PBF - Cedar Creek by Night

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 22 maja 2018, 18:22

Knajpa Slammera, dwie godziny do świtu

- Pożar nie wieści niczego dobrego - mruknął kulawy mężczyzna - Służba bezpieczeństwa teraz oszaleje, zobaczysz. Jaki nie byłby powód tego ognia, wszędzie będą szukać prokomunistycznych kretów, agentów Kremla ukrytych wśród mieszkańców. Żeby to się tylko nie skończyło procesami i szubienicą. Uważaj na siebie w następnych dniach. Sama łazisz po pustkowiach, mało gadasz, nie masz przyjaciółek. Tacy jak ty, Megan, pierwsi są wytykani palcami. Ludzie Izby Reprezentantów mają sposoby, żeby dowieść każdemu winy, a nie zapominaj o szeryfie federalnym.

Osa zazwyczaj nie pamiętała o szeryfie federalnym z Cedar Creek, albowiem człowiek ten bardzo rzadko mieszał się w sprawy lokalsów - miał zresztą bardzo ograniczone kompetencje. Władze miasta pozwalały Agencji Dozoru na prowadzenie dochodzeń na terytorium Cedar Creek, ale zawsze w porozumieniu z przywódcami metropolii i przy ich wnikliwej kontroli. Szeryf federalny Hancock uchodził zresztą za funkcjonariusza nie lubiącego afiszować się zbytnią aktywnością, preferując albo scenę polityczną miasta albo pracę papierową w filii Agencji przy placu Pattona.

- Federalni nie mają pojęcia o istnieniu takich szaraczków jak ja - prychnęła pogardliwie tropicielka, wciąż próbując oszacować w myślach rozmiary pożaru.

- Widzisz, to doskonały przykład twojej nieostrożności - odparł natychmiast zatroskanym tonem wuj - Nigdy, ale to nigdy nie używaj tego cholernego słowa. Ktoś usłyszy jak mówisz o sobie per szaraczek i złoży donos, że jesteś hybrydą kosmitów. Meg, proszę cię. Wśród ludzi musisz uważać, co gadasz!

- Dobrze, wuju - westchnęła teatralnie Osa, dla świętego spokoju udając zrozumienie dla obaw krewnego - I poszukam sobie męża. A do roku urodzę dzieciaka i przy odrobinie szczęścia nie będzie miał zauważalnych mutacji. Czy to wystarczyło, żebym nie uchodziła za przebranego kosmitę, komucha albo lesbijkę?

- O lesbijkach też za głośno nie gadaj - kulawiec przeżegnał się odruchowo, a na jego twarzy oprócz głębokiego zatroskania pojawił się też wyraz pewnej irytacji - To nie jest patriotyczne, takie dewiacje. Prawdziwe Amerykanki muszą rodzić dzieci, żebyśmy za dwadzieścia lat mogli zgnieść ruskich przewagą liczebną. A lesbijka co urodzi? Lepiej nawet nie obnosić się głośno z tym, że się coś o takich zboczeniach wie, chrześcijanie o tym nie gadają.

Osa milczała dłuższą chwilę, skubiąc zębami dolną wargę.

- Naprawdę przywiązujesz do tego taką wagę? - spytała w końcu cicho - Do tej kurewskiej gry pozorów, do życia na pokaz? Przecież to czysta hipokryzja.

- Chcę dożyć spokojnej starości - odpowiedział wuj - Mam gdzieś to, co myślą inni, byle tylko dali mi spokój. Żyjemy w niebezpiecznych czasach, Meg. Nieostrożny człowiek źle kończy. Nieważne, trzeba zaczekać na Coltraina. Mieszka niedaleko Placu Eisenhowera, na pewno będzie wiedział coś więcej o tym pożarze.
Co do pożaru, macie możliwość udania się pod którąś z bram miasta, by sprawdzić, czy nie wpuszczają ochotników do gaszenia (ale na Boga, nie bierzcie miotacza ognia). Albo faktycznie zaczekacie w knajpie (lub przed nią) na zjawienie się kuriera. Trzecią opcją jest pójście spać. Co do Indianina, jeśli chcecie, możecie stworzyć scenkę w siłowni z udziałem jego, cargo oraz śmiertelnie przerażonego Jimami Śmierdziela, macie wolną rękę.

