PBF - Pierwsza Przygoda Reinhardta bez Reinhardta

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 21 lutego 2017, 15:26

EIthart zeskoczył z konia i przywiązał lejce do drewnianego słupka. Rad był, iż to co zdawało się w pierwszym odczuciu walką, okazało się jeno dwóch psin krotochwilą. No chyba, że zawiedziona nieroztrzygniętym wynikiem zakładu gawiedź weźmie się za łby aby dociec, kto komu katanki winien.

Podróżnik chciał czym prędzej zasiąść do wieczerzy, toteż zajął się rozkulbaczaniem wierzchowca co by mógł odetchnąć. Skinął na młodego parobka, rzucając mu monetę:

- Z łaski swojej daj koniu owsu i wody.

Dopiero gdy skończył z koniem i odmówił wieczorną modlitwę wszedł między ludzi.
Eithart siądzie sobie gdzieś pod okapem między podróżnymi. Nie będzie ukrywał gorlamickiego symbolu.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 21 lutego 2017, 15:47

Półork wszedł pod dach kryjąc się przed nasilającymi się strugami deszczu. Westchnął na myśl o jutrzejszym marszu. Trakty rozmiękną zmieniając się w papkowatą breję, którą rozjeżdżą wozy oraz podepczą konie. Trzeba będzie przez to brnąć i liczyć, że buty nie przemokną.
Z zasępioną miną rozejrzał się za kusznikiem. Tamten był zajęty rannym owczarkiem. Ruszył w jego stronę i oparł się o ścianę czekając czy nie będzie mógł służyć pomocą. A w międzyczasie rozejrzał się po chatynce przyglądając się podróżnym.
Burga przygląda się karczmie i przyjezdnym.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 21 lutego 2017, 23:45

Trudno było powiedzieć czym była owa budowla wcześniej. Jedna połowa ściany została wyburzona, jakby od jednego silnego uderzenia. Które co dziwo musiało nastąpić od wnętrza albowiem kamienie z owego wyłomu leżały teraz porozrzucane luźno przed wejściem. Dziura stanowiła wejście. Drzwi i okna już dawno zostały zabite deskami, zapewne przez wędrowców jeszcze z zimy albo i wcześniejszych. Dach był wykoślawiony nieco choć nadal dawał oporę przed narastającym deszczem. Przez dziury w poszyciu strzechy sączyły się z wolna krople deszczu. Kapały miarowo i nieustannie, pośród pomruków wiatru i szumu naginanych wierchów drzew w około. Pozostała część budynku nie miała się wcale dużo lepiej. Na stemplach podpierających dach wycięte były różne frazy i sentencje. Zapewne poczynione ręką poprzednich podróżnych. Choć niektóre nijak nie nadawały się do rozczytania to wciąż było kilka, które...*

Na środku jednej wielkiej pustej izby było coś na kształt kamiennego paleniska i z całej budowli chyba jedno ono trzymało się ono dobrze. Opanowały go dwa krasnoludy i aż dziw brało jak szybko i sprawnie poradziły sobie z rozpaleniem i sporym metalowym kotłem który sprawnie zawiesili nad ogniem. Nie wiele był przyjemniejszych obrazów, jeśli o fach idzie, jak przyglądanie się krasnoludzkiej pracy. A Zwłaszcza jak Synowie Góry** robili w kamieniu bądź przy piecach. Pracowali bez słów, jakby się w myślach rozumieli a i ruchów zbędnych przy tej robocie nie uświadczysz. Chwila moment i palenisko, poprawione zaledwie kilkoma sprawnie wybranymi kamieniami, buchnęło ogniem. W chwilę krótszą niż modlitwa do Katana, przyjemne ciepło rozeszło się po całym wnętrzu rozpadającej się budowli, która bądź co bądź to dawała jednak osłonę przeciwko niegodziwościom pogody.

[center]Obrazek[/center]

Na uboczu trzymali się cyrkowcy. Ludzie. Dwóch sztukmistrzów zaopatrzonych w liczne skórzane pasy z nożami i pstrokate stroje. Wraz z nimi dwie panny, z których jedna była metysem jako i Burga. Co z przyjemnością zauważył półrok. Nie trzeba było tęgiej głowy by po zachowaniu jak i ubiorze dziewek zaraz stwierdzić, że obie utrzymywały się z najstarszego zawodu świata.

Przy ciamkaniu błota i błysku pioruna z zewnątrz na raz przy Eitharcie pojawił się pachołek, co z cyrkowcami trzymał. Stanął nieporadnie i do cna przemoczony zimnym wiosennym deszczem. Włosy lepiły mu się do czoła więc je jednym ruchem ręki odgarnął i rzekł:

- Panie... koń oporządzony... - powiedział i zamilkł. Stał tak przez chwilę, jakby pochwały oczekując. Lekkie drgawki zziębnięcia zatrzęsły chwilę małym ciałem. Kapłan zastanowił się ile mógł mieć lat i szybko uznał, że nie więcej jak trzynaście.

