PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 08 listopada 2015, 13:44

[center]Ersor, 14 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri.[/center]
[center]Obrazek[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=CURiFF0COvc[/center]
Zebrani najwyraźniej poczuli się nieco rozczarowani wyjątkowo szybkim zakończeniem bójki. Większość weszła więc do karczmy, aby się pokrzepić i wymienić uwagi. Snadź jednak wieść o kurhanie Haurra rozeszła się szybko, bowiem ten i ów co rusz zagadywał Vidgara, prosząc, by opowiedział ponownie cała historię. Pozostali zaś zaczęli nieco chaotycznie wspominać czyny herosa. Ktoś nawet próbował zaśpiewać jakąś pieśń o nim, ale przy trzeciej zwrotce zapomniał słów. Może zresztą szczęsliwie się złożyło, bowiem beczał niczym koza...

Vilberg zamówił od razu sielny garniec piwa i przypilnował by gardła jego towarzyszy nie pozostawały suche. Polecił także, by róg tegoż trunku zaniesiono również na górę, dla Kyariela. Opatrująca maga Norlaug zabroniła mu jednak pić, w obawie o to, by alkohol nie rozrzedził krwi Alfra. Z najwyższym bowiem trudem udało jej się zatamować krwawienie. Nie była w stanie zrobić wiele więcej, cała ta sytuacja sprawiła, że trzęsły się jej lekko ręce i trudno było jej się skoncentrować na uzdrawiającej pieśni. Jedyne, co mogła zrobić to założyć odpowiedni okład na ranę i położyć pacjenta do łóżka.

Na dole, w izbie Vilberg zasiadł za stołem, wypytując Vidgara i Hattra o szczegóły zajścia. Olaf odnalazł w tym czasie Jusse, który opowiadał właśnie kilku górnikom o swym spotkaniu z duchem bohatera. W tej wersji opowieści zjawa zdecydowanie nabrała godności, słuchacze zaś kiwali ze zrozumieniem głowami i poklepując starca po ramieniu. Zwiadowca zauważył, że Jusse zapomniał jakoś dodać fragment o swojej panicznej ucieczce, mruknąwszy coś jedynie o zniknięciu ducha. Co dziwne, wciąż wydawał się trzeźwy, choć gdy skończył jeden z jego słuchaczy zawołał:

- Karczmarzu! A polej Jussemu, co by mu w gardle nie zaschło! Ja stawiam!

[center]***[/center]
Młody Ejnherier zdążył już nabrać serdecznej niechęci do powtarzania tej samej historii, wciąż od nowa. Chwilami miał wrażenie, że mieszkańcy Ersor nigdy nie będą mieli jej dość. Na szczęście jednak ktoś rzucił pomysł, by udać się na wzgórze i złożyć duchowi bohatera stosowną ofiarę. Propozycja znalazła szybki posłuch i po jakimś czasie większość osób zaczęła opuszczać "Miodną Salę" kierując się w stronę kurhanu...
[center]Obrazek[/center]
Norlaug: Test Medycyny Ezoterycznej (Inu + Medycyna Ezoteryczna)
34 + 6 + 5 (premia z przedmiotu magicznego) = 45. Rzut: 77. Bez sukcesu. Nie uda Ci się usunąć efektów wstrząsu mózgu, ani przywrócić Alfrowi żywotności. Jedyne co możesz zrobić to nałożyć opatrunek z ziół.
W leczeniu ziołami wykorzystujesz żywokost (1 dawka) i żywnik (1 dawka).

Kyariel: Jesteś ciężko ranny a poza tym boli Cię głowa i nadal jest Ci źle. Trudno Ci nawet zebrać myśli. Opatrunek z ziół pomógł tylko trochę. Zgaduję, że po jakimś czasie pójdziesz po prostu spać.
W ciągu najbliższej godziny odzyskasz 3 punkty Żywotności i ból zelżeje. (działanie żywnika).
Po 24 godzinach odzyskasz kolejny punkt (działanie żywokostu).
Mdłości i zawroty głowy będą utrzymywać się przez cały dzisiejszy dzień.

Pozostali: Znajdują się w izbie na dole. Olaf właśnie znalazł Jusse. Pozostali zebrani powoli wychodzą, więc robi się coraz luźniej.
Ostatnio zmieniony 08 listopada 2015, 14:25 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 08 listopada 2015, 20:17

- Tu jesteś, stary ochlapusie! - ryknął Olaf, dosiadając się do Jusse i klepiąc go po ramieniu, gwałcąc przy tym wszelkie zwyczaje plemienia Wilków. Taka zuchwałość wobec starszych nie była mile widziana, ale Olaf czuł, że może sobie na to pozwolić. - Słuchaj mnie uważnie. Ducha faktycznie widzieliśmy, ale o tobie ni słowa nie powiedział. Pojąłeś? - potrząsnął głową Jusse. - To pojmij też to, że... Karczmarzu, jemu nie polewaj przy mnie! - ryknął widząc, jak karczmarz już nachyla dzban by uzupełnić kubki. - Pojmij, że pijaństwem narażasz się na pogardę i nigdy nie będziesz godzien nawet spojrzeć na wielkich bohaterów. A z picia jeno same kłopoty wynikają... bo widzisz, duch rzekł, że kto zbeszcześci jego miejsce spoczynku, ten skończy marnie... tak więc co zrobisz, wola twoja. Ale pamiętaj, że z klątwą zza światów nikt daleko nie zaszedł... No, na mnie już czas - poklepał raz jeszcze Jusse i chcąc świecić przykładem, odmówił swojego ulubionego piwa miodowego.

Olaf podszedł do swego ojca.