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 22 maja 2018, 21:51

Co do mnie to nigdzie się nie ruszam bo czekam na Coltraina. Takie pytanko jeszcze - tego indianina wszyscy jakoś znamy ? Słabo ? Trochę ? Dobrze ?
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 22 maja 2018, 21:57

Dla celów gry proponuję przyjąć, że Osa zna go bardzo dobrze - to on parę razy poprawiał jej osiągi motocykla, zanim pojazd padł ofiarą autostradowych bandytów. Duch zna się też dobrze ze Śmierdzielem.

Potrzebna mi ewentualna deklaracja, czy ktoś chce się po nocy włóczyć pod bramami głównej części miasta?

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 22 maja 2018, 22:43

Śmierdziel ma szopę, co jej drzwi wylatują. Cargo siłownię ale... Jak my w ogóle śpimy mamy jeden pokój czy jakoś osobno. Wiadomo, że Osa ma swoją indywidualną alkowę, niestety :|
Cargo wychalapał się wodą i zaczął robić delikatne porządki z bywalcami w knajpie. Była taka w beczce, która nie nadawała się do picia bo miała w sobie tyle norm przekroczonych, że nie nadawała się do spożycia. Ale przynajmniej licznik Geigera-Mullera nie drgał jakoś bardzo niebezpiecznie. Podobno. Bo rzadko kiedy wuj robił jej pomiar. Każdy wiedział, że ta beczkowa jest zła i nie było potrzeby tego sprawdzać.

Z wodą ciągle był problem. Była towarem reglamentowanym i posiadanie większej ilości spoza oficjalnych źródeł było niebezpieczne. O produkcji nie wspominając. Dlatego Cargo myślał intensywnie jak sprawdzić te kilka manierek które przypadkiem posiedli. Byłyby wówczas trochę warte, więc warto było przy temacie się zakręcić. Co do pomiaru to do głowy przychodził mu tylko Śmierdziel albo Duch. Tylko oni opanowali trudną sztukę technologi.

Tak właśnie dumał robiąc w barze "segregację rasową Gury". Która w skrócie polegała na tym, że podchodził do każdej niedopitej grupki i oświadczał spokojnie: "ras możeta jeszcze coś zamówić, a potem wypierdalać." Jak ktoś już nie był w stanie zrozumieć, albo co gorsze nie miał już ni grosza, a myślał że przebumeluje w lokalu do rana, tego Gura delikatnie eksmitował z lokalu. Cargo miał dziś nadzwyczaj udany wieczór, więc robił to wyjątkowo uprzejmie. Do tego nucił sobie pod nosem stary song nucony mu jeszcze przez babcię:
With or Without You
Co wydawało mu się niezwykle pasujące do procesu rugowania ludzi z knajpy.

Zadanie zostało jednak nie wykonane w pełni, bowiem kiedy wynosił na ulice dwóch bywalców niezbyt kojarzących rzeczywistość rozległ się sygnał alarmowy. Nad górnym miastem stała łuna szkarłatu i dymu. Cargo otworzył szeroką gębę ze zdziwienia a dwa wypuszczone z rąk ciała grzmotnęły cicho o ziemię. Przez chwilę stał tak bezczynnie kiedy jego osobliwy mózg analizował otrzymywane impulsy.

- Łooooo.... ale się zajebiaszczo jara!

