PBF - Okna Duszy

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 25 października 2017, 22:04

Milcarr chętnie przejmie wszelkie znalezione sztylety i jaką porządną lagę. Sakiewki oczywiście! Zbroją kurtkową też nie pogardzi, choć okryje ją łachmanami. Myślę, że nie ma tu co długo zabawiać. Generalnie streszczamy się (Milcarr może zbroję założyć później nawet, po ulotnieniu się z miejsca potyczki). Jak znam MG to nie pozwoli am zbyt długo baraszkować pośród tylu dóbr...:o

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 26 października 2017, 12:55

Dzika knieja, 26 orakt-ran

Zapytany o znajomość pobliskich osad, Rokko nic nie odpowiedział, toteż bard odwrócił się w jego stronę zniecierpliwiony milczeniem starca. Wówczas i on ujrzał przyczajonego w chaszczach burego wilka, przyglądającego się plądrującym zwłoki surelianom z ogromnym zaciekawieniem. Wielki pysk drapieżnika ubrudzony był świeżą końską posoką, a w leciutko rozchylonych szczękach lśniły ostre jak igły zęby.

- Kurwości, bestia! - Eszar ścisnął oburącz zabrany jednemu z zabitych długi miecz, zakreślił nim kilka łuków w powietrzu łudząc się nadzieją na odstraszenie wilka - Do mnie, kupą! Razem damy mu radę!

Przestraszeni, ale i zdeterminowani, niedawni niewolnicy stłoczyli się naprędce pośrodku traktu, wywijając groźnie zdobycznym orężem i pohukując na zwierzę. Kiedy w stronę wilka poleciał ciśnięty przez Rokko but, a potem wypełniony wodą bukłak rzucony przez Otlafa, leżące dotąd w trawie stworzenie podniosło się z godnością na łapy i zniknęło w zielonej gęstwie niczym bezszelestny duch.

- Prawdziwie mieliście rację - jęknął z ulgą Karhuan spoglądając na surelian - Przeląkł się naszej kupy i uciekł!

- Teraz wiem, dlaczego wokół mojego wychodka nigdy nie ma żywej duszy - roześmiał się nieco histerycznie bard, opuszczając miecz wzdłuż nogi, ale popatrując wciąż czujnie na zarośla - W wychodku leży ma kupa, każdemu się trzęsie dupa, bo kupa Eszara swą mocą powala, kładzie pokotem od zaraz!

Pamiętni traumatycznych przeżyć, walczący bezustannie ze stresem, przemęczeni i zmartwieni swą niepewną przyszłością więźniowie wybuchnęli w jednej chwili krótkim szaleńczym śmiechem, niektórzy wręcz popłakali się z niewybrednego dzieła barda.

- Prawdziwy z was artysta, zacny panie - oznajmił Rokko ocierając oczy - Ale teraz lepiej nam będzie stąd zwiewać, żeby się ten chędożony zwierzak nie rozmyśli abo nie zgłodnieje.

- Pytałem, czy znasz jakieś osady w pobliżu, insze jak Atakar-kir albo Ahra-kir? - powtórzył bard wsuwając ostrze do pochwy - O Burat-arze słyszałeś może? To taka malutka wioska rybaków, gdzieś tu w pobliżu.

- Ja nie tutejszy, panie, pochodzę spod Tagar - starzec pokręcił przecząco głową - Ale pamiętam, jakeśmy z Atakar-kiru wyjeżdżali, w którą stronę. Jeśli do brzegu jeziora chcecie, to mus nam będzie w las się zapuścić w tamtym kierunku, tam za drzewami musi być brzeg.

