PBF - Bournemouth after Midnight

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 24 września 2015, 15:13

- Nie!- doktor był wściekły, z trudem odzyskiwał kontrolę. Tylko lata praktyki w obserwowaniu wyzwalaczy swego szału ocaliły go przed uwolnieniem bestii. Teraz tkwił w jasnym pokoju bez okien i klamek. Stanowiło to pewien postęp w stosunku do ciemnej, wilgotnej celi i ciężkiego łańcucha jakim King Willy przykuł go do ściany w pierwszych minutach swojej dominacji. Biały pokój wyściełany poduszkami budził odpowiednie skojarzenia myślowe z wolna budując przewagę Sandsa. Skupił się na swym eleganckim, staromodnym fotelu z dębowego drzewa, o solidnym, sztywnym oparciu wyściełanym czerwonym..

http://media4.picsearch.com/is?zAixdTWn ... height=316

-Nie! Do cholery!- parsknął doktor, błąkający się gdzieś poza pokojem Koroviev przypadkiem odnalazł drzwi izolatki, po czym rozpoczął uporczywe, miarowe drapanie najwyraźniej usiłując dostać się do wnętrza. Początkowo nieistotne odgłosy nadzwyczaj szybko przybrały na sile, niczym młot kowalski uderzając w budowaną z trudenm osnowę bezpieczeństwa doktora.

Zachowaj spokój. Musisz rozwikłać tę zagadkę zanim wszyscy zginiemy. -doktor miękko osiadł na fotelu ignorując piskliwy gwizd przygniecionej pośladkami gumowej kaczuszki kąpielowej. Oparł dłonie na oparciach fotela mocy. Fotel z wolna wchodził w ruch obrotowy, w pozbawionym fizycznych przeszkód świecie Koroviev zdążył już wydrapać w drzwiach dziurę, po czym włożył do środka megafon rozpoczynając jazgotliwą kakofonię chorej muzyki
(podkładzik tutaj: https://youtu.be/k85mRPqvMbE)
Pośród szalonego hałasu niezłomny mieszkaniec umysłu Korovieva analizował sytuację. Sands walczył.

Jest istota, która nade wszystko pragnie zachowania statusu. Są zatem i inne, które ów status będą chciały jej odebrać.

-Ding! Ding!

Istota musi mieć strażnika. Posiada go, by zachować władzę. Inni także posiadają sługi, by móc obalić strażnika. Takie są zasady równowagi.

-Ring Ding Ding Ding Dooo Dooo!

Istoty knują przeciw temu, któego władzę chcą zyskać. Co jeśli nie mają dość mocnego sługi, by obalić strażnika?
Kupują strażnika obietnicami.
A co z pozostałymi strażnikami?
Należy ich oszukać.


- Ding! Ding!

Sands znieruchomiał. Wnioski okazywały się dramatyczne.

- Zatem drogi Antonie wraz z nieznanymi mi towarzyszami postanowiłeś pozbyć się księcia. W jego miejsce wybiorą nową personę, która swoim nieoczekiwanym genialnym wejściem rozwiąże problem zagrożenia ze strony sabatu. Oczywiście zagrożenia rzekomego. Tym kimś będzie nowy, podstawiony Vallo... wprost z kliniki doktorka "Ostry Dyżur"..

Muszę skontaktować się z Price'm nim będzie za późno. Wydaje się zbyt małym graczem, by był wtajemniczony w te plany. Pozostaje kwestia sprowokowania nosferatu do odkrycia kart..
Ostatnio zmieniony 24 września 2015, 16:42 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 07 października 2015, 16:00

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:20

Z beznamiętną miną Price szedł korytarzami klubu wyglądającymi w trakcie alarmu tak obco. Pozamykane drzwi przeciwpożarowe przecinały korytarze budynku niszcząc tak dobrze znaną Xavierowi strukturę. Trupioblade, rozjaśniające tylko trochę światła awaryjne pogłebiały posępny nastrój Rhino. Ale Ventrue nie miał czasu na kontmeplacje. Miał tylko jeden cel w głowie i żadne komplikacje nie mogły mu tego utrudnić. Musiał ukarać beztroskę Marcusa raz na zawsze. Otwierał kolejne drzwi spodziewając się końcu ujrzeć któreś z wcieleń Malkavianina i wymierzyć surową sprawiedliwość swojej domeny.

- To mój dom i moje zasady! Będzie przykładem dla innych!

***

Thomas był niewiele wiecej niż sto jardów od Rhino. Był wciąż wstrząśnięty. Widział ją, jego największą miłość i zarazem najbardziej znienawidzoną osobę na świecie. Tę która mamiła go czułymi słowami, karmiła obietnicami, a tymczasem tylko zimno i bezdusznie wykorzystywała jako pionka w rozgrywce z Rundstedtem.

Langer chciał ochłonąć, ale nie mógł przestać myśleć o Czarnej Matce. Co ona tu robiła? Czyżby wiedziała co się święci? Czy miała udział w wydarzeniach tej nocy? Pytania kłebiły się w umyśle wampira, rodząc uczucie strachu przed nieznanym. Przez sekundę nawet spanikował i prawie dał ponieść się panice, ale szybko opanował swe uczucia, choć nawet nie zwrócił uwagi na to, że Bournemouth tonęło ciemności, a od strony klubu z mroku, rozjasnianego co chwilę chaotycznymi smugami świateł z latarek dochodzą paniczne okrzyk ludzi.

