PBF - Cedar Creek by Night

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 26 kwietnia 2018, 16:52

Zaplecze knajpy, późny letni wieczór

Wuj poruszył się na krześle słysząc pytanie Osy, ale Coltrain ubiegł go z odpowiedzią.

- Jesteś bystra i należysz do rodziny mojego przyjaciela, więc należą ci się wyjaśnienia. Problem nie leży w naturze przesyłki, tylko w osobie kuriera. To człowiek, który nie może wjechać do Cedar Creek. Dawno temu oskarżono go o złamanie Prawa Wody, nieważne czy słusznie czy nie. Uciekł z miasta nie czekając na proces, więc uznano to za przyznanie się do winy. Silos w Hedlar znajduje się dość daleko, by uniknął spotkania z patrolami Kościoła.

Nie przestając oblizywac zatłuszczonych palców, trackerka z uwagą słuchała wyjaśnień gościa.

- Przesyłka sama w sobie ma wartość wyłącznie dla mnie - ciągnął dalej kaleki elektryk - Plomby są tylko po to, żebym wiedział, że nikt nie podmienił zawartości. Nie da się jej sprzedać ani wykorzystać dla siebie, jest bezwartościowa dla osób trzecich. Najważniejszy jest pośpiech. Ten człowiek nie przyjechał specjalnie do mnie. Podróżuje z jednego miejsca w drugie i właśnie teraz znalazł się w pobliżu. Ma czas na spotkanie tylko do najbliższego świtu, potem musi ruszyć w dalszą drogę.

Charlie podciągnął nieco połę zakurzonego płaszcza odsłaniając pokraczne metalowe protezy.

- Gdybym wiedział o tej wizycie zawczasu, sam bym tam poszedł i odebrał paczkę. Gdyby nie nocna pora i zła pogoda, pewnie też spróbowałbym się tam dostać samemu. Ale wątpię, żebym sobie poradził dzisiaj, to nie na moje możliwości. Przyszedłem po radę do twojego wuja, a on zaproponował, żebym porozmawiał z tobą.

Osa zerknęła z ukosa na Slammera. Wuj podchwycił jej spojrzenie, kiwnął potwierdzająco głową, chociaż w jego oczach dziewczyna dostrzegła jakiś dziwny cień.

- Nie traktuję tego jako zlecenia dla obcego, tylko przyjacielską pomoc, więc nie skrzywdzę cię na zapłacie - Coltrain podniósł z podłogi leżącą przy krześle brezentową torbę, rozpiął jej zamek i wyciągnął ze środka kilka ustawianych kolejno na stoliku przedmiotów - Paczka naboi do trzydziestki ósemki, z wojskowych zapasów. Lornetka. Cztery mięsne konserwy, certyfikowane przez Unię. Długopis, który jeszcze długo podziała. Działka Euforii, ze sprawdzonego źródła. To zaliczka.

Zamknąwszy torbę mężczyzna odłożył ją z powrotem na podłogę.

- Reszta zapłaty po dostarczeniu mi paczki. Trzydzieści kartek Unii, pięć puszek Buzzera i dziesięć litrów przefiltrowanej wody. Myślę, że to dobre wynagrodzenie za jeden nocny spacer do Hedlar i z powrotem. Co o tym myślisz?
Oferta wynagrodzenia faktycznie niczego sobie...

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 26 kwietnia 2018, 17:57

Zaplecze knajpy, późny letni wieczór

Jeszcze przez jakąś chwilę Osa wpatrywała się w milczeniu w twraz Coltraina. Wyjaśnienia brzmiały wiarygodnie, ale taki był właśnie problem. Rzadko kiedy te brzmiące wiarygodnie w istocie się takimi okazywały. Po chwili skinęła lekko głową.

- Ruszam za godzinę - rzuciła cichym głosem - Przygotuję tylko trochę sprzętu. Daj ten nieśmiertelnik. Umowę uważam za zawartą.
A co mi tam... lepiej wpakować się w jakąś kabałę na Pustkowiu i zdechnąć z kulą w brzuchu niż zostać na miejscu z opcją ożenku z Gurą ;) Jaki mamy dokładnie czas ? Potrzebuję też tochę info na temat tego co "mam w pokoju" żeby skompletować wyposażenie. Może być na PW. Ewentualnie napiszę Ci Keth co chcę ze sobą zabrać.
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 26 kwietnia 2018, 21:58

Zaplecze knajpy, późny letni wieczór

Charlie Coltrain wyciągnął do Osy dłoń, ta zaś uścisnęła ją pieczętując zawartą umowę. Nie wiedząc, co właściwie dodać, ześlizgnęła się ze stołka i skinąwszy głową do wuja wyszła z kuchni na wąski korytarzyk łączący główną salę knajpy z podwórzem.

Niemal natychmiast odbiła się od Gury, który wypadł w tej samej chwili ze swojej siłowni wymiotując pośród przerażających odgłosów wprost na podłogę korytarza.

- Pojebało cię?! - nie wytrzymała Osa - Co ty kurwa wyprawiasz?! Totalna patologia!

Drobinki cuchnących ekskrementami wymiocin obryzgały jej nogawki dżinsów. Złorzecząc pod nosem na cały świat, dziewczyna przeskoczyła między zgiętym wpół cargo i ścianą korytarza, wpadła na wąskie drewniane schodki wiodące na poddasze. Obleśny handlarz na targowisku, niepokojący zleceniodawca, rzygający gównem Gura, a na dodatek spóźniał jej się okres! Trackerka szczerze wątpiła, aby tej nocy mogło zdarzyć się coś, co przebiłoby poziomem dramatyzmu kumulację jej negatywnych emocji.