Przez chwilę stał tak napawając się widokiem jako, że usuwanie kogokolwiek dalej było w zaistniałej sytuacji przeciw prawu. Obraz pożogi niemal od razu wywołał w Cargo gębko zakorzenione, atawistyczne i za razem niezwykle silne uczucie - potrzebę grabienia cudzego dobytku. Przez chwilę jego umysł walczył z tym uczuciem, przeciwstawiając mu poczucia odpowiedzialności i obowiązku związanego z podjęciem zatrudnienia. Nie trwało to jednak zbyt długo. Już po chwili wystrzelił jak z procy mknąc do Toksyka by podzielić się z nim, swoim kolejnym tej nocy "genialnym pomysłem".
Ostatnio zmieniony 22 maja 2018, 22:49 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 22 maja 2018, 22:46

[bcolor=#660000][center]Cedar Creek zaułki i cienie przedświtu[/center][/bcolor]

Duch naciągnął głęboko kaptur płaszcza, ruszył zaśmieconymi chodnikiem w kierunku Szpitala Św Rafała, teraz zajmowanym przez Kościół Moona. Po chwili zatrzymał się, wrośnięty w cień i słuchając komunikatów, wieszczących alarm przeciwpożarowy dla Placu Eisenhowera, obserwował bacznie swoje lokum. Sprawdził noże, wygodnie ułożył dziryt w ręku. Ulice i chodniki zapełniały się ludźmi, podążających to pomóc, to tylko popatrzeć z ciekawości. Nie lubił tłumów, miejskiego tłoku, ale słyszał, że w mieście rozwija się "Duch Postępu". A Albinos czuł, że to właśnie jego duch opiekuńczy. Na szczęście większość mieszkańców miasta podążała w przeciwnym niż Indianin kierunku. Najprostsza droga do Slammera wiodła koło Św. Rafał i dalej Aleją Konstytucji. Upewniwszy się, że chuligani nie wrócili, Duch przemógł się i ruszył główną ulicą, by w ten niepewny dzień dotrzymać towarzystwa kumplom, trzymał się jednak cienia.

U Slammera powinno być już zamknięte, wyglądało jednak, że ktoś się tam krząta. Indianin zaglądnął dyskretnie, ale przez brudne szkło, czy zrysowany plastik, nawet jego czuły wzrok niewiele dostrzegał. Pozostało mu podzielić się perspektywą wyśmienitego śniadanka z Śmierdzielem.
Może zaprosimy nawet tą ładną koleżankę.-pomyślał

Żeby zrobić właściwe wrażenie, wyjął węże z worka i dzierżąc je w rękach wkroczył śmiało do Szopy kolegi.

-Śniadanko! -oznajmił stając w progu.
Z ekwipunku: skórzana kurtka z kieszeniami i spodnie z uchwytami na dwa noże do rzucania, nóż i pistolet na pasie, dziryt w łapie. Wojskowe trepy, gogle dzienne na szyi, płaszcz, bardziej peleryna z dużym kapturem. W kieszeniach, MedeX i krem na dzień, w worku na plecach kask. koniecznie jakieś rękawiczki, jeśli mechanik nie ma skórzanych, to przynajmniej szmaciane.
Ostatnio zmieniony 22 maja 2018, 22:54 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 23 maja 2018, 22:41

Knajpa Slammera, świt drugiego dnia

Alarmowe syreny umilkły dobre pół godziny po wyrwaniu mieszkańców Cedar Creek z łóżek. Radio powtórzyło komunikaty ostrzegawcze jeszcze kilka razy, a tuż przed wschodem słońca spikerzy poinformowali o zakończeniu akcji gaśniczej. Siedząca na skrzyżowanych nogach w rogu łóżka Osa czekała ze zmrużonymi oczami na wezwanie wuja, pilnującego wejścia do knajpy i wypatrującego swego przyjaciela.

Oślepiająca tarcza słońca wspięła się w końcu ponad linię horyzontu, rozpoczęła codzienną wędrówkę po nieboskłonie. Na ulicy przed knajpą Slammera rozległy się głosy opuszczających domostwa mieszkańców, zmierzających do pracy lub na targowiska, dyskutujących ze zrozumiałym ożywieniem o dramatycznych nocnych zajściach. Osa chłonęła strzępki tych rozmów przez szczeliny w blaszanych ścianach piętra, próbując jednocześnie zwalczyć narastający w myślach niepokój.

Charlie Coltrain się nie pojawił.