- Myślicie, że to daleko, pany? - wtrącił Karhuan - Bo może nam najlepsiej do jeziora, a potem jakową łódką do Ostrogaru? Nigdy nie byłem w Ostrogarze, ale to przecie stolica bogów! Tam nawet żebracy jedzą z pozłacanych misek, a śpią na jedwabiach! Kto tam raz dotrze, ten już na wieki wieków nie musi się o nic troskać, nawet taki niewolny jak ja.
Jeśli każdy z Was ma zamiar zabrać tylko jeden pancerz i podstawowe uzbrojenie, to z dostępnych w zasięgu wzroku trupów możecie sobie ściągnąć dowolnego rodzaju zbroję kurtkową (kto co chce, biorąc pod uwagę przeferencje odnośnie ograniczeń ZR i SZ). Są cztery małe drewniane tarcze. Dość sztyletów i noży, by każdy surelianin miał po dwie sztuki broni krótkiej. Z długiej do wyboru miecz krótki lub długi, topór typowy, pałka. Żadnych broni miotających niestety (muszę mieć na względzie zdrowie wilka, jeszcze nie zdążył nikogo ugryźć). W sakiewkach w sumie 238 srebrników oraz 15 złotych. Żywności i wody na jeden dzień dla wszystkich.

I teraz pytanie o finalny plan marszu. Możecie się cofnąć wzdłuż drogi do Atakar-kiru, gdzie niedawno Angano sprzedał Was w niewolę (i gdzie być może wystarczy wmieszać się między przechodniów, by złapać jakiś statek powrotny do stolicy). Możecie pomaszerować w stronę Ahra-kiru, gdzie mieści się niesławna szkoła gladiatorów. Co istotne w przypadku dwóch pierwszych opcji, nie wiecie, gdzie tak naprawdę zniknęła reszta karawany. Może wszyscy leżą martwi gdzieś za zakrętem traktu, może zawrócili galopem do Atakar-kiru , a może popędzili dalej na złamanie karku do Ahra-kiru. Jest to o tyle ważne, że jeśli gdzieś się na handlarzy napatoczycie (albo jeszcze gorzej, na Angano), zostaniecie niechybnie rozpoznani. Jest też trzecia opcja, poprzecznie do drogi w las na południe i bezdrożem do wybrzeża (nie może być daleko, bo obie osady mają porty, więc i łączący je leśny trakt musi sąsiadować przez pas gęstwy z brzegiem). Marsz wybrzeżem w jedną albo drugą stronę zawsze zwiększa szanse na odnalezienie Burat-aru.

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 26 października 2017, 18:22

Według mnie marsz wybrzeżem to najlepsza opcja. Zawsze w razie braku żywności możemy zapolować na jakieś rybki. Kierunek jest mi właściwie obojętny.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 26 października 2017, 20:22

Popieram przedmówce, lepsze trolle bagienne niż ogry gwałciciele lub handlarze niewolników:o

Odnonie ekwipunku, to Milcarr rekwiruje tyle złota i srebra ile się da, kilka sztyletów, zbroję kurtkowo-metalowaną i zrobi sobie laske z jakiejś gałęzi.
Ostatnio zmieniony 26 października 2017, 21:20 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 26 października 2017, 21:02

Wciąż oczarowany dzikością i grozą zwierza, śledziłem jeszcze jego ucieczkę w mrok. Leśna droga wydawała się szeroką ostragarską aleją, dawała namiastkę cywilizacji i stabilności, w otaczających ciemnościach. Pomny jednak ostatnich wypadków, uznałem obietnicę drogi za ułudę.

-Wejdźmy w las i kierujmy się w stronę jeziora, następnie na północ. Jeśli jest jakaś rybacka wioska, to zakładam że między większymi osadami. Wolę kły wilka, niż zwykłą złość ludzką.
Mam tylko nadzieję że wilk skrył się, po przeciwnej stronie drogi, niż jezioro.
Ustalmy kolejność, czy tam szyk marszu, w zależności na ile pozwala las. Możemy też, pójść kawałek lasem wzdłuż drogi i sprawdzić czy karawana w istocie tam jest. Ale to kolejne ryzyko.
Jezioro to więcej światła i pożywienie.

Kurtkowa normalna -ZR 1/2SZ, tarcza drewniana mała, miecz krótki, nóż (lub 2 jak mogę), buty, żarcie, bukłak, kasa. Te gwoździe na haczyki i jakiś sznurek, ale nie będę szukał specjalnie, jak od razu nie znajdę.

