PBF - Charleston by Night

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 18 lutego 2017, 15:51

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 12.08.1993, tuż po zmierzchu

Terry opadł na kolana pod ścianą, która przed chwilą przestawiła mu parę kości. Podpierając się jedną ręką, drugą próbował rozmasować wciąż bolącą od uścisku Mordercy krtań. Kiedy się odezwał, jego głos wciąż był zachrypnięty, a słowa potęgowały ból.

- Darth Namtarze, nie okłamałem cię. Oto Belshatzzar, tak jak powiedziałem - martwy. Zapłacił najwyższą cenę za swoje grzechy. - odchrząknął głośno i boleśnie. - Za to teraz może nam pomóc. Ma wiedzę na temat tego którego szukamy. Ma wiedzę na temat Czarnego Obłędu, który czai się w twoich żyłach, zasiany tam przez naszego przeciwnika. Był w laboratorium, może powiedzieć kogo jeszcze tam widział. Możemy użyć tej wiedzy.

Musiał odchrząknąć ponownie. Przeklęty psychopata prawie zmiażdżył mu krtań. Nie wstając z miejsca obserwował taniec Łowcy wokół swego mentora.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 18 lutego 2017, 22:31

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 12.08.1993, tuż po zmierzchu

Bernard ze stoickim spokojem wysłuchał Horacego, równocześnie analizując słowa Terrego w kontekście wybuchu Namtara. Z równie stocikim spokojem odpowiedział Nosferatu:

- Jesteś w ogromnym błędzie Horacy. Klan Łowców ogłośił oficjalnie zemstę na każdym kto był zamieszany w sprawy z labolatorium i zabije każdego bez względu na okolicznosci. Malkaviana nie chroni immunitet Kontraktu Artahasisa. Życie Terrego wisi na włosku.

Przejmował się tym, że w ogóle doszło do spięcia. Rozumiał honor Assamity. Morderca nie miał wyjścia. On i Malkavian zostali po mistrzowsku wplątani w konflikt. Bardzo źle świadczyło to o koterii. Nie byli skupieni wystarczająco na swoim zadaniu i pozwolili zmanipulować się tym, którzy źle im życzyli. Dla BJ'a było oczywistym, iż to prawnukowie Kaina poprzez powiązane przez siebie sługi doprowadzili do śmiertelnie niebezpiecznej sytuacji jakiej przyglądał się właśnie. Byłoby naiwnym sądzić, że jedynie Belshatzzar chodził na smyczy Przedpotopowców. Każdy był na takiej smyczy, dłuższej lub krótszej w taki czy inny sposób i grał w Jyhadzie jako pionek. I tylko fakt, że wróg trwał w torporze sprawiało, że koteria jeszcze chodziła po tym świecie. Ale próbowano torpedować działania koterii jak tylko się dało i zabijać na inne sposoby.

Cicho westchnął ubolewając, że członkowie koterii nie ufają sobie, choć powinni, gdyż tak zalecił im Red Wsidom. Oceniał, że z dużą dozą prawdopodobieństwa podejrzenia padną w pewnym momencie i na niego:

Wróg wykorzysta fakt, że stoję za ostateczną śmiercią Williama Harvey'a, a może, że jestem z linii krwi Gitmalu? Przy najbliższej okazji będę musiał uciąć jakiekolwiek spekulacje. A także przemówić do rozsądku koterii, by nie pozwolili się manipulować tak bardzo i wzięli do serc rady Czerwonego Mędrca.... -zanotował w pamięci.

Wtedy objawiła się manifestacja Belshatzzara, członka pierwszej koterii Króla. Bernard z ogromnym zainteresowaniem obserwował zjawę zapominając na chwilę o całęj dramatycznej grozie sytuacji:

To ektoplazma czy coś innego? Och sporo bym dał aby móc to zbadać... To musi być upiór... - Duch wprowadzał w nowy czynnik do zaistniałej sytuacji, co skrzętnie odnotował Wellington, po czym szepnął cicho:

- Fascynujące...
Ostatnio zmieniony 18 lutego 2017, 23:34 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 19 lutego 2017, 01:34

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 12.08.1993, tuż po zmierzchu

Horacy przyjął spokojną uwagę Brujaha.

- To niedobrze, a wręcz bardzo źle... - powiedział Horacy do Bernarda półszeptem i przyglądał się rozwojowi wypadków. Nosferatu postanowił zostawić tą kwestię do rozegrania Namtarowi. Uznał, że była to sprawa mocno osobista, a w tego typu kwestiach każdemu należało zostawić nieco swobody i przestrzeni. Zwłaszcza, jeśli dotyczy ona urazy względem zawodowego zabójcy, psychopaty i diabolisty w jednym...

Wyglądało na to, że jednak Terry postanowił zrobić przedgrę.

"...Zapłacił najwyższą cenę za swoje grzechy."

A jednak... nie wygląda na zmartwionego i knuje dalej swoje gry mimo śmierci. Albo czyjeś inne. Pulu chłopie miałeś mniej farta. Autokanibalizm nie jest dobrym pomysłem. Muszę zapamiętać. Boże, znowu sobie przypomniałem jak głodny jestem...

"...Ma wiedzę na temat Czarnego Obłędu..."

- Mam, nadzieję że nie pociągnie nas w jego odmęty jak Tremera, tylko sobie szczerze pogadamy. - powiedział półgębkiem do Bernarda. Z kieszeni wyjął kamień i trzymał w swobodnie puszczonej ręce tak, by duch mógł zobaczyć to świecidełko.
Ostatnio zmieniony 19 lutego 2017, 14:10 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 19 lutego 2017, 19:14

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 12.08.1993, tuż po zmierzchu

- Kalb haqeer* - warknął Łowca, okrążając powoli zjawę ze sztyletem w dłoni. - Myślisz, że udało ci się ujść przed naszą zemstą? Szkoda, że nie żyjesz, Ibin maabol! Yekhrib betak!** Miałem wobec ciebie wiele planów. Wciąż jednak mogę odesłać cię w Mrok!

- A więc taki los przygotowali dla mnie Bogowie? To czeka mnie, gdy sprzeciwię się woli która mnie pęta? - zapytała jedna z twarzy upiora.

- Zanim me ostrze rozedrze twą duszę, powiedz mi, kto jeszcze brał w tym udział? - syknął Namtar, okrążając postać widma, niczym gotujący się do skoku tygrys.

- Wymień tych, których znasz, a podam tych których pominąłeś - odpowiedziało ponuro drugie oblicze.

- Darklake, Ganil, Wolfan... Karlenz "Pielęgniarz"... Jakiś trzech gości z ochrony, nie znam ich imion. Nie pytałem, rozrywając im gardła... Później Asphodel i córka Darkleka Lacria... Posłaliśmy w ciemność wszystkie jej bękarty...

- Nie wymieniłeś Paula... - wyszeptała zjawa.

- Nie wiedzieliśmy o nim.

- Zgodę na eksperymenty wydał Brethilorn, który nigdy tam osobiście się nie zjawił - oznajmiło prawe oblicze Belshatzzara - Reszta nie stąpa już po ziemi.

- Ty jesteś szczególny, dlatego nic nie pamiętasz - odpowiedziała twarz po lewej. - Nie znając przeszłości nie znamy siebie. Tkwisz w szponach szaleństwa i tylko więzy krwi pozwalają ci istnieć. Amir nie wie, że został zmanipulowany.

- Toz!*** - warknął Morderca, zaciskając mocniej dłoń na rękojeści khanjar. - Nie wierzę w twe łgarstwa! Mój Mistrz wypełnia wolę Klanu. Kłamstwo, które wypluwasz z siebie nie jest w stanie go splamić! Bedak Tentak?**** Gdybyś żył wydarłbym ci twój plugawy język... A jeśli o mnie chodzi, nie musisz się martwić. Panuję nad Ciemnością w mych żyłach. Ona daje mi siłę... - wyszczerzył zęby w jednym ze swych firmowych uśmiechów psychopaty - Dobra, dość tego pieprzenia. Kim jest ten kundel, Brethilorn?

- Tak ci się wydaje, ale doskonale wiemy co się dzieje, gdy nie zabijesz - szepnęło lewe oblicze upiora. - Gdy piach przesypie się w klepsydrze, głód powraca i żadna krew nie jest w stanie ugasić twego pragnienia. Więc kto tu jest panem, a kto niewolnikiem? Czas jest twoim wrogiem. Czarny Obłęd oślepił cię, cieniu...

- Jesteś dla mnie przezroczysty i moc Tiamat nie pozwoli ci ukryć się przed mym wzrokiem - odezwała się druga z twarzy. - Moje oczy widzą w najgłębszym mroku. Wy nigdy nie doceniacie swoich wrogów, a potem liżecie rany przez następne setki lat pielęgnując jedyną rzecz jaką wam pozostawił stwórca - zemstę.

- Jeżeli się mylę, to co tutaj robisz? Dlaczego wysłano Shadowslayer'a, a nie typowego ochroniarza, który zna swój fach? - zapytało lewe oblicze. - Dlaczego to jest twoja pierwsza misja w tej roli? Nigdy wcześniej nie musiałeś przebywać i rozmawiać z innymi dziećmi Kaina. Dlaczego wysłali socjopatę, który nie zna zwyczajów Zachodu?