Głośniki radiowęzła wydały z siebie serie wysokich pisków obwieszczając rozpoczęcie porannej audycji. Popłynęły z nich podniosłe dźwięki odgrywanego dziennie rano i wieczorem "Gwieździstego Sztandaru", a potem słowa recytowanej z wielką żarliwością modlitwy. Osa podniosła się bezgłośnie z posłania, stanęła na balkonie obrzucając wzrokiem opustoszałe podwórze na tyłach lokalu. Wiedziała, że zaraz po modlitwie dyżurujący w studiu Radia Nadziei spiker przejdzie do wiadomości, informując populację Cedar Creek o ewentualnych szczegółach nocnego pożaru.

- Megan, zejdź proszę - do uszu dziewczyny dotarł głos wuja. Tropicielka odetchnęła z ulgą słysząc charakterystyczny dźwięk odsuwanych rygli w przednich drzwiach knajpy, zeszła na parterze szykując w myślach cierpkie powitanie pod adresem swego zleceniodawcy.

W progu lokalu nie stanął Charlie Coltrain. Wysoki mężczyzna w naszytej metalowymi płytkami skórzanej kurtce przyjrzał się sceptycznie kulawemu właścicielowi, przeniósł wzrok na stojącą w tyle Osę.

- Przysyła mnie pan Tucker - powiedział nieznajomy - Przyszedłem po Fujarę czy Furę. Mam go zaprowadzić do roboty.

I wtedy Osa odkryła drugą niepokojącą niespodziankę mącącą spokój tego słonecznego poranka.

Za przerobionym na siłownię składzikiem znajdowała się niewielka wnęka służąca Gurze na co dzień za miejsce do spania, lecz tego poranka mutanta tam nie było. Gapiąc się na zwinięty byle jak koc tropicielka zadała sobie w myślach pytanie, które jej wuj wygłosił sekundę później na głos.

- Gdzie on jest?
Wstawka dla Kargana zasadniczo gotowa. Jeśli o Gurę i Ducha idzie, musicie się zdecydować czy coś faktycznie tej nocy kombinowaliście. Jeśli nie, możemy przyjąć, że wszyscy drzemiecie po nocnej libacji w szopie toksyka. Jeśli chcieliście pójść w miasto, dawajcie konkretne deklaracje - zatrzymamy wówczas bieg akcji dla Osy i sprawdzimy, gdzie byliście i co robiliście. Tylko pamiętajcie, że Gura miał iść do roboty!

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 23 maja 2018, 23:41

Knajpa Slammera, świt drugiego dnia

Grymas rozczarowania zniknął z twarzy Osy równie szybko jak się na niej pojawił. Wciąż jeszcze bardziej ją irytowała nieobecność Coltraina niż niepokoiła.

- Zgaduję, że wasz nowy pracownik spożywa właśnie wystawne śniadanie w towarzystwie kolegi Śmierdziela - głos Osy ociekał wręcz ironią - Poczekaj kolego, do chatki Śmierdziela lepiej nie wchodzić bez odpowiedniego treningu. Zaraz wracam.

Nucąc coś cicho pod nosem Osa ruszyła w kierunku szopy toksyka. Z przyzwyczajenia wstrzymała oddech na kilka kroków przed zdewastowanymi drzwiami, po czym odsuwając je na bok zanurkowała do środka.
Idę poszukać Gury u Śmierdziela. Kogo zastanę w środku to zależy od chłopców :D czy poszli w tango czy jedzą śniadanie z indiańcem
Ostatnio zmieniony 24 maja 2018, 12:02 przez Kargan, łącznie zmieniany 1 raz.
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 23 maja 2018, 23:45

Knajpa Slammera, koniec nocy i świt drugiego dnia

Podniecony Gura załomotał w drzwi przyjaciela ale nikt mu nie otworzył. Ponowił łomotania ale najwyraźniej albo nikogo nie było w środku albo nikt nie chciał mu otworzyć. A może... może to była jedna z tych chwil kiedy potrzebował odrobiny samotności. Cargo zamyślił się. Tak to mogło być to. Wszak wieczór był pełen emocjonujących wrażeń, które przecież trzeba było jakoś rozładować.