Zatrzasnęła drzwi niewielkiego pokoju i oparła się o nie na chwilę plecami próbując ochłonąć. Wiatr wygrywał dziwne melodie na krawędziach dachu, próbował szarpać za deski i blachy budowli.

Ostygła po niecałej minucie, wsłuchana w dźwięki wygłaszanej przez wuja połajanki. Starając się nie spoglądać na pobrudzone wymiocinami nogawki spodni, przeszła przez pokoik i zamknęła uchylone nieznacznie wejście na balkon. Na zewnątrz było już niemal całkiem ciemno, ale i tak bez trudu dostrzegła na podwórzu dwie ludzkie postacie, obie poruszające się w nienaturalny sposób.

Tuż obok szopy Śmierdziela w ogrodzeniu na tyłach knajpy znajdowała się niewielka zamaskowana furtka, pozwalająca wydostać się zadaszonym przejściem na sąsiedni zaułek. Jeśli odprowadzony przez kulawego właściciela Coltrain zdecydował się wyjść tamtędy, najpewniej przyszedł w odwiedziny tą samą drogą. A skoro tak, naprawdę bardzo zależało mu na tym, by jak najmniej osób wiedziało o jego wizycie u Slammera.

Korzystając z wysłużonej zapalniczki zapaliła starą naftową lampę i wnętrze pomieszczenia wypełnił chwiejny migotliwy blask ciepłego płomienia. Wyciągnięty z metalowej szafki karabin wylądował na łóżku wraz z paczką amunicji, obok niego zaś podręczny skórzany plecaczek.
Wykaz ekwipunku za chwilę, muszę zerknąć do podręcznika. Do listy możesz dopisać sobie wszystko, co Coltrain zostawił jako zaliczkę (taka lornetka dla przykładu może być przydatna nawet w nocy). Osa nie posiada zegarka, ale obstawia, że jest po dwudziestej trzeciej. Podróż w obie strony do Hedlar nie powinna potrwać dłużej niż cztery godziny.
Majątek Osy
Spoiler!
Karabin Springfield M1903 z celownikiem optycznym oraz 24 naboje kalibru .30-06. Nóż wojskowy. Ochronne gogle. Pasta nawadniająca, zapałki sztormowe, maska przeciwgazowa, latarka. Miernik promieniowania. Jedna dawka Medexu, dwie puszki Buzzera. Strój tropiciela.
Ostatnio zmieniony 26 kwietnia 2018, 22:30 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 26 kwietnia 2018, 22:23

Zaplecze knajpy, późny letni wieczór

Gura umierał.

Jego trzewia skręcały się w promieniujących od żołądka spazmach, przełyk sprawiał wrażenie ściśniętego cęgami, a w ustach królował smak tak odrażający, że wręcz przyprawiający o obłęd. Targane konwulsjami mięśnie napinały się do granic możliwości. Kakofonia półludzkich, półzwierzęcych dźwięków płynących z ust mutanta mieszała się z bezmyślnymi jękami płynącymi z ust wtopionych w jego garb braci.

Do uszu cargo dobiegł podniesiony, wibrujący gniewem głos wuja Slammera, ale stojący w obliczu oczywistej śmierci Gura nie zwrócił na tę połajankę uwagi. Ktoś przeszedł obok niego, rozmywając się w załzawionych oczach mutanta. Gura jęknął jeszcze głośniej mając wrażenie, że nie był to człowiek, tylko jakiś poruszający się na pokracznych metalowych kończynach ruski cyborg.

Cyborg gdzieś zniknął, a torsje wciąż nie ustawały. Od strony sali gościnnej dobiegło kilka zaniepokojonych okrzyków, ale żaden ze stałych bywalców nie odważył się wejść na zaplecze. Poklepywany po plecach przez Śmierdziela, cargo zdołał się w końcu podnieść na nogi - w sam czas, by stanąć twarzą w twarz z powracającym z podwórza właścicielem.

- Jak ty wyglądasz? - sarknął wyprowadzony z równowagi wuj Osy - Piłeś? Oszalałeś? Śmierdziel, weź z szafki w kuchni Dopaminax i zmuś go, żeby zażył całą dawkę. Tylko nie pomyl z trutką na karaluchy, jest na tej samej półce. Będę was potrzebował, waszej pomocy. Dobry Boże, akurat dzisiaj musieliście się tak zaprawić?
Dopaminax to pitny biostymulant, który powinien od ręki postawić Gurę na nogi!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 26 kwietnia 2018, 23:09

Poddasze knajpy, późny letni wieczór

Upychane do plecaczka rzeczy stanowiły niemal cały majątek Osy - oprócz schowanej do drugiej szafki pościeli, naftowej lampy, kilku ładniejszych ciuchów na miasto, zestawu do czyszczenia broni i paru pojemników z wodą. Pakowanie zajęło jej zaledwie chwilę, toteż kiedy wuj zapukał do drzwi, siedziała już na łóżku sznurując mocniej buty.