MG
Spoiler!
Miecz krótki biegł 45 TR 65 obr. 75kł 65ć op.3 AT 2 OB 8 [chyba że jeszcze coś za miecze ciężkie]
obrona: zbroja 9 tarcza 20 ZR 51=80 z bronią 88 wyp.25/60/55

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 26 października 2017, 21:37

Niestety mam chwilę tylko na wpis techniczny. W rozmowie chce się dowiedzieć jak wyglądał ten jegomość. Jakie były ego znaki szczególne, barwa głosu,
zachowanie, powtarzające się zwroty, ton głosu etc. nawet jakby miał się dowiedzieć że nie miał zębów to też dobrze!
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 października 2017, 08:10

Dzika knieja, 26 orakt-ran

Później, po kłótliwej dyskusji, Eszar i Otlaf doszli do wniosku, że dystans dzielący leśną drogę od piaszczystego brzegu jeziora nie mógł być większy niż dwie mile katańskie, ale przeprawa przez nieprzyjazną zieloną gęstwę sprawiała wrażenie ciągnącej się w nieznośną nieskończoność. Zbite ciasno chaszcze drapały odsłonięte części ciał mężczyzn długimi kolcami, sprężyste gałązki chłostały idących w tyle, najbardziej zaś nieszczęsnego Milcarra. Jakby tego było mało, rozglądający się czujnie na wszystkie strony zbiegowie mieli nieodparte wrażenie, że gdzieś po bokach niewielkiej kawalkady krąży bezszelestny bury cień, dostrzegalny jedynie kątem oka, rozmywający się pośród zwyczajnych barw puszczy.

Zbiegowie szli w ciężkim milczeniu, oszczędzając siły, nie myśląc nawet o popasie. Wszyscy chcieli czym prędzej dostać się na brzeg jeziora, gdzie podług słów Otlafa wędrówka miała stać się znacznie łatwiejsza, a widoczność dużo lepsza, zwłaszcza w kontekście tropiącego grupę drapieżnika.

Idący przodem Rokko, ustawicznie odsuwający z oczu sklejone potem kosmyki włosów i rozgarniający zarośla drzewcem zdobycznej włóczni, pierwszy dostrzegł coś między rzedniejącymi znienacka drzewami.

- Patrzajcie, to chyba woda!

Słysząc jego pełen nadziei okrzyk pozostali uciekinierzy przyśpieszyli natychmiast kroku, zrównali się ze starszym niewolnikiem spoglądając przed siebie.

Chwilę później wypadli nieskładnym truchtem na wąski pas jasnego piasku oddzielający ścianę lasu od ciemnej toni Dan-Ugar. Ciepła woda na spoconej i upstrzonej plamami zaschłej krwi skórze zdała się zbiegom prawdziwym balsamem, alchemicznym luksusem dla bogaczy. Karhuan wbił w piasek swój miecz i cały zanurzył się w toni ochlapując z premedytacją najbliższych towarzyszy.

- Wyłaź stamtąd, bo cię coś zeżre - zawołał przezornie Eszar, zadzierając głowę pod wpływem wspomnienia polującego w przestworzach smoka - Zresztą nie czas na swawole.

Krążący wzdłuż niewiekiej zatoczki Rokko dotarł do jej północnego krańca oddalając się nieco od kompanów. Otlaf i Eszar zmarszczyli czoła widząc jak wspinający się na wciętą w jezioro skarpę starzec znienacka macha do nich nagląco ręką.

- Coś zoczył! - oznajmił całkiem niepotrzebnie Otlaf, ujmując pod ramię zagubionego w obcym świecie natury Milcarra - Chodźmy do niego!

- Widzę dachy, wiklinowe dachy! - do uszu wszystkich dobiegł podekscytowany głos Rokko - Jakieś gliniane chatki! To chyba rybacka osada!
Skrycie liczę na to, że tak się cieszycie na widok tej całkiem niedaleko położonej sadyby, że zapomnicie na chwilę o istnieniu wilka!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 października 2017, 09:52

Burat-ar, 26 orakt-ran

Cały Burat-ar wydawał się drżeć z oburzenia, bo przybysze ze stolicy w mig pokazali miejscowym, że nie są byle chłystami. Wypędziwszy z drugiej, nieco mniejszej izby sędziwą żonę Męczywora i zgraję jego wnuków, dziesiętnik Fleituh rozgościł się na stercie przyniesionych przez Trzęsikęska futer. Stojący za plecami swego przełożonego Eco, wyprostowany i trzymający dłoń na rękojeści przypasanego miecza, spoglądał bacznie na przesłuchiwanego podejrzanego.

