PBF - Cedar Creek by Night

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 23 kwietnia 2018, 23:27

Bar wuja Slammera, letni wieczór

Dwaj hałaśliwi goście musieli być przyjezdnymi, zdradzał ich dziwny dialekt i obszyte frędzlami skórzane płaszcze z wysokimi kołnierzami. Cargo poczuł natychmiast głęboką odrazę do takiego rodzaju okrycia, postawiony na sztorc kołnierz zupełnie bowiem zakryłby jego byczy kark.

Trącający się poszczerbionymi szklankami klienci przestali rechotać na całe gardła, obrócili się niemal jednocześnie w krzesłach wlepiając wzrok w posiadacza głuchego niskiego głosu. Jeden miał przywiązaną do nogi rzemieniem pochwę z maczetą, a drugi wsadzonego za pasek spodni Lugera, ani chybi przywiezionego lata temu z Europy przez wracających do domu amerykańskich żołnierzy. Mimo to żadnemu nie przyszło przez myśl, aby od razu złapać za broń, co Gurę nieco zmartwiło.

Wuj Slammer kategorycznie zabraniał bicia tych klientów, którzy nie afiszowali się z przesadną agresją i przemocą.

- Powiedziałem żem, że to nasze miejsca - powtórzył nieco głośniej cargo, prężąc bicepsy i oddychając dla lepszego efektu przez nos, dzięki czemu wydawał przerażająco charczące odgłosy.

Obaj przyjezdni pobledli niczym trupy. Jednemu szklanka wypadła z dłoni, drugi omal nie wywrócił się razem z krzesłem. Ku narastającej rozpaczy mutanta żaden z nich nadal nie próbował sięgnąć po broń.

- Zasadniczo to właśnie mieliśmy wychodzić - wybąkał ten z maczetą, podnosząc się błyskawicznie z miejsca - Szefie, ile za tę wódkę? Płacimy, czas już na nas!
Wykonałem test przeciwstawny na bazie Perswazji, z użyciem profilu marudera leszcza dla klientów. Pamiętałem o premii +2 do zastraszania dla cargo. W efekcie testu obaj goście zostali przywołani do porządku.
Mechanika testu:
Spoiler!
Rzuty dla Gury k8 + k8, wyniki 3 i 5, finalny 7 ze względu na premię +2 za odrażający wygląd. Rzuty dla odważniejszego gościa k8 + k10, wyniki 6 i 4.

Efekt 7 (Gura) kontra 6 (gość).

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 24 kwietnia 2018, 15:00

Bar wuja Slammera, letni wieczór

- Tak myślałem... - powiedział nieco smutno Gura. Miał już dosyc moralniaków za pobitych klientów których jak to powiadał wuj "sprowokował do ostotecznej i desperackiej obrony koniecznej" cokolwiek to znaczyło

- No to bulic za szkło co sie stłukło i za kolejkę dla mnie i mojego towarzysza za czekanie. - Gura przepchnął się bezceremonialnie na "swoje miejsce" zajmując tak naprawdę półtora. - I zapraszamy ponownie... - powiedział grubym głosem czekając na darmową kolejkę od nieznajomych. Choć po cichu liczył, że któryś jeszcze wpadnie na głupi plan by palnąć go butelką w tył głowy na odchodne.
Muszę podrasowac zastraszanie. Będzie z tego frajda. Chociaż z drugiej strony nie wiem czy nie lepiej jak się nie boją, wtedy zawsze któryś psyknie cos głupiego i można mu... :P
Ostatnio zmieniony 24 kwietnia 2018, 15:06 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 kwietnia 2018, 17:25

Targowisko w Commons, letni wieczór

Przedwcześnie postarzały mężczyzna nie miał w ofercie żadnych części zamiennych do broni ani amunicji, ale przejawiał sporą słabość do młodych rudowłosych kobiet. Rozejrzawszy się po prowizorycznej uliczce wypatrzył wśród kramów niewielki rozkładany warsztacik rusznikarza, wystawiającego na sprzedaż przede wszystkim poskładane ze skorodowanych części prymitywne samopały i sprężynowe wiatrówki.