- Wyruszymy zaraz, jak Kyariel będzie czuł się na siłach. Źle postąpiłem, że zażartowałem ze starego Jusse. Chyba sprowadziłem niepotrzebne kłopoty. Wybacz mi ojcze, od dziś będę bardziej uważał jak kłapię jęzorem - wyznał skruszony, zasiadając przy stole i łowiąc wzrokiem jakąś niewiastę, która mogłaby się kręcić po okolicy.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 09 listopada 2015, 17:08

[center]Ersor, 14 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Olaf pozostawił nieco pobladłego Jussego, który odstawił drżącą dłonią pusty kubek i rzekł do swych słuchaczy:

- Chyba się przejdę na kurhan. Ofiarę złożyć wypadało by... Przeca on na mojej ziemi stoi...

Wstał z ławy i skierował się ku drzwiom, zaś pozostali górnicy ruszyli za nim, radzi zobaczyć wzgórze na którym ukazał się duch.

[center]***[/center]
Młody Zwiadowca powrócił do stołu, zadowolony z efektu swej krótkiej przemowy. Wszakże jednak zdarzenie to nauczyło go nie tylko cenić słowa starszych ale i słowa w ogólności. Siadając więc podzielił się z ojcem swymi myślami.

- Ano, słusznie, żeś do rozumu przyszedł - odrzekł mu Vilberg, swym zwyczajem gładząc brodę. - Mężowi nie wypada gadać co ślina na język przyniesie. To niewiast rzecz. Zważ, że gdyby i Kyariel wziął sobie do serca tą mądrość, to nie miałby teraz obitej mordy... - zaśmiał się tubalnie i dolał synowi piwa. - Ale kto by pomyślał, że taki delikatny. Ech, widać, że magia nie dodaje męstwa!

Podsunął Vidgarowi dzban, aby także sobie mógł dolać i kontynuował:

- Jednak z pomocą bogów na dobre wszystkim to wyszło. Pijcie więc chłopcy! A rzeknij mi, Olafie, skąd masz ten zacny miecz, który widzę u twego boku? Wszakże Vidgar też się wzbogacił - rzekł, wskazując na nowy hełm, leżący obok Einherjera. - Chyba nie znaleźliście tego na drodze, ani też duchy was skarbami nie obdarowały przecie? Rzeknijcie więc, kogoście złupili. Mam nadzieję, że wstydu nijakiego w tym nie było.
Olaf: Test Zastraszania (Aut + Zastraszanie):
33 + 3 + 10 (za korzystną sytuację) + 10 (za dobrą przemowę) = 56. Rzut:33 Test zdany z dwoma przebiciami. Po wysłuchaniu Twej przemowy stary Jusse jakos straci ochotę do picia i pójdzie się pomodlić do duchów przodków.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 09 listopada 2015, 19:28

- Miecz? - Olaf niemal odskoczył jak poparzony. Zupełnie zapomniał, że jego ojciec z łatwością dostrzeże każdą zmianę u pierworodnego syna! Musiał szybko przywołać się do porządku. Nie miał zamiaru kłamać ojca ani łamać dotrzymanego słowa, więc ściszając głos, by nikt spoza stołu go nie słyszał, podjął opowieść.

- Ojcze, nie mogę ci powiedzieć, skąd mam ten miecz, a Vidgar skąd ma hełm. I proszę cię, nie wypytuj się nas już o te zdobycze. Wiedz wszakże, że nikogo nie napadliśmy ani nikogo nie okradliśmy. Przedmioty te wpadły w nasze posiadanie w honorowy sposób i zarzekam się na własną głowę, żemśmy nic złego nie uczynili - poza wymordowaniem hien cmentarnych, dopowiedział sobie w głowie. - Mam też nadzieję, że nigdy miecza tego nie podniosę na istoty rozumne, o zgoła dobrej naturze. Ojcze, a wracając do podróży - Olaf postanowił szybko zmienić temat. - Jaki będzie kolejny nasz przystanek?
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 11 listopada 2015, 11:19

Vidgar poczuł sztywność w kręgosłupie kiedy Vilberg zapytał o ich nowe łupy. Zanim jednak znalazł odpowiednie słowa Olaf zdążył odpowiedzieć swemu ojcu. Siedział tedy dalej w ciszy mając nadzieję, że to wyjaśnienie wystarczy w zaistniałej sytuacji. Sztywność jednak nie odeszła i młody Nardlens zauważył, że delikatnie pocą mu się dłonie czekając na komentarz wuja.
Vidgar nieświadomie gapi się na Vilberga z niesporą miną, jak dzieciak, który nie ma nadzieję, że coś co przeskrobał ujdzie mu na sucho ale jednak przeczuwa, że to chyba mało prawdopodobne.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 11 listopada 2015, 12:49

[center]Ersor, 14 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Vilberg spojrzał na obu młodzieńców i odstawił kufel. Nie ulegało wątpliwości, że coś ukrywają. Nieudany wybieg Olafa i sztywna pozycja Vidgara mówiły same za siebie. Starszy korsarz zmarszczył więc brwi i odezwał się:

- Jeśli w tym co uczyniliście, nie było hańby, to czemu ukrywacie to przede mną? Na O'gena, nie podoba mi się wasze milczenie! Wstyd wam mówić o tym? Ha! Róbcie, jak chcecie. Ale sławy ni szacunku wam to nie przyniesie. A jeśli własnemu ojcu nie ufasz, Olafie, to pomyśl, kto zaufa tobie?