Obaj strażnicy starali się nie zwracać uwagi na przyczajonych za oknami wieśniaków, zaglądających do środka izby i poszeptujących coś do siebie nerwowo. Wcześniej byli znacznie bardziej hałaśliwi, ale soczysta wiązka przekleństw i gróźb z ust Fleituha natychmiast ich uspokoiła. Eco wręcz pokraśniał z dumy widząc jaki efekt potrafiła wywrzeć umiejętnie dobrana przemowa stróża prawa w stosunku do ciemnego chłopstwa.

Poczucie owej dumy walczyło w myślach Eco o lepsze z pewnym niepokojem rodzącym się z samego patrzenia na podejrzanego. Stojący naprzeciwko dziesiętnika młodzieniec zdjął wcześniej swój kaptur, odsłonił przystojną smagłą twarz o ostrych rysach, przenikliwe bystre oczy oraz dziwne tatuaże zdobiące policzki i czoło. Jego poza była dość uległa, by nikt nie mógł otwarcie zarzucić rybakowi bezczelności, wszelako wiele jej brakowało do oczekiwanej przez Ostrogarczyków służalczości.

Im dłużej Eco na wieśniaka patrzył, tym bardziej utrwalał się w przeświadczeniu, że widzi bardzo niebezpiecznego człowieka. Zmówiona w myślach modlitwa o boską opatrzność powiodła umysł strażnika ku wspomnieniu swego nauczyciela, jego mądrości i boskiej aury. To wystarczyło, aby zapięte na steranych nerwach Eco żelazne klamry woli zaczęły trzeszczeć złowróżbnie. Po raz kolejny surelianin uświadomił sobie jak daleko był od swego boga, od swego domu i kultu, od cuchnących rozkosznie znajomo rynsztoków Chłopskiego Krocza. Poczucie przemożnej samotności okazało się tak silne, że Eco musiał potrząsnąć głową, by móc się ponownie skoncentrować na słowach wytuatuowanego młodzieńca.

- Mężczyzna w sile wieku, o gęstych rudych włosach - opowiadał Zager, ciągnięty przez Fleituha za język w sprawie kupca pomurnika - Niezbyt zamożny jak na Ostrogarczyka, ale dla moich ziomków niemożebnie bogaty.

- A ty w czym żeś jest lepszy od swoich ziomków, że się tak na bogactwie wyznawasz, co? - dziesiętnik obrzucił młodzieńca wyzywającym spojrzeniem.

- W przeciwieństwie do wielu moich ziomków bywałem w waszym mieście - odpowiedział pozornie beznamiętnie Zager - Tak czy owak, ów rudy kupiec wyglądał mi na alchemika, pewnikiem wskutek zapachu ziołowych ingrediencji, który wokół siebie roztaczał. Z imienia się nigdy nie przedstawił, zawsze sam z siebie dawał znać, kiedy znowu wróci po wywar.

- I kiedy znowu wróci? - wtrącił Eco zapominając o zwierzchności Fleituha - Co powiedział?

- W tym roku już nie - odparł Zager - Sezon na zbiory pomurnika się skończył, wytłoczyliśmy ostatnie krople oleju. Przypłynie znowu za rok, tak obiecał.

- Panie, pomiłujcie czelności, wszelako zapewne to dla was ważne - w progu izby stanął Trzęsikęsek - Jacyś podróżni tu ciągną, po wioskę podchodzą. My ich nie znamy, możno to jacy wasi znajomkowie? Pięciu ich, jeden stary siwy włócznik i czterech takich, co to pewnikiem z miasta są, nie wioskowi. Mamy ich wpuścić czy precz pognać?

