Lucas na własnej skórze przekonał się, co ciekawego przygotowałeś dla intruzów. Cenię bardzo moim podopiecznych i nie chciałabym niepotrzebnie ich narażać na niebezpieczeństwo. Jeśli nie będzie innej możliwości, pojedzie tam. - Jej wzrok powędrował w kierunku zielonego kamienia na palcu, którym bezwiednie się bawiła od jakiegoś czasu. - Po drugie, uznałam, że komputer powinniśmy sprawdzić jeszcze dzisiejszej nocy, aby podjąć wspólnie decyzje co dalej. Mogę go przynieść tu w kilka minut, czekam jedynie na powrót Namtara i informacje. Zatem nie ma sensu angażowania ghuli jak widzisz. - Zamyśliła się na chwile, po czym dodała nieco ciszej.

- Rozumiem twoją stratę i gniew Horacy. Bardziej niż ci się wydaje. - Spojrzała na niego smutno. - To, że nie mówię o swoich planach jest być może błędem. Ale nie zapominam o obietnicach. Jak i Ty nie zapominaj.
Ostatnio zmieniony 10 września 2015, 17:48 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