- Jesteś tutaj potrzebny i ktoś ma dla ciebie specjalną rolę na szachownicy - zaśmiała się druga z twarzy widma - Krew musi zostać przelania, nieprawdaż? Tylko tego chcesz, tylko tego pragniesz... Krwi.

Morderca milczał przez chwilę, najwyraźniej tocząc jakąś wewnętrzną walkę. Jego wargi rozchyliły się, ukazując morderczą biel kłów. Zaciśnięte na sztylecie palce pobielały, nie opuścił jednak broni. W końcu potrząsnął grzywą czarnych włosów i warknął:

- Twoje słowa są trucizną. Telhas ma tina'a!***** Udław się nimi! Wiem komu służę. Ścieżka daje oparcie w Prawdzie, którego nie znasz... Być może dla takich jak ty Ciemność jest klątwą, ale mi pozwoliła narodzić się. I stała się siłą, która pochłonie wasze iskry... Stworzyliście coś, czego nie jesteście w stanie kontrolować - roześmiał się w sposób, który trudno byłoby nazwać ludzkim. - In'a'al mayteen ehlak!****** Nie uda ci się mnie zwieść, psie. Tfoo ala wishak!******* Kryjesz się za słowami, bawisz się nimi...Lecz ja nie jestem słaby jak jeden z Kuffr. Znam Prawdę. Myślisz, że rozleję krew? Nie. Spiję każdą kroplę z dusz mych wrogów! I tego powinniście się lękać... A teraz skończ mnie zwodzić, bassas i mów: Kim jest Brethilorn? Muszę wiedzieć.

- Co dla innych jest trucizną, dla ciebie jest pokarmem - szepnęło lewe oblicze. - Spijaj ją z żądła skorpiona i głoś im, że są w błędzie. Rób tak jak ci nakazano i nie łam przysiąg. Trwaj na swej Ścieżce nie bacząc na wszystko. Bądź świadectwem Jyhadu, budzącym trwogę w sercach Starszych.

- Bądź mordercą marionetek, zabójcą niepotrzebnych pacynek. Strachem w ich martwych i pustych sercach. Tyle ci jest pisane. Każdy ma swoje miejsce, twój ruch - Stary Malkavian kontynuował.

- Przecież to wiesz - odparła prawa twarz widma. - Widziałeś już to imię. Wypisane czerwienią.

- Tak - szepnął Assamita, jakby dopiero teraz połączył pewne fakty. Przez chwilę milczał, a później roześmiał się w sposób, w którym szaleństwo mieszało się z triumfalnym warkotem bestii. - Tak, widziałem. Mektub.

- Powiedz mi jeszcze, czy Terry wiedział wcześniej o tym? - zapytał po chwili, powracając do swego śmiercionośnego rytmu, z którym okrążał rozmówcę, szukając najlepszej okazji do ataku. - I czy okłamał mnie, tak jak ty kłamiesz, kundlu?

- Terry powiedział ci wszystko co wiem i jak chyba rozumiesz, nie ma z tą sprawą nic wspólnego. - powiedziało jedno oblicze ducha.

- Z żalem patrzę na nasz los, nad którym obydwaj nie mamy kontroli. Jesteś tylko ostrzem w rękach Bogów - zaszeleściło drugie ze smutkiem.

- Kefaya!******** Ani te słowa, ani łzy, ni światło, które kryjesz w dłoni nie pomogą ci teraz - syknął Morderca. - Assam Alaykom!********

- Nie myliłem się. Pragniesz mnie zniszczyć. Mój czas już przeminął - załkało lewe oblicze.

- A więc Goniec bije Wieżę - odrzekła spokojnie druga z twarzy, spoglądając na wzniesione ostrze.
Nie trzeba wybitnej empatii, by zauważyć, że wasz ochroniarz, zachowuje się jak psychopata, któremu właśnie ostro odbiło i z trudnością utrzymuje się na krawędzi normalności. Obserwując go, macie wrażenie, że znajdujecie się w pomieszczeniu z dziką bestią. Budzi to w Was dreszcze.

Jeżeli ktoś będzie chciał wejść w interakcję z Namtarem, będzie to wymagało testu Odwagi na ST:8 Wymagane 3 sukcesy. Efekt utrzymuje się do końca sceny.
Mechanikę walki każdy może zobaczyć.
Spoiler!
I Runda
Inicjatywa:
Terry: 5 sukcesów
Namtar: 2 sukcesy
Belshatzzar: 2 sukcesy

Terry rzuca się przed Namtara by oddzielić go od Belshatzzara.
Namtar odpala Echa Nirvany 1 (koszt 1 PK) i wypada 0 sukcesów. Następnie odpala Akcelerację (koszt 1 PK) i bez problemu omija Terrego dopadając do Belshatzzara. Atakuje:
Trafienie aktywowaną wcześniej magiczną bronią (koszt 1 PK):
5 + 6 = 11 obrażeń.
Belshatzzar nie unika i otrzymuje cios, który przepoławia go na dwie części. Czarna krew tryska na stojących najbliżej, czyli Terrego i Namtara (jako MG uznaję, że pozostali trzymają się z daleka).
Po chwili czarna krew zmienia się w małe czerwie, które umierają i w kilkanaście sekund znikają. Postać Belshatzzara zaczyna gnić i także znika w kilkanaście sekund. W powietrzu unosi się zapach ozonu.
* arab. - Nikczemny psie.
** arab. - synu szaleńca (bardzo mocna obelga po arabsku)! Bądź przeklęty!
*** arab. - Idź do piekła!
**** arab. - Chcesz mieć naprawdę przejebane?
***** arab. - Wyliż je i nigdy się nie zmęcz!
****** arab. - Jesteś kurwa martwy!
******* arab. - Pluję ci w twarz!
******** arab. - Dość!
******** arab. - Śmierć z tobą!
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 19 lutego 2017, 19:16

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 12.08.1993, tuż po zmierzchu

- Nie! - krzyknął rozpaczliwie Terry, zrywając się z kolan. Strach o Mentora dodał mu sił, pozwalając mu na chwilę zapomnieć o bólu i sprawiając, że Malkavianin ze straceńczą odwagą rzucił się pomiędzy zjawę a Assamitę, próbując powstrzymać śmiercionośne ostrze.

Morderca jednak był już w ruchu. Bez wysiłku prześlizgnął się obok Świra, godząc sztyletem w serce Belshatzzara. Zakrzywiona klinga przecięła powietrze z nadludzką szybkością, trafiając zjawę prosto w pierś i rozrywając jej postać na dwoje. Bolesny krzyk Terrego zlał się w jedno z upiornym zawodzeniem widma.

Z rany trysnęła krew. Czarna, niczym przekleństwo. Jej krople spryskały jednako twarze zakonnika i zabójcy. Morderca wyszczerzył zęby patrząc na swoje dzieło:

- Shem et Duat!* - zaśmiał się, zlizując czerń z ostrza. - Twoja krew jest moją nagrodą!

Spojrzał przelotnie na pozostałych, a później na Terrego, wciąż wpatrzonego w miejsce, gdzie przed chwilą jeszcze znajdowała się postać Belshatzzara. Malkavianin poruszał bezgłośnie ustami, najwyraźniej chwilowo niezdolny do wypowiedzenia jakiegokolwiek słowa.

- Al'ama,** mogłem cię zabić - powiedział powoli Morderca, przekrzywiając lekko głowę. - Było blisko... 'afwan.*** Naprawdę. Myślałem, że chcesz mnie oszukać...

Terry spojrzał na niego z rozpaczą.

- Nie musiałeś tego robić... - szepnął. - Poza tym nigdy cię nie okłamałem...

Namtar potrząsnął głową, jak gdyby nie widział sensu kontynuowania tej dyskusji. Spojrzał z umiarkowanym zainteresowaniem na rozpełzające się po pokoju widmowe czerwie, w które zmieniły się poszarpane szczątki widma. Po czym schował sztylet.

- Muszę się przejść - zwrócił się bezpośrednio do Victorii. - Potrzebuję zebrać myśli i pomodlić się. Będę za godzinę - rzucił.

I wyszedł z pokoju.
Idę: zapolować, wziąć prysznic i pomodlić się. W tej właśnie kolejności. Później zrobię jakiś obchód domu i wrócę do reszty, jak się już uspokoję.
* arab. Wracaj do piekła!
** arab. Cholera
*** arab. Przepraszam
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 21 lutego 2017, 14:58

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 12.08.1993, tuż po zmierzchu

Scena jakiej był świadkiem poruszyła spokojną z reguły naturą Brujaha, przywołując szczątki niemal zapomnianych emocji: mieszaniny strachu, podniecenia. Bernard z otwartymi szerzej niż zwykle oczami starał się skupić wzrok na wychodzącym Namtarze i zdradzającym wizualne oznaki rozpaczy Terrym, ale czuł, że nie może zachować spokoju: nogi wręcz rwały się do ruchu, z trudem utrzymywał ręcę opuszczone wzdłuż ciała.