W tym czasie jeden z nożowników podszedł do ognia by i swój kociołek ze strawą przystawić. Szybko dogadał się z brodatym ochroniarzem z długim drapakiem do grzebania w ogniu. Drugi zaś z krasnoludów wyłożywszy z pakunków jeszcze puste miski, wziął jedną i z spod krzaczastych brwi spojrzał na ślepca.

- Ej wy tam... ślepcze. A może opowiecie nam jaką ciekawą historię? - zapytał i zastukał drewnianą łyżką w miskę, znak dając tym sposobem jaka się mu może nagroda trafić za zgrabną opowieść.
?*Czekamy na Asadę, choć znając moje szczęście może już nie wrócić daję mu czas do czwartku jak się nie odezwie to, przestanie to być mini przygoda dla Reinharda. Szanujmy się.
Zapomniałem, bo już blisko 10 lat nie prowadziłem w fantasy, zawsze daję punkty ekstra za fajny opis postaci w fabularce na wprowadzeniu. Właśnie sobie przypomniałem o tej regule i przypomniałem sobie też dlaczego tak robię... Mój boże, ktoś powiedział, że to jest jak z jazdą na rowerze tego się nie zapomina i miał rację. 8art?

* Może ktoś coś odczyta? Inwencja w zakresie własnym :P
** Chodzi o Gotam-Gora w tym przypadku.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
mastug
Reactions:
Posty: 1708
Rejestracja: 03 grudnia 2009, 23:24
Has thanked: 22 times
Been thanked: 15 times

Post autor: mastug » 22 lutego 2017, 03:39

Starzec siedział blisko ognia grzejąc dłonie. Nic nie mogło ucieszyć go bardziej niż propozycja pełnej miski. Ukłonił się więc dając tym samym znak, że przyjmuje wyzwanie.

- Ciepła strawa za historię? Miła to propozycja dla staryka, który już tylko historie opowiadać może.

Przez dłuższą chwilę drapał po siwej brodzie szukając w pamięci wydarzeń na tyle ciekawych by je opowiedzieć, po czym zaczął mówić.

- Działo się to pół wieku temu gdy jeszcze rządził Katan Oriogar Han. Czasy to były niespokojne. Krążyły pogłoski o nadchodzącym wielkim najeździe pająków z północny. Cywilizowane krainy nękane były przez dzikie bestie z gór i lasów, a czerwoni piraci napadali na katańskie konwoje ze niespotykaną dotąd zaciekłością. Imperium trzeszczało w szwach do tego stopnia, że całe oddziały katańskich orków buntowały się i dezerterowały.

Starzec zamilkł na chwilę, dając słuchaczom chwilę na przerwanie mu opowieści czy to słowami krytyki czy pytaniami.

- Służyłem wtedy w randze dziesiętnika oddziału lekkiej piechoty w Orwin-Garze. Jak w większości miast na Orkusie Małym także i tam oprócz katańskich wojsk do obrony utrzymywano także najemną armie. Pewnego dnia mój oddział dostał zadanie dalekiego patrolu w głąb mrocznej puszczy Lant-Lakoth. Szukaliśmy dezerterów i polowaliśmy na bestie. Gęsty prastary las oferował wiele niebezpieczeństw takich jak węże, jadowite pająki czy pijawki. Było nas stu ale gdyby było nas nawet tysiąc nie czulibyśmy się tam bezpiecznie. Ta prastara puszcza skrywa bowiem tajemnice nie przeznaczone dla ludzkich oczu..

Ślepiec na chwilę zawahał się czy opowiadać dalej.
Ostatnio zmieniony 22 lutego 2017, 13:15 przez mastug, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
mastug
Reactions:
Posty: 1708
Rejestracja: 03 grudnia 2009, 23:24
Has thanked: 22 times
Been thanked: 15 times

Post autor: mastug » 23 lutego 2017, 00:59

- Słońce chyliło się ku horyzontowi - zaczął niepewnie , jakby obawiał się tego co miał sobie przypomnieć - stary las, długie cienie drzew i czerwień słońca sprawiały że zwyczajne rzeczy wydawały się niezwykłe i odmienne. A może była to magia tego miejsca , sam już nie wiem.

- Weszliśmy wtedy w gęstwinę i oddział mocno się rozproszył. Moi ludzie szli za mną a dałem nakaz co by się nie oddalali. Las zmieniał się wokół nas. Coraz mniej było zielonych liści, mchu i życia a coraz więcej uschłych i połamanych drzew. Świerzy zapach lasu ustępował ciężkiemu i lepkiemu smrodowi stęchlizny..

