PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 10 października 2015, 20:37

Charleston WV Koncert Anarchistów. Przed Elizjum: Nyctofilia. 10.08.1993 Długa Noc

- Przyjąłem - wyszczerzył zęby Morderca. - Wykonam.

Rozejrzał się szybko po okolicy, ustalając położenie grupy i notując w pamięci układ terenu:

- Mashy*. Stańcie z tamtej strony, dalej od tłumu i poczekajcie na mnie - powiedział cicho, wskazując bramę przy jednym z budynków. - Kiedy muzyk zginie, zapanuje chaos. On będzie martwy w czasie trzech minut. Będę musiał napić się później, by zachować efektywność. Za sześć minut będę przy was. Jeśli nie, nie czekajcie.

Przerwał na chwilę i zawahał się, próbując zdecydować komu powinien przekazać bęben: wariatowi, złodziejowi czy typowi, którego serdecznie nie znosił? Wyjątkowo żadna z kart, które tym razem los wyrzucił na stół, nie podobała mu się specjalnie. Wszystkie wydawały się trefne. W końcu jednak wybrał Horacego, uznając, że posiadanie Potencji przemawia w tym momencie na jego korzyść. Zresztą osobiste animozje nie miały teraz znaczenia i mogły poczekać...

- Min faDlik** - powiedział, zdejmując z ramienia okrągłą torbę z czymś płaskim i lekkim. - To bęben Lupinów. Przypilnujcie go. Saakunu fi l baiyt baada qalel.***

Po czym, zanim Horacy zdążył cokolwiek odpowiedzieć, sylwetka Mordercy rozwiała się, zlewając się z nocą. Zabójczy cień opadł na ziemię i śmignął w stronę budynków po drugiej stronie ulicy. Poruszał się zakosami, korzystając z osłony otoczenia i omijając snopy światła padające z reflektorów. W tej formie jawiły mu się one jako palące smugi przeraźliwej bieli, wgryzające się bez litości w ciało Ciemności. Wspiął się po ścianie, na dach kamienicy, która wedle jego oceny gwarantowała dobre stanowisko strzeleckie. Zacieniona przez wznoszący się obok, wyższy budynek i rosnący obok szpaler topoli, zapewniała znakomity widok i mnóstwo miejsc, w których strzelec mógł się ukryć.

Przyjmując na powrót formę z kości, mięsa i krwi przyklęknął na dachu, zdejmując plecak. Jego ręce odnalazły chłodne metalowe elementy, właściwie bez udziału umysłu. Dotknęły ich, rozpoznały i zaczęły łączyć, tworząc śmiercionośną sylwetkę SWD Dragunowa. Morderca w tym czasie rozglądał się, ustalając najlepsze miejsce do strzału. W końcu wybrał, przesunął broń i położył się płasko na brzuchu, spoglądając przez lunetę karabinu. Jak zwykle chłodny dotyk metalu i zapach oliwy uspokajał go, wprowadzając w niemal mistyczny stan wyostrzenia świadomości. Było to zarazem tak, jakby był tutaj i jednocześnie, jakby obserwował wszystko z jakiegoś oddalonego miejsca. Słyszał wrzask podnieconego tłumu, lecz jakby z oddali, jakby zza jakiejś szyby. Być może tafli lustra...Wciąż na tyle transparentnej jednak, iż nie przeszkadzała mu jednocześnie rozróżniać pojedynczych głosów i smakować emocji, składających się na tą symfonię zniszczenia. Teraz, oddalony od sceny o kilkaset metrów, mógł obserwować ofiarę. Jej ostatnie ruchy i słowa, zdające się płynąc powoli w nocnym powietrzu:
[center]I'm willing to die...[/center]
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem... - szepnął Morderca. I nacisnął spust.

Śmiertelna Cisza pożarła odgłos wystrzału.
[center]Obrazek[/center]
Kula weszła dokładnie w gładziznę kości czołowej muzyka. Energia wystrzału rozerwała strukturę czaszki, rozsiewając jej fragmenty po całej scenie. Wokalista osunął się na ziemię. Jego szyja zakończona była krwawym ochłapem mięsa, z którego wystawały sine strzępy arterii. Na scenie nagle zapadła cisza. A później Morderca usłyszał pierwszy krzyk zgrozy i przerażenia. I uśmiechnął się w ciemności...
Palę 2 PK na przemianę w Cień. Na dachu 1 PK na Śmiertelną Ciszę. Kolejne 2 PK na przemianę w Cień. Poluję w budynku. Spijam 5 PK. Jeśli zdążę, z dwóch ofiar. Jeśli nie, to z jednej (wtedy podcinam jej też żyły, żeby nie było, że krew sobie poszła gdzieś...). Zmieniam się w cień ponownie (-2 PK) i wracam do reszty koterii.(
* arab. OK
** arab. Proszę.
*** arab. Będę za chwilę.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 11 października 2015, 15:42

Charleston WV Koncert Anarchistów. Przed Elizjum: Nyctofilia. 10.08.1993 Długa Noc

Gdy utwór się skończył, muzyka przycichła o ponad połowę, przechodząc w podkład dla wokalisty, który otrzymał całą moc głośników.

Podkład:[center]https://www.youtube.com/watch?v=3L_isSGyVqU[/center]

[center]You take a mortal man
And put him in control
Watch him become a god
Watch people's heads a'roll
A'roll, a' roll

Just like the Pied Piper
Led rats through the streets
We dance like marionettes
Swaying to the symphony
Of destruction

Acting like a robot
Its metal brain corrodes
You try to take its pulse
Before the head explodes
Explodes, explodes

Just like the Pied Piper
Led rats through the streets
We dance like marionettes
Swaying to the symphony

Just like the Pied Piper
Led rats through the streets
We dance like marionettes
Swaying to the symphony
Swaying to the symphony
Of destruction

The earth starts to rumble
World powers fall
A'warring for the heavens
A peaceful man stands tall
Tall, tall

Just like the Pied Piper
Led rats through the streets
We dance like marionettes
Swaying to the symphony

Just like the Pied Piper
Led rats through the streets
We dance like marionettes
Swaying to the symphony
Swaying to the symphony
Of destruction
[/center]

Iskra odezwał się do opętanego mocą Prezencji tłumu:

- Nie jesteście sami, bo jestem z wami! Razem stanowimy jedność! Nikt nie może nas powstrzymać! Fuck the system! Teraz możemy zmienić świat! Hej, ludziska! Dajmy nauczkę jednemu z tych dupków, co sądzą że są nie do ruszenia! Milioner, Garibald Lshandt nie pozwolił na nasz koncert w Nyctofilii. Jebać go! Tu mam twoją decyzję, cioto! - Brujah wzniósł środkowy palec i skierował go w kierunku głównego wejścia do Elizjum.

W tym momencie przez tłum przeszła fala wrzasków, okrzyków i oklasków. Horacy, Terry i Darshan wyraźnie widzieli do czego zmierza cała sytuacja. Żaden z nich nie znał mocy Prezencji i nie był w stanie nic zrobić. Czekali z niecierpliwością, aż Namtar wykona swoje zadanie. Brujah kontynuował:

- Przenosimy imprezę do lokalu! Hej, podobno mają tam darmowy alkohol! Za mną... - nie dokończył jednak., gdyż w tym momencie padł martwy, od śmiertelnego strzału snajpera. Z ręki muzyka wypadł splamiony krwią mikrofon.