Slammer zapukał, po czym wszedł do środka nie czekając na pozwolenie. Jego zatroskany wzrok spoczął na opartym o ścianę karabinie, wsadzonym w zaimpregnowany woskiem skórzany pokrowiec. Osa zwykła dbać o swoją broń z obsesyjną konsekwencją, często przekładając jej czyszczenie ponad zaspokojenie własnego głodu, a na szlaku chroniąc ją przed zanieczyszczeniem i korozją.

Wuj zamknął drwi, oparł się o nie milcząc przez dłuższą chwilę. Osa również milczała, wpatrując się w krewnego nie zdradzającym emocji spojrzeniem.

- Dziękuję, że się zgodziłaś - przerwał w końcu ciszę Slammer, uśmiechając się kącikami ust, ale jednocześnie uciekając przed nią wzrokiem - To nie jest daleka podróż, ledwie parę godzin, ale pogoda może się w każdej chwili załamać. Nie chcę, żebyś poszła sama. Weź ze sobą Gurę, może i Śmierdziela. Mają mnóstw wad, ale w grupie zawsze raźniej, zwłaszcza w towarzystwie Gury. W nocy z nor wyłażą różne drapieżniki, ale żaden nie będzie chyba dość głupi, żeby zaatakować coś tak wielkiego jak Gura i tak cuchnącego jak Śmierdziel.
Osa ma wrażenie, że wuja coś bardzo trapi - coś być może poważniejszego niż troska o los drapieżników złapanych za miastem przez Gurę!

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 26 kwietnia 2018, 23:40

Poddasze knajpy, późny letni wieczór

- Jesteś pewien wuju, że to dobry pomysł ? - Osa nie przestawała się pakować - To ma być ciche i dyskretne "wejść/wyjść" a z tymi pijanymi idiotami sprawa zrobi się głośna. Nie chcę przyciągać uwagi.

Amunicję do trzydziestki ósemki Osa postanowiła zostawić. Ostatecznie i tak nie miała jak jej póki co spożytkować. Odłożyła też do szafki wszystkie konserwy by po krótkiej chwili namysłu wyjąć jedną i schować do plecaczka. W ślad za konserwą powędrowała także działka Euforii i lornetka. Maskę gazową Osa postanowiła zostawić, ale spakowała licznik promieniowania, sztormowe zapałki, pastę nawadniającą, Medex oraz latarkę. Zapiąwszy dokładnie plecak Osa zarzuciła go sobie na plecy i dociągnęła mocujące paski. Założywszy na czoło gogle dziewczyna owinęła szyję arafatką w oliwkowym kolorze. Podskoczywszy kilka razy Osa upewniła się, że nic nie dzwoni i nie brzęczy.

- To co wuju - rzuciła cicho patrząc na wyraźnie spiętego mężczyznę - Chcesz mi powiedzieć coś jeszcze o tej robocie ? Nie posłałbyś ze mną Gury i Śmierdziela na zwykły spacer. Czyżby to nie miał być zwykły spacerek ?


[center]Obrazek[/center]
[center]Osa prawie gotowa[/center]
Gura i Śmierdziel... mistrzowie kamuflażu. Jednego widać a drugiego czuć z kilometra :D Osa jak na razie nie czuje się przekonana ;) p.s. wiem, że broń się nie zgadza, ale mniej więcej tak wygląda Osa :)
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 27 kwietnia 2018, 10:36

- Jak ty wyglądasz? - sarknął nad słaniającym się Gurą wyprowadzony z równowagi wuj Osy - Piłeś? Oszalałeś? Śmierdziel, weź z szafki w kuchni Dopaminax i zmuś go, żeby zażył całą dawkę. Tylko nie pomyl z trutką na karaluchy, jest na tej samej półce. Będę was potrzebował, waszej pomocy. Dobry Boże, akurat dzisiaj musieliście się tak zaprawić?

Toksyk nie czekał długo. Pomknął niczym strzała do kuchni i bezbłędnie tym razem rozpoznał odpowiednią butelkę. Był nieco zakłopotany, że zdołał pomylić alkohol z zaczynem, choć pewnie była to wina nadmiaru spożytego wcześniej bimbru. Najwyraźniej też wuj Osy miał nieco racji strofując go wielokrotnie, by nie stosował tych samych butelek do przechowywania wszystkiego, bo w końcu ktoś się pomyli. Padło na Gurę. Wróciwszy do cargo wręczył dziwnie nieufnemu teraz przyjacielowi substancję z zapałem przekonywując go kiwaniem głowy, że zawartość jest właściwa. Widząc dalsze opory wielkoluda dość szybko jednak przypomniał sobie, że dopaminax jest dosyć słodki w smaku, toteż rozejrzał się za przepojką, by ulżyć najwyraźniej nadwyrężonemu żołądkowi umierającego. Ledwie chwycił w rękę pierwszą lepszą butelkę, a cargo wyszarpnął mu biostymulant z drugiej ręki łapczywie i szybko wychylając zawartość, spojrzał nań przekrwionymi, wybałuszonymi oczami po czym odepchnął go i ruszył w kierunku pryczy. Śmierdziel wzruszył ramionami nie bardzo rozumiejąc sposób funkcjonowania ciała Gury, opróżnił prawie pustą butelkę do końca i żachnął się dość ostro spoglądając, że ze wszystkich możliwych rzeczy wziął dla cargo na przepojkę niedopity zaczyn. Pocmokał chwilę, pokręcił głową ze znawstwem przybierając na twarzy wyraz lekkiego niezadowolenia. Gura miał rację. Mieszanka była po prostu nazbyt kwaśna, co mogło powodować dość szybkie wysychanie warstwy głównej i w konsekwencji.. niedobrze. Postanowił, że zajmie się tym z samego rana. Słysząc charczący, nabierający miarowości oddech cargo wiedział, że tenże za chwilę odzyska formę, toteż raz jeszcze postanowił odwiedzić kuchnię. Zabrawszy z niej szufelkę, zmiotkę i małe wiaderko zajął się sprzątaniem bałaganu, jaki narobił Gura. Właściwie nie chodziło nawet o bałagan, ale takie rzeczy po prostu nie powinny się marnować, więc planował wlać wszystko do głównej śmierdzuszki. Będąc niemalże na finiszu odzyskiwania zaczynu usłyszał brzmiące niczym balsam dla jego uszu słowa Osy:

- .... wuju? .... posłałbyś ze mną Gury i Śmierdziela na.... spacer..... zwykły spacerek ?

Wyprężył się jak struna rażony kolejną doskonałą wiadomością. Tego wieczoru był tak popularny wśród przyjaciół! Pospiesznie dokończył pracę i pobiegł do swojego lokum po drodze oczywiście zatrzymując się i wylewając ze stosowną nabożnością zawartość wiaderka do mieszanki. Był szybki jak tylko potrafił. Bał się, że Osa za chwilę się rozmyśli zważywszy na brak jego lub Gury przygotowania, albo kiepski stan tego ostatniego. Cargo za moment stanie na nogi, a on miał tylko chwilę, by prawidłowo się ubrać na spacer. Zanosiło się na fatalną pogodę, ale...

Kilka minut później roztrzęsiony jeszcze z wrażenia Śmierdziel wparował na tyły knajpy w pełnym rynsztunku. Przez ramię przewiesił torbę wypełnioną własnej roboty Buzzerem i Euforią, przykrytymi od góry starym dziurawym, wykonanym z brezentu substytutem koca. Wszystko to wisiało na wychudzonym ciele niczym na strachu na wróble. Jednak Śmierdziel zdążył założyć świeżą koszulkę i zabrać czapkę. Wiedział, że kiedy pokazywał się z Osą publicznie zwracała uwagę na takie rzeczy, choć w zasadzie zupełnie po każdorazowym ruganiu go przez nią za wygląd nie wiedział, jak powinien wyglądać, by wyglądać właściwie. Mocno wysłużona, ale wytrzymała, skórzana torba wisiała zatem teraz na białej niegdyś podkoszulce z rysunkiem pomarańczowego człowieka-ryby i podpisem: "It's a trap!". Koszulka wpuszczona była w rybackie spodnie z dziurawymi kaloszami, a on sam nerwowo przestępował z nogi na nogę patrząc na rudowłosą piękność błagalnym, budzącym litość wyrazem twarzy posyłając przesłanie "PROSZĘ! PROSZĘ! ZABIERZCIE MNIE ZE SOBĄ!" i wciąż obawiając się przy tym, że Osa jeszcze zmieni zdanie miętosił w rękach "najfajowszą" kominiarkę...

[center]Obrazek[/center]
Prawdopodobnie Osa i tym razem zruga Śmierdziela za brak przygotowania. Wówczas wróci się i zapakuje w drugi worek dodatkowo:
Pasta Nawadniająca, prowiant na dzień, zapałki sztormowe, Travel Kit, apteczka, MEDEX, tabliczka i kreda (mało jej) i jakieś puste wiaderko na brązowe znaleziska.
Ostatnio zmieniony 27 kwietnia 2018, 11:42 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 kwietnia 2018, 18:01

Poddasze knajpy, późny letni wieczór

Slammer milczał przez chwilę, potem podszedł do łóżka Osy i przysiadł na nim przy wtórze skrzypiących sprężyn mebla.

- Znam Charliego od dawna, praktycznie od zawsze. Stracił nogi w tym samym momencie, kiedy ja zostałem ranny, w Montanie podczas drugiej obrony Missouli. Stalinizator przejechał przez nasze linie, bo skończyła się amunicja przeciwpancerna i nie daliśmy rady go zatrzymać samymi granatami. Wybuch urwał Charliemu nogi, a mimo to doczołgał się do wykopu i ściągnął mnie nieprzytomnego na dno. Dług życia do spłacenia w przyszłości.

Dziewczyna słuchała uważnie, a cierpki grymas wykrzywiający jej ładnie wykrojone usta zniknął bez śladu. W pewnym stopniu była poirytowana faktem, że wuj zwalił jej na głowę Coltraina bez wcześniejszego uzgodnienia, ale zaintrygowana nieznaną wcześniej historią, skryła pod maską beznamiętności wcześniejsze emocje.

- Rozkazy pułkownika Bracketta pozwoliły nam skorzystać z prawa do dobrowolnej demobilizacji - ciągnął dalej Slammer, który wcześniej starannie unikał opowieści o latach spędzonych w szeregach ruchu oporu - Wybraliśmy Cedar Creek, bo wtedy obcy jeszcze nie naciskali na Wyoming i okolica wydawała się świetna do spędzenia reszty życia. Ja otworzyłem za odprawę tę knajpę, on swój warsztat. Ktoś mógłby pomyśleć, że weteranom coś takiego powinno wystarczyć, ale Charlie zawsze był narwany. Ideowiec. Miał pecha do wiązania się z niewłaściwymi ludźmi. Wiesz, że prawie wcale nie utrzymywaliśmy kontaktu, chociaż mieszkamy milę od siebie.

