- Pożar nie wieści niczego dobrego - mruknął kulawy mężczyzna - Służba bezpieczeństwa teraz oszaleje, zobaczysz. Jaki nie byłby powód tego ognia, wszędzie będą szukać prokomunistycznych kretów, agentów Kremla ukrytych wśród mieszkańców. Żeby to się tylko nie skończyło procesami i szubienicą. Uważaj na siebie w następnych dniach. Sama łazisz po pustkowiach, mało gadasz, nie masz przyjaciółek. Tacy jak ty, Megan, pierwsi są wytykani palcami. Ludzie Izby Reprezentantów mają sposoby, żeby dowieść każdemu winy, a nie zapominaj o szeryfie federalnym.
Osa zazwyczaj nie pamiętała o szeryfie federalnym z Cedar Creek, albowiem człowiek ten bardzo rzadko mieszał się w sprawy lokalsów - miał zresztą bardzo ograniczone kompetencje. Władze miasta pozwalały Agencji Dozoru na prowadzenie dochodzeń na terytorium Cedar Creek, ale zawsze w porozumieniu z przywódcami metropolii i przy ich wnikliwej kontroli. Szeryf federalny Hancock uchodził zresztą za funkcjonariusza nie lubiącego afiszować się zbytnią aktywnością, preferując albo scenę polityczną miasta albo pracę papierową w filii Agencji przy placu Pattona.
- Federalni nie mają pojęcia o istnieniu takich szaraczków jak ja - prychnęła pogardliwie tropicielka, wciąż próbując oszacować w myślach rozmiary pożaru.
- Widzisz, to doskonały przykład twojej nieostrożności - odparł natychmiast zatroskanym tonem wuj - Nigdy, ale to nigdy nie używaj tego cholernego słowa. Ktoś usłyszy jak mówisz o sobie per szaraczek i złoży donos, że jesteś hybrydą kosmitów. Meg, proszę cię. Wśród ludzi musisz uważać, co gadasz!
- Dobrze, wuju - westchnęła teatralnie Osa, dla świętego spokoju udając zrozumienie dla obaw krewnego - I poszukam sobie męża. A do roku urodzę dzieciaka i przy odrobinie szczęścia nie będzie miał zauważalnych mutacji. Czy to wystarczyło, żebym nie uchodziła za przebranego kosmitę, komucha albo lesbijkę?
- O lesbijkach też za głośno nie gadaj - kulawiec przeżegnał się odruchowo, a na jego twarzy oprócz głębokiego zatroskania pojawił się też wyraz pewnej irytacji - To nie jest patriotyczne, takie dewiacje. Prawdziwe Amerykanki muszą rodzić dzieci, żebyśmy za dwadzieścia lat mogli zgnieść ruskich przewagą liczebną. A lesbijka co urodzi? Lepiej nawet nie obnosić się głośno z tym, że się coś o takich zboczeniach wie, chrześcijanie o tym nie gadają.
Osa milczała dłuższą chwilę, skubiąc zębami dolną wargę.
- Naprawdę przywiązujesz do tego taką wagę? - spytała w końcu cicho - Do tej kurewskiej gry pozorów, do życia na pokaz? Przecież to czysta hipokryzja.
- Chcę dożyć spokojnej starości - odpowiedział wuj - Mam gdzieś to, co myślą inni, byle tylko dali mi spokój. Żyjemy w niebezpiecznych czasach, Meg. Nieostrożny człowiek źle kończy. Nieważne, trzeba zaczekać na Coltraina. Mieszka niedaleko Placu Eisenhowera, na pewno będzie wiedział coś więcej o tym pożarze.