PBF - Okna Duszy

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 05 sierpnia 2017, 14:09

Kwartał Rymarzy; 26 orakt-ran

Dostatnio odziany jaszczur znowu zasyczał, wyraźnie pytającym tonem. Ogarnięty euforyczną radością Otlaf przytaknął mu energicznymi kiwnięciami głowy, po czym przypadł do właściciela lektyki i ucapiwszy go obiema rękami za skórny wór na podgardlu ucałował prosto w rozdziawiony pysk. Reptillion zesztywniał w jednej chwili, naprężył się cały konwulsyjnie i zaczął przeraźliwie syczeć.

- Bądź pozdrowiony! - mieszaniec oderwał się od osłupiałego gada, okręcił w miejscu na wyszywanych złotą nicią poduszkach. Ktoś pociągnął w tej samej chwili za zasłonki lektyki, do jej wnętrza zajrzały okryte płaskimi hełmami reptilliońskie głowy o szeroko otwartych oczach i wystawionych badawczo jęzorach.

Otlaf wystrzelił z wnętrza lektyki niczym żywy pocisk, obalając przy okazji najmniej zwinnego z tragarzy. Nim którakolwiek z ospałych zimnokrwistych istot zdołała pojąć, co się dzieje, surelianin przeskoczył przez stragan jakiegoś zdumionego rymarza i zniknął w najbliższym zaułku przepadając bez śladu.
Otlaf w końcu bezpieczny, Czegoj może spokojnie strzelić toast za pomyślność swego pupila! W takim razie albo przygotujcie wszyscy trzej scenki ze spotkania w podziemnej świątyni albo napiszcie w technicznym, o czym chcecie sobie wzajemnie opowiedzieć, a ja zrobię z tego jedną obszerną scenę fabularną.

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 05 sierpnia 2017, 15:27

Sekretna świątynia Sureliona; 26 orakt-ran

Strudzony po ostatnich ekscesach w świątyni czaszkogłowych oraz po zakupach na niekończącym się targu Gwardzista w końcu doczłapał do świątyni. Niestety ni było w niej najwyższego, któremu mógłby powiedzieć jak potraktowali go Morghilici. Wewnątrz świątyni byli za to jego bracia, którzy mogliby mu pomóc w innych kwestiach. W głowie dalej piętrzyły się myśli, którym nie mogł powzwolić ucieć, jego serce choć rozbite na małe fragmenty i nadwyraz przestraszone, zapragnęło zemsty... Eco powtarzał sobie chłodno imiona, dzięki temu jeszcze trzymał się na nogach

... Fleithuch ...
... Angano

fabularne wstawię później, ale generalnie wolę póki co ominąć kłopoty w straży ... Dlatego mieczyk kupie i ręczna muszę też, ta co pobrałem z garnizonu. I tak dostanie sie Eco za rachunek od alchemiczki ... Dlatego chce kupić broń przed końcem służby ...
Ostatnio zmieniony 06 sierpnia 2017, 10:14 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 05 sierpnia 2017, 23:33

Mieszaniec pozornie słuchał Saar Sansara sepleniącego coś o astrologii. Ślepak choć sprawiał wrażenie uważnie się przysłuchującego to myślami krążył wokół Odzieraczy i tajemniczej sprawy jakiej zalążkiem była śmierć Borlona.

Do uszu Milcarra dobiegł nagle wyraźny odgłos zbliżającego się człowieka. Wyczulony zmysł słuchu bezbłędnie rozpoznał w charakterystycznym rytmie tupania, szurania osobę strażnika miejskiego. Było jednak coś dziwnego w tropie Eco, jakby szedł ciężej, jakby słabował.

- Eco. - przerwał nagle wywód reptiliona, nim gad zdołał w ogóle dosłyszeć cokolwiek.

- Csssso? - zapytał zdzwiony Saar: - Ja o koniukcsssssji ksssssiezycófff nie o Ecssso.

Osłupiony gad w mig zorientował się o co chodziło Ślepakowi. Do pomieszczenia wszedł strażnik miejski. Astrolog spojrzał na Eco po czym zapytał:

- Pod rydwan pssssssyjacsssielu wpadłesssss?

- Mówże co się stało. - wtrącił się Ślepak rozumiejąc nagle skąd ciężki krok Eco.
Pozwoliłem sobie wyproksować reptiliona.