Bał się. Nie psychopatycznego zachowania Namtara. Nie śmierci, która zabrała starego Malkava. Cały strach ztunelował się na fali niemal zapomnianych uczuć jakie targnęły Wellingtonem. Zaczął nerwowo chodzić w kółko po salonie ignorując przez dziewiętnaście sekund wszystkich i dramatycznie próbując okiełznać cwałujący tabun chaotycznych myśli.

Tak jakbym dostał adrenalinowo - dopaminową dawkę stymulantów... U ssaków zidentyfikowano pięć receptorów dopaminowych od D1 do D5. Wszystkie z nich są receptorami metabotropowymi sprzężonymi z białkiem G, co oznacza, że działają poprzez system przekaźników drugorzędowych. Mógłbym zrobić taki koktajl...

SKUP SIĘ!

Prawdopodobieństwo, że Assamita plasuje się w przedziale trzydzieści dziewięć - czterdzieści w PCL-R według Hare'a wynosi wstępnie ponad siedemdziesiąt procent... Namtar nie mial wyjścia, manipulowano honorem Assamity, tak aby uczynił co uczynił. Gdyby zabił Terrego i potem wyszło na jaw, że braciszek nie był w nic zamieszany wtedy złamałby Kontrakt Czerwonego Mędrca... Adrenalina (epinefryna) - organiczny związek chemiczny, hormon zwierzęcy i neuroprzekaźnik katecholaminowy wytwarzany przez gruczoły dokrewne pochodzące z grzebienia nerwowego i wydzielany na zakończeniach włókien współczulnego układu nerwowego...

Słodki Boże...
- z nawyku wezwał w myślach Boga, w którego wierzył za życia: SKUP SIĘ WRESZCIE!

Takie sytuacje mogą się z dużą dozą prawdopodobieństwa powtórzyć. Namtar nie jest zwykłym Assamitą. Jedyne co trzyma tegoż wampira w pozorach normalności to honor. Zbyt łatwo nim manipulować i lepiej będzie dla całej koterii jak inni kainici nie będą z nim rozmawiać. To może skończyć się fatalnie. Ciekaw, kto podsunął Assamicie trop Belshtzzara?

PRZESTAŃ TAK CHODZIĆ, USPOKÓJ SIĘ!

Zatrzymał się w końcu, na środku pokoju, nawet nie zwracając uwagi co robią inni. Złożył dłonie w medytacyjnym geście i przez jedenaście i pół sekundy doprowadzał się do wewnętrznego spokoju. Wiedział, już co będzie musiał powiedzieć koterii i co spytać.

Głosem wyzbytym z emocji, cienia współczucia lub zrozumienia zapytał, tak jakby nie stało się kompletnie nic:

- Czy byłbyś łaskaw wyjaśnić czymże jest Czarny Obłęd Bracie Terry?
Miałem zaczekać aż się inni popiszą w temacie, ale skoro nic się nie dzieje, to wrzucam posta.

Brujah przeżył wstrząs, jakiego dawno nie zaznał. Takiego natężenia uczuć pewnie nie miał od dziesięcioleci, stąd takie zachowanie. Jest tak wstrząśnięty, że nie bardzo dostrzega rozpacz Terrego i zdaje sobie sprawę, że powinien mu współczuć, dlatego BJ zapewne odezwie się z pytaniem do Terrego w najmniej odpowiednim momencie - około 30 sekund po wyjściu Namtara.

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 22 lutego 2017, 02:21

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 12.08.1993, tuż po zmierzchu

Viktoria z cichym przerażeniem, obserwowała sytuację, która rozwijała się z szybkością błyskawicy. Niemal zapomniała o nagłym zniknięciu Darshana i cała uwaga jej przeniosła się na Terrego i Namtara. Miała wprawdzie w myślach kilka rzeczy, które mogła by im powiedzieć, mając nadzieje, że nie zaostrzy to sytuacji. Obłęd w oczach Namtara jednak skutecznie powstrzymał ją od tego. Dopiero gdy wyszedł, zdołała pozbierać myśli i odczuć jak opuszcza ją poczucie strachu i napięcia, wywołane przez tego nieobliczalnego psychopatę. Do tej pory chyba naprawdę nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo nieobliczalną i irracjonalną jednostką jest ich ochroniarz, gdy doprowadzi się go do krawędzi. A jednak wciąż potrafi powstrzymać swoje szaleństwo, silną wolą i wiarą w swoją ścieżkę.... fascynujące.

Rozejrzała się po koterii i ich pełnych przerażenia, strachu lub niepokoju obliczach. Wyszła na środek pośród nich i zaczęła spokojnym głosem, próbując opanować także swoje emocje.

- Myślę, że mieliśmy przed chwilą mistrzowski pokaz tańca marionetek, ciągniętych za sznurki przez najstarszych... Fakt, że w jednej koterii jest Namtar i Terry z całą ich przeszłością i konotacjami na pewno nie jest przypadkiem. Trochę przeraża mnie myśli, że Red musiał o tym wiedzieć... a może to był sposób wyzwolenia dla Belshatzzara? Przyjacielska przysługa?

- Nie mniej jednak politycznie nasz ochroniarz jest najsłabszym z nas. Tak łatwo daje się manipulować... czego przykład mieliśmy przed chwilą. Doskonałe narzędzie, gdy je dobrze pokierować. Musimy pomyśleć jak odseparować go od wpływów innych wampirów, szczególnie starszych, tak żeby tego specjalnie nie poczuł. Jego zakres obowiązków obejmuje tylko naszą ochronę i chyba wtedy też, gdy walczy, jest najbardziej zadowolony... Wiec postarajmy się by nigdy nie musiał z nikim rozmawiać, a na pewno nie przed nami... choć muszę przyznać, że nie raz jego wypowiedzi są pełne mądrości, mimo swojego szaleństwa... Ale może je zostawić dla nas, w bezpiecznym otoczeniu. To chyba oszczędzi mu też sporo stresu... może wtedy będzie mnie pobudliwy... należy o tym pamiętać jeżeli dalej mamy się trzymać razem w dobrych stosunkach... tak myślę. Nie wiem jakie historię kryje jego przeszłość ale musiały mieć na niego niesamowity, podświadomy wpływ. I myślę, że sytuację jak ta przed chwilą to nie jego wina... że ktoś po prostu posługuje się jego rękami. Malkavianin powiedział, że wszystko co robi to polecenia od kogoś za nim... wierzę, że to właśnie on wzniecił tą sytuację by doprowadzić Assamitę do jakiejś ostateczności... może z nadzieją, że zabije któregoś z nas?

- Myślę, że scena przed chwilą wstrząsnęła wami tak samo, jak i mną. Dlatego chciałabym ją z wami przedyskutować, jako koteria. Co myliście o tym co powiedziałam przed chwilą. Jak możemy wzmocnić nasze relacje by nie dopuszczać do wewnętrznych manipulacji? Zaczynam się obawiać, że nie tylko Terry i Namtar są połączeni wspólnymi zaprzeszłościami. Myślę, że nie długo okaże się że reszta z nas będzie miała podobne konfrontacje... Nie koniecznie z Assamitą ale ze sobą nawzajem. Zapewne przez czyjeś manipulacje odkryjemy nasze sekrety. Albo ważne dla nas sytuacje z przeszłości, które nie wiążemy teraz ze sobą... ale mogą okazać się problemem później...

- Musimy o tym poważnie pomyśleć i teraz jest na to czas... szczególnie, że Namtara nie będzie w pobliżu. Możemy porozmawiać bez błysku ostrzy i napadów agresji... Proszę, mówcie... chce by każdy poczuł się trochę lepiej po tej stresującej nas wszystkich scenie i powiedział, co mu leży na sercu i jak możemy to naprawić... By wtedy, gdy ktoś będzie chciał użyć naszych animozji, by wzniecić konflikt, był to próżny trud! Co myślicie? - rozejrzała się po wszystkich wyczekująco, obserwując dokładnie ich emocje i aury by wiedzieć w jakim są dokładnie stanie. Potrzebowała tej wiedzy i analizy teraz... Musiała ich jakoś wszystkich zbliżyć i rozładować emocjonalnie, by koteria mogła dalej istnieć. Silniejsza
obserwuje aury z auspexa i emocje z empatii chce wiedzieć ile się da o stanie i emocjach każdego z obecnych.

Proszę też o odpowiedni test Autorytetu, by skupić uwagę koterii na problemach, o których mówiłam i przekonać ich, że należy się nimi zająć.

OD MG:
Test Autorytetu Victorii ST:6 = 7 sukcesów. Wszyscy zebrani są całkowicie skupieni na słowach Lasombry i wszystko co ona mówi wydaje się wam w 100% sensowne. Jej charyzma jest porażająca i robi na was wrażenie! Nikt z was nie jest w stanie wejść w słowo Victorii. Proszę o wczucie się w sytuację w kolejnych postach.
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 22 lutego 2017, 09:27

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 12.08.1993, tuż po zmierzchu

Strach pomieszany z jeszcze jednym uczuciem. Tyle można było powiedzieć o odczuciach Horacego kiedy wszystko się działo. Oto powiew śmierci z nocy w Elizjum powrócił by straszyć i tej nocy. Błysk ostrza. Jeden płynny ruch i kolejny wampir zasilił koło tańczących taniec śmierci, jak Gorgon, jak inni...

Mane, tekel, fares* pomyślał i westchnął.