To nasunęło mu wspomnienie kiedy niechcący pod nieobecność Toksyka myszkując w jego lokum natknął się na kawałek mopa, umalowany niezdarnie szminką, z przyklejonym rysunkiem jakiegoś potwora. Cargo wybiegł wówczas przerażony i cały dzień zajęło mu, aż doszedł do siebie. Ale tak było czasem trzeba, rozładować się jakoś. Najwyraźniej Toksyka rozluźniały tez jakieś rękoczyny, choć o zgoła odmiennym charakterze i których Cargo najwyraźniej do końca nie rozumiał.

Nieco zniechęcony wdrapał się na dach siłowni by mieć lepszy widok na pożar. Nieco zmęczony położył się na nim zakładając ręce za głowę i przez jakiś czas wpatrywał się w pożar hacjendy jakiegoś bogacza z wysokiego miasta. Przez chwilę starał sobie wyobrazić, jak gigantycznie duża musiała by być kiełbaska by upiec ją nad gorejącym domostwem gdyby było wielkim ogniskiem, ale powieki już mu się kleiły od zmęczenia. Ostatecznie szybko zmorzył go sen.
Spasuję. Nie wstrzymujmy akcji ze względu na mnie. A Duch może kontynuować scenę ze śniadaniem.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 24 maja 2018, 10:26

Głupkowaty uśmiech szybko zszedł z twarzy albinosa, gdy nikt nie zareagował na jego przyjacielską wizytę. Gospodarz leżał w kącie zwinięty w kłębek, przypominąc zgnieciony po kraksie pojazd. Niedoszłe śniadanie wypadło z rąk Indianina, gdy w głowie pojawiła się obawa o kondycję toksyka. Od dołu pleców, tam gdzie zwierzęta mają ogon, aż po czubek głowy poczuł przepływające ciepło. Adrenalina rozpaliła ciało i wyostrzyła zmysły. Duch zlustrował pomieszczenie, następnie cichutko podszedł do leżącego. Upewniwszy się, że ten tylko głęboko śpi odetchnął z ulgą i zrugał się za naiwność. Jak mógł liczyć, że Śmierdziel będzie na niego czekał. Normalni ludzie, tacy jak toksyk, zwykle o tej porze śpią, tym bardziej, że Duch nie zapowiadał swojej wizyty. Głupi i naiwny-pomyślał.
Tymczasem kilkanaście centymetrów poniżej nosa przybysza, który w tej materii okazywał się nad wyraz odporny w stosunku do innych znajomych toksyka, jak choćby Osa, czy Gura (czyli praktycznie wszystkich znajomych) zmutowany kłębek ocknął się niepostrzeżenie pamiętny swych rozmyślań tuż sprzed momentu, kiedy to ze strachu stracił przytomność. Coś... kręciło się po szopie od dłuższej chwili, a przyłapany w pozycji gotowej do uczynienia zeń szaszłyka Śmierdziel zorientował się właśnie, że jest prze owe coś obwąchiwany. Przyjmując starą, sprawdzoną taktykę postanowił udawać gnijącego trupa licząc, że ufol obrzydzi się i pozostawi go w spokoju. Wytężył wolę, by nie zacząć się znowu trząść jak wiadro na odchody pod Gurą i oczekiwał na rozwój sytuacji pozostając całkowicie nieruchomy. Sztywny bardziej niż widły w sterczące w gnoju mutant odczekał chwilę, aż obcy przesunie się w inną część niewielkiej szopy, po czym rzucił jak szybkie ukradkowe spojrzenie na obcego, w którym od razu z błogim poczucie ulgi rozpoznał Ducha. Poczuł się trochę głupio w tej sytuacji, którą z racji przyjętej pozycji w postaci wypiętego w ku niebiosom tyłka albinos mógłby niekorzystnie zinterpretować, gdyby odkrył, że Toksyk nie śpi od jakiegoś czasu, toteż mimo mocno niewygodnego położenia postanowił udawać, że śpi dalej nie poruszywszy się ani o jotę.
Tymczasem zastanawiając się o jakich duchach śni Śmierdziel, Indianin wyciągnął długi nóż i oskórował martwe gady. Rozważał, czy nie przypiec lekko mięsa, ale zrezygnował postanawiając, że surowe zatrzyma więcej cennej wody. Ułożył przygotowane kawałki na jedynej znalezionej desce i zabrał się za oprawianie skór. Mięso przykrył jakąś szmatka, żeby nie obsiadły go muchy. Morzony przez sen, na wpół mechanicznie wyczyścił skórki, wnętrzności też pozostawił, może toksyk zechce wrzucić je do swej bimbro-kadzi.
Gdy zwinięty w kącie albinos zapadł wreszcie w lekki sen, toksyk wstał i najciszej jak mógł zlustrował sytuację lekko podniecony sympatyczną niespodzianką, jaką najwyraźniej przygotował dla niego ...przyjaciel. Postanowił więc czekać aż ten się obudzi, bynajmniej przy tym nie hałasując, lecz szybko znużył się oczekiwaniem i przyjmując uprzednią pozycję, od której co prawda bolały go teraz wszystkie mięśnie- zasnął.
Ostatnio zmieniony 24 maja 2018, 15:50 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 maja 2018, 21:11