Osa skinęła głową wiedząc doskonale, że Slammer i Coltrain faktycznie unikali ze sobą kontaktu. Wcześniej sądziła, że po prostu ledwie się znali, teraz jednak historia ran odniesionych w obronie Missouli zrodziła w jej głowie nowe pytania w temacie wzajemnych relacji jej wuja i elektryka.

- Nie spotykaliśmy się, bo Charlie wiedział, że chcę mieć święty spokój i nie zamierzam wplątać się w niepotrzebne kłopoty. Jego dzisiejsza wizyta to dowód, że jest skrajnie zdesperowany. Gdyby miał jakąkolwiek inną opcję, na pewno by z niej skorzystał bez proszenia mnie... nas o taką przysługę. Przyszedł cichaczem i tak samo zniknął. Być może bał się, że ktoś go śledzi. Nie mam pojęcia, w co się wplątał i nie chcę tego wiedzieć.

Wędrujący dotąd oczami po pokoiku mężczyzna przeniósł wzrok na Osę, skrzyżował z nią zatroskane spojrzenie.

- Meg, to nie są żarty, ale nie mogłem mu odmówić. Zażądał spłaty długu z Montany. Gdybym wiedział, że sobie poradzę, poszedłbym tam sam, ale wiem, że ty znasz teren w Hedlar i najkrótszą drogę. Nie wiem, kto przywiózł tę paczkę, czy będzie chciał ją tobie oddać, czy coś nie pójdzie źle. Nie chcę ryzykować, że w drodze powrotnej skręcisz nogę i dopadną cię szakale. Albo wpadniesz na złomiarzy, którzy będą cię chcieli skrzywdzić dla czystej przyjemności. Zabierz Gurę i Śmierdziela. Odbierz od kuriera paczkę, przynieś ją tutaj, a ja odstawię ją Charliemu do domu. Potem zapomnimy o całej tej sprawie.

Wciąż rozważając w myślach argumenty Slammera, Osa położyła otrzymany od Coltraina nieśmiertelnik, potarła palcami nawleczone na drucik kuleczki łańcuszka. Na cienkiej metalowej płytce widniały ledwie czytelne w półmroku pomieszczenia litery i cyfry, składające się na niezrozumiały dla Osy ciąg.

"OSS SDU #418. 8351/65. AA+".

Umieszczony powyżej napisu stylizowany orzeł ściskał w szponach dwa skrzyżowane ze sobą noże albo sztylety.

- Co to za identyfikator? - spytała próbując zająć czymś uwagę wpatrzonego w nią wuja.

- Zanim poznaliśmy się w ruchu oporu, Charlie służył w resztkach regularnej armii - Slammer wzruszył niepewnie ramionami, zmrużonymi oczami studiując treść napisu - Jakaś specjalna jednostka, o której nie wolno mu było opowiadać. Myślę, że to pamiątka z tamtych czasów. Nieważne. Najważniejsze jest to, żeby kurier miał taki sam i żeby oddał ci paczkę. Reszty lepiej nie wiedzieć.
Czy Osa czuje się teraz przekonana do pomysłu zabrania ze sobą pary wiernych przyjaciół?

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 28 kwietnia 2018, 22:11

Poddasze knajpy, późny letni wieczór

Osa wciąż nie była przekonana do pomysłu zabrania ze sobą dwóch amatorów. Śmierdziel sprawiał wrażenie nieobliczalnego i na dodatek ciężko się z nim było normalnie porozumieć. Jakoś nie wydawał się dziewczynie zabawnym pomysł pisania w ciemności na Pustkowiu wiadomości na tabliczkach. Co do Gury to był jeszcze bardziej nieobliczalny niż Śmierdziel. Iloraz inteligencji kuchennego taboretu oraz przerost mięśni uniemożliwiający jakąkolwiek próbę cichego i skrytego poruszania się. Idealna kombinacja na tajemniczą wyprawę na Pustkowia... Jednak Wuj zdawał się być kompletnie przybity faktem wykorzystywania bratanicy do niebezpiecznego w jego mniemaniu zadania więc Osa postanowiła iż nie będzie pogłębiać jego przygnębienia.

- Dobra, wezmę ze sobą tych pajaców - wzruszyła wreszcie ramionami dziewczyna - Pod warunkiem jednak, że porozmawiasz z nimi i uświadomisz im kto tam będzie dowodził ! Mają się mnie słuchać, albo zostawię ich na Pustkowiach bez chwili namysłu !
Osa czuje, że będzie zabawnie... a kto umarł ten nie żyje...
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 29 kwietnia 2018, 15:54

Zaplecze knajpy, późny letni wieczór

Osa stanęła przy tylnych drzwiach knajpy z zapiętym płaszczem i naciągniętym na głowę kapturem. Schowany w pokrowcu Springfield przewiesiła przez ramię, wzdłuż plecaczka; ochronne gogle przesunęła na czoło.

Śmierdziel już na nią czekał, z odrażającym grymasem szczęścia na twarzy, w kaloszach, rybackich spodniach i z cudaczną czapką w rękach. Dziewczyna westchnęła w duchu nie wyobrażając sobie żadnej profesjonalnej roboty z udziałem tak niedoświadczonego amatora, ale nie chciała cofać raz danego wujowi słowa.

