Sekretna świątynia Sureliona; 26 orakt-ran
- miałem cholernie ciężki dzień .... odezwał się gwardzista. Ubrany był w miejskie łachmany. Pocerowane w wielu miejscach, ale za to czyste. Gwardzista podszedł bliżej Surieliskich braci. Oparł się o ociosaną bryłe nad którą zwykł pracować Elszar. Piękny będzie ten stół, a może ołtarz? Skomentował. Widzieliście barda lub Kielich? Wraz z swoją wypowiedzią objął wzrokiem całą komnatę, nie było to trudne ponieważ wielkością nie dorównywała nawet ceremonialnej sali Czarnej Krypty.
- Nie ma ich tu. Powiedział szybko Miclar. Miałem nadzieje, że ich tu znajdę. Na szczęście powoli zbliża się wspólna modlitwa dlatego też musimy jeszcze kilka dni zaczekać, aż Pan nas oświeci.
- Trudno musimy zatem działać sami. Powiedział strażnik, opierając się ręką o solidny kawał drewna. Nogą zarysował uśmiech na podłodze rozgartując wióry. - Milcar możemy zarobić 1000sz. Oczy gwardzisty zerknął na twarz towarzysza i czerpały z jego reakcji niesamowitą przyjemność.
- Widzisz, straż miejska bada sprawę z którą jesteśmy związani. Pamiętasz zapewne tego typa co spierdolił nam zaułku, zaraz po tym jak twój przyjaciel rybak wyzionął ducha? Pewien kupiec stracił przez morderce córkę i wyznaczył nagrodę, okrągłe 1000 złotych mord. Eco przyciągnął pod dupę zydel, i powoli podpierając się ręką usadowił swoją żyć, aż westchnął z zadowolenia. - ...aaaa, jak dobrze na chwile usiąść, następnie zaczął ściągać buty.
Masując stopy zaczął mówić - Początkowo chciałem zając się tym zgodnie z prawem, elfka nie była pierwsza, w mieście jest jakiś zwyrodnialec, który wycina oczy... wiecie na służbie jestem, podległy Fleithuch'owi. On mi to zlecił, ale nie ufam już jemu ... Sprawę badają kapłani ... . Wiecie on ma jakieś powiązania, ... przerwał... jest w rękach .. zeszkliły mu się oczy ... strażnik przez chwilę patrzył w palenisko zbierając słowa i po dłuższej chwili zdołał łamliwym głosem powiedzieć. .... z czaszkogłowymi się spoufala .... przez niego .... oni .... skrzywdzili mnie. Z mokrych oczu poleciała struga łez, szybko wytarta przez rękaw koszuli.
Po chwili ciszy wywołanej niecodziennym zachowaniem strażnika, Eco kontynuował, tym razem patrząc już w oczy wyznawców. - Strzałkę oddałem do alchemiczki. Wieczorem chciałbym, żebyś poszedł ze mną po jej odbiór. Zakładam, że dowiemy się jaka to była trucizna i może dowiemy się gdzie ją dostać, i tak po nitce do kłębka złapiemy tego skurwysyna i zdobędziemy nagrodę. Poźniej będę potrzebował pomocy żeby owinąć wokół palca Fleithua, zniszczą mnie, lub co gorsza oddadzą w ręce ... kapłanów śmierci ... powiedział łamącym się głosem.
- Muszę też pozbyć się kapłana ..... Angano, ostatnie słowo spowodowało odruch wymiotny, który na szczęście gwardzista zdążył powstrzymać. Otarł usta, zerknął na rękaw, który na szczęście był czysty i dodał. Wydawał się zaangażowany w śledztwo, dlatego przetransportowałem ciało podejrzanego do przesłuchania, ale okazało się że żebrak nic nie wiedział ... ale to nie istotne. Wypowiedział ledwo co.
- Potrzebują każdej pomocy, mogę na was liczyć?
Przekazuje informacje o pierwszej wizycie w strażnicy z Kapłanem, o nagrodzie, o kupcu, o moim śledztwie i o tym, że żebracy chcieli mi przeszkadzać,
o tym, że nie bylem w stanie przeszukać miejsca zbrodni, o tym że alchemiczka bada strzałkę, a poprzednią dostał kapłan, omijam to co zrobili i w Czarnej krypcie. zostawię to na rozmowę z Kielichem Magii. Po drodze idę odebrać, zamówioną broń. Kuszę ręczną, miecz krótki. Powinno mi starczyć kasy. Szerokim łukiem do alchemikczki podejdziemy pod Czarną Kryptę, może dwukółka jeszcze stoi... jak tak poproszę Milcra, żeby razem ze mną ja szybko stamtąd zabrał, a jak nie to trudno zgłoszę jej kradzież później w strażnicy. Następnie do Pani alchemik i jeżeli Milcarnie pójdzie ciągnę go za uszy za mną. Jestem incognito. Mam insygnia strażnika na łańcuszku na szyi. Pewnie jest coś takiego, jakaś odznaka, wisior etc.