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 06 sierpnia 2017, 10:44

Sekretna świątynia Sureliona; 26 orakt-ran

- miałem cholernie ciężki dzień .... odezwał się gwardzista. Ubrany był w miejskie łachmany. Pocerowane w wielu miejscach, ale za to czyste. Gwardzista podszedł bliżej Surieliskich braci. Oparł się o ociosaną bryłe nad którą zwykł pracować Elszar. Piękny będzie ten stół, a może ołtarz? Skomentował. Widzieliście barda lub Kielich? Wraz z swoją wypowiedzią objął wzrokiem całą komnatę, nie było to trudne ponieważ wielkością nie dorównywała nawet ceremonialnej sali Czarnej Krypty.

- Nie ma ich tu. Powiedział szybko Miclar. Miałem nadzieje, że ich tu znajdę. Na szczęście powoli zbliża się wspólna modlitwa dlatego też musimy jeszcze kilka dni zaczekać, aż Pan nas oświeci.

- Trudno musimy zatem działać sami. Powiedział strażnik, opierając się ręką o solidny kawał drewna. Nogą zarysował uśmiech na podłodze rozgartując wióry. - Milcar możemy zarobić 1000sz. Oczy gwardzisty zerknął na twarz towarzysza i czerpały z jego reakcji niesamowitą przyjemność.

- Widzisz, straż miejska bada sprawę z którą jesteśmy związani. Pamiętasz zapewne tego typa co spierdolił nam zaułku, zaraz po tym jak twój przyjaciel rybak wyzionął ducha? Pewien kupiec stracił przez morderce córkę i wyznaczył nagrodę, okrągłe 1000 złotych mord. Eco przyciągnął pod dupę zydel, i powoli podpierając się ręką usadowił swoją żyć, aż westchnął z zadowolenia. - ...aaaa, jak dobrze na chwile usiąść, następnie zaczął ściągać buty.

Masując stopy zaczął mówić - Początkowo chciałem zając się tym zgodnie z prawem, elfka nie była pierwsza, w mieście jest jakiś zwyrodnialec, który wycina oczy... wiecie na służbie jestem, podległy Fleithuch'owi. On mi to zlecił, ale nie ufam już jemu ... Sprawę badają kapłani ... . Wiecie on ma jakieś powiązania, ... przerwał... jest w rękach .. zeszkliły mu się oczy ... strażnik przez chwilę patrzył w palenisko zbierając słowa i po dłuższej chwili zdołał łamliwym głosem powiedzieć. .... z czaszkogłowymi się spoufala .... przez niego .... oni .... skrzywdzili mnie. Z mokrych oczu poleciała struga łez, szybko wytarta przez rękaw koszuli.

Po chwili ciszy wywołanej niecodziennym zachowaniem strażnika, Eco kontynuował, tym razem patrząc już w oczy wyznawców. - Strzałkę oddałem do alchemiczki. Wieczorem chciałbym, żebyś poszedł ze mną po jej odbiór. Zakładam, że dowiemy się jaka to była trucizna i może dowiemy się gdzie ją dostać, i tak po nitce do kłębka złapiemy tego skurwysyna i zdobędziemy nagrodę. Poźniej będę potrzebował pomocy żeby owinąć wokół palca Fleithua, zniszczą mnie, lub co gorsza oddadzą w ręce ... kapłanów śmierci ... powiedział łamącym się głosem.

- Muszę też pozbyć się kapłana ..... Angano, ostatnie słowo spowodowało odruch wymiotny, który na szczęście gwardzista zdążył powstrzymać. Otarł usta, zerknął na rękaw, który na szczęście był czysty i dodał. Wydawał się zaangażowany w śledztwo, dlatego przetransportowałem ciało podejrzanego do przesłuchania, ale okazało się że żebrak nic nie wiedział ... ale to nie istotne. Wypowiedział ledwo co.