Słysząc słowa chłopa Eco zesztywniał natychmiast, pamiętny obietnicy złożonej mu przez współwyznawców. Podświadomie od dłuższej czasu czuł bliską obecność innych surelian, chociaż zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że to dziecinnie głupie wymysły i płonne nadzieje. Eco nie porzucił jednak nigdy nadziei, że Otlaf, Eszar i inni pójdą jego śladem do Burat-aru, lojalnie i wiernie wspierając brata w wierze. Stary siwy włócznik niezbyt pasował do wyobrażenia składu odsieczy, ale marszczący czoło Eco szybko pojaśniał po gębie uznając, że jeśli przybysze naprawdę byli jego przyjaciółmi, najpewniej zmusili do wyprawy poza miasto starego siwego Rolpa, strażnika podziemnej świątyni.

- Eco, idź tam i zobacz, co to za jedni! - polecił Fleituh nie odrywając wzroku od Zagera - Jeśli poborcy podatkowi, każ im czekać za płotem, aż przedstawiciele prawa nie skończą tu zbrodniczego dochodzenia!
Oczywiście Eco może protestować, że nie wolno mu zostawić dziesiętnika samego z podejrzanym ze względów bezpieczeństwa - taka jawnie okazana troska o zdrowie przełożonego sprawi zapewne, że ork spojrzy na Eco z większą życzliwością. To co robi Twój bohater, Dretch?

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 27 października 2017, 10:31

Burat-ar, 26 orakt-ran

Różne myśli kotłowały się w umyśle Eco, jego niezaspokojona rządza, coraz bardziej dawała o sobie znać. Pragnął ponownie zanurzyć się w zimnym martwym ciele, odpocząłby od tych wszystkich spraw które go dotykały, głęboko w duszy. Kiedy znajdował się zdala od nauczyciela jego porządanie brało w wodzę umysł podatnego strażnika. Ciągłe myślenie o uwolnieniu cielesnym, jak o narkotyku, zrosiło czoło Eco wieloma kroplami potu. Zdenerwowanie na twarzy Eco narastało za każdym oddechem, musiał wyjść na przeciw swoich braci. Strażnik zrobił krok w kierunku drzwi wodząc wzrokiem po posłańcu od stóp do głów.

- Jak śmiesz przeszkadzać znamienitnemu strużu prawa w jego obowiazkach! Za kare zaprwoadzisz mnie do nich, najkrótszsa drogą! A teraz czekaj za progiem! Eco zamknął szybko drzwi i na pięcie obrócił się do Fleituha.

- Panie mój, nie chce odstępować Cię na krok, ze względów bezpieczeństwa, ale nie mam wyjścia. Usmiechnął się w duchu Eco. Sprawdzę co to za jedni. Młody strażnik zgiął się lekko w pasie ciągle patrząc na orczego przełożonego, który zaglądał przez ramie z politowaniem na swojego druha.

Fleituh rzucił okiem na młodzieńca, starca i niewielką izbę w której ciszę przerywały odgłosy chlewu, bulgoczącego kotła i strzelającego spruchniałego drewna, widać było że w jego oczach Eco był pomylony, jeżeli sądził, że może jemu się coś stać wśród wiernego wyznawcy Katana. Zanim jednak zdążył skarciś podwładnego Eco przerwał przedłużającą się chwilę ciszy.

- Jeszcze jedna myśl Panie zanim pójdę, chłopak pwoiedział że człek ów zawsze sam z siebie dawał znać, kiedy znowu wróci po wywar, zastanawia mnie w jaki sposób. Cwane spojrzenie strażnika wycelowane zostało w wytatuwoanego młodzieńca, jego ostre rysy, postawa, sprawne manipulowanie językiem przekonywało strażnika, że ów młodzieniec nie pasował do pozostałych mieszkańców rybackiej osady.
Jeżeli Fleituh podtrzyma rozkaz wyjdę z izby. Szybcikiem każe rozejść się gawiedzi do domów, wrzeszcząc do nich stanowczo, podpierając się prawem katańskim. Nastepnie chłystek prwoadzi mnie do zauważonych miejskich wędrowców! Mam nadzieje, że jeszcze dowiem się jak kontaktował się ten jegomość z Zadarem ...
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 27 października 2017, 14:34

W obliczu tej namiastki cywilizacji, mogę zapomnieć o sierściuchu w krzakach, ale nie zapomnę o towarzyszach i powracających przeszkodach i niebezpieczeństwach.