Przez chwilę mierzył ich obu wzrokiem, którego nie byli w stanie znieść. Obaj spuścili więc oczy wpatrując się w drewnianą podłogę, pokrytą trocinami i plamami piwa. Wiedzieli, że Vilberg jest wzburzony ich postępowaniem i że w jakiś sposób zawodzą go, milcząc. I to uczucie było najgorsze. Gorsze nawet, niż cios w twarz otrzymany dziś przez Alfra. Obaj woleliby się zresztą zamienić w tym momencie z magiem. Ból fizyczny byłby lepszy, niż to okropne uczucie oszukiwania kogoś, kogo wszakże darzyli miłością i szacunkiem.
Vilber otrzymał 4 przebicia w teście Dowodzenia, co sprawia, iż: czujecie się jak ostatnie szuje i oszuści nie mówiąc mu niczego. Poza tym wiecie obaj, że w jakiś sposób zawodzicie go. Nie jest wam z tym dobrze, mówiąc prawdę świadomość ta nieco was przygniata.
Informacje ogólne: zabijanie banitów bynajmniej nie jest źle widziane. A nawet wręcz przeciwnie. Należy to robić, gdyż zwykle są to przestępcy, niebezpieczni i wyjęci spod prawa.
Ostatnio zmieniony 11 listopada 2015, 12:54 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 11 listopada 2015, 12:50

Tańczący po Czarnej spirali wraz z innymi przyszedł popatrzeć na bójkę. W pewien sposób cała ta sytuacja go bawiła. Przynajmniej do chwili w której alfr padł na glebę. Wtedy stracił zainteresowanie.

Nie wrócił do środka razem z resztą. Zamiast tego usiadł sobie w niedalekim sąsiedztwie wejścia do tawerny, zamknął oczy i zaczerpnął świeżego, zimnego powietrza. W myślach po kolei nazywał każdy z zapachów, jakie zanotowały jego wyczulone nozdrza. A kiedy skończył, skupił się już tylko na orzeźwiającym chłodzie nieregularnych powiewów wiatru.

Ostatnia noc różniła się od całej ich reszty, odkąd wyruszyli z Beran. Przede wszystkim uzmysłowiła mu, że wyprawa ta nie będzie się składać jedynie z tropienia, dla którego został zatrudniony. Napotkają na swojej drodze wrogów. I napotkają magię. I nieważne jak bardzo mu się to nie podobało, wiedział, że jakoś będzie się musiał z tym uporać.

Wspomniał niedawną bójkę, między towarzyszami podróży. Mimowolnie się uśmiechnął. Rozumiał potrzebę takich sytuacji, bronienia swojej racji i honoru. Nie do końca rozumiał tylko, dlaczego ma to tak wielkie znaczenie. Ale wiedział, że ma, więc postanowił nie szukać dziury w całym.

Wsłuchał się w odgłos skrzydeł swojego towarzysza, gdzieś wysoko nad okolicznymi dachami. Czasami mu zazdrościł. Skrzydeł. I wolności od tych wszystkich społecznych zależności, które sprawiały, że dzieci ciągnęły go za ogon, ludzie wymachiwali bronią a bogactwo dla tak wielu miało wartość większą niż możliwość bycia prawdziwym.

Powoli otworzył oczy. Naprzeciw niego stało jakieś ludzkie dziecko, przypatrując mu się wielkimi oczyma. Kiedy zobaczyło, że wylkołek odwzajemnił spojrzenie, speszone pobiegło w swoją stronę. Tańczący uśmiechnął się kwaśno, oblizał nos, po czym dźwignął się z miejsca, by dołączyć do pozostałych.

Hel
Reactions:
Posty: 54
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:11

Post autor: Hel » 12 listopada 2015, 17:39

Pod czaszką dudniło mu jakby galopowało tam conajmniej stado koni...konie? przecież powinny być uwiązane w stajni..trzeba coś z tym zrobić, nie mogą być luzem, bo uciekną. A nie, to przecież ja jestem w stajni. Poznaję miękkość siana pod sobą i zapach ziół, które ktoś musiał tam zawiesić w jakimś celu...Nade nim nachyla się jakaś niewiasta, której piersi niemal wyskoczą z jej okazałego dekoltu, a jej zapach oszalamiał i jeszcze bardziej mamił zmysły...Czuł dotyk jej włosów na swojej skórze i już jej twarz zbliżała się powoli do jego twarzy...lecz potem nie nastapił oczekiwany pocałunek a zamiast tego pojawił się ból o którym zapomniał na chwilę, a nadobna niewiasta z majaków okazała się wcale nie mniej urodziwą Norlaug, która nakładała mu jakieś ziołowe paskudztwo na obtłuczony nos. Eeeee...to ja chyba lepiej się prześpię...zanim narobię nowych głupot.
Zamierzam podziekować Norlaug, zamienić słowo z Olafem i resztą drużyny jak dojdę do siebie , czyli jak wstanę, bo na razie funkcje umysłowe nie za bardzo działają;)
Ostatnio zmieniony 12 listopada 2015, 17:52 przez Hel, łącznie zmieniany 1 raz.

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 13 listopada 2015, 00:09

Vidgar, na te słowa wstał, bo chciał żeby to co powie zabrzmiało poważnie i uroczyście ale zaraz usiadł bo wyglądało to jakby chciał odejść. Nie mógł przecież opowiedzieć o kurhanie i dlaczego ani jak trafili na banitów ale nie mógł też okłamać wuja. Popatrzył więc trochę zbyt zaaferowany na Vilberga i zaczął mówić, niestety nie miał żadnych przemyślanych zdań w głowie i skończyło się tylko na "aaa..."

