Cedar Creek. Kilka spoconych oddechów dalej w głąb zaplecza knajpy.
Tracący ostrość z każdym kolejnym oddechem obraz sufitu wirował naprzemiennie ustępując miejsca wierzgającym nogom toksyka. Buty pofrunęły chwilę wcześniej, potem dołączyło do nich wiadro z resztkami odżywki, kawałek płótna by w szybkim tempie wreszcie wyczerpać zapas możliwych do zaczepienia się o nie szpargałów. Wzbogacony bimbrem, fantastyczny jeszcze przed kilkoma sekundami nastrój Śmierdziela gasł w zastraszający sposób ustępując gwałtownie miejsca wizji rychłej śmierci przez uduszenie pod dociskającą szyję sztangą przy wtórze donośnego rechotu Gury nabierająego zarazem coraz odleglejszego, tunelowego brzmienia. Opary alkoholu momentalnie opuściły wiotczejące ciało toksyka, jeszcze przed chwilą epicko utwierdzając go w wewnętrznym przeczuciu, że wygra zakład z Gurą o to, kto z nich podniesie większy ciężar.
W ostatnich chwilach życia zdał sobie jednak sprawę, że zakład ten przegra i to dość katastrofalnie w skutkach. Pożegnał się w myślach z bajorkiem, potem z Rudą, wreszcie z samym Gurą i Osą i już miał odpłynąć w nieznane, gdy dwa palce ciężkiej, byczej łapy uratowały go z morderczego uścisku. Cargo wciąż trząsł się ze śmiechu kiedy jego wysuszony, roztrzęsiony kompan powracał do swych właściwych odcieni bladoowrzodzonej skóry. Wreszcie gdy tylko mógł się poruszyć toksyk sięgnął swą drżącą, szponiastą dłonią po kolejną szklankę bimbru. Wydoił dumnie jednym tchem conajmniej piątą część zawartości i wskazał wyczekująco na dwa niepełne wiadra kompostu, by jak to ustalili wcześniej zmierzyć się w kolejnych wybranych przez siebie nawzajem kategoriach.
Niecały kwadrans wcześniej napadnięty atakiem chronicznego bólu toksyk planował powrócić do swej skromnej rudery, by skomląc i użalając się w myślach nad własnym losem zająć się przygotowywaniem kolejnej, domowej roboty działki Euforii. Być może z powodu nadmiaru wrażeń tego dnia przypadłość dotknęła go nieco wcześniej niż zwykle, być może zbyt długa kąpiel w zupie. Winien był się tym zająć, ale...
..los otwierał przed jego przyjacielem nowe ścieżki. Trudno było orzec, co przyniesie przyszłość, a toksyk nie znał zbyt wielu osób, które mógłby nazwać przyjaciółmi. Od dzieciństwa regularnie bity ulgę odnajdował w chowaniu się w szambie. Z czasem było to też powodem odpuszczenia mu przez dokuczliwych rówieśników, gdyż każde lanie Śmierdziela wiązało się u nich potem z awanturą w domu z powodu "grzebania w gównie i przynoszenia smrodu do domu". Tymczasem Gura i Osa nie tylko w jakiś sposób akceptowali jego towarzystwo, ale i czasem nawet zdarzało się- zwłaszcza cargo, że dał toksykowi rękę na powitanie, przybił z nim ulubioną przez Śmierdziela "chlupoczącą" piątkę (kiedy obydwaj nabierali trochę zupy w ręce) i nie wstydził się z nim chodzić po mieście. Z tym ostatnim Śmierdziel podejrzewał, że był jeszcze jakiś inny powód zabierania go na owe przechadzki, ponieważ obojętny całą drogę na jego przygotowywane zawczasu na wycieczkę rysunki Gura najbardziej się na takich wypadach ożywiał wtedy, gdy ktoś przypadkiem, lub pewnie celowo zaczynał czepiać się wyglądu, albo zapachu toksyka. Gura zawsze wtedy stawał w obronie przyjaciela, a raz nawet był tak poruszony owym dokuczaniem, że przekonał jednego chuligana do całowania Śmierdzielowego zadka. Ostatnio jednak spacery z punktu widzenia cargo stawały się coraz bardziej nudne, toteż albo Śmierdziel musiał na niego czekać, ponieważ cargo jakoś dziwnie się ociągał i trzymał daleko z tyłu, albo wogóle nie chciał nigdzie chodzić.
Sam Gura też nie miał zbyt wielu przyjaciół, Śmierdziel tłumaczył sobie, że to pewnie dlatego, że nie był zbytnio urodziwy, jechało od niego potem i nie zawsze można było zrozumieć, o co mu właściwie chodzi. Osa zaś była dość cięta na świat, a to pewnie dlatego, że ten świat często myślał tylko o tym, co i jak głęboko mógłby jej do tyłka wsadzić. Poza wszystkim toksyk był przekonany, podpierając swą opinię brakiem ochoty bicia go przez oboje, że Gura i Osa są po prostu nienormalni. Samo bowiem bicie go gdzieś w głębi serca rozumiał jako karę za to, co na osobności wyrabiał z kukłą skleconą z kawałka drutu, pordzewiałego mopa i namalowanego obrazka Osy podczas swoich "Cichych Chwil Boba". No, ale przyjaciół się nie wybiera. Łączyła ich mocna, niezmącona niczym więź, która wkrótce miała zostać wystawiona na próbę.
Dlatego też wieczór prawie publicznego picia alkoholu z przyjacielem był dla Śmierdziela po prostu niesamowitym i bardzo szcególnym doświadczeniem.
Zostawiam Ci Suriel fabularny wybór tego, na co się Śmierdziel i Gura umówili w zakładzie:
-może kto szybciej wypełni wiadro?
-kto dłużej wytrzyma z głową w środku?
-albo kto więcej wypije?
Lub co tam sobie wymyślisz, tylko daj mi chociaż zremisować