Przestworza nad Commonsami pociemniały w międzyczasie, pokryły się grubą warstwą zasłaniających gwiazdy obłoków. Temperatura zauważalnie spadła, a przybierający na sile wiatr coraz mocniej szarpał szmacianymi dachami straganów. Wyczuwając wiszącą w powietrzu zmianę pogody, większość sprzedawców zaczęła pakować kramy, znikało też coraz więcej klientów. Wiatry od wschodu zbyt często przynosiły ze sobą opady rakotwórczego deszczu, toteż kto tylko mógł, zaczynał szukać jakiegoś schronienia na noc.

Rusznikarz nie znalazł w swoich skrzynkach i kartonach elementów pasujących do Springfielda tropicielki, ale miał w zamian kilkanaście naboi własnej roboty, w elaborowanych profesjonalnie łuskach. Przesypując je z ręki do ręki zachęcał dziewczynę do zapłaty ciałem, co nieszczególnie przypadło Osie do gustu.
Nie chcę decydować za gracza, czy zapłaci kartkami żywnościowymi czy tyłkiem, poczekam na decyzję Kargana. Dziesięć naboi do Springfielda, za 20 amo w kartkach Unii (cała gotówka Osy) albo za seks.

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 24 kwietnia 2018, 19:20

Targowisko w Commons, letni wieczór

Ledwie przebrzmiały słowa handlarza zachęcające do zapłaty ciałem za amunicję do Sprigfielda a zupełnie odruchowo prawa dłoń Osy spoczęła na rękojeści Ka-Bar'a. Nóż wysuwał się lekko i wsuwał w pochwę przymocowaną do uda a palce dziewczyny tańczyły na rękojeści sprawiając, że ruch ten wyglądał na tyleż groźny co niesamowicie zmysłowy. Palce Osy piesciły delikatnie rękojeść a jej oczy zaczęły rzucać niebezpieczne błyski.

- Ostatni gość, który zaproponował mi płacenie ciałem wciąż szuka swoich genitaliów - wysyczała Osa krzywiąc się dziko - Możesz dostać za te naboje 10 amo w kartkach i mój paskudny uśmiech na dobranoc, albo zniknij stąd czym prędzej.

Osa zawiesiła na handlarzu ciężkie spojrzenie a jej palce nie przestawały pieścić zmysłowo rękojeści...z nieba zaczynały spadać pierwsze, ciężkie krople deszczu...

Podkład muzyczny: Storm is coming...

[center]Obrazek[/center]
Ostatnio zmieniony 24 kwietnia 2018, 19:41 przez Kargan, łącznie zmieniany 1 raz.
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 kwietnia 2018, 20:44

Targowisko w Commons, letni wieczór

Rusznikarz - niestary mężczyzna o naznaczonej bliznami po poparzeniach twarzy - zauważył dotykającą noża dłoń Osy, ale widok ten niespecjalnie go poruszył. Przeciwnie, szczerząc w szerokim uśmiechu zniszczone zęby, poklepał w wyrazie kontry wsadzone za pas samoróbki trzydziestki ósemki.

- Mała, daj spokój - powiedział zerkając wymownie na pakujących sąsiednie kramy straganiarzy - Chcesz mnie zadźgać na oczach świadków, na środku targowiska? Przestań się zgrywać, co? Chociaż lubię takie, co się zgrywają na nieprzystępne, lubię takie ostre i rude. Rude to mają ogień między nogami.

Tropicielka zgrzytnęła w odpowiedzi zębami, ale nie pozwoliła sobie na nic więcej, przynajmniej na razie. Na targowisku przebywało wciąż wielu gapiów, a ona sama mieszkała w Cedar Creek i nie mogła sobie pozwolić na otwarte złamanie prawa - bez względu na to jak bardzo marzyło jej się wybicie gościowi zębów rękojeścią noża.

- Albo dziesiątka za szybki numerek albo dajesz dwie dychy - dodał rusznikarz nie spuszczając z dziewczyny obleśnego wzroku.
Proponuję jakiś test. Może być Zastraszanie, może być Targowanie. Inaczej gość nie popuści (oczywiście Osa może unieść się honorem i zapłacić mu żądaną cenę w kartkach żywnościowych).

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 24 kwietnia 2018, 22:01

Targowisko w Commons, letni wieczór

- Na oczach świadków ? Nieee... nie ma tu odpowiednich warunków - uśmiech Osy mógłby skwasić nawet Wujowe piwo, kwaśne z natury - Na razie zapamiętam sobie po prostu Twoją paskudną i szczerbatą gębę. Numerek to możesz sobie strzelić ze swoim kulawym psem. Może jak sobie wsadzisz jeden z tych nabojów to pies nie będzie narzekał na ten flak, który błąka się po Twoich oszczanych gaciach.