I wtedy gdzieś z oddali dosłyszał pomruk potężnego wybuchu. Nie wiedział skąd dokładnie. Gdzieś od strony morza. Widział tylko przez chwilę na dachami budynków łunę krwistoczerwonego światła.

***

Sygnał oczekującego połaczenia brzmiał znajomo i Achile wiedział od razu jedno. Był to sygnał angielski, a nie szwajcarski. Cokolwiek się nie działo, nasuwało jedno rozwiązanie. Vallo był w Anglii. Czy tu na miejscu w Bournemouth, czy gdzieś indziej, to nadal w Albionie. Chyba... bo przecież ktoś mógł routować połączenie przez szereg krajów tak aby utrudnić odnalezienie rozmówcy... Po piątym sygnale, Moreau już myślał, że włączyła się poczta głosowa, ale usłyszał w głośnikach auta znajomy głos Ventrue:

- Witam panie Moreau. Spodziewałem się, że skontaktujecie się ze mną wcześniej...

Dostrzegł też w oddali łunę wybuchu. Gdzieś od strony centrum...

***

- Muszę skontaktować się z Price'm nim będzie za późno. Wydaje się zbyt małym graczem, by był wtajemniczony w te plany. Pozostaje kwestia sprowokowania nosferatu do odkrycia kart... - pomyślał doktor. Jego życzenie spełniło się niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Przeciwpożarowe drzwi po drugiej części sekscji korytarza otworzył nikt inny jak sam Xavier Price. I doktor od razu spostrzegł, że wolałby odwołać swoje ostatnie życzenie...
Bardzo przepraszam za lagi w tej sesji, ale mam naprawdę sporo na głowie od długiego czasu, a granie jest duzo prostsze niż prowadzenie. Jakbym coś marudził, że nie mam weny czy coś to proszę o solidnego kopa w dupę. Mam nadzieję, że wszyscy jeszcze nie zrazili się totalnie i chcą grać dalej.

Ale ok, jedziemy dalej z tym koksem. Price'owi udaje się odnaleźć Marcusa jako pierwszego. Nie natknął się jeszcze ani na obcego, ani na ochronę. Wampiry w Rhino nie słyszą wybuchu. Co będzie dalej na tym odcinku korytarza nie wiem, ale brzmi ciekawie. Ponieważ Lightstorm i Koszal mają ze sobą kontakt, to najłatwiej będzie jesli rozegracie to miedzy sobą i piszcie co się dzieje. Nie posuwajcie jednak akcji zbyt daleko w czasie, bowiem w każdej rundzie istnieje matematyczna szansa, na to, że ktoś inny może zjawić się w waszej sekcji, a to może diametralnie zmienić akcje.

Vallo odbiera telefon i jestem ciekaw co też ma Moreau do powiedzenia poza zwyczajowym "Dobry wieczór". Rozmowę możemy przeprowadzić na czacie Skype'a i potem wstawić jednego posta.

Achile i Langer jako jedyni zdają sobie sprawę, że centrum, gdzieś w poblizu morza wstrząsnęła eksplozja. Nie możecie jednak określić co dokładnie wybuchło.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 12 października 2015, 15:18

Tkwił uwięziony niby wewnętrzny obserwator przezroczystego promu mknącego korytarzami domeny Ventrue. Doktor szykował zamach, by odzyskać kontrolę na ciałem jednak wciąż pozostawał zbyt słaby. Skupił wolę, by przekazać słow, bądź dwa... ostatnia szansa..

Niewidzialna halabarda zatoczyła kolejny krąg w powietrzu. Pogrążony w szaleńczym tańcu Samedi w ostatniej chwili dostrzegł zbliżającego się Price'a. Odskoczył ku ścianie porzuciwszy oręż. Sypnął mąką wyciągając drugą dłoń w powstrzymującym geście.

- W domu króla siedzą szczury- szkarady. Samedi ma zagadkę dla króla- z iloma szczurami jada śniadanie?

Parsknął śmiechem. Pochwycił rękawy marynarki Xaviera. Jego twarz przybrała wyraz udręki. Ton głosu drastycznie zmienił się.

- Strzel mi w łeb książę! Chłepcz moją krew, jeśli chcesz GO ujrzeć! Niech Cię poprowadzi!- krzyk Sandsa przedarł zasłonę szaleństwa.

King Willy odskoczył jak poparzony ponownie przywierając plecami do ściany.

- Z jednym! -wykręcone palce malkavianina błądziły w powietrzu rysując chore kształty.

