Post
autor: Sigil » 14 września 2015, 17:45
Południe, Tortuga, burdel "Boskie muszle"
Przerwał na chwilę i zamyślił się. Tak naprawdę, nie wydawało mu się możliwym, aby obaj barbarzyńcy nie zdobyli nawet złamanej luny... Uwierzyłby, gdyby zdobyli część długów, ale całkowita porażka była równie prawdopodobna jak przypuszczenie, że statki zaczną kiedyś latać. Nie było wątpliwości co do tego, że zdobyli pieniądze i albo wydali je, albo zamierzają to zrobić... Obrzucił ich bacznym spojrzeniem - jednak obaj byli całkowicie trzeźwi i nie mieli ze sobą żadnego nowego wyposażenia... Cóż, w takim razie jeszcze nie przepili tej sumy pomyślał i było to pocieszające, przynajmniej byli przytomni. Zresztą, nie miał w tej chwili do tego głowy. Pieniądze nigdy tak naprawdę go nie zajmowały... Dzięki swym możliwościom potrafił je zdobyć zawsze, gdy tego pragnął. W tych warunkach lepiej więc było skupić się na sprawach istotnych, mniej ważne pozostawiając na potem... Zwłaszcza, że wydanie dużej ilość pieniędzy, w grupie tak zżytej jak ich drużyna, na pewno będzie się rzucało w oczy. Oczywiście podejście obu barbarzyńców nieco martwiło, wynikało bowiem z niego, iż brak im lojalności i honoru. A to oznaczało że nie można na nich polegać... Cóż, nie każdy niestety umie inwestować w swoją przyszłość, szkoda...pomyślał filozoficznie. Jednak, tak naprawdę nie był to przecież jego problem. Oderwał się więc od tych niewesołych myśli i powrócił do przerwanego tematu.
- Tak więc możemy jeszcze zając się sprawą z Larcją - dodał, kończąc wywód. - W końcu obiecaliśmy Conanowi pomoc, a z Servio nie mieliśmy zbyt wiele szczęścia. Więc, kto idzie ze mną?
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]