Osa odwróciła się błyskawicznie na pięcie i ruszyła w stronę tawerny Wuja. Dziewczynę cechowała wybitna pamięć do twarzy a facjata napalonego szczerbola odcisnęła się na jej siatkówkach jak Amonit na głazie narzutowym. Uznała, że będzie jeszcze czas i miejsce by zapłacić mu za tę bezczelność. Nic bowiem Osy nie wkurwiało tak strasznie jak propozycje jakichś paskudnych napaleńców. Postawiwszy na sztorc kołnierz skórzanej kurtki Osa ruszyła szybciej by uniknąć nadchodzącej burzy...
W dupę niech sobie wsadzi te pestki szczerbaty obszczymur. Numerków mu się zachciewa. Niech idzie do Felczera i weźmie numerek w kolejce dla parchatych. Wracam do Tawerny i lepiej, żeby mi się teraz nikt nie nawinął pod rękę...
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 kwietnia 2018, 22:19

Targowisko w Commons, letni wieczór

Daleko nad Pocatello wielkie zygzaki karmazynowych błyskawic przecięły czarne niebiosa rozpoczynając widowiskowy spektakl w wykonaniu rozjuszonej natury. Burza szalała zbyt daleko, by do uszu opuszczających targowisko ludzi dotarły jej wściekłe pomruki, ale Osa wiedziała swoje. Ktokolwiek był na szlaku w tamtych stronach, powinien był jak najszybciej szukać schronienia.

Większość miejscowych zdążyła już opuścić targowisko, straganiarze ciągnęli w kierunku zabudowań zapakowane na wózki kramy. Gromadki wygłodniałych desperatów przetrząsały porzucone przez handlarzy resztki, jakieś śmieci i popsute towary w nadziei na znalezienie czegokolwiek wartościowego. Uwagę idącej szybkim krokiem Osy zwróciła inna grupa ludzi, stojących na zewnętrznym krańcu targowiska z wzrokiem wbitym w odległy horyzont.

Wszyscy mieli na sobie przedziwne uprzęże, sztukowane z różnych zestawów ochronne kombinezony oraz zagadkową aparaturę pomiarową; wszyscy przejawiali zauważalną w mowie ciał ekscytację daleką burzą. Tropicielka pojęła od razu, na kogo spogląda, a przez jej umyśl przemknęło coś, co mogło uchodzić od biedy za stonowane uznanie.

Łowcy fenomenów, obłąkańcy na swój niezwykły sposób. Ludzie gotowi zaryzykować wszystko, by dotrzeć do środka fizycznych anomalii, których pochodzenia i natury nigdy do końca nie zgłębiono, a które przeczyły wszelkim prawom natury i naukom ścisłym. Pojawiające się tu i tam w nieprzewidywalnym cyklu, transformujące materialny wymiar, dokonujące pozaziemskiego skażenia i pozostawiające po sobie niezwykłe efekty uboczne, skatalogowane przez badaczy anomalie budziły fascynację wielu szaleńców, a łowcy fenomenów wiedli w tym gronie niezaprzeczalnie prym.

Osa zastanawiała się wielokrotnie, czy ludzie ci zapuszczali się na obszary zniekształcone anomaliami jedynie ze względu na czerpane z handlu fenomenami profity czy bardziej nakręcała ich walka z nieznanymi wcześniej ludzkości żywiołami. Czy penetrowanie miejsc grożących w każdej chwili śmiercią na tysiąc sposobów syciło ich potrzebę życia na krawędzi tak jak szaleńcza szybkość była motorem napędowym Wietrzniaków?

Odrywając wzrok od dyskutujących z ożywieniem desperatów, rudowłosa tropicielka zapuściła się z powrotem pomiędzy blaszane zabudowania Commons kierując się w stronę knajpy kulawego wuja.

Zawodzący potępieńczo wiatr przybierał na sile.
Ponieważ pogoda zmieniła się na gorsze, faktycznie pora wracać do domu.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 kwietnia 2018, 22:53

[center]AKT I[/center]
[center]KARMAZYNOWE PRELUDIUM[/center]

Knajpa wuja Slammera, późny letni wieczór

Wnętrze lokalu wypełniał szmer przyciszonych głosów. Gości nie było zbyt wielu, a ci obecni woleli wsłuchiwać się w dobiegający z zewnątrz dźwięk wiatru niż konwersować. Paru miejscowych grało w pokera, ale dało się wyczuć, że była to wymuszona rozrywka. Osa podejrzewała, że w głowach Cedarczyków kołowała natrętnie ta sama myśl, która prześladowała samą dziewczynę.

