Podszedłem te kilka kroków w kierunku skrzywdzonego zrządzeniem losu mebla, przetarłem brudnym ramieniem oczy nabiegłe od łez, by lepiej przyjrzeć się zniszczeniom. Miałem nadzieję że wiele się nie stało, że może tylko noga... Myliłem się, mechanizm rozkładania złamany na pół i kompletnie zniszczony, duża dziura w blacie. Klęczałem ocierając raz za razem twarz zalewaną przez łzy, nie baczyłem co pomyślą o mnie inni kultyści. Stało się coś strasznego, piękno które zaczynało błyszczeć dzięki mej pracy, obrócone zostało w niwecz. Łzy lałem już strumieniami, słyszałem wyraźnie moralizatorską mowę półboga, jakie znaczenie miało teraz czy ma racje i dlaczego mówił zagadkami. Teraz, kiedy należało po prostu krzyczeć. Ale głos uwięzł mi w gardle. Gładziłem opuszkami delikatne, szlachetne drewno, kiedy było drzewem przewyższało dostojeństwem każdego tana Ostragaru.
Trwało chwilę nim towarzysze odciągnęli mnie od zgładzonego mebla, mówiąc coś o krwi, myślałem że chodzi im o krew Otisa, w końcu dotarło do mnie że krwawię z uda. Jak i kiedy to się wydarzyło nie miałem pojęcia, ale i teraz mnie to nie interesowało. Popatrzyłem na wymieszaną kałużę mojej i Otisowej krwi w obliczu zniszczonego stołu, mnogość symboli dzisiejszego dnia była zadziwiająca. Pojąłem. Uspokoiłem się.
-Otisie, tak wiele nas krzywdy dzisiaj spotkało i Ciebie i mnie, krew nasza wymieszana zrządzeniem losu. Spójrz! Weźmy ta prostą butelczynę i wypijmy gorzki płyn na znak naszego braterstwa- wyjmę mą tajną buteleczkę z brandy, kiedy napijemy się podam innym- i Wy bracia pijcie, bo nowe przymierze się rodzi, a stara samotność ginie -po czym napełnię raz jeszcze buteleczkę, tym razem czystą wodą- Pijcie wszyscy ten czysty płyn, bo tak oczyszczeni rozpoczynamy nowy etap naszej na tym świecie misji. Pij Otisie i TY napij się Jarehu i panicz Eric niech się z nami napije...
Przytulę Otisa. Już się nie smucę, naprawię stare piękne drewno, nie będzie stołem, to będzie czym innym.
-Nie spalcie proszę ołtarza życia, jeszcze się nada.
Pospiesznie posprzątam resztki stołu, o dziwo nogi są nienaruszone. Otis chętnie mi pomoże. Kiedy dojdę do siebie i opatrzę ranę, wezmę mandolinę i zagram, bom tego jeszcze nie czynił, a czas nagli. Grał będę cicho.
-Pozwolicie że zagram Wam, by łatwiej było nam podjąć decyzję, choć ja wiem co powinienem zrobić.
https://www.youtube.com/watch?v=K5w1Gs3UmNs
[/center]