Valhalla cargosów

Gura znalazł się w niebie i absolutnie nie zamierzał z niego wracać. Rozciągnięty na miękkim materacu z prawdziwymi sprężynami, poddawał się wśród głębokich pomruków rozkoszy zabiegom dosiadającej go zuchwale rudowłosej. Rozpuszczone długie włosy Osy spadały na przerośniętą klatkę piersiową mutanta, jej długie paznokcie rysowały wąskie linie na zgrubiałej skórze. Dwaj wciśnięci w swój garb ciężarem Gury bracia bełkotali coś donośnie obwieszczając wszem i wobec swoje niezadowolenie z niewygodnej pozycji, ale cargo miał ich dyskomfort za nic.

Sprężyny materaca grały coraz szybszą nutę, kiedy Osa podrygiwała spazmatycznie na ogromnym cielsku swego partnera, wydając półzwierzęce gardłowe dźwięki, pod wpływem których Gura wręcz odchodził od zmysłów.

- Złaź - powiedziała rudowłosa ześlizgując się z potężnego kochanka i klękając pomiędzy jego rozchylonymi nogami - Złaź natychmiast!

Gura otworzył szerzej rozanielone oczy, zamrugał nimi nie rozumiejąc, dlaczego naznaczona ekstatycznym uniesieniem twarz rudej piękności zupełnie nie współgra z ostrym nieżyczliwym tonem jej głosu.

- Jak cię walnę w ten przerośnięty kaczan, zaraz się ockniesz! - wyrzuciła z siebie naga tropicielka, oblizując zmysłowo usta i spozierając znacząco na imponujące przyrodzenie Gury - Przyszli po ciebie, do roboty się spóźnisz! Wstawaj, cymbale!
Piękny ten sen, naprawdę piękny!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 maja 2018, 21:23

Knajpa Slammera, świt drugiego dnia

Śmierdziel od dawna wiedział, że Osa potrafiła grać naprawdę ostro, kiedy się wkurzyła. Jej głos przywodził wówczas na myśl zgrzyt czubka noża na szkle, a oczy: cóż, oczy rudowłosej potrafiły miotać prawdziwe błyskawice, czasami jeszcze bardziej imponujące od tych płonących ubiegłej nocy nad Salt Lake City.

Jej pulsujące nutą rozdrażnienia okrzyki przebiły się przez spowijającą toksyka kurtynę snu, sprowadziły go z powrotem do ponurej rzeczywistości. Postękując głucho Śmierdziel usiadł na służącym mu za posłanie kocu, ziewnął przeraźliwie i zakaszlał, bo obrzmiały język utknął mu w trakcie tego ziewania w okazałej szczerbie między zębami.