Ludzie przed sceną zaczęli krzyczeć. Przez pierwsze sekundy wydawało się, że tłum wpadnie w panikę. Strach jednak został zdominowany przez działającą dalej siłę Prezencji. Muzyka włączyła się na powrót, pisk sprzężonego mikrofonu umilkł. I nagle w głośnikach pojawiło się kilka trzasków. A potemz kolumn wydobył się głos:

- Śmierć za śmierć! Rozpierdolcie Nyctofilię! Rozpierdolcie majątek Edgewood'ów! To oni kazali zabić Iskrę! Śmierć za Śmierć! To nie jest koncert, to wojna!

Tłum jak za dotknięciem magicznej różdżki ruszył w stronę nocnego klubu. Kilka osób biegło, wyprzedzając inne. Wkrótce niektóre zaczęły pokonywać ogrodzenie za którym był kompleks należący do szanowanego Toreadora. Nigdzie nie było widać żadnych członków Camarilli. Policja także gdzieś się ulotniła. Fala gniewu i nienawiści spowodowana śmiercią muzyka, przetaczała się przez tłum, niosąc chaos. W niecałą minutę na ulicy przed Elizjum rozpętało się istne piekło. Butelki i kamienie wzbijały się w powietrze salwami niszcząc budynek klubu. Wszystkie szyby w okolicy zostały rozbite, płonęły drogie samochody.

Assamita dołączył właśnie do pozostałych członków koterii. Spokrewnieni z niedowierzaniem gapili się na chaos i zniszczenie jakie wywołał wściekły motłoch. Horacy patrzył jak w jego ukochanym mieście rozpoczęła się wojna z Anarchistami.
Emocje Horacego i Terrego:
Uwzględnijcie w swoich postach emocje. Ekscytuje was to co się dzieje. Nie kontrolujecie swoich odczuć, ale jesteście świadomi swoich działań. Bez sukcesów w poprzednim teście już byście lecieli z tłumem. Logicznie wiecie, że rozwałka nie ma sensu, ale odczuwacie radość i uśmiech jakoś sam pojawia się na waszej twarzy.
W technicznym rozdałem PD. Mam nadzieję, że się cieszycie.
Ostatnio zmieniony 11 października 2015, 23:47 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 13 października 2015, 16:39

Charleston WV Koncert Anarchistów. Przed Elizjum: Nyctofilia. 10.08.1993 Długa Noc

- I od razu muzyka się poprawiła... - wyszczerzył zęby Morderca wychodząc z cieni. Panujący dookoła chaos wydawał się nie robić na nim większego wrażenia. Wojna była wszystkim, co znał. Całym jego światem, w którym miał swoje miejsce i który rozumiał. Pokój zawsze wprowadzał go w stan pewnej konsternacji, gdy zastanawiał się co powinien powiedzieć czy zrobić. I właściwie zawsze ta błyskotliwa myśl czy cięta riposta umykały mu gdzieś, pozostawiając go na mieliźnie jeśli idzie o relacje społeczne. Wojna nie robiła mu takich numerów i miała proste zasady: przetrwaj. I nie daj żyć innym.

- Psy, co sterują tłumem, są za sceną - uśmiechnął się i przekrzywił lekko głowę. - Decydujcie, co chcecie z tym uczynić. Jako wasz ochroniarz odradzałbym bezpośredni atak na ludzi. Jest ich sporo, a ja nie mam przy sobie broni automatycznej - w ostatnim zdaniu zabrzmiała nieśmiało, lecz niewątpliwie szczerze, nuta cichego żalu.
Jak zwykle z uwagi na swoje niedostosowanie społeczne, Assamita przeżywa emocje trochę nieodpowiednio do sytuacji i czuje się całkiem rozluźniony wśród tego chaosu. Nie traci jednak czujności i dba o bezpieczeństwo koterii.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 13 października 2015, 21:43

Gdyby Terry miał serce, z pewnością wyskoczyło by mu teraz z piersi. Z szerokim uśmiechem obserwował rozwój wydarzeń i chociaż mocno martwił go fakt, że tłum właśnie szturmuje miejsce do którego mu się spieszyło, nie mógł oderwać od nich wzroku. I nawet może trochę im kibicować. Dawno już nie czuł takiego entuzjazmu w swoim od wieków martwym ciele. Właściwie musiał się powstrzymywać, by do nich nie dołączyć.

Po chwili obejrzał się, słysząc głos Mordercy. Uśmiech nie zniknął z jego twarzy. Właściwie jego ramiona również poruszały się w jakimś dziwnym, podekscytowanym tańcu. Przez chwilę Malkavian wyglądał, jakby jego usta się skleiły, nie chcąc wypuścić ni słowa, dopóki jego ręce nie zatrzymały się w pewnym momencie, rozpostarte i uniesione.

- Nie, nie! Wystarczy śmierci i zabijania! Nie wolno nam zabić tych wszystkich ludzi! Pan pokazał nam już, że to do niczego nie prowadzi! Ale nie wiem co zrobić, bo tam jest Sidonia! Co robić, co robić?! - o ile pierwsze słowa skierowane były głównie do Łowcy, druga połowa była wykrzyczana już do reszty koterii. Świadczyło o tym rozbiegane spojrzenie Terry'ego, którym zdążył uraczyć każdego z nich po kilka razy.

Odbiegł następnie na dwa kroki, rzucając szybkie spojrzenie w stronę szturmującego motłochu, natychmiast niemal powracając na swą wcześniejszą pozycję.

- Naprawdę! Tam jest Sidonia! Widzieliście kiedy coś takiego? Dobra impreza! Musimy ich powstrzymać! To niesamowite, jak wszyscy wspólnymi siłami ruszyli na Nyctofilię! Tyle osób na raz, cóż za solidarność! Jak nic nie zrobimy, to stanie się coś strasznego! Co robić?! Co robić?! - krzyczał Terry, nie mogąc ustać spokojnie w miejscu.
Ostatnio zmieniony 13 października 2015, 21:51 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 14 października 2015, 21:20

Charleston WV Koncert Anarchistów. Przed Elizjum: Nyctofilia. 10.08.1993 Długa Noc

- Posłuchaj - odezwał się w skupieniu Darshan, patrząc w swoje odbicie w okularach Mordercy. - Musisz zniszczyć konsolę. To jest urządzenie, które kontroluje połączenie pomiędzy sceną a głośnikami. Jeśli je zniszczysz, ci, co wpływają na tłum nie będą mogli dłużej tego robić, rozumiesz?

Morderca skinął głową:

- Na'am*, Przyjąłem. Gdzie jest ta konsola?

- Z przodu. Zresztą, pokażę ci - odrzekł Ravnos i wskazał palcem na niewielkie podwyższenie przed sceną, na którym jakiś facet w jadowicie zielonym podkoszulku i słuchawkach na uszach, stał przed pełnym przycisków pulpitem. Palił jointa i wydawał się zupełnie nie przejmować panującym wkoło spektaklem destrukcji.