- Wtedy natknęliśmy się na makabryczne znalezisko. Czaszki ludzi i nieludzi, zwierząt, koni, a nawet trolli i dużego ptactwa nabite na kije i gałęzie lub powieszone na lianach albo przyczepiane do drzew. Czaszki rozmieszczone w nierównych kilkumetrowych odstępach stanowiły granicę. Barierę między tym co za nami a tym co było przed nami. Jeden z moich ludzi zaczął się wtedy mówić, że to symbole dzikich plemion i że nie wolno nam tędy iść i że to zła droga i że powinniśmy zawrócić. Jednak rozkaz setnika nie dawał nam wyboru. Musieliśmy przejść przez gęstwinę, a ja nie miałem zamiaru tego rozkazu złamać. Ruszyliśmy więc dalej.

- Gęstwa równie szybko się skończyła jak szybko się zaczęła. Doszliśmy do niewielkiej polany. Wydarzyło się wtedy coś co do dziś nie daje mi spokoju ducha. Z gęstwiny naprzeciwko wyłonił się jeleń. Jednak nie taki jakie widuje się w lasach. Widok tego zwierzęcia zapierał dech w piersiach. Jego całe futro było białe, bielutkie niczym śnieg i skrzyło się czerwienią zachodzącego słońca. Jednak najbardziej niezwykłe było jego poroże. Piękne, wielkie rozłożyste rogi całe były z kryształu. Przechodzące przez odrosty światło sprawiało, że mieniły się błękitem, purpurą i czerwienią. Niczym król jeleni w kryształowej koronie, stał tam strzygąc uszami i patrząc w naszą stronę. Nie uciekał, nie bał się nas, wręcz przeciwnie. Przednią racicą bił w ziemię a łeb nisko pochylał. Wyglądał tak jak by za chwilę miał nas pogonić skąd żeśmy przyszli. Wtedy reszta oddziału nadciągnęła i zatrzymała się na skraju polany w ciszy zwierza obserwując. Dopiero krzyk setnika cisze przerwał: "Sto złotych monet za rogi daję".

- Wtedy się zaczęło. Ci co łuki mieli co żwawiej zaczęli strzały wypuszczać, a reszta ruszyła za zwierzem. Jeleń gdy tylko pierwszą strzałę usłyszał uskoczył w gęstwinę z której przybył. Strzały wbijały się w miejsce gdzie stał przed chwilą. Szybki był i zwinny. Susy długie sadził i pościg nagłymi zwrotami zwodził. Cały nasz oddział był niczym wataha wilków. Bezmyślnie, bez planu ruszyliśmy w gęstwę w pogoń za zdobyczą. Każdy pędził z nadzieją że to jemu sto sztuk złota przypadnie i wdzięczność setnika. Nawet nie zwróciliśmy specjalnej uwagi na to że wokół drzewa mają dziwne ludzkie kształty .

Starzec zniżył głos nadając większej powagi słowom.

- Wtem jeleń zniknął nam z oczu, tak jakby w powietrzu się rozpłynął. Zaczęliśmy nawoływać czy kto go może widzi , jednak przepadł jak kamień w wodę. Staliśmy tak zdezorientowani i rozproszeni kiedy dziwna mgła wypełniła powietrze. Tak szybko zgęstniała, że tylko magia to sprawić mogła. Wtedy dostrzegliśmy to coś.. a raczej tylko mgliste kontury. Nie było to nic co widziałem wcześniej, ani później. Poruszało się niczym wąż jednak mógłbym przysiąc że ciało miało też ludzkie a zamiast głowy.. sam nie wiem. Widziałem to tylko przez chwilę a może mnie się zdawało teraz nie jestem już tego pewien. Pewien jednak jestem tego , że w tej samej chwili ziemia od stopami zamieniła się w grzęzawisko. Wszyscy niczym kamienie zapadaliśmy się w błotnistym podłożu. Niektórzy ugrzęźli po kolana inni po pas. Równie nagle ziemia stwardniała wiążąc nasze ruchy a niektórym łamiąc kości. Jednak znacznie gorsze od bólu było to co działo się z naszymi towarzyszami. Ciała zaczęły im puchnąć a ręce wydłużać się. Przerażeni wpatrywali się w dziwną przemianę której doświadczało ich ciało. Krzyczeli - na Gorlama - jak strasznie krzyczeli.. . Ich krzyki słyszę do dziś czy to w śnie czy na jawie. - Ślepiec przerwał na chwilę aby wyrównać oddech i uspokoić drżące ręce.

