Upadające monety przykuły uwagę dwóch Oprychów. Ich wzrok lizał każdy ruch który wykonywały srebrne krążki. Drugi wzdrygnął jakby odruchowo chciał rzucić się na jaśniejące w brei bogactwo. Jednak pierwszy zatrzymał go swoją nad wyraz obrośnięta włosami ręką - Stójta!
Pierwszy zmierzył wzrokiem krok Sureliona przy którym dumnie dyndał mieszek wypełniony kolejnymi srebrnikami. Podciągnął siarczyście nosem zasysając smarki aż do gardła, po czym splunął pod stopy drugiego. Woń jaka towarzyszyła wypowiedzi Pierwszego dosięgnęła nozdrzy Ketrasa, dając mu do zrozumienia, że oprychy to tylko chorowici żebracy, nad którymi wisi nieuchronny koniec dni, spowodowany plagą jączących się wewnątrz ciała ran.
Żebrak długo miętosił zębami swoje wargi dając do zrozumienia jak potężne myśli kotłują się w jego głowie, kompletnie nie zauważając jak Elszar, który oglądał fasady budynków przekradł się na jego flankę.
- No bradku! Wypowiedział do jego bard ucha przykładając do do pleców żebraka narzędzie, które sugerowało zranienie w dogodnym dla grajka momencie. - powiedz no skąd to się wzięło to płótno szlacheckiego powozu w tym miejscu?
Drugi widząc oprawcę w postaci barda trzymającego w szachu pierwszego, poderwał się do ucieczki. Już po pierwszym kroku oddech rzęził żebraka, co pozwoliło Ślepakowi bezbłędnie zlokalizować kolejny krok uciekiniera. Żwawy nożownik szybkim susem stanął za filarem arkad, wsłuchał się w kolejny krok Drugiego i w odpowiednim czasie podstawił mu pod nogę swoja długą lagę. Która wytrąciła uciekiniera z równowagi. Pęd cielska sprawiał, że z każdym krokiem twarz żebraka była coraz wyżej ziemi i na nic nie zdało się machanie rekami. Kurha! Przeklną ni to w Orkowym oprych przed tym jak twarz zanurkowała w bajorze między domostwami. Upadek był tak niezdarny, że spodnie biedaka ściągnęły się do kolan obnażając obsrane kobiece pantalony.
Pierwszy widząc upadającego przyjaciela chciał wyrwać się Elszarowi ale ten tylko mocniej dźgnął go w plecy, aż Pierwszy naciągnął grzbiet jak rasowy kocur. - Jak się ruszysz, to wbije Ci to głębiej, a w tedy zalejesz się krwią od pasa aż po stopy. Gadaj, skąd żeś wziął te świecidełka, a ten drugi skąd wziął pantalony szlachcianki? Wiecie, że przez takie wybryki straż powiesić was może?
Pierwszy zalał się łzami. W jego umyśle przewijały się obrazy jak pił dyniowe wino, jak kiedyś jeden z kupców rzucił mu do czapki złotego Katanka, jak później pił z kolegami może wina, jak gnał boso po plaży i jak skorupiaki wbijały mu się w brudne stopy ... z plątaniny zamyślenia wyrwało go syknięcie złowrogiego słowa.
- Gadajcie obsrańcy! Wycedził przez zęby Ketras, któremu kończyła się cierpliwość na takie wybryki nic nieznaczących żuli.
- Nie zabijajcie Panie! Błagalnym szlochem odpowiedział Pierwszy. - My nic nie widzieli, Ci kazali wóz do szopy schować. Łoo! tam, za domem! Machał prawą ręką, jednak niezbyt dokładnie. Bednarz tamże beczki robotał. Tam bryczkę zakryli, tylko nie zabijaj, nie zabijaj!
Elszar widząc żałosny szloch żebraka zwolnił nacisk swojej fujarki jego plecach, ten padł na kolana tuż przed Suerlionem - Mniej litości Panie! rzucił żebrak i rękami zaczął macać błoto w poszukiwaniu srebrnych krążków!