-Cicho. Teraz szczególnie cisza i spokój. Proponuję zrobić krótki popas, zjeść cokolwiek. Naradzić się i poobserwować z tej odległości zabudowania.
-Nie wiemy czy to Burat-ar, czy inna wiocha. Nie wiemy jak nastawieni są mieszkańcy do obcych, nie wiemy czy nie zawitali tam łowcy niewolników, lub zbójcerze.

Przyszedł mi do głowy jeszcze Angano, ale bym się zdziwił spotkawszy go w tej dziurze.

-Wy dwaj, nosicie znamiona niewolnych. Może tu nikt na to uwagi nie zwróci, ale w większej osadzie, niewolny bez pana szybko zostanie schwytany. Możemy wypalić wasze piętna ogniem, ale zostawi to widoczne blizny, lub udawać, że jestem waszym właścicielem.

Bardzo uważnie obserwuję dwóch nieznajomych, jak zareagują na moje słowa. Zamilknę, dam dojść do słowa innym.
Czy widać ryby przy brzegu? Czy z osady widać dym z kominów? Czy widać standardowy sprzęt rybacki? Oznaczone sieci na jeziorze?

Już pomilczałem.

-Co jak spytają skąd się tu wzięliśmy? Jechaliśmy do Ahra-kiru, zakupić wonności, kadzidła i doskonałe do obróbki drewno, świetne do budowy letnich altan, w których nobile zwykli, w miesiącach między wiosną, a latem, odprawiać uroczystości zaślubin i przysiąg. Karawana została napadnięta i cudem zaiste ocaleliśmy. Większość prawda.

Popatrzę w oczy.
-Może chcielibyście wrócić później z nami do Ostragaru?
Jak tafla jeziora? Czy pogoda nam sprzyja? Chciałbym chwilę poobserwować wioskę z ukrycia. Poczekam jakie zdanie w wymienionych sprawach mają inni. Cały czas mam kontakt z rękojeścią miecza.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 października 2017, 16:09

Burat-ar, 26 orakt-ran

Podciągając nieco luźny pas, Ecu wypadł z chaty w ślad za posępnym Trzęsikęskiem, władczym spojrzeniem gromiąc stojących na zewnątrz wieśniaków. Surelianin w cudowny sposób odzyskał pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa, wraz z nimi zaś przeświadczenie o swej wysokiej pozycji względem chłopków z prowincji.

- Do roboty byście się wzięli, łachmyty! - warknął kładąc prawicę na rękojeści miecza w całkiem niezłej próbie naśladowania Fleituha - Prawo Katanów stanowi, że kto nie robi, ten nie żre.

Nic sobie nie robiąc z złowróżbnych spojrzeń rybaków, strażnik podążył u boku Trzęsikęska między nędzne chałupki. Marszczył przy tym znacząco czoło i krzywił usta, coraz bardziej utrwalając się w przeświadczeniu, że nigdy więcej nie da się wyciągnąć za bezpieczne mury Ostrogaru. Ludzie tacy jak on, na dodatek wybrani przez samego Boga Bogów, powinni byli żyć w spokoju w największym mieście Imperium, a nie narażać się na bezlik niebezpieczeństw w dziczy. Po chwili namysłu Eco doszedł dodatkowo do wniosku, że oprócz spokojnego życia ludziom takim jak on należał się także bezwzględnie dostatek, ale w ostatnich wydarzeniach widać było coraz mocniej sprawczą rękę boskiego Sureliona, dzierżącą w palcach sakiewkę wartą tysiąc sztuk złota.

Problemem pozostawali naturalnie łasi na złoto kapitan Gnath oraz dziesiętnik, lecz odzyskujący dobry humor Eco pewien był, że i on mógłby uszczknąć z kupieckiej nagrody sporą działkę.