- Dopiero wtedy zrozumiałem co się z nimi dzieje , ich ciała zmieniały się w drzewa. Skóra zmieniała się w twardą korę. Oczy zapadały się a rozwarte w krzyku usta zastygały tworząc upiorną drewnianą twarz. Gdy wszystko ucichło a mgła opadła można było policzyć ocalałych. Nie było nawet dziesięciu. Ci którzy przeżyli uwalniali się z uścisku ziemi. Już nawet nie uciekaliśmy. Byliśmy zbyt przerażeni i oszołomieni tym co się stało. Niektórzy podchodzili do drzew które miały twarze .. twarze naszych towarzyszy broni i przyjaciół. Jednak już nic nie mogliśmy im pomóc. Dopiero po dłuższym czasie, ktoś uświadomił sobie i reszcie że muszą uciekać, gdyż to coś może jeszcze wrócić i dokończyć dzieła.

- Uciekaliśmy, bez tchu. Dopiero o świcie opanowaliśmy strach. Organizując się w oddział i działając jak wojsko mieliśmy szansę przetrwać. Po kilku dniach ledwo żywi dotarliśmy do miasta. Nikt jednak nam nie uwierzył. Myślano, że uciekliśmy z pola walki. Dla przykładu obito nas batogami. Jednak przeżyliśmy.

Siedział w milczeniu przez dłuższą chwilę. Po czym odezwał się ponownie :

- Czy zasłużyłem na strawę?
Ostatnio zmieniony 23 lutego 2017, 01:19 przez mastug, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 23 lutego 2017, 16:19

Półork zamknął rozdziawioną podczas słuchania opowieści gębę. Mlasnął kilka razy zasuszonymi ustami i przesunął się spod kapiących na głowę kropel.

- Musieliśta na srogie i smrodliwe bagniska się zapędzić. Pewnikiem w lasy gdzie lotosy rosno. Słyszałżem, że one takowe opary produkują, że się we łbie może pomieszać. Wy po stokroć gorzej trafiliśta, bo mymgła była. Wszystek smrodów w niej się zawiesił i łepetyny zaczedziały. Już jak żeśta tą jeleniopodobną bestyję ujżeli trza było tyły dać. Choć w samej rzeczy halucynacyja zbiorowa to nietypowe zjawisko. Później jak żeśta biegnąc hausty głębokie brali, toście tyle mgły sztachnęli co w pomieszani mózgu uczynić mogło. Stąd te wizje. Wężostwory jakoweś, wciąganie w ziemię, drzewozmiany inniejsze. W błoto poleźliście i łepetyny poniżej mgły poszły i z łbów wyparowało. A, że drzewa ludzkie mordy przypominają to do wierzb podobne. Sam, żem widział podobne do mord czy dupsk nawet i z dziuplami. Się wojsko rozlazło na cztery strony świata .... Ale historyja zacna i strawa się należy. Poczęstuj jeśli łaska krasnoludzie owego starca weterana to ci Gorlam wynagrodzi. Sam bym dał ale dziad gorącej strawy potrzebuje bo widać przemókł, a ja jedynie suszone mięso mam.
Ostatnio zmieniony 23 lutego 2017, 18:45 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 23 lutego 2017, 17:34

Eithart zmierzwił czuprynę młodzieńca ręką, po czym wysupłał za pasa srebrną monętę i dał chłopakowi.

- Niech Ci Gorlam sprzyja chłopcze.

Kapłan zaczął przysłuchiwać się hitorii slepca z uwagą. Dramatyczna historia przywołała jego wspomnienia z dalekich krain wschodu, gdy podróżował w malowniczej kompanii przez turegańską pustynie. Zsotawił tam paru kompanów. Uhrę w Duviku, gdzie starli się z czarnoksiężniczką Sanną i Mordila w turegańskiej strażnicy Ukrath. Na wspomnienie o Duviku, gryams bólu na chwilę zagościł na twarzy Eitharta. Wilgoć panująca na Orcusie Wielkim czasem z powiewem zimna przypominała stare rany. Mężczyzna znosił to jednak z pokorą dla swojego boga. Przysiadł w kuckach i wyciągnął z podróznej torby spory notes i za pomocą kawałka węgla zaczął kreślić obraz jelenia na polanie, takiego o jakim opowiadał ślepiec, niewątpliwie dawnymi czasy zbrojny.

- Czy zasłużyłem na strawę? - zapytał koncząc opieść żebrak.

- Zasłużyłeś, a jakże. - odezwał się Eithart wciskając w ręce ślepca swoją miskę z nieczym innym jak gulaszem z opasa. Obok postawił drewniany kubek piwa. Delikatnie naprowadził dłon ślepca na kubek mówiąc:

- Tu masz pienistego.