- Papa Legba chce ofiary... -wyciągnął dłoń w żebraczym geście. W ułamku sekundy Ventrue spostrzegł, że dłoń nie była skierowana ku niemu..
Spoiler!
Pokazuję cokolwiek, w końcu jestem świrem, choć cieszyłoby mnie gdyby się tam znalazł Pinki.
Spoiler!
Strzel Kingowi w łeb. Napij się jego krwi.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 16 października 2015, 00:00

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:20

Przeklęty Malkavianin w swym chorym widzie ma czelność występować przeciwko mnie? Jesteś podwójnym głupcem Marcusie - Ventrue powiedział w myślach, gdy Świr złapał go za ubranie. Starsi z twojego klanu mają na tyle rozwagi, by trzymać się praw Camarilli. Tobie jednak ciągle ten fakt ucieka, próbując chować się za poczuciem litości. Miałeś mi pomóc siedząc przed monitorem, zdradziecki sukinsynu... Chcesz odebrać mi prawo do zemsty?

- Dość! Zamilcz na zawsze... - przerwał monolog Malkaviana, szykując ciężki pistolet do strzału.
Strzelam dwa razy w nogi, by nie mógł uciec oraz nie wpadł w letarg. Ranny nie powinien stanowić dla mnie żadnego wyzwania. Potem spijam z Marcusa 3 punkty krwi, a następnie strzelam mu w łeb. Upewniam się, że jest martwy i udaję się na poszukiwania intruza.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 17 października 2015, 13:55

Bournemouth, Przed Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:21

Pomruk wybuchu ustał ledwie kilkadziesiąt sekund temu i Langer z myslami pełnymi różnych hipotez zbliżał się do Rhino, gdy jego uwagę przykuł baner umieszczony w Agencji Pracy Landstadt. Czerwone litery leniwie przesuwały się po ledowym wyświetlaczu podając najnowsze informacje niczym w radiowym RDS. Kilkanaście liter niemal spowodowało, że serce Solomona niemal wyrwało się z piersi.

... Michael Vallo zginął...

Całkowicie pochłonięty oczekiwaniem na ciąg dalszy informacji nawet nie zwrócił uwagi jak czarne auto z rykiem żyłowanego silnika wymija go z dużą prędkością. Zbyt dużą szybkością jak na taką ciasną uliczkę. Tylko kątem oka zobaczył jak sedan wbija się dwadzieścia metrów dalej w tłumek spanikowanych ludzi przed wejściem do Rhino. Świat dla Tremere zwolnił, niczym puszczony w zwolnionym tempie film.

Zapamiętał każdy najdrobniejszy szczegół. Krzyki ludzi, ryk silnika, szczęk metalu auta uderzającego w betonową framugę wejścia, jęzory ognia, które w ułamku sekundy objęły w swe władanie wrak i przy wtórze rodzącej się eksplozji, pękających w okolicy szyb, połykały wszystko na swojej drodze.

Wybuch odrzucił kainitę do tyłu, niczym liściem porwanym przez podmuch wiatru. Upadł powstrzymany przez żelbetową konstrukcję stacjonarnego śmietnika.
Langer w wyniku eksplozji dostaje ranę niegroźną. Był wystarczająco daleko aby nie objęły go płomienie, ale kto wie co by było, gdyby nie zobaczył banera z newsami:o

Poole; Lilliput; Niedaleko Rezydencji Vallo; 26.11.14; około 04:21

Achile przez chwilę nie wiedział co powiedzieć. To było niemożliwe, ale jemu, elokwentnemu lekarzowi z Francji, zabrakło języka w gębie. O niewysłowione osłupienie przyprawiła go onformacja w nocnym newsie lokalnego radia Fire.

-...według niepotwierdzonych źródeł w wybuchu w hotelu Marriott zginął jego właściciel Michael Vallo...

Pająk na przedniej szybie wykwitł przy wtórze głuchego uderzenia, które w uszach Achile urosło do ryku wybuchającego Wezuwiusza.

- Merde!!! - zaklął na cały głos zdając sobie sprawę, że kogoś potrącił. Ktoś odbił się od maski, rozbił przednią szybę i przefrunął do tyłu. Odruchowo wcisnął hamulec nieumiejętnie skręcając w lewo. Auto podskoczyło na krawężnku i uderzyło całym swym impetem w drzewo.

- Halo Achile?! Słyszysz mnie? - to były ostatnie słowa jakie Moreau słyszał w telefonie nim stracił przytomność...
Spiesze z wyjaśnieniem. Moreau żyje, ale chwilowo traci świadomość. Odzyska ją z powrotem Oggiego (nie było go ma forum od 23 września). Nie wiem jak wyglądają w rzeczywistości wypadki ale cóż licencia poetica;)

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 17 października 2015, 19:05

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:21

- Dość! Zamilcz na zawsze... - przerwał monolog Malkaviana, szykując ciężki pistolet do strzału.

Rewolwer przemówił z hukiem i zamieniając kolano barona w krwisty koktajl kości, martwego mięsa i krwi, a monolog w spazmatyczny krzyk bólu. Samedi upadł na ziemię wyjąc i łapiąc się za nogę trzymającą się reszty ciała tylko na resztkach ścięgien i mięśni. Ale Ventrue nie znajdował nigdy przyjemności w perwersyjnym obserwowaniu cierpienia. Nie stał i nie delektował się widokiem rannego. Niczym drapieżnik przypadł do Samedi i wbił kły w szyję kainity zaczynając sączyć jego vitae.

