Port w Chłopskim Kroczu, 26 orakt-ran
Guomb od początku tkwił w przeświadczeniu, że wyprawa za mury miasta była złym pomysłem. Kilka razy nawet nosił się z myślą o wyrażeniu tej opinii na głos, ale w pamięci ciągle miał lanie jakie Wutan spuścił mu za wyjawienie starszym plemienia, kto spółkował w noc przesilenia z waderą wodza.
Wutan wszem i wobec obnosił się z przeświadczeniem, że miastowi to skończeni głupcy ociekający złotem i klejnotami, wręcz domagający się tego, by szaleńczo mężni i żądni przygody wojownicy klanu Pyskaczy obdarli ich z całego majątku. Za nic mając surowe zakazy wodza, Wutan opuścił cichaczem rozbity na zachodnim brzegu wyspy koczowniczy obóz, w którym wyznający katanizm Pyskacze czekali niecierpliwie na rozpoczęcie kosar-ranu. Razem z towarzyszącymi mu kompanami, Guombem i Bebokiem, napadł na płyciźnie na jakiegoś samotnego poławiacza małży, utopił go z charakterystycznym dla goblińskich wojowników męstwem, a następnie okradł z całkiem wygodnego czółna.
Kiedy wiosłujący rękami nieludzie wpłynęli do jednego z portowych basenów Chłopskiego Krocza, zdawało im się, że przekroczyli złocone bramy jakiegoś podniebnego królestwa niemożebnie bogatych dżinów. Dzień później, okradzeni przez miejscowych, obici przez straż miejską i żołdaków jakiegoś księcia, przeklinani wielokrotnie przez rozmaitych nadętych i butnych kapłanów, głodni, zmęczeni i przerażeni ostrogarskim światem Pyskacze myśleli jedynie o tym, by jak najszybciej uciec z powrotem do bezpiecznego, wiecznie pijanego i chędożącego każdą dopędzoną samicę obozowiska.
Lecz duma Wutana nie pozwalała mu opuścić miasta z pustymi rękami. Zrodzony w łepetynie pyszałkowatego młodziana plan zwabienia do łódki jakiegoś nieszczęśnika wydał się Guombowi wielce ryzykowny, ale i tym razem najmłodszy z trójki goblinów nie odważył się zaprotestować.
Wychudzony i noszący nędzne odzienie człowiek na pomoście wydał się zresztą wyjątkowo łatwym łupem, toteż zebrawszy w sobie zrodzoną z desperacji odwagę goblin wdarł się na przystań gotów zarąbać Ostrogarczyka maczetą choćby i na oczach innych mieszczan.
Pierwszy zadany długim ostrzem sztyletu cios sięgnął jego gardła ponad krawędzią kaftana z dziczej skóry, naostrzona stal przekłuła tchawicę Pyskacza topiąc w gorącej krwi mężny wrzask. Drugi sztylet utkwił w szyi goblina tuż obok pierwszego, a wtedy potwór w ludzkiej skórze z przerażającym uśmiechem na ustach wydarł z rany pierwsze ostrze i wraził je prosto pod osłoniętą pachę próbującego cały czas podnieść maczetę Guomba.
Prawdziwie słusznego zdania był młody gobliński grabieżca, kiedy wsiadając do rozkołysanej na falach łódki powtarzał w sobie w myślach, że wyprawa do Ostrogaru była złym pomysłem.
A teraz pora na parę cyferek. Na początku rozliczyłem atak Milcarra zakładając, że oburęczność pozwala na jednoczesne uderzenia i w tej wersji Ślepak dosłownie zaszlachtował swego przeciwnika wbijając mu ponad 300 punktów obrażeń. Potem na shoucie doszliśmy do zdania, że ataki powinny być naprzemienne, dlatego ponownie przeliczyłem rzuty.
Trzej grabieżcy to goblińscy wojownicy POZ 2, zmodyfikowani pod względem ekwipunku (bez tarcz oraz w skórach zwierzęcych grubych, a nie w zbrojach kurtkowych) - co nie zmienia faktu, że nadal są bardzo niebezpieczni dla bohatera POZ 0!
RTR 136 przeciwko OB 49, a wyniki rzutów na trzy pierwsze ataki odpowiednio 39, 68, 20. Ciosy zostały zadane w 68, 58 i 48 momencie (co znamienne i warte wyjawienia, goblin miał uderzyć w 47 momencie maczetą). Trzy celne pchnięcia (Bartek tego nie deklarował, ale przyjąłem za oczywiste ataki kłute) zadały kolejno 125, 63 i 102 obrażenia. WYP Pyskacza 45, netto weszło 155 ran.
Pierwszy przeciwnik wyeliminowany, ale runda jeszcze nie dobiegła końca! Mamy 48 moment, to spore pole do manewru dla Milcarra. Padający goblin ma 50% szansy, że upadnie na pomost. Milcarr może go przytrzymać bez testu ZR tak, by upadł na deski, może go też bez testu ZR zepchnąć do wody, by utonął (bo jest w agonii). Może też po udanym rzucie na 1/2 ZR zepchnąć go prosto do czółna. Każda z tych akcji to koszt 2 segmentów.
W sparingu jeden na jednego Milcarrowi bardzo pomógł fakt, że przeciwnik musiał się wspiąć na pomost, co bardzo ograniczało jego możliwości ofensywne. Starcie na pomoście z parą goblinów może się zakończyć zupełnie inaczej!