Ostrogar, karczma "Amarys"; 22 orakt-ran
Dargaras trzymał garnce cały czas na ogniu, dlatego goście nie musieli prawie wcale czekać na strawę. Prowadzeni przez wciąż niespokojnego właściciela, usiedli w czwórkę przy największym ze stolików i z dala od irytująco ciekawskich celników. Ci zresztą szybko wrócili do własnego posiłku, w jednej chwili całkowicie straciwszy zainteresowanie obcymi. Młodziutki gnomik kręcący się od dłuższej chwili po kuchni zerknął raz i drugi na gości przez szparę w drzwiach, po czym okrzyczany przez pryncypała jął wykładać wraz z żoną Baruby gliniane miski i drewniane sztućce.
Surelion oczekiwał na posiłek z ogromną godnością i filozoficznym opanowaniem, wodząc nieobecnym spojrzeniem po jasnych ścianach przybytku oraz zawieszonych na nich kolorowych makatkach. Akolici milczeli z szacunku, nie ważąc się zakłócić towarzyszącej oczekiwaniu ciszy.
Nie mogło to rzecz jasna trwać w nieskończoność. Kiedy pulchna żona Dargarasa kładła przed każdym z gości glinianą wazę napełnioną kartoflaną zupą, jej wzrok zawędrował przez przypadek pod kaptur zasłaniający oblicze Saara Sansara.
Zduszony okrzyk przestrachu i głuchy trzask uderzającej o stół wazy sprawił, że wszyscy goście z Surelionem włącznie drgnęli zaskoczeni.
- Cóż się stało?! - gospodarz wypadł natychmiast z kuchni, najpewniej spodziewając się najgorszego, w tym nawiedzenia sali jadalnej w samym środku słonecznego dnia.
- Wybaczcie, panie - gnomka załamała ręce próbując trzymać na wodzy emocje - Przelękłam się niepotrzebnie. Wybaczcie te ubrudzone szaty.
Dobrotliwy z natury reptillion odpowiedział jej wyrozumiałym syknięciem, oblizał wąskie bezkrwiste usta swym rozdwojonym ruchliwym językiem. Żona Dargarasa czmychnęła na ten widok do kuchni, jej zakłopotany mąż zaś w ślad za nią.
- Cóż ci do głowy strzeliło? - zza uchylonych kuchennych drzwi do czułych uszu Sureliona dobiegł podniesiony szept Baruby - Gości chcesz przepłoszyć, kobieto?
- Widziałeś jak ten w kapturze wygląda? Alem się przeraziła. Przez chwilę myślałam, że to prawdziwy mastug albo insza pokraka, iście jak z ilustracji w księgach.
- To nie jest żaden mastug, niemądra kobieta, jeno reptillion, zwyczajny stary reptillion, tylko szkaradny. Siedź już lepiej w kuchni, ja będę ich obsługiwał, a módl się do Oriaka, coby się nie poczuli urażeni.
Bardzo dobry sycący posiłek, który kosztował Was po 5 srb od osoby. Swoją drogą, trzeba rozważyć ideę wspólnej kasy oraz funkcji skarbnika, w końcu Surelion nie będzie za siebie płacił, prawda? Tak czy owak, posiłek przebiegnie bez dalszych incydentów. Oprowadzenie po pokojach mieszkalnych w osobnym wpisie, w międzyczasie możecie coś postnąć, jeśli chcecie!