Awatar użytkownika
mastug
Reactions:
Posty: 1708
Rejestracja: 03 grudnia 2009, 23:24
Has thanked: 22 times
Been thanked: 15 times

Post autor: mastug » 25 lutego 2017, 00:06

- Nie często zdarza się takie zacne towarzystwo, co nie tylko żebraka nie wygoni a przy ogniu usiąść pozwoli, nakarmi i napoi - starzec przyłożył spierzchłe wargi do kubka, po czym wziął tylko jeden łyk. Smakował długo po czym przełknął a jego twarz rozpromieniała - wyborny trunek, dziękuję Panie , nie pamiętam kiedy ostatnio pienisty trunek w ustach miałem

Gdy krasnolud podał mu ciepłą miskę, ślepiec uśmiechnął się szczęśliwy jak dziecko. Nacieszywszy się zapachem - odezwał się do krasnoluda

- Zapowiada się dla mnie świąteczna uczta, dziękuję mości krasnoludzie. Przepięknie pachnie, za twoje zdrowie toast wznoszę. - Po czym podniósł kubek i wziął kolejny łyk.

Gdy skończył jeść, zwrócił się młodzieńca którego głos słyszał już wcześniej, a teraz za sprawą jego prośby był syty.

- Masz rację - starzec mówił gładząc brodę - gdybyśmy wtedy zawrócili, gdybyśmy znaków usłuchali .. ale im więcej o tym myślę tym większą zagadką jest dla mnie czy ów biały jeleń chciał nas ostrzec czy też w zasadzkę wciągnąć? Czy też może dlatego żeśmy go tak srogo potraktowali za jego ostrzeżenie, gniew jego ściągnęliśmy i karę? Nigdy się pewnie nie dowiem..

- Czy mogę o godności waszmości zapytać ? Z kim przyszło mnie w tak zacnym towarzystwie przebywać? I komu wdzięczność jestem winien? I za kogo dziękczynne modły do Gorlama wznosić?

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 25 lutego 2017, 10:52

- Ja jestem el Borgo - rzekł półork podchodząc do starca i ściskając jego prawicę - pochodzę z Wyspy Mew, gdzie powietrze tchnie oddechem Sharami a królestwo Gothmed rozciąga się szeroko i pełne jest różnorodnych wodnych stworzeń tak zwierząt typowych, wszędy występujących, jako i takich, że ich sam widok ścina krew w żyłach.

Borgo usiadł na pieńku mierzwiąc czuprynę na którą nakapała cieknąca z dachu woda.

- Słyszał żem kiedyś od mistrza, historyje o wyspie którą władał Pan Lasu. Hern on się zwał lub Hern Myśliwy. On ci na głowie miał rogi niczym jeleń. Dzisiaj to by może źle świadczyło o jego kobicie ale onegdaj to zaszczytne było. Wyspa jego była bogata i zasobna. Lud wierny choć dziki. Każdy chłopak chcąc zostać mężem dojrzałym musiał bez broni dopaść i pokonać jelenia. Takoż to u nich drzewiej bywało. Jeżeli wierzyć legendom on ci, ten król, przedzierzgnąć się w zwierze potrafił. Musi być w jelenia. A, że był wielki Pan to i postać musiał mieć wspaniałą. Kto wie może kryształowe rogi i białą sierść miał. Zawżdy wydaje mi się, że jakbyście to jego ówczas spotkali gniew byłby wielki gdy zamiast czci strzały mu podarowaliście.

Półork zamyślił się. W swojej opowieści nie dodał, że Hern był arcydruidem, niespotykanej wręcz mocy kapłanem natury. Nie dziwne bybyło, gdyby oddział starca właśnie druidzi rozbili w pył. Pradawna knieja, przywołanie mgły, przyzwanie mitycznego zwierzęcia, rozmiękczenie ziemi i przemiana w drzewo - iście magia druidyczna. Nie ma co jednak nagonki na druidów czynić bez potrzeby. Lepiej wszystko zgonić na gazy lub wpleść między legendy. To lepiej działa coby przestroga dla cywilizowanego człowieka była aby nie pchał się tam gdzie go nie trzeba.
Man nadzieję, że fakt wymięknięcia Asada nie przeszkodzi nam w zabawie. Jeżeli o mnie idzie, skoro nie gra nowy to zróbmy z tego wstępu porządny scenariusz albo i kampanie, a nie prosty wstępniak. MG dasz radę wykrzesać coś epickiego :) ? Masz chętnych graczy i pole do popisu :).

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 25 lutego 2017, 12:43

Dwa perliste śmiechy, choć szybko stłumione rozległy się w kącie. To dwie młódki zareagowały na zabawny komentarz Borgo o mgłach i widziadłach żołnierzy. Zaraz jednak śmiechy ucichły ale zastąpiły je błyskające bielą uśmiechy dziewczyn i niby niechcący osłonięty kawałek łydki. Szeptały coś między sobą wesoło, coraz żywiej i chętnej rozglądając się po twarzach zebranej w szopie gawiedzi.

