PBF - Kroczący w Ciemności

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 06 kwietnia 2017, 10:00

Wśród zgromadzonych stał Oltaf półork, który za czasów dzieciństwa miał szansę poznać Sureliona.

Kiedy go znał był to kolega od psot i zabaw. To podczas jednej z zabaw Surelion utracił rękę, przynajmniej tak wydawało się półorkowi. Oj dostało się wtedy Oltafowi. Po prawdzie to nie była jego wina, bo przyjaciel tej ręki nigdy nie posiadał, ale gdzieś w sercu nosił informację, że gdyby tak nie rozrabiali to Surelion byłby zdrowy. Po tym przykrym fakcie ich drogi na długo się rozeszły. Rodzice Oltafa zabronili mu się bawić z kaleką. Wystarczyło, że ojciec Oltafa, czystej krwi Ork, uważał rasę syna za kalectwo, więc całkowicie zabronił przebywania w pobliżu Sureliona. Oltaf jednak gdzieś podskórnie jednak czuł, że jest z tą osobą związany.

Po wielu latach odnalazł Go. Właśnie tutaj w Ostrogarze i choć początkowo nie rozpoznał Sureliona, to teraz już wiedział, że to jest ON. Jednak, czy Surelion mógł być prawdziwym bogiem...? Jak zareaguje na swojego dawnego kompana...? Czy teraz jest dobry moment, aby się przypomnieć...?
Od S. Surelion nie utracił ręki. Nigdy jej nie miał. Urodzil sie z atrofia co stanowilo rodzaj skrywanej hanby w jego wynioslej rodzinie. Jest to klątwa bogow, co wyjaśnia jego niechęć do tychże samolubnych bytów. Wychowal się na malej wyspie Orcusa Która w dużej części należy do jego rodziny. Ale mozemy przyjąć że często bywal w Ostrogarze gdzie np. zjimą pani matka spędzała czas.

Już poprawiłem i mam nadzieję, że już tak może być.
Te wszystkie pytania targały duszą Oltafa, niczym liściem na wietrze...
Ostatnio zmieniony 06 kwietnia 2017, 10:37 przez czegoj, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 kwietnia 2017, 11:26

Chłopaki, naszła mnie dzisiaj z rana taka myśl na temat członkostwa w kulcie. Na tak wczesnym etapie powinniśmy chyba wprowadzać do świątyni tylko zaufanych czcicieli, starannie uprzednio sprawdzonych i nie budzących wątpliwości w kwestii lojalności. Potrafię sobie wyobrazić zabójców na usługach oficjalnych wyznań, krążących po Orkusie w poszukiwaniu początkujących półbogów do prewencyjnej eliminacji - zwłaszcza w przypadku bezwzględnych złych kultów jak setyci, katanici czy organobiorcy. Półbóg na POZ 0-1 otoczony równie niedoświadczonymi akolitami to problem do załatwienia pomiędzy poranną kawą, a popołudniową zupą z agawy. Jako Mistrz Gry na pewno wziąłbym coś takiego pod uwagę, bo chociaż wszyscy wiemy o wolności wyznaniowej na Orkusie, to dyskretne mordy na półbogach wydają się czymś zupełnie normalnym w takich okolicznościach - eliminowanie konkurentów w wyścigu po dusze musi leżeć w interesie każdego liczącego się wyznania.

Tak więc proponuję, abyśmy wszyscy już się znali i wszyscy przeszli inicjację jako akolici Sureliona. Jeśli przyjmiemy, że w obrzędach uczestniczą przypadkowi kultyści z łapanki, możecie być pewni, że już niebawem w podziemnym sanktuarium wydarzy się coś bardzo niedobrego (ale nielicznym ocalałym oprócz traumy może to przynieść wiele pedeków; świątynny zabójca Seta na pewno jest warty mnóstwo PD).

I jeszcze podpowiem, że scenka z zesłaniem mocy czynienia czarów na Saara powinna być traktowana jako czysty storytelling. Skorzystałem w jej przypadku z zasady mówiącej, że w uzgodnieniu z MG astrolog mógł posiąść umiejętność rzucania zaklęć wcześniej niż po zakończeniu szkolenia. Od teraz w podobnych przypadkach nie będzie już taryfy ulgowej, ponieważ świeżo upieczony półbóg będzie musiał każdorazowo rzucać na Samozauważenie!