Assamita spokojnym ruchem sięgnął pod połę kurtki, wydobywając matowoczarny Desert Eagle. Stanął na ugiętych nogach, w lekkim rozkroku, przycelowując przez chwilę. Ppo czym nacisnął spust. Siła odrzutu, która targnełaby ręką każdego śmiertelnika, została zamortyzowana przez odruch znakomicie wyćwiczonych mięśni. I moc potencji skrytą w krwi Zabójcy. Lufa nie drgnęła nawet, gdy Łowca posłał w stronę urządzenia kolejne dwie kule. Konsola sypnęła iskrami i muzyka ucichła nagle, niczym ucięta nożem. Stojący przy niej człowiek rozejrzał się w zdumieniu, po czym rzucił na ziemię, gdy dotarło do niego, iż najwyraźniej stał się kolejnym celem nieznanego snajpera. Morderca zaklął cicho. Czwarty pocisk miał być dla didżeja... Najwyraźniej jednak nie był to jeszcze jego ostatni występ... Mektub.

W ciszy, która nastała, słychać było jedynie pokrzykiwania tłumu i brzęk wybijanych szyb. Ktoś gdzieś wrzasnął, ktoś zaśmiał się histerycznie - lecz kolumny pozostawały martwe, nie wydając z siebie najmniejszego dźwięku.



* arab. Tak
Ostatnio zmieniony 14 października 2015, 21:53 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 14 października 2015, 21:49

Charleston WV Koncert Anarchistów. Przed Elizjum: Nyctofilia. 10.08.1993 Długa Noc

Horacy przyłapał się na tym, że jak zahipnotyzowany wsłuchiwał się w muzykę i magiczny głos artysty. Na początku myślał, że to jego naturalna artystyczna wrażliwość tak wzmogła w nim estetyczne odczucia jakich właśnie doznawał.

[center]...Just like the Pied Piper
Led rats through the streets...[/center]


Ten kawałek o szczurach naprawdę trafiał do jego Nosferackiego serca. Horacy nie potrafił jednak zrozumieć czemu tak strasznie świerzbią go dłonie. Kłykcie aż zabolały go od zbyt mocnego zaciśniętych pięści. Miał ochotę komuś przywalić. I to tak na solidnie. Wbić jakiegoś gnoja w ziemię jak robił to kiedy Sabat pukał do drzwi jego miasta. Był o krok by posłać solidny prawy prosty tuż pod ten cały głupawy turban mistyka. Prosto między te jego złodziejskie ślepka i przy okazji podbić mu to jego trzecie, tak żeby z tydzień chodził z filetową pizdą dookoła mistycznego oka. Wkurzał go też i ten cały świętoszkowaty Terry, który tak głupawo podskakiwał w rytm muzyki nie przystającej osobie duchownej. Nie wiadomo czy ten świr szedł faktycznie ścieżką Pana czy po prostu był tak robaczywy i zły, że z szaleństwa licznik mu się na chwilę przekręcił. Miał mu ochotę walnąć solidną fangę. Tak prewencyjnie, żeby nic głupiego nie przyszło mu do głowy kombinować później i żeby wiedział komu część i chwała. Zaczynał też żałować, że nie ma tutaj gdzieś blisko tej całej Vicotrii...
I wtedy właśnie stary szczur zrozumiał, że tak naprawdę to jest z nim coś nie tak.

Hej, coś, jest nie tak... Żyję dwieście lat a jeszcze nigdy nie pobiłem żadnego Hindusa, ani księdza.

Stał przez chwilę zastanawiając się mocno, któremu pierwszemu sprzedać gałę. I właśnie owo niezdecydowanie uchroniło go od popełnienia głupoty.

Nie, wróć to nie o tym myślałem - złapał się za głowę i dopiero kiedy przyłożył obie ręce do uszu udało mu się odzyskać kontrole nad myślami. - To jest to ta cholerna muzyka, mówi mi co mam robić. A w dupie z tym! Jestem tu po mojego syna i nikt nie będzie mi dyktował, że mam robić coś innego.

...Tłum jak za dotknięciem magicznej różdżki ruszył w stronę nocnego klubu. Kilka osób biegło, wyprzedzając inne. Wkrótce niektóre zaczęły pokonywać ogrodzenie za którym był kompleks należący do szanowanego Toreadora...

Cholera może się uda uratować kawałek tej czarnej dupy opiekuna elizjum. To się wtedy tam wystawię. I niech tylko chujek spróbuje napisać albo chociaż powiedzieć coś niestosownie krytycznego o mojej sztuce, o moich rzeźbach to też mu strzelę aż się poturla...

- No dobra chłopaki. Ruszamy. - powiedział przez zęby - Musimy wparować do Elizjum pierwsi inaczej będzie pozamiatane. Musimy uratować co się da... - choć myślał o Otto - Podszyjemy się pod ten dziki tłum, więc nie robić mi wstydu i wykrzykiwać mi tu stosowne okrzyki. No i nie oddalać się ode mnie dalej niż na cztery korki.

- Precz z badziewiażami Toreadorami! - Ryknął na całe ochrypłe gardło i ruszył. Zaczynało mu się to podobać...

- Acha i jeszcze jedno, chyba nie muszę dodawać że elizjum będzie przygotowane na takie szturmy, więc trzeba bardzo uważać by nas nie skosiło z tym motłochem...
Zmieniam wygląd trójki naszej, na bardziej stosowny i nie rzucający się w oczy.
Ostatnio zmieniony 17 października 2015, 23:31 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 15 października 2015, 07:58

Charleston WV Koncert Anarchistów. Przed Elizjum: Nyctofilia. 10.08.1993 Długa Noc

Śmierć wokalisty, nie zatrzymała tłumu. Wręcz przeciwnie, stała się idealnym punktem kulminacyjnym, w którym motłoch ruszył do ataku. To byłą piękna śmierć, Hindus był pewien, że w tej jednej chwili ostatecznie martwy już teraz wampir zrealizował swój potencjał buntownika. Umarł tak jak pragnął, teraz był wolny. To byłą dobra śmierć.

Problemy wcielonych na planie materialnym pozostały jednak wciąż przed koterią i najwyraźniej ich natężenie zbliżało się do punktu granicznego wytrzymałości niektórych członów drużyny. Horacy jak zawsze zagubiony w labiryncie myśli, które nie do końca były jego własne wyglądał jakby sam mógł zaraz stać się jednym z tłumem i Terry, który przejął się całą sytuacją tak bardzo, że zapomniał o swojej sile.