Krasnoludzki ochroniarz stał zaś wpatrzony w pożogę z ogniska. Szturchał co prawda co raz by drwa, by się lepiej paliły ale wzrok miał odległy jakby nie patrzył w ogień, a w pożogę z lat minionych.

- Ja też starcze pamiętam tamte czasy... - powiedział odwracając się z wolna. - Choć byłem wtedy młodziakiem i ledwo toporem umiałem robić...

Kątem oka Eithart zauważył jak chłopiec z wyraźna niechęcią i strachem wyciąga rękę w kierunku jednego z cyrkowców. Górujący nad chłopcem nożownik w moment schował błyskający srebrem krążek gdzieś za pas. Z przemoczonego młodzieńca jakby uszło całe powietrze. Zgarbił się idąc pod ścianę, a kiedy tam dotarł przysiadł obejmując nogi przemoczonymi ramionami i oparł głowę na swych kolanach wpatrując się w ogień.

... ale choć teraz czasy są inne, nie znaczy wcale, że dużo lepsze. - Kontynuował ochroniarz nalewając sobie solidną porcje piwa do drewnianego kufla.

- A jam jest Tan Einhardt. - powiedział ciężki głos o sile świątynnego dzwonu. W wejściu stanął rycerz. Głosy w szopie zamilkły jakby na raz orkową szablą ucięte. Była bowiem jakaś niepospolita siła w głosie tego barczystego młodzieńca, która nie jednemu kazałaby zginać kolano w pokłonie. Przyłbicę miał już zdjętą. Miał najbrzydszą twarz jaką ktokolwiek widział u rycerza a do tego pełną pogardy i gniewu.

- Zapraszam panie, posłanie i strawa już przygotowana - przerwał ciszę kupiec.

Rycerz uśmiechnął się ale nawet wówczas jego osobliwa twarz wyglądała odpychająco i strasznie. Zdzwoniły blachy zbroi kiedy zrobił kilka kroków w stronę przygotowanego miejsca spoczynku.

- Dopierom co pierwszy raz wyjechał z rodzinnego gniazda a tu już takie ciekawe opowieści słyszę. Mówcie, mówicie dalej... - powiedział z chrzęstem rozsiadając się na kamieniu i biorąc w wielkie ręce miskę z gorącą strawą przygotowaną przez kupca. - ...bom ciekawy co na traktach się dzieje. Przygody szukam. - rzucił jakby odo niechcenia nabierając łyżką.

Ślepiec poczuł jak po krzyżu przechodzi mu dreszcz. Dużo przeżył i dużo wiedział o życiu, wnet tedy poznał o jakowe "przygody" chodzić mogło rzeźnikowi z tak straszliwym głosem jak ten.

Przez chwilę nikt się nie odezwał i słychać tylko było jak za deskami szopy hulał ze świstem wilgotny wiatr.
Śmiało można pisać, w niedzielę poniedziałek wieczorem jadę z fabuła dalej. Proszę wykonać tez rzut na odporność nr 7 i podać do tego terminu czy się udało czy nie. Będzie mi potrzebny do następnego wpisu. Dretch grasz druhu?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
mastug
Reactions:
Posty: 1708
Rejestracja: 03 grudnia 2009, 23:24
Has thanked: 22 times
Been thanked: 15 times

Post autor: mastug » 25 lutego 2017, 22:32

Spoiler!
Rzut nie udany
Starzec szukał w pamięci imienia Einhardt, słyszał je na pewno nie mógł tylko przypomnieć sobie gdzie i z czyich ust. Zawsze bowiem starał się pamiętać ciekawą historię która wpadła mu w ucho, a wielką uwagę do szczegółów i imion przywiązywał. Dzięki temu mógł ją później jako gawędę opowiedzieć i na datek jakowyś liczyć. Po chwili przypomniał sobie, rozmowę której był światkiem w świątyni, gdzie kapłani z wielkim zaangażowaniem o dokonaniach niejakiego Eitharta rozmawiali i jak owe czyny z woli samego Gorlama musiały być sprawione.

Nie znał wieku ani urodzenia, nie był też pewien Einhardt czy Eithart usłyszał, bo słuch mu już szwankował, więc aby nikogo nie urazić a pewności nabrać zapytał:

- Wyście Tan Eithart , co ze wschodnich krain jako bohater wrócili ? Z wysp co ino piaskiem i słońcem ugościć mogą, a przez skwar podróżować ino w nocy można ? Wyście to ów zacny kapłan Gorlama?
Ostatnio zmieniony 26 lutego 2017, 01:39 przez mastug, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 26 lutego 2017, 10:55

Spoiler!
Rzut na k100 - 80. Od. 7 67. Test nieudany.