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 151 times

Post autor: Suriel » 06 kwietnia 2017, 11:42

Dlatego napisałem że modlitwa trwala okolo 2 minut czyli de facto oko 20 rzutów na Zauwazeie. Któryś musiał w kocu wyjść. Pozostawała tylko kwestia czy mnie nie spopieli (szansa 1%). Astrolog normalnie na 0 poz może rzucać czary na dzień dobry. Nasz haszczur nie mogl ze względu na brak boga. Teraz juz nie będzie kulą u nogi podczas sesji. Pytanie skąd ma czary i amulet?
BTW scena nie skonczon, będę tu pisał wieczorem /EVILS/
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 kwietnia 2017, 14:11

Milcarr upił z czarki bez zastanowienia. Wypiłby jej zawartość nawet gdyby wiedział, że to trucizna. Wierzył we wszystko co mówił Surelion. Był mu to winien.

Szczezłby niechynie w głodzie i zimnie gdyby nie mistrz. To on odnalazł go oślepionego gdzieś w Ostrogarze, w miejscu śmierdzącym tak, że nawet kundle nie zachodziły tam. Nie wiedział gdzie to było. Został oślepiony i zdany jedynie na łaskę innych zmysłów przez magicznie utalentowanych oprawców niedoszłej ofiary. Nie wiedział kim był elf, ale wiedział, że wpadł w pułapkę biorąc zlecenie na tajemniczego elfa. Schwytany, został oślpeiony, poddany tajemniczym eksperymentom i torturom. Nie wiedział nawet co się stało. Pewnego dnia, a może nocy głosy nagle ucichły, a tortury zakończyły się. Leżał chyba całą wieczność bojąc się poruszyć, aby nie przywołać oprawców, ale w końcu ruszył się i po omacku opuścił miejsce w którym był więziony. Z utalentowanego skrytobójcy w jednej chwili wypadł poza nawias społeczeństwa, żyjąc gorzej niźli niewolnik w katańskich kopalniach srebra. Tam przynajmniej można było liczyć na cienką zupę. A Milcarr musiał żebrać aby dostać jakiekolwiek ochłapy. I wtedy gdy przyszła chwila, w której myślał, że dokończy żywota, usłyszał głos mistrza:

- Wstań Milcarr, twój czas jeszcze nie nadszedł - i dziwna nadzieja wlała się w serce mężczyzny. Wstał i poszedł za Surelionem, wdzięczny za ocalenie życia. Nauczył się, wiedziony słowami mistrza, żyć ze swoją ułomnością i wiedział, że będzie mu służyć aż po kres swój ostateczny.

Zawartość czarki rozlała się dziwnym smakiem po ustach Milcarra, gdy poczuł oślepionymi oczyma światłość nienaturalną jaka rozchodziła się po pomieszczeniu. Przyklęknął kłaniając się mistrzowi za łaskę .

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 06 kwietnia 2017, 16:17

- Uuuuu!! Oooo..!
MG dawaj te te pdki.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 06 kwietnia 2017, 16:27

Posępny krasnolud stał z założonymi rękoma blisko zamontowanego przez siebie dzwonka. Dzwonek miał zadźwięczeć gdyby ktoś próbował dobrać się do prowadzących do podziemi browaru drzwi. Ten prosty alarm był jego pomysłu, więc Ungo był za niego odpowiedzialny.

Ungo był krasnoludem tak prostym jak zupa z agawy. Wiedział swoje i niewiele nowego do niego docierało. Do kapłanów zraził się we wczesnym dzieciństwie i miał zamiar trzymać się od nich z daleka. Teraz jednak spotkał Sureliona, a może powinien powiedzieć dane było mu spotkać, albo raczej Surelion zechciał się z nim spotkać. W chwili gdy ważył się na szali jego los Surelion kazał wybrać mu życie a nie śmierć. Pokazał mu, że w ciemnym tunelu życia tli się kaganek nadziei. To on, jako jedyny pochwalił jego prace i pomysły i rzekł, że właśnie to co on czyni ma przyszłość.
To przeważyło. Krasnolud postanowił żyć. Więc życie zawdzięczał Surelionowi. Był winny życie Surelionowi. Krasnoludy zawsze spłacają długi i traktują je śmiertelnie poważnie.