- Potrzebują każdej pomocy, mogę na was liczyć?
Przekazuje informacje o pierwszej wizycie w strażnicy z Kapłanem, o nagrodzie, o kupcu, o moim śledztwie i o tym, że żebracy chcieli mi przeszkadzać,
o tym, że nie bylem w stanie przeszukać miejsca zbrodni, o tym że alchemiczka bada strzałkę, a poprzednią dostał kapłan, omijam to co zrobili i w Czarnej krypcie. zostawię to na rozmowę z Kielichem Magii. Po drodze idę odebrać, zamówioną broń. Kuszę ręczną, miecz krótki. Powinno mi starczyć kasy. Szerokim łukiem do alchemikczki podejdziemy pod Czarną Kryptę, może dwukółka jeszcze stoi... jak tak poproszę Milcra, żeby razem ze mną ja szybko stamtąd zabrał, a jak nie to trudno zgłoszę jej kradzież później w strażnicy. Następnie do Pani alchemik i jeżeli Milcarnie pójdzie ciągnę go za uszy za mną. Jestem incognito. Mam insygnia strażnika na łańcuszku na szyi. Pewnie jest coś takiego, jakaś odznaka, wisior etc.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 06 sierpnia 2017, 17:49

Półork też wszystko opowie, bez żadnych tajemnic.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 sierpnia 2017, 22:20

Chłopskie Krocze; 26 orakt-ran

Prowadzony pod ramię przez nienaturalnie spiętego Eco, Milcarr rozmyślał gorączkowo nad słowami miejskiego strażnika oraz zdyszanego Otlafa. Tajemniczy właściciele sakwy ze złotem i trupimi główkami nie próżnowali i tylko łaskawości Sureliona należało zawdzięczać cudowne ocalenie złodzieja z opresji w Kwartale Rymarzy. Jeśli Odzieracze zdołali bez trudu wypatrzeć śledzącego ich Otlafa, stawali się w oczach Ślepaka jeszcze bardziej niebezpieczni niż skrytobójca początkowo zakładał. Jednocześnie myśli Milcarra rozpalało wyobrażenie tysiąca sztuk złota wzmiankowanych przez Eco, wydających się w mniemaniu strażnika na wyciągnięcie ręki.

Ciepłe promienie słońca opromieniały gwarną ulicę, a uszy Ślepaka chłonęły dźwięki toczonych wszędzie wokół rozmów. W chwilach takich jak ta klątwa ślepoty rzucona na zabójcę doskwierała mu wręcz nieznośnie, przyprawiając o prawdziwe szaleństwo łagodzone wyłącznie wspomnieniem kojącego dotyku dłoni Patrishy.

Wsunięta w kieszeń spodni lewa ręka Milcarra muskała uporczywie zakrętkę malutkiej buteleczki, w której przelewało się kilka kropel błogosławionej graamickiej wody. Ubieganie się do pomocy specyfiku pochodzącego z innowierczej świątyni zawsze budziło zakłopotanie i poczucie winy u Ślepaka, jednakże niewiarygodnie wyrozumiały Surelion nigdy nie potępił tych wstydliwych praktyk swego czciciela.

- Nie ma jej - jęknął znienacka zrozpaczony Eco - Nie ma dwukołówki, ktoś ją ukradł! Co za chore miasto, co za skurwysyństwo! Wszystko tu kradną, Ślepak, to się w głowie nie mieści. Fleituh każe mnie wychłostać, jak nic.
Milcarr i Eco zmierzają do Duanthy, po drodze zahaczając o Czarną Kryptę. Wózka nigdzie nie widać, ale ja bym go jeszcze nie spisywał na straty - nic prostszego dla Eco jak pójść do świątyni i zapytać, gdzie się podział jego służbowy wózek!

Co do Ślepaka, niedaleka przyszłość może obfitować w różne ekscytujące zwroty akcji, dlatego zaopatrzyłem zabójcę w buteleczkę wody święconej wystarczającej na zdjęcie klątwy na 2k3 godziny. Jeśli Bartek zechce, może ją sobie zaaplikować (to jedna z trzech porcji specyfiku w jego posiadaniu, pozostałe dwie są ukryte w domu).

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 08 sierpnia 2017, 22:28

Dwukółką będę się zajmował później. Teraz czas na identyfikacje trucizny!
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 sierpnia 2017, 23:15

Pracownia Duanthy

Eco podejrzewał, że Duantha miała do swej dyspozycji tuzin identycznych gnomów: małych, pękatych, czarnookich i wrogo nastawionych do całego świata. Wszyscy nosili grube skórzane kubraki i rękawice, niektórzy zaś dodatkowo ochronne okulary, uchodzący na szczyt snobizmu wynalazek sławnego ostrogarskiego alchemika tana Rojera Śnieżnorzęsego.