Nieco jeszcze zamglone spojrzenie toksyka pobiegło ku poruszającej się niemrawo postaci białoskórego mechanika. Duch otworzył jedno oko, odwzajemnił spojrzenie gospodarza, potem zaś odwrócił głowę w kierunku, z którego przez uchylone brudne okienko do wnętrza cuchnącej szopy docierał ostry głos rozzłoszczonej siostrzenicy Slammera.

- Jak cię walnę w ten przerośnięty kaczan, zaraz się ockniesz! - perorowała na podwórzu lokalu Osa - Przyszli po ciebie, do roboty się spóźnisz! Wstawaj, cymbale!
Dobra, pora się zbierać, wstał piękny słoneczny dzień! (podkreślam, że piękny słoneczny, bo liczę na ikonkę "zgroza" od Nanatara)!

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 24 maja 2018, 23:07

Knajpa Slammera, świt drugiego dnia

Wrzaski Osy przestraszyły Gurę nie na żarty. Trochę spanikował na początku ale szybko się ogarnął, żeby wyjść na ludzi przy swoim nowym współpracowniku. Tak czy inaczej, przez te wrzaski, cały misterny nastrój chuj strzelił.

A właściwie to nie strzelił i to właśnie był największy problem Cargo. Czemu musiała wparować akurat teraz. Czemu nie dziesięć minut później. To by wystarczyło, a tak...
Gura spojrzał na swoje krocze. Niewątpliwie, był w pełnej gotowości bojowej i kiedy tak siedział, spodnie przypominały rozpostarty na prerii namiot. Wigwam, tak mawiał na to jego towarzysz Duch, a jako Indianin wiedział co mówi.

Zakłopotany, zlazł z dachu uważając przy tym by nie zahaczyć pompką o kawałek zdradzieckiej, pordzewiałej blachy na dachu, bo dramat byłby gotowy. Wylądował na ziemi i od razu dojrzał nowego. To musiał być jakiś jego nowy kolega z pracy, kto wie może nawet podwładny. Postanowił zatem elegancko się przywitać. Gura dużo słyszał o zasadach uprzejmościowych jakie panowały w lepszych firmach niż mordownia Slammera, w jakiej dotąd dane mu było pracować. Wiedział, że jeden uścisk dłoni dużo mówił o człowieku i nie należało tego zawalić. Bo to obrażało drugą stronę i mogło mieć później swoje brutalne konsekwencje. Niektórzy mówili na to "etykjeta". Gura rozumiał to słowo oraz powagę swej sytuacji. Ruszył zatem ochoczo w kierunku nowego, ale sterczący wigwam bujający mu się to w te, to we wte, skutecznie utrudniał mu marsz. Wsadził więc swoją wielką prawą rękę w spodnie i wepchnął interes do nogawki, by wyglądać tak jak należało. Zastawiając się czemu do cholery nie robią w tym celu jednej szerszej, doszedł do obcego i wyciągnął prawice na przywitanie.

- Cześć, jestem Gura. - Uśmiechnął się przyjaźnie.
Ostatnio zmieniony 24 maja 2018, 23:16 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 25 maja 2018, 12:52

[center]Cedar Creek, szopa, słoneczny poranek[/center]

Wigwam musiał być rozstawiony na pustyni, bo w środku panowały duchota i gorąc. Z oddali, z za płóciennych ścian dobiegały ostre, gniewne słowa Osy. Kiedy Duch miał już nadzieję, że z nicości wyłoni się zwierzęcy opiekun, przestrzeń zalało ostre, bardzo jasne światło. Oślepiało, wyciskało łzy i wbijało się w mózg ostrymi szpilami bólu. Ze światła wyłoniła się sylwetka OBCEGO. Indianin był już cały mokry, Ufok dzierżył w długich dłoniach strażackie węże, z których nieustannie wylewały się potoki czystej wody i grzmiał na albinosa.

-Skąd masz te węże?! To jest kontrabanda, za karę musisz iść nago do miasta.-i wyszczerzył zęby, ukazując ich równy nienaturalnie garnitur.