Horacy nawet nie drgnął kiedy Namtar opuszczał pomieszczenie. Zdawał sobie sprawę, że w tym stanie najlepiej mu nie przeszkadzać. Owszem Szczur jeszcze chwilę temu był ciekawy co też powie ten czcigodny, dwukrotnie martwy wariat, zamieszkujący głowę innego nienormalnego. Ale zimne ostrze bardzo szybko zakończyło dialog. A strach sparaliżował ruchy.

- Czy byłbyś łaskaw wyjaśnić czymże jest Czarny Obłęd Terry? - zapytał BJ.

Horacy spojrzał na BJ jak ojciec, który gasi nietakt syna wzrokiem.

Oczekiwałem więcej po dżentelmenie...

Potem kilkoma krokami zbliżył się do Terego, który nie wstał jeszcze z podłogi. Horacego to szczególnie nie dziwiło. Nie wiadomo jak długo wędrował ze swoim mentorem. Nie wiadomo było jak bardzo był z nim związany. A na pewno bardzo skoro własną piersią starał się zasłonić ducha.

- Jak się czujesz? Czy mogę ci jakoś pomóc? - zapytał ojczulka szczerze zatroskany Horacy.

Przez chwilę Terry milczał. Nie wstał z podłogi, zmienił tylko nieco pozycję do klęczącej.

- Dziękuje ci za troskę. Jeśli to nie problem, zostawcie mnie samego, chciałbym się za niego pomodlić.

Horacy skinął głową na znak, że zrozumiał.

- Wiesz... Podobno śmierć wśród mnichów obchodzona jest jak wesele. Każdy się cieszy, że w końcu brat mógł odejść do domu Pana. Więc... nie przejmuj się może zbytnio, tam gdzie odszedł było gotowe miejsce dla niego i choć teraz czujesz pustkę to taka jest naturalna kolej rzeczy. Tylko my wampiry stanowimy brzydką i nienaturalną frazę w podobno doskonale ułożonym planie. Smuć się nad sobą Terry, nie nad nim...

Horacyy chciał jeszcze dodać słowo czy dwa albo położyć rękę na ramieniu Terrego ku pokrzepieniu ale przyłapał się, że się brzydzi. Bał się. Czarnego Obłędu jaki podejrzewał, że wdarł się w serca obydwu dotkniętych robactwem. Ale czy się wdarł? Czy już tam był, płynąc w żyłach obu szaleńców, oto było pytanie.

Ciszę przerwała Victoria. Horacy wysłuchał do końca co miała do powiedzenia.

- Viktorio... - zaczął powoli - wiem że temat jest ważny ale chyba potrzebujemy trochę ochłonąć nim porozmawiamy na ten temat. Nie każdy ma taką kontrole nad sobą jak ty. Zwłaszcza gdy głód jest blisko. Wykorzystajmy ten czas by się przekazać wiedzę BJ-jowi a Terry poświęci się modlitwie. Ja jeśli pozwolisz oddale się by się pożywić. Kiedy bestia jest blisko nie myślę klarownie. Wrócę i porozmawiamy na spokojnie w sanktuarium. Jest o czym, straciliśmy przecież także członka koterii... - głos Horacego tracił pewność i słabl coraz bardziej w miarę jak patrzyl na reakcję Lasombra.

* "policzono, zważono, rozdzielono" a konkretnie do tego nawiązuję https://pl.wikipedia.org/wiki/Uczta_Bal ... embrandta)
Spoiler!
Jeśli się Victoria nie sprzeciwi śmigam na niewidzialności by się pożywić ale wcześniej przelatuję przez kuchnie, gdzie leżała zapomniana przez wszystkich księga i ją zawijam pod pachę.
Ostatnio zmieniony 23 lutego 2017, 07:47 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 24 lutego 2017, 14:31

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Czarna Rozpacz brata Terry'ego, 12.08.1993, ciut po zmierzchu,

Przez szkarłat łez wpatrywał się w puste miejsce, gdzie jeszcze parę chwil temu objawił im się Belshatzaar. W jego głowie kołatało się milion myśli, każda w rytm własnego tańca, a głośny tupot ich stóp nie pozwalał mu się skupić. Długie sekundy przelewały się obok a Terry trwał w bezruchu, bez zrozumienia czy nadziei.

Belshatzaar zniknął, wraz z nim zaś wiedza odnośnie ich przeciwnika. Oraz Czarnego Obłędu, o który gdzieś w tle zapytał go Bernard, a który płynął w żyłach ich ochroniarza... O tak, pamiętał tę chwilę, kiedy został powiernikiem szklanego oka. Darth Namtar musiał uciec, by ich nie skrzywdzić. Ale co będzie jeśli podobna rzecz się stanie w mniej dogodnej chwili? co jeśli Szaleństwo Mordercy weźmie nad nim górę? Im dłużej analizował słowa, którymi Belshatzaar zwrócił się do Assamity, tym bardziej realna była to wizja. Wszak komuś bardzo mocno zależało by to właśnie Czarny Obłęd stanowił Łowcę z koterii Reda.

Drgnął delikatnie gdy usłyszał pytanie Nosferatu. Nie chciał na nie odpowiadać, tak jak nie raczył zaszczycić odpowiedzią poprzedniego. Poznał jednak troskę w głosie Horacego i to właśnie zmusiło go do odpowiedzi. Podziękował zatem i poprosił by dali mu spokój.

Nie dali. Mroczna Pani uznała, że kwestia którą postanowiła poruszyć, nie może poczekać.

I miała wiele racji. Wszystko co powiedziała miało sens i nie mijało się z prawdą. Mało tego, wydawało się idealnym rozwiązaniem. Analizując radosne poczynania ich mało opanowanego ochroniarza, który na domiar złego jawił się Mrocznym Jedi, szybko można było zauważyć, ilu wewnętrznych sporów można by było uniknąć stosując zaproponowaną przez nią taktykę.

Nie wiedział czemu, ale nie mógł przestać się na nią patrzeć. Bił od niej majestat, jakiego nigdy wcześniej nie widział. Jej blada skóra lśniła bielą, na tle czarnych jak noc włosów. Poruszała się z nieziemską gracją, a jej oblicze choć łagodne było zarazem stanowcze i nieomylne. Mroczna Pani. Czarna Victoria. Niczym Czarna Madonna.

I Horacy, który odezwał się do tego ziemskiego uosobienia Najświętszej Panienki, a którego słabnący głos zdradził więcej pokory niż jego słowa.

Więc kiedy zwrócił się do niej, słowa dobierał ostrożnie. Jakby bał się, że sama barwa jego głosu w czymś może jej uchybić.

- Z dawna już nie słyszałem słów tak trafnych i mądrością przepełnionych. Nie mogę powiedzieć nic poza pochwałą twej niezwykłej wnikliwości i zaradności zarazem. I tak, również uważam, że sprawa to nagła i najwyższej wagi i w tej właśnie chwili powinniśmy poświęcić jej nieco czasu. - oznajmił tonem poważnym i podniosłym, a przynajmniej taki starał się im nadać. Zawahał się lekko nim dodał do tego wymyślnego wstępu swoje "ale".

- Ale Belshatzaar... Towarzyszył mi od kiedy pamiętam. Wiele razy mi pomógł i wiele razy mnie ocalił. Proszę, pozwólcie mi się z nim pożegnać...
Ostatnio zmieniony 24 lutego 2017, 15:16 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 26 lutego 2017, 22:22

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 12.08.1993, tuż po zmierzchu

Był trochę zdziwiony, że Terry ziignorował jego zdawałoby proste pytanie. Musiał mieć powód dla którego nie chciał dzielić się z koterią klanową wiedzą. Jeszcze bardziej zdziwiło go karcące spojrzenie Nosferatu. Zadał pytanie bezpośrednio związane z wydarzeniami z przeszłości i z pewnością powiązane z koterią Artahasisa. Czyżby dotknął jakiegoś tematu tabu, o czym nie wiedział? Potem Horacy zaoferował pomoc Malkavianowi, zapewne licząc na przysługę, co w takiej chwili nawet dla Bernarda zakrawało na obłudną, makiaweliczną grę.

Przecież dopiero zginął jego mentor, a Horacy będzie kupczyć przysługami. Cóż za niewychowanie

Przez ułamek sekundy rozważał czy i jego pytanie było nie na miejscu, ale logicznie uznał, że nie uczynił niczego co mogłoby urazić Terrego. Potem zaczęła przemawiać Lasombra i BJ nie śmiał robić niczego innego poza przytakiwaniem jej w myślach. Całkowicie zgadzał się ze słowami Victorii. Powiedziała dokładnie to co sam uważał i miał zamiar powiedzieć głośno, jeśli tylko nie powiedziałaby tego Victoria. Nie było jednak wiele do dodania.

- Sugeruję udanie się do sanktuarium. Wspomnieliście iż oczekujecie rychłej wizyty Goratrixa, zatem szkoda marnotrawić czasu tutaj jeśli mamy go pod dostatkiem w sanktuarium i będziemy mogli tam rozmawiać spokojnie.

