PBF - Charleston by Night

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 02 stycznia 2017, 01:26

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993, przed świtem.

Victoria przygladala sie z zainteresowaniem zmaganiem Horacego z obrazem i zastanawiala sie coz takiego przyciagnelo jego uwage. Normalnie wyrwala by mu go z rak, za to ze wogole go dotkna. Obraz nie mial jednak juz takiego znaczenia dla niej z racjii zniszczen. Gdy wkoncu Szczur wygral swoja batalie z materia, jej oczom ukazal sie portret szesciu niechybnych przedstawicieli klamu Lasombra z ksieciem na czele.

Uniosla wysoko brwi ze zdziwienia i nie mal podskoczyla z miejsca.

- Democritus?! Podpisany krwia... Zdaje sie ze rzeczywiscie mamy niezbity dowód co do jego pochodzenia. I to bardzo niebezpieczny... Dokladnie tak, jak powiedzial nam stary Ventrue. Ale co ten obraz robil pod spodem mojego portretu!

- Nie znam zadnego z wymienionych na nim imion. Twarze tez mi nic nie mowia... Ta kobieta.. - przejechala po podobiznie domniemanej Elviry - Ja nie wiem kim ona jest... Indie 1736... nic z tego nie rozumiem.

- Ciekawe czy Cleo... oh mam nadzieje ze sie w okoncu obudzi!
Viktoria poruszona egzaminuje dokladnie nabytek.
Spoiler!
czy imiona, twarze, nazwy i data rzeczywiscie nic mi nie mowia i czy ta kobieta wyglada rzeczywiscie jak ja? mam jakies pojecie co ten obraz robil pod spodem i jak to mozliwe wogole?
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 02 stycznia 2017, 17:06

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993, przed świtem.

Drogę do wejścia do sanktuarium przebył w milczeniu, rozważając słowa Horacego na temat znienawidzonego Aurina Spiro. Imię to, widmo ciągnącego się za Terrym koszmaru, wciąż mroziło krew w jego żyłach. Nie spodziewał się, że będzie inaczej. Przynajmniej nie w najbliższej przyszłości. Postarał się przywołać emocje, które poczuł na wieść o śmierci swego prześladowcy. Pomogło mu się to uspokoić, jak i przekonać na własnej skórze, że minęło jeszcze zbyt mało czasu by spokojnie mógł o tym myśleć.

Po wejściu do Sanktuarium, dyskretnie rzucił okiem na swój bagaż. Nie wydało mu się, by ktoś go dotykał w międzyczasie, przeszedł więc obok obojętnym krokiem i oparł się plecami o sarkofag. Poczekał aż reszta pozajmuje miejsca. Horacy nie czekał. Z miejsca przeszedł do sedna swej wizji.

Czarna Victoria zaraz podjęła temat i zaczęła ubierać w słowa jego lęki. Wiedział, że to prawdopodobnie wynik wieloletniego zaszczucia, lecz nagle wszystko co padło z ust LaSobra miało sens. Szczególnie, że znał metody Spiro, wiedział w jaki sposób przez te wszystkie lata udawało mu się go odnaleźć, nieważne jak był ostrożny. Wiedział, w jaki sposób jego oprawca dobierał swoich agentów. I dlatego właśnie poczuł ogromną chęć spojrzenia Horacemmu w oczy. Ale te prawdziwe, nie skryte pod mocą Niewidoczności.

Dopiero słowa Łowcy pozwoliły mu odepchnąć od siebie koszmarną wizję, niosąc potwierdzenie tego co już wiedział. Sporym zaskoczeniem był też dla niego fakt, że nagroda w grze chodziła samopas, rzucało to nieco inne światło na całą partię. Nie bardzo tylko jeszcze wiedział jakie.

Uniósł się na rękach i usiadł na ciężkim wieku swego łoża. Zauważył przy okazji leżące z boku ciała, będące częścią ich dziwnej kolekcji. Przypomniało mu to sytuację przed domem, kiedy to z jego piersi sterczał kołek. Pamiętał jak wyczulona była jego percepcja, gdy nie mógł polegać na niczym innym.

A najlepsze w tym wszystkim jest to, że oni nas doskonale słyszą. Znają treść naszych narad i nasze sekrety. To znaczy, że nie możemy ich wypuścić, zanim nasze śledztwo nie dobiegnie końca i wcale mi się ten fakt nie podoba.

Skupił uwagę na powrót na Horacym, który właśnie odkrył drugą warstwę portretu, którym bawił się od paru chwil. Uniósł brwi w zdziwieniu, widząc postaci na nowym, "sekretnym" obrazie. Szczególnie wizerunek Mrocznej Pani w towarzystwie Democritusa zbił go z tropu. Taka możliwość wprowadziła zbyt wiele chaosu w jego smutną, acz niezaskakującą wizję świata. Podążył wzrokiem za wskazującym szponem Nosferatu, niezmiernie ciekawy reakcji Victorii.

Nie spodziewał się odpowiedzi, która padła, szczególnie, że nie padła z ust Czarnej Victorii. Po raz pierwszy widział Darshana, któy stracił do kogoś cierpliwość. Zazwyczaj Mistyk wykazywał się nieziemskim wręcz opanowaniem i akceptacją otaczającego go świata. Tymczasem najwyraźniej coś co powiedział Nosferatu, zirytowało Ravnosa. Nie bardzo tylko wiedział co, chociaż mógł podejrzewać, że Darshan doszedł do podobnych wniosków co on sam wcześniej w sali rytualnej. Wzruszył więc ramionami, wyłapując z wypowiedzi Darshana te najważniejsze informacje, notując jednocześnie w głowie, żeby wymienić z nim kilka słów na osobności.

Przetarł oczy widząc reakcję Victorii na obraz. W pierwszym odruchu wydała się bowiem zignorować swoje uderzające podobieństwo do jednej z postaci. Co mogło być specjalnym zabiegiem mającym na celu odwrócenie uwagi, jak i szczerą radością kogoś z krwi LaSombra z nowego asa w rękawie.

Był szczerze zły. Na całą minioną noc. Nie przebiegła ona bowiem w sposób, w jaki oczekiwał. Chciałby, żeby już się skończyła, a jednocześnie bał się, że nie wystarczy im czasu. Zignorował więc poniekąd uwagę Darshana, gdy zabrał głos.

- Zgodnie z pozyskanymi przez nas dotychczas informacjami, zarówno Democritus jak i Regent klanu Tremere, są członkami Imperial Order of the Master Edenic Groundkeepers, stuletniego odłamu od sekty bardzo wiekowych Kainitów. W oryginalnym zakonie założeniem było przygotowanie się na przebudzenie Przedpotopowców, niech Łaska Pana nas przed nimi chroni. W Imperial Order of the Master Edenic Groundkeepers jest nim ich zabicie, zanim powstaną i odzyskają siły. Przypuszczalnie posiadają wiedzę na temat położenia śpiących Antediluvian.

- Spiro, który z Nieczystym paktował, najwyraźniej również do nich należał. Wiedział o upiorach, Cornstalku i o tym, że Virgini nie będzie można opuścić. Osobiście, w wizji zesłanej mi przez Boga Najwyższego widziałem jak brał udział w rytuale który skradł krew tamtej nocy. Później pani Regent badała księgę, której użyto w tym rytuale, co tłumaczyło by, dlaczego tak niewiele udało jej się z niej wyczytać.

- Kiedy byliśmy na audiencji u księcia, Darth Namtar dostał od Democtritusa przyzwolenie na walkę na terenie Elizjum. Książę wiedział, co się stanie w przypadku wygranej assamity. Zgodnie z tymi oczekiwaniami, Duch z Otchłani pożarł to plugastwo Panu niemiłe. Giovanni współpracowali z zakonem, ale Spiro uznał, że są im zbędni. Ale wkrótce po jego śmierci ostatecznej, pojawiają się oni u księcia.

- Pamiętacie co mówił Lucjusz? Przyszedł tu, by dowiedzieć się jakich członków na terenie Zachodniej Virgini zrzeszają pewne ugrupowania. Oczywiście zakładając, że znał prawdziwy cel wizyty tutaj, bądź co bądź został wykorzystany przez niesławnego Blue Cranea. Który z kolei został najwyraźniej najęty przez Regent, która pragnęła posiąść pewne informacje będące w posiadaniu Reda.

Przerwał nagle i ukrył twarz w dłoniach, pocierając jednocześnie skronie. Musiał zebrać myśli. Ciężko było mu się jednak skupić, jego spojrzenie wciąż wędrowało w stronę obrazu i skupionej na nim Czarnej Victorii.
Ostatnio zmieniony 03 stycznia 2017, 14:48 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 03 stycznia 2017, 14:55

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993, przed świtem.

Wysłuchał tego, co mają do powiedzenia Niewierni, jedną ręką gładząc delikatnie kolbę leżącego na kolanach karabinu. I gdy Victoria zakończyła oględziny malowidła, a Terry umilkł, skrywając twarz w dłoniach, Morderca wstał z sarkofagu i sięgnął po obraz. Nie mówiąc ani słowa przyjrzał się mu, starając się zapamiętać twarze. Następnie odwrócił płótno, rozwijając je na wieku kamiennej trumny. Pochylił się nad nim w skupieniu, a w jego dłoni błysnął skalpel. Nim Lasombra zdążyła zareagować Assamita zadrapał lekko tył tajemniczego obrazu i zlizał z ostrza rdzawy nalot.