Potem wziął się w garść a właściwie to w garść wziął kufel piwa, popił solidnie i w końcu zdołał coś z siebie wykrztusić:

- wuju, to nie tak. To byli banici. No i my ich..., to znaczy oni nas... to było tak że, no.... Przepraszam. Zacznę jeszcze raz. Natknęliśmy się na nich już po wizycie na kurhanie i oni nie pozostawili nam wyboru. No iii... głupio nam było się przyznać, że się tak wpakowaliśmy w kłopoty ryzykując zdrowie kiedy mamy ważniejszą wyprawę przed sobą. No ale stało się a właściwie to jeszcze głupiej żeśmy nic nie powiedzieli bo to byłą nasza pierwsza prawdziwa walka. No i poradziliśmy sobie! - Tutaj młodemu wojownikowi wyraźnie przybyło animuszu - no ich też było czterech!

Wyraźniej zadowolony jednak trochę sposępniał, tak o połowę, kiedy spojrzał na surowe, doświadczone oczy Vilberga rozważającego to co właśnie usłyszał.
Ostatnio zmieniony 13 listopada 2015, 16:44 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 13 listopada 2015, 21:38

[center]Ersor, 14 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Stary Korsarz pogładził brodę i zamyślił się na chwilę.

- Banici, powiadasz... Brnjar, słyszałeś może o jakiś banitach w okolicy?

Kupiec przerwał rozmowę, którą toczył aktualnie z podchmielonym już nieco Joosem i odezwał się.

- Ano coś mi to mówi - Szajka niejakiego Halda ponoć była widziana tu ostatnio. Ludzie zwą ich Lisami z Nool.

- No Hald. Tak się nazywał ten ich przywódca - odezwał się szybko Olaf.

Brnjar odchylił się, opierając o ścianę za plecami i wyjaśnił:

- Hald to złodziej i zbrodniarz. Gdy pewna niewiasta z Nool odmówiła mu, haniebnie zamordował ją i jej męża, napadłszy na nich, gdy spali. Pochwycono go, ale zbiegł na wzgórza. Jarl tych ziem wyjął go więc spod prawa. Ludzie powiadali, że ostatnio pokazał się w okolicy Ersor, ale kto to wie. Ludzie różnie gadają.

- Jeśli to istotnie był Hald, to dobrze się stało, żeście go do Nawii posłali - Vilberg huknął pięścią w stół, aż echo rozniosło się po izbie. - I nie siedźcie tu obaj, nosi spuściwszy na kwintę! Toż radować się wam wypada! Cieszy mnie, żeście się sprawdzili w boju. I to z szajką banitów. Ha! Tacy nie mają za grosz honoru i walczą podstępnie! Wypijmy przeto za wasze powiedzenie! Olafie, Vidgarze, oby was bogowie darzyli męstwem! - zawołał, wznosząc kufel.

Siedzący przy stole członkowie wyprawy ochoczo przyłączyli się do toastu. Reszta popołudnia minęła więc w nad wyraz wesołej atmosferze.

[center]***[/center]
[center]Ersor, 15 mroliść (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Jedynym cieniem radosnej libacji okazał się ból głowy, dnia następnego, który dolegał obu wojownikom. Uzdrowicielskie zabiegi Norlaug przyniosły nareszcie efekty i rankiem Kyariel czuł się już na tyle dobrze, że był już w stanie wstać z łóżka. Wszyscy razem zeszli więc zeszli na śniadanie. Był to ostatni dzień jaki mieli spędzić w cywilizowanych warunkach, przed wyruszeniem w dalszą drogę. Wszyscy chcieli więc wykorzystać możliwości, które zapewniało im przebywanie w osadzie.
Rozdanie PD i Geasu w wątku technicznym!
Geas: Ci, którzy mają choć 1 punkt Geasu mogą teraz przyjąć Opiekuna Duchowego w postaci Patronującego Bóstwa (politeiści) lub Ducha Totemicznego (Totemiści) W tym celu należy:

Totemiści: muszą się udać na odludzie w towarzystwie Driuda, Szamana czy Czarownicy. Zakładam, że Norlaug ich wspomoże. Miejscowi pokażą wam drogę do Wilczego Kamienia (naturalnej skały, stojącej na jednym z wzgórz, która bardzo przypomina to zwierzę), oraz do Jaskini Niedźwiedzia (groty, także znajdującej się niedaleko, pokrytej wewnątrz rysunkami naskalnymi przedstawiającymi te zwierzęta oraz symbole szamańskie). W obu tych okolicach można skontaktować się z odpowiednimi duchami. Następnie należy im złożyć ofiary. Duchowi Wilka składa się zwykle w ofierze mięso zwierząt hodowlanych, a duchowi niedźwiedzia placki, słodkości i miód. Można też oferować duchom swoją krew (zadając sobie 1 obrażenie) i figurki przestawiająceje (Joos wyrzeźbi wam po jednej takiej z drewna, jeśli chcecie). Wszystkie wymienione rzeczy możecie kupić w Ersor (musicie wydać przynajmniej 1 D by duch był zadowolony, ale po pokonaniu banitów, każdy z was ma przy sobie przynajmniej 3 D.)
Rytuał pozyskania totemu trwa trzy godziny. W tym czasie zwykle się tańczy, uderza w bębenek lub grzechotkę, udaje dane zwierze (wyje, ryczy etc) i składa ofiary.