- Terry! - krzyknął Darshan by skupić na sobie uwagę bliskiego paniki Malkavianina - Posłuchaj mnie proszę! Skup się. Wiem, że to jest nietypowa sytuacja ale musisz przecież wiedzieć, że jest w tobie niepowstrzymana siła, która pokona wszystkie przeszkody jakie postawi przed tobą los. Skup się na niej, niech cię poprowadzi i powie ci co robić. Spójrz w głąb siebie Terry i znajdź to, przecież to znasz! Zresztą zaraz będzie tu policja - ostatnie zdanie powiedział już ciszej z pół zrezygnowanym, pół złośliwym pół uśmiechem.
Używam Iluzji:
3 śmigłowce policyjne, których dźwięk pojawi się kiedy Assamita zastrzeli konsolę, przylecą po kilkunastu sekundach oświetlając tłum i nadając proste komunikaty typu: proszę się natychmiast rozejść, to jest nielegalne zgromadzenie. Powtarzanymi co kilkadziesiąt sekund. Do tego dźwięk zbliżających się z dwóch różnych części miasta syren policyjnych.
Ostatnio zmieniony 08 kwietnia 2016, 15:52 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 15 października 2015, 21:06

Charleston WV Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc

Victorii udało się zregenerować mniej poważne rany jakich doznała podczas spotkania z upiornymi zjawami. Przyjęła formę z ciemności dzięki Dyscyplinie Sfery Mroku, i udała się w kierunku najbliższej drogi. W ciągu kwadransa udało jej się dotrzeć do trasy. Kolejny kwadrans zajęło jej zatrzymanie jednego z przejeżdżających samochodów. Udało jej się to głownie dzięki wdziękowi, dziwaczny mrok bowiem sprawiał, iż kierowcy mieli mniejszą ochotę brać autostopowiczów. Zwłąszcza takich, któzy wyglądali, jakby właśnie wypełźli z lasu. Kierowcą okazał się być podstarzały muzyk metalowy. Jedno zdanie wypowiedziane z Dominacją pozwoliło Lasombrze dostać się pod samą domenę oraz uzupełnić trochę krwi. Zanim wysiadła wytarła wspomnienia kierowcy i pomogła jego pamięci popłynąc nieco innym torem. Gdy samochód odjechał, spojrzała na dom. Był ciemny i cichy. Nie czekając dłużej weszła do środka. Strażnik zapytany o to, gdzie jet reszta odpowiedział:

- Nie wiem. Odkąd wyszli z domu jeszcze nie wrócili. Darshan i Horacy pojechali do Księcia.
Co robisz dalej? Telefony nie działają.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 18 października 2015, 18:48

Charleston WV Koncert Anarchistów. Przed Elizjum: Nyctofilia. 10.08.1993 Długa Noc

Nosferatu objął Maską Tysiąca Twarzy wszystkich członków koterii przydając im nowy image, pasujący do okoliczności.

[center]ObrazekObrazek
ObrazekObrazek[/center]
Wspólnie ruszyli w stronę Elizjum, pokrzepieni ochrypłymi krzykami Horacego.

Po słowach Ravnos, z centrum miasta zaczął dobiegać dźwięk syren policyjnych, a na horyzoncie pojawiły się trzy śmigłowce wyposażone w oślepiające reflektory. Głośniki przy scenie pozostawały martwe, więc dźwięk syren i warczenie helikopterów wzbijały się ponad okrzyki wzburzonego tłumu. Część ludzi rozbiegła się w panice wpadając na siebie. Kilku pechowców nadziało się przy tym na Namtara, czemu towarzyszył nieodmiennie trzask łamanych kości i cichy okrzyk zaskoczenia. Po czym kolejna skulona i trzęsąca się z bólu sylwetka lądowała na chodniku, przeklinając swój los. Uśmiech Mordercy za każdym razem stawał się jeszcze szerszy.

Korzystając z zamieszania czwórka wampirów ruszyła biegiem w stronę Nyctofilli. Przed głównym wejściem zebrało się kilkudziesięciu ludzi, którzy wciąż szturmowali budynek, nie bacząc na policyjne ostrzeżenia. Członkowie koterii szybko zorientowali się, że coś nie pozwala rozwścieczonemu motłochowi sforsować zamkniętych, dwuskrzydłowych drzwi. Ci którzy stali najbliżej wejścia i napierali na podwoje wrzeszczeli jakby byli obdzierani ze skóry. Zapewne chcieliby się cofnąć, jednak napierający na ich plecy tłum nie pozostawiał im wyboru i niewiele robił sobie z ich protestów, próbując wepchnąć się na siłę do środka. Także inni napastnicy, którzy starali się wedrzeć się przez rozbite okna, napotykali najwyraźniej na jakiś opór. Wielu z nich odskakiwało gwałtownie, krzycząc i łapiąc się za rękę która dotykała futryny lub ściany. Dwóch spadło na równo przystrzyżony, zielony trawnik i próbowało odpełznąć w panice. Latające w powietrzu kamienie, fragmenty chodników, butelki oraz elementy wyposażenia samochodów uszkadzały elewację, dach i okna klubu. Spokrewnieni zdali sobie jednak sprawę, że jakaś tajemnicza siła nie pozwala na przedostanie się niczego przez granice gmachu. Jedyne co do tej pory osiągnęła atakująca tłuszcza, to nieistotne, zewnętrzne uszkodzenia.

Terry nagle spostrzegł coś, co zwróciło jego uwagę. Dla zwykłych oczu osoby pozbawionej wiary, było to niezbyt ambitne dzieło ulicznych chuliganów. Jednak dla wtajemniczonych, w których płynęła krew Malakva obraz miał inne, ukryte znaczenie.
[center]
Obrazek[/center]
I oto nagle Frater zrozumiał tajny przekaz od Primogena Malkavianów, który zaszyfrowany został w tym ulicznym dziele. W jego umyśle pojawiła się przerażająca wizja tego, co może nadejść. W jednej sekundzie pojął prawdę, kryjącą się za ścianą rzeczywistości.

[center]Obrazek[/center]
Zatrzymał się jak wryty, przez chwilę chłonąc spływającą na niego mądrość Pana, niczym Róża Jerychońska chłonąca krople deszczu. I nagle wykrzyknął do reszty:

- Tam! Wiem jak wejść! - krzyknął wskazując na bazgroły na jednej z bocznych ścian Nyctofilli. - Za mną! - podniecony Malkavian ile sił w nogach ruszył w stronę ulicznego graffiti.
Spoiler!
W obrazie jest ukryty przekaz od Sidoni. Jest on skierowany tylko do ciebie.
Przekaz:
Wrogowie klanu chcą odebrać i pożreć Kroplę Malkava, niszcząc przy tym wszystko dookoła. Za ulicznym graffiti jest tajne przejście, które pozwoli dostać się do Elizjum niepostrzeżenie. Czekam w środku.
Spoiler!
Zaleta zadziałała tak, że nie jesteś świadom użycia Iluzji przez Ravnosa. Nie widzisz żadnych helikopterów i nie masz pojęcia, czemu ci ludzie nagle zaczęli się tak chaotycznie miotać.
Użycie zalety przy Niewidoczności Nosferatu (1 pech) = Do końca sceny nie będziesz w stanie przejrzeć kolejnych użyć mocy Niewidoczności przez Horacego.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 18 października 2015, 19:14

Charleston WV Popsuty Koncert Anarchistów. Przed Elizjum: Nyctofilia. 10.08.1993 Długa Noc

Podbiegając do dziwnego rysunku, Terry z szaleńczym uśmiechem na twarzy i niemalejącym entuzjazmem zaczął głośno się śmiać. Po chwili zwrócił się do towarzyszy, uprzednio ich zawoławszy.