Mieszanina szaleństwa zaczęła pulsować w jego żyłach, wbijając Xaviera w ekstatyczną przyjemność w jakiej niemal się zatracił. Niemal namacalnie poczuł jak dostaje się do jestestwa Marcusa, Sandsa i Samedi. Sumienie Price'a krzyczało:

- DOŚĆ!

Powstrzymał się z ogromnym trudem jakby przerwał miłosny akt wtedy gdy ejakulacja jest już niemożliwa do powstrzymania. Mruknął przeciągle wciąż walcząc ze sobą i pragnieniem dokończenia tego co zaczął. Odsunął usta od pachnącej uwodzicielsko krwią szyi Marcusa. Wziął kilka głębokich wdechów, po czym przegryzł skórę na nadgarstku i wlał krew w usta pokonanego. Szepnął coś do ucha Koroviewa i rozejrzał się z mieszaniną przerażenia i krańcowego zdumienia.

Otoczenie miało stonowane kolory, a stylowe wnętrze korytarza kontrastowało ze starymi, pleśniejącymi dywanami, odłażącymi tepetami. To jednak nie było jeszcze niczym dziwnym. Nie na tyle żeby być naprawdę zszokowanym. Nie był tu sam...

Korytarzami przesuwały się szybko w makabrycznym korowodzie mgliste postaci krzycząc przerażone, ale Price nie mógł nic usłyszeć, poza niezrozumiałym szumem. I wtedy dostrzegł ją. Zmysły nie mogły go mylić. To była Ona. Stała tuż przed nim, piękna jak w dniu kiedy powiedział jej pierwszy raz, że ją kocha. Chciała coś powiedzieć, ale Xavier widział tylko poruszające się usta i nie mógł dosłyszeć nic słowa. Jej słowa tonęły w grzmocie tysiąca burz...

Wizja znikła. Nadal był tu tylko on i Malkavian. Tylko grzmot tysiąca burz zdjął Ventrue uściskiem strachu. Coś wybuchło w pobliżu z wielką siłą.
Spoiler!
Masz do końca sceny po kropce w Niewidoczności i Nadwrażliwości. A jako bonus fabularny pozwoliłem sobie zafundować na chwilę jedną ze specjalnych umiejętności barona Medium.
Spoiler!
Twoja postać jest chwilowo wyłączona z akcji. Przyjąłeś 5 obrażeń od strzału z ciężkiego rewolweru. Trafienie było dla posiadającego wysoką Broń Palną Xaviera czystą formalnością. Niska Wytrzymałość niestety nie pomogła. Generalnie w bezpośrednim starciu Price ma nad Marcusem ogromną przewagę, tym bardziej że też podbił krwią atrybuty.
Coś wybuchło w bezpośredniej odległości od Rhino. Tynki lecą z sufitu, szkło się sypie. Armageddon :o Co dalej?

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 18 października 2015, 14:30

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:21

Krew. Słodka krew Malkavaiana krążyła w żyłach Xaviera budząc w nim nowe zdolności. Martwe od kilkunastu lat ciało znów na chwilę zrobiło się ciepłe. Fale podniecenia i satysfakcji zalewały zadowolonego z siebie Ventrue. Wśród nich jednak przebudziła się świadomość.
Price nagle oderwał się od szyi, przypominając sobie, co należy uczynić. Dopiąłem swego. Teraz nikt nie stanie mi na drodze do zwycięstwa - pomyślał.

- Wybacz mi stary przyjacielu, nie wiedziałem, że tak to się skończy... A wszakże powiedziane jest: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie". Jesteś ostatecznie martwy i nie masz mocy życia w sobie - wygłosił krótkie przemówienie, szepcząc do ucha, osuwającego się na podłogę Świra. Baron wiedział, że słowa Ventrue oznaczają jego koniec. Xavier był silniejszy, a vitae Malkavianina dodała mu nowych sił.

Władca domeny powstał z pełną gracją, jak gdyby skończył właśnie uroczystą ucztę wśród samej śmietanki towarzyskiej. Ciało Barona leżało pod jego stopami, przywodząc na myśl niedojedzoną potrawę. Upewnił się, że jego ubranie jest czyste i nagle ją zobaczył. Była piękna i taka jaką pamiętał. Prawie nie zwracał uwagi na fakt, że otoczenie także zmieniło się nie do poznania. Obraz Viven całkowicie wypełnił widnokrąg jego zmysłów. Liczyła się tylko ona i nic więcej. Mówiła coś do niego, jednak nie potrafił tego usłyszeć. I wtedy coś się zmieniło...

Wyciągnął rękę przed siebie jakby chciał jej dotknąć, lecz nie dane mu było spotkać się z ukochaną. Nagły wstrząs i ogromny huk rozproszyły cudowną wizję. Szkło i poniszczone fragmenty elewacji przeleciały w powietrzu roztrzaskując się na podłodze. Instynkt odezwał się pierwszy. Bestia podpowiadała, by uciec od zagrożenia. Jednak strach szybko został wyparty przez gniew zmieszany z bólem po stracie Viven. Oparł się plecami o pobliską ścianę i chciał krzyczeć z wściekłości i bólu.