Czy burza uderzy w miasto?

Załamania pogodowe od zawsze trapiły pogranicze Idaho, Wyomingu i Utah, ale w większości przypadków albo omijały Cedar Creek albo wyrządzały miastu nieznaczne szkody - nieznaczne dla budowli położonych za murem, solidnych i odpornych na burze. W obrębie Commons sprawy miały się zupełnie inaczej, bo też stojące tam blaszane szopy, baraki i magazyny często waliły się bez ostrzeżenia nawet w bezwietrzny dzień, cóż zaś dopiero podczas burzy.

Uświadamiając sobie jak bardzo była głodna, Osa lawirowała między stolikami zmierzając w stronę zaplecza. Wuj Slammer miał tam piecyk, na którym zwykł smażyć hamburgery dla bardziej dzianych klientów i na którym zazwyczaj zostawiał dla siostrzenicy porcję mielonego mięsa.

Tym razem tropicielka zastała w ciasnym i cuchnącym wonią zjełczałego tłuszczu pomieszczeniu nie tylko wystygłą już kolację. Kulawy właściciel knajpy siedział w kącie kuchni razem z innym mężczyzną. Kiedy słysząc kroki Osy obejrzeli się w jej stronę, z miejsca rozpoznała charakterystycznie oszpeconą twarz gościa.

Charlie Coltrain, przyjaciel Slammera. Lubujący się w rozkręcaniu na części tranzystorowych radioodbiorników, spalinowych generatorów prądu i terminali kaleka poruszał się na własnoręcznie wykonanych protezach, straciwszy obie nogi w okolicznościach, które nie były Osie do końca znane. Mając za sobą wspólną z wujem służbę w ruchu oporu, osiadły we właściwej części miasta Coltrain zaglądał do dawnego towarzysza broni bardzo rzadko, pochłonięty bez końca pracą w swoim niewielkim warsztacie w centrum Cedar Creek.

- Wreszcie jesteś - odezwał się wuj Osy, a przez jego stężałą twarz przemknął cień nie dość dobrze skrywanej ulgi - Przysiądź się do nas, proszę.
Myślę, że Osa bez trudu może jeść i słuchać jednocześnie! Gura i Śmierdziel są tuż za ścianą, piją tanią kaktusówkę w siłowni cargo, gdzie toksyk próbuje wykonać dodatkowo jakieś proste ćwiczenia.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 kwietnia 2018, 23:17

Zaplecze knajpy, późny letni wieczór

Coś było nie tak. Ściskając w palcach zdjętego z pieca mielonego kotleta, Osa przesunęła pozornie od niechcenia po obliczu Slammera. Brat jej świętej pamięci matki nie potrafił zachować kamiennej miny, kiedy coś go martwiło, strzelał wówczas na boki oczami i splatał dłonie palcami wyłamując je co chwilę z suchym trzaskiem kostek.

Siadając na odrapanym barowym stołku przyciągniętym z wąskiego korytarza zaplecza, tropicielka wgryzła się w kawałek smażonego na głębokim tłuszczu mięsa.

Charlie Coltrain spojrzał na dziewczynę wzrokiem, z którego nic nie dało się wyczytać. Chociaż przeciągnął spojrzeniem po jej nogach i ledwie dostrzegalnym pod kurtką biuście, Osa nie poczuła z jego strony żadnego zainteresowania walorami jej ciała. Przybysz miał rzeczową minę, co przypadło jej do gustu, chociaż sama nie okazywała mu niczego prócz daleko posuniętej rezerwy.

- Szukam trackera - powiedział po sekundzie milczenia chromy technik, spoglądając wprost w oczy Osy - Wiesz jak trafić do silosu w Hedlar?

Osa odgryzła niewielki kawałek kotleta, przełknęła go nie odrywając wzroku od Coltraina. Kiwnęła niemo głową na znak, że zna wzmiankowane przez mężczyznę miejsce. Zza cienkiej ściany kuchni dobiegł głośny szczęk metalu i ogłuszający rechot szczerze czymś ubawionego Gury.