Dlatego to Ungo stał teraz koło dzwonka i nasłuchiwał. Musiał dbać o bezpieczeństwo Sureliona i jego wyznawców.

Bez wahania wychylił kilka łyków z kielicha.

Ręka Sureliona. Ta sprawa nie dawała mu spokoju. Widział wielu weteranów wojen z odrąbanymi rękami i wstawionymi w te miejsce hakami lub innymi dziwactwami lecz to nie rozwiązanie dla boskiego. Dla niego musiał być coś co będzie jednoznacznie wiązać się z jego przekonaniami - magia dla każdego i postęp poprzez rozwój techniki. Gdyby tak wykuć obręcz wokół przedramienia i oprawić ją w watowaną skórznie albo lepiej mankiet z utwardzonej skóry nasadzony na ramię i wychodzące z niego pręty zwieńczone kleszczami. Jakby kleszcze zaopatrzyć w zawiasy i linki na bloczkach. Tyle że to precyzyjna robota dla jubilera. No ale jakby zdobyć takie narzędzia i materiały..... to ucisk kikuta na linką zwierał by kleszcze. Całość wysycić magią. Przy kikucie osadzić talizman magiczny z bursztynu. W okolicach kleszczy coś kondensującego magię. Tylko co? Coś pobłogosławionego przez samego Sureliona. Wtedy ręka Pana byłaby przedłużeniem jego boskości. Symbolem dla wyznawców. Ungo ją skonstruuje i wykona. To pewne. Trzeba tylko porządnego projektu, materiałów i narzędzi. Wszystko to Ungo zorganizuje. Potrzebny tylko czas.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 kwietnia 2017, 17:27

Ostrogar, sureliańska świątynia; 22 orakt-ran

Większość uczestniczących w ceremonii kultystów zniknęła dyskretnie z terenu browaru, z ogromną niechęcią oddalając się od swego boskiego patrona, ale akceptując zarazem fakt, że dla bezpieczeństwa Sureliona trzeba było zachowywać daleko posuniętą ostrożność i nie ściągać na podziemną świątynię zbytecznej uwagi. Przywódcy wielu uznanych za oficjalne kultów - setyci, katanici, morglithianie, czciciele panteonu Chaosu - wykorzystaliby wiedzę o istnieniu Sureliona w celu natychmiastowego unicestwienia jego cielesnej powłoki, zazdrośnie strzegąc swych stref wpływów i obawiając się utraty nawróconych na surelianizm wyznawców. Dekrety Katanów zezwalające na swobodne praktykowanie różnych religii nie oznaczały bynajmniej pokoju pomiędzy zaciekle zwalczającymi się kultami.

Uzurpatorzy próbujący się wspiąć na niebiański panteon znajdowali się w stanie ustawicznego zagrożenia nie tylko śmiercią, ale i zniszczeniem duszy, toteż kroczyli po zawieszonej w smolistej ciemności cienkiej linie.

Świadomy tak rozlicznych niebezpieczeństw olf przygryzał nerwowo usta, starając się dzielić swą uwagę pomiędzy stojącego w ogrodzie półboga oraz opasające posiadłość stare mury, na które w każdej chwili mógł się wspiąć zwabiony do kryjówki nieostrożnością czcicieli zabójca uznanego kultu. Sam Surelion wydawał się nie przejmować troskami akolitów, a jego nadludzki umysł wędrował po spiritualistycznych płaszczyznach wykraczających dalece poza granice pojmowania wyznawców.