Politeiści: musicie udać się do kapliczki lub świątyni związanej z wybranym bóstwem. W Ersor znajduje się:
Świątynia O'gena. Świątynia Angar, oraz kapliczki: Aurena, Ridviny i Oha'lna. Nie ma tu niestety miejsc poświęconych innym bóstwom.
Bogom należy złożyć ofiarę stosowną do ich charakteru. Bogom wojny zwykle składa się ofiarę z trunków (np. miodu), broni, serc lub głów wrogów. Następnie należy modlić się przez 6 godzin i złożyć ślubowanie zgodnie z charakterem bóstwa. Jest to bardzo ważne, bowiem utrzymanie ślubowania zapewnia Wam opiekę Patrona. Ślubowania odpowiednie dla bogów wojny to: tępienie wrogów wiary, zabijanie potworów, składanie libacji w wybrany dzień tygodnia, obietnica, że nigdy nie splami się swego honoru, obietnica, że nigdy nie ucieknie się z walki etc.
Koszt ofiary powinien minimalnie wynosić 1 D, aczkolwiek wszyscy macie w sakiewce przynajmniej 3 D. po pokonaniu banitów.

Całość można opisać za pomocą deklaracji, lecz posty fabularne nagrodzę dodatkowymi PD. ;) Jeśli macie jakieś pytania napiszcie na PW.
Ostatnio zmieniony 15 listopada 2015, 15:23 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 15 listopada 2015, 20:48

[center]Ersor, 14 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Nos Alfra, choć swoją aparycją nadal dawał wiele do życzenia, powoli zaczynał się zrastać. Mimo, że nadal zdobił go głęboki odcień iście królewskiej purpury, krwawienie ustało, a sam pacjent zaczynał wyraźnie dochodzić do siebie. Młoda wiedźma w dalszym ciągu doglądała stanu młodego i nadmiernie impulsywnego maga. Wyraźnie nie znał ich kultury - ludu dumnego ze swoich korzeni i walecznego. Pomimo niewyparzonego języka, zdawał się jednak w pewien sposób odległy, tak odmienny od młodych mężczyzn, których miała okazję poznać wcześniej... przywodził na myśl mroźny blask słońca, którego promienie przeszywały szczyty olbrzymich lodowców, Kłów Oris. Przyglądała mu się uważnie, gdy spoczywał nieprzytomny na zasłanym skórami sienniku. Zastanawiała się cóż też mogło skłonić go do zarzucenia kłamstwa Olafowi. Tym bardziej, że ilekroć mógł zaobserwować naturalne poczucie humoru ich zwiadowcy, szczególnie w towarzystwie wypełnionego po brzegi kufla. Mimo chęci zrozumienia motywacji Adepta, nie śmiała jednakże go o to pytać. Elf Północy wyraźnie potrzebował odpoczynku, pełnej regeneracji przed czekającą ich podróżą, a nie chciała rozdrapywać świeżej rany na honorze mężczyzny.

[center]Ersor, 15 mroliść (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Powieki przeszywało jaskrawe światło. Czarownica zaczęła powoli się budzić słysząc radosne odgłosy krzątaniny na dole karczmy. Z zewnątrz dochodziło odległe ujadanie psów, gdakliwe rozmowy i sprzeczki mieszkanek wioski, zdążających do studni, czy robiących ostatnie przygotowywanie przed rozpoczynającą się zimą. Ersor budziło się do życia. Pomimo całonocnego doglądania zdrowia Kyariela i zaledwie kilku godzin głębokiego snu, wiedźma z nową energią witała nastający dzień. Podniosła się z ciepłego, zasłanego grubymi, wełnianymi kocami łoża podchodząc do niewielkiego okna. Nisko położone słońce skrzyło się na grudach zamarzniętej ziemi, ukazującej się nieśmiało spod pokrywy śniegu. Z kominów pojedynczych domostw unosiły się wąskie smugi dymu, a w oddali widać było zasnute poranną mgłą wzgórza. Norlaug pchnęła skrzydła okna, wpuszczając do niewielkiego pomieszczenia krystalicznie czyste powietrze. Wzięła pełny, głęboki oddech. Na jej twarzy zagościł równie promienny uśmiech, oddający szczerą radość jej serca. W tej właśnie chwili czuła, że każda rzecz jest możliwa. Wiedziała, że nie zależnie od tego, co spotkają na swej drodze, odnajdzie swojego wuja oraz jego przyjaciół i towarzyszy wyprawy. Z entuzjazmem więc, niemalże w biegu, udała się do pokoju Kyariela, aby sprawdzić jego stan i pomóc mu zejść na śniadanie.

Mimo, iż w chodzie Alfra brak było uprzedniej sprężystości, a w oczach tak dla niego charakterystycznej przenikliwości spojrzenia, jego skóra nabrała zdrowszego kolorytu, świadcząc o poprawie zdrowia. Mag wciąż był jednak trochę markotny i małomówny, co nie było oczywiście niczym dziwnym po tym, co go spotkało. Nikłym, lecz szczerym uśmiechem podziękował uzdrowicielce, po czym zasiadł za ławą dołączając do towarzyszy wyprawy, spożywających z zapałem posiłek składający się z placków, miodu, koziego sera oraz przedniej jakości czerwonego mięsiwa.