- Potrzebne mi coś, co się tam znajduje - ciągnął dalej gość - Dobrze zapłacę za dostarczenie tej przesyłki do moich rak. Twój wuj mówił, że jesteś świetna w tym fachu. Jesteś świetna?
Stary zrujnowany silos w Hedlar znajduje się ponad siedem kilometrów od Cedar Creek. Brak do niego dogodnej drogi, trzeba iść przez pustkowie. Miejsce jest niezamieszkane, chociaż czasami służy za chwilowe schronienie wędrowcom.

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 24 kwietnia 2018, 23:50

Zaplecze knajpy, późny letni wieczór

- Świetna ? Świetna to jest podobno Jednooka Jenny. Wiesz zapewne w czym - Osa przełknęła kolejny kęs mielonego - Ja jestem ostrożna i profesjonalna. Owszem znam okolice Hedlar i wiem gdzie jest silos. Przesyłka mówisz ? To spory teren. Jesteś tam z kimś umówiony na odebranie tej przesyłki czy ktoś ma ją tam dla Ciebie zostawić ? Jak duży jest towar i na kiedy ma być dostarczony ? Jestem wystarczająco dobra by wiedzieć, że w czasie takiej burzy siedzi się pod dachem wsuwając mielone a nie wędruje po Pustkowiach.

Dziewczyna przełknęła kolejny kęs lustrując uważnym wzrokiem Coltraina. Kątem oka widziała narastające zdenerwowanie wuja i nie dawało jej to spokoju. Zamierzała się dowiedzieć wszystkiego zanim weźmie tę robotę. Ostatecznie tęskniła za wyprawą na Pustkowia, ale nie za wpakowaniem się w kłopoty.
No to puszczaj farbę Coltrain...
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 25 kwietnia 2018, 08:55

Zaplecze knajpy, późny letni wieczór

Gura rzadko ćwiczył po wypiciu choćby jednego browara, nie pił też tego typu trunków po ćwiczeniach. Jak wyczytał w swoich mądrych pismach alkohol był diuretykiem, czyli substancją powodującą odwodnienie organizmu co fatalnie wpływało na trening. Wydalane nadmiernie elektrolity i woda był trudne do uzupełnienia. Powodował też spadek cukrów co mogło wywołać hipoglikemię czyli niedocukrzenie. Po treningu także nie pił ponieważ, procenty utrzymywały wysoki stopień kortyzolu w ciele przez co stare mięśnie nie mogły zostać odtworzone przez nowe. Choć z jednej strony takie poświęcenie dawało fundowało mu sympatię wuja to mimo wszystko było to trudne poświęcenie. Zwłaszcza jak się pracowało w barze. W życiu Gury były jednak rzeczy ważne i ważniejsze a przy samym czubku tej hierarchii była...

[center]BUDOWA MASY MIĘŚNIOWEJ[/center]

Jak głosił poster który wisiał mu na ścianie.

[center]Obrazek[/center]

Dzisiaj pozwolił sobie na drobne złamanie własnych zasad bowiem burza pokrzyżowała mu plany. Jednak to co odpierdzielał w tym momencie Śmierdziel było...

Gura wybuchnął śmiechem raz jeszcze patrząc na zmagania przyjaciela.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 kwietnia 2018, 14:58

Zaplecze knajpy, późny letni wieczór

Coltrain przechylił się w stronę dziewczyny, wciąż nie spuszczając z niej przenikliwego wzroku. Jego poparzona dawno temu twarz pozbawiła technika jakiegokolwiek męskiego uroku, ale mimo Charlie wydawał się emanować aurą przyjemnego zdecydowania i rzeczowości.

- Przesyłka będzie się znajdowała w silosie, pod opieką człowieka, który ją przywiózł - gość sięgnął dłonią do kieszeni ortalionowej kurtki, wyciągnął z niej niewielką metalową płytkę zawieszoną na cienkim łańcuszku - Będzie miał nieśmiertelnik z takim samym symbolem jak ten. Będzie chciał cię sprawdzić, więc weź mój, żeby wiedział, że jesteś właściwą osobą. Przesyłka to paczka o wadze nie przekraczającej pół kilograma, wodoszczelnie opakowana. Nie wolno ci jej otwierać. Będzie miała jednorazowe plomby, tak na wszelki wypadek.

Osa pokiwała z namysłem głową rozważając w myślach słowa Coltraina.

- Paczka będzie musiała trafić prosto do moich rąk, przed wschodem słońca, razem z medalionem - ciągnął dalej technik - Jakiej oczekujesz zapłaty?
Proszę, jest opcja negocjacji!