Wszyscy też posiadali jeden obiekt uwielbienia i była nim rzecz jasna piękna właścicielka pracownicy. Eco miał czasami wrażenie, że na rozkaz Duanthy jej gnomy bez wahania wsadziłyby rękę do kotła z kwasem albo do klatki z wielkim żarłocznym szczurem.

Gnom prowadzący gości do właściwej części laboratorium - tej usytuowanej w solidnie obudowanej suterenie - mógł być pomagierem zapamiętanym przez strażnika z porannej wizyty albo też jednym z jego tuzina identycznych krewniaków.

- Moja pani, stróże prawa - oznajmił łypiąc na mężczyzn z ukosa, jakby szczerze poirytowany faktem, że ktoś śmie przeszkadzać jego mocodawczyni w jej badaniach. Wysoka elfka odwróciła się na dźwięk zapowiedzi od jednego z metalowych stołów, skinęła gościom na powitanie głową ściągając jednocześnie z wąskich dłoni skórzane rękawice.

- Jak widzę, niecierpliwość wręcz rozsadza naszych obrońców - powiedziała śpiewnym głosem, którego melodyjnego piękna nie psuł nawet czytelny sarkazm - Może mi się wydaje, ale słońce chyba ciągle wysoko... niemniej jednak nie wypraszam, łaska Dagonina z wami.

Żaden z przybyszów nie okazał rozdrażnienia dźwiękiem pochwał składanych pod adresem któregoś ze Starych Bożków. Kielich Magii wielokrotnie podkreślał potrzebę zachowania umiaru w okazywaniu wiary w odradzający się surelianizm, dla zapewnienia bezpieczeństwa młodej i wrażliwej na zagrożenia kongregacji.

- Wbrew pozorom analiza próbki nie była trudna - ciągnęła elfka zdejmując z sąsiedniego stołu szklaną probówkę ustawioną pomiędzy dwiema otwartymi księgami - Wyniki natomiast są bardzo intrygujące. Wiecie, co to pomurnik ździebłokrętki?
Ciekawe, czy wiecie... Bartku, daj jak najszybciej znać czy chcesz wetrzeć w oczy wodę święconą, zależy od tego treść moich przyszłych fabularek, bo czym innym jest opisywanie tego, co Milcarr słyszy, a czym innym tego, co widzi.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 09 sierpnia 2017, 15:23

Milcarr był zabójcą, nie raz słyszał o toksycznych dekoktach, które służyły pozbawianiu życia, ale o pomurniku nie słyszał. Oczywiście nie był zaskoczony diagnozą alchemiczki, bo uzycie trucizny było dla niego rzeczą oczywsitą, nikt nie umiera od ukłucia z małej dmuchawki. Pytanie było jak działało zioło i jakiej konkluzji może to wieść. Na przykład jeśli zioło było bardzo specyficzne, to zawężało to krąg tych którzy byli w stanie taki specyfik sprowadzić.

- Rzeknijcie pani, jak działa pomurnik. - zapytał.
Wodę zostawię na gorsze czasy. Jesli tylko sytuacja w jakimś momencie scenara zacznie się robić podbramkowa, to ślepak wtedy dyskretnie wetrze święconkę w oczy. Oczywiście tak długo jak to możliwe, będzie się starał udawać niewidomego dla zachowania elementu zaskoczenia (no chyba że nie będzie czasu się czaić;))

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 sierpnia 2017, 22:16

Pracownia Duanthy

- Istnieje wiele znanych uczonym trucizn pochodzenia naturalnego - Duantha oparła się plecami o blat stołu, skrzyżowała ramiona na piersiach przybierając pozę mentora. Luźny roboczy ubiór mający za zadanie chronić jej delikatną skórę przed poparzeniami w niczym nie ujmował elfce uroku, co musiał niechętnie przyznać nawet odporny na wdzięki żywych niewiast Eco.

- Nie są one wszelako zbyt popularne, ponieważ magiczne dekokty są znacznie skuteczniejsze i czasami łatwiejsze do sporządzenia od naturalnych specyfików. Wyjątkiem mogą być tutaj jady pochodzenia zwierzęcego, ale pomurnik ździebłokrętki nie ma nic wspólnego ze zwierzętami, to bardzo rzadko występująca roślina.

Duantha spojrzała z błyskiem zadowolenia w oczach na swych gości, ale nie doczekała się natychmiastowych przejawów uznania - co wcale nie umniejszało jej dumy z własnego odkrycia.

