Goblin wierzgnął jak wyrzucona na dno łodzi ryba, wydając z siebie ryk przerażenia. Milcarr kopnął go w rzyć:
- Siedź spokojnie na rzyci! Krotochwile prawię jeno półgłówku! Kto by tam cie chciał zeżreć niedojdo!
Wutan uspokoił się dopiero dłuższej chwili, wciąż nie dowierzając, że nie jest nabijany na rożen i rozwieszany nad paleniskiem. Ślepak spytał:
- Ketras jest? Są Eco i Otlaf? - Dodająć potem ciszej: - Olf go weźmie pod swoją kuratelę, może się przyda obkurwieniec.
Ślepak opowiedział przebieg wydarzen w porcie i zamiary co do jeńca. Nie miał żadnych wieści od druhów, a miał nadzieję, że mieli więcej szczęścia niż zabójca, którego misja w porcie okazała się nieudana (nie licząc oczywiście jeńca i kilku drobnych nagród rzeczowych). Może innym kultystom powiodło się lepiej w tajemniczym śledztwie.
- Po co ci te ości? - zapytał zaciekawiony.
- Sstrassnie trudna układanka - odpowiedział szpetny jak noc reptillion, oblizując rozdwojonym jęzorem nozdrza i postukując pazurami ręki w blat starego stolika - Swissenie ssyni misstssa! Ktoss barsso głupi wyssucił te ossci do ssmietnika! Sstrassnie mi było ich sskoda.
- Tia, napewno mu było szkoda... - przytaknął zabójca bez przekonania. Przez chwilę przyglądał się z niedowierzaniem reptilionowi z pietyzmem ukłądającemu rybie ości, które dla Ślepaka były godne co najwyżej wyrzucenia do rynsztoku. Przyzwyczaił się już do dziwactw Sar-Sansara, wiedział jedank, że przy najbliższej okazji trzeba będzie odłożyć układankę na miejsce - czyli na śmietnik. Reptilion miał niezdrową tendencję do gromadzenia śmieci i gdyby nie fakt, że Ślepak na bieżąco pozbywał się sssskarbów gada, to ich siedziba zostałaby już zapchana rupieciami po samą powałę.