[center]Obrazek[/center]
Mięśnie Ventrue napięły się, a z jego otwartych ust dobywał się wrzask. Gniew, zemsta na intruzie za atak na jego domenę, ból po stracie Viven spowodowany wizją, przejął kontrolę nad chłodno kalkulującym umysłem Xaviera. Bestia obudziła się w dodając mu nowych sił. Nie pozwolił jednak bezrozumnej części siebie przejąć kontroli nad swoimi działaniami. Wiedział jaki ma cel nadrzędny - zniszczyć intruza.

Rozpierdolę każdego, kto wejdzie mi w drogę. Już jesteście martwi, wszyscy jesteście martwi! - na twarzy Xaviera pojawił się szalony uśmiech. Skurwysyny zapłacą. O tak zapłacą własną krwią! Koniec z słodkim pierdoleniem!

Z mieszaniną zadowolenia i pogardy spojrzał na leżącego obok Malkaviana. Pierwszy idiota leży i kwiczy. Czas dopaść następnego - pomyślał ruszając w pościg za intruzem.
Ostatnio zmieniony 18 października 2015, 14:40 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 18 października 2015, 22:08

Thomas szedł ulicami miasta. Wilgoć nocy przenikała go do szpiku kości ale nie zwracał na to uwagi. Myśli goniły skotłowane. Jedna górowała nad wszystkimi innymi.

Skąd do jasnej cholery wzięła się tu Ona? Czy przyjechał sam upewnić się, że Stainbach nie żyje. Dopilnować interesów. A może odnaleźć swego zaginionego syna skoro dzwonił jego zaniepokojony towarzysz z koterii jak na przykład Achille. A może Xawier, niby martwy a jednak żywy. Wówczas rodzi się pytanie w głowie Matki czy Thomas jest martwy zupełnie, czy tylko tak jak zwykle... Zaniepokojona losem swego dziecka, matka szuka go. Przecież tak robią matki, prawda? - Thomasowi zupełnie brakowało porównania. Jakiejś skali odniesienia, miary. Nigdy wcześniej nie odczuł matczynej miłości znał jej opis tylko z ksiąg, a soją matkę z fotografii. Kiedyś wyobrażał sobie jaka ona może być na prawdę. A ostatnio i to zdjęcie się okazało kłamstwem a z nim wyobrażenia.- Gra w polu pomiędzy Starym Diabłem a Przeklętą staje się coraz trudniejsza, co raz bardziej wymagająca. A muszę ją utrzymać póki nie ustalę kto na prawdę do mnie strzelał. No i zostaje jeszcze ten cały Vallo i jego małe probl....

"Krzyki ludzi, ryk silnika, szczęk metalu auta uderzającego w betonową framugę wejścia, jęzory ognia, które w ułamku sekundy objęły w swe władanie wrak i przy wtórze rodzącej się eksplozji, pękających w okolicy szyb, połykały wszystko na swojej drodze."

Mein Got! o mało nie zginąłem... Brak czujności mnie kiedyś zgubi, nigdy więcej nie opuszczaj gardy Tomasie.

Pomyślał z gniewem podnosząc się z brudnego chodnika. Czuł jak jego ciało szybko się regeneruje. Przez chwilę patrzył na rozbity samochód który szybko pochłaniały płomienie. Parzył jak oczyszczający ogień trawi wszystko, łącznie ze ścianami Rhino. Nie zamierzał tam wchodzić. Do płonącego budynku. Nigdy. To co się stało to był akt terroru sabatu lub innych szaleńców. To była potwarz. Siarczysty policzek dla księcia i jego świty ukazującą słabość i nieudolność jego rządów. Tomas nie zamierzał stracić z tego powodu własnego życia, które nawiasem mówiąc i tak już balansowało niebezpiecznie blisko uznania go z a zdrajcę klanu.

Obserwując wszystko z oddalenia wykręcił szybko numer na komórkę do Xawiera...
Spoiler!
Chowam się przy użyciu dyscypliny. Obserwuję wyostrzonymi zmysłami co za samochód się rozbił Matki, Achille jeszcze jakiś inny?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 19 października 2015, 15:34

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:22

Ruszył korytarzami, mając tylko jeden cel. Zniszczyć tę karykaturę, która ośmieliła się naruszyć jego dom, splugawić jego zasady i doprowadzić do kompletnego chaosu w uporządkowanym, zaplanowanym życiu Ventrue. Pchany bestią i pierwotną, dziką żądzą zemsty biegł korytarzami Rhino. Nie widział tropu, ale wiedział, że hemafrodyta musi być gdzieś tutaj. To był jego dom, znał jego każdy najmniejszy zakamarek, doglądał remontów...