- To tutaj, nie musimy się martwić, cały ten motłoch i tak nie dostanie się do środka. - wyszeptał głośno - musimy tylko zadbać, by nie widzieli jak wchodzimy. Może możesz nas zakryć mocą iluzji, lub ty niewidoczności?

Zwrócił się po kolei do Nowego Ravnosa i Horacego. Kiedy zaś Horacy dał mu znak, że już się tym zajął, z nieopanowanym i niecichnącym chichotem pokazał wszystkim sekretne wejście do Elizjum, mieszczące się przy rozdzielni prądu.

Ciesząc się niepomiernie, że drużynie udało się niepostrzeżenie dostać do ciasnego przejścia, przeprowadził ich wąskim tunelem, by wyprowadzić ich wewnątrz klubu. Przez cały ten czas nie mógł opanować śmiechu. Sidonia była bezpieczna, udało im się wejść do środka bez zbytniego rozlewu krwi i wszystko jak na razie układało się zgodnie z jego myślą i niewątpliwie Boskim Planem.
OD MG: Horacy okrywa Niewidocznością koterię i wyrzuca 3 sukcesy. Koteria wchodzi do budynku, niezauważona.
Ostatnio zmieniony 19 października 2015, 10:45 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 18 października 2015, 23:26

Charleston WV Elizjum: Nyctofilia. 10.08.1993 Długa Noc

Spokrewnionym udało się dostać do środka budynku. Wciąż słyszeli wrzaski tłumu, lecz były one znacznie stłumione przez ściany budynku. Terry zapalił niewielką lampkę stojącą na drewnianym biurku. Okazało się, że znajdują się w pomieszczeniu z główną rozdzielnią elektryczną, która zasilała cały klub. Pokój był skromnie urządzony i pomalowany na ciemno zielony kolor. Znajdowało się tutaj małe biurko z krzesłem, metalowa szafa na narzędzia oraz rozdzielnia elektryczna w postaci skrzynki ozdobionej odpowiednio groźnym napisem ostrzegawczym. Na biurku leżało kilka papierów związanych z przeglądami tworzonymi przez elektryków. W głąb budynku prowadziły metalowe drzwi, które okazały się być zamknięte na zamek. Horacy zwrócił się do Ravnosa ochrypłym szeptem:

- Zajmiesz się tym? Wyrwałbym je, ale lepie nie robić hałasu.

- Oczywiście, proszę odsuń się - odpowiedział spokojnie Darshan, po czym podszedł drzwi. Wyciągnął z kieszeni mały zestaw wytrychów i zabrał się za otwieranie zamka. Po chwili wszyscy usłyszeli ciche "klik" i drzwi uchyliły się na oświetlony rzędem świetlówek korytarz części gospodarczej. Assamita wyszedł pierwszy upewniając się, że nikogo nie ma w pobliżu. Po chwili dał znak, że jest czysto. Horacy odezwał się, wyglądając zza pleców Mordercy:

- Jesteśmy blisko. Musimy teraz iść na koniec korytarza, a potem w prawo. Tam przejdziemy przez kuchnię prosto do centralnej części klubu.

Pozostali skinęli głowami i w ciszy ruszyli przed siebie. Od czasu do czasu docierały do nich wrzaski z zewnątrz i brzęki tłuczonego szkła, trudno jednak było zrozumieć poszczególne słowa. Szli depcząc po miękkim granatowym dywanie. Mimochodem przesuwali wzrokiem po rozwieszonych na ścianach obrazach i zdjęciach artystycznych. Większość z nich przedstawiała jakieś dziwaczne struktury geometryczne w neonowych barwach. Elizjum wyglądało na całkiem opuszczone, nie zauważyli nikogo z obsługi.

- Coś tutaj jest nie tak. Zawsze są tutaj ludzie - powiedział szeptem Horacy.

- Trzymajcie się za mną - mruknął Assamita.

W końcu dotarli do kuchni wyłożonej białą i błękitną glazurą. Była całkowicie pusta, podobnie jak inne pomieszczenia. Miedziane rondle i patelnie lśniły, odbijając sylwetki przechodzących nieumarłych. W panującej ciszy członkowie koterii wychwycili wszakże jakieś głosy, dobiegające z głównej sali. Ostrożnie zbliżyli się do lekko uchylonych drzwi, by móc zobaczyć co dzieje się w pomieszczeniu obok. Nagle instynkt Namtara uruchomił się ostrzegając o niebezpieczeństwie. Assamita przykleił się natychmiast do ściany, z bronią w ręku i dał innym znak uprzedzając o zagrożeniu. Następnie ostrożnie wyjrzał przez drzwi. Pozostali również spojrzeli do środka.

Na środku sali tanecznej, tyłem do koterii, stał Opiekun Elizjum, Garibald Lshandt. Był jedyną stojącą na nogach osobą w tym pomieszczeniu, a jego garnitur świadczył o ciężkich przejściach. Mężczyzna trzymał za szyję Sidonię, unosząc ją jedną ręką nad ziemię, bez widocznego wysiłku. Suknia kobiety była rozerwana w wielu miejscach, a jej kończyny zwisały pod dziwnym kontem. Musiały być połamane. Wydawało się, iż musi ogromnie cierpieć. Spomiędzy jej zaciśniętych zębów dobywał się cichy skowyt, a kapiąca z otwartych złamań krew, tworzyła na podłodze karmazynowe wzory.

Po prawej stronie, tuż przy stołkach barowych, klęczał Dellon Wells. Twarz Harpii była w paskudnym stanie, świadcząc o niedawnym, kilkukrotnym i nad wyraz bliskim spotkaniu ze ścianą. Ręce Ventrue nie były widoczne. Krew z rozbitego nosa skapywała na drogi garnitur. Tuż obok niego klęczała przerażona kolejna Harpia - Córa Kakofonii Angie Braun. Była prawie całkiem naga, jedynie strzępy jedwabnej czerwonej sukni pozostały zakrywając fragment obfitych piersi.

Po lewej, na scenie przy konsoli Dj'a siedzieli spokojnie na krzesłach inni członkowie Camarilli. Horacy rozpoznał trzech członków klanu Toreador, dwóch Ventrue, jednego Teremere oraz dwóch Malkavian. Żaden z nich nie odzywał się patrząc na Opiekuna Elizjum.
Garibald przemówił:

- Gadaj Malkaviańska wiedźmo! Możesz opierać się Dominacji, ale to nie wystarczy. Opór jest bezcelowy. Mów! Gdzie to jest?! - krzyknął w twarz Primogena. Prawą ręką trzymał ciało w powietrzu, a lewą wymierzając kolejny cios w brzuch. Sidinia jęknęła z bólu opuszczając wzrok.