To rzekłwszy pokazał dłonią kierunek w którym leżało miejsce poza rzeczywistością.
Przed wejciem do Sanktuarium będę musiał oddać PK, żeby się "zgrać". Nie wiem kto chce zacząć konwersacje w Sanktuarium, ale BJ nie poczuwa się do niczego innego jak co najwyżej do prośby o dokładne opowiedzenie co działo się dotychczas, a potem będzie mógł się ustosunkować i powiedzieć parę rzeczy o sobie. No chyba, że zostanie najpierw zapytany.
Ostatnio zmieniony 26 lutego 2017, 22:46 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 28 lutego 2017, 22:50

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 12.08.1993, tuż po zmierzchu

Wiktoria wysłuchała Horacego, Terrego, Bernarda... Nie chciała tracić czasu. Tak jak wspomniał BJ, Goratrix mógł być tu w każdej chwili. Nie chciała jednak pogarszać nastrojów członków koterii... Terry właśnie stracił swojego mentora... Wiedziała jak to boli, sama przecierpiała wiele nocy gdy straciła swojego ojca, który także był jej nauczycielem,.. Nie miała więc czelności odbierać Terremu momentu pożegnania ze swoim. Głodny, marudzący Horacy też na niewiele się im zda.

- Dobrze więc - powiedziała wzdychając ciężko, wciąż ważąc za i przeciw - Macie obaj 30 minut. - spojrzała się przyzwalającą na Szczura i Świra - Rozumiem twój ból Terry, jako że mój ojciec był również moim mentorem, za równo za życia jak i w tej wiecznej udręce. Został mi brutalnie odebrany i musiałam się patrzeć na jego ostateczną śmierć. Za pół godziny jednak wiedzę was w Sanktuarium. - powiedziała stanowczo.

- W tym czasie Bernardzie, zajmę się tobą i twoimi pytaniami - uśmiechnęła się słodko i delikatnie w jego stronę, podchodząc i ujmując jego wskazującą sanktuarium rękę pod pachę - Jeśli Pozwolisz, że udamy się teraz razem do Sanktuarium, czekając na resztę... Nie będę się mieszać w wiedzę o tajemnicach Klanu Księżyca, o którą zapytałeś... z tym poczekamy na Terrego, gdy dojdzie już do siebie... tym czasem dodam do tego co już powiedziałam, że....
jak rozumiem zbliżamy się do sanktuarium po wstępnym rytuale pierwszego wejścia BJ do sanktuarium w środku opowiadam mu wszystko co wiem ja i co do tej pory odkryliśmy razem. Nic nie ukrywam i nie zmieniam żadnych faktów.
Ostatnio zmieniony 02 marca 2017, 11:16 przez Zin-Carla, łącznie zmieniany 1 raz.
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 02 marca 2017, 12:43

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 12.08.1993, około pół godziny po zmierzchu.

Horacy powrócił tak nagle jak wyszedł. Wchodząc rozejrzał się po pomieszczeniu upewniając się kto już jest w środku. Jego ruchy i sylwetka była znacznie mniej nerwowa. Ciało miał lekko rozgrzane ciepłą vitae, która jeszcze chwilę temu spożywał*.
Podszedł do Kreta, który skończył już rysować podziemia. Przyjrzał się więc rysunkowi trzymanymi w rękach. Zbliżył kartkę, po czym znów ją oddalił.

Nie wiele z tego rozumiem. Szczerze mówiąc nic.

- Będziesz mi musiał słownie zrobić do tego legendę i pokazać ze dwa sposoby na dotarcie tam gdzie chcę. Czyli na samo dno. Ale to za chwilę, teraz odpocznij sobie przyjacielu.

Złożył kartkę na dwa razy i włożył ją do plastikowej torebki, takiej w jakiej dealerzy trzymali towar rozprowadzany na ulicy. Tyle że ta torba był znacznie większa i były już w niej różności.

Rozejrzał się po pozostałych i nie pewnie zaczął, bo tak przystało na najbardziej niewyparzoną gębę w koterii. Ostatnio odczuł, że jest prawdziwym liderem w tym zakresie, co nie napawało go jednak dumą.

- Ekhem... dzięki, że pozwoliliście mi się pożywić. To zawsze pozwala trzeźwiej myśleć. A teraz jest nam to bardzo potrzebne. Po pierwsze muszę powiedzieć wam o szoku jakiego doznałem wychodząc. Nie wiem czy ktoś z was wpadł na pomysł by wyjrzeć przez zazdrostkę ale moje miasto wróciło. Znaczy jego mieszkańcy. Wszyscy. Nie wiem co się stało ale pełno jest wszędzie policji i śmieciarek z logiem firmy "Trash Out" z Columbus. Właścicielem tej firmy jest Evander Killian z klanu Nosferatu, książę Columbus. Podejrzanie dużo tych jego pracowników. Ale do rzeczy, Namtar...

podrapał się po czole.

-Wiedziałem, że to będzie problem. Od początku wiedziałem. Jest jak granat bez zawleczki. Nikt go nie kontroluje, że się powtórzę. Myślę, że nie tyle problemem jest on co brak przepływu informacji pomiędzy nami. Zobaczcie jak pięknie sypiemy się z informacji jakimi nie powinniśmy przed wrogami. Czy nie można tej samej uprzejmości uczynić wewnątrz koterii, pytam się? Hę? Gdy nasz Ojczulek powiedział nam o tym co się ma stać, to myślę że moglibyśmy coś zmienić by stało się tak jak chcemy a nie... Nie uważam, że należało ufać Belshatzaarowi ale mogliśmy mieć wybór, a go nie mieliśmy. Może ktoś zaprogramował autodestrukcję w jego umyśle, kwestia wyboru jednak nie istniała... Szkoda, że nie powiedziałeś Terry o tym co się ma zdarzyć. Nie mogłeś lub nie chciałeś, teraz to już nie ważne. Tak czy siak uważam, że kwestia szczerości między członkami koterii jest zasadnicza. Już mówiłem o tym zeszłej nocy i nie ma sensu się powtarzać. Była to noc konstruktywnych myśli. Myślę zatem, że nie powinniśmy mieć tajemnic wobec siebie. To pierwszy zasadniczy krok by zbudować skrajne zaufanie względem pozostałych. Jest to rzecz bardzo trudna, to jakby stanąć nago przed pozostałymi. Zgadzamy się? - Szczur rozejrzał się po pozostałych bacznie czytając po kolei ich aury - I jak myślicie, że wiecie jakiego rodzaju to uczucie... zawłaszcza dla Nosferatu, to powiem wam że gówno wiecie i się wam tylko zdaje. - Skończył pochmurnym tonem jakby zbliżało się coś nieuniknionego, coś czego bardzo nie lubi.
Spoiler!
A gdzie mój teścik na pozyskanie pk?
Powracając do sanktuarium zawijam księgę po Drashanie jeśli nikt jej nie zabrał. Jeśli zabrał pytam ducha kto.

"Nie mogłeś lub nie chciałeś, teraz to już nie ważne." Czytam mu aurę.
Spoiler!
OD MG dla Suriela[/b]]Jesteś odżywiony w pełni. Maksymalna ilość PK, jaką możesz mieć. Są zwierzęta oraz całe rodziny ludzi na tym osiedlu.

Księgi nie ma. Nie wiesz co się z nią stało.

Po spotkaniu z Mentorem Terrego czujesz, że jest obecny, ale nie odpowiada. Masz wysoką Nadwrażliwość, więc powiem Ci, że Strażnik teraz zaczyna przypominać sobie jakieś wydarzenia z przeszłości. Jest pogrążony w głębokiej medytacji. Możesz próbować mu przerwać ten stan, ale nie wydaje ci się by to było dobre rozwiązanie.

Czytanie Aury ST:8 = 4 sukcesy. Wokół Terrego zapada się rzeczywistość, a forma zaczyna przybierać rożne kształty. Jego aura jest w wszystkich kolorach tęczy, a jej siła jest podobna do tej jakie mają Wilkołaki. Jesteś w szoku, bo bije od niego oszałamiająca moc, która działa po za światem materialnym. Oczywiście bez Nadwrażliwości 5 byś tego nie dostrzegł.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 03 marca 2017, 22:20

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sala Rytualna; 12.08.1993, tuż po zmierzchu

Bernard słuchał opowieści Victorii bardzo uważnie. Sprawiał wrażenie strasznego słuchacza kompletnie nie nawiązując kontaktu wzrokowego i jedynie z rzadka dając niewerbalne znaki, że słucha. Choć stał bez ruchu, ślepo wpatrzony w ścianę, to całą swoją uwagą chłonął słowa Lasombry i analizował każdy fakt, pozornie nawet najmniej istotny. Nie potrafił powiedzieć, co jest częścią dezinformacji, a co jest naprawdę istotne, ale niektóre zdarzenia łączył z tym co sam wiedział, lub co zostało mu przekazane. Wielką mądrością wykazał się Artahasis karząc ufać tylko sobie. Był pewien, że wybierając członków koterii, Czerwony Medrzęc był całkowicie, stuprocentowo przekonany, że Victoria, Horacy, Namtar, Terry i okryci hańbą Ravnosi byli spoza układu, który przesuwał pionami po szachownicy.