Tego było za wiele dla albinosa. Wybudził się z głośnym krzykiem. Aaagghhaa.

Jawa okazała się równie brutalna. Przez wszędobylskie szpary wdzierały się do wnętrza Śmierdzielowej szopy ostre, jasne promienie porannego słońca, zapowiadające nadzwyczaj pogodny dzień. Ubranie lepiło się do pleców i krocza Indianina. Grube skóry i płaszcz znakomicie chroniły przed słońcem, czy nocnym chłodem, ale czuł się w nich jak pies w kąpieli. Obfite krople spływały wzdłuż kręgosłupa i ginęły miedzy pośladkami, co w szybkim tempie doprowadzić mogło do odparzenia tyłka.

Ruda zakończyła swoją tyradę skierowaną do Gury i chwilę potem słychać było dźwięk ciężkich kroków uginających blaszany dach knajpy. To musiał być "Wiele Twarzy".
Duch ukryty w szopie zdejmuje ciężką skórzaną kurtkę i chowa do worka z paskiem na plecy. Gogle na oczy i patrzy co robi toksyk. Czy nic jedzonka nie ukradło?
Ostatnio zmieniony 25 maja 2018, 13:03 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 maja 2018, 18:07

Knajpa Slammera, świt drugiego dnia

Przybysz cofnął się na widok podającego rękę olbrzyma o jeden krok, ale natychmiast pojął, co robi i zmitygowawszy się naprędce postąpił z powrotem o krok do przodu. Na jego twarzy mieszały się ze sobą grymasy z trudem skrywanego zalęknienia oraz determinacji w próbie ukrycia tych deprecjonujących jego męskość emocji.

- Jestem... jestem Eroll - przedstawił się próbując nie krzyknąć z bólu pod wpływem serdecznego uścisku prawicy Gury - Przysłał mnie Sam Tucker. Mam zabrać cię do roboty, wszystko objaśnić i pokazać.

Cargo uśmiechnął się jeszcze szerzej na wspomnienie doznań, które go dopiero czekały. Elegancka siłownia z wyższej półki, a w niej gotowe na szalony seks piękności z centrum miasta, wszystkie śliskie od potu i prężące swe wdzięki niczym doskonale naoliwione maszyny do uprawiania miłości. Niedawny sen zaatakował umysł mutanta mnóstwem wyrafinowanych obrazów, w których tle ustawicznie przewijała się rozpromieniona w ekstazie twarz Osy.

- Prowadzaj, prowadzaj, przyjacielu - Gura klepnął przewodnika w ramię tak mocno, że ten wręcz ugiął się w kolanach - Śliczności nie mogą czekać, aż się za nie wezmem!

Eroll pokiwał głową cofając się w kierunku wejścia do knajpy, a w rozanielone myśli Gury wkradło się znienacka niejasne jeszcze podejrzenie względem dziwnej miny mężczyzny. Eroll spoglądał mianowicie na nabrzmiewającą ponownie nogawkę Gury i miał w oczach taki błysk, który skojarzył się cargo z dziką zwierzęcą zazdrością.

- Nie bojaj się, koleżko - mutant rozłożył szerzej ręce w opływającym w życzliwość geście - Wszyskie ruchałki nie obskakam naraz. Będziesz dobry kompan, to się podzielimy, może nawet poruchamy razem. Ale najpierw robota, robota to mus, bo szef płaci.
Dobra, koniec tych przechwałek, trzeba iść do roboty. Dla Osy przygotuję osobną wstawkę, chciałbym natomiast dowiedzieć się już teraz jakie plany na ten piękny dzień mają Koszal i Nanatar. Śmierdziel zamierzał wybrać się do Hedlar po ludzkie szczątki, może albinos by się do niego przyłączył? A może ciekawość skłoni Was, by pójść do miasta i pooglądać wypalone miejsca? Albo macie jakieś inne plany?

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 25 maja 2018, 18:37

Takie pytanko. Jak tu jest z leczeniem za odpoczynek? Mam siedem dziurek na karcie w polu z żywotnością.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

ODPOWIEDZ