- Będąc panem własnego przeznaczenia zesłałem na siebie sposobność, aby opromienić łaską boskości będących w potrzebie niewiernych - oznajmił półbóg przerywając w końcu przedłużającą się kontemplację - Ketras poczynił już stosowne przygotowania, podążając splecioną przez mnie ścieżką losu ku nieuchronnemu tryumfowi. Udamy się dzisiaj pod przybraniem zwyczajnych wędrowców do pewnej karczmy na Wapielniku, gdzie mają miejsce rzeczy nadnaturalne i wymagające dogłębnego zbadania. Być może spędzimy tam noc, być może dwie, jeśli zajdzie taka potrzeba. Potraktujcie tę wspólną wyprawę jako test rzutkości umysłu i siły wiary, a jeśli podołacie wyzwani, zostaniecie nagrodzeni mą przychylnością.

Saar Sansar, Jareh i Ungo nie odrywali od Sureliona rozpromienionego wzroku, zupełnie zapominając o stojącym na uboczu rozczarowanym olfie.
Rzeczona karczma znajduje się godzinę spaceru ulicami od kryjówki Sureliona, na krańcu Dzielnicy Południowej opodal wschodniego brzegu wyspy. Nie musicie siodłać koni ani juczyć osłów, ładować na plecy ton ekwipunku. Jeśli zapomnicie nocnej koszuli i nocnika, żaden problem, pobiegniecie po nie do domu. Co zatem ewentualnie zabieracie?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 kwietnia 2017, 15:34

Raz jeszcze przypomnę, o co biega w tej misji. W karczmie na Wapielniku (portowy kwartał w Południowej Dzielnicy) personel i goście trapieni są od pewnego czasu niewytłumaczalnymi sennymi koszmarami, przez co interes coraz gorzej przędzie i popada w ruinę. Właściciel, zdesperowany do granic możliwości gnom, sprowadzał już róznych kapłanów, by ci rozwikłali zagadkę, jednakże podczas ich bytności w karczmie nie straszyło, w innym czasie jak najbardziej. Drapieżni spekulanci już zwietrzyli okazję do ubicia interesu i nachodzą właściciela z propozycjami odkupienia nawiedzonej karczmy za bezcen, ale gnom wciąż nie chce się wyzbyć resztek nadziei.

W tym momencie w lokalu pojawia się Surelion z trójką akolitów. Surielu, zdecyduj teraz jako głowa sekty, jak rozpoczniecie to śledztwo. Chcesz tam wejść powołując się na prośbę skierowaną przez właściciela na ręce Ketrasa? Przedstawić się jako Surelion Kielich Magii i Brat Bogów? Czy raczej incognito, jako przykładowy Kamon-Sutrion, badacz zjawisk nadnaturalnych z przeciwnego krańca Archipelagu? Możecie też zakwaterować się tam jako zwyczajni goście nie mówiąc właścicielowi niczego o prawdziwych powodach wizyty, dopóki nie zdecydujecie się zagrać w odkryte karty.

Czego byś nie wybrał, daj znać, ponieważ będę mógł wtedy przygotować odpowiednią wstawę fabularną opisującą przybycie do lokalu.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 151 times

Post autor: Suriel » 07 kwietnia 2017, 22:43

Nie należy się wstydzić swego boskiego pochodzenia ale z drugiej strony jawne oznajmienie kim się jest byłoby oczywistą głupotą.
Przybędziemy tam jako Mistrz Surelion wraz z Uczniami. Jaki mistrz i czego? Jak ktoś zapyta rozegramy to fabularnie. Choć zapewne wezmą nas za maga i pomocników, wszak Ketras był magiem więc logiczne że mistrz jest magiem, co nie jest kłamstwem przecież?
Wyjaśnimy iż jesteśmy tu ze względu na Ketrasa i własną drogę przeznaczenia. Będę oczekiwał, że karczmarz z tego względu przenocuje nas za darmo, dowie się że mamy gdzie spać ale ze względu na ucznia Ketrasa mistrz zdecydował się zmienić plany. Za jadło i napitek zaś oczywiście płacimy, nie chce by myślano o nas jako o naciągaczach. Brzmi fair?
Bierzemy pokój lub pokoje w których najczęściej dochodziło do "zdarzeń".
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 kwietnia 2017, 11:08