Niemniej każda interakcja w jaką wchodzili, mogła być manipulacją kogoś bardzo starego i bardzo potężnego. Kogoś, kto potrafił do swych celów użyć Magów Technokracji, kogoś kto miał na usługach legiony Upiorów dowodzone przez Lordów Śmierci. Kogoś dla kogo sekty Camarilli, czy Sabatu były tylko pustymi sloganami. Jednego był niemal pewien, Artahasis stworzył Koterię by stawiła czoła komuś z przed biblijnego Potopu. Tylko ktoś trzeciej generacji, mógł stowrzyć nieskończoną sieć Dominacji, wpływów. Lecz mógł to być także potężny demon. Niektóre z tych bytów potrafiły manipulować wszystkimi istotami nadnaturalnymi Wszystko wskazywało, że ów byt był w letargu, bo nie było ewidencji bezpośredniego zaangażowania i był pewien, że koteria zostałaby już starta z powierzchni ziemi. Ilu z nich i czy on sam zdoła wyjść z tego cało? Jesli członkowie Pierwszej Koterii oszaleli tylko na wieść o czym przeciw czemu mieli stanąć? Może też mieli stanąć naprzeciw czegoś straszniejszego niż wszechmocni Kainici? Ogromne zadanie postawił przed nim Gitmalu. Ale jego obowiązkiem było zrobić wszystko aby spełnić wolę przodka, w imię swej Linii i wszystkiego co reprezentował.

Brał każdą możliwość pod uwagę, nawet taką, że Arthahasis pomimo wszyskich znaków, tylko upozorował swoją śmierć. Konkluzja jednak prowadziła do jednego. Wedle informacji jakie przekazała mu Viktoria nie mieli wiele czasu. Okolicy być może groziła katastrofa na skalę kosmiczną, a dziewięćdziesiąt jeden dni dla nieumarłych były mgnieniem oka. Do Sanktuarium wrócili już Nosferatu i Malkavian. Brakowało Namtara, ale to dobrze się składało, bo pomimo całego cienia sympatii jaki czuł do Assamity, wolał aby go przy tej rozmowie nie było. To co mówiono mogło by być obrazą dla jego honoru.

- Opinię o Namtarze wyjęłaś mi z ust - skłonił się Victorii Bernard po czym podziękował za opowieść. Potem przeszedł do prezentacji własnych wniosków:

- Mamy około 2184 godziny do uderzenia asteroidy, jeśli informacja Technokracji, przekazana przez kruka jest prawdziwa. Zważywszy, że Corax działał z polecenia Czerwonego Mędrca, to biorę to za sprawdzony fakt. To niewiele czasu w skali Nieśmiertelnych. Sugeruję podjąć następujące środki dla zmaksymalizowania szans na powodzenie zadania. Spędzać każdą możliwą chwilę w Sanktuarium, gdzie czas płynie dziesięciokrotnie wolniej. Nawet przy założeniu, że będzie to godzina każdej nocy, to w skali 91 dni zyskamy 910 godzin zyskując niemal 30% czasu. Sugeruję też skupić się na krukach, ograniczając interakcję z innymi do niezbędnego minimum, tym bardziej, że nie wiadomo komu można zaufać.

- Niedawno zawiązana znajomość z Goratrixem jest bardzo niebezpieczna, tym bardziej, że ten Sabatnik jest bardzo groźny i szczerze powątpiewam w jego intencje. Pamiętajmy też, że on też może być ogniwem w łańcuchu Dominacji i jego zadaniem może być zdobycie cienia zaufania, aby potem Wróg mógł to wykorzystać.

- Fratrze Terry, byłbyś tak łaskaw i przekazał mi spisaną treść przepowiedni o której wspomniała Victoria?

Brujah wziął w dłoń kartkę Malkaviana i zaczął powoli czytać na głos. Potrzebował treści przepowiedni aby zweryfikować pałętające mu się po głowie teorie. Po raz pierwszy można było wyczytać z cokolwiek z głosu Bernarda. Wampir recytował wprawnie modulując głos i akcentując:

- Nie ma tego co się stało, powiadam ci. Wszystko skończyło się zaraz na początku,
Ten obraz jest czarny jak Słońce, które schowa swą twarz nie mogąc patrzeć na to co w dole.

Gdy jestem sam, Krew spada na mnie niczym skała, która runęła do morza tworząc przedziwne fale.
Nie mogę was uzdrowić, dzieci moje
To wasz czas i miejsce Przeznaczenia.

Zanim pomyślisz spójrz:
...
Byłem na początku i omijam koniec. Gdzież jestem?
...
Słuchaj:
Nadejdzie dzień bez dnia, którego pomylić nie sposób.
Nawet sam Hypnos nie będzie miał władzy na przeklętej ziemi.
Silni staną się słabi, a chaos zamieszka w domu i sercach przeklętych.


- Ostatni fragment jest całkowicie zrozumiały w świetle ostatnich godzin...

Ziemia odwróci się od wszystkich, gdy zabraknie Bogów ludzkości.
Ukryty w jej wnętrzu sekret zepsucia ożyje ponownie, karmiąc słodką trucizną tych, co słuchać będą.
Powstaną ci którzy czekali w cieniach przez tysiące lat, dając świadectwo końca.
Wszystko co było jest kłamstwem. Nie wierzcie w to co widzicie, bo staniecie się ślepcami.
Patrzcie tam, gdzie nikt nie odważy się spojrzeć.


Kainita zrobił wymowną pauzę. Jego głos równocześnie wrócił do pozbawionego emocji brzmienia:

- Tam spoglądała pierwsza koteria... Bardziej martwią mne poprzednie wersy, które mogą sugerować nawet Gehennę, ale istnieje też wytłumaczenie, że może chodzić jedynie o wzmożoną aktywność Przedpotopowców. - stwierdził wampir po czym znów zaczął recytować:

- Po ciemności nadejdzie czerwona noc bez gwiazd i nadziei. Ostatnia noc na ziemi zbudzi poległych.
Krew stanie się rzeką, która przepłynie przez arterie miedzy wielkimi domami.
Nie będzie zbawienia dla synów Kaina.
Oni będą służyć Demonom, nie wiedząc o ich obecności.
Strzeżcie się gniewu tych, którzy zostali wygnani
Strzeżcie się szału tych, którzy zostali opuszczeni
Strzeżcie się tych, którzy zostali potrójnie Przeklęci
Dziewięć razy i jeszcze dziewięć razy czekali
Ukryci w ciemnościach pielęgnując nienawiść.


- Wedle informacji jakie mam, to może zwiastun wspomnianej przez Technokrację asteroidy, tak zakładam na tę chwilę. Potem następuje ostrzeżenie dla koterii Artahasisa, aby strzec się istot nadnaturalnych, tym samym potwierdzając słowa mego dziada aby nie ufać nikomu. Koteria ma zdecydowanie więcej wrogów niż przyjaciół.

- Przeklęta Krew oszukała każdego z Trzynastu Potomków, gdy spoglądał w serce Malfeas Dziedzina Żmija.
Nawet stary Król nie pokonał zła, a wszakże wsparł go miecz Mitry, czyli Mithras
Pozostawili zepsuty korzeń w ziemi pod Korozain.
Powiedziano, że Zbawiciel tylko raz spęta słowem swoim Upadłego


- Chodzi tu oczywiście o legendarnych trzynastu wnuków Kaina jak rzecze Księga Nod, ale istnieją hipotezy, że Kainitów trzeciego pokolenia mogło być więcej. Malfeas to umbryjska dziedzina Wyrma, Żmija lub Entropii, utożsamiana też z demonami i tegoż typu istotami. To może sugerować, że Artahasis i Mithras stawili czoła Przeklętej Krwi, pochodzącej z Malfeas, lecz nie dokończyli dzieła. Tenże został zamknięty w labiryncie pod Korozain. Jak już wspomniałem Gitmalu powiedział onegdaj, że około dwa tysiące lat temu Atrahasis dał się namówić przez Mithrasa na wyprawę wojenną przeciwko barbarzyńcom. Doprowadziło to do nocnej bitwy pod Korazain, w której "Dwóch Bogów ludzkości starło się z Dzieckiem Otchłani" lub jak kto woli "Dwóch Królów pokonało Ciemnego Ducha". Było to za czasów Chrystusa, który w tym czasie odwiedzał Korozain. Przepowiednia zatem potwierdza, że Zbawiciel może pomógł Czerwonemu Merdcowi i Mithrasowi spętać demona, w tym przypadku chodzi o upadłego anioła. Jeśli demon pochodził z Malfeas to biorę pod uwagę manifestację demona lub awatara Żmija. Jaką manifestację przywdział byt? Może przedpotowego Baali? Nie wiem na tym etapie. - Teraz Bernard sam przeraził się hipotezą, którą postawił. Czyżby mieli spojrzeć w duszę diabła? Zrobił przerwę dłuższą niż wcześniej, zanim znów zaczał recytować:

- Gdzie jest twoje zwycięstwo spijaczu dusz?
Twoje imię będzie przeklęte do końca czasu!

Wasze dusze należą do mnie
A na ziemi gdzie zbierają się Upiory
Nieumarli pożrą Nienawiść, która doda im sił
Która przywdzieje ich ducha w ciało, by mogli kroczyć znów po Ziemi.

On zszedł do sekretnej komnaty szukając wielkiego i potężnego, którego imię powinno zostać zapomniane na wielki wieków!