- Masz jakąś broń, Śmierdziel? - wycedziła przez zęby starając się nie zwracać uwagi na różową kominiarkę, którą przy odrobinie szczęścia można było w ciemnościach nocy przeoczyć - Nie masz? A jak wdepniemy na zmutowane insekty, radrakany albo inne świństwo to będziesz pięściami walczył? Wyprawa na Pustkowia to nie zabawa w usypywanie kupek gówna. Idź po jakąś rurkę albo drąg, masz minutę czasu, potem się zabieram z tobą lub bez ciebie.

Toksyk wydał z siebie dźwięk przypominający popiskiwanie, ale Osa zignorowała go przenosząc spojrzenie na wciąż nieco pobladłego Gurę.

- A ty czujesz się dobrze? Jeśli nie chcesz ze mną iść, wuj będzie to musiał zrozumieć - coś w tonie trackerki sugerowało mutantowi wyraźnie, by nie nadwerężał jeszcze bardziej swego zdrowia i lepiej pozostał w burzową noc w knajpie.
Koszal już zadeklarował, że bezwzględnie bierze udział w wyprawie. Co z Gurą? Po otrzymaniu potwierdzenia przeskoczę z akcją do etapu nocnej podróży przez pustkowia na południe od Cedar Creek!
Ostatnio zmieniony 29 kwietnia 2018, 16:57 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 29 kwietnia 2018, 22:19

Na południe od Cedar Creek, noc

Dając wyraz swemu niezadowolenia z niechcianego towarzystwa w niemy, ale doskonale czytelny sposób, Osa ruszyła do przodu w szybkim tempie, ani razu nie oglądając się ponad ramieniem na swą ochronę. Ciemność zalegającą na opłotkach Cedar Creek rozjaśniały jedynie płomienie naftowych lamp wystawionych w oknach mijanych szop i baraków, ale tropicielka wiedziała, którędy skierować kroki, by jak najszybciej opuścić miasto.

Wiadukt nad przedwojenną drogą stanową I-86 wychodził wprost na południe, na omiatane silnym wiatrem i skąpo porośnięte karłowatymi drzewkami wzgórza. Chroniący się pod warstwą betonu bezdomni odprowadzili Osę i jej towarzystwo łakomymi spojrzeniami, żaden jednak nie odważył się zastąpić jej drogę - sporą w tym zasługę miała nie jej broń, a świadomość bezdomnych, że kilka metrów wyżej, na obudowanej prowizorycznymi fortyfikacjami wielopasmowej drodze tkwili w bunkrach żołnierze z nocnej warty Cedar City.

Kiedy rudowłosa kobieta wychynęła z wylotu tunelu, ciepłe nocne powietrze owiało jej ukrytą pod kapturem twarz. Widząc rysujące się na tle zasnutego chmurami nieba grzbiety wzgórz ruszyła w ich kierunku, ustawicznie analizując w myślach swoją pozycję. Księżyc z trudem przebijał się przez szaroburą przeszkodę, ale jego rachityczny blask wystarczał, by Osa nie musiała martwić się o pobłądzenie.

Zresztą znała okolice miasta tak dobrze, że trafiłaby do Hedlar nawet z zamkniętymi oczami.

Czym innym było zachowanie czujności. Będące kwitnącym bastionem cywilizacji miasto przyciągało niczym lep bandytów, złodziei oraz drapieżniki. Osa nie wykluczała, że każdej nocy na skalistych grzbietach okolicznych wzgórz kryli się degeneraci nie mający dość śmiałości, by pojawić się w mieście, ale spoglądający na jego nocne światła z szaleńczą pożądliwością.

Do jej uszu dobiegał co jakiś czas odgłos stawianych niezgrabnie kroków, jakieś posapywanie czy pomruk, ale wciąż jeszcze niezadowolona, nadal ani słowem nie odzywała się do niechcianej eskorty.
Ponieważ Suriel jeszcze nie zadeklarował chęci udziału w nocnej eskapadzie, napisałem wstawkę w neutralnym tonie. Tak czy owak, Osa ze Śmiedzielem są już w drodze!

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 30 kwietnia 2018, 16:11

Na południe od Cedar Creek, noc

Gura potoczył półprzytomnym wzrokiem to po wuju, to po Toksyku jakby do końca nie zrozumiał co się do niego mówiło. Wyraz jego twarzy przybrał typowego stanu mord wymoczków z baru, którzy spojeni trucizną wuja tracili kontakt z rzeczywistością, a których Gura czasem musiał wynosić poza lokal. Wygląd ten zdawał się pytać "ale ofco foghule chozi".
Kolos mimo to z trudem zwlókł swoje dupsko z siedziska i zaczął się szykować do wyprawy. Założył czarną wojskową kuloodporną kurtkę wyposażoną w mnóstwo kieszonek do których zaczął upychać wszystkie graty od stymulantów zaczynając a na Colcie Pytongu kończąc. Na sam koniec założył na siebie antytoksyczny płaszcz chroniący od radioaktywnego deszczu. Wykonany z czarnego syntetyku ubiór, przypominał nieco sztormiak morski z kapturem i po założeniu skrywał niemal całą postać Gury, nadając mu tym samym niepokojącego wyglądu od którego zresztą wziął swoje imię. Tak właśnie wyglądał kiedy niegdyś wuj znalazł go lata temu błąkającego się po radioaktywnej prerii.