I wtedy dostrzegł, jak bardzo się mylił. Puścił wiązankę przekleństw. Kawałek ceglanej ściany był rozwalony jakby uderzeniem młota i odkrywał nie większą niż dwudziestocentymetrową wnękę w murze w korytarzu technicznym, podobną do takiej w jakiej montuje się sejfy w ścianach bogatych domów. Tu jednak nie nikt nie pokusił się na wstawienie stalowej konstrucji, tylko kiedyś zostawił małe drewniane pudełko po herbacie z Harrodsa Afternoon Ceylon No16. Choć leżało rozbite i spróchniałe na ziemi, to Price rozpoznał jej bez najmniejszych wątpliwości Takich pudełek Robert trzymał dziesiątki, powtarzając, że to był jego ulubiony smak. Krzyknął znów czując rosnącą frustrację i wtedy poczuł szaleńczo drgający telefon w kieszeni i zew przeciągu, gdzieś z góry klatki schodowej.
Ktoś rozwalił kawałek muru i dokładnie wiedział gdzie to zrobić. Z pudełka coś zapewne zostało wyjęte.
Bournemouth, Przed Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:22

Stanął w cieniu i niemal rozpłynął się w ciemnościach. Obserwował Rhino i czekał aż komórka Xaviera odezwie się znanym głosem Kainity.

Krzyki rannych nie przerażały Langera, ale płomienie buszujące w wejściu niemal spowodowały, że rzucił się do panicznej ucieczki. Zdał sobie jednak sprawę, że jest zbyt daleko nawet by poczuć żar żywiołu. Niemniej jednak za żadne skarby nie miał zamairu wchodzić do środka. Co to to nie, instynkt samozachowawczy był zbyt silny w wampirze. Oceniał, że eksplozja wyrządziła spore szkody, ale zapewne tylko na głownej sali i fasadzie budynku. Wszystko wskazywało na to, że kapryśnej aurze, jaka spowijała Bournemouth ogień nie rozprzestrzeni się. Wyczuł w kieszeni kartę od Xaviera, gdyby musiał tam wrócić, to zawsze mógł skorzystać z alternatywnej drogi, lub wykorzystać któreś z wyjść przeciwpożarowych.

Wrak auta, który dogorywał w głównym wejściu przypominał Solomonowi jedno z aut, które wyminęło go Westover Rd. Z całą pewnością nie był to wóz którym jechała Elza, ale jeśli to jedno z jej aut, to rodziło to litanię pytań. Czemu zostało zdetonowane w tym miejscu, bo Langer nie miał żadnych wątpliwości co do natury wybuchu. To nie była przypadkowa detonacja, tylko zaplanowany akt terroru. ale jaki udział w tym miała Czarna Matka? Po co? Dlaczego? Jaki udział w tym całym cholernym przedstawieniu miał on, Elza von Bock i jego "dziad" Johan Rielke?

Komórka Price'a, wciąż nie odpowiadała...
Panowie, nie wiem, czy Xavier w tym stanie odbierze telefon. Jeśli nie, to jedziemy dalej, jeśli tak to proszę Was o wymianę PW między sobą i o wstawienie posta z rozmową telefoniczną.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 21 października 2015, 10:23

Bournemouth, Przed Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:22

Telefon Xaviera nie dawał mu spokoju. Ventrue nie przejmował się tym, skupiając się jedynie na swoim celu. Widok dziury w ścianie tylko wzmocnił gniew, który przejął kontrolę nad decyzjami nieumarłego. Wściekły Price uderzył pięścią w ścianę pozostawiając w niej lekkie wgniecenie i kolejny raz krzyknął mocno podirytowany. Dlaczego do tego doszło!?! Co zrobiłem źle? - zadawał pytania w myślach. Telefon dalej brzęczał nieubłaganie nie dając spokoju, co pozwoliło wampirowi znów skupić się na otoczeniu. Wziął do ręki kawałki zniszczonego pudełka i zamknął oczy wyostrzając zmysł zapachu. Wiedział czego szukać, znał zapach tego rodzaju herbaty w jakiej lubował się jego stwórca. Nie pomyliłby jej z żadną inną. Wiedział, że cokolwiek było w tej paczce pozostawiło specyficzny zapach, który w tej chwili był bardzo świeżym tropem.

Ventrue otworzył oczy i ruszył biegiem za pozostawionym śladem zapachu. W biegu sięgnął po telefon i odebrał połączenie od Thomasa:

- Rozumiem, że to pilne. Mów szybko, bo kurewsko zajęty teraz jestem! - powiedział podirytowanym tonem, nie kryjąc emocji.

- Dobrze, że nadal żyjesz. Jestem pod Rhino, ktoś wjechał samochodem w Elizjum, ale jeszcze nikt nie wyszedł. Wszystko zaczyna płonąć. Na mieście wybuchy w kilku miejscach nie tylko tutaj. W telewizji trąbią że w Hilton zginął Vallo. Elza jest w mieście. - wyrzucił jednym szybkim tokiem Tomas, choć ostatnie zdanie wypowiedział z trudem.

- Jesteś tam? - zapytał zdając sobie sprawę, że Xavier musi być w trakcie biegu.

- Tak kurwa mać! Zajębę tego skurwysyna, choćbym miał zejść do samego serca piekieł! Prawie mam go, jeszcze trochę! - krzyczał do słuchawki.

- Jesteś na zewnątrz, więc nie bądź Tremerską pizdą i ogarnij pożar! Nie zwiedź mnie Thomasie!