- To się już stało. Byliście świadkami kilku manifestacji. W Elizjum, w domu Horacego...

- Król umrze, gdy Del'Roh zostanie zaatakowany w salach Enoch.
A poddani wypełniać wolę jego dalej będą, prowadzeni przez czarne ptaki
Które znają jego sekretne i tajemne imię.


- To oczywiście wersy o koterii Artahasisa i o tajemniczej sekcie Tal Mahe Ra. Przyjdzie Koterii Artahasisa stawić czoła czemuś tak bezgranicznie potężnemu jak starożytny demon lub awatar Wyrma. Uważam, że tylko poznanie jego imienia, może pozwolić znaleźć panaceum, a wtedy czas będzie na wagę złota. Przypominam jeszcze o zbiegu okoliczności o jakim wspominałem, że w Democritus skradł Ventrue artefakt chroniący przed demonicznymi wpływami. Nie sądzę, że to przypadek. Może Democritus go skradł, ale może został zmanipulowany przez Ventrue żeby znalazł się w tym miejscu i w tym czasie.

- Chciałem dodać, że może być więcej prób oczerniania członków Koterii. Istnieje proporcjonalne prawdopodobieństwo, że celem manipulacji mogę być ja sam. Nadmieniam zatem, że własną ręką zamordowałem własnego Stworzyciela, do czego doszło jednak za zgodą i prośbą samego zainteresowanego Williama Harvey'a. Uznaję ten fakt, za najbardziej prawdopodobny do wykorzystania do podkopania mej reputacji. Chętnie natomiast odpowiem na wszelakie pytania. Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, tedy pytajcie. Red Wsidom przykazał Koterii zaufanie, o czym wspominam po raz wtóry.
Trochę tego jest. Będę jeszcze pewnie edytował styl.
Ostatnio zmieniony 04 marca 2017, 23:38 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 05 marca 2017, 08:45

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Czarna Rozpacz brata Terry'ego, 12.08.1993, ciut po zmierzchu

Ze wzrokiem utkwionym w podłodze poczekał, aż zostanie całkiem sam w pokoju. Dopiero wtedy pozwolił, by kipiące w nim emocje znalazły ujście w postać potoku czerwonych łez.

W końcu, pamiętając o niewielkiej ilości czasu danej mu przez Mroczną Panią, przyjął pozycję modlitewną. Nie chcąc by ktokolwiek go podsłuchał, postanowił pomodlić się w ciszy i jedynie delikatne ruchy jego warg zdradzały słowa, które przelewały się przez jego umysł.

[center]Ojcze,
Proszę Cię,
byś pobłogosławił mojego przyjaciela,
nosiciela Czarnego Obłędu i nauczyciela,
Gdzie jest ból, daj mu swój pokój i ciepły koc.
Gdzie jest zwątpienie, udziel na nowo ufności w Twoją moc...[/center]


Przerwał, miał wrażenie, że jego ciało za chwilę zacznie krzyczeć poza jego kontrolą. Odczucie straty było przygniatające, nie pozwalało mu się skupić na słowach modlitwy. Jego serce bolało, jkby ktoś wbił w nie tysiąc noży. Gdzieś poprzez wyjące wichry rozpaczy usłyszał swój szloch. Nie był nawet w stanie już klęczeć. Usiadł na podłodze i ukrył twarz w dłoniach, pozwalając by płacz uczynił cierpienie bardziej znośnym.

Nie był w stanie ocenić ile przesiedział w tej pozycji zanim nie nadszedł On.

Najpierw usłyszał delikatne dzwonienie. Tak delikatne, że początkowo nie zwrócił na nie uwagi. Kiedy jednak stało się ono już tak wyraźne, że oczywiste, podniósł głowę. Pociągając nosem rozejrzał się za źródłem dźwięku.

Wszystko dookoła było jasne, oblane jaskrawym światłem nieokreślonej barwy. Wcześniej subtelne dzwonienie zamieniło się w kaskadę dźwięku bombardującą uszy Malkaviana. Doznanie było tak intensywne, że Terry zaczynał się trochę obawiać, by jego głowa nie eksplodowała od nadmiaru doznań. A potem wszystko nagle ucichło.

I ujrzał brat Terry przed sobą Anioła Pańskiego, którego sam widok niósł ukojenie. I odezwał się wysłannik Boga, a głos jego był jak chłodna kąpiel w upalną noc.

- Usłyszał Pan twe wołania, Terry. Obetrzyj twarz z łez, albowiem przybyłem tu by ulżyć twej rozpaczy. Udaj się zatem ze mną, a ujrzysz dlaczego Bóg Ojciec wysłał mnie do ciebie w ten ciężki czas. - świetlista postać pochyliła się nad zdziwionym Malkavianem wyciągając dłoń w jego stronę.

Terry wstał. Dopiero teraz uświadomił sobie, że potworny żal który trawił go jeszcze chwilę temu został wyparty przez wypełniającą go z każdą chwilą coraz bardziej nadzieją. Z zaufaniem i wiarą chwycił wyciągniętą ku sobie rękę, a rzeczywistość zawirowała.

Stał gdzieś w pustej, bezbarwnej przestrzeni, wciąż trzymając Anielską dłoń. Dookoła nich nie było niczego, żadnego punktu odniesienia, żadnego istnienia, tylko jasna bezkresna przestrzeń. I głos, który dobiegł zza jego pleców. Znajomy głos, którego nie spodziewał się już nigdy usłyszeć.

- Terry, udało nam się. Dziękuję ci, że we mnie nie zwątpiłeś. Dziękuję, że zabrałeś ze sobą Łzę Malkava.

Terry najpierw podskoczył zaskoczony po czym natychmiast obrócił się w stronę Belshatzaara, gdyż w istocie był to on. Nie wyglądał już jednak jak widmo które ukazało się wcześniej Koterii, a tak jak Malkavian zawsze sobie go wyobrażał. Miał postać starca o spojrzeniu pełnym mądrości. Terry miał wrażenie, że za chwilę wybuchnie z radości. Zanotował, że intensywność trawiących go emocji wcale się nie zmieniła, jedynie ich polaryzacja.

- Zwątpiłem, Mistrzu. Kiedy wczoraj Paul oskarżył cię o te wszystkie rzeczy, naprawdę myślałem, że mnie zdradziłeś. Dopiero kiedy dziś usłyszałem twoją wersję, rozpoznałem prawdę w twoich słowach. Ale powiedz, jak to możliwe? Widziałem jak umierasz...

- Jestem wolny, udało mi się uciec zarówno spod Łańcucha Rozkazów jak i od zemsty klanu Łowców. - odpowiedział Belshatzaar. - To ty mnie ocaliłeś. Wysłuchałeś mej prośby. Teraz tylko dwie osoby wiedzą o tym, że wciąż istnieję. Ja i ty.

Stojący obok Anioł Pański chrząknął znacząco.

- Trzy - sprostował Belshatzaar z dziwną miną. - I tak musi pozostać. Mogę cię dalej prowadzić, teraz lepiej niż kiedykolwiek gdy zrzuciłem więzy Dominacji. Ale nikt nigdy nie może się o mnie dowiedzieć.

- Nikt nigdy się nie dowie - odparł rozpromieniony Terry.

Światło zgasło. Obrazy odpłynęły. Malkavian podniósł się z podłogi i pognał do sanktuarium. Zanim wszedł do środka musiał się trochę uspokoić, by nie zdradzić zalewającej go radości. Kiedy udało mu się przybrać już wystarczająco smutny wyraz twarzy, przekroczył magiczne wrota. Horacy właśnie zaczynał mówić. Bez słowa podszedł do swojego sarkofagu i oparł się o niego, nie przerywając wypowiedzi Nosferatu.


Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 12.08.1993, po dotarciu tam Terryego

Terry kiwał rytmicznie głową wsłuchując się w słowa Bernarda. Ktoś stojący z boku, mógłby uznać, że Malkavian odłączył się od rzeczywistości i wsłuchuje się w jakiś taneczny rytm rozbrzmiewający wewnątrz jego głowy. Jednak kiedy Brujah zakończył, jakże niespodziewanym wyznaniem, duchowny natychmiast podniósł wzrok. Szarpnięciem odepchnął się od sarkofagu o który był wsparty i zabrał głos.

- Po pierwsze, może pomyślicie, że oszalałem do reszty ale nie zgadzam się z opinią jakoby łowca był poza naszą kontrolą. Owszem, kontrola ta wymaga pewnego określonego postępowania i jest sprawą dość delikatną, co radośnie udowodnił nam Paul. Ale tak samo łatwo go ukierunkować we właściwą stronę jak obrócić przeciwko nam. Dlatego właśnie Czarna Ma... Czarna Victoria ma rację w swoim spostrzeżeniu i jeśli zadbamy o to by nikt za bardzo nie miał okazji mieszać mu w głowie, sytuacje takie jak dziś...

Urwał w pół zdania. Potrzebował krótkiej chwili by niewidzialna ręka emocji ściskająca go za gardło zwolniła trochę swój chwyt. Nie czekając, zmienił wtedy temat na taki, który nie groził mu zalaniem się łzami radości.