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 26 lutego 2017, 19:26

Spoiler!
Rzut k100 - Odp. 7. 86/44 - porażka
Krople deszczu biczowały Siwiego kusznika po karku i nogach. Zbroja zaczęła sowicie przemakać, a woda wdzierała się nieubłaganie jak szeregi nieprzyjaciele, w coraz głębsze zakamarki penetrując suche skrawki odzienia gwardzisty.

Na szczęście jego katorga zakończyła się kiedy zobaczył jak rycerz wszedł do chatki. Nie doszły do jego uszu żadne wrzaski i gniewne spostrzeżenia, dzięki temu domniemywał, że rycerz zapomniał o wydarzeniach sprzed ostatniej godziny, bądź te wydarzenia były dla niego błahostką.

Owczarek skulony w prowizorycznej suszarni na drewno, skulił swe łapy i zarzucił majestatyczny ogon pod siebie.

- Moja praca tu skończona. Wyliżesz się. - Położył rękę na jego łbie i zwrócił kroki w kierunku chatki.

Po drodze zaglądnął jeszcze do konia i swojego Azora, aby podzielić się z nim kawałkiem mięsa, a koniu podał na dłoni dwie gruszki.

Stanął po dobrej chwili w progach chatki, chlupiąc głośno butami w których między palcami w onucach zebrała się już pokaźna ilość deszczu. Srogo zagrzmiało kiedy gwardzista w podskokach wyzuwał skórzane buty i wylewał ich zawartość przed próg chatki.

- Pokaźna burza się zbiera, znajdzie się jeszcze miejsce na mokre buty i strudzonego żołnierza?

Zaryzykowałby nawet zarzucenie swoich czterech liter obok rycerza jeżeli to byłby ostatni skrawek miejsca w tej małej, lecz "ciepłej" chacie.

Stojąc w progu, położył pod ścianą mokre buty, które stanowczo zaczęły zaznaczać swoje miejsce pchając niestrudzoną stróżkę wody w kierunku paleniska. Zabrał również swoją kusze i plecak z ganku chatki.

Wszytko do wysuszenia, skrzywił się bardzo na myśl rozwieszania całej zawartości plecaka, ale nic na to nie mógł poradzić, jeżeli chce uniknąć pleśni.

Choć deszcz zacinał, a mocarne uderzenia kropel łączyły się z uderzeniami piorunów Siwy nie bał się ich. Wiedział, że to dziwne ale jak to mówił jego dowódca ryzyko ma we krwi. Teraz jego umysł przepełniały inne myśli, nie chciał przeziębić ciała, miał jeszcze długa drogę przed sobą.

Zaczął rozpinać grube skórzane pasy zbroi czekając na na odpowiedź zgromadzonych.

Obserwował innych strudzonych podróżników siedzących już na pniach, kamieniach i deskach pod zadami, a jego oczy zatrzymały się na półorku.

- Mocno walnął ten koń, nic cię nie boli ? W polu bitwy takie rany wychodzą po czasie, krwotok wewnętrzny to najgorsze paskustwo przyjacielu!
Jestem! Chwilowo mam straszny młyn w prac ale dam radę!
Ostatnio zmieniony 26 lutego 2017, 20:54 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 26 lutego 2017, 20:53

- Jam jest El Eithart, gdzie mi do szlachty. - syknął do ślepca kapłan, bo gęba Tana Eidharta wcale mu się nie podobała. Znał on już takich błękitnokrwistych o wąskich, złych oczach. Takich co gotowi byli bizunami do kości kazać prać tylko dlatego, że mogli, a dobrym bogom się nie kłaniali. Już nawet gotów był pod gołym niebem spać, co zresztą stać się mogło nawet i wbrew jego woli, jeśli tylko rycerz zadecydowałby, że tłuszcza ma iść precz.
Spoiler!
56 - test nieudany na styk
Ostatnio zmieniony 26 lutego 2017, 22:00 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 26 lutego 2017, 22:50

Na wejście gwardzisty, rycerz zebrał się lekko w sobie a wyraz jego twarzy nie świadczył o niczym dobrym. Nim młodzian wstał, kupiec szybko się koło niego zakręcił i wcisnął w wielkie dłonie kolejną porcję pienistego.

- Ja bym rad był posłuchać waszej kolejnej opowieści ślepcze o tym całym szlachcicu co jak i ten zacny młodzian się zowie. Szykuje się na nie lichą przygodę. Bajajcie, no bajajcie. - powiedział krasnolud rzucając ukradkiem zlęknione spojrzenie Siwemu.

Rycerz opadł z wolna na swój kamień tracąc z wolna zainteresowanie gwardzistą. Zwrócił się całą mocarną sylwetką w stronę niewidomego starca koncentrując na nim całą uwagę i pociągnął z kubca solidny łyk. Siwy był jednak bardziej niż pewien, że w kwestii ich psów nie wszystko pomiędzy nimi wyjaśnione właściwie.