- Klan Nocy - potwierdził. Po czym przerwał sprawdzając krew kolejnej sygnatury.

- Sami Strażnicy - odezwał się gdy skończył. - To nie jest krew Viktorii. Ta kobieta ma Dziewiąte Pokolenie. Chyba więc nie muszę nikogo zabijać za zdradę - błysnął zębami w uśmiechu, nie kryjąc jak bardzo ubawiłaby go ta opcja.

- Democritus ma szóste. Nieźle - dodał przejeżdżając językiem po zębach.

Wyprostował się i zwinął starannie obraz, po czym oddał go Victorii. Spojrzał na Horacego i przekrzywił lekko głowę przypominając sobie o jego niedawnym pytaniu.

- Akhkharu to nie imię - powiedział w końcu. - To określenie istot takich jak my. I gdyby był on jednym z Wiernych wyrwałbym ci język za tę obelgę. Khajaf!* Nikt z mych braci nie porzuca Prawdziwej Ścieżki. Zapamiętaj to, ya zebala.** Zdrada jest mamnú'a,*** to zabawka kuffr.

Wypluł ostatnie słowa tak, jak wypluwa się jad z zatrutej rany, po czym wrócił na miejsce, siadając ponownie na sarkofagu. Mimo ciemnych okularów, które całkowicie skrywały oczy Mordercy, Horacy mógł wyczuć skupione na nim spojrzenie - chłodne i uważne, którym taksował go Assamita.

- Los odmówił mu tego, czym obdarzył mnie - Namtar powrócił po chwili do przerwanej myśli, najwyraźniej nadal mając na myśli Spokrewnionego z tajemniczej Linii Krwi. - Nie dał mu możliwości poznania Haqq**** i wstąpienia na Ścieżkę. Jednak w jego żyłach płynie krew mego Klanu. Dlatego nie mogę odmówić mu łaski nawrócenia. Mi też ktoś pomógł kiedyś. Gdyby nie to, błądziłbym we mgle przeklętych kłamstw podobnie jak on. Yel'an deen omak!***** Słowa Niewiernych zatruwają duszę, gdy nie zna się Prawdy, a każdy, kto nie jest na Ścieżce, błądzi. Mektub.

Potrząsnął głową i zamilkł, ucinając temat. Oparł się o ścianę dobywając zza pasa sztyletu i począł z uwagą przyglądać się jego ostrzu, najwyraźniej oceniając jego stan. I choć ruchy Mordercy nadal były spokojne, a jego głos pozostawał obojętny, obecni mieli wrażenie, że ta chwila milczenia skrywa o wiele głębsze emocje. Assamita bowiem rzadko rezygnował z preferowanej lapidarności wypowiedzi, wygłaszając podobne tyrady. Jasnym było, iż sprawa Nieumarłego z bliźniaczej Linii Krwi, była dla niego o wiele bardziej istotna niż chciał to okazać.

- Myślałem nad tym co rzekł Horacy - odezwał się wreszcie, zmieniając temat. - Wydaje się to prawdopodobne. Tamten pamięta to wszystko i może żywić pragnienie zemsty. Aadhi.****** Nie wiem tylko, czy jest sam. To co tu widzimy to zemsta kilab,******* skrywających się pod skradzionym mianem Brujah. Dotknie ona Starszych z Domów, które odpowiedzialne są za zniszczenie Kartaginy: Ventrue, Lasombra, Nosferatu, Malkavian i Torreador. Bękarty czekały długo by móc to uczynić. Popłynie więcej krwi.

Uśmiechnął się lekko, myśląc o czerwieni na ulicach. To zawsze poprawiało mu nastrój. Kontynuując swą myśl, przekrzywił lekko dłoń, bawiąc się refleksami światła na ostrzu khanjar.

- Dla mnie wygląda to tak: Zakon Gehenny zbudował na tej ziemi pułapkę, by schwytać w nią Przedpotopowca. Więc ktoś taki spoczywa w okolicy. Użyli efritów, być może korzystając z pomocy Giovani. Na to wskazuje wizja Horacego. Shraameet******** Brujah musieli wiedzieć o tym wcześniej. Zwabili tu Starszych z wielu Klanów pod pozorem gry. Teraz sidła się zatrzasnęły i gracze poznają, że są ofiarami... Być może w zasadzkę wpadną także ci, którzy ją stworzyli. Czy Marconius uczynił to świadomie czy pod wpływem bękartów Brujah? Al'ama, areed areef.********* Zgaduję, że może pragnąć zemsty na klanie, który go odrzucił. Nie wiem także, jaką rolę ma ten... Akhkharu, skoro chcesz tak go nazywać... Jest tylko ostrzem czy ręką, która trzyma khanjar? Nie widzę jednak sensu spekulować. Puste gadanie cieszy tylko niewiasty. Mamy za mało informacji i należy je zdobyć. Goratrix może nam pomóc. Poza tym pamiętam, że Terry mówił o Mitrasie. Jeśli on tu jest, zemsta Krzykaczy uderzy też w niego. Czy nie przelał krwi pod Kartaginą? - uśmiechnął się zimno, pozwalając, by ostatnie pytanie zawisło w cienistej przestrzeni Sanktuarium.



* arab. - Przynosisz sobie wstyd!
** arab. - śmieciu
*** arab. - zabroniona.
**** arab. Prawda, ale także rzeczywistość (w znaczeniu 'prawdziwa rzeczywistość' )
***** arab. - Niech przeklęta będzie religia waszej Matki! (w znaczeniu 'niech będą przeklęte nauki Camarilli' )
****** arab. - To zrozumiałe.
******* arab. - psów
******** arab. - dziwki
********* arab. - Cholera, chciałbym wiedzieć.
Ostatnio zmieniony 03 stycznia 2017, 19:23 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 03 stycznia 2017, 22:21

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993, przed świtem.

Horacy obawiał się reakcji Namtara ale okazała się mniej więcej taka jakiej się spodziewał. Choć wiedział, że zabójca nie uczyni niczego co by splamiło jego honor to jednak nie wiedział do końca jak ten honor działa.
Nieco się odprężył słysząc jego słowa, choć podczas jego wypowiedzi przyłapał się na dotykaniu się w intymny miejscu, to jest w okolicy swego serca. Jakby chciał się upewnić, że kołka tam już nie ma, albo by zasłonić to miejsce na wypadek gdyby reakcja zabójcy pomknęła w zgoła nie oczekiwaną stronę. Jakkolwiek tego typu zasłona była złudną.

Horacy wychwycił ton i zmianę w zachowaniu Darshana. Podobne zachowanie przypominało mu o Rustym.

Rusty... Gdzie jesteś mój ojcze. Cholerni Toreadorzy.

- Cóż... - zaczął powoli napawając się jak odkryty przez niego skarb powoduje błysk w oku u Victorii. Lubił ten moment w którym informacja jaką miał była pierwszy raz przekazywana. Wprowadzało go to w wyśmienity nastrój, a obecnie na tyle go poprawiało, że przez moment zapomniał o strasznościach jakie miały miejsce tej nocy. Zaczął machać nogami siedząc na sarkofagu, zupełnie jak mały chłopiec zadowolony z siebie po jakimś wyczynie.

- Jak, mówiłem Victorio chętnie pomogę i mam nadzieję, że pomocy tej udzieliłem w sposób należyty. S' il vous plait, Madame...* Pozwolę sobie zwrócić uwagę na dwa fakty. Zbieżność z kruków z obrazu z naszymi pierzastymi informatorami i wygląd Victorii z ową damą z obrazu. Ciekawe jakimi uczuciami darzyć ją mógł nasz Democritus i czy można to jeszcze wykorzystać. Zastanawiam się też po jaką cholerę oni wszyscy się podpisali pod obrazem, i to własną krwią. Ten obraz ma więcej sekretów. Mogę, więc... jeszcze spróbować odczytać emocje z obrazu... ale przyznam się szczerze, że po ostatnich przeżyciach jakie zafundowała mi ta dyscyplina, nie mam na to najmniejszej ochoty. Chyba, że ci na tym szczególnie zależy... - Spojrzał na Victorię unosząc pytająco brwi.

- Dziękuję, że podzieliliście się swoimi myślami i spostrzeżeniami. Na marginesie to nieco zabawne, iż to właśnie mistrz iluzji czepił się faktów jako najważniejszej rzeczy ale rozumiem idee fixe jako niechęć do marnowania czasu na chybione spekulacje. Niestety ja mędrcem ni mistykiem nie jestem, nie mam nawet turbanu... - to mówiąc zeskoczył z sarkofagu i energicznie podszedł do Mistyka. Płynnym ruchem zdjął kaptur a wraz z nią maskę tysiąca twarzy. Nosferatu pochylił głowę podstawiając swą obrzydliwą czaszkę niemal pod nos Ravnosowi by ten mógł jej się dobrze przyjrzeć. - Widzisz, nie mam turbanu - powiedział postukując zakrzywionym paluchem w czubek głowy. - To są twe fakty mój szanowny przyjacielu.

[center]Obrazek[/center]

Zarechotał cichutko ale szybko zorientowawszy się, że bawi to tylko jego ciągnął dalej.