Xavier rozłączył się, skupiając się całkowicie na pościgu.
Używam Nadwrażliwość 1, by wyostrzyć zmysł zapachu. Idę za zapachem tego, co było w pudełku.
Podczas biegu przeładowuję broń, by mieć pełen magazynek. W drugą rękę biorę granat błyskowy.
Dla Thomasa:
Zorientujesz się, że Xavier nie zachowuje się normalnie i zdecydowanie jest wyprowadzony z równowagi. Nie słyszałeś wcześniej, by mówił takim tonem i używał przekleństw. Członkowie klanu Ventrue zawsze trzymają wysoki poziom kultury osobistej.
Ostatnio zmieniony 21 października 2015, 11:55 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 21 października 2015, 17:31

Cóż, cokolwiek tam się działo w Rhino, dla Xawiera było ważniejsze od płonącego Elizjum. Oczywiście, że ci pomogę na tyle na ile będę umiał. W końcu ostatnio nic innego nie robię tylko pomagam Ventrue za co spotykają mnie same nagrody i zaszczyty.

Stojąc w cieniu Tomas wykręcił numer do straży pożarnej i zgłosił pożar.

Chyba nie sądziłeś Xawierze, że rzucę się z kocem gasić pożar Rhino. Zresztą być może za chwile nastąpi na niego atak Sabatu i płomienie staną mniej istotnym problemem. A może dlatego mnie prosiłeś o pomoc, ponieważ w środku trawa z nimi walka?

Pozostając nadal w cieniu miedzy kontenerem a ścianą, uruchomił w komórce kamerę i zaczął nagrywać tak by obraz uchwycił niemal cały front budynku a w szczególności wejście do Elizjum.
Spoiler!
Leczę krwią to jedno obrażenie.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 22 października 2015, 15:49

Bournemouth, Na dachu Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:23

Price wiedział, że coś co zostało wyciąnięte ze skrytki przesiąkło przez lata nikłą wonią Afternoon Ceylon No16, a samo w sobie miało ulotne nuty ziemi i rdzy. Wciągnął powietrze jeszcze kilka razy zupełnie niczym zwierze wietrzące unoszące się w powietrzu zapachy otoczenia. To i zapach obcego upewniły Xaviera o kierunku w jakim udał się intruz. Podjał trop niczym gończy hart na polowaniu. Rzucił się w górę nieużywanej, przeciwpożarowej klatki schodowej, skacząc po dwa, trzy stopnie.

Jeszcze cztery piętra... Wyciągnął rewolwer i wciąż pędząc na złamanie karku i wybił zużytą amunicję bębenka broni.

Trzy piętra... Trzęsącymi się palcami zdołał wprowadzić nowe naboje komór bębenka, przeklinając, czemu nie zaopatrzył się w pistolet.

Dwa piętra... Zatrzasnął bębenek i odciągnął kurek

Jedno piętro... Woń stawała się coraz bliższa, Xavier wiedział, że intruz jest na dachu. Herbata, ziemia i rdza. Wyciągnął granat błyskowy.

Wpadł z rykiem wściekłego lwa na dach budynku wyrywając przypadkiem jedno skrzydło drzwi z zawiasów i rozejrzał się wokół, szukając zwierzyny na którą polował. Na gzymsie po drugiej stronie dachu dostrzegł dziwny kształt. Był to ni to człowiek, ni to wielki czarny ptak. O ile wzrok mógł go zwieść w ciemności, to czuł, że prawie namacalna nić woni ze skrytki, łączy dziwadło i drażni nieprzyjemnie jego zmysł węchu.

Kształt musiał wiedzieć, że nie jest już tu sam, przechylił się i Xavier wiedział, że w ułamku sekundy grawitacja zrobi swoje i dziwadło zniknie mu z oczu w dwudziestrometrowej przepaści jaka dzieliła gzyms z chodnikiem na dole...
Intruz, lub coś co nim kiedyś było, skacze w przepaść. Xavier ma w dłoniach rewolwer i granat. Minęły dosłownie ułamki sekundy, odkąd znalazł się na dachu. Co robi? Ma jeszcze tylko ułamki sekundy nim intruz spadnie:o

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 22 października 2015, 17:17

Bournemouth, Na dachu Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:23
Wyostrzam wzrok Nadwrażliwością 1 i strzelam. Mam na tyle siły, by broń nie zrobiła odrzutu. Wydaję Punkt Siły Woli na jeden pewny strzał. Jak cel zniknie mi z oczu, biegnę na gzyms by ewentualnie strzelać dalej.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 23 października 2015, 21:53

Bournemouth, Na dachu Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:23

Pole widzenia Ventrue nagle poszerzyło się zalewając nagle umysł kainity tysiącami szczegółów, które do tej pory kryły się w ciemnościach dżdżystej nocy. Od drobinek wody rozbryzgującj się na lufie rewolweru, przez detale ceglanych kominów starej instalacji ciepłowniczej po czarniejsze niż noc pióra obcego. Pomimo przyprawiającej o szaleństwo mnogości detali wokół, Xavier zgrał lufę pistoletu ze znikającym niczym w zwolnionym tempie kształtem olbrzymiego kruka. Wcisnął spust i Cassull, przy wtórze huku wybuchającego ładunku prochowego wypluł z siebie pocisk, który szybciej pokonując w ułamku sekundy przebył dystans dzielący go od celu i wbił się w ogromne cielsko ptaszyska.