Cargo wyszedł na dziedziniec i zobaczył tam Toksyka, który popiskując, desperacko szukał jakiegoś przedmiotu do bicia. Gura postanowił pomóc. Chwiejnym krokiem podszedł do sterty zgromadzonego tam złomu i chwycił za wystający metalowy drąg. Wiosłowymi ruchami poruszyły nim kilkakrotnie, aż śruby mocujące rurkę do jakiegoś innego większego kawałka stali nie wytrzymały i puściły. No bo po co je odkręcać, tracić czas, jak można prościej. Urwana pordzewiała pała była w sam raz jak na rozmiar Śmierdziela daleko jaj było jednak do tego by uznać ją za broń dobrze wyważoną do walki.

Podał mu ją bez słowa, drugą rękę przyciskając w tym momencie do swoich ust. Od tego wiosłowania wrócił mu się z żołądka w usta, słodkawy smak dopaminaxu. Policzki nabrzmiały od zwartości. Gura zobaczył pełne nadziei spojrzenie Śmierdziela, który stał przednim trzymając w gotowości niewielkie puste wiaderko. Cargo pokręcił jednaka przecząco głową i połkną zawartość polików. Dopaminax był zbyt drogim środkiem by tak po prostu go oddać. Gura wiedział, że wuj robi mu przysługę, no i koszt, który zapewne jak zwykle potrąci mu przy rozliczeniach. Skoro zapłacone to niech chociaż podziała.

Parę minut później Cargo szedł wyraźnie przygnębiony obok swoich towarzyszy. Wyglądał niczym zbity pies. Nie wszystko dzisiaj szło mu dobrze. Najpierw spił się okrutnie jakims gównem i to dosłownie. Teraz czuł jak ściera po rzyganiu, dopoaminax zaczynał działać ale dopiero powoli na razie niepokojąco bulgotał w żołądku jakby nie był do końca zdecydowany którym końcem ostatecznie wyjdzie z ciała. Szła radioaktywna burza, a on byli na zewnątrz, na otwartym. Zapowiadało się, że niewiele godzin z tej nocy pójdzie na sen i regenerację...

A do tego na rano do roboty, kurwa...
Zabrane graty:
pasta nawadniająca, prowiant na tydzień, okrągłe gogle ochronne, Travel Kit, MEDEX, kurtka wojskowa, płaszcz antytoksyczny, nóż bojowy obcych, Colt Python i 21 sztuki ammo, dobieram sobie jakąs szmatę na twarz żeby nie wdychać oparów deszczu.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 30 kwietnia 2018, 18:58

Na południe od Cedar Creek, noc

Osa wściekała się w duchu szaleńczo, chociaż z pozoru była prawdziwą oazą spokoju i opanowania. Zgodnie z jej przewidywaniami Śmiedziel nie miał żadnego doświadczenia w nocnych eskapadach. Co chwilę potykał się z głuchym stęknięciem, potrącał jakieś kamyki i deptał wysuszone na wiór patyki, które odpadły od karłowatych drzewek. Zmuszona do dzielenia uwagi pomiędzy toksyka, niełatwy teren i własne bezpieczeństwo, zdekoncentrowana dziewczyna raz upadła na luźnej pryzmie kamieni uderzając się boleśnie w łokieć, a co najmniej dwa razy sama złamała obutą stopą jakąś gałązkę.

Ku ogromnej uldze Osy na wzgórzach najwyraźniej nie czaił się żaden drapieżnik, ani dwu ani czteronożny. Co jakiś czas do jej nadstawionych bacznie uszu docierały szelesty oddalających się stworzeń, były to jednak nieszkodliwe bądź płochliwe zwierzęta.

Bądź obdarzone bardzo czułym zmysłem węchu, który nie wytrzymywał konfrontacji z fetorem roztaczanym przez wyraźnie zażenowanego własną niezgrabnością Śmierdziela.

Zupełnie inaczej sprawy miały się z Gurą. Tropicielka nie posiadała się wręcz ze zdumienia widząc jak pozornie pozbawiony jakiejkolwiek dozy zwinności olbrzym przemierza ciemność nocy niczym monstrualny czarny upiór, bezszelestnie stawiając kroki. Nie wydawał z siebie żadnego dźwięku - ani on ani jego przezornie wcześniej zakneblowani bracia. Gdyby ktoś Osie o czymś takim wcześniej opowiedział, rudowłosa zabiłaby opowiadającego salwą śmiechu, teraz jednak nie czuła żadnej wesołości.

Gura wprawił ją w zamian w mimowolne zakłopotanie, którego uczucie wywoływało u Osy jeszcze większą irytację.

- To ostatnie wzgórze przed silosem - wyszeptała pozwalając dopędzić się towarzyszom - Wdrapiemy się w tamtym miejscu, po cichutku. Z góry będziemy mieli widok na ruiny.


Test Surwiwalu w pierwszej fazie podróży
Spoiler!
Aby sprawdzić, na ile dobrze radzicie sobie nocą w terenie, rzuciłem każdemu test Surwiwalu na poziomie trudnym (7).

Gura k12 (11) i k10 (10).
Śmierdziel k12 (4) i k10 (3).
Osa k10 (3) i k10 (7).

I stąd te ciekawe interpretacje rzutów w fabularce powyżej.
Od silosu w Hedlar dzieli Was jedno niezbyt strome wzniesienie. Noc wciąż ciemna, wszędzie zwyczajowy spokój przerywany od czasu do czasu jakimiś niepokojącymi odgłosami. Jakieś szczegółowe deklaracje?