- Aby to odkryć, musiałam się posiłkować magią, ale jestem całkowicie pewna, że to wyciąg z tej rośliny. Tworzona na jej bazie trucizna bardzo szybko zabija i nie istnieje żadne naturalne antidotum mogące ową śmierć powstrzymać. Co ciekawe, rośnie podobno tylko w jednym miejscu na Orkusie Wielkim. Na północnym wybrzeżu Wielkiego Jeziora.
Alchemiczka na pewno jeszcze nie skończyła swego wykładu, ale może cisną się Wam na usta jakieś pytania?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 sierpnia 2017, 10:54

Pracownia Duanthy; 26 orakt-ran

Dwaj zasłuchani w opowieść elfki mężczyźni wstrzymali oddech, nie mając dość śmiałości, aby jej choć na chwilę przerwać. Obaj nie mieli pojęcia, dokąd będzie wiódł ów objawiony im znienacka trop, ale już poczuli na plecach dreszcz ekscytacji. Aura tajemnicy otaczająca sadystycznego zabójcę z dmuchawką zaczynała się powolutko rozwiewać.

- Jest taka mała wioska na północnym wybrzeżu, zwie się Burat-ar - powiedziała Duantha - Gdyby nie Koldo, nigdy bym sama tego nie odkryła. Pomurnik rośnie tylko tam, z powodów, o których mgliście wspominają ludowe podania olbrzymów. Trucizna nadaje się do ekstrakcji tylko w okresie przekwitania, pomiędzy dagin-ranem i orakt-ranem. Przez resztę roku to tylko bezużyteczne zielsko. Miejscowi, bardzo nieokrzesani i ubodzy wieśniacy, potrafią rafinować ten specyfik, by z jego pomocą zabijać największe drapieżne ryby na łowiskach, a czasami i błotne smoki. Co bardzo ciekawe, ta trucizna bardzo szybko traci swe właściwości, nawet poddana magicznej konserwacji. To dlatego jest tak mało popularna na rynku.

- Jak szybko? - Eco nie wiedział, czemu ta akurat właściwość pomurnika miała znaczenie, ale ton głosu Duanthy zdradzał, że było to w jakiś sposób istotne.

- Tydzień, najdalej dwa od chwili rafinacji - wzruszyła ramionami alchemiczka - W zależności od umiejętności specjalisty. To znaczy, że rośliny wykorzystane do zatrucia waszej strzałki zostały poddane obróbce w przeciągu ostatnich dwudziestu dni.

- I to zielsko rośnie tylko w Burym-Jarze? - upewnił się podekscytowany strażnik, bębniący palcami w rękojeść przypasanego do boku nowiutkiego miecza - Nigdzie indziej?

- Tak twierdzą znane mi źródła - Duantha pokręciła głową, odrzuciła palcami spadające jej na oczy pukle włosów - Jeśli rośnie gdzieś jeszcze, nic mi o tym nie wiadomo. Wiadomo mi natomiast coś innego. Kapitan Gnath jest mi winien pięćdziesiąt złotych za tę przysługę, bo potrzebowałam konsultacji u mojego dawnego mentora. Takie usługi słono kosztują i nie są zwolnione z opodatkowania. Koldo przyniesie kwit do strażnicy jutro po śniadaniu.
Jakieś pytania?

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 10 sierpnia 2017, 11:34

Eco, jest zafascynowanu postacią alchemiczki. Na początku wydawało mu sie oschła, ale w tym swoim brudnym fartuchu miała pewien czar i błysk napełniający krocze i serce. Zdziwiony, że jego męskość tak reaguję na Duanthę, strażnik ukłonił się z uśmiechem na Twarzy.

- Droga mistrzyni, czy istnieje szczansa że ktoś przygotował tą miksture w ostrogarze, ktoś z cechu? Może nasuwa Ci się ktoś na myśl. Ujęcie tego zabójcy jest bardzo wazne, nie chcemy dopóścić do kolejnych mordów i kradzieży oczu. Muszę to zorbić dla tej nieszczęsnej elfki. Eco bardzo się starał aby jego słowa brzmiały pewnie, przekazywały jego oddanie i zaangażowanie. Mówiąc o elfce patrzył głęboko w oczy alchemiczki, myślami jednak był w Czarnej Krypcie, wykorzystujac złe wspomnienia sprawił że zeszkliły mu sie łzami oczy. Nauczył się w pewnym sensie konrolowac twarz i ciało aby wyłudizć taki, ominąc pobicie, czy skrószyć lodowe serce obojętnym ja jego los gdy jeszcze żębrał na ulicach Chłopskiego Krocza. Miał nadzieje, że alchemiczka z litości zniży cenę lub chociaż uśmiechnie się do niego na pożegnanie, poniewaz Eco odczuł, że jeszcze się spotkają!