Obcy zniknął za gzymsem i Price dosłyszał tylko głośny, pełny bólu skrzek...

Puścił się biegiem ku krawędzi dachu, gdzie zniknął intruz pod postacią kruka.


Bournemouth, Przed Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:23

Langer wezwał straż pożarną, nie obiecywał sobie zbyt wiele. Wszystko wskazywało, że strażacy mają dziś pełne ręce roboty. Nie schował jednak komórki. Zaczął nagrywać dantejskie sceny przed Rhino. Skwierczący w deszczu ogień, krzyki rannych, paniczne wrzaski uciekających z klubu ludzi. Nie przerywając nagrywania, powoli przesunął się w niewielką wnękę w murze budynku i niemal rozpłynął się w mroku.

Pomoc nadeszła z najmniej oczekiwanego kierunku. Hydrant stojący kilka metrów od wejścia do Spearmint Rhino, rozszczelnił się nagle zalewając płonący wrak strugami wody i spowijając momentalnie wszystko w kłębach gęstej pary i dymu.

Langer zaklął cicho zdając sobie sprawę, że niewiele zdoła teraz nagrać, gdy głośny trzask wystrzału, gdzieś z góry przykuł jego uwagę. Równocześnie dostrzegł ciemniejszy od nocy kształt, który z pełnym bólu nieludzkim wizgiem spadał bezwiednie z dachu.

Nurkujące w samobójczym locie dziwadło zninkęło w obłoku pary i Langer spodziewał się usłyszeć gruchot uderzającego w ziemię ciała, ale w tym samym momencie z kłębu mgły z ogrmoną prędkością wyleciał w jego kierunku głośno kracząc przeogromny kruk.

Choć Tremere był pewien, że ptak nie może go dostrzec skrytego w mroku, to i tak zaklął przestraszony, widząc jak ptaszysko wymija niszę w której się skrył wcześniej.
Xavier pędzi w kierunku gzymsu. Póki co nie widzi intruza. Ptaszysko mija Langera, skrytego w mroku. Czy Tremere chce pobawić się ptaszkiem? Oczywiscie nie swoim;P

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 26 października 2015, 14:53

Bournemouth, Przed Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:23

Kruk wyminął Solomona trzepocząc skrzydłami i Kainita przysiągłby, że widział złowrogą intelignecję w zwierzęcym oku ptaka. Przysiągłby także, że poczuł się jakby kruk doskonale zdawał sobie sprawę z tego kto stał wtulony plecami w zimny i wilgotny mur budynku.

Langer błyskawicznie ocenił co mógł zrobić. Spośród kilku opcji jakie brał pod uwagę, jedynie jedna miała jakiekolwiek szanse powodzenia. Mężczyzna nie czekając na nic wyskoczył z niszy i sięgnął po leżący tuż przy koszu na śmieci duży metalowy odłamek, jaki musiał znaleźć się tu po eksplozji samochodu. Gorący kawałek metalu, chyba chłodnicy, parzył dłoń wampira, ale Tremere nie miał zamiaru go długo trzymać. Wziąwszy zamach cisnął przedmiotem za odlatującym krukiem. Nie dawał sobie zbyt wielkiej nadzieji, żeby cokolwiek wskórał, żeby nawet trafił dziwnego stwora. Thomas nie był typem sportowca z hollywoodzkich filmów. Rzut był jednak nad wyraz celny. Ugodzony kruk zboczył nagle z lotu i wpadł przy huku rozbijanych szyb do znajdującego się na rogu ulicy sklepu Carphone Warehouse.
Małeś naprawde mizerne szanse na trafienie, ale szczęście dopisało. Kruk jest ogromny, dużo większy niż normalny ptak, ma ponad dwa metry rozpiętości skrzydeł. Czy to jest Kainita czy zmiennokształtny to nie wiesz.
Spoiler!
Xavier dopada krawędzi dachu w momencie w którym ptaszysko wpadło w witrynę sklepu. To niemal sto metrów od miejsca, gdzie stoi Ventrue, ekstremalnie daleko na strzał, tym bardziej że warunki bardzo trudne: noc, deszcz i odległość. Spearmint Rhino ma RL chyba 3-4 kondygnacje, ale zawsze wyobrażałem sobie w PBF, że siedziba Price'a jest dość okazałą i ma około pięć pięter (w końcu jest tam także hotel, kasyno). Do ziemi jest dwadzieścia kilka metrów. Zasadniczo Xavier mógłby spróbować zeskoczyć i zneutralizować ewentualne obrażenia. Pamiętaj tylko o poziomie krwi, bo może być ciężko się uzupełnić, tym bardziej ze skazą Ventrue. Przy odrobinie szczęścia, powinno się udać, ale musi pamiętać o tym, że taki skok dla postronnych będzie nadzwyczaj dziwny, a wampir nie wie kto czai się oknach po przeciwnej stronie i kto może dostrzec takie nadnaturalne zachowanie.

ODPOWIEDZ