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 25 kwietnia 2018, 15:49

Cedar Creek. Kilka spoconych oddechów dalej w głąb zaplecza knajpy.

Tracący ostrość z każdym kolejnym oddechem obraz sufitu wirował naprzemiennie ustępując miejsca wierzgającym nogom toksyka. Buty pofrunęły chwilę wcześniej, potem dołączyło do nich wiadro z resztkami odżywki, kawałek płótna by w szybkim tempie wreszcie wyczerpać zapas możliwych do zaczepienia się o nie szpargałów. Wzbogacony bimbrem, fantastyczny jeszcze przed kilkoma sekundami nastrój Śmierdziela gasł w zastraszający sposób ustępując gwałtownie miejsca wizji rychłej śmierci przez uduszenie pod dociskającą szyję sztangą przy wtórze donośnego rechotu Gury nabierająego zarazem coraz odleglejszego, tunelowego brzmienia. Opary alkoholu momentalnie opuściły wiotczejące ciało toksyka, jeszcze przed chwilą epicko utwierdzając go w wewnętrznym przeczuciu, że wygra zakład z Gurą o to, kto z nich podniesie większy ciężar.
W ostatnich chwilach życia zdał sobie jednak sprawę, że zakład ten przegra i to dość katastrofalnie w skutkach. Pożegnał się w myślach z bajorkiem, potem z Rudą, wreszcie z samym Gurą i Osą i już miał odpłynąć w nieznane, gdy dwa palce ciężkiej, byczej łapy uratowały go z morderczego uścisku. Cargo wciąż trząsł się ze śmiechu kiedy jego wysuszony, roztrzęsiony kompan powracał do swych właściwych odcieni bladoowrzodzonej skóry. Wreszcie gdy tylko mógł się poruszyć toksyk sięgnął swą drżącą, szponiastą dłonią po kolejną szklankę bimbru. Wydoił dumnie jednym tchem conajmniej piątą część zawartości i wskazał wyczekująco na dwa niepełne wiadra kompostu, by jak to ustalili wcześniej zmierzyć się w kolejnych wybranych przez siebie nawzajem kategoriach.

Niecały kwadrans wcześniej napadnięty atakiem chronicznego bólu toksyk planował powrócić do swej skromnej rudery, by skomląc i użalając się w myślach nad własnym losem zająć się przygotowywaniem kolejnej, domowej roboty działki Euforii. Być może z powodu nadmiaru wrażeń tego dnia przypadłość dotknęła go nieco wcześniej niż zwykle, być może zbyt długa kąpiel w zupie. Winien był się tym zająć, ale...
..los otwierał przed jego przyjacielem nowe ścieżki. Trudno było orzec, co przyniesie przyszłość, a toksyk nie znał zbyt wielu osób, które mógłby nazwać przyjaciółmi. Od dzieciństwa regularnie bity ulgę odnajdował w chowaniu się w szambie. Z czasem było to też powodem odpuszczenia mu przez dokuczliwych rówieśników, gdyż każde lanie Śmierdziela wiązało się u nich potem z awanturą w domu z powodu "grzebania w gównie i przynoszenia smrodu do domu". Tymczasem Gura i Osa nie tylko w jakiś sposób akceptowali jego towarzystwo, ale i czasem nawet zdarzało się- zwłaszcza cargo, że dał toksykowi rękę na powitanie, przybił z nim ulubioną przez Śmierdziela "chlupoczącą" piątkę (kiedy obydwaj nabierali trochę zupy w ręce) i nie wstydził się z nim chodzić po mieście. Z tym ostatnim Śmierdziel podejrzewał, że był jeszcze jakiś inny powód zabierania go na owe przechadzki, ponieważ obojętny całą drogę na jego przygotowywane zawczasu na wycieczkę rysunki Gura najbardziej się na takich wypadach ożywiał wtedy, gdy ktoś przypadkiem, lub pewnie celowo zaczynał czepiać się wyglądu, albo zapachu toksyka. Gura zawsze wtedy stawał w obronie przyjaciela, a raz nawet był tak poruszony owym dokuczaniem, że przekonał jednego chuligana do całowania Śmierdzielowego zadka. Ostatnio jednak spacery z punktu widzenia cargo stawały się coraz bardziej nudne, toteż albo Śmierdziel musiał na niego czekać, ponieważ cargo jakoś dziwnie się ociągał i trzymał daleko z tyłu, albo wogóle nie chciał nigdzie chodzić.
Sam Gura też nie miał zbyt wielu przyjaciół, Śmierdziel tłumaczył sobie, że to pewnie dlatego, że nie był zbytnio urodziwy, jechało od niego potem i nie zawsze można było zrozumieć, o co mu właściwie chodzi. Osa zaś była dość cięta na świat, a to pewnie dlatego, że ten świat często myślał tylko o tym, co i jak głęboko mógłby jej do tyłka wsadzić. Poza wszystkim toksyk był przekonany, podpierając swą opinię brakiem ochoty bicia go przez oboje, że Gura i Osa są po prostu nienormalni. Samo bowiem bicie go gdzieś w głębi serca rozumiał jako karę za to, co na osobności wyrabiał z kukłą skleconą z kawałka drutu, pordzewiałego mopa i namalowanego obrazka Osy podczas swoich "Cichych Chwil Boba". No, ale przyjaciół się nie wybiera. Łączyła ich mocna, niezmącona niczym więź, która wkrótce miała zostać wystawiona na próbę.