[center]***[/center]

Po sutym śniadaniu wiedźma poczęła przygotowywać się do dalszej podróży. Nagle, w jednym z woreczków przy pasie, poczuła chłód drobnego, metalowego przedmiotu. Okazał się być wybranym przez nią w kurhanie pierścieniem. Piękny, niemalże idealnie kulisty kawałek malachitu oplatała delikatna plecionka, przechodząca w całą obrączkę. Po chwili namysłu, wiedźma udała się do Kyariela. Czuła, że może nie jest to uprzejme z jej strony przechodzić tak bezpośrednio do spraw materialnych w obecnym stanie Alfra, ale jednakże nie wiadomo, co może się wydarzyć jak tylko opuszczą zamieszkałe przez ludzi ziemie. Zagadnęła maga z delikatnym onieśmieleniem:

- Kyarielu, chciałabym zaoferować Ci pewną propozycję wymiany. Pamiętając, co mówiłeś o właściwościach wybranych przez nas w kurhanie przedmiotów, przemyślałam trochę sytuację i chcę Ci zaproponować ten oto pierścień w raz z moim amuletem, który ochronił mnie przed pewną śmiercią, a nawet zniszczeniem duszy przez upiora. To było tam, nim napadliśmy na szajkę niedoszłych łupieżców kurhanu. W zamian pragnęłabym otrzymać amulet z kryształem, który ty wybrałeś. Myślę, że ta wymiana byłaby korzystna dla nas obojgu. - po chwili dodała:

- Wiem też, że jest to ostatni dzień tutaj, ale z racji twego zdrowia, sugeruję, abyś jak najbardziej oszczędzał siły, bo później nie będzie nawet krztyny sposobności, abyś mógł w pełni odpocząć. A jeśli czegoś Ci potrzeba, mogę to dla Ciebie nabyć. Sama w końcu też poczynam odpowiednie przygotowywania.
Zanim wyruszymy w dalszą podróż udaję się, aby dokupić zioła, których mi brakuje: 3 dawki Żywokostu, 2 dawki Żywnika. Pomagam oczywiście osobom z drużyny, które chcą się udać, aby złożyć ofiarę duchowi totemicznemu i zyskać tym samym jego przychylność.
OD MG: Kolejny test Medycyny Ezoterycznej (Inu + Medycyna Ezoteryczna)
34 + 6 + 5 (premia z przedmiotu magicznego) = 45. Rzut: 22. Zdany z dwoma przebiciami. Rano zmienisz Kyarielowi opatrunek i za pomocą zaklęć usuniesz skutki wstrząsu mózgu, oraz ból. Alfr odzyska 3 kolejne punkty żywotności, co oznacza że jest już na obrażeniach lekkich (brakuje mu tylko 1 punktu do pełnej Żywotności).
Ostatnio zmieniony 17 listopada 2015, 10:41 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 17 listopada 2015, 05:51

Było późne popołudnie, kiedy Norlaug z Tańczącym po Czarnej Spirali u boku wyruszyli w stronę Jaskini Niedźwiedzia. Wylkołek zastanawiał się po drodze, czy nazwa miejsca aby na pewno nie wynika z faktu, że jakiś tam rezyduje. Kosz z podarunkami niósł w szczękach, co było powodem kilku, jeśli nie kilkunastu krótkich przestojów, wynikających z potrzeby poprawienia chwytu. Przed wyruszeniem w drogę, Tańczący strasznie się niecierpliwił i ciężko mu było doczekać się odpowiedniej pory dnia. Teraz jednak, z każdym krokiem przybliżającym ich do uświęconego miejsca, wątpliwość zaczynała mącić jego zdecydowanie.

Na tyle mocno, że kiedy przyszło do zbierania drew na ogień, Norlaug okazywała się bardziej skuteczna w działaniu. Im bliżej było zaś samego rytuału, tym bardziej Wylkołek popadał w wątpliwości. Sam nie był do końca pewien o co chodzi, jednak w jego głowie roiło się wręcz od powodów by tutaj teraz nie być. I chyba sam nie zauważył kiedy ostatni argument by jednak zostać, opuścił cichcem jego umysł.

Trochę niepewnie z początku zaczął coś mruczeć do czarownicy przygotowującej się do ceremonii. Jej zdziwione spojrzenie nie ułatwiało co prawda sprawy, jednak Tańczący konsekwentnie starał się wyłgać z czekającego nań rytuału. Jednak kiedy Norlaug zrozumiała w końcu jego intencje, pośród niezliczonych pomruków i stęknięć, jej ostra i wybuchowa dość reakcja, sprawiła, że Wylkołek położył po sobie uszy i ze spuszczoną głową zaczął wykonywać jej polecenia. Z początku bez zbytniego entuzjazmu, ale i bez słowa sprzeciwu.

Nie minęło jednak zbyt wiele czasu, jak Tańczący po Czarnej Spirali porzucił swoje (niezrozumiałe już w tej chwili dla siebie samego) wątpliwości i po prostu zajął się tym, po co tu przyszedł.

Po zawezwaniu duchów i ofiarowaniu darów w postaci jedzenia i drewnianej figurki, rozpoczęła się właściwa część rytuału. Przynajmniej tak ją później nazywał w myślach Wylkołek, bowiem wtedy dopiero tak naprawdę poczuł obecność duchów, które przybyły tam na ich wezwanie, by również wziąć udział w ceremonii.

W pierwszej kolejności to były jego łapy. Miał wrażenie, że puchną i stają się znacznie potężniejsze, tracąc jednocześnie na zwinności. Potem kły, potem stracił świadomość swego długiego ogona. Ale zrozumiał co tak naprawdę się dzieje dopiero kiedy zaryczał głośno stojąc na dwóch łapach.

Zawsze inaczej wyobrażał sobie opętanie. Przede wszystkim nie sądził, że przyjmie formę ducha z którym się jednoczył. Chociaż równie dobrze ta część mogła dziać się jedynie w jego głowie. Jednak cała reszta, kiedy przez te kilka krótkich chwil był niedźwiedziem a nie Wylkołkiem, choć nieco mglista, mocno odbiła się w jego pamięci. Pamiętał, że tańczył wokół ogniska, ale potem jego wspomnienia układały się w falę następujących po sobie, dziwnych co prawda, jednak niezwykle intensywnych obrazów.

