Ręka Odkupienia, 503.815.M41
Niezwykła propozycja kapitana Keela otwierała przed dynastią Blackthornów nowy wymiar profitów. Ograniczony dotąd do jednej fregaty ród zyskiwał znienacka rzekome prawa do całego słonecznego systemu, a to stawiało dziedzica Gwarancji oraz jego świtę znacznie wyżej w hierarchii arystokracji Wolnej Floty. Barca wciąż nie potrafił pojąć tego jak wiedza o istnieniu Svarthu mogła ujść jego uwadze, ale seneszal pamiętał, że mimo względnej zażyłości w stosunkach z Titusem Blackthornem nie posiadał w minionych latach dostępu do prywatnych banków danych kapitana. Banków, które zostały nieodwracalnie zniszczone podczas pamiętnego starcia z rajderami zielonoskórych. Poprzedni dziedzic Gwarancji mógł posiadać sobie tylko znane powody, by utrzymywać istnienie Svarthu w tajemnicy i skrzętnie unikać jakiegokolwiek kontaktu z tym światem.
Lecz głęboka podejrzliwość Christo nie pozwalała seneszalowi wykluczyć innej ewentualności. Keel mógł próbować pochwycić Blackthorna w jakąś misterną intrygę, podsuwając dziedzicowi łakomy kąsek w postaci rzekomych praw własności do Svarthu. Brak wiedzy Barcy na temat istnienia tych praw dawało się wytłumaczyć w inny sposób - być może status prawny Svarthu był jedynie mistyfikacją mającą skłonić Morgana do udziału w przedsięwzięciu o ukrytym dnie? Kapitan Keel, zmuszony do operowania poza uznawanymi prawnie obszarami Imperium, mógł doskonale o takiej mistyfikacji wiedzieć, ale też nie musiał, pozostając bezwolnym pionkiem w rękach jeszcze potężniejszego gracza.
Świadomy konsekwencji takiego fortelu, Christo Barca czuł się niczym akrobata tańczący na stalowej linie rozpiętej między wieżycami najwyższych poziomów Kopca. Przyznając się do kompletnego braku wiedzy na temat Svarthu narażał na szwank nie tylko swoją reputację, ale także mógł wzbudzić w Keelu niepotrzebną podejrzliwość co do prawdziwości praw własności - jeśli bowiem akt planetarnej przynależności do Blackthornów był autentyczny, dlaczego nikt z obecnych na pokładzie oficerów dynastii o nim nie wiedział? Jeśli zaś Keel próbował uwikłać Morgana w mistyfikację, pochopne przyznanie się do posiadania wiedzy na temat Svarthu zdemaskowałoby seneszala w oczach Keela jako ewidentnego kłamcę.
Chcąc zyskać na czasie seneszal upił kolejny łyczek amasecu. Przez myśl przeszło mu nagle, że być może na pokładzie
Królowej był ktoś, kto o istnieniu Svarthu wiedział. W jaki bowiem sposób dowódca
Ręki Odkupienia zdołał się zasadzić we właściwym miejscu i czasie na idącą tranzytem na Oddech Lucina fregatę? Statystycznie rzecz biorąc było to niemożliwe, zwłaszcza że Morgan i jego oficerowie nie rozpowszechniali otwarcie swych zamiarów. Keel nie mógł zdobyć tej informacji od infobrokera w Footfall, bo wówczas nie zdążyłby dotrzeć do Foulstone przed fregatą. Pozostawały dwie opcje i żadna z nich nie budziła w seneszalu wesołości.
Przydzielony przez mistrza chóru w Port Wander astropata przebywał przez cały czas podróży do Ekspansji w swoim apartamencie, unikając towarzystwa innych załogantów i tylko z rzadka konsultując coś z Blackthornem. Jako osoba zupełnie nieznana seneszalowi pozostawał dla Barcy enigmą, a brak czasu nie pozwolił Christo bliżej poznać milkliwego psionika. Czyżby to on był informatorem Keela, wysylającym przez cały czas tranzytu mentalne informacje na temat pozycji i punktu docelowego lotu
Królowej? Ta hipoteza rozpaliła żywym ogniem umysł seneszala stawiając w zupełnie nowym świetle dramatyczne okoliczności zgonu astropaty Lorentza. Czy jego rzekome opętanie nie zostało zainscenizowane w celu zyskania sposobności do umieszczenia na pokładzie Królowej astropatycznego kreta? Szpiega stanowiącego element misternej manipulacji? Chociaż Adeptus Astra Telephatica oficjalnie utrzymywali status neutralny względem wszystkich imperialnych organizacji, w praktyce i oni walczyli o strefy wpływów, poprzez zawiązywanie sojuszów z grupami interesów i tworzenie własnych skomplikowanych intryg.
Istniała też inna ewentualność. Christo przeniósł swe spojrzenie na przechadzającego się pomiędzy gablotami arcymagosa Diomedesa. Delegat Adeptus Mechanicus był dla niego zagadką jeszcze większą niż astropata, chociaż seneszal miał z techkapłanem znacznie częstszy kontakt. Tak, arcymagos Diomedes, wybitny znawca zaawansowanych technologii i osobnik dysponujący dostępem do wszelkich instrumentów fregaty mógł bez trudu pozostawać w kontakcie z Ręką Odkupienia. Coraz więcej wskazywało na to, że mógł coś wiedzieć na temat Svarthu i że przybył do Port Wander z intencjami dużo dalszymi niż tylko przejęcie schedy po tragicznie zmarłym poprzedniku. Jeśli działał w porozumieniu z Keelem, jego motywy musiały budzić głęboki niepokój, bo stawiały pod znakiem zapytania i tak kwestionowalną lojalność arcymagosa wobec Blackthornów.
- Ma pan doskonałe wyczucie czasu, panie kapitanie - powiedział w końcu Christo - Jeśli to nie tajemnica, w jaki sposób tak trafnie zgraliście swój postój w Foulstone z naszym przelotem? Zważywszy na kapryśną naturę Immaterium byłby to niespotykany przypadek.
Mam nadzieję, że się sam nie pogubiłem w swych paranoicznych dociekaniach... chociaż kto wie, czy nie są one prawdziwe, przynajmniej niektóre... zagłębiamy się w pajęczynę intryg ukrytych w intrygach, musimy mieć baczenie na każdy krok, na każde słowo... czy ktoś może podać mi moje tabletki?