Przemyślenia na temat bogactwa wyparowały z głowy strażnika chwilę później, kiedy minąwszy narożnik ostatniej chatki stanął na opłotkach Burat-aru spoglądając ku znikającej w puszczy błotnistej krętej dróżce. Nadciągający od strony lasu przybysze odpowiedzieli mu spojrzeniami, pierwszy z nich podniósł w geście pośpiesznego pozdrowienia rękę.

Eco nie rozpoznał dwóch idących przodem postaci, ani siwowłosego starszego mężczyznę w kurtkowej zbroi i z włócznią na ramieniu, ani jego towarzysza. Poznał natomiast natychmiast i niezawodnie pozostałych trzech, niczym starych druhów albo nawet serdecznych braci, tak głęboko zapadło mu w pamięć ich wspomnienie.

Trzęsikęsek obejrzał się ponad ramieniem słysząc głuchy odgłos za plecami, okręcił się z cichym okrzykiem na nogach doskakując do rozciągniętego na ziemi strażnika i potrząsając nim z zadziwioną miną.

- Co wam, panie?! Słabiście?! Odpowiedźcie coś! Pomocy, jaśnie pan zasłabł!
...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 października 2017, 16:11

Dzika knieja, 26 orakt-ran

- Jak to, nikt tutaj nie mieszka? - żachnął się Milcarr. Oparty przez towarzyszy o ścianę niewielkiej chatki, niewidomy zabójca przeklinał w myślach swą klątwę, czując się poza kwartałami Ostrogaru niczym ślepe szczenię. Nie rozumiał większości docierających do niego odgłosów, czuł się skonsternowany obcymi zapachami, a poczucie zawadzania reszcie grupy wzbudzało w nim zrodzony z bezradności gniew.

- Śladu żywej duszy - przyznał z rozczarowaniem myszkujący we wnętrzu chatki Otlaf - Pewnikiem mieszkała tu jakaś większa rodzina, ale dawno temu odeszli. W jednej szopie zawalił się dach, w drugiej odleciały drzwi. I łodzi nie ma, a to musieli być rybacy. Najpewniej przeprowadzili się gdzieś indziej.

- Albo ich handlarze niewolnikami porwali? - zasugerował zmartwiony Karhuan - Niech ich Katan skarze swym przekleństwem. Mogli chociaż jedną łódkę zostawić. Wszycy byśmy razem popłynęli do Ostrogaru, jakeście panie nam mówili.

- Może odpoczniemy tu krzynkę? - zasugerował Rokko, któremu forsowna przeprawa przez puszczę najwyraźniej mocno dała się we znaki - Zjemy coś, popijemy, a potem pójdziemy dalej na północ szukać tego Burego Jaru.

Ooparty plecami o próchniejące deski Ślepak przestał się przysłuchiwać konwersacji towarzyszy, w zamian nadstawił baczniej uszu starając się pochwycić nimi wyraźniej pewien niepokojący dźwięk, dobiegający jakby zza jego karku, gdzieś zza nadgryzionej czasem i grzybem ściany opuszczonej chatki.

Był to cichutki odgłos kojarzący się z dźwiękami wydawanymi przez dyszącego psa.
Oj, niestety to nie Burat-ar, bardzo mi przykro. Ale spokojnie, taka stara chatka to dobre miejsce, żeby na chwilę odpocząć i zebrać myśli. Co do pytań barda, Karhuan i Rokko bardzo chętnie pojadą z Wami do Ostrogaru (co więcej, tylko Karhuan ma niewolnicze piętno, Rokko nie).

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 03 listopada 2017, 19:27

-Nie narzekaj Kurhuan, cali jesteśmy, wolni i mamy dach nad głową, dziękować trzeba. Posprzątaj stół, zjemy coś. Milcar, wejdź z nami do środka.

Rozluźniony i upojony chwilowym szczęściem wyszedłem z chaty, szeroko uśmiechnąłem się do gładkiej tafli i wspomnień niedawnych zdarzeń. Te wydały się teraz grą, odległym dramatem, wystawianym wśród ochów dam i śmiechów mężów. Dzięki łaskawości Sureliona wyszliśmy z wszelkiej opresji, niczym bohaterowie rycerskiej pieśni.