- Opór tylko opóźni nieuniknione. Jeszcze raz pytam: Gdzie to jest?!
Spoiler!
Test wyczucia niebezpieczeństwa ST:8 = 2 sukcesy. Zagrożenie, osoby na sali głównej.
Test cichego poruszania ST:7 = 4 sukcesy. Poruszasz się bezszelestnie i stoisz tak, że na pewni nikt cię nie zobaczy. Zauważasz, że Terry stoi tak, że osoby z wewnątrz mogą go zobaczyć.
Spoiler!
Test Empatii ST:8 = 3 sukcesy. Jesteś przerażony tym co właśnie zobaczyłeś. Macie cholerne szczęście, że Toreador jest odwrócony do was plecami i nie widzicie jego twarzy. Jesteś pewien, że używa mocy Prezencji o nazwie Majestat, dlatego Harpie klęczą i przerażone nic nie robią. Masz wrażenie, że Sidonia jest na skraju wytrzymałości psychicznej i zaraz pęknie. Jednak najbardziej przeraża cię fakt siedzących na scenie pozostałych członków Camarilli, którzy patrzą na to widowisko i nic nie robią.
Test cichego poruszania ST:7 = 3 sukcesy. Poruszasz się bezszelestnie i stoisz tak, że na pewni nikt cię nie zobaczy.
Spoiler!
Test Empatii ST:8 = 1 sukces. Jesteś przerażony tym co właśnie zobaczyłeś. Masz wrażenie, że Sidonia jest na skraju wytrzymałości psychicznej i zaraz pęknie.
Test cichego poruszania ST:7 = 1 sukces. Jesteś cicho, ale jesteś widoczny w drzwiach (Terry jeszcze tego nie wie).
Spoiler!
Test Empatii ST:8 = 0 sukcesów. Nie do końca rozumiesz co tutaj właściwie się tutaj dzieje.
Test cichego poruszania ST:7 = 3 sukcesy. Poruszasz się bezszelestnie i stoisz tak, że na pewni nikt cię nie zobaczy.
Proszę o deklaracje na PW.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 18 października 2015, 23:28

Charleston WV Elizjum: Nyctofilia. 10.08.1993 Długa Noc

W całej tej sytuacji było coś, co nieszczególnie mu się podobało. Zasadniczo, miał wrażenie, że nie do końca się w niej orientuje. Nie miał na przykład bladego pojęcia co właściwie tutaj robią i dlaczego. Oczywiście możliwość połamania paru kości była miłym przerywnikiem tej nocy (Dnia - poprawił się - alhamdu'lhaqim* mamy przecież dzień - ta myśl sprawiła, że uśmiechnął się lekko), niemniej nie tłumaczyła sytuacji... Elizjum... No tak, nie powinien tutaj być. Choć z drugiej strony musiał tu być. Taki drobny paradoks rzeczywistości. Ochrona wybrańców Arta-hasisa była priorytetem. Istotniejszym niż kaprysy Amira. Choć ten przebiegły kafir dobrze to rozegrał zrzucając na nich odpowiedzialność za złamanie praw Munafiqun... Zaklął bezgłośnie przechodząc przez korytarz Elizjum. Ciemnoniebieski dywan tłumił kroki. Miał nadzieję, że w razie czego zdąży zniknąć nim ktokolwiek go zauważy. Choć mówiąc prawdę wolałby wyeliminować ewentualnych świadków...

[center]***[/center]
Scena w głównej sali nie zrobiła na nim większego wrażenia. Zawsze podejrzewał, że Niewierni właśnie tak rozwiązywali sprawy między sobą. Oczywiście, w czterech ścianach swych domen, bezpieczni przed spojrzeniami z zewnątrz... Cholerni hipokryci, shraameet, in'al dinhun...! Poza tym ten incydent był tak naprawdę dla niego całkowicie niezrozumiały. Chociaż może nie całkowicie. Oblizał zęby patrząc na skapującą na ziemię krew. Były tutaj dwie rzeczy, które rozumiał. Krew i zagrożenie. A to oznaczało, że ktoś niedługo umrze...

Wyciągnął rękę i złapał Świra za ramię, po czym pociągnął go w kierunku ściany. Uczynił to na tyle delikatnie, by nie wywoływać u tamtego żadnej gwałtownej reakcji, która mogłaby spowodować jakiś nerwowy odruch. A jednocześnie na tyle zdecydowanie by Malkavianin nie opierał się.

"Osoby w pokoju - zagrożenie" - zakomunikował reszcie koterii lapidarnym językiem gestów.

"Zabić?" - dodał po chwili, wyciągając broń. Jego twarz jak zwykle nie zdradzała żadnych emocji.

Czekając na odpowiedź, myślał o małej, metalowej skrzynce w pokoju, przez który przeszli. Skrzynce, która odcinała prąd i gasiła waa faqri*** światła...
Jeśli ktoś będzie miał głupi pomysł, aby tam wyjść przez te drzwi tak ni z gruszki ni z pietruszki, to go powstrzymuję. Na początek przez zastraszanie, ale jeśli będzie trzeba to siłą.

* arab. Haqimowi niech będą dzięki.
** arab. Dziwki, niech ich religia będzie przeklęta!
*** arab. przeklęte
Ostatnio zmieniony 19 października 2015, 10:54 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 19 października 2015, 00:12

Charleston WV Nyctofilia, Elizjum Pełne Zdrajców. 10.08.1993 Długa Noc

Zwątpienie dopadło jego martwe serce, kiedy stanął w progu sali. Nie był przygotowany na ten widok. Wszystko tutaj było nie tak. Kiedy spojrzał na wycieńczoną Sidonię, zrozumiał, że nie będzie w stanie się długo opierać. Jej umysł był silny, lecz połamane ciało miało granice wytrzymałości, do których przekroczenia brakowało naprawdę niewiele.

Szarpnięty stalową ręką Łowcy, nie stawiał oporu. Posłusznie cofnął się parę kroków, znikając z wejścia do sali. Dopiero kiedy zobaczył Mrocznego Jedi, dającego im ciche sygnały, zdołał się otrząsnąć.

Zabójca pytał czy zabić. Nie znosił tego pytania. Świat nie powinien być miejscem w którym ktokolwiek je zadaje. Siebie nienawidził jeszcze bardziej. Za słowa, które za chwilę miał powiedzieć. Wiedział bowiem jak zinterpretuje je Morderca. I co będą oznaczać dla niektórych z osób zebranych w zdemolowanym Elizjum.

- Jeśli będzie to wchodziło w grę, nie zabijaj, a unieruchom jedynie. Sidonia musi przeżyć. To bardzo ważne. Najwyższy priorytet. I proszę, uratuj ją zanim im powie co chcą usłyszeć. - sam nie wierzył w to co mówi. Chociaż nie chciał do siebie dopuścić tej myśli, wiedział, że właśnie wydał wyrok śmierci na co najmniej kilku spokrewnionych.

- Przyjąłem - odpowiedział Darth Namtar, niemal bezgłośnie. Uniósł jednocześnie rękę, wskazując najpierw na świetlówki, a później w kierunku z którego właśnie przyszli.