Ostrogar, karczma "Amarys"; 22 orakt-ran

Karczma "Amarys" usytowana była na krańcu ulicy Grotników, całkiem niedaleko małych rybackich przystani na południowym końcu Ostrogaru. Okolica ta uchodziła w powszechnym mniemaniu za zadbaną i mało niebezpieczną, chociaż i tutaj straż miejska nie mogła uskarżać się na nudę. Kilkupiętrowe kamienne domy stały w ciasnych rzędach przytulone do siebie ścianami, promieniując ciepłem kowalskich pieców i stukotem rzemieślniczych narzędzi. Podążający w otoczeniu swych akolitów Surelion wodził zamyślonym spojrzeniem po starannie pobielonych fasadach kamienic, przyglądał się wystawionym na zewnątrz warsztatów towarom. Charakterystyczny dla portowych kwartałów zgieł i harmider był w tym akurat miejscu mniej uciążliwy, co przydawało ulicy Grotników atmosfery zamożnego spokoju.

Trapiony dziwną klątwą przybytek również sprawiał wrażenie zadbanego, podobnie jak starannie zamieciona ulica przed wejściem. Surelion odnotował w myśli, że ktoś niedawno starannie odmalował drzwi i okiennice, przydając lokalowi miłej dla oka estetyki. Pozostawiając za sobą dźwięczne śmiechy bawiących się na pobliskim podwórku pacholąt i gardłowy śpiew ciągnącego w pojedynkę dwukołowy wózek minotaura, czterej mężczyźni wspięli się po dębowych schodkach ku drzwiom karczmy, po czym zagłębili się w jej wypełnione zapachem palonego drewna wnętrze.

- Bądźcie pozdrowieni, moi mili - oznajmił półbóg, kiedy szlifujący heblem bok kontuaru gnom odwrócił w jego stronę głowę - Jam jest mistrz Surelion, a to moi uczniowie. Przybywamy za pośrednictwem wspólnego znajomego, aby zaznać waszej gościny.

Korpulentny gnom o niemal idealnie okrągłej twarzy i wielkich czarnych oczach odłożył pośpiesznie stolarskie narzędzie, zdjął poprzez głowę upstrzony trocinami fartuch rzucając go w wyciągnięte ręce nadbiegającej od strony kuchni żony.

- Bądźcie pozdrowieni w imieniu bogów, którym oddajecie cześć - odpowiedział uprzejmie, aczkolwiek z pewnym niepokojem - Znajomi naszych znajomych zawsze są tutaj mile widziani. Jestem el Baruba Dargaras, właściciel tego przybytku. Macie zamiar się u nas posilić, czy też chcielibyście... chcielibyście u nas przenocować?

Uwadze Sureliona nie uszedł fakt, że głos wypowiadającego pytanie Dargarasa załamał się nieznacznie przy ostatnich słowach; jakby gnom sam nie wierzył, że przybysze rzeczywiście zechcą spędzić u niego noc. Stojąca u boku męża gnomka spoglądała na półboga i jego akolitów szeroko otwartymi oczami, mnąc długimi palcami swój wyszywany barwnymi nićmi fartuch. Przy otwartych okiennicach w rogu sali siedziało kilku posilających się spokojnie gnomów w strojach portowych skrybów, najpewniej pracujących w katańskiej służbie celnej. Wszyscy oni jak jeden mąż przerwali siorbanie gorącej warzywnej zupy wlepiając swe nieludzko okrągłe czarne oczy w postacie przybyszów.
Przyjemny dla oka lokal, zadbany, najwyraźniej nieco za dnia uczęszczany. Karczma jest wciśnięta między dwie sąsiednie kamienice, tyłem przylega do trzeciej, dachem do dachów. Parter to sala jadalna, bar, kuchnia i zaplecze. Czy jest piwnica, tego jeszcze nie wiecie. Pokoje mieszkalne na piętrze. Jakaś fabularna wstawka na powitanie?