Pamiętał, jak łowił ryby w strumieniu. Jak wspinał się na drzewa w poszukiwaniu słodkiego miodu. Jak w poszukiwaniu schronienia znalazł opuszczoną grotę, w której jakaś czarownica i jakiś Wylkołek odprawiali jakieś dziwne modły. Pamiętał, jak wiedziony niczym innym jak tylko instynktem i jakąś nieuzasadnioną potrzebą, tańczył wokół ogniska wraz z Tańczącym Wylkołkiem. Aż do utraty tchu. I w jakiś sposób wiedział, że żadne z tych wspomnień nie było by prawdziwie jego, gdyby ceremonia się nie powiodła, a duch Niedźwiedzia nie otoczyłby go swoją opieką.

A kiedy się przebudził, zobaczył, że jedna z jego łap lekko krwawi z rany, która wyglądała, jakby sam ją sobie zadał.

Kiedy wracali do osady, milczeli przez większość drogi. Podobało mu się, że członkowie jego nowej grupy rozumieli jego małomówność i nie starali się zbyt mocno ciągnąć go za język. Często nie czuł potrzeby by werbalizować swe myśli, a zdążył się nauczyć, że większość ludzi i nieludzi uważa go przez to za gbura. Dlatego też wdzięczny był, że nie musi silić się na grzecznościowe rozmówki. Jednak kiedy wracając mijali już pierwsze chaty osady, zatrzymał na chwilę ich marsz, by podziękować czarownicy. Za pomoc w rytuale, jak i za stanowczą reakcję, kiedy niemal podkulił pod siebie ogon.
Spoiler!
Nie jestem do końca pewien jak dokładnie wygląda taki rytuał. Starałem się powyżej uwzględnić dane na ten temat które podałeś nam w niebieskiej ramce. Jeśli coś wymaga zmiany, daj znać.
Na ofiarny podarunek wydaję pełne 2 denary. Oczywiście ofiarować chcę również figurkę odpowiednią no i krew, dlatego też uwzględniam w tekście ranę sobie zadaną.
Ostatnio zmieniony 20 listopada 2015, 09:27 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 18 listopada 2015, 21:11

Olaf czuł się wybornie, pomimo lekkiego żalu z powodu rozbitego nosa Alfra. Młody Wilk dokonał kluczowych zakupów, potrzebnych do rytuału Ducha Opiekuńczego. Ojciec uznał, że Olaf jest gotowy, a sam zainteresowany od lat czekał na tą chwilę. Z ogrmnym przejęciem i ostrożnością pakował do plecaka figurkę wilka, a także przepyszne piersi z kilku dorodnych kur, które powinny zaspokoić głód nawet największego łasucha.

Olaf na próbę ryknął jak wilk, dodając sobie animuszu i poganiając niby wiedźmę, która zgodziła się towarzyszyć młodemu Wilkowi w ważnej dla niego chwili. Wkrótce wyruszyli do specjalnego miejsca oznaczonego i wskazanego przez miejscowych.

Olaf ryczał na przemian tańczył i grał na rogu, wzywając opiekuńczego ducha do uczty z ofiary i prosząc o jego łaski.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Hel
Reactions:
Posty: 54
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:11

Post autor: Hel » 19 listopada 2015, 20:11

Ujrzenie Norlaug z rana było stanowczo dobrym początkiem dnia, mimo, że trochę dziwnie się czuł przypominając sobie mglistą wizję z poprzedniej nocy i pomyłkę do której omal nie doszło. Ale zrozumiał, że jego stosunek do towarzyszki wyprawy ulega powoli zmianie. Po części topnieją jego uprzedzenia do czarownic jako takich za sprawą bezpośredniej styczności z jedna z nich, a po drugie i trzecie przekonał się i doceniał skuteczność wiedźmiej magii oraz jej wiedzę. Jej wiedza i mądrośc były zupełnie innej natury niz jego, bardziej pierwotna, z pozoru zdawała się przypominać wiejskie gusła, a jednak była skuteczna, jak przekonał się o tym na własnej skórze. Uznał, że niepotrzebnie nie doceniał dostatecznie zdolności innych, tylko dlatego, że ich nie rozumiał.

Nie mógł jednak przystać na jej propozycję:

-Z checią wymienię się z Tobą darami, które wzięliśmy z kurhanu. Jednak pierścień z malachitem w zupełności wystarczy. Było by zachłannością z mojej strony brać od Ciebie amulet, który jak mówisz bardzo Ci pomógł. Nie mogę go przyjąć.

-Chcę Ci też podziękowac za Twoje zabiegi, które pomogły mi wrócić do zdrowia. Przekonałem się o skuteczności Twoich praktyk i o poświęceniu dla drużyny, więc chcę byś wiedziała, że darzę Cię pełnym szacunkiem i jestem pełen podziwu dla Twojej magii, do której wcześniej nie miałam przekonania. Doceniam również propozycję pomocy z zakupem ofiary dla Ridviny, jednak uważam, że musze to zrobić sam. Nie godzi się bym nie przeprowadził każdego elementu tego rytuału osobiście. To by było znakiem niewystarczającego oddania bogini. Czuję się już na siłach, a Ty juz wystarczająco mi pomogłaś. Jeszcze raz dziekuję.

Norlaug nie wyglądała do końca na przekonaną o Jego stanie zdrowia, lecz wiedziala też o jego uporze oraz rozumiała wagę sprawy, więc rozumiała, że protestowanie nic nie da.