Dzięki za misterium świtu i zmierzchu,
Za życie co wraca ochoczo w ciało,
Choć wcześniej chwilę, je opuszczało.
Za odwagę swoją i towarzyszy,
Za udział w Twej tajemnicy.


Gdzieś w między szumem wiatru wśród liści, uszy wyłapywały cichutkie warczenie. Ni jak jednak nie łączyłem go z niebezpieczeństwem, pewny protekcji Mistrza.
-Milcarze, a cóżeś tak zamarł?
Pogoda ducha wróciła, za nią jakieś ukojenie. Wracam po ślepaka.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 03 listopada 2017, 20:41

Milcarr szybko powie co slyszy, a potem to najlepiej schowajmy sie do chalupy. Tam pewnie bedzie latwiej odeprzec atak zwierza (o ile sluch nie myli Slepaka i dyszenie psa nie jest skomleniem szczeniaka)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 listopada 2017, 18:16

Burat-ar, 26 orakt-ran

- Jesteście pewni, że on nie wyzionie ducha? - zapytał czyjś zalękniony głos, dobiegający do uszu Eco niczym z dna studni, spod powierzchni zalewającej głowę mówiącego wody.

- Jestem tego absolutnie pewien - odparł inny męski głos, lodowaty i beznamiętny - Któż inny mógłby wiedzieć więcej o zamiarach Pana Umarłych? Temu tutaj nie jest jeszcze pisana śmierć, a może wcale mu nie będzie pisana, to nie zostało jeszcze przesądzone. Wpierw daleka przed nim droga i pełna pokuty.

Wyciągnięty na niezbyt miękkim i niewygodnym posłaniu strażnik jęknął mimowolnie, bo wydało mu się, że rozpoznał głos drugiego z rozmówców. Uderzenie serca później powróciły mu wspomnienia marszu przez osadę oraz widoku nadchodzących wędrowców i to wystarczyło, by zlany zimnym potem surelianin usiadł na posłaniu.

Khtan Angano przypatrywał mu się z dziwnie obojętnym wyrazem twarzy, ale w ciemnych oczach kleryka czaił się jakis ulotny błysk, którego znaczenia Eco nie potrafił odgadnąć. Duchowny miał na sobie ciemne podróżne ubranie, nieco ubrudzone, ale uszyte modnie i z wysokiej jakości tkaniny. Wciśnięty do ciasnego pokoju, towarzyszył mu jeden z przerażających ogrów ze świątynnej straży, drugi zaś zaglądał do wnętrza przez jedno z małych okienek izby.

W przeciwieństwie do swego pryncypała, ogry nosiły dobitne ślady stoczonego niedawno boju, dowodziły tego krwawe rozbryzgi na czarnych półpancerzach oraz równie krwiste blizny na gębach i ramionach.

- Los tego strażnika leży w rękach Katana, Boga Najwyższego - odburknął nieco zaczepnym tonem Fleituh, stojący u wezgłowia posłania - Niechaj więc Katan zdecyduje o jego życiu i śmierci, wy zaś, świątobliwy mężu, raczcie zdradzić nam maluczkim, co tutaj właściwie robicie? Wszędzie bym się was mógł spodziewać, ale nie w tej norze.

Czwarty obecny w chałupie przybysz, szczupła postać o rozmiarach dużego dziecka zawinięta w płaszcz z kapturem tak szczelnie, że nie widać było nawet czubka jej nosa, poruszyła się na dźwięk ukrytego ze słów dziesiętnika wyzwania. Angano położył rękę na jej głowie i stworzenie uspokoiło się natychmiast pod wpływem tego zaskakująco delikatnego dotyku.

- To samo pytanie ciśnie się na me usta - odrzekł morglithiański kapłan - Czy zabójca kupieckiej córki nie pozostaje wciąż w Ostrogarze? Przybyliście tutaj jego tropem?
No dobra, Angano już jest w Burat-arze, w przeciwieństwie do grupy wsparcia Eco. Zobaczymy jak się ta rozmowa dalej potoczy...

ODPOWIEDZ