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 30 kwietnia 2018, 20:41

Ciężka metalowa rura jedynie spowalniała toksyka sprawiając, że po krótkim marszu szybko się zmęczył i niezgrabnie powłóczył nogami. No ale spuchnięty do czerwoności z wysiłku Śmierdziel wiedział, że prezentów się nie oddaje. To pewnie była kolejna próba ze strony Gury, by namówić go do ćwiczeń, toteż kiedy tylko darczyńca odwracał się ku niemu toksyk z poważną miną podnosił oburącz przyrząd. Przez chwilę myślał też nad tym, że w razie czego będzie można tym kogoś lub coś obić, gdyby owo coś na nich wyskoczyło znienacka, ale szybko odgonił takie autosugestie. Przecież to była zwykła wycieczka, a poza tym Gura pokona każdego i jest niezniszczalny. A jeśli coś pokonałoby Gurę to Śmierdziel i tak nie ma szans na przetrwanie w walce i zastosuje sprawdzoną technikę- uda, że zgnił. Te ponure myśli tylko chwilami absorbowały umysł toksycznego syna apokalipsy, bowiem perfekcyjnie napięte kształty Osy odganiały wszelkie niepokoje skuteczniej nawet niż cargo. Uśmiechał się skrycie pod zaślinioną niechcący kominiarką rad, że skupiona na prowadzeniu wycieczki tropicielka zupełnie tego nie widzi. W normalnych okolicznościach z pewnością spotkałby się z reprymendą. Jedynie sztywna, żelazna pałka przeszkadzała mu coraz bardziej nie pozwalając poczuć pełni szczęścia. Toteż korzystając z chwilowego przestoju, kiedy Osa czegoś wypatrywała w ciemności strzelił sobie kolejną tego wieczoru dawkę Euforii, która podjęła ochoczy taniec z krążącymi jeszcze w żyłach promilami... Chwilę później ciemność zdawała się nie dotykać Rudowłosej, a i prezent od Gury zdawał się nawiązywać telepatyczny kontakt z toksykiem budząc w jego umyśle żywe obrazy możliwych zastosowań... On. Gura. Osa. Nocna wycieczka. Żelazna Pała.I błogie swobodne myśli uwalniające skryte wyobrażenia, że może wreszcie dziś przeżyje swój pierwszy raz. No tak, jak na obrazkach, które mu kiedyś pokazał Gura. Tak z całkiem żywą kobietą...

I choć wiedział, że to tylko sfera marzeń to pozwalał jej teraz na wszystko. Podrasowana Euforia domowej roboty robiła swoje.
Ostatnio zmieniony 30 kwietnia 2018, 21:18 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 30 kwietnia 2018, 20:44

Na południe od Cedar Creek, noc

Skryty pod obszernym sztormiakiem Cargo przemykał po pustawej okolicy. Dawno już nie wychodził poza miasto a na dalsze wyprawy to już niemal nigdy od kiedy wuj zgarnął go do pracy w pubie. Miał wtedy raptem kilkanaście lat. Wcześniej jednak włóczył się po trakcie z innymi jego pokroju. Robił rzeczy... z których nie był zadowolony. Te wszystkie rzeczy, które spędzają dobrym ludziom i ich spokojnym rodzinom sen z powiek.

Jedno spotkanie na prerii odmieniło losy. Slammer zabrał chłopaka do cywilizacji która przypadła Gurze do gustu. Wuj zmienił trasę jego życia pędzącą niechybnie w kierunku nihilizmu i nicości, nadając nowy wymiar. Teraz jednak wrócił na stare śmieci, na prerię. Od tego czasu zmienił się. Zwłaszcza jego ciało. Zmężniało z kształtów chłopca do dorosłego mężczyzny. Lecz mimom, że przybrał na wadze ponad pięćdziesiąt kilo, to wyuczone kiedyś umiejętności surwiwalu pozostały. Po prostu tylko drzemały uśpione w nim. Były zbyt mocno wybite w genach żelaznym prawem selekcji naturalnej by kiedykolwiek zagasnąć. Gura nadal potrafił podkraść się na tyle blisko by zabić gołymi rękami. Szło mu to niemal tak samo sprawnie jak kiedyś. Tych umiejętności się po prostu nie zapominało bo były wpisane w jego naturę.

Kolos przykucnął koło pozostałej dwójki towarzyszy. Pochylony, w sztormiaku i zapadających ciemnościach wyglądał trochę jak głaz. Byli blisko siebie tak że słyszeli swoje oddechy. Naradzali się.

- ...Wdrapiemy się w tamtym miejscu, po cichutku. Z góry będziemy mieli widok na ruiny. - szeptała cicho Osa.

Nagle jego błyskotliwy umysł znalazł dziurę w planie Osy.

- Ale... jak to... znaczy się z Gury faktycznie było wam lepiej rozglądać się ale dwójki na na raz nie podniesę bo Śmierdziel jest śliski i może mnie wypaść z ręków. Lepiej żeby został na dole i nie hałasił. Ciebie podnieść to co innego... - spojrzał na twarz Osy i uświadomił sobie, że być może już za chwilę jej ciepłe uda i mięsista pupa, będą mu masowały masywny kark, na którym miał dwóch braci...
Może lepiej by było jakby jeden został w odwodzie na wszelki wypadek?
Ostatnio zmieniony 30 kwietnia 2018, 21:12 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

ODPOWIEDZ