[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Niewielkie, szeleszczące główki zostały starannie zawinięte, a następnie zniknęły w jednej z sakw złodzieja. Zanotował w pamięci położenie bukłaka ze złotym winem. Zawsze przecież można było wrócić po niego, wychodząc. Ciche skrzypnięcie w głębi magazynu, poinformowało go, iż pozostali uczestnicy nocnej wycieczki zjawili się wreszcie. Musiał przyznać, że nawet starali się być cicho. No, może poza Synem Słońca, który dyszał, niczym wa'ang rzeczny, leżący na brzegu po dniu ciężkiej pracy.
Wyłaniając się z cieni chciał rzucić jakiś kąśliwy komentarz. Na szczęście w porę ugryzł się w język, przypominając sobie, że otaczają go sami szlachetnie urodzeni. No, przynajmniej szlachetniej niż on sam... Mruknął więc tylko:
- Dobrze, że wreszcie jesteście. Na drzwiach do domu tej niewiasty są magiczne glify. Mogę spróbować rozbroić je, ale to będzie ryzykowne. Litery są bardzo drobne... Może wy, czarodzieju - dodał, zwracając się do MezXtli. - poradzicie sobie z nimi lepiej?
Stojąc przy nowo przybyłych przyjrzał się paladynowi. Wojownik faktycznie nie wyglądał najlepiej, sprawiając wrażenie jakby ostatnie pół godzony biegał wokół domostwa Bentaresh. Najprawdopodobniej w zbroi i z workiem kamieni na plecach.
- Aru, mam trochę koki - szepnął złodziej dyskretnie. - Mogę wam pożyczyć, jeśli potrzebujecie...
Gdzieś w głębi serca przeklął swój altruizm. Wszakże biorąc pod uwagę obecność uzbrojonych Tiba za drzwiami, wolał, by ten gość, władający ciężką maczuga i tarczą, i będący ponadto wyjątkowo po tej samej stronie, był w pełni sił.
Właściwie więc powinienem postrzegać to jako inwestycję - pomyślał i ta konkluzja uciszyła wszelkie rozterki jego łotrowskiego sumienia.
Jeśli Paladyn wyrazi chęć, dam mu 1 dawkę koki.