Terry podążył wzrokiem za jego dłonią. Szybko pojął na co wskazuje Assamita, co natychmiast dał do zrozumienia skinięciem głowy. Ruszył w tamtą stronę, by jak najszybciej wyłączyć światło w budynku i dać Duchowi z Otchłani jak najwięcej jego ukochanej, upragnionej ciemności.
Spoiler!
Wszystkie dialogi zakładam, że są wyszeptane. Chyba, że oceniając sytuację Terry stwierdzi, że nawet szept będzie słyszalny, w takim przypadku Nadwrażliwość 4.
Terry cofa się do skrzynki rozdzielczej i wyłącza prąd.
Ostatnio zmieniony 19 października 2015, 10:47 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 21 października 2015, 14:20

Charleston WV Nyctofilia, Elizjum Pełne Zdrajców. 10.08.1993 Długa Noc

Darshan nie do końca był pewien, czy Świr zna się na elektryce. A właściwie patrząc na Terrego miał dziwne wrażenie, że się nie zna. Postanowił więc dołączyć do księdza, zdawał sobie bowiem sprawę, że metalowe drzwi od rozdzielni są zamknięte na specjalną kłódkę. W samej rozdzielni mógł znajdować się także wyłącznik zasilania awaryjnego, które mogłoby zadziałać w najbardziej nieodpowiednim momencie. Dwójka Spokrewnionych bezszelestnie ruszyła do wyjścia z kuchni. W milczeniu wyszli na korytarz prowadzący do pokoju z tajnym wejściem. Gdy dotarli na miejsce miejsce Ravnos od razu zabrał się za otwieranie kłódki. Terry natomiast stał z boku obserwując pracę swojego towarzysza.

Malkavian patrząc na niezwykle zręczne dłonie Ravnosa, odniósł wrażenie, że kłódka wcale nie była zamknięta. I Terry poczuł na sobie moc Pana, który ostrzegał go przed niebezpieczeństwem. Darshan już otwierał drzwi, gdy Świr szybkim ruchem powstrzymał otwarcie szachtu rozdzielni.

- Nie, na Chrystusa! - krzyknął zduszonym głosem. Ravnos spojrzał na niego zaskoczony.

- Mam bardzo złe przeczucie - wyjaśnił Malkavianin, starając się stłumić panikę.

Obaj Spokrewnieni spojrzeli podejrzliwie na skrzynkę, zauważając pewien szczegół, którego nie dostrzeli wcześniej. Kurz był starty, co świadczyło o niedawnej ingerencji. Obydwaj natychmiast zaczęli przeglądać wpisy elektryków leżące na biurku. Okazało się, że ostatnia wizyta była ponad trzy miesiące temu. Ravnos podszedł do drzwi, przykładając do nich ucho.

- Transformator pracuje normalnie - powiedział sam do siebie, po czym delikatnie uchylił zamknięte drzwi przyświecając latarką. Stojący za nim Terry także widział co znajduje się w środku i było źródłem obaw Malakviana. W szachcie* leżały poukładane kostki materiałów wybuchowych.
Spoiler!
Test Śledztwa ST:6 = 4 sukcesy. Kurz na drzwiach, tuż przy zawiasach i dolnej części futryny od rozdzielni wskazuje, że ktoś ją otwierał w ostatnich dniach. Szybko zerkasz na papiery jakie leżą na stole i okazuje się, że ostatnia wizyta osoby z zakładu energetycznego była ponad trzy miesiące temu. Coś jest nie tak...
Test otwierania zamków ST:6 = 8 sukcesów!!! Błahostka. W fachu włamywacza zaczyna się od takich kłódek. Otwierasz w pół sekundy!!! Masz na tyle dużo sukcesów, że pozwolę na garść dodatkowych informacji. Do drzwi oprócz normalnego kabla uziemiającego podłączone są jakieś inne, których nie powinno tam być. Uchylasz delikatnie drzwi przyświecając złodziejską latarką i widzisz ładunki wybuchowe poukładane w całym szachcie.
Nie masz wiedzy Saperstwo, ani Materiały Wybuchowe.
Rzut na wiedzę Nauka (Sience) + Technologia ST:8 = 3 sukcesy. Maksymalnie otworzysz drzwi na około 15 stopni. Większe rozwarcie drzwi spowoduje przerwanie obwodu i wybuch. Możesz na szybko zrobić obejście i będziesz mógł całkiem otworzyć drzwi (przyjąłem, że masz ze sobą swój sprzęt). Nie znasz się na saperstwie, ale na twoje Ravnoskie oko, materiałów wybuchowych jest na tyle dużo, by zniszczyć przynajmniej połowę części Elizjum w której jesteście. Jest tutaj zainstalowany prosty przełącznik. Jak braknie prądu to wszystko wyjebie. Nie widzisz zapalnika, an i zegara z czasem.
Jeżeli będziesz chciał zabrać się za rozbrajanie to więcej informacji podam, po tym jak otworzysz całkiem drzwi, by widzieć dokładnie co tam jest. Szacht, inaczej szyb prowadzi również na piętra oraz do piwnicy. Szyb jest mały, człowiek się nie przeciśnie.
Spoiler!
Test Śledztwa ST:6 = 5 sukcesów. Kurz na drzwiach, tuż przy zawiasach i dolnej części futryny od rozdzielni wskazuje, że ktoś ją otwierał tej nocy. Szybko zerkasz na papiery jakie leżą na stole i okazuje się, że ostatnia wizyta osoby z zakładu energetycznego była ponad trzy miesiące temu. Coś jest nie tak...
Test Intuicji: ST:7 = 1 sukces. Masz złe przeczucia związane szachtem elektrycznym.
Rzut na wiedzę Nauka (Sience) ST:8 = 0 sukcesów. Nie masz pojęcia o saperstwie, ale coś dużo tych paczuszek...
* szacht - szyb, gdzie znajduje się instalacja elektryczna, czyli liczniki, bezpieczniki i kable.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 21 października 2015, 15:29

Charleston WV Nyctofilia, Elizjum Pełne Zdrajców. 10.08.1993 Długa Noc

Dziedzictwo jego krwi otuliło kuchnię całunem Śmiertelnej Ciszy. Zamknął oczy, przestawiając wzrok na Wizję Nocy. Czerń pod powiekami ustąpiła natychmiast szaremu, widmowemu lśnieniu, które nie było światłem, lecz jedynie widmem światła. Upiorem nawiedzającym ruiny dnia. Znieruchomiał. Czekał.

Pomimo spowijającego pomieszczenie milczenia, słyszał dokładnie wszystko, co działo się w sali tanecznej. Francuskie przekleństwo, a później głuche uderzenie i cichy jęk, gdy mężczyzna rzucił ciało kobiety na ziemię.

- Gdzie to jest, suko?! - zapytał ponownie.

Wyczulony słuch Mordercy wychwycił słowa, dobywające się z trudem spoza rozbitych warg:

- Powiem ci... Powiem, tylko przestań... proszę przestań...

Rozpoznał natychmiast ten ton błagania, który pojawia się gdy wola pęka, ulegając presji zmaltretowanego ciała. Zbyt dobrze go znał i pamiętał czas, gdy słyszał podobne słowa także z własnych ust. A później już tylko z ust ofiar. Tyle razy, że stracił rachubę. Natychmiast zrozumiał więc, że jego czas się skończył. Priorytety zostały jasno ustalone i nie mógł czekać dłużej...