- Chcialbym jeszcze odzyskać strzałkę. Proszę również Panią o dokument na potwierdzenie analizy trucizny, czysta formalność. Niestety biurokracja i formalne dokumenty wybijają romantyczność, którą stara się zaznaczyć Eco.
Eco ma plan ;) Będzię zdobywał Elfkę, dziwne to dla niego. Ostatnie wydażenia zmieniły go troszeczkę. Pobiore strzałke i jakiś dokument do straznicy, który potwierdzi truciznę zlokalizowaną na strzałce. Spróboję jeszcze coś utargować, oczywiście zachowując wymagany respekt. Wyjdę ze ślepakiem i zaanonsuje, ze musimy się naradzić, znaleźć Oltafa i może przeszukać raz jeszcze miejsce zbrodni,
bo wypad w tamto miejsce niezbyt mi się usmiecha.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 10 sierpnia 2017, 14:02

- Albo komuś zależało, żeby zatrzeć po czasie ślady zbrodni, albo pochodził z tej wioski, choć ciężko mi uwierzyć, że proste wieśniaki mogły być zamieszane w taki proceder i szastały złotem na lewo i prawo. - beznamiętnie stwierdził Ślepak, pozostając niewzruszony na zmianę tonu jakim zaczął gadać Eco.

Co on będzie w koperczaki szedł do tej alchemiczki? I co potem? Zasztyletuje ją, żeby dać upust cielesnym żądzom? Albo może liczy, że tamta będzie dekokty zażywać co by martwą udawać... - mysli kłębiły się w głowie Milcarra, bo sposób w jaki gadał strażnik nie pozostał niezauważony.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 sierpnia 2017, 14:19

Pracownia Duanthy; 26 orakt-ran

Powracające uparcie wspomnienia koszmaru w Czarnej Krypcie sprawiły, że oczy gwardzisty zeszkliły się zauważalnie, a w jego głosie zadzwoniły nuty szczerego bólu. Nie mająca pojęcia o prawdziwych źródłach tej emocjonalnej mowy ciała, Duantha spojrzała na Eco wyraźnie życzliwszym okiem, powitała jego pełny szacunku sposób konwersacji oraz troskę o schwytanie zabójcy z oczywistą aprobatą.

- Życzyłabym sobie, aby inni ostrogarscy strażnicy przykładali równą wagę do swoich obowiązków - oznajmiła zamykając jedną z otwartych na blacie stołu ksiąg - Nie mam pojęcia, kto mógłby posługiwać się tak plebejską trucizną, bez urazy dla plebsu. Licencjonowani praktykanci alchemii w Ostrogarze mają dostęp do znacznie bardziej dostępnych specyfików. Zresztą nie przyjmujcie za pewnik, że to był alchemik, każdy z odpowiednią wiedzą mógł to wydestylować. Jak wspomniałam, to bardzo sezonowa trutka. Jeśli miałabym iść w zakład, obstawiałabym kogoś, kto wywodzi się z północnego wybrzeża, ale szukanie takiego w mieście bez ubiegania się do potężnej i kosztownej magii to gwarantowana porażka.

- Zbyt wielu alchemików w Ostrogarze? - odezwał się rozumiejący zastrzeżenia elfki Milcarr.

- Nie mam wglądu w rejestry gildii, ale myślę, że w Ostrogarze praktykuje obecnie ponad tysiąc kolegów po fachu, a prawie każdy z nich ma pomocników i uczniów - Duantha ponownie wzruszyła ramionami dając wyraz swej bezradności - Co do rachunku, ja się nie targuję. Kapitan Gnath zawsze jest zadowolony z poziomu usług, dlatego żądam realnej zapłaty za swoją wiedzę. Pięćdziesiąt złotych.

Elfka wyciągnęła do Eco rękę, podała mu niewielkie drewniane pudełeczko.