- Nie jestem szczególnie stary ni obyty w politykowaniu jakie uprawi Rodzina. Nigdy mnie do niej nie ciągnęło, nie maiłem ambicji po temu. Nie wstydzę się też, ani nie brzydzę wielu rzeczy - ciągnął dalej rozglądając się po pozostałych. - Albowiem jak się parę razy ktoś przeciśnie czołgając w kanalizacji przez ludzkie ekskrementy, stare zużyte podpaski i zdziwilibyście się jakbym wam powiedział co jeszcze, to szybko się można nauczyć dwóch rzeczy. Po pierwsze, że poczucie własnej godności staje się rzeczą bardzo elastyczną i relatywną. A po drugie, że ciągle noszona maska jest bardzo przydatną sprawą. Nie brzydzi mnie więc czołganie się po asfalcie jakie zafundował mi Giovani ani też... przyznanie się do własnej niewiedzy. Do tego, że nie wiem tak naprawdę co się tu dzieje. Jednym ze sposobów pozbycia się tego uczucia jest stawianie hipotez i ich potwierdzanie lub obalanie, aż znajdzie się sedno. Tak więc jeśli, gardzisz tym... - powiedział do Ravnosa - śmiało każdy może wyjść i wrócić za pięć minut, nie obrażę się... Wydaje mi się jednak, że sporo ważnych słów przed chwilą padło z ust Terrego i Namtara więc warto jeszcze chwilę temu wszystkiemu poświęcić.

Rozejrzał się po pozostałych.

- Wiem, że jesteśmy wszyscy zmęczeni tą długą nocą więc obiecuję się streszczać. - Odwrócił się twarzą do Namtara. - Democritus... Nie wiemy jakie ma pokolenie. Wiemy że roku pańskiego 1736 miał szóste. Wówczas nie był jeszcze księciem w Wirginii. Przerzucał piach łopatą w Indiach i było to na tyle absorbujące zajęcie, że zajmowało go w całości. Jednak już bliżej osiemsetnego roku kiedy się pojawiłem, Democritus sprawuje władzę nad miastem. Ergo, albo znalazł w Indiach to czego, kogo szukał albo znalazł przesłanki. że należy szukać tutaj, czyli w okolicy Wirginii. Czy zastanawialiście się dlaczego ktoś o tak dużych zdolnościach zdecydował się zostać księciem w jakiejś zapyziałej dziurze jak ta? Jako jedyny gracz ma też całe swe siły w kręgu, którego nie możemy opuścić. Pasuje mu też układ z Giovanni, więc kiedy Spiro chce te więzi rozerwać, pozbywa się go. Myślę, że nieco więcej światła mógłby rzucić jego wnuk czyli Martin Shackler. Właściciel owego osobliwego pierścienia, który posiada Victoria. Był to chłopak bardzo honorowy a przez to niezwykle szanowany w mieście. Jednak z jakiegoś powodu, nagle upozorował swoją śmierć. Bo chyba nikt z was nie wierzy, że zabójstwo na oczach Flynna, największej papli w całym mieście, była zupełnie przypadkowa.

- Co do zegara... Mam nieodparte wrażenie, że wskazówka cofnęła się kiedy zdobyliśmy pierwszego sojusznika. Dlatego jeszcze dzisiaj puszczam w miasto moich małych posłańców by wywiedzieć się gdzie można spotkać pozostałych starszych z elizjum. Jeśli uda nam się zebrać jeszcze kilku, będziemy mieli szansę... Myślę, że Red w jakiś sposób spinał starszych tak, że panowała pewnego rodzaju równowaga lub przeciwwaga do tych najstarszych. Oprócz Cienia Spod Troi i Mithrasa nie zapominajmy też o prawdopodobnym trzecim przedpotopowcu. Czyli Nictuku pod miastem. To jest gracz w kategorii wagowej tych dwóch pierwszych. No i trzeba w końcu coś zrobić z tym wyciem, które skreciło (sic) mnie i ojczulka. Jak połączy się tą zwierzęcą pieśń z tym co robi ta fiolka krwi, to zagłada miasta jest nieunikniona. A ja nie chcę na to patrzeć bezczynnie.

- Dharshanie, nie wiem nic na temat dominacji w osobach jakie spotykamy, ale jakby użyć kamienia na kimś jak ten typ z taksówki albo właśnie w helikopterze... A czy używałeś może kamienia w Elizjum? Na tamtejszych bywalcach lub kimkolwiek wcześniej? A w ogóle do cholery... - podniósł ręce w górę jakby sobie o czymś przypomniał - To czy ktoś może mnie łaskawie oświecić co się tak naprawdę stało kiedy ktoś bezczelnie wykręcił żarówki w Elizjum? Ja, zobaczyłem tylko korowód duchów świadczący o tym, że każdego kogo spotka śmierć, magia włącza w ich poczet. Czyli na służbę Giovanni, czyli pośrednio Democritusa...

* Proszę bardzo, madame
Ostatnio zmieniony 05 stycznia 2017, 23:27 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 05 stycznia 2017, 17:05

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993, przed świtem.

W pewnym momencie rozważań Horacego, bawiący się od niechcenia sztyletem Morderca podniósł gwałtownie głowę i gwizdnął cicho. A później wyszczerzył zęby.

- Ya kafir,* to zaczyna mieć sens, wallah!** Ten Niktuku przebywa gdzieś pod ziemią, za czarnymi wrotami. A my wciąż słyszymy o Tajemnej Komnacie. Fashkh*** Niktuku ukradł kości Cornstalka, które Zakon Gehenny wykorzystał do stworzenia pułapki. Tak więc musiał jakoś z nimi współpracować. To znaczy, że szakale z Zakonu nie polują na niego... W tej ziemi musi spać ktoś jeszcze... Z tego co pamiętam, Kret mówił, że wy, Szczury, lękacie się wysłanników Absimiliarda. I że Niktuku zależy na waszej zagładzie. Pozyskanie twego ojca było pewnie środkiem do tego celu. Kret powiedział, że chcieli uśmiercić wielu z Klanu Ukrytych.

Uśmiechnął się szerzej, najwyraźniej podekscytowany tym, iż niektóre elementy układanki zaczynają do siebie pasować. Obecni w sali Kainici mieli jednak nieodparte wrażenie, iż jest to przede wszystkim uśmiech rekina, który zwietrzył krew.

- Neik, zabiłbym sobie coś - mruknął poprawiając ułożenie ostrza w dłoni. - Tam w Elizjum na przykład... To nie byłem ja. Więc wiecie, trochę mnie ominęło... Aasif,**** nie ważne... Wracając do sprawy: to, co powiedziałem, nie wróży Szczurom długiej egzystencji. A Bękarty Brujah także pragną zemsty i pewnie byliby szczęśliwi widząc jak wiatr rozwiewa popioły po was. Ogólnie macie przejebane. I nie wydaje mi się, by to wszystko był przypadek. Nie wierzę w przypadki.




* arab. - Ej, Niewierny
** arab. - serio!
*** arab. - Pieprzony
**** arab. - Przepraszam
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 07 stycznia 2017, 18:49

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993, przed świtem.

Podniósł głowę, dopiero kiedy skończył nerwowo przecierać oczy a Horacy ponownie zabrał głos. Chociaż delikatnie go to zdziwiło, poczuł również pewnego rodzaju ulgę, widząc, że Horacy potrafi toczyć swoje bitwy. Nie zapomniał natłoku myśli tyczącego się Nosferatu, który towarzyszył mu w chwili opuszczenia sali rytualnej. Wciąż podejrzliwie odnosił się do jego słów, z jakiegoś względu pocieszająca była jednak myśl, że potrafi się postawić kiedy trzeba. Terry miał do niego mnogość pytań i wolał, by jego rozmówca na nie odpowiedział a nie zamknął się w sobie. Pytania te jednak będą musiały poczekać.

Miał wrażenie, że od jego pierwszej nocy w Charleston minęły długie tygodnie. Prawdopodobnie przez natłok szalonych sytuacji które wydarzyły się po drodze. Nie często było mu dane znaleźć się w podobnych sytuacjach, właściwie przebierając wspomnienia z tylko ostatniego wieku, nie mógł natrafić na podobnej skali chaos dziejący się wokół niego. W dodatku w środowisku zamkniętym. Prawdą było to co mówili jego towarzysze, ktoś zastawił tutaj pułapkę, w którą wpadli wszyscy na tym terenie obecni. I nie tylko "oni", Koteria Reda również.

Rozejrzał się po zebranych. Tajemniczy i małomówny mistyk, szlachetnie urodzona pani o kruczoczarnych włosach i śnieżnobiałym licu, ukryty za dwiema maskami szczur tubylec, wiecznie głodny krwi morderca i on, szaleniec. Pomimo osobistych uprzedzeń i niemijających podejrzeń do prawie każdego z nich, nie mógł nie zauważyć, że każde jedno wciąż tu było, poświęcając się dla sprawy Czerwonego Mędrca. Ale wtedy Horacy ponownie powiedział coś, co mogło by świadczyć o jego podwójnej grze. Nie zdołał jednak od razu zabrać głosu. W słowo wszedł mu Mroczny Jedi. Wysłuchał więc go, czekając na swoją kolej. Jego palce niecierpliwie wystukiwały chaotyczny rytm o wieko sarkofagu.

- Co do Zegara Zagłady, myślę, że powodów jego zachowania trzeba szukać gdzie indziej. Nie sądzę, żeby wskazówki cofnęły się z powodu naszych kontaktów ze starszymi. Jedyne co w ten sposób osiągamy to strata cennego czasu. Zamiast położyć kres tej partii poprzez wykonanie naszego zadania, my do niej dołączyliśmy. Niech Pan ma nas w swojej opiece. Wszystkie te informacje którymi się wymieniamy tyczą się tak naprawdę toczonej tu gry, a jedynie ich promil tyczy się bezpośrednio naszego celu.

- Pomijając już powtarzaną przeze mnie jak Święty Różaniec formułkę "nie wolno nam ufać nikomu spoza Koterii, każdy może być zdrajcą". Zobaczcie jakie sojusze tworzymy. Goratrix? Naprawdę? On sam się tym pochwalił, ale może trzeba wam to przypomnieć. Goratrix stworzył Gargoyle. Gargoyle to zdegenerowane wampiry. Kainici, jak my. A gdybyście to wy, w swoim pechu zostali przez niego schwytani i bluźnierczymi rytuałami zmienieni w bezmyślne, kamienne golemy, absolutnie posłuszne woli swego pana? - ostatnie pytanie skierował głównie do Nosferatu i Assamity. Nie liczył na to, że wywoła to pożądany efekt w przypadku Łowcy, ale miał nadzieję, że uda mu się dotrzeć do Horacego. No, chyba że ten w istocie gra dla więcej niż jednej drużyny. - Co więcej, kiedy uganiamy się za starszymi, jesteśmy jak kot biegający za promieniem lasera. I możecie być pewni, że ktoś spostrzegawczy bezlitośnie wykorzysta ten fakt przeciwko nam. O ile już to nie ma miejsca. Póki co, dzięki naszej wizycie w Sali Sępów sami zyskaliśmy status Starszych i myślę, że lepiej będzie skorzystać po prostu z tego faktu, niż szukać sojuszu wśród osób o tak szemranej przeszłości jak przeklęty Goratrix.

- Co do Niktuku spoza czarnych wrót. Wydaje mi się, że to jego agenci chcieli dopaść panią Sidonię. Jeśli zaś nie, tak jak zasugerował Darth Namtar, to agenci tego drugiego, kogoś innego kto tu śpi. AtraHasis podzielił imię na pięć części. Oczywistym jest, że wybrał taki sposób, by nie wypowiadać tego imienia w całości. O czyjekolwiek imię tu nie chodzi, jestem właściwie pewien, że osoby które stoją za atakiem na panią Primogen Malkavian, już wkrótce podążą naszym tropem. Jak tylko dowiedzą się, że jest ona u nas. Bo ktokolwiek to był, potrzebował Sidonii by wypełnić wolę swojego... Pana. - wykrzywił w niesmaku usta, kiedy ostatnie słowo przez nie spłynęło.
Ostatnio zmieniony 08 stycznia 2017, 15:02 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 08 stycznia 2017, 22:06

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993, przed świtem.

- Goratrix... tak mnie też nie pokoi ten stary diabeł. Ale nie było wyboru. Właściwie był. Albo z nim współpracować albo mieć go przeciw sobie. Wybraliśmy to pierwsze i to właśnie to poruszyło zegarem. Jestem pewny, że tak było braciszku. Czuję też, że bez zbudowania linii obrony wraz z innymi graczami z Elizjum przegramy w przepychankach z Przedpotowcami. Red Wisdom miał dane członków różnych elitarnych stowarzyszeń tutaj w sanktuarium, to one, między innymi, były celem kradzieży. Goratrix jest przeklęty niech ci będzie. I owszem należy do tych piekielników z Sabatu. Twórcy Camarilli, których zapewne mieliśmy okazję spotkać dziś w Elizjum to z kolei banda nei przestrzegająca własnych zasad hipokrytów, co nie czyni ich wcale lepszymi. W ciągu ostatnich nocy zrozumiałem, że Sabat i Camarilla to sekty, które powstały jakby ubiegłej nocy. Są młodziutkie. Natomiast to czego jesteśmy świadkami to gry toczące się jakby już całe lata wstecz. Nawet organizacja do zwalczania Przedopotopowców stała się bronią w ich ręku. W utarczkach prowadzonych między sobą od wieków. Zrozumcie, nie ma żadnych zasad. Musimy wypełnić ostatnią wolę Starca i przetrwać wraz z bliskim, to wszystko. Pakt z tym piekielnym czarodziejem dał nam minutę na zegarze, jestem pewny. A minuta to dużo. Dlatego moim zdaniem musimy znaleźć resztę i starszych i negocjować. Ale kim oni mogą być... niech no pomyślę, pozwólcie...

Szczur zamyślił się cofając pamięcią. Marszczył czoło przez chwilę, po czym zaczął z wolna mówić.

- Nie wiem czy pamiętacie ale w Prawdziwym Elizjum jedna osoba powiedziała, że nie możemy dopuścić do tego co nas spotkało w Hermanstadt. Wniosek płynie z tego taki, że było tam więcej osób z pierwszego obrazu niż nam się wydaje. Nie znam wszystkich jakich wymienił Redondo* ale... - Nosferatu cmoknął, charknął po czym ciągnął jakby tylko do siebie - Malkavian Anatol... to prorok Gehenny, który uważa że prawie wszystkie znaki nadchodzącego końca spełniły się w przeszłości, a on sam przewiedział je wcześniej. Przez cały czas pozostał Niezależny wspierany przez zabójczynię Lucitę z klanu Lasombra oraz archeologa Becketta z klanu Gangrel. Ta koteria Niezależnych co jakiś czas odkrywa kolejne ślady z przeszłości świadczące o tym, że Przedpotopowcy istnieją, a ich przebudzenie jest bardzo bliskie. Hrabia Vladimir Rustovitch obecnie jest Arcybiskupem w Sabacie. Dracula nie należy do żadnej Sekty pozostając wrogiem każdej z nich. Celestyn to Tremere, który w pierwszej siedzibie klanu zajmował się wewnętrzną biblioteką. Mistrz Wiedzy. Prawdopodobnie zniszczony albo to on był Paulem. Zelot, legendarny Nosferatu który budował twierdze dla Książąt w Europie. Jego rozwiązania inżynieryjnie zmieniły bardzo wiele, wnosząc dużo do skutecznej wojny obronnej. Zniszczony przez Setytów więc można go skreślić z listy obecnych dzisiaj w elizjum. Zabójca Atarsh to legenda. To za jego sprawą Camarilla i Sabat zaczęli wynajmować Zabójców na większą skalę. Augustus Giovanni to najmłodszy Przedpotopowiec. Zdiabolizował Cappadocjiusza niszcząc klan Cappadocjan. Konspiracja Isaaca skupiała wokół siebie jednego członka z każdego klanu, a jej głównym zdaniem było przygotować i wesprzeć zabójstwo Cappadocjusza. Kierował nią Klaudiusz Giovanni. To tyle ale może ktoś z was coś więcej do tego dołoży?

Horacy westchnął jakby miał wielki ciężar i albo go zrzucił albo zamierzał dopiero strącić ze swych barków. Rozejrzał się po wszystkich.

- Słuchajcie....nie wiem jak to wam delikatnie powiedzieć ale nie możemy zatrzymywać dla siebie informacji, które znamy. Jeśli tak dalej będzie to zwyczajnie nasza misja nie zostanie wykonana i zgniecie nas wielki spadający guzik, znaczy ten, no.... - wskazał długim palcem w górę. - Wiem, że wiecie więcej niż chcecie powiedzieć ale to musi się gdzieś urwać i skończyć. Gramy z bardzo potężnymi przeciwnikami, więc musimy być jednomyślni i nie mieć sekretów. Ten stary dziad z Elizjum od raz odkrył naszą niejednomyślność. Tylko w ten sposób będziemy ważyć tyle co jeden starszy z Prawdziewgo Elizjum, tylko tak przetrwamy - sapnął ciężko kończąc. - Podzieliłem się całą swoją wiedzą i proszę o to samo. Tymczasem jak na dłoni widać kiedy, tego nie robicie na przykład celowo ignorując niewygodne tematy i pytania. Ty Namtarze powiedziałeś tyle ile ci honor pozwalał, i to rozumiem. Poza tym twoje zadanie jest zupelnie inne i jak dkamnie wypelniasz je jak należy. - rzucił starając się nie patrzeć na Asamitę a nie w stronę tego, członka koterii którego posądzał o celowe nie dzielenie się wiedzą - Ale zważ na to Zabójco że mimo, iż ja ci wierzę że nie ty zabiłeś w Elizjum to prawdopodobnie zabójstwo pójdzie i tak na twoje konto, a pośrednio na konto koterii. I nie możemy wykluczyć iż jest to zabieg celowy. Skoro nie chcesz powiedzieć kto to był, w porządku. Powiedz zatem chociaż co się stało. Kto zginął? Tremer, czy jeszcze ktoś inny? Nie uwiężę, że ty Dziecię Ciemności ani Czarna Pani nie połapaliście się co się stało. Na marginesie kolejne pytanie czy ktoś nie zwrócił uwagi co za miecz leżał na stoliku, czy to nie głownia będąca własnością Ventrue którego odtopiliśmy. I skoro jesteśmy przy mieczach czym jest Miecz Kaina?

Horacy rozejrzał się po pozostałych i jakby ciężar spadł z jego ramion śmiało i bez ogródek wypalił.

- A teraz wam powiem co zamierzam. Jako dowód mojej szczerości. Po pierwsze, pośle małych posłańców w miasto by się wywiedzieli co o się dzieje. Może namierzę w ten sposób kogoś z bywalców elizjum, choć sam w to wątpię. Będę szukał zwłaszcza Angie Braun, tej uroczej Córki Kakofoni z którą nieświętej pamięci. Spiro rozmawiał u księcia. Jedna z osób w Elizjum dla starszych miała maskę z nutami. Biorę zaraz tą oto podusię, kocyk i idę się pierdolnąć na zewnątrz sanktuarium, więc miejcie na uwadze moje wspaniałe ciało. Mam zamiar się przejść. A Konkretnie śmignąć do Prawdziwego Elizjum i poszukać informacji o starszych, zostawili tam jakby nie było w pośpiechu ubrania i rzeczy osobiste, może coś się dowiem więcej. Szczerze się przyznam, że wolałbym sprawdzić Bramę, jak ją nazwał Terry. Ale wędrowanie po labiryntach korytarzy bez ich znajomości to jakaś masakra. No i wiem, że bez tego co miała Sidonia jej raczej nie otworzą, więc musimy się dwa razy zastanowić kiedy i czy w ogóle tam z tym gównem schodzić.

Szczur zwrócił wzrok w kierunku Zabójcy i z wyraźnym trudem przyznał.

- Masz rację Namtarze, po dwakroć. Niktuku poluje na nas. Nasi właśni bracia, jakie to smutne. Ale przynajmniej robią to jawnie i otwarcie, a nie jak inni Przedpotopowi. I dlatego muszę ci powiedzieć, że.... chyba masz racje. - Wydusił z trudem - My kuferki jesteśmy zakłamani do granic możliwości. Żyjąc jako artysta i outsider dopiero teraz sobie zdałem sprawę z tego jak bardzo. Nie wiem czy mi wierzysz czy nie ale dla mnie nadal ważne jest testament i to cholerne miasto, tak jak dla ciebie ważne jest... - wzruszył ramionami w nieokreślonym geście nie znajdując jednak porównania. - I dlatego...

Horacy rozejrzał się po pokoju. Podszedł do miejsca z biurowymi szpargałami i wyciągnął stamtąd papier i przybory do pisania.

- Wielki Pulhu-Imel, zwolnij prawicę Kretowi i zmysły tak by słyszał tylko moje słowa.

Następnie zwrócił się już do Kreta.

- Bierz te cholernie pisadła i maluj mi tu zaraz mapę całych podziemi, jeśli chcesz pomóc jak mówiłeś. W zamian za to Ja - położył rękę na sercu - z Bożej Łaski Horacy obiecuje ci pozbyć się tego paskudztwa, a tym samym uratować te wszystkie twoje... maleństwa.
Spoiler!
* "...To Hermanstadt, miejsce gdzie po raz pierwszy spotkali się Starsi w bardzo licznym gronie. Gospodarzem był Książę Otto z klanu Ventrue, który jako pierwszy zaryzykował ściągając w jedno miejsce wrogich sobie gości. W tym burzliwym okresie trwała jeszcze pierwsza Rewolta Anarchistów, tuż przed powstaniem Camarilli i Sabatu. Na zamek przybyli między innymi Ventrue Dominus z Inconnu, Tremere Celestyn wraz z uczennicą Goratrixa Małgorzatą. Pojawił się także prorok Gehenny Malkavian Anatole i jego towarzyszka Lucita z klanu Lasombra. Mistrz budowniczych Nosferatu Zelot, który w średniowieczu budował twierdze dla wielu Książąt w Europie. Hrabia Vladimir Rustovitch, który władał klanem Tzmisce w Transylwanii przybył na ucztę z człowiekiem, który w późniejszym czasie przedstawił się światu jako Dracula. Obecna była tam także koteria, która powstrzymała Konspirację Isaac'ka: Tzimisce Józef, Lasombra Fernando, Książę Radu z klanu Gangrel oraz znany Zabójca Atarsh. Oni to to pokrzyżowali plany Augustusowi Giovanni, który zamierzał na stałe połączyć świat umarłych z światem żywych."
Ostatnio zmieniony 09 stycznia 2017, 08:25 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 10 stycznia 2017, 23:48

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993, przed świtem.

....Archeologiczna grupa Kruk w pełnym składzie, Indie 1736.: Democritus, Icutarath, Shaist, Elvira, Aiserionel, Brethilorn powtarzała do siebie Viktoria, przeszukując w pamięci informacji na temat znanych jej misi archeologicznych, znalezisk, specyficznych miejsc w Indiach lub tego co mogło być w nich ukryte... nic jednak takiego nie pojawiało się w jej pamięci. Co robił ten obraz na tyłach jej portretu? Czy zawsze tam był?

- Ciekawe, że zniszczyli moją podobiznę a pod spodem zostawili tak ważny dowód w naszych rękach! - Powiedziała nagle na głos, wciąż trzymając w dłoni znalezisko Horacego. - Albo wiec o nim nie wiedzieli i byli to jacyś chłopcy na posyłki, tylko po to by mnie zirytować! Albo też zostawili go nam specjalnie po to byśmy go odkryli...

- Horacy nie ma sensu uganiać się za starszymi! Wątpię by w matni swoich własnych ambicji byli nam rzeczywiście do czegoś przydatni! Myślę, że tylko będą chcieli wyrwać coś dla siebie! Goratrix, niech nas los broni od jego zdrady, jest wystarczającym czynnikiem mącącym naszą sytuację. Jasne, że może nam pomóc... ale nie jesteśmy w stanie przewidzieć co tak naprawdę jest jego planem. Musimy na niego bardzo uważać.

- Myślę, że jutro w nocy powinniśmy czym prędzej poszukać kolejnego kruka, złożyć imię w całość, zobaczyć z czym mamy tak naprawdę do czynienia. Ciekawe, że nasi archeologowie nazwali siebie również krukami... I co tam znaleźli...

- Zaraz... - Lasombra zawiesiła na chwilę głos po czym zaczynając powoli zaczęła coraz szybciej podsumowywać informację, które nagle zaświtały jej e pamieci...-- 1736 rok! Jestem prawie pewna... To nie możliwe... żadna ekipa nie mogła wykonywać prac archeologicznych w tym czasie na terenie Indii. Ten kraj był wtedy szargany wewnętrznymi wojnami i na pewno, na pewno nie mogli tak sobie wtedy kopać w ziemi gdzie popadnie... Jeżeli tam wtedy działali, to działali tajnie, a to mieli na pewno inne zadanie, niż wykopaliska naukowe... Jedno jest pewne, nie chodziło tutaj o archeologie!

- Dajcie mi chwilę... - Lasombra chodziła w kółko, wyraźnie próbując sobie przypomnieć coś ważnego - Na razie Horacy nie dotykaj tego obrazu, nie chce żeby książę jakimś cudem nas wyczuł... to ostatnia rzecz jaka nam jest teraz potrzebna. Może później...

- Wydaje mi się, że mój Ojciec kiedyś mówił o koterii Lasombrytów, którą klan nazywał kruki. Zajmowali się zbieraniem rzadkich magicznych artefaktów, ale nikt nie wiedział, dla kogo tak naprawdę pracowali! Jednak Ojciec zapewniał mnie, że zostali zniszczeni. I to właśnie przez jakiś artefakt w Indiach, który odkryli i który doprowadził ich do zagłady... - Viktoria zatrzymała się na chwilę i przysiadła na wieku swojego sarkofagu. Jej myśli i wspomnienia podróżowały szybko. Próbowała sobie przypomnieć tyle ile to możliwe z rozmowy z przed lat.

- Podobno na początku pojawiły się kłótnie w koterii, które poróżniły członków. Koteria rozpadłą się, a plotka mówi że zostali przeklęci przez moce, które zaklęte były w artefakcie. Ani mój ojciec, ani inni z klanu nie znali jednak szczegółów. Nie wiadomo też co stało się z artefaktem, ale jedno jest pewne: czymkolwiek była ta klątwa i przez kogokolwiek została zesłana... każdy z nich doświadczył wielkiego upokorzenia, a ich egzystencja stała się wieczną udręką. Najpierw stracili sławę, potem pieniądze, wpływy a na końcu godność. Teraz nikt ich nie pamięta... Po prostu zostali wytarci z kart tego świata! - powiedziała podkreślając swoje słowa gestem, jakby sama ścierała coś ze ścian.

- Ale jakim cudem w takim razie przetrwał to wszystko Democritus? Teraz już chyba wiem czemu się tu ukrywa. W małym mieście, które zazwyczaj nic nikogo nie obchodzi... Jeżeli artefakt był tak potężny, to jak udało mu się wyzwolić z pod tej klątwy? Musiał zrobić coś, czego nie byli w stanie zrobić inni. Nie wierze, że to po prostu szczęście...

Viktoria zamyśliła się głęboko po czym spojrzała się prosto na Darshana.

- Wiem, że może nie było to nigdy w sferze twoich zainteresowań, Mistyku. Ale czy moja opowieść nasuwa ci jakieś informacje, wspomnienia? Czy wiesz cóż to mógł być za artefakt i z jakimi pradawnymi mocami skrytymi w Twej Ziemi mogli zadrzeć Lasombryci? Jak udało się uniknąć całkowitego zniszczenia księciu? W końcu tylko Ty z nas możesz mieć jakieś rozsądne informacje w tej kwestii... Ja wiem tylko co zostało napisane w książkach. Ty chodziłeś po tej ziemi. To wiele zmienia....
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 13 stycznia 2017, 19:40

[center]Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993, przed świtem.[/center]

Darshan uśmiechnął się pogodnie do Horacego kiedy ten wspominał o turbanie. Ucieszyło go, że jego uwaga tym razem wywołała pożądana reakcję. Rozmowa w odróżnieniu od wielu poprzednich wreszcie skupiała się na wymianie konkretnych informacji i wszyscy w niej uczestniczyli. Musiał przyznać, że Horacy mimo swojego gburowatego stylu bycia i turpistycznych skłonności miał gdzieś w sobie coś co budziło sympatię mistyka. Oczywiście Darshan nigdy nie czuł odrazy do Nosferatu. Jako mistyk praktykujący ścieżkę Aghori nie brzydził się także aspektami rzeczywistości, przez które w niedawnej retrospekcji czołgały się wspomnienia ojca sławnego don Ottone.

Słuchając historii o obrazie poczuł jak i jego pamięć zaczyna się budzić i pewna myśl, nawet więcej niż myśl, historia budzi się gdzieś w głębi jego umysłu i domaga się by być opowiedziana. Kiedy więc nadszedł odpowiedni czas z radością (choć nie okazywaną) odpowiedział na pytanie Victorii.

- Owszem, znam pewną opowieść, która wyjątkowo dobrze pasuje do tego scenariusza. Jest ona dość dobrze znana w pewnych kręgach w Indiach. Jednak dotarła do mnie jako opowieść a te nawiązują do faktów ale na ogół ich nie wymieniają.

- Zgodnie z opowieścią, w pewnym czasie, piątka białych ludzi przybyła do Indii. Ludzie ci byli zepsuci, chciwi, poszukiwali wiedzy w celu zdobycia mocy. Zawsze mówi się o nich w kategorii istot, które mają w środku ciemność. Celem ich podróży była jakaś bliżej nieokreślona wieża. Nikt nie wie w jaki sposób znaleźli tą wieżę ani gdzie się znajdowała. Według niektórych wersji, ciemność miała im wskazywać drogę. Ową wieżę zamieszkiwać miały istoty należące do jakiejś prastarej rasy. W jednej wersji są to istoty związane z rasą Nagów, w innej potomkowie ludzi z czasów Wedyjskich. Czy owe istoty kierowały się w swojej egzystencji światłem czy ciemnością, również pozostaje sprawą nie rozstrzygniętą. Tak czy inaczej strzegły one jakiegoś artefaktu, który według niektórych był krwią jakiegoś demona.

- Owa piątka, odnalazłszy wieżę, zabiła wszystkie zamieszkujące ją istoty a ich esencję zastąpiła własną. Zdobywając jednak poszukiwany artefakt mieli ściągnąć na siebie klątwę. Sam artefakt mieli zabrać do swego Władcy, klątwa natomiast miała doprowadzić ich do spadku świadomości, straty wszelkich dóbr, wewnętrznych kłótni i waśni a nawet walki. Klątwa ta miała wiązać się także z wieloma upokorzeniami. Oczywiście w wyniku tej klątwy nie byli w stanie nawet umrzeć.

- Do dziś wspominana jest ta historia kiedy komuś z niewyjaśnionych przyczyn zaczyna się źle wieść w biznesie. Owa piątka ma wciąż żyć gdzieś w Indiach jako istoty ze znacznymi wpływami, pociągające za sznurki z ukrycia, mszczące się niekiedy na niewinnych przedsiębiorcach. W każdej wersji, siłą, która przede wszystkich doprowadziła ich do upadku była ciemność, która kierowała ich żądzami wiedzy dla mocy, nie dla zrozumienia.

- Owa historia jest znana właściwie tylko w jednym okręgu, są to okolice a zwłaszcza samo miasto Delhi.

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 16 stycznia 2017, 09:49

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993, przed świtem.

Słuchając opowieści Czarnej Victorii i Nowego Darshana, Terry pozwolił by jego umysł złożył z zasłyszanych informacji najprostszą teorię, taką w której to nie grupa archeologów stanowiła pierwiastek drapieżny, a artefakt na którego odkrycie liczyli. Wzruszył sam do siebie ramionami, jakby tracąc zainteresowanie tym wątkiem. Tak naprawdę jednak mając nadzieję, że jeśli ktoś inny coś jeszcze wspomni na ten temat, będzie to oznaczało, ze nie popada jeszcze w obłęd. Nawet jeśli inni nie do końca by się z tą nadzieją zgodzili.

Dużo bardziej martwiły go słowa Horacego. Bo mogły oznaczać poważne kłopoty dla samego Nosferatu. Nie chciał ponownie być tym, który najbardziej się wymądrza. Nawet nie uważał się za taką osobę. Zdawał sobie jednak sprawę, że w skutek troski o innych najczęściej właśnie tak był postrzegany. Ponownie więc pozwolił swym ramionom unieść się i opaść, wiedząc, że jego następne słowa mogą zostać źle odebrane. W zasadzie był na to gotowy, ale i tak postarał się by jego głos brzmiał łagodnie i pojednawczo.

- Bardzo ci się chwali gotowość do działania i raduje ona me serce. Jednak dwie uwagi, którymi muszę się podzielić zanim zrobisz coś właściwego mojemu klanowi. Po pierwsze, uparcie nie wierzę w cofnięcie się zegara w wyniku naszej... Współpracy z Goratrixem. Gdzie indziej dopatrywałbym się przyczyny. A to z tego względu, o którym wspomniała Mroczna Pani. Starsze wampiry mają własne cele i to właśnie ich cele będą miały zawsze pierwszeństwo przed naszymi. Chociażby z tego powodu układanie się z nimi będzie nas odsuwać od osiągnięcia naszego celu a nie pomagać nam w tym. Z tą myślą jednakże przespać się możemy i dokończyć ją z wieczora. Ta druga rzecz jest znacznie pilniejsza i to ją przede wszystkim musisz usłyszeć.

- Pamiętasz co się stało w elizjum dla starszych? Mam na myśli upiory które przelały się przez tamtejsze komnaty nie tak dawno temu. To znaczy, że jeśli podróżując dzięki mocy Nadwrażliwości spotkasz choćby jedną z tych istot, na planie astralnym rozerwie cię ona na strzępy. Myślę, że bardzo niemądrym posunięciem byłoby teraz wypuszczanie się na tego typu zwiad. Szczególnie w miejsce w którym owe zjawy widzieliśmy.

Na końcu swej wypowiedzi umieścił co prawda kropkę, jednak wyczekiwał odpowiedzi.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 16 stycznia 2017, 11:45

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993, przed świtem.

- Al'ama*, czemu każde mądre zdanie, które wygłosisz, Szczurze, musisz otaczać stekiem bredni? - zapytał spokojnie Morderca, spoglądając na Horacego znad ostrza khanjar. Pytanie zdawało się retoryczne, ponieważ Assamita kontynuował, najwyraźniej nie czekając na odpowiedź. - Nie będziemy szukać żadnych Starszych. Te fashkh** szakale mają własne cele. Wielu wypełnia wolę Przedpotopowców. Bowiem to krew, nie wiek, decyduje o tym, co czynisz. Yin'al mayteenak!*** Dlaczego sądzisz, że wystąpiliby przeciwko własnym ojcom? Nie każdy walczy ze Stwórcą, jak wy, Ukryci. Zresztą, kos okht ile nafadak.**** Myślę, że wielu słucha woli w swej krwi nad wyraz chętnie - ostatnie słowa zabrzmiały dziwnie dwuznacznie, ale nie wydawało się, by Łowca przywiązywał do tego wagę.

- Poza tym, neik,***** Angie Braun nie jest żadną Starszą - skrzywił się lekko, podrzucając sztylet w ręce. - Gdyby była nie klęczałaby w podartej sukni przed Lshandtem, trzęsąc się jak niewolnica. Powinieneś dobrze wiedzieć, Szczurze, że maski służą ukrywaniu tożsamości, a nie ujawnianiu jej. Sam używasz wielu.

Roześmiał się cicho, w sposób, który nie miał w sobie nic ludzkiego. Po chwili jednak wrócił do zasadniczego tematu.

- Co do zabójstwa w Elizjum... - zawahał się, najwyraźniej zastanawiając się nad doborem słów. - Nie powiem wiele. Zginął ten, który wywoływał wojnę na ulicach. Nie ja zadałem mu śmierć, co powtórzę każdemu, kto zapyta. Może ktoś wtedy zrobi mi tę cholerną przyjemność i powie, że kłamię? - błysk zębów w mroku pozwalał domyślać się, co stałoby się z pechowym rozmówcą. - Bas.****** Gdybym miał krew ofiary, mógłbym powiedzieć więcej.

Przejechał językiem po zębach, po czym przeciągnął się lekko i spojrzał na Terrego. Odblask zakrzywionego, arabskiego ostrza zatańczył przez chwilę w ciemnych zwierciadłach okularów przeciwsłonecznych Mordercy.

- Nie musicie się martwić Goratrixem - odezwał się spokojnie. - On jest sojusznikiem mego Klanu i ręczę honorem, że nie zrobi nic, co naruszyłoby Kontrakt. Pomoże nam osiągnąć cel, choć nie wiem, dlaczego to robi. Pewnie ma w tym jakiś własny interes - wyszczerzył zęby, jakby nagle przypomniał sobie coś, co go rozbawiło - Szybko zmienił zdanie porzucając wcześniejsze plany, nie? - przekrzywił głowę lekko głowę najwyraźniej zastanawiając się nad tym przez chwilę. A później wzruszył ramionami. - Mashy,******* jego prawo. Jednak dopóki ja tu jestem, możecie być pewni, że nic wam z jego strony nie zagraża. Przynajmniej bezpośrednio. Polityka to wasze zmartwienie - uśmiechnął się zimno i wrócił do zabawy sztyletem.

- Popieram pomysł, by poszukać kolejnego kruka a gierki Niewiernych pozostawić na boku - dodał po chwili, zwracając się przede wszystkim do Victorii i Darshana - Wasze opowieści są ciekawe. Ten artefakt, krew demona... Widziałem djina na tej ziemi. W kostnicy, pamiętacie? Jeśli jakiś demon przeklął Democritusa, to wyjaśnia dlaczego szukał on pomocy Baali. Być może zdjęli z jego klątwę i przestali być potrzebni? Synowie Iblisa to potężni lecz popieprzeni sojusznicy. Trzeba wiedzieć, kiedy się ich pozbyć. - dodał obojętnie, jak gdyby wydawało mu się to najzupełniej oczywiste.



* arab. Cholera.
** arab. Pieprzone
*** arab. Jebać waszych martwych przodków!
**** arab. Pieprzyć, kto dał ci życie.
***** arab. kurwa (przekleństwo)
****** arab. To tyle.
******* arab. O.K.
Ostatnio zmieniony 17 stycznia 2017, 16:38 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 17 stycznia 2017, 22:36

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993, przed świtem.

- Nie miałem nadziei spotkać tam starszych ale dowiedzieć się coś więcej o ich tożsamości. Obojętnie czy będziemy z nimi pertraktować czy walczyć taka wiedza zawsze jest przewagą - powiedział wolno Horacy cedząc słowa i bacznie przyglądając się reakcji zabójcy.

- Nikt też, nie zarzuca ci splamienia ust kłamstwem Namtarze. To co mówisz jest prawdą. Kiedyś rzekłeś, że nie będziesz bronił kogoś, kto sam się wpier... znaczy, niepotrzebnie zaryzykuje. To też było prawdą. I ten czas nastał. Chcę podjąć tą próbę, bo może dać przewagę koterii. - szczur gestem dłoni wskazał pozostałych i zwrócił się już do nich. - Przecież nie każdy ze starych musiał grać przeciw Redowi. Mędrzec mógł mieć tam też jakichś sojuszników. Choć osamotnienie wyjaśniało by śmierć starego króla to szerze mówiąc, zdziwiłbym się gdyby ich nie było.

Rozejrzał się po twarzach członków koterii szukając zrozumienia. Zatrzymał wzrok na Fraterze.

- Tak. Zastanowiłem się nad tym i obojętnie jaką ścieżką nie pójdziemy, musimy wiedzieć więcej. Wiem co się stało niedawno i... pamiętam co zdarzyło się FaceOffowi w moim własnym domostwie. - zasępił się - Jednak, czasami... trzeba zaryzykować. Pójdę sam tak będzie lepiej. Oszczędzajcie siły i pilnujcie by się nic nie zdarzyło memu ciału. - spojrzał się przez swe ramię jakby chciał się upewnić, że nikogo tam nie ma. - Tylko.. pilnujcie mojego ciała jak mnie nie będzie, bo nigdy nie wiadomo kto mógłby go sobie zająć. Okolica niebezpieczna i takie rzeczy już się w niej zdarzały. Tego się bardziej boję bo pozostałe niebezpieczeństwa zdają się umiarkowane. - powiedział skubiąc poduszkę. - Nie róbcie dramatycznych min jakby to miało być ostanie pożegnanie. Umiem się skradać i umiem zadbać o siebie. Jak coś będzie wyglądało nie tak, to od razu wracam. A do tego czasu niech każdy zbiera okruchy informacji jak może.

Niezdecydowanie ruszył do wyjścia z sanktuarium, dając tym samym szansę koterii na ostatnie parę słów.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 19 stycznia 2017, 10:11

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993, przed świtem.

- Mashy* - zgodził się Morderca nie ruszając się z miejsca. - Ale jako twój ochroniarz mam obowiązek ostrzec cię, że Terry może mieć rację z tymi efritami. Jeśli mimo to zechcesz tam pójść, nie będę w stanie cię chronić. Zrobisz to na własną odpowiedzialność. Hal taqbalu hadha?** Sugeruję zostawić ciało w pokoju rytualnym. Wydaje się najlepiej zabezpieczony przed djinami i duchami zmarłych...

Obrócił w palcach sztylet, po czym schował go do pochwy i wstał, jakby tknięty jakąś nową myślą.

- A gdybyś nie wrócił - zapytał, z nagłym zainteresowaniem, które w jego przypadku nigdy nie wróżyło niczego dobrego. - To będę mógł...? - przejechał językiem po zębach i uśmiechnął się. Prawie przyjaźnie.

- Wiecie, szkoda zmarnować dobrą krew, nie? - dodał po chwili z rozbrajającą szczerością, widząc spojrzenia pozostałych osób, znajdujących się w pomieszczeniu.

Początkowo pytanie Asamity wywołało na twarzy Nosferatu widoczny lęk, lecz końcówka pytania zabójcy...

- Dobrą... - Horacy się żachnął - Najlepszą! A nie dobrą... - syknął i zaraz ugryzł się w język. Było jednak już za późno by się cofnąć. - Możesz... jeśli nie wrócę w ciągu... dziesięciu najbliższych lat. I niech nikt nie waży się zeżreć mojego ciała. - Pogroził przesadnie palcem pozostałym członkom koterii, zatrzymując chwilę dłużej wzrok na wariacie. - Niech go ręka boska broni!

Z nimi to nigdy do końca nie wiadomo...

- Przyjąłem, zapamiętam - odparł spokojnie Morderca siadając na powrót na sarkofagu. - Nikt cię nie ruszy. Osobiście tego dopilnuję...

Dziesięć lat? - pomyślał. Al'ama,*** trochę długo... W zasadzie jednak umiał czekać. Właściwie, w takich przypadkach potrafił być szalenie cierpliwy. Nie odezwał się więc więcej, zagwizdał jedynie cicho:
[center]Put death in my hand
Learn to fight
Who could care if it's wrong or if it's right?****
[/center]


* arab. OK
** arab. Zgoda?
*** arab. Cholera
**** Deep Purple, Under the Gun.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 21 stycznia 2017, 00:56

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, sanktuarium, miasto i elizjum starszych 11.08.1993, tuż przed świtem.

Horacy opuścił sanktuarium i skierował się w cichy jego kąt w realnym świecie, tak jak zaproponował Namtar. Ułożył się na poduszce, na tyle wygodnie jak potrafił i założył maskę z elizjum. Potem przykrył się kocem i pozwolił by cicha jak noc dyscyplina niewidzialności okryła jego ciało nim je opuścił. Bał się.Wyprawa była sporym ryzykiem, wszyscy to wiedzieli.

Jakoś kurde wcale nie czuję się bezpieczniej wiedząc, że nade mną czuwa on...

Ten lęk kosztował go lekkie rozkojarzenie przez co ledwo udało mu się wyjść z ciała. Obraz zafalował kiedy stanął nad samym sobą. Teraz tylko cieniutka pobłyskująca w ciemności linia łączyła go z ciałem. Kiedy przypomniał sobie jak słabe jest to połączenie zawahał się. Przez chwile, chciał zmienić zdanie i wrócić ale ostatecznie przemógł się. Znów ciekawość przełamał lęk i nie tylko ona, było coś jeszcze, było...

Powoli zaczął się wznosić nad budynek. Lubił ten moment. Stan w którym był wolny od swojego zepsutego ciała. Stan w którym mógł przemieszczać się gdzie chciał, porzuciwszy wprzódy kotwicę składającą się kości i mięsa.

W końcu z dla od tego materialnego gówna, od polityki, od zła. Ciekawe czy tak wygląda ostateczna śmierć. Ciekawe czy jest się tak prawdziwie wolnym jak teraz.

Zachichotał w myślach przypominając sobie kiedy sporo lat temu wyszedł z ciała po raz pierwszy.

Myślałem wtedy, że mnie wykończyły te dranie z Sabatu i że jestem martwy, prawdziwie i ostatecznie. Mało się nie posrałem wtedy...

Lekki uśmiech przebiegł mu po twarzy na wspomnienie kiedy powoli przechodził przez kolejne warstwy sufitów i w końcu przez dach.

Wzrok przyzwyczaił się do nowej formy oglądania świata zewnętrznego. Coś jednak było nie tak. Aur, które powinien widzieć nie świeciły blaskiem. Wznosząc się wyżej i wyżej stwierdził, że nie widzi ani jednej. Miasto było nienaturalnie ciche. Nie słyszał też tego dziwnego zewu z podziemi. Nikt nie śpiewał do jego duszy.

https://www.youtube.com/watch?v=7psOw0i ... ilJl4#t=16

Puste od ludzi ulice, porzucone w nieładzie auta. Wygaszone światła domów, w których powinno tlić się światło żywej aury.To wszystko zaczęło napawać go solidnym niepokojem.

Ni żywych ni martwych, ni duchów, niczego...

Zanotował w myślach, że podobna pustka dotyczy też świata za Rękawicą. To nie świadczyło o niczym dobrym. Pełen narastającego lęku wzniósł się wyżej i wyżej.
Miasto, które tak bardzo kochał było praktycznie wymarłe. Tylko w kilku miejscach paliło się światło, co jak sprawdził wcale nie znaczyło, że ktoś tam był.

[center]Obrazek[/center]

Mimo wszytko zdecydował się kontynuować podróż. Obrał kurs i przyspieszył mknąc przez noc. Czuł przygnębiające uczucie pustki i samotności. Tylko smuga cienkiego światła zostawianego za sobą świadczyła, że gdzieś tam daleko za nim był jeszcze jakiś materialny świat do którego mógł powrócić. Rzeczywistość jaką widział wyglądała jak koszmar. Pusty, przybijający samotnością koszmar.

Zwolnił nieco docierając do miejsca po drodze, które po prostu musiał odwiedzić tej nocy. Niewielki kilkopiętrowy budynek, pamiętający zdecydowanie lepsze czasy. Na parterze jakieś nikłe światło.

W końcu...

Wśliznął się do pomieszczenia. Był tam co prawda jedynie jakiś cieć. Ale, był i to było ważne. Horacy mało go nie ucałował z radości. Spał w ubraniu, spał płytko, nerwowo, zwinięty w kłębek niczym zlęknione dziecko. Obok wezgłowia stał nabity karabin. W pomieszczeniu roznosił się zapach przetrawionego alkoholu.

Horacy cmoknął, nie była to ta osoba której szukał ale przynajmniej choć jedne żywy. Znaczyło to, że w mieście zapewne było jeszcze kilku mieszkańców.

Przeniknął wyżej. Niewielkie pomieszczenie. Lekki zapach kobiecych perfum. Mieszkanie wyglądało na opuszczone w pośpiechu. Tu stojąca na kuchni zupa, nie schowana do lodówki, nie wyjęte ubrania z pralki, luźno rzucone pończochy.
Znał ją od ponad roku. Przez ten czas dała mu się poznać bardzo dobrze i bez żadnego skrępowania więc lubił myśleć że zna ją już bardzo dobrze. Jej nawyki, kaprysy i humory. Poznał wszystkie jej kapelusze, sukienki i rozmiar butów. Nie potrafił zapomnieć zapachu kręconych rudych włosów, oraz woni jej ulubionych pachnideł. Znał dokładnie każdy cal jej bladej delikatnej skóry, pod którą w cudowny sposób pulsowało życie. Patrzył kiedy się rozbierała i kiedy wracała z kąpieli. A kiedy śniła, siedział koło niej. W ciszy podziwiał absolutne dzieło sztuki. Przychodził regularnie, chociaż ona o tym nic nie wiedziała.

Wślizgiwał się przez okno cicho niczym śmierć i napawał się tym młodym życiem. Kiedy spała nie miała pojęcia jak blisko niej znajduje się śmierć. Kobieta i potwór siedzący koło niej. Jakie to banalne. Myślał czasami nad tym dlaczego nadal tutaj wracał, czy to rzeczywiście dzieło sztuki czy tylko przypominała mu kogoś.

Tak to prawda pragnął ją... wyrzeźbić. Ale nigdy tego nie zrobił. Na tej ziemi nie mogło być bowiem kopii Jej. Każda była by bowiem niedoskonała.

Teraz mieszkanie było puste. Zostały tylko jej ulubione fotografie, porzucone samym sobie w półotwartej szufladzie.

[center]ObrazekObrazek[/center]


Nosferatu powiódł wzorkiem jeszcze raz po ciemnym mieszkaniu.

Miałem takie długowieczne plany wobec niej. A teraz... A co jeśli już tu nigdy nie wróci...

Horacy poczuł nagle jakby mu sam Namtar nożem wyciął mu kawałek serca. Nie, to nie było oddziaływanie magii na jego astralną formę, a przynajmniej nie takiej jaką znają czarownicy i wiedźmy. Było to coś bardziej bolesnego.

Może by i tak było lepiej. Dla niej...

Pomyślał po raz ostatni wciągając jej zapach. Potem, nie bez smutku pomknął dalej.

Zwolnił przed elizjum. Zrobił parę okrążeń aż się upewnił. Obserwował. Lecz nie było nikogo. Dziura w ścianie była zastawiona czymś na szybko ale jednak bardzo pieczołowicie. Wszedł do elizjum i wyskoczył zaraz. Nic się jednak nie stało. Odczekał jeszcze chwilę, krążąc wokół. Nic, pustka. W końcu przeniknął do środka.

Elizjum dla starszych było tak samo opuszczone jak całe miasto. Może nawet bardziej. Szczur wyczuł tu rękę profesjonalisty, który uprzątnął wszystko na co liczył że może znajdzie. Wszystkie ruchome przedmioty, a wśród nich także prywatne ubrania i drobnostki. Sala Sępów była równie pusta.

Jakby nigdy tu nic nie było. Ani tej nocy ani nigdy wcześniej.

Przemierzył szybko raz jeszcze Elizjum w nadziei, że coś znajdzie ale nie. Zatrzymał się na chwilę w miejscu gdzie siedział opiekun kiedy ich przywitał. Gładził przez moment miejsce przy użyciu nadwrażliwości. Potem zniechęcony wyszedł.

Na zewnątrz poczuł coraz większą senność i przygnębienie. Wracał po błyszczącej linii z powrotem do ciała.

A jakby tak spojrzeć słońcu w twarz. Mieć w dupie to wszystko. Niee, nie Horacy. Zaczynasz myśleć jak wówczas kiedy pierwszy raz spotkałeś Reda. Ale teraz jest inaczej, teraz masz przecież dla kogo żyć. Wracaj, wracaj. To tylko zmęczenie, ta wycieczka sporo cię kosztowała. Nie myśl tak głupio więcej. Jutro noc przyniesie siłę, choć dziś jej brak. Musisz powiedzieć wszystko pozostałym . Powiedzieć, że krwi może być mało, że...

Opadł w swe ciało. Zdawało się takie ciężkie i nieporadne teraz. Może takie było zawsze, a może to była już senność. Powoli przeniósł się do sanktuarium z zamysłem, że powie im o wszystkim jeszcze tej nocy lub z wieczora następnej.
Ostatnio zmieniony 21 stycznia 2017, 09:29 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 23 stycznia 2017, 19:10

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, sanktuarium, miasto i elizjum starszych 11.08.1993, tuż przed świtem

Viktoria była nastawiona dość niechętnie wobec wycieczki Horacego po świecie astralnym. Sama nie tak dawno poczuła na sobie horror zamknięcia w świecie pomiędzy lustrami. Okolica była niebezpieczna, wiele istot zdawało się przenikać światy w zaburzający naturalną harmonie sposób. Było niebezpiecznie. Bardziej niż zwykle.

Wyraziła swoją dezaprobatę malując niezadowolenie na twarzy. Nie powiedziała jednak ani słowa. Zastanawiając się nad tym co powiedział NAmtar

- Wasze opowieści są ciekawe. Ten artefakt, krew demona... Widziałem djina na tej ziemi. W kostnicy, pamiętacie? Jeśli jakiś demon przeklął Democritusa, to wyjaśnia dlaczego szukał on pomocy Baali. Być może zdjęli z jego klątwę i przestali być potrzebni? Synowie Iblisa to potężni lecz popieprzeni sojusznicy. Trzeba wiedzieć, kiedy się ich pozbyć.

- Twoja uwaga o Democritusie i Baali może być bardzo trafna Namtarze! To zaczyna mieć jakiś wzór i sens. Podobnie jak z tą istotą śpiącą pod ziemią za wrotami. Zdaje się, że wiele wątków nakłada się na jedno miejsce i sytuację. Myślę, że musimy zaczerpnąć teraz trochę dobrego snu. Gdy wstaniemy, musimy się zastanowić, do którego miejsca najlepiej się udać następnie... Trzymajmy się zadania. Może tym razem nic nam nie przeszkodzi. Wydam dyspozycje mojemu gulowi co do przygotowania samochodu do podroży. I jeśli tylko Cleo się obudzi, będę chciała od razu wiedzieć co się tam na Bogów wydarzyło!
Czekając na Horacego, zejdę do nich by przekazać Lucasowi szybko informacje. Jak mniemam pilnuje łóżka z Cleo
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

ODPOWIEDZ