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 08 kwietnia 2017, 13:29

Ungo bez słowa zaczął przechadzać się po karczmie, gadanie nie należało do niego, on miał inne zadania. Karczma była podejrzanie czysta i zadbana. Należało sobie zadać pytanie dlaczego tak jest. Pierwszy powód to nadgorliwość nowych właścicieli, którzy starają się dobrze zaprezentować. Drugi powód to próba zwiększenia zamożności lokalu, ściągnięcie bogatszej klienteli i zawyżanie cen. Ungo jednak podejrzewał, że powód jest inny. Interes leciał na łeb na szyję, klientów było mało, karczmarz miał za dużo czasu, a żeby nie myśleć o plajcie, zajmował się poprawą wizerunku i zabiciem czasu naprawami.

Zacny hebelek krasnolud podszedł do szynkwasu i zbadał na całej długości jak narzędzie zbiera strugi. Drewno gładkie i równe. Dobra robota.

Brodacz chodził i zaglądał w różne kąty. Interesowało go ile jest wejść, czy jest ochrona i gdzie mógłby się ktoś zaczaić.

Ungo dobrze wiedział dlaczego Surelion wziął go na tę misję. Krasnlud się tym nie chwalił, ale był trupiarzem. Był szkolony w wyszukiwaniu i ubijaniu martwiaków. Karczma, która cieszy się złą opinią ze względu na nachodzące mieszkańców koszmary mogła wiązać się z nawiedzeniem przez jakiego marwiaka. Ungo będzie musiał to sprawdzić. Jak nie to, to może klątwa zawistnych konkurentów, zaprawianie jedzenia ziółkami lub zbyt tłusta kuchnia. Tak, powodów mogło być wiele, a nic tak nie pomoże jak odczucie tego na własnej skórze.
Krasnolud kontem oka zerknął na Su

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 kwietnia 2017, 17:15

Ostrogar, karczma "Amarys"; 22 orakt-ran

Wytrawne oko trupiarza wychwyciło z miejsca wiele szczegółów, na które inni mogliby nie zwrócić początkowo uwagi. Okna sali jadalnej, wychodzące wyłącznie na ulicę, zaopatrzone były w solidne ryglowane okiennice, których nie sposób było sforsować bez narobienia ogromnego hałasu. Podobnie rzecz się miała z wejściowymi drzwiami, osadzonymi na dębowej ościeżnicy i pyszniących się dwoma żelaznymi zasuwami. Jak na karczmę, fronton parteru był zabezpieczony pod każdym względem.

Czterej goście siedzący przy jednym z okien byli faktycznie portowymi celnikami, wszyscy nosili na szyjach miedziane ryngrafy opatrzone symbolem cechu poborców. Tkwiący w bezruchu z zawieszonymi w powietrzu łyżkami, gapili się na przybyszów z niezrozumiałą fascynacją, być może dopatrując się w nich zamorskich wędrowców uciekających przed taksacją. Ungo nie zaszczycił celników nawet lekkim skinięciem głowy. Wiecznie liczący monety nieprzejednani służbiści, utrudniający życie wszystkim wkoło.

Przez uchylone drzwi wejściowe wszedł pośpiesznie jakiś bardzo młody gnom. Wsadziwszy na regał przy kontuarze coś niepokojąco przypominającego kształtem niewielką chodnikową płytkę, pulchny, ale żwawy młodzieniec smyrgnął wzdłuż baru znikając w szeroko otwartych drzwiach kuchni. Ungo podążył za nim wzrokiem odnotowując w pamięci, że musi przy lada sposobności podpytać właściciela o jego służących i ewentualnych ochroniarzy.

Nic, co zobaczył do tej pory nie dawało mu jawnie do zrozumienia, iż powodem kłopotów karczmarza jest jakiś ożywieniec, ale Ungo daleki był od rozluźnienia: wiele martwiaczych istot lubowało się w subtelnych grach starannie skrywając swą nienaturalną i bluźnierczą obecność w nawiedzanym miejscu.
Nigdzie nie widać ochrony, w kuchni chyba kręci się tylko ten gnomik, który właśnie skądś przyszedł. O szczegóły konstrukcji budowli i personel najlepiej będzie chyba wypytać właściciela, ale może niekoniecznie w obecności denerwująco ciekawskich gnomów-celników...