[center]***[/center]

Kilka godzin później z zakupioną u karczmarza butelką miodu i informacją gdzie znajduje się kapliczka bogini wojny ruszył w tamtym kierunku. Miał nadzieję, że zastanie Olafa jeszcze na miejscu, jednak nie zastał nikogo z towarzyszy i domyślił się, że wszyscy udali się w tym samym celu co on teraz zamierzał. Jeszcze obecne lekkie osłabienie fizyczne maskował hartem ducha oraz skupił się na myślach o czerwonej bogini. Znów pozwolił by ona wypełniła go po brzegi. By każda myśl, emocja czy uczucie było do niej. Im bardziej zbliżał się do kapliczki jej poświęconej, tym mocniej ją czuł. Nie za bardzo zarejestrował nawet kiedy kupił jeszcze kadzidło na ofiarę, lecz wiedział, że wybrał odpowiednie bo kierowany był miłością która dawała niezawodną pewność jego działaniom. Znów przestał wyraźnie postrzegać otoczenie i rzeczywistość, które zaczęła przesłaniać szkarłatna mgła. Wiedział, czuł, ze jest w miejscu jej poswięconym, w ktorym jej obecność jest niemal namacalna i jest bardziej realna niż wszystko dookoła. Zatopił się w niej i w modlitwie. Nie miał określonego celu ślubowania, pozwolił by sam się wylonił. Otworzył się i czekał na to co przyjdzie. Wiedział, że to będzie najbardziej właściwie, a nie to co sobie ułoży w głowie. Wspomnienia niedawnej walki i bólu wydawały się odległe, a jednocześnie uważał, że nieprzypadkowo tak się stało niedługo przed prośbą o patronat bogini. Wyczuwał w tym sygnał od niej. I nieważne, że przegrał- ważne, że stanął do walki a porażkę przyjął z godnością. Może ta walka z obiektywnego punktu widzenia nie miała sensu, ale może to Ridvinia znów domagała się krwii i dowodów oddania, może to był rodzaj próby...Zalały go emocje, agresja, chęć walki i żądza. Nie był w stanie modlić się składnie. Pozwolił by slowa wyplywały same i wiedział, że zrobi wszystko czego ona żąda. Nie tylko on mówił, ona też..gdzieś na granicy świadomości, oraz poza nią. Złożył ofiarę z miodu, która wsiąkła w chłonną ziemie przed kapliczką wczesniej zapalając kadzidło. Nie wiedział nawet kiedy naciął sobie dłoń ostrym krzemieniem znalezionym nieopodal. Chciał dodatkowo przypieczetować swoje ślubowania. Przysiągł zawsze być jej wiernym, co przysięgał już na kurhanie, ale dopiero teraz to ślubowanie było przeprowadzone od początku do końca jak należy. Obiecał też nigdy sie nie poddać, a jesli to zrobi niech nie będzie jej godzien, a jedynie pogardy.
Wydaję 2 denary na miód i kadzidło, oraz wymieniam się z Norlaug amuletem z kryształów za pierścień z malachitem.
Ostatnio zmieniony 20 listopada 2015, 17:44 przez Hel, łącznie zmieniany 1 raz.

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 21 listopada 2015, 23:43

[center]https://www.youtube.com/watch?v=z0PvZGVPiJU
[/center]
Wczesnym rankiem, kiedy jeszcze słońce nie rozświetliło zasypanych śniegiem dachów, Vidgar wrócił na miejsce ich pierwszej prawdziwej walki. Skrzyp i miarowy oddech były jego jedynymi towarzyszami. Para z oddechu przysłaniała i tak niewidoczne jeszcze kontury drzew i chat.

Kiedy wreszcie przekroczył to co pozostało z progu chaty, skierował się wprost do najroślejszego ciała, spośród tych spoczywających wewnątrz. Jeszcze niedawno a dokładnie w drugą noc po walce, kiedy wspomniał uczucie ostrza wbijanego w ciało, jak przechodzi przez napinające się mięśnie i trze o kości wewnątrz, jak krew spływa z głębokich ran zadanych jego ręką i jak życie ulatuje wraz z nią, zdjęły go mdłości. Innym powiedział, że to nadmiar alkoholu pognał go schodami w dół na zewnątrz tawerny, sam jednak trząsł się jeszcze długo uświadamiając sobie, że zabił. Teraz jednak drżenie i niepewność minęły. Podszedł do najroślejszego ciała i wyjąwszy miecz zaczął rąbać.

Nie łatwe było to zadanie, gdyż tkanki zamarzły, kiedy przestał ogrzewać je płomień życia, Vidgar jednak nigdzie się nie spieszył i po jakimś czasie opuścił chatę, niosąc głowę w lewej dłoni.

Kiedy było już po wszystkim nie pamiętał szczegółów. W sumie chyba nic wielkiego się nie stało. Wiedział, że przyszedł do kapliczki sam, pozostawił tam głowę i chyba coś wtedy mówił. Później musiał wylać w ofierze miód, który kupił dzień wcześniej i sądząc po swoim stanie z połowę przynajmniej sam chyba wypił. Wbrew temu co sobie kiedyś wyobrażał nie czuł euforii ani podniosłej egzaltacji. Pamiętał tylko zimno. Zimno i śnieg dookoła i spokojną, wszechobecną ciszę, w której tylko mógł usłyszeć Ridvinę lepiej niż kiedykolwiek. Musiał siedzieć tam dość długo, poważny i cichy, potem chyba płakał. Po powrocie nie odzywał się specjalnie do nikogo. Odwiedził dzielnego Brumfura, pomilczał trochę z wilkołakiem, zagadnięty odzywał się spokojnie i oszczędnie....

Dzień później zwykły humor zaczął powracać, troszkę jednak bardziej powściągliwy, trochę mniej gadatliwy..., tylko trochę.

ODPOWIEDZ