Przeklęte światła jednak nie zgasły. Morderca sięgnął do pasa wyciągając fiolkę z krwią Victorii. Wiedział, że nie ma szans na zwycięstwo bez opieki Pramatki. A jego więź z Ciemnością nie pozwalała mu jeszcze wezwać potęgi Nar Mattaru. Odkorkował flakon zębami i wychylił jego zawartość. Ciemność, poukładana ciemność Lasombra, posłuszna woli i gotowa na wezwanie wypełniła jego żyły. Lecz nie tego potrzebował, zresztą, nie umiałby nawet użyć tej namiastki prawdziwej mocy... Sięgnął głębiej, zrywając łańcuchy, pod powierzchnię falującego morza. A pradawny mrok usłuchał go i odpowiedział. Asbu Ilat.

- Nar Mattaru ina! Tiamati me peta babka - szepnął bezgłośnie - Rabishi, elu! Usella silli ikkalu mituti!

Ze szpary w uchylonych drzwiach wionął nagle przeraźliwy chłód. Światło w sąsiednim pomieszczeniu gwałtownie przygasło. Morderca otworzył oczy patrząc na rozdarcie w rzeczywistości, Wrota Otchłani uchylające się na środku sali tanecznej, niczym ogromny koszmarny kwiat, lub bezzębne usta, spijające chciwie resztki blasku. Ciemność i zimno Otchłani wyciekały z niego na podobieństwo krwi, sączącej się z zatrutej rany. Wkrótce cienie spoza granic rzeczywistości spowiły pomieszczenie głębokim kirem. Podłoga, ściany i stojące pod ścianą stoliki pokryły się srebrną warstwą szronu. Horacy wzdrygnął się, czując nieprzyjemny ziąb wpełzający powoli do wnętrza kuchni.

[center]Obrazek[/center]
Wszystko to trwało zaledwie kilka sekund, w czasie których mężczyzna w garniturze najpierw zamarł bez ruchu, wpatrzony w czarny portal, a później porwał ciało leżącej na ziemi kobiety. Z nonszalancją zarzucił je na ramię i nie oglądając się ruszył w kierunku drzwi. Biegł z nadludzką prędkością i gracją, unikając poślizgnięcia się na oszronionej posadzce. Zanim cienie skryły w mroku siedzących na krzesłach Niewiernych, był już przy drzwiach, niewidoczny dla wszystkich, których oczy potrzebowały światła. Morderca jednak nie był z ich rodzaju. Wypalił dwukrotnie, celując uciekającemu w plecy i uważając przy tym, by nie trafić kobiety. Huk wystrzału zniknął w całunie Ciszy. Namtar wyszczerzył zęby, widząc, że obie kule dosięgły celu. Mężczyzna zgubił rytm i wpadł siłą rozpędu w drzwi po drugiej stronie pomieszczenia. Łowca nie tracił ani sekundy. Ruszył sprintem w tym samym momencie, wpadając do Sali tanecznej i przeskakując jakieś krzesło. W biegu schował pistolet i wyszarpnął kołek.

Drzwi poruszały się jeszcze, gdy dopadł do nich. Ciało uciekiniera leżało za progiem, otoczone przez wzbierającą powoli, ciemną plamę krwi. Morderca obrzucił salę krótkim spojrzeniem, notując, że znalazł się w jakiejś jadalni. Nie miał czasu na dłuższe obserwacje. Pod przeciwległą ścianą stał platynowy blondyn z monoklem w oku. Młodzieniec miał na sobie nieskazitelnie czystą biała koszulę i kamizelkę w kolorze ciemnego wina. Aktualnie wyciągał rękę z wyrazem najwyższego skupienia, a leżące na ziemi ciało zaczęło sunąc w jego stronę. Widząc ciemną sylwetkę Assamity czarodziej zawołał coś. Otaczająca Łowcę zasłona milczenia pożarła jednak jego słowa.
Morderca zatrzymał się na moment, analizując sytuację. Zastanawiał się, komu pierwszemu powinien wpakować kawał drewna w serce. Blondyn jednak okazał się jednak posiadać instynkt samozachowawczy i zareagował szybko, widząc chwilę wahania w idealnie zaprogramowanej maszynie do zabijania.

- Zostaw go. - odezwał się spokojnie w umyśle Łowcy. - To nie twoja sprawa. On musi odpowiedzieć za zbrodnie przeciwko Camarilii. Zajmę się tym.

Namtar otaksował go wzrokiem w swój zwykły, pozbawiony emocji sposób. Później po prostu skinął głową. Zabijanie członków Camarilli nie było jego zadaniem. Podszedł do kobiety, która odpełzła nieco od swego oprawcy, a następnie zemdlała w wyniku odniesionych obrażeń. Uklęknął przy niej, całkowicie ignorując skupionego na swym zadaniu Tremera. Bez szczególnej delikatności, lecz z wprawą, świadczącą o dużej praktyce w nastawianiu kości, zaczął składać potrzaskane kończyny. Sekretna moc Dur-An-Ki popłynęła poprzez jego palce, aktywując uzdrawiającą moc vitae w ciele Malkavianki. Rany zaczęły zabliźniać się, a potrzaskane kości na powrót odnajdywały swoje miejsce. Morderca nie czekał, aż proces się zakończy. Nie mógł wiedzieć ile krwi posiada ranna kobieta. Potrzebował jedynie złożyć jej ciało na tyle, by mógł przenieść je dalej. Wstał i podniósł ją z podłogi, po czym wyszedł bez słowa, nie zaszczycając czarodzieja nawet jednym spojrzeniem.

[center]***[/center]
Horacy stał w kuchni, drżąc w wyniku mrozu, bijącego z sali tanecznej. Ciemność za progiem stanowiła ścianę idealnej czerni, zdając się pochłaniać wszelkie światło. Było w niej zresztą coś złowrogiego, co nie najlepiej działało na jego skołatane nerwy. Nagle usłyszał trzask szyb, pękających gdzieś dalej w budynku, a ryk wściekłego tłumu przybrał na sile. Krótką chwilę później, ze ściany mroku wynurzyła się postać Assamity. Morderca niósł na rękach zakrwawioną i nieprzytomną Sidonię.

[center]Obrazek[/center]
- Szybko - powiedział - Okryj nas niewidzialnością. Ludzie zaraz tu będą. Musimy dotrzeć do pozostałych.
Dur-An-Ki (Woda Życia:2) Palę dwa Punkty Krwi Sidonii na regenerację obrażeń. Nie chcę więcej, bo mi jeszcze w torpor wpadnie.
Chcę się dostać do rozdzielni, zanim tłum, który wpadł do budynku, uniemożliwi nam to.
Nie zamykam Bramy.
OD MG DLA HORACEGO:
Na początku widziałeś jak na środku sali otworzyła się czarna dziura, a potem była już tylko ciemność i śmiertelna cisza. Masz poważne podejrzenia, że czarna dziura wciągnęła wszystkich w pomieszczeniu, a przynajmniej zrobiła im coś bardzo strasznego. Nigdy nie widziałeś czegoś podobnego.
* sumer. Moc Otchłani we mnie! Tiamat, otwórz dla mnie wrota. Powstańcie Duchy Czekające w Zasadzce! Powstańcie Cienie by pożreć umarłych, którzy są tutaj!
Ostatnio zmieniony 27 października 2015, 15:31 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

ODPOWIEDZ