Dlatego też wieczór prawie publicznego picia alkoholu z przyjacielem był dla Śmierdziela po prostu niesamowitym i bardzo szcególnym doświadczeniem.
Zostawiam Ci Suriel fabularny wybór tego, na co się Śmierdziel i Gura umówili w zakładzie:
-może kto szybciej wypełni wiadro?
-kto dłużej wytrzyma z głową w środku?
-albo kto więcej wypije?
Lub co tam sobie wymyślisz, tylko daj mi chociaż zremisować :)
Ostatnio zmieniony 25 kwietnia 2018, 17:21 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 25 kwietnia 2018, 22:12

Zaplecze knajpy, późny letni wieczór

- Przed jutrzejszym wschodem słońca ? - mruknęła Osa oblizując delikatnie końcówki palców - To oznacza marsz tam i z powrotem w nocy. Przez pustkowia. Z potencjalną burzą na karku...

Osa wpatrywała się nieruchomą twarz Coltraina zaczynając niechcący zastanawiać się czy tylko twarz ma poparzoną. Dziewczyny zdecydowanie nie pociągali szczerbaci głupcy, ale Coltrain miał akurat w oczach wystarczająco dużo inteligentego błysku by Osa zaczęła myśleć o nim nie tylko w kategoriach czysto zawodowych. Zupełnie machinalnie dziewczyna zaczęła pocierać kciukiem i palcem wskazującym lewej dłoni płatek lewego ucha, nie spuszczając przy tym wzroku z siedzącego na przeciw mężczyzny. Dla tych, którzy znali ją dobrze byłby to wyraźny znak, że Osa poważnie nad czymś rozmyśla.

- Już te powody, które wymieniłam, wystarczają by zażądać wysokiej ceny - rozległ się wreszcie cichy głos Osy - Jest jednak coś dużo bardziej niepokojącego. Zawartość przesyłki. Jeśli ktoś chce umówić się w Hedlar, w środku nocy, używając specjalnych znaków rozpoznawczych bo sam nie chcesz jej odebrać to może oznaczać tylko jedno. Zawartość tej paczki jest cholernie niebezpieczna, albo cholernie nielegalna. W przeciwnym razie kurier przyniósłby Ci ją w zębach do miasta. A to każe mi się zastanawiać nie tyle nad ceną co nad sensem nadstawiania za Ciebie karku.

Osa zawiesiła na chwilę głos po czym spojrzała kątem oka na swojego wuja zastanawiając się ile więcej on może wiedzieć o tajemniczej przesyłce.

- Co powiesz Slammer ? - mruknęła - Warto łamać prawo dla jakichś drobniaków ?
Osie włączyły się wszystkie systemy ostrzegawcze :) Sprawa śmierdzi jak wyrób Śmierdziela... Nie to, że Osa zawsze postępowała zgodnie z prawem, ale zastanawia się czy warto ryzykować głowę dla jakieś śmierdzącej sprawy dla zwykłych drobniaków. BTW nie wiem jak tu wygląda "rynek usług" i ile można za zwykłe "pójdź i przynieś" zarządać ?
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 26 kwietnia 2018, 00:29