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 151 times

Post autor: Suriel » 09 kwietnia 2017, 00:40

- Bądźcie pozdrowieni w imieniu bogów, którym oddajecie cześć - odpowiedział uprzejmie, aczkolwiek z pewnym niepokojem - Znajomi naszych znajomych zawsze są tutaj mile widziani. Jestem el Baruba Dargaras, właściciel tego przybytku. Macie zamiar się u nas posilić, czy też chcielibyście... chcielibyście u nas przenocować?

Surelionowi spodobało się niezwykle trafne przywitanie karczmarza, co jawnie dowodziło o tym, iż czuwała nad nim gwiazda przeznaczenia.

- I jedno, i drugie... i trzecie. Wpierw daj nam jadła, za które zapłacimy a potem porozmawiamy o noclegu w pokoju, który wybiorę. - Mistrz mówił z wyniołsością i dworską maniera typową dla ludzi wysokiego rodu ale było w jego zachowaniu jeszcze coś. Coś nieuchwytnego i odległego za razem, czegoś co wnosiło dziwną mistyczna barierę odległości nie do przedarcia dla zwykłego karczmarza.
Kiedy skończymy kolację płacę i każe pokazać sobie wpierw pokoje nim wybiorę właściwy. Potem informuję, że wielka łaska spadła na jego dom albowiem jego troski zostawią go na zawsze. Otwarcie pytam o pokój w którym straszy najbardziej i ten wybieram.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 kwietnia 2017, 13:37

Ostrogar, karczma "Amarys"; 22 orakt-ran

Dargaras trzymał garnce cały czas na ogniu, dlatego goście nie musieli prawie wcale czekać na strawę. Prowadzeni przez wciąż niespokojnego właściciela, usiedli w czwórkę przy największym ze stolików i z dala od irytująco ciekawskich celników. Ci zresztą szybko wrócili do własnego posiłku, w jednej chwili całkowicie straciwszy zainteresowanie obcymi. Młodziutki gnomik kręcący się od dłuższej chwili po kuchni zerknął raz i drugi na gości przez szparę w drzwiach, po czym okrzyczany przez pryncypała jął wykładać wraz z żoną Baruby gliniane miski i drewniane sztućce.

Surelion oczekiwał na posiłek z ogromną godnością i filozoficznym opanowaniem, wodząc nieobecnym spojrzeniem po jasnych ścianach przybytku oraz zawieszonych na nich kolorowych makatkach. Akolici milczeli z szacunku, nie ważąc się zakłócić towarzyszącej oczekiwaniu ciszy.

Nie mogło to rzecz jasna trwać w nieskończoność. Kiedy pulchna żona Dargarasa kładła przed każdym z gości glinianą wazę napełnioną kartoflaną zupą, jej wzrok zawędrował przez przypadek pod kaptur zasłaniający oblicze Saara Sansara.

Zduszony okrzyk przestrachu i głuchy trzask uderzającej o stół wazy sprawił, że wszyscy goście z Surelionem włącznie drgnęli zaskoczeni.

- Cóż się stało?! - gospodarz wypadł natychmiast z kuchni, najpewniej spodziewając się najgorszego, w tym nawiedzenia sali jadalnej w samym środku słonecznego dnia.

- Wybaczcie, panie - gnomka załamała ręce próbując trzymać na wodzy emocje - Przelękłam się niepotrzebnie. Wybaczcie te ubrudzone szaty.

Dobrotliwy z natury reptillion odpowiedział jej wyrozumiałym syknięciem, oblizał wąskie bezkrwiste usta swym rozdwojonym ruchliwym językiem. Żona Dargarasa czmychnęła na ten widok do kuchni, jej zakłopotany mąż zaś w ślad za nią.

- Cóż ci do głowy strzeliło? - zza uchylonych kuchennych drzwi do czułych uszu Sureliona dobiegł podniesiony szept Baruby - Gości chcesz przepłoszyć, kobieto?

- Widziałeś jak ten w kapturze wygląda? Alem się przeraziła. Przez chwilę myślałam, że to prawdziwy mastug albo insza pokraka, iście jak z ilustracji w księgach.