- Z innej beczki. Horacy, masz całkowitą rację, relacje w koterii muszą się mocno zmienić. Nie ukrywam jednak, że dziwnie słyszeć te słowa od ciebie. Bez urazy. Jednak kiedy wczoraj tak sumienni zdawałeś raport Goratrixowi, miałem chwilę zwątpienia co do tego, gdzie leży twoja lojalność. I gdzieś tam jeszcze to tkwi. Bo na przykład zapomniałeś wspomnieć, że są tu Ukryci tylko z linii Rusty'ego. To ważna informacja, powinniśmy wiedzieć o tym od początku. Właśnie dlatego nasze relacje muszą się zmienić. Wiemy już, że nasz prawdziwy wróg będzie wykorzystywał nas przeciwko nam.

- Co do zwierzania się ze swoich brudów, nie będę się z wami dzielił swoimi koszmarami. Swoje największe zbrodnie powierzyłem Panu Najwyższemu i niech w jego kwestii pozostanie sąd nade mną. Nadmienię jednak, że mój Stwórca, przy kilku okazjach mocą Dominacji zmusił mnie do popełnienia najgorszych spośród zbrodni. Moje dłonie nie są czyste. Mogło się zdarzyć tak, że zabiłem wtedy kogoś wam ważnego. Jednak gdyby tak było, wiedzcie, że całym sobą żałuję i modlę się za każdą spośród swych ofiar, każdej nocy mojej wiecznej udręki, a prawdziwą winę za to ponosi Aurin Spiro. Ale jak już wspomniałem, nie chcę przed wami obnażać grzechów mojej bestii. Nie sądzę też by miało to znaczenie, bo zwróćcie uwagę, gdybyśmy mieli tą rozmowę wczoraj i tak nie wspomniałbym o tym, że mój Mentor jest obiektem zemsty Assamitów. Nie wspomniałbym o tym, bo o tym nie wiedziałem.

- Tak naprawdę to nie dotyczyło to nawet mojej osoby, ale zrodziło konflikt ze mną. To zostało zaplanowane już dawno temu, Belshatzaar miał zadbać aby to jego krew stworzyła naszego ochroniarza, przy czym miał też zostać moim Mentorem i miał wciągnąć Paula w interakcję z nami. Zapewne nasz przeciwnik liczył na to, że nie przeżyję tej konfrontacji. To z kolei pozwala mi mieć wiarę w to, że mamy szansę. Bo najbardziej podatny pośród nas potrafił się powstrzymać.

Kiedy skończył ponownie oparł się o sarkofag. Z niepokojem, ukradkiem zerknął w stronę swojego worka. Leżał tak, jak zostawił go nie tak dawno temu.

Może nie powinienem zostawiać go w ten sposób? Chować go kiedy stąd wychodzę?
Ostatnio zmieniony 05 marca 2017, 12:54 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 07 marca 2017, 22:36

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 12.08.1993, po dotarciu tam Terryego

Horacy nonszalancko oparł się o płytę sarkofagu Ravnosa.

- Ekhem... nie chodzi o brudy. A przynajmniej nie tylko. Chodzi też o, wydawało by się drobnostki. Jak na przykład, które z was było łaskawe popierdolić księgę która została na podłodze? Albo dlaczego nie sprawdzimy w dokładnie tego obrazu z grupy Kruk. Wszak ma on związek z Democritusem? Tłumaczenie, że coś może nas sięgnąć tu ew sanktuarium, w głębokiej umbrze jest... zostało przyjęte z mojej strony jedynie kurtuazyjnie, jako prawda. Chwilowa prawda, moja droga Victorio. Po co te tajemnice i sekrety związane ze sprawami wkoło testamentu. Hę?

Ręka lekko popchnęła wieko sarkofagu. Nosferatu schwycił ją w dwie ręce i nie bez trudu zdjął z sarkofagu. Zajrzał do środka, znikając w połowie we wnętrzu. Z głębi sarkofagu perrorował nadal. Głos dziwnie się rozchodził w kamiennej trumnie wybrzmiewając i na zewnątrz.

- To że nie ma w mieście nikogo obcego spoza progenitury Rustyego to sprawa oczywista jak księżyc. Nie przyszło mi do głowy żeby powiedzieć. Co do Gratrixa to moim skromnym zdaniem nie powiedziałem mu więcej niż sam by się dowiedział w ciągu kilku godzin. Skoro o to pytał od tego by zaczął, czyż nie? - Horacy sapnął jakby z trudem coś obrzydliwego musiał wypowiedzieć na głos. - Trochę, jakby... myślałem nad tym wszytskim. I jesli ktoś z was jest z Sabatu, to... nie zrobię mu już krzywdy. Nie planuję, znaczy się. To nie tak ze jest mi wszystko jedno. Chodzi o to co się stało w sali sępów. Oni nie wierzą w wartości, które sami ustalili i każ przestrzegać w ramach Camarilli, dy tymczasem.. Te ich gry. Nie liczymy się. Wszystcy jesteśmy pionkami w grze, to fakt. Oni też. Jeszcze starszych od nich. Wygrać się nie da. Wszystkie opcje już obstawione. Spójrzcie nawet Wiatr Grozy i reszta jego koterii poginęła, coż zatem możemy my biedne żuczki.

Nie ma tej cholernej folki, gdzie ten cygan ją zostawił, gdzie schował...

Horacy wychynął z sarkofagu.

- Nie trudno przewidzieć jak się zachowamy, z naszymi słabościami, przyzwyczajeniami i tak dalej. Jedyne co możemy zrobić to wykonywać takie ruchy jakie wydają się najmniej przewidywalne, na przekór sobie. Dlatego pokonałem sam siebie i zrobiłem cos wbrew swoim zasadom i wierzeniom. I wam też tak radzę. Jest to jedyna opcja by mieć chwilę więcej życia. Bo nasz czas jest policzony. No chyba, że chcemy zjeść własne ciała, popaść w czarny obłęd albo...

Wzruszył ramionami jakby zabrakło mu wyobraźni albo jakby nie chciał się nią dzielić.

- Zgoda, zadbajmy delikatnie o czystość myśli naszego ochroniarza. To powinno załatwić sprawę. Choć muszę przyznać, że moje wsparcie nie będzie opierało się na słowach, Namtar już w nie nie wierzy. Muszę też dodać jedną rzecz skoro tak łatwo kierować naszym ochroniarzem to wygląda na to, że stracie z duchem było czymś co dopuściłeś celowo Terry. Czy to prawda?
Spoiler!
Test na czytanie Aury Terrego już był w tej scenie. Niczego więcej się nie dowiesz.
Test Empatii na Terrego = 3 sukcesy.

Jesteś pewien, że Terry jest zdruzgotany. Masz wysoką Percepcję i Czujność więc zobaczysz również ślady wytartych na szybko krwawych łez na twarzy Malkaviana. Do tego scena w której Terry stara się powstrzymać Namtara stanie Ci przed oczami.

Fragment:

- Nie! - krzyknął rozpaczliwie Terry, zrywając się z kolan. Strach o Mentora dodał mu sił, pozwalając mu na chwilę zapomnieć o bólu i sprawiając, że Malkavianin ze straceńczą odwagą rzucił się pomiędzy zjawę a Assamitę, próbując powstrzymać śmiercionośne ostrze.

Morderca jednak był już w ruchu. Bez wysiłku prześlizgnął się obok Świra, godząc sztyletem w serce Belshatzzara. Zakrzywiona klinga przecięła powietrze z nadludzką szybkością, trafiając zjawę prosto w pierś i rozrywając jej postać na dwoje. Bolesny krzyk Terrego zlał się w jedno z upiornym zawodzeniem widma.


Horacy przypomni sobie, że Terry jak nigdy tym razem był szybszy od Assamity i stanął mu na drodze. Jednak przeciw odpalonej Akceleracji Namtara, który minął go z wielką łatwością nie miał szans. Do tego Namtar ma Potencję i to widać. Dla Malkaviana to był akt rozpaczy.

Masz 3 sukcesy. Zdajesz sobie sprawę, że Twoje ostatnie zdanie:

- Zgoda, zadbajmy delikatnie o czystość myśli naszego ochroniarza. To powinno załatwić sprawę. Choć muszę przyznać, że moje wsparcie nie będzie opierało się na słowach, Namtar już w nie nie wierzy. Muszę też dodać jedną rzecz skoro tak łatwo kierować naszym ochroniarzem to wygląda na to, że stracie z duchem było czymś co dopuściłeś celowo Terry. Czy to prawda?

Jest maksymalnym faux pas. Wszystkie bardziej Empatyczne jednostki w koterii natychmiast zauważą Twój nietakt.

Testy czytania Aury Victorii ST:8 = 3 sukcesy. Aura blada, Victoria jest przejęta sytuacją, choć stara się to ukryć pod płaszczem dowództwa. Druga strona emocji to zdeterminowanie w działaniu, a jej reakcja jako lidera dodała jej siły.

Test Empatii: = 0 sukcesów. Lasombra jako lider nie przejawia na zewnątrz żadnych oznak emocji. Obecnie przejawia pewność siebie i nieludzką determinację. Jedyne co widzisz to emocje w aurze i jesteś pewien, że one są prawdziwe.
Ostatnio zmieniony 09 marca 2017, 21:48 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

ODPOWIEDZ