Zaplecze knajpy, siłownia crago, późny letni wieczór

Szczerze. Nie była to luksusowa siłownia. I żadne plakaty z Arnoldem Schwarzenegerem tego nie zdołały przykryć. Urządzenie tego miejsca stanowiły prymitywne stalowe elementy pospawane byle jak albo najzwyczajniej związane na chama pordzewiałym drutem. Królewskie miejsce zajmowała ławeczka do wyciskania, podstawowy i kluczowy przedmiot każdej siłowni. To tutaj każdy prawdziwy facet sprawdzał swoją tężyznę. Sztanga do wyciskania wykonana była z pordzewiałej osi od tira, do której Cargo zazwyczaj doczepiał ciężary chociaż tym razem jeszcze ich nie posiadała, bo robili tylko wstępną rozgrzewkę. A właściwie.... to obecnie dusił się pod nią Śmierdziel.

Obrazek

Gura śmiał się do rozpuku ale w końcu mu pomógł. Sam operował dużo większymi ciężarami i wielokrotnie miał podobny problem ale musiał wtedy liczyć wyłącznie na siebie. Wówczas rozwiązaniem problemu było zrzucenie ciężaru z klatki piersiowej na brzuch. Problem polegał na tym, ze brzuch był dużo miększy od otoczonej szczelnie kośćmi górnej partii torsu. Nie było to przyjemne rozwiązanie ale ze wszystkich opcji najlepsze, jeśli nie miało się partnera. Gura w końcu podskoczył do towarzysza bo wyglądało, że zmienia on kolor nie bez powodu i najwyraźniej nie zna tej sztuczki.

Chwilę później kiedy Toksyk doszedł do siebie, znowu pili a flaszka niepokojąco miała się ku swemu końcowi. Rozlali po ostatnim ze zbyt malej półlitrowej butelki wuja.

- No to szarpnij... - powiedział Gura podnosząc kielona. Zachichotał widzą cień przerażenia malujący się na twarzy kompana - ...ale kieliszek, no kurde - uśmiechnął się pobłażliwie.

Łyknęli na raz i w tym momencie zerowa zawartość butelki oznajmiła im brutalny imprezy koniec. Gura przetarł usta ręką, nie zapijał. Tak samo jak Toksyk. Nic w tym dziwnego woda była w tubkach jak pasta. Żeby zapijać trza było być bogatym, bo woda to był towar luksusowy. Woda pitna to było naprawdę Coś.

- Zaśpiewajmy coś... - powiedział Gura trącając dobrotliwie w ramię towarzysza i zaczął.

Song Nocny Kochanek - Pierwszego nie przepijam

Toskysk był wprawdzie niemową ale towarzyszył mu jak mógł swoim dziwnym "Yhhmm um..."
Przez chwilę nucili razem póki Śmierdziel nie na kreślił na tabliczce, że ma kitrane szkło na szczególną okazję i idzie po tego zaskórniaka żeby urządzić konkurs popijawy. Kto więcej i w ogóle...

I poszedł.

Gura siedział i czekał, i czekał... A im dłużej tak czekał tym bardziej czuł, że nogi ma jak z waty. Czuł jak go ścina. Kolos był to bowiem ale na glinianych nogach. Prowadząc bezwódny tryb życia, nigdy nie nabrał w tym wprawy i niewiele trzeba było, by tego bagatela stu pięćdziesięcio kilogramowego potwora, złożyć jak scyzoryk. Był to wprawdzie jego sekret ale Toksyk o tym wiedział i twierdził, że tego cargo to nawet Osa by przepiła. Toksyk zaś miał odwrotnie, zdawał się jakoś tak naturalnie odporny na ferment w płynie.

W końcu wrócił. Cargo podniósł głowę ze stołu i odetchnął ciężko szykując się na ciężką walkę kto więcej. Śmierdziel polał. Barwa była tak samo parszywa jak poprzednie. Szarpnęli...

Toksyk zamlaskał ze znastwem, zastanowił się chwilę i szybko zaczął coś pisać. Odwrócona tabliczka brzmiała:

POMYLIŁEM BUTELKI!!!TO ZACZYN!

Crago nie miał zielonego pojęcia czym jest zaczyn ale waliło gównem. I to z jego ust. Poczuł jak zwartość żołądka w jednej chwili podchodzi mu do gardła. Wstał na chwiejnych nogach i wypadł na zewnątrz siłki. Tam w konwulsjach oddał zawartość brzucha wraz z laurem zwycięstwa dla towarzysza.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

ODPOWIEDZ