Dwa jasne punkty zbliżały się w stronę Viktorii z zawrotna prędkością wydając przy tym niezidentyfikowany ryk. Miała tylko jedną myśl: Znaleźli nas, na bogów, któż mógł wiedzieć o tym miejscu?. W tym właśnie momencie silne ramię Assamity wyrwało ją z miejsca, jak delikatny kwiat w ogrodzie i z impetem wrzuciło w wodną toń. Mimo dezorientacji i nagłego przypływu strachu płynącego ze spotkania z ową brutalną siłą mrocznej bestii ze Wschodu, zdała sobie sprawę, że odczuła również przyjemność. Dopiero teraz, na sobie, mogła doświadczyć tak namacalnie fizycznej potęgi Namtara. Nie mogła sobie odmówić dreszczu rozkoszy. Jej rozkojarzone myśli skupione na owej przyjemności skutecznie destabilizowały próby koncentracji Lasombry na nurkowaniu. Jej niesforna wyobraźnia podpowiadała obrazy, które z pewnością zgorszyły by fratra Terrego. Podpowiadała coś jeszcze... Nieopisane poczucie potrzeby... kogoś, w czyich ramionach mogła by się czasem schować przed całym światem... Przed wspomnieniami ognia i zwierzęcych krzyków, krwi rozlanej przez Sabbat, straconych nadziei, spokoju... Była tam też jeszcze jedna myśl. Jeszcze jedno uczucie.
Samotność.
Czuła ją właśnie teraz, w głębinach czarnej toni jak nigdy wcześniej, a wspomnienie czyjegoś silnego uścisku i bądź co bądź pewnego rodzaju troski, wzmocniło całe wrażenie. Rozejrzała się w około. W ciemności nocnych wód nie mogła dostrzec nikogo z jej towarzyszy. Przed jej oczyma wyobraźni wyłoniła się twarz Brujaha, którego do nie dawna darzyła uczuciem gorętszym niż promienie śmiercionośnego słońca. Poczuła ukucie w swym martwym sercu i przypomniała sobie słowa jej ojca... Że każdy zawsze rodzi się, żyje i umiera sam... Nawet jeśli zatopiony w swych iluzjach myśli co innego. Samotność podczas jej egzystencji stała się gorsza nawet niż śmierć, którą jak ten żydowski Mesjasz, również przezwyciężyła... Swoją drogą, to śmieszne. Ciekawe cóż na takie porównanie powiedział by Terry - uśmiechnęła się lekko złośliwie na tę myśl. Lecz znów zdała sobie sprawę, że konfrontuje się i szuka potwierdzenia swej własnej tożsamości w innej istocie, której ... Nie było teraz w pobliżu. Znów rozejrzała się bezradnie za kimkolwiek w około. Nie widziała jednak nikogo. Tylko toń jeziora czarna i cicha jak śmierć, której dzieckiem była.
I tak oto wszyscy jesteśmy skazani na samotność w ciemności - pomyślała, przepełniona melancholią.
[center]
[/center][center]***[/center]
Lucas stał jak oniemiały. Terror, krzyki ludzi, dym i światło zalały jego wspomnienia. Ryk myśliwca w ułamku sekundy przeniósł go z powrotem, w parną, pełną bolesnych wspomnień noc w Wietnamie, w Szmaragdowej Zatoce Ha Long. Wtedy również stał na łodzi. Ujrzał twarz swojego drogiego przyjaciele, Marcusa, zalaną we krwi. Wśród ryku maszyny i salwy pocisków, znów słyszał jego ochrypły głos:
- Skacz!
- Marcus? - Lucas poruszył prawie bezgłośnie ustami, tak, że próbujący wyrwać go z transu Assamita nie miał nawet szans na zrozumienie jego słów.
Druzgocąca pokład seria z odrzutowca, wyrwała go w końcu ze wspomnień o bolesnej przeszłości. Umysł wracał do "tu i teraz". Wracał nawet szybciej niż Lucas by sobie tego życzył, przez to, co doświadczały oczy ghula. Sposób poruszania się Mordercy ze Wschodu, był dla byłego wojskowego niemal nie do odtworzenia przez nawet najbardziej wytrenowanych żołnierzy Armii Stanów Zjednoczonych. Także tych, którzy zgodzili się na tajne eksperymenty na swych ciałach w tej przeklętej bazie Edgewood. Skulił się ze strachu w pozycję embrionalną i sam nie wiedział, co przeraża go bardziej - F-16 kołujący nad nim czy nieludzki twór tuż przed nim.
- Kim... Kim ty u diabła jesteś? - wyjąkał z siebie.
- Łap! - To była jedyna odpowiedź, jaką uzyskał od potwora przed nim.
Złapał odruchowo nadlatujące w jego stronę zardzewiałe koło ratunkowe.
- Poprzednia lokacja jest spalona. Płyń do przeciwnego brzegu - Dodał Morderca.
Lucas pokiwał niemo głową notując w pamięci podany adres garażu i wskoczył do wody. Wciąż nie wiedział jak udało mu się przeżyć ostatnich kilka chwil. Nie za bardzo chciał się nawet nad tym zastanawiać. Wytrenowane przez armię reakcje na stres i niebezpieczeństwo zaskoczyły w swoje tryby i skoncentrowany jak nigdy, odkąd przeszedł na swą przedwczesną emeryturę, skupił się by dotrzeć w umówione miejsce. Znów czuł się jak ścigający... Bądź też ścigany. I znów czuł to napięcie...
[center]
[/center]
[/center]
[/center]