- To nie jest żaden mastug, niemądra kobieta, jeno reptillion, zwyczajny stary reptillion, tylko szkaradny. Siedź już lepiej w kuchni, ja będę ich obsługiwał, a módl się do Oriaka, coby się nie poczuli urażeni.
Bardzo dobry sycący posiłek, który kosztował Was po 5 srb od osoby. Swoją drogą, trzeba rozważyć ideę wspólnej kasy oraz funkcji skarbnika, w końcu Surelion nie będzie za siebie płacił, prawda? Tak czy owak, posiłek przebiegnie bez dalszych incydentów. Oprowadzenie po pokojach mieszkalnych w osobnym wpisie, w międzyczasie możecie coś postnąć, jeśli chcecie!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 kwietnia 2017, 21:57

Ostrogar, karczma "Amarys"; 22 orakt-ran

Warzywna zupa pełna sporych kawałków kartofli, później smażona ryba, plastry wędzonego sera i kufel rozcieńczonego w granicach rozsądku piwa. Nawykły do posiłków przyrządzanych z liści agawy, Surelion z ogromną przyjemnością spożył tak zróżnicowany obiad nie pozostawiając na dnie miski najmniejszego nawet okruszka. Większość potrzeb zwyczajnych śmiertelników półbóg potrafił bez większych uciążliwości ignorować, wszelako ciągle musiał jeść i pić, co czasami budziło jego starannie kontrolowaną irytację.

Przestraszona wyglądem Saara Sansara gospodyni odzyskała na tyle odwagi, by posprzątać stolik gości, kiedy zainkasowawszy z pewnym zdumieniem zapłatę, Dargaras poprowadził Sureliona i jego akolitów na pierwsze piętro przybytku.

Półbóg z rozmysłem nie poruszał w trakcie posiłku drażliwych tematów, nie chcąc wzbudzać zbytecznej ciekawości wśród przypadkowych gości. Czterej gnomi celnicy opuścili co prawda karczmę wylizawszy do czysta własne miski, w ich miejscu pojawili się jednak inni klienci, tym razem zainteresowani wczesną wieczerzą. Surelion odezwał się zatem dopiero na górze, w pustym korytarzu pierwszego piętra.

- Zaiste miły to przybytek i chętnie spędzimy tutaj noc - oznajmił zerknąwszy wpierw na przyzwoicie urządzony dwuosobowy pokoik dla gości, jeden z sześciu usytuowanych na piętrze - Wpierw jednak mam dla ciebie radosną wieść. Oto spłynęła na twe domostwo wielka łaska, albowiem twe troski obrócą się niebawem w nicość. Wiem o sennych koszmarach, które trapią twoich gości. Ja, mistrz Surelion, wielki mag i uczony, uwolnię cię od tego zmartwienia.

- Zatem naprawdę przysłał was Ketras, znajomego mego krewniaka? - Baruda odetchnął w końcu z głęboką ulgą, dopiero teraz upewniając się definitywnie, że niecodzienni goście nie trafili do karczmy przypadkiem.

- Ketras mnie tu nie przysłał, albowiem jam nie z tych, których inni gdzieś posyłają - Surelion wyprostował się dumnie, spojrzał na gnoma z wysokości swego majestatu - Ketras przekazał mi wieść o twym utrapieniu, ja zaś w akcie niezwykłej łaski postanowiłem zaprzątnąć nim sobie uwagę.
Jesteście na piętrze, gdzie można zawiązać bardziej dyskretną konwersację. Towarzyszy Wam tylko Dargaras, jego żona i młody gnomik pozostali na dole. W Karczmie jest kilkunastu klientów, najwyraźniej zainteresowanych tylko jedzeniem, nie noclegiem. Surelion już przedstawił prawdziwy powód swej wizyty, co dalej? Czekam na jakieś barwne fabularne scenki. Aha, na piętrze znajduje się sześć dwuosobowych pokoi, poi trzy na każdej stronie korytarzyka. Powyżej chyba jest stryszek, jeszcze nie sprawdziliście. Karczma ma też piwniczkę, Ungo wypatrzył jej drzwiczki w kuchni.

ODPOWIEDZ