- Strzałka jest w środku. Radzę uważać, zostały na niej drobiny trucizny, więc wciąż jeszcze może zabić.

- Twe badania przyniosły ogromny owoc - Eco ukłonił się na dworski sposób, który podpatrzył na Karczemnym u bawiących tam szlachetnie urodzonych - Jestem pewien, że tylko dzięki nim zdołamy schwytać pewnego okrutnego zbrodzienia. Dziękuję w imieniu kapitana, pani.
Duantha oddała Eco strzałkę, rachunek trafi do strażnicy jutro. Eco i Milcarr wyszli na zewnątrz, stoją w bezpiecznym miejscu na ulicy, mogą się spokojnie naradzić. Generalnie otwiera się pewien nowy trop, ale prowadzi poza miasto, na drugą stronę jeziora! Być może w Burat-arze najłatwiej będzie się dowiedzieć, kto korzysta z morderczej mocy pomurnika? Oczywiście to jedna z kilku opcji. Zresztą nie wiadomo, co sierżant Fleituh będzie miał dla swego pomagiera jak już wróci z wyprawy do Srebrnej Dzielnicy (a może już wrócił i wścieka się, że Eco się nie melduje?).

Co do Otlafa, Czegoj zaznaczył, że jest na urlopie, więc może lepiej nie męczyć go do końca miesiąca i założyć, że Otlaf się gdzieś zaszył znikając z oczu Odzieraczy (może ewentualnie siedzieć w podziemnej świątyni).

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 10 sierpnia 2017, 15:34

Ulice Ostrogaru, chłopskie krocze, 26 orakt-ran

- Milca, słuchaj. Odezwał się Eco po dłuższej chwili milczenia, które towarzyszyło śmiałkom podczas przedzierania się ulicami Chłopskiego Krocza. - Wolałbym jednak nie jechać do tej wioski, nie lubie pałętać się poza murami ale chętnie usłyszę co Ci przychodzi na myśl, wiesz ... kontynuował... Powiedziałem Ci o nagrodzię gdyż chcę abyśmy razem ja zdobyli na chwałę najwyższego. Mówiąc to strażnik porozglądał się dookoła, za dodatkowymi uszami, które mogłby podsłyszeć ich słowa. Zniżając głos mówił dalej. - Musze zdać relację w strażnicy i tak oberwie mi się za dwukółkę, boje się, że Fleituh jest w zmowie z czaszkogłowymi. Z trudem wymówił ostatnie słowa, a pot jak rosa obsiał jego czoło.

- Może Saar nam pomoże? Chyba potrafi jakies magiczne sztuczki. Pogadaj z nim proszę, muszę wstawić się na do końca zmiany. Kielich wie co mnie czeka. Eco koił sowje myśli obrazem alchemiczki, która chłodziła swoje nagie ciało dla niego w mroźnej wodzie, była jednocześnie żywa i martwa jendocześnie, przez zmrożoną skórę. Umysł Eco jednka wrócił do obecnej chwili.

- Tu się rozejdziemy, jesteśmy na Rozdrożu, dalej to już nasze okolice. Strażnik czekał na reakcje Milcara aby upewnić isę, że ślepak poradzi sobie w odnalezieniem drogi.

- Powiedz tyko gdzie się spotkamy wieczorem, wymyślimy plan działania. Może dowiem się czegoś w strażnicy, boje się tylko, że mogę już z tamtąd nie wyjść. Strapiony Eco położył dłoń na dłoni Miclara. Weź to na przechowanie, proszę.
Jakbym umarł to Milcar dostał klucz do czynszówki Eco. Drugi ma w kieszeniu. Zabieram się po rozmowie z Ślepakiem. Szybko do domu, ubieram zbroje i ubłoce gdzieś miecz, zeby się tak nie świecił jak psu jaja i lece do strażicy zdać kuszę i raport...
Niechciałbym aby ta sesja była wyłącznie prowadzona przez jednego bohatera tj. Eco. Jendkaże strażnik musi złożyć raport Fleituhowi. Chciałbym jednak abyśmy razem z Otafem i Milcarem złapali skurczybyka i zarobili 1000sz. Pewne jest jednka to, że Milcar nie może iść ze mną do strażnicy.
Ostatnio zmieniony 10 sierpnia 2017, 15:39 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

ODPOWIEDZ