Tymczasem ślepiec podjął kolejne opowiadanie. Mówił długo i spokojnie. Reszta wpatrzona w ogień słuchała w zamyśleniu. Wieczór uciekał nie wiadomo kiedy. Panny straciły zainteresowanie wieczorem jako pierwsze i legły przytulone do siebie. Szum deszczu miarowo uderzał w szopę uspakajając się powoli. Nocne rozmowy jeszcze przez jakowyś trudny do odmierzenia czas trwały coraz cichszym brzmieniem. W końcu i one wycichły zupełnie. Niedługo po nich ustał także i deszcz. Jeno wiatr, chłodny, od morza idący tak łatwo się nie poddawał tej nocy. Ogień w palenisku przygasał choć nie dogasł zupełnie. Trzaskanie palonych drewien stało się wkrótce jedynym odgłosem dochodzącym z szopy, skrytej w jednej z najstarszych puszczy Orkusa Wielkiego.

Czas płynął.

Podkład muzyczny:

[youtube]https://youtu.be/IPQtJ2OQvr8 [/youtube]

Tej nocy, przez gęste pędzone wiatrem chmury widać było jeno dwa księżyce. Jednak nawet i te dwa wiecznie widoczne giganty zwane Goliat i Maliat zaczęły już powoli schodzić z nieboskłonu szykując się do oddania niebiańskiego władztwa kolejnej porze dnia.

Bolesny skowyt psa. Krótki, nagle urwany jednym silnym uderzeniem zadanym w mroku wietrznej nocy.

Powieki nie chcą się otworzyć. Jak by je kto zszył nicią wraz policzkami. Członki ciała słabe, nie chcą się ruszyć. Każda ręka ciężka jakby ważyła tyle co kamienny jaszczur albo i więcej. Głowa jak kamień. Półmrok i duszny czarny dym stojący u powały szopy*. Na tle słabych błysków ognia z paleniska do szopy wsuwają się cichcem dwie sylwetki. Zamarły przy wejściu jakby nasłuchując. Nie doczekawszy się jednak ruchu z wolna ruszyły ku palenisku pomiędzy pospałymi wędrowcami.

- Śpią... mówiłem ci przecie - szepnęła jedna z sylwetek po chwili wahania.

- I dobrze bo mało brakło, boś głupiś. - warknął drugi z cieni nabierając powoli kolorowych kształtów jednego z cyrkowców.

- Przecież słusznom porcjem zielam podrzucił...

- A ja mówię, za mało, bo mokre było. I zamknij się wreszcie bo ich pobudzisz. Wiesz co robić masz.

- Wiem, wiem... - powiedział głos zbliżając się do młodego rycerza. Przez chwilę obaj stali w milczeniu nad śpiącym. Potem jeden powoli wzniósł ramię w górę. W dłoni miał sztylet o szerokim drożonym w środku ostrzu. Był on ciemny jak noc i pokryty jakby wilgocią jakowąś biegnącą po zbroczu.

- Secie, prowadź me ramię... - nożownik wyszeptał krótka rytualną modlitwę szykując się do zadania śmiertelnego ciosu. Z wolna zaczął się pochylać nad śpiącym rycerzem by za chwilę móc uderzyć z precyzją kobry i takąż samą efektywnością.
Wszyscy z półprzymkniętych powiek widzicie mniej więcej tą samą scenę.

Czy do wtorku do 22:00 wystarczy wam czasu na deklaracje i wpisy? Milczenie oznacza zgodę.

* Ten dym to co-kars sor (mgliste ziele) wdychanie dymu ze spalanego ziela powoduje zapadanie w normalny sen, ew. spowalnia reakcje (społawia SZ). Wszyscy którzy nie rzucili na odporność podlegają efektowi spowolnienia SZ. Jesteście otępiali i przymroczeni proszę odegrać efekt w swoich postach opisujących dalsze działania postaci.
Poowdzenia! :/uklon
Jeszcze kwestia techniczna, wyznaczam czas w postach do kiedy można pisać, robię to dla dobra sesji, tzn. by utrzymać tempo fabuły ponieważ moim zdaniem to właśnie jest największy zabójca nastroju w PBF. Jednak jak ktoś chce coś napisać, a wie że się spóźni nie ma problemu poczekam, wystarczy napisać do mnie jedno zdanie na pw.

Proszę też o ocenianie moich postów. Nie chodzi bynajmniej o zbieranie znaczków przy profilu ale jak nie mam reakcji zwrotnej to nie wiem czy się podoba, czy nie. Potem powątpiewam w sposób jaki prowadzę itd. Łatwo znoszę krytykę, proszę się nie ograniczać w tym zakresie.
Ostatnio zmieniony 26 lutego 2017, 22:59 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

ODPOWIEDZ