[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Ah-saa-brax spojrzał na Syna Słońca wzrokiem, którego wyrazu wojownik na szczęście nie zdołał odczytać w panującym półmroku. Wcześniej już uznał paladyna za osobę nie grzeszącą rozumem. Słowa padające z ust Ehecatlema tylko go w tym utwierdziły. Zanim jednak włączył się w dyskusję, zapytał cicho maga:
- Czy ta kula tylko widzi, czy też może słyszeć?
- Jedynie widzi - odrzekł Mezxtli - Jestem tego pewien.
Sa skinął głową i przez chwilę zadumał się, zawiązując worek. A przynajmniej starał się, by to tak wyglądało. Tak naprawdę próbował opanować cisnące mu się na usta przekleństwa i ubrać swe myśli w nieco bardziej przystojne słowa niż te, które kłębiły się w jego głowie.
- Jeśli chcecie, aru - odezwał się wreszcie starając się brzmieć uprzejmie i rzeczowo. - Możecie się wycofać, wraz z pozostałymi szlachetnymi osobami. Ja zaś zostanę i nieco się rozejrzę... Wiem, że niewiasta, która włada tym domem wie już o naszej obecności. Zważcie jednak na to, iż nie zawezwała straży miejskiej, ni nawet swoich wojowników... Co jak dla mnie świadczy o tym, iż ma sporo do ukrycia. Poza tym nie zostało jej zapewne zbyt wielu zbrojnych. Jeśli byłoby inaczej, pewnikiem już byśmy ich napotkali. Schody są wąskie i zdradliwe, ledwie kilku mężów mogłoby tu pokonać legion wrogów. Nikt tu jednak na nas nie czekał. Jedyne co ujrzeliśmy to to latające oko, wysłane na przeszpiegi. Śmiem więc twierdzić, iż ten, kto je wysłał lęka się sam sprawdzić co się dzieje i resztę straży trzyma przy sobie... Jeśli teraz odejdziemy, zapewne ukryje zwoje i szkatułę w innym miejscu... I nigdy już ich nie odnajdziemy.
Skrzywił się lekko na samą myśl o tym. Nie chciał wiedzieć co stałoby się, gdyby przyszedł do Oroni z pustymi rękami po raz drugi.
- Wasz ranny towarzysz zresztą być może zechce dochodzić sprawiedliwości - kontynuował po chwili. - A to sprawi, że całe miasto dowie się o tym zajściu... Drogocenny Oroni zaś nalegał na dyskrecję. I skuteczność. My zaś wciąż nic nie wiemy na temat zaginionych artefaktów. Dlatego jeśli pozwolicie zostanę i poszukam tego, po co mnie tu wysłano. Bo za to właśnie płaci mi wasz czcigodny brat, nie zaś za ratowanie jeńców, choćby najzacniejszego byli rodu.
Przerwał i spojrzał na maga i alchemika:
- Czy ktoś z was, o uczeni mężowie, wie jak wyłączyć to tałatajstwo? - zapytał jeszcze, prezentując worek.
Chyba nie muszę